Łączna liczba wyświetleń

piątek, 3 listopada 2017

Nowy początek: Rozdział XXX

To pewnie będzie ostatni (ewentualnie przed ostatni) ekspresowy "odcinek" przed weekendem, bo potem niestety nie będę miała tyle czasu wolnego na pisanie. Ale i opowiadanie zbliża się ku końcowi, nie wiem ile jeszcze części planuję: muszę sobie to jeszcze trochę ułożyć w głowie (co mi się przyda, bo to tego momentu właściwie sięga moja "ułożona" w głowie fabuła, co będzie dalej nie wiem nawet ja sama :)) Oczywiście happy end jakiś tam zrobię, to jest oczywiste. Ale nie będę was zanudzać. Miłego czytania ;)
PS: I z góry uprzedzam, że ta część wyszła mi bardzo przegadana, ale po prostu uznałam że bez sensu stosować tu retardację jakimiś nic nie znaczącymi opisami albo monologami wewnętrznymi bohaterów o których będą później wspominać w rozmowie. To w końcu opowiadanie a nie prawdziwa książka, a ja zdaje się często o tym zapominam  :(

***
- Nie!- Krzyknęła „prawdziwa” Zosia znów dając się ponieść emocjom. Ale narosła w niej panika, która wzięła się nie wiadomo skąd.
- Hej, on zasługuje żeby znać prawdę, nie sądzisz? Tym bardziej, że też jest w to zamieszany.- Odparła jej Cruella. – Ale zrobisz jak zechcesz.
Arek jednak wciąż nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Poza tym, że Szymborska w jakiś nieznany mu bliżej sposób tak manipulowała jego ukochaną, że ta robiła co ona chce. I to go wkurzyło. Zmiana zachowania Zosi, jej stylu i wizerunku, unikanie go…to wszystko zaczęło się po wypadku. A dokładniej wtedy gdy ich szefowa z niewiadomych przyczyn zaczęła się nią interesować. I tym powodem na pewno nie był fakt, iż były przyrodnimi siostrami. Prawdę mówiąc, to w ogóle tego nie kupował. Bo Zosia nie umiałaby aż tak bardzo grać obojętnej i udawać, że pracuje dla własnej siostry od paru lat. Musiałaby kiedyś o tym wspomnieć, nawet mimochodem.
Całe to poczucie zagubienia, chaosu własnych uczuć i konieczności wyjaśnienia sprawy do końca sprawiło, że miał już dość udawania, kręcenia, wymijających odpowiedzi. Chciał wreszcie znać konkretne przyczyny pewnych zachowań, zrozumieć je i przede wszystkim poznać uczucia Zosi. A potem zdecydować co dalej. Zbyt długo trwał zawieszony w próżni świadomie dając się zbywać by odpokutować własne poczucie winy, dając swojej dziewczynie czas. Tylko na co? Na to by jeszcze bardziej się od niego oddaliła? By zamieszkała w innym mieszkaniu, rzadko kontaktowała się poza pracą a nawet podczas jej trwania wolała spędzać lunch z Wiktorią albo sama? Tak nie mogło dalej być. I ten wieczór mu to uświadomił.
- Weź z szatni swój płaszcz i się ubierz.- Oznajmił do niej zupełnie ignorując stojącą u jej bok Wiktorię.- Wychodzimy stąd.
- Arek, poczekaj: musimy ci coś powiedzieć. A właściwie to ona musi ci coś powiedzieć.- Odpowiedziała mu Szymborska wskazując dłonią na Zosię. Ta jednak tylko prychnęła.
- Nic mu nie będę wyjaśniać.
- I dobrze, bo ja nie mam zamiaru tego słuchać.- Odparł jej w podobnie nieprzyjemnym tonie.- I mam nadzieję, że w końcu się od nas odczepi. A teraz chodź.
- Areeek.- Jęknęła Wiktoria gdy Żyliński chwycił ją za dłoń.- Nie jestem tą za którą mnie uważasz.
- Porozmawiamy o tym na zewnątrz. Sami. Na osobności.
- Ale ona musi przy tym być.
- Niby dlaczego? Jaką ma nad tobą władzę co? Szantażuje cię czymś?
- Oszalałeś? Jeśli już to ja ją szantażowałam.
- Co ty mówisz Zosiu?
- Nie jestem Zosią. – Powiedziała stanowczo Szymborska.- Od czasu wypadku mam tylko jej ciało, umysł wciąż należy do mnie czyli Wiktorii Szymborskiej.- Jedyną reakcją na jej słowa była pionowo zmarszczą na czole Arkadiusza i spuszczony wzrok. Gdy jednak go podniósł w jego oczach błyszczała furia.
- Coś ty jej dała, co?- Spytał puszczając dłoń swojej dziewczyny i robiąc kilka kroków w stronę szefowej.- Narkotyki?!
- Oczywiście, całą masę.- Prychnęła wściekle.- A do tego jeszcze GHB żeby była łatwiejsza co powinno cię ucieszyć.
- Ty cholerna…
- Zośka, przestań! Nie prowokuj go. – Wtrąciła się Wiktoria.
- Odczep się od nas.- Kontynuował Arek wrzeszcząc na Zosię uważając, że to Cruella.- Daj nam pieprzony spokój!- To dodawszy, obrócił się na pięcie ponownie dotykając ramienia Wiktorii a potem zmuszając do przeciskania się w kierunku wyjścia. Ta jednak podczas tej drogi próbowała go powstrzymać.
- Arek ty nic nie rozumiesz! I przestań mnie ciągnąć, nie znoszę tego. Poza tym nie wezmę kurtki z szatni, bo weszłyśmy tu razem z Zosią i mamy jeden kluczyć. Więc zatrzymaj się do cholery zanim ją zgubimy w tym tłumie.- Ostatnie zdanie sprawiło, że się zatrzymał. Ale tylko na chwilę.
- Mam to gdzieś. I tak mój samochód jest zaparkowany tuż za parkiem. Nie zmarzniesz.
- Ale to ja mam ten kluczyć. I to ona zmarznie.
- Ona nic mnie nie obchodzi.
- Bo nie wiesz kim jest.
- Doskonale wiem kim jest ta  manipulatorka.- Odrzekł, ale mimo to został w miejscu aż nie zjawiła się znienawidzona przez niego kobieta. Potem bez słowa całą trójką skierowali się do szatni gdzie każde z nich wzięło swoje kurtki i wyszło. Zosia zamierzała jak najszybciej zostawić ich samych, ale Wiktoria nie chciała na to pozwolić.
- Przestań zachowywać się jak cholerny tchórz!- Krzyknęła w końcu na nią.- Skoro ta sytuacja ma trwać nadal i nie możemy jej zmienić to on musi znać prawdę.
- Skoro chce iść, to niech to zrobi.- Odpowiedział jej wtedy Arek.
- Nie wiesz co mówisz ani co do niej czujesz.
- Zapewniam cię, że wiem bo jej nie znoszę.- O dziwo to właśnie te słowa sprawiły, że Zosia na chwilę się zatrzymała. Potem odwróciła się w stronę Wiktorii i Arkadiusza.
- Tak? To zabawne zważywszy na fakt, że jeszcze kilka dni temu chciałeś mnie pocałować.
- Słucham?- Żachnęła się Szymborska.
- Zosiu kochanie, nie słuchaj jej. Do niczego między nami nie doszło. Chciałem ci o tym powiedzieć właśnie dziś. Ale oczywiście musiała mnie ubiec przedstawiając wszystko na swój własny sposób.
- A więc to dlatego jest na ciebie taka wściekła. Sądzi, że spodobała ci się jako ja…- Szepnęła do siebie samej Wiktoria.- Teraz już wszystko rozumiem.- Dodała na głos.
- Nic nie rozumiesz. Ja kocham tylko ciebie.- Jakby chcąc wyrazić to czynem Arek, przypuszczając że nagła zmiany wyrazu twarzy Zosi jest spowodowana właśnie usłyszaną popełnioną przez niego niedoszłą zdradą, gwałtownie przyciągnął do siebie Wiktorię i pocałował. Nie miał pojęcia, że jej wyrywanie się ma zupełnie inną przyczynę niż przypuszczał. Bo niespodziewanie wymuszona bliskość znów uruchomiła w Wiktorii bolesną strunę na moment pogrążając ją w bolesnych wspomnieniach. Szybko jednak pozbierała się w sobie nakładając na twarz tylko trochę sztuczny uśmiech.
- To cudowne wyznanie i super pocałunek, ale naprawdę to nie mnie chciałeś nim obdarzyć tylko…gdzie ona poszła?- Dokończyła rozglądając się za Zosią. Ale z powodu ciemności nie była w stanie rozpoznać jej sylwetki.
- Dla mnie może iść do samego diabła.
- Arek, przestań już! Bo naprawdę za moment będziesz żałował tego co zrobiłeś Zosi.
- Zosi? Kochanie, to ty jesteś Zosią. Wiem, że miałaś kłopoty z pamięcią i najpewniej ona to wykorzystała, ale ty…
- Zamknij się do diabła i słuchaj!- Przerwała mu mając już dość tego teatrzyku. Nie wiedziała kto był bardziej dziecinny: Zosia czy on. Ale może to dlatego byli siebie warci.- Po wypadku każda z nas obudziła się w nieswoim ciele.
- To naj…
- Nie przerywaj mi.- Zagroziła wymierzając w niego palec. Potem zaczęła opowiadać po krótce swoją historię a także tę część historii która dotyczyła Zosi i zaszła przed jej obudzeniem się ze śpiączki. Od czasu do czasu mężczyzna przerywał jej stwierdzeniami typu: co za kompletna bzdura albo wymownymi uśmieszkami. Po kilku minutach jednak nawet zadawać ironiczne pytania, ale z czasem ich szyderczy ton jakoś znikał, a w głosie pojawiła się niepewność i zdumienie. Przestał wtrącać swoje sarkastyczne uwagi, wyraz twarzy miał skupiony a spojrzenie lekko zdezorientowana. Wiktoria doskonale zdawała sobie sprawę co teraz może dziać się w jego głowie. Niedowierzanie walczyło w nim z szokiem i akceptacją prawdy. W końcu, gdy kobieta zamilkła a Arek zorientował się, że to najwyraźniej koniec jej opowiadania przełykając ciężko ślinę zmusił się do jakiejś reakcji.
- Ale to niemożliwe.- Burknął. – To przecież się nie zdarza. Nie można tak po prostu stać się kimś innym.
- Więc powiedz to nam: wytłumacz czemu ja stałam się Zosią a ona mną.
- Nie, po prostu obie macie jakieś zaburzenia po wypadku. – Arek próbował znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie.- Tak wam się po prostu wydaje i założyłyście, że spotkało was coś nienormalnego.
- Wydaje nam się? Super wyjaśnienie, dzięki. Za twoją sprawą zrozumiałam, że ostatnie tygodnie koszmaru, zmiana osobowości, charakteru, fakt że znam wspomnienia innej osoby, jej otoczenie i znajomych ma tak łatwą przyczynę. A my głupie zastanawiałyśmy się czy nie zwariowałyśmy. Do diabła Arek, spójrz na mnie. Czy naprawdę nie zauważyłeś, że nie jestem Zosią? Że zachowuję się inaczej, poruszam się w inny sposób a nawet patrzę?  Że nie wiedziałam iż powinniśmy się niby znać od dzieciństwa i nie mam pojęcia o jaką książkę mnie ostatnio pytałeś? Że nie mam pojęcia co to jest klub 5&6, bo nigdy tam nie byłam? A nawet to, że umiem prowadzić auto? Myślisz, że to dzięki śpiączce nabyłam tę umiejętność?
- Słyszałem, że czasami takie rzeczy się zdarzają. Że w wyniku śpiączki ludzie mówią w językach o których wcześniej nie słyszeli albo stają się geniuszami matematycznymi.
- Do diaska może i tak się zdarza. A w moim przypadku tak nie jest. Bo ja pamiętam tylko swoje dawne życie jako Wiktoria Szymborska. Pamiętam wnętrze swojego mieszkania, hasło do laptopa czy pin do komrki. Pamiętam też, że każdego ranka przed pracą biegałam, potem w biurze piłam kawę i odbierałam pocztę. Że nie jadłam orzeszków bo byłam na nie uczulona, że nie znosiłam Jowity…- Zaczęła wymieniać pierwsze rzeczy które przyszły jej do głowy.
- Tak ci się tylko wydaje, bo choć znajomość pewnych szczegółów da się wytłumaczyć, bo Wiktoria była twoją szefową. Musisz się zbadać i…
- Jezu, czy nie możesz przestać patrzeć na wszystko chłodno jak analityk? Jak ci się wydaje czemu ona aż tak bardzo cię nienawidzi?
- Masz na myśli Wiktorię?- Szymborska jęknęła.
- Nie, to Zosia…no dobrze, przyjmijmy że to ja się mylę i to jest Wiktoria. – Ustąpiła.
- Bo dałem jej kosza. Przed wypadkiem usiłowała mnie poderwać, nawet na sylwestrowym balu to robiła. Ale dałem jej jasno do zrozumienia, że nie jestem zainteresowany.
- Ale z ciebie arogancki typ. I miałabym niby przeżywać takie odrzucenie przez kilka miesięcy?- Żachnęła się.- To znaczy…niby Wiktoria miałaby je tyle przeżywać? Żeby usiłować cię zwolnić, nie chcieć z tobą rozmawiać nawet w pracy chociaż komunikacja między wami była niezbędna?
- Jest mściwa.
- Wcale nie jestem mściwa!- Wkurzyła się.-  I jasno zrozumiałam, że wolisz tę ciamajdę Zosię za jaką ją uważałam.
- To ty jesteś Zosią.- Powtórzył Arek uparcie choć już z mniejszym przekonaniem. Głowa zaczęła mu nieprzyjemnie pulsować z powodu natłoku myśli, wspomnień i głosów. Zaczął przypominać sobie to jak Wiktoria unikała go zaraz po przebudzeniu, jak nie chciała się z nim widzieć. Jak poinformowała go o tym co było bezpośrednią przyczyną upadku. W głowie pojawiła się wizja jej załzawionych oczu i oskarżycielskiego tonu:  

Ona tam była. Razem ze mną. Chciała zejść na dół, ale tego nie zrobiła bo usłyszała wasze krzyki. Ta idiotka wszystko słyszała, rozumiesz?
Mam ci zacytować jak śmiałeś się z tej brzyduli? Jak chwaliłeś fakt, że była dobrym pieskiem na smyczy wypełniając wszystkie twoje polecenia?
To twoje cholerne słowa, dupku, nie moje! Jak myślisz, czemu wtedy się potknęła? Co tak bardzo wytrąciło ją z równowagi że upadła?

Zaczął przypominać sobie inne sytuacje: choćby zjedzenie orzeszków po których Wiktoria dostała silnej reakcji alergicznej o którym to epizodzie całe biuro plotkowało przez cały tydzień. Albo fakt braku znajomości języka niemieckiego czy posiadania prawa jazdy. Niepewność w podejmowaniu niektórych decyzji tak niepodobną do Cruelli oraz ciągłą obecność Jowity u jej boku. Także to, że stała się jakby milsza, ale to nie obejmowało jego samego. No i ta ostatnia sytuacja w biurze gdy po przerwie świątecznej omawiali raport w jej gabinecie. W pewnym momencie niewielki pająk spuścił się po nitce na jej ramię a ona go zwyczajnie strzepnęła żartując z niedokładnych sprzątaczek. Pamiętał, że to go wtedy bardzo zdziwiło: całe biuro wiedziało że Wiktoria boi się pająków i ma arachnofobię. Niespodziewany widok nawet małego pajączka powinien wywołać w niej choć trochę lęku. Ale tak się nie stało. Nawet to, że ostatnio zaczął czuć do niej współczucie, że płakała w jego obecności. Cruella by sobie na to nie pozwoliła. Ona była twarda i despotyczna. Jak stojąca naprzeciwko niego kobieta.
Głośno przełknął ślinę czując napływającą do ust żółć. Potem kolejny raz gdy na twarzy kobiety pojawił się dobrze znany mu wyraz: uniesienie brwi połączone z lekkim uśmieszkiem. A potem wywrócenie oczami. Boże, znał te gesty. Tyle, że dotychczas były charakterystyczne dla innej twarzy, ale mimo to jak mógł tego nie dostrzec?!
- Jak widzę po twojej reakcji coś w końcu zaczęło do ciebie docierać. Ale mimo wszystko rozumiem cię: ja sama po przebudzeniu nie mogłam w to uwierzyć.
- Ale jak to…?
-…się stało? Jest możliwe? Nie wiem. Gdybym wiedziała pewnie mogłabym odzyskać dawną postać, ale nie mam zielonego pojęcia. Także Zosia oraz jej siostra Marysia, która nieustannie sprawdza swoje hipotezy próbując rozwikłać tę zagadkę. Tyle, że niestety bezskutecznie.
- Więc ona…ona naprawdę ma twoje ciało? Zosia wygląda jak ty?
- Owszem.- Potwierdziła uśmiechając się szeroko gdy jego twarz gwałtownie zbladła. Nie mogła się powstrzymać od roześmiania się, bo w tej chwili dokładnie wiedziała o czym myślał.- Spokojnie, całujesz nie najgorzej. Choć mówiąc szczerze, mnie jakoś nie porwało.
- O Boże…
-  Ale Zosi się chyba podobało, prawda? Więc możesz być spokojny.
- Ja nie wierzę…- Mrugnął kręcąc głową. Chwilę później jednak doznał niejakiego olśnienia.- Kto jeszcze o tym wiedział? Komu powiedziałyście?
- Ja nikomu: ty jesteś pierwszy. Ale Zosia powiedziała kilku osobom: Jowicie, Ewie z księgowości i tej jednej z twojego działu.
- Emilce. Była jej przyjaciółką.
- No tak. No i powiedziała o tym jeszcze…- Wiktoria zawahała się na chwilę.- Ksaweremu.
Arek nigdy nie doświadczył uczucia jakie wywołuje ból psychiczny, ale teraz poczucie zdrady go przytłoczyło. Bo powiedziała mu. Iksińskiego. Podczas gdy jemu nie szepnęła ani słówka.
- Nie miała zamiaru mi  w ogóle powiedzieć.- To nie było pytanie lecz stwierdzenie faktu. Mimo to Wiktoria odparła:
- Chyba tak. Ale chyba wiesz dlaczego: kocha cię choć  ubzdurała sobie że ty jej nie, że tylko się nią bawiłeś.
-  Tak ci mówiła?
- No nie do końca, ale to się rozumie samo przez się.
- No super, widzę że jednak udało ci się znaleźć Zosię.- Tuż obok nich na ścieżce pojawił się Ksawery.- Nie odbierałeś telefonu, a że ja nie mogłem znaleźć ani jej, ani Wiktorii to stwierdziłem że wrócę do samochodu na parking. Czemu tak na mnie patrzycie? Stało się coś?- Jedyną odpowiedzią było odejście Arkadiusza. Ksawery chciał go zatrzymać, ale Wiktoria go powstrzymała.
- Zostaw, musi to przetrawić.
- Co?
- Fakt, że Zosia to teraz Wiktoria.
- Powiedziałaś mu?
- Tak.
- Ale Zosia tego nie chciała.
- Zosia powinna w końcu przestać zachowywać się jak zraniona smarkula i być egoistką. On chyba miał prawo wiedzieć, prawda?
- Gdzie ona teraz jest?
- Nie wiem. Poszła gdzieś jakieś dziesięć minut temu.
- Musimy ją znaleźć. Zadzwonię do niej.
- Jak ją znam to nie odbierze. Po prostu daj jej teraz spokój.
- Ale jest bardzo późno.
- A ona jest dużą dziewczynką i na pewno sobie poradzi. Wracajmy do domu.
Żadne z nich nie miało jednak własnego środka transportu, więc zmuszeni byli wrócić taksówką. Podczas oczekiwania, Wiktoria z racji cienkiej kurtki zdążyła już trochę zmarznąć. Wtedy Ksawery oddał jej swój płaszcz, który przyjęła kwitując ten gest ironiczną uwagą:
- Super, czuję się prawie jak bohaterka komedii romantycznej.
- Zawsze musisz żartować?- Żachnął się wciąż myślami błądząc wokół Zosi. Tym bardziej, że choć próbował się do niej dodzwonić to jej komórka nawet nie odpowiadała.
- A ty udawać, że nie wiadomo co się stało? Nie zrobiłam niczego złego.
- To nie była „tylko” twoja decyzja, nie należała „tylko” do ciebie.
- Jasne, bo „tylko” twoja wieczna platoniczna ukochana ma o wszystkim decydować.
- Nie mów w ten sposób o Zosi!
- Wiesz co? Pieprz się!- Warknęła zrzucając z siebie jego płaszcz. Potem zaczęła iść w kierunku parku w stronę ulicy. W końcu może złapać taksówkę gdzie indziej. Albo ostatecznie wrócić jakimś nocnym autobusem.
- Nie bądź melodramatyczna.
- A ty wracaj na smycz piesku i lepiej do niej zadzwoń, bo na pewno tego potrzebuje. Przyjaciela do wypłakania się mu na ramieniu, który zadowoli się okruszkami a potem pozwoli kopnąć się w dupę.- Wiktoria nie do końca wiedziała czemu się tak zachowuje, dlaczego go atakuje. Ale Ksawery naprawdę zaczął ją już niemiłosiernie wkurzać. Bo jak można być tak kompletnie pod pantoflem?
- Nikt mnie nie wykorzystuje, tym bardziej Zosia.
- Nie? A co masz w swoim życiu panie programisto? Co robisz gdy nie pracujesz i latasz na jej posyłki? Wiesz co to rozrywka, masz swoje życie towarzyskie poza nią?- Wyrzuciła z siebie jednym tchem. Potem, po wzięciu głębokiego oddechu kontynuowała już trochę spokojniej.- Słuchaj, może nie robi tego specjalnie, ale prawda jest taka że Zośka cię wykorzystuje żerując na twoim uczuciu. Ale jesteś zbyt głupi by to dostrzec albo zbyt dumny by się do tego przyznać.
- Pomagam jej bo tego chcę i nic mnie nie obchodzi co o tym sądzi ktoś taki jak ty kto nie ma pojęcia o przyjaźni za to o arogancji, megalomanii i zadufaniu w sobie mógłby napisać powieść.
- Świetny pomysł: pomyślę o tym jak wywalą mnie z banku.
- O co ci właściwie chodzi co? Nawet jeśli jest tak jak mówisz to guzik cię to powinno obchodzić.
- I tak jest, mam to gdzieś.
- Świetnie.
- Świetnie. – Przedrzeźniała go.- Ale aż przykro patrzeć jak robisz z siebie takiego głupka.
- A odkąd to jesteś altruistyczna ich obchodzi cię ktoś inny poza tobą samą? Przecież dla ciebie liczy się tylko to żeby przespać się z jakimś facetem.- Gdzieś tam w podświadomości wiedziała, że powiedział to tylko tak sobie by ją wkurzyć a nie zranić, ale i tak nie mogła się powstrzymać przed atakiem. Natarła na niego ze złością, żalem i świadomością gorzkiej prawdy jaką niosły te słowa. Nie mając o tym pojęcia, trafił w czuły punkt. Bo faceci byli dla niej zapomnieniem o bólu i upokorzeniu; to że to ona dominowała w seksie pozwalało jej zapomnieć o tym, że kiedyś nie miała wyboru. Poza tym dawało jej to zwyczajną przyjemność. Tyle, że przez niego poczuła się brudna i zbrukana, tak jakby to co robiła było czymś bardzo złym. Jakby zamiast stawać się coraz bardziej czysta za każdym razem obmywała się w błocie i szambie.
- Wiktoria przestań, proszę. Już dość….przepraszam. Dość!- W końcu udało mu się pochwycić jej uderzające go dłonie zanim wyrządziły mu więcej szkód. Bo niestety trafiła go tuż pod okiem. Był pewny, że do jutra będzie tam widniał solidny siniak, bo cała prawa strona twarzy potężnie mu pulsowała. Dlatego zdziwiła się, że  w pierwszej chwili zamiast nieźle ją ochrzanić odezwał się:- Wybacz mi, nie chciałem tego powiedzieć. Ja nawet tak nie myślę. Praktycznie cię nie znam by wysuwać o tobie jakiekolwiek wnioski. Ale wiem, że jesteś jedyną kobietą która potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa. Tylko niestety w tym negatywnym znaczeniu.- Słysząc to uśmiechnęła się pod nosem, bardzo zażenowana i tak samo rozbawiona. Ale nie zamierzała za nim przepraszać.
- Zasłużyłeś sobie.- Skwitowała to tylko gdy upewniwszy się że atak szału jej minął puścił jej ręce. Dla bezpieczeństwa jednak wciąż ją obserwował.
- Wiem. Więc już zgoda?
- Chyba tak.- Mrugnęła.
- Świetnie. Bo chyba nasza taksówka właśnie przyjechała.
Siedząc obok siebie na tylnym siedzeniu jechali w całkowitym milczeniu. Dopiero gdy dojechali na miejsce jej bloku, nachyliła się nad Ksawerym i delikatnie pocałowała go w usta. Pomyślała, że w ten sposób pokaże mu, że jego słowa nie wywarły na niej żadnego wrażenia, że wciąż jest taka jak dawniej i że miała je gdzieś. A jej furia była spowodowana tylko kobiecymi fochami a nie prawdziwym zranieniem.
- Skoro już wiemy, że dla mnie liczy się tylko zaciągnięcie faceta do łóżka to może ułatwisz mi zadanie? No i zaoszczędzimy fatygi kierowcy który nie będzie musiał zawodzić cię do twojej nory.- Wymruczała mu do ucha jednocześnie nakładając ramiona na szyję. Ksawery poczuł niechęć do siebie samego za to, że słowa tej kobiety sprawiły że zadrżał, bo zadziałała na niego w czysto fizyczny sposób. No i był pewny, że sparafrazowała jego słowa tylko po to by go ukarać. Cokolwiek wymyśliła nie miała to nic wspólnego z nagrodą. Ksawery z każdym dniem coraz bardziej doceniał inteligencję tej kobiety.
- Jednak dam mu trochę więcej zarobić.- Odparł zdejmując jej ramiona ze swoim.- Dobrej nocy.
- Jak chcesz samotniku. Tylko wiedz, że długo nie używany narząd zanika.
- Będę pamiętał.- Potwierdził poważnie. A potem odetchnął z ulgą gdy Wiktoria w końcu wysiadła. Już dawno wiedział, że ta kobieta była prawdziwym diabłem. Tyle, że…niezwykle uroczym diabłem.

***
Całą noc spędził włócząc się po ulicach i barach. Wchodził tam jednak tylko po to by się ogrzać. Nic nie pił, bo ostatnie czego w tej chwili potrzebował był nietrzeźwy umysł. A wiele miał do rozmyślania. Dopiero nad ranem wstąpił do jakiejś kawiarni by napić się mocnej kawy i coś zjeść. Nawet jeśli nie miał na to zbytniego apetytu. Gdy wrócił do mieszkania, przez prawie dwie godziny siedział na sofie w salonie nie wiedząc nawet czy Ksawery jest w domu. A to właśnie z nim najpierw chciał się rozmówić. Zanim porozmawia z Prawdziwą Zosią. Uśmiechnął się do własnej myśli. Tak, to określenie trafnie oddawało prawdę. Bo ta Zośka z ostatnich tygodni była Fałszywa. Oczywiście wciąż na nowo odżywało w nim zwątpienie i poczucie nierealności zaistniałej sytuacji: no bo jak jedna kobieta może funkcjonować jako inna? Ale prawda była taka, że miał na to masę dowodów. I wmawianie sobie tego, że zrobiono z niego durnia nic nie pomagało. Chociaż wiele by dał by tak się stało. To wyjaśnienie byłby w stanie zaakceptować. Po prostu Wiktoria z Zosią sobie z niego zadrwiły i teraz zaśmiewały się w kułak z jego reakcji. Szkoda tylko, że prawda prezentowała się zgoła inaczej.
Ksawery wyszedł ze swojego pokoju tuż po ósmej. Nie zauważył go od razu: najpierw wziął prysznic a potem zrobił sobie jakąś kanapkę w kuchni. Dopiero wtedy wszedł do salonu.
- Nie wiedziałem, że już wróciłeś.- Odezwał się zaskoczony jego widokiem.- Nocowałeś tu?
- Nie.
- Wróciłeś autem?
- Cholera, zapomniałem o nim. Chyba nadal stoi przy klubie.
- Piłeś coś?- Spytał Iksiński zauważając zmęczoną cerę i podkrążone oczy współlokatora. Arek zignorował to pytanie.
- Od jak dawna wiesz?
- O czym?
- Nie zgrywaj idioty, bardzo dobrze wiesz o czym mówię. Kiedy ci powiedziała?
- Kilka tygodni po wypadku.- Słysząc to przymknął na chwilę oczy. Kilka tygodni? Od wypadku minęło już kilka miesięcy co oznaczało, że wyznała mu prawdę prawie natychmiast. Mógł co prawda pocieszać się myślą, że nie zrobiła tego od razu po odzyskaniu przytomności, ale była to marna świadomość.
- Zamierzała w ogóle mi powiedzieć?
- O to musisz już spytać ją.
- Ale pytam ciebie.
- Nie wiem. Nie wiem.- Powtórzył dwukrotnie. Ale zabrzmiało to raczej tak jakby próbował sam siebie przekonać, że nie mówi kłamstwa. I to uświadomiło Arkowi, że Ksawery tak jak i on wiedział, że Zosia nie miała zamiaru tego zrobić.
- A więc nie.- Powiedział na głos.- Pewnie świetnie się bawiła widząc jak latam za Wiktorią myśląc, że to ona.
- Nie myślała w ten sposób.
- A w jaki do cholery? Ona w ogóle myślała?! Myślała o tym co przeżywałem przez te trzy miesiące przed przebudzeniem ze śpiączki Wiktorii kiedy myślałem, że to ona?! Kiedy przychodziłem do szpitala codziennie modląc się by się w końcu obudziła?! Ciebie pewnie też bawiło to jak rwałem sobie włosy z głowy, hm? Jak każdego dnia po pracy gnałem do szpitala jak szaleniec byle tylko przy niej pobyć? Jak rozpaczałem tamtego dnia gdy dowiedziałem się, że lekarze chcą odłączyć ją od aparatury, jak chciałem umrzeć? Ale przecież oboje mieliście to wszystko gdzieś, prawda?- Spytał Ksawerego retorycznie. Tamten poczuł wyrzuty sumienia. Wiktoria miała rację: nawet jeśli Arek skrzywdził Zosię nie zasługiwał na to by sądzić, że może się nigdy nie obudzić. Sam pamiętał wówczas co czuł.
- Przykro mi stary. Ale musisz mi wierzyć, że nie odbierałem tego w taki sposób.
- Jasne, to przecież ona kazała ci milczeć, nieprawdaż?- Stwierdził bez śladu ironii.- Mogę chociaż wiedzieć dlaczego? Chciała mnie ukarać bo usłyszała monolog Karola w piwnicy? A może za coś jeszcze?
- Chyba za to pierwsze.
- A więc wysunęła swoje wnioski tylko na podstawie czyichś słów. Skreśliła mnie bo ktoś jej powiedział, że jej nie kocham.- Podsumował i tym razem w tych słowach tkwiła ironia.
- Nie udawaj, że byłeś aż tak kryształowy.- Zainterweniował Ksawery.- Pamiętam jak ją traktowałeś i jak bardzo ona to przeżywała jeszcze przed wypadkiem. Nie ty byłeś tu ofiarą.
- No tak, ja tu byłem katem.
- Nie wiem jaka rola ci przypadła, ale wiem też że Zosia nie podjęłaby żadnego czynu pochopnie. Jeżeli stwierdziła, że zawiniłeś to tak musiało być.
- Zapewne, w końcu jest bardziej kryształowa od Maryi Dziewicy.
- Posłuchaj nie ma potrzeby kpić. Jej też było i wciąż jest ciężko. Pomyślałeś w ogóle o tym? Pomyślałeś, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy miała na głowie coś o wiele ważniejszego niż zamartwianie się twoimi urażonymi uczuciami?
- Gdzie ona teraz mieszka?
- Co?
- Gdzie mieszka?- Powtórzył Arek.
- W domu Wiktorii.- Wyznał niechętnie Ksawery.
- Gdzie to jest?
- Czemu pytasz?
- To chyba oczywiste: to znasz jej adres czy nie?- Ksawery nie był pewien czy robi dobrze, ale wcześniej czy później Zosia musiała rozmówić się z Arkiem. Podał więc Żylińskiemu ulicę i numer bloku mając nadzieję, że rozmowa w tak wielkich emocjach jakie obecnie nim targały nie przyniesie więcej szkody niż pożytku. Na wszelki wypadek uprzedził jednak Zosię o tym, że Arkadiusz dowiedział się całej prawdy od Wiktorii.

***

Gwałtowny dzwonek domofonu zmusił Zosię do wstania z łóżka. Niechętnie wysunęła się z ciepłej pościeli zakładając szlafrok. Ale że dźwięk nie ustawał, uznała że to może być ktoś ważny. A raczej Wiktoria. Z SMS-a Ksawerego dowiedziała się, że wyznała już Arkadiuszowi prawdę, który przyjął to nie najlepiej. Teraz najwyraźniej Szymborska chciała zdać jej sprawozdanie. Szkoda tylko, że koło dziewiątej rano…
- Tak?- Rzuciła w stronę słuchawki gdy tylko ją podniosła.
- Dzień dobry pani Wiktorio. Jest tu jakiś pan który twierdzi, że musi się z panią spotkać, ale że jest bardzo wcześniej nie jestem pewny czy go wpuścić.
- Jak się nazywa?- Tu nastała chwila przerwy. Dopiero po niej zostało wypowiedziane nazwisko, którego się nie wiedzieć czemu nie spodziewała. W końcu to jasne, że Arek chciał się z nią rozmówić. Dziwne, że taka możliwość w ogólne nie przyszła jej wcześniej do głowy. 
Wczorajszego wieczoru zachowała się bardzo dziecinnie i miała tego świadomość. Bo przecież Wiktoria miała rację chcąc by jej drugi współlokator poznał prawdę. Była mu to winna. Nie wspominając już o tym, że być może dzięki tej wiedzy Arek w końcu zostawi w spokoju Szymborską. Co prawda tego ranka również nie uważała za idealny moment na ostateczną rozmowę i rozprawienie się z przeszłością, ale może zawsze będzie w niej jakiś strach mówiący że powinna poczekać albo się lepiej przygotować? A lepiej przecież mieć to już za sobą.
Pokonując uczucie tchórzostwa, poprosiła o wprowadzenie gościa. A chwilę później usłyszała dźwięk dzwonka: zupełnie tak jakby Arek pokonał całą drogę z recepcji biegiem. Nie wiedziała tylko jak powinna interpretować takie zachowanie.
Odruchowo zerkając w zawieszone na korytarzu lustro poprawiła sobie dłońmi włosy a potem ciaśniej opatuliła się szlafrokiem. Miała nadzieję, że zdąży się w coś ubrać, ale na to się nie zanosiło. Najpierw musiała więc wpuścić go do środka. Zamykając na moment oczy wzięła głęboki wdech, a potem odkręciła zamek. I choć wiedziała kogo się spodziewać po drugiej stronie to i tak na widok dawnego ukochanego poczuła się zaskoczona. Może miało to coś wspólnego z jego spokojnym taksującym wzrokiem jakim się w nią wpatrywał albo widocznymi oznakami fizycznego wyczerpania.  Zosia bez słowa zaprosiła go do środka.
- A więc zdążyli cię już ostrzec, co?- Odezwał się stojąc już w jej mieszkaniu.- Cholera, a miałem jednak nadzieję że to jakiś głupi żart. Ale nie, widzę to w twoich oczach. To ty do diabła jesteś Zosią. Nie wiem jak wcześniej mogłem tego nie zauważyć.- Zamiast jakoś odnieść się do jego zarzutów z trudem panując nad głosem powiedziała:
- Zaczekaj w salonie: jest na wprost korytarza. Ja tylko coś na siebie narzucę.
- To niepotrzebne. Chce szybko załatwić to po co przyszedłem i poznać odpowiedzi na parę pytań.
- Rozumiem, ale ja..
- Spokojnie, nie interesujesz mnie w ten sposób. Raczej nie rzucę się na ciebie…chociaż nad ranem byłem nieźle wściekły i zdolny by to zrobić. Ale na pewno nie w tym sensie o którym myślisz.- Zarumieniła się. Super. Jeszcze jeden dowód na to z kim ma doczynienie tak jakby nie zgromadził ich już dość. Ona natomiast zastanawiała się co po prostu miał na myśli. Nie interesuje go bo już wie, że jest Zosią? A może bo jest Zosią w ciele Wiktorii i to ono go nie interesuje?
- Świetnie.- Mrugnęła w końcu idąc korytarzem we wskazane wcześniej przez siebie miejsce. Gdy dotarli do salonu gestem kazała mu usiąść a potem zaproponowała coś do picia. Nieświadomie go tym rozwścieczyła.
- Nie przyszedłem tu celem towarzyskiej pogawędki ani by zajadać ciasteczka!
- Nie rozumiem po co krzyczysz.
- Nie rozumiesz? Ja też wiele spraw nie rozumiem. Może mi wyjaśnisz. Na początek powiedz: jak mam się do ciebie zwracać: per Zosia? A może Wiktoria?
- Jesteś na mnie wściekły.- Zauważyła bardziej zdumiona niż rozżalona. Bo nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Ale była tak egoistyczna w swoim cierpieniu, że nawet nie zdawała sobie sprawy, iż przecież jemu swoimi tajemnicami zadała go również niemało.
- Trafna uwaga.- Skwitował to ironicznie.
- Tylko właściwie dlaczego? Bo ktoś inny poznał prawdę wcześniej od ciebie?
- Naprawdę sądzisz, że tylko o to mi chodzi?
- Nie wiem, ale jeśli będziesz odpowiadał pytaniami to chyba się nie dowiem.
- Nie mogę uwierzyć w to, że nawet nie czujesz się ani trochę winna.
- Winna? Ja?- Teraz to ona poczuła wściekłość. Zranił ją, wykorzystał i się zabawił, ale to on jest ofiarą bo nie powiedziała mu kim jest?
- Miałem prawo to wiedzieć. Szczególnie, że byliśmy ze sobą.
- Ale nie traktowałeś mnie poważnie.
- A wiesz to bo…?
- Przestań już udawać i zachowywać się w ten sposób. Skoro poznałeś prawdę nie ma już sensu udawać wielkiej miłości.
- Nie była udawana. I gdybyś do diabła dała mi szansę to bym ci to wyjaśnił zaraz po twoim przebudzeniu. Wiem, że usłyszałaś fragment tego co powiedział Karol i wyciągnęłaś z niego niewłaściwe wnioski nie dając mi nawet szansy…
- Niewłaściwie wnioski? Pamiętam każde jego słowo!
- Właśnie: jego, nie moje.- Podchwycił.
- Tak, bo to zmienia całą postać rzeczy. Nie mogłeś mu przerwać ani zaprzeczyć prawda? Łatwiej było pozwalać obrażać osobę którą niby kochasz.
- Potem to zrobiłem. Bo….bo to co wtedy powiedział Rogalski uświadomiło mi co tak naprawdę ciebie czuję.- Dodał cicho. Zosia uśmiechnęła się smutno.
- Nie Arek: spójrzmy prawdzie w oczy. Ty mnie nigdy nie kochałeś.
- Więc teraz wiesz niby co czuję albo co czułem? – Odparł patrząc na nią, ale po raz kolejny tchórząc i po sekundzie czy dwóch uciekać wzrokiem. Wciąż dziwnie było mu mówić o sprawach które dotyczyły jego i Zosi do kogoś kto miał twarz Cruelli.
- Tak wiem: w końcu całkiem niedawno chciałeś mnie pocałować nie wiedząc, ze to ja prawda? Twierdzisz, że kochasz Zosię a dopuściłeś się zdrady. Z kim jeszcze flirtowałeś w między czasie na boku?
- Wiesz, że niczego nie zrobiłem.
- Ale chciałeś.
- Bo po prostu było mi żal zapłakanej kobiety.
- Och, więc w geście pocieszenia zawsze je całujesz.
- Nie do cholery. Po prostu wtedy wydawałaś mi się być bardzo podobna do Zosi…to znaczy siebie samej.
- Błyskotliwe wytłumaczenie.
- Ja użyłbym przymiotnika: prawdziwe. Chciałaś mi w ogóle kiedykolwiek powiedzieć prawdę o tej całej zamianie?- Zmienił trochę temat.
- Tak.
- Nie wierzę.
- Ale tak było.
- Niby kiedy? Gdyby nie Wiktoria nigdy nie dowiedziałbym się która z was jest którą.
- Poprzedniego wieczoru uświadomiłyśmy sobie, że powinnyśmy przestać się łudzić, ze nasza sytuacja jest tylko chwilowa i na 100% wejść w życie tej drugiej. Dlatego zamierzałam ci powiedzieć kim jestem. Tylko, że chciałam się na to trochę przygotować.
- Dlaczego nie zrobiłaś tego od razu? Co tu niby było do przygotowania?
- Bo nie byłam na to gotowa. Czułam się rozżalona i bardzo podatna na zranienie. Poza tym bałam się.
- No tak, w końcu jestem znany jak nałogowy awanturnik wpadający w szał bez powodu.
- Nie o to mi chodziło. Bałam się tego, że zaczniesz mnie przekonywać o swoim uczuciu a ja będę taka głupia, że ci ulegnę przyjmując fałszywe wyjaśnienia. Teraz…teraz wiem, że nie istnieje takie ryzyko.
- Fałszywe wyjaśnienia? A więc wciąż uważasz, że nigdy cię nie kochałem?
- Sam przyznałeś, że uświadomiłeś sobie co czujesz dopiero po słowach Karola.
- Ale to nie znaczy, że wcześniej tego nie czułem.
- Nie oszukuj się Arek. Nie kochasz mnie i nigdy nie kochałeś. To co czułeś gdy uległam wypadkowi to było po prostu poczucie winy z powodu tego jak nie potraktowałeś.
- Widzę, że ta rozmowa nie ma sensu skoro tak doskonale znasz moje uczucia.
- Przepraszam, nie chcę cię urazić. Ale miałam masę czasu na rozważania i refleksje. I przepraszam za to, że tak długo zwlekałam z faktem poznania przez ciebie prawdy, którą i tak zdradził ci ktoś inny.  Nie miałam pojęcia że aż tak cię to dotknie. Ale to nie zmienia faktu tego jak mnie potraktowałeś. Przypomnij sobie naszą pierwszą wspólną noc, Arek. Przypomnij sobie to co stało się rankiem, jak bardzo zakłopotany się czułeś. Analizowałam sobie to wszystko wiele razy przez kilkanaście tygodni i wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego to zrobiłeś. Byliśmy w końcu przyjaciółmi, tak przynajmniej myślę. Mogłeś więc usprawiedliwić się mówiąc, że byłeś pijany, że wcale mnie nie kochasz. Byłoby mi ciężko i być może na jakiś czas odcięłabym się od ciebie, ale na pewno nie znienawidziła. Dlaczego więc zrobiłeś coś odwrotnego mamiąc w tak okrutny sposób i drwiąc z uczuć które wówczas czułam? Już na samym początku stwierdziłeś, że to dobry interes móc sypiać ze swoją przyjaciółką całkiem bezkarnie? Bo na pewno nie wmówisz mi, że wtedy traktowałeś mnie poważnie.
- Tak, to prawda: nie myślałem o tobie w kategoriach związku, nie myślałem o nas ani o niczym innym. Pamiętam, że byłem wtedy przerażony. Bo nie chciałem z tobą być i nie miałem pojęcia jak w ogóle mogłem spędzić z tobą noc. Ale jeśli chcesz wiedzieć dlaczego to nie po to by dalej móc z tobą bezkarnie sypiać. Po prostu nie chciałem cię zranić. Nie chciałem by moja wieloletnia przyjaciółka dowiedziała się, że była ofiarą pijanego playboya dla którego ich zbliżenie nie było niczym więcej niż satysfakcjonującym seksem. Wtedy.- Zosia domyślała się prawdy już od wielu tygodni, więc powinna być na nią przygotowana. Mimo to zrozumienie, że miała racje nie było przez to łatwiejsze. Bo ciężko jest słuchać o tym, że w sumie na jej miejscu mogła znaleźć się każda inna kobieta a on nie poczułby żadnej różnicy. Wolałaby już żeby kochał ją do szaleństwa przez dwa tygodnie a potem zauroczenie mu minęło i zastanawiał się czy dalej ją lubi. Ale nie to, że była dla niego nikim, jeszcze jedną kreską w łóżku. Nie to.
- Ale przecież w ten sposób ostatecznie to zrobiłeś: zraniłeś mnie i to tysiąckroć razy bardziej niźli zrobiłbyś to mówiąc mi prawdę na samym początku. Gdybyś przyznał się od razu wtedy wyleczyłabym się z głupiej miłostki szybciej a nie wierzyła w happy end, który nie miał prawa się ziścić.
- Myślałem, że potem jakoś to jakoś łagodnie odkręcę.
- Przy okazji sypiając ze mną i zapewniając mnie o swoich nieprawdziwych uczuciach.
- To nie tak.
- A jak Arek? Przecież to prawda. Wiedziałeś, że cię kocham i wykorzystywałeś to jak się tylko da.
- To nie był dla mnie tylko seks, Zosia.
- Jej, nie musisz tego robić już teraz: eufemizmy zazwyczaj są pomocne w dyplomacji ale nie w związkach. I jakoś przeżyję fakt, że byłam dla ciebie jeszcze jednym imieniem. Ale hipokryzji nie zniosę.
- Nie kłamię teraz. Przysięgam, że to co mówię jest prawdą. Na początku cię nie kochałem, choć wspaniale mi się z tobą rozmawiało. No i nasz seks był…sama wiesz że był cudowny. I z czasem zrozumiałem że to ty jesteś dla mnie kimś właściwym, moją przysłowiową drugą połową.
- Wstydziłeś się mnie Arek.
- To nieprawda.
- Prawda. Byłam twoim brudnym sekretem. Bo przecież co powiedzieli by zazdrośni koledzy z banku wiedząc, że Arek chodzi z tą nieśmiałą Zosią, która zawsze pomaga mu w pracy. Albo rodzice. Taka dziewczyna nie wpisująca się w kanony współczesnej seksbomby tylko w sam raz nadająca się na nudną żonę oznaczałaby ustatkowanie się. A tego byś nie chciał. Zwłaszcza taka jak ja: niepewna siebie, bez żadnego polotu którą nie można się popisać przed kolegami, którą nie można nazwać "fajną laską".
- Nie myślałem o tym w ten sposób.
- A niby jak?
- Nie wiem. Nie analizowałem tego, żyłem chwilą. Było mi z tobą dobrze i tyle.
- Rzeczywiście, nawet tuż przed świętami wyruszyłeś nawet z Karolem na nowy podryw do klubu kłamiąc że wracasz do domu.
- Ale nie na podryw, Zosiu. Ja…ja nie umiałem mu po prostu odmówić. Ale nie poszedłem tam po to by poznać inną kobietę. Musisz mi uwierzyć.
- Ale ja ci wierzę Arek. Naprawdę. Tyle, że ty wciąż nie możesz zrozumieć że nie byłeś dojrzały do jakiegokolwiek związku.
- Teraz jestem.
- Teraz, jak mówiłam, rządzi tobą poczucie winy. Myślisz, że skoro to wszystko skończyło się dla mnie aż tak tragicznie to musisz to jakoś odpokutować, że to było jakieś romantyczne love story. Ale tak nie jest.- Arek już chciał przerwać jej mówiąc, że jeszcze na przyjęciu sylwestrowym chciał się z nią spotkać by jej to wyjaśnić i prosić o wybaczenie; że chciał poinformować o ich związku swoich i jej rodziców. Ale zrozumiał, że to bez sensu. Ona była głucha na jego argumenty, ponieważ nie chciała mu zaufać. Ponieważ jak sama się wyraziła ułożyła sobie to wszystko w głowie i wyszło jej na to, że on jest winny. Ponieważ nie potrafiła mu wybaczyć, nie chciała z nim być. Poza tym…doszedł do wniosku że on sam tego nie chce. I nie dlatego, że teraz ma ciało innej kobiety, że niejako nie jest sobą. Ale po prostu dlatego, że zraniła go równie mocno jak według niej on zranił ją. To nie była Zosia jaką znał: łagodna, uczuciowa, sprawiedliwa. Ta kobieta była mściwa i osądzała innych bez żadnych dowodów. Jaki więc sens było jej tłumaczyć, że ją kiedyś kochał? Może rzeczywiście miała rację i to była po prostu jeszcze jedna fascynacja która nie skończyła się tak samo jak inne bo podsycało je poczucie winy i fakt, że przebywała w śpiączce? Może to było tylko poczucie winy? 
Popełnił co prawda błąd- a raczej całą masę błędów, ale i tak uważał że nie zasłużył na jej milczenie. Choćby tamtego dnia gdy za kilka godzin lekarze mieli odłączyć Wiktorię w jej ciele od aparatury. Nie mogła mieć pojęcia co się wtedy stanie, ale mimo to nie szepnęła mu ani słówkiem tego kim naprawdę jest. Bo odcięła się od przeszłości. I od niego. On też powinien więc to zrobić.  
- Masz rację: jak zwykle. Ja mogłem zapomnieć, że tylko ty masz monopol na prawdę. Szkoda tylko, że wobec samej siebie nie byłaś taka uczciwa. I nie stać cię było na trochę odwagi czy szczerości.
- Arek, posłuchaj…
- Nie, nie ma sensu kontynuować tej dyskusji: to zupełnie pozbawione sensu. Jak rozumiem nie możesz mi wybaczyć tego, że od samego początku cię nie kochałem. I taka jest prawda: nie mogę tego zmienić choć teraz jest zupełnie inaczej. Ale to przecież nieważne, bo łatwiej jest rozgrzebywać przeszłość. I nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. Trafnie podsumowałem? Tylko szkoda, że nie kazałaś mi się od siebie odczepić parę miesięcy temu już po wypadku. Gwarantuję ci, że bym posłuchał i oboje moglibyśmy uniknąć tych żałosnych epizodów z przeszłości. - Powiedział jeszcze na koniec wstając z sofy a potem kierując się ku korytarzowi aż do drzwi. Zosia zrobiła to samo idąc za nim.
- To nie tak.
- A jak?- Choć się tego nie spodziewała Arek gwałtownie się odwrócił tak, że w ostatniej chwili wyhamowała zapobiegając wpadnięcie na niego.
- Naprawdę nie rozumiesz?- Zaczęła patrząc mu prosto w oczy czując jak masa emocji kłębi się w jej wnętrzu począwszy od złości i żalu poprzez akceptację aż do wyrzutów sumienia.- Tamtego dnia na tym sylwestrowym przyjęciu potknęłam się pociągając za sobą stojącą na schodach Wiktorię, bo chciałam od ciebie uciec. Uciec od słów które usłyszałam, od tego co jak twierdzisz teraz nie jest prawdą. Ale tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia: to nie jest istotne czy Karol wyrażał na głos to co ty sam myślałeś czy też nie. Bo od tego dnia to wszystko się zaczęło, zaczęłam być nią. I choć wiem, że to nie ty ponosisz za to winę, to nie potrafię pozbyć się myśli, że gdybym tam wtedy nie poszła, gdyby Karol mnie nie przekonał…to wciąż byłabym sobą. Myślisz, że jest mi łatwo? Że łatwo mi reagować słysząc cudze imię? Że nie tęsknię za rodzicami którzy mają mnie za koleżankę prawdziwej Wiktorii? Że nie boję się każdego dnia w swojej pracy podejmując decyzję o wydaniu dwóch czy trzech milionów kredytu która może być niewłaściwa? Albo kiedy ktoś obcy uśmiechnie się do mnie na ulicy nie wiedząc czy jest to zwykły odruch czy może to ktoś kogo Cruella kiedyś znała? Myślisz, że nie chcę wrócić do swojego dawnego mieszkania i życia?
- Uważasz więc, że to moja wina?
-  Nie, powiedziałam przecież że nie. Ale ty się łączysz z tym wydarzeniem, ty jesteś z nim bezpośrednio związany. Z czymś o czym chciałabym zapomnieć.
- Więc w głębi duszy mnie oskarżasz.
- Nie wiem co mam myśleć. W ciągu ostatnich tygodni zaczęłam stopniowo przyzwyczajać się do tego, że tak będzie zawsze, że mogę być kimś innym do końca życia. Ale to nie znaczy, że chciałabym by tak było. Ani tym bardziej, że kogoś za to oskarżam.
- Przykro mi.- Dodał tylko po czym wyszedł.  Bo na większe współczucie w zaistniałej sytuacji nie było go stać. Na razie nie był w stanie wczuć się w jej sytuację, nie stać go było na jakąkolwiek empatię skoro tak mocno go zraniła. Nie potrafił sobie nawet wyobrazić tego co mogła przeżywać. Ale też nie próbował.
Uważasz więc, że to moja wina?
Nie, powiedziałam przecież że nie.
Wiedział, że skłamała. Mówiła, że go nie oskarża, ale jej spojrzenie mówiło co innego. Uważała, że to jego wina, że gdyby nie on i słowa Karola wciąż byłaby sobą.
Mimo wszystko to wyznanie sprawiło, że paradoksalnie poczuł się trochę lepiej. To przynajmniej był realny i zrozumiały powód jej wycofania w stosunku do niego. Tylko, że…nie tak to sobie wyobrażał. Nigdy nie sądził, że to ona może zrobić coś co sprawi, że to on nie będzie chciał mieć z nią do czynienia. Bo choć mówił sobie, że jeszcze za wcześniej by wydawać definitywne opinie, że teraz wciąż rządzą nim gwałtowne emocje i poczucie krzywdy to jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że między nim a Zosią zaszło za wiele by mogła być jeszcze dla nich jakakolwiek szansa.


środa, 1 listopada 2017

Nowy początek: Rozdział XXIX

***
W ciągu kilku kolejnych dni w Krezus Banku wiele się działo. A wszystko za sprawą Karola Rogackiego, który poprzez jedną ryzykowną transakcję stracił wielomilionowy kapitał klientów. Dział inwestycyjny musiał natychmiastowo uruchomić rezerwę i dodatkowo skontaktować się z samym zarządem skąd pokryć resztę brakującej sumy. Niespodziewane spotkanie, choć miało być ścisłą tajemnicą, szybko obległo każdego: począwszy od dyrektorów poszczególnych departamentów banku, poprzez szeregowych pracowników oraz- niestety klientów. Zaniepokojeni ludzie- zwłaszcza z sektora B2B którym doradzał Karol- masowo zaczęli wycofywać swoje środki a nawet zmieniać bank w innych obszarach swoich finansów. Nikt nie podchodził do sprawy racjonalnie zauważając, że to bank pokrył w całości całą stratę nierozważnego doradcy przyznając się otwarcie do błędu, więc klienci na tym nie ucierpieli. Ale oni najwyraźniej bali się, że sytuacja może powtórzyć się na zdecydowanie większą skalę. A wtedy zarząd i sam prezes mogą już nie być tak wyrozumiali- w końcu przecież klienci podpisywali się pod poleconym sposobem inwestowania- co oznaczało, że wina leżała także po ich stronie. Do tego jednak nikt nie chciał się przyznać.
Cała ta napędzona machina sprawiła, że reputacja niemieckiego giganta bardzo ucierpiała. Na nic zdały się wypowiedzi Artura Ślesickiego, który jako rzecznik banku zapewniał w mediach, że sytuacja ta była winą niekompetencji pracownika, który już od dawna został dyscyplinarnie zwolniony a na jego miejsce zatrudniono dawnego maklera giełdowego. Paniki i tak nie można było powstrzymać. W ciągu kilkudziesięciu godzin zysk z działu inwestycyjnego spadł o kilka punktów procentowych. Specjalnie wyszkoleni analitycy banku prześcigali się w prognozach dalszej sytuacji ekonomicznej czasami bazując na zbyt dużym optymizmie bądź wręcz przeciwnie. Sytuacja była tak poważna, że nie trzeba było nawet informować niemieckiej centrali: jeden z jej przedstawicieli sam zadzwonił do warszawskiego oddziału Krezus Banku w celu uzyskania informacji. Bano się przede wszystkim tego, że masowa panika rozprzestrzeni się na inne departamenty i pod kreską znajdą się również dział kredytowy czy depozytowy jeżeli ludzi zniechęcą się do oferty bankowej niemieckiego banku. Uspokajający był na razie tylko fakt, że centrala- w razie pogłębiających się problemów finansowych, obiecała wspomóc polską filię bezprocentową pożyczką. Nie trzeba było się więc obawiać bankructwa- ewentualnie skrupulatnej kontroli rewidenta lub w ostateczności KNF-u.
Z tych powodów nerwowa atmosfera udzielała się każdemu pracownikowi: część z nich rozprzestrzeniała nawet pogłoski jakoby o spodziewanym bankructwie Krezus Banku a nawet wycofaniu się komercyjnej korporacji z Polski. Sprzątaczki plotkowały o niespodziewanych zwolnieniach, inwestorzy częściowo wyprzedawali akcje powodując tym samym spadek ich wartości, a całe zaplecze kierowników zastanawiało się jak zaradzić utracie wiarygodnej reputacji, która dla banku była podstawowym fundamentem. Skupiono się tu przede wszystkim na działaniach prowadzonych przez PR oraz marketingu i reklamie- to był najszybszy sposób na dotarcie do dużej grupy odbiorców a więc i potencjalnych klientów. Zajęto się nawet opracowaniem nowej oferty bankowej, a dział depozytów usiłując zapobiec efektowi domina i przerzuceniu się spadku zysków na ich departament myślał o wprowadzeniu nowej wysoko oprocentowanej lokaty dla nowych klientów. Z tego względu także dział kredytowy został zobligowany do podobnych działań prewencyjnych. Wiktoria miała więc z Zosią i Jowitą masę roboty. Cały dział analityczny z Arkiem i Jadwigą na czele również pracował niezmordowanie, skrupulatnie analizując tendencje by na czas móc dostrzec jakiekolwiek wyłamanie w trendzie.
Żadne z nich nie miało więc czasu aby dokładnie zastanowić się nad tym co wydarzyło się środowego wieczora, który rozpoczęła wizyta w kręgielni.
A niewątpliwie był to dzień, który każdemu z czwórki jego bohaterów, pozwolił dostrzec coś innego.  Coś, co sprawiło, że każdy z nich uświadomił sobie lub uporządkował (bądź pognębił) chaos panujący w uczuciach czy postępowaniu.
Najwyraźniej było to widać u Ksawerego. Nigdy by nie pomyślał, że będzie kiedyś zawdzięczał Cruelli coś dobrego, ale dzięki jej twardym choć prawdziwym słowom całkowicie pogodził się z utratą Zosi. Oczywiście nie znaczyło to, że przestał ją kochać, skądże. Choć bardzo chciałby by to było takie proste. Powiesz sobie: ta dziewczyna cię nie kocha, odpuść sobie ją. I bach, nic do niej nie czujesz. Tyle, że to tak nie działało. Bo on wciąż pragnął z nią rozmawiać, planować przyszłość i po prostu być. Z kimś takim nawet leżenie na kanapie przy włączonym telewizorze emitującym jeden z odcinek Teletubisiów byłoby prawdziwą przygodą Bo robiłby to razem z nią.
Z kolei Wiktoria przekonała się, że bycie altruistką i swatką może być czasami znacznie przyjemniejsze od bycia zołzą. Zwłaszcza, że przy okazji można spędzić czas z przystojnym facetem realizując przy tym swoje własne cele (co- jak sobie tłumaczyła-nie pasowało do jej nowej bezinteresownej natury, ale nikt nie jest doskonały). Ponadto zrozumiała coś jeszcze. Ta przemiana, która rozpoczęła się ponad cztery miesiące temu w Nowy Rok była jej potrzebna. Pomogła pogodzić się z przeszłością. Zrozumieć, że jednak nie może się od niej odciąć tak jak od bożonarodzeniowego kuponu na zniżkę do sklepu zabawek. Że choć nie zdawała sobie z tego sprawy, Damian przez ostatnią dekadę nieustannie rządził jej życiem. Spotkanie z nim i rozmowa z Zosią uświadomiły jej, że dłużej nie musi tak być. Że teraz czas przestać być tchórzem. Nikomu o tym nie mówiła, ale zapisała się do poradni psychologicznej. Było jej głupio nawet  przed samą sobą, bo zawsze twierdziła, że psycholodzy są do bani a psychiatrzy bardziej pokręceni od swoich pacjentów. Ale nie wiedziała jak inaczej poradzić sobie z ojczymem, zdradą matki czy faktem bycia kiedyś sama przez krótki okres nią była. Bo choć wyznała Zosi całą prawdę, to w jednej kwestii skłamała. Nie zmieniało to jednak sensu całej historii, a otwierało bolesną ranę w jej sercu, dlatego postanowiła tego nie robić.
Zosia natomiast była wściekła. Pamiętała, że była pijana i być może jej wspomnienia były nieco zniekształcone przez rzeczywistość, ale zachowanie Arka w pracy powiedziało jej wszystko: on naprawdę na parkingu w swoim aucie chciał ją pocałować. Wyraźnie pamiętała jego spojrzenie, to jak na chwilę przerzucił je na jej usta, jak szybko przełknął ślinę, jak się nad nią nachylił…Tyle, że tak naprawdę nie zrobił tego wobec Zosi, ale Wiktorii Szymborskiej. Bo właśnie nią dla niego była. I choć finalnie do niczego między nimi nie doszło, to jednak sama świadomość tego co chciał zrobić Żyliński napawała ją złością. A ona głupia zastanawiała się czy mu nie wybaczyć. Czasami nawet w jej myślach kiełkowało nawet pytanie, czy- o zgrozo- jest przed nimi jeszcze jakaś wspólna przyszłość. A on miał ochotę całować inne kobiety. Był taki jaki był, nic się nie zmienił. Mógł powtarzać ile razy chce że kocha Zofię Niemcewicz, ale to były tylko słowa. Bo tak naprawdę nie umiał tego zrobić, nie umiał być wierny. Być może współczuł jej myląc wyrzuty sumienia z litością, ale to nie była miłość. Nie, jeśli chciałby całować obce zapłakane kobiety które odwozi do swojego domu. I nie zasługiwał nawet na jej przebaczenie a co dopiero bycie w z nią w związku.
Arkadiusz w przeciwieństwie do reszty kompanów do gry w kręgla niczego sobie nie poukładał w głowie, a wręcz przeciwnie: czuł się jeszcze bardziej skołowany i głupi jak nigdy wcześniej. Najgorsze było to, że po stokroć wyrzucał sobie to co stało się gdy odwiózł Wiktorię na miejsce. Nie rozumiał dlaczego prawie uległ swojemu impulsowi pocałowania jej. Oczywiście mógł sobie wmawiać, że chodziło tylko o współczucie, że ona płakała, że chciał ją w ten sposób zdziwić tak by przestała to robić. Ale okłamywanie samego siebie nie miało żadnego sensu. Bo prawda była taka, że po prostu chciał to zrobić. Teraz już nie rozumiał przypływu tego irracjonalnego uczucia a tym bardziej nie wiedział skąd się pojawiło, ale tak się o prostu stało. Po głębszym przemyśleniu uznał to za incydent o którym trzeba zapomnieć. Bo przecież Wiktoria nic dla niego nie znaczy, nie kocha jej a nawet nie lubi. Ba, nawet nie pociągała go fizycznie! Byłą tylko jego szefową, która wielokrotnie go wkurzała i irytowała, która obrażała Zosię i próbowała mącić w ich związku. A on chciał ją pocałować. Jak to stawiało go w oczach ukochanej Zosi? Czy na nią  w ogóle zasługiwał? Zakochany mężczyzna po prostu nie myśli o takich rzeczach, ignoruje je. Nie zauważa innych kobiet, nie odpowiada na ich zachęty (nie żeby Wiktoria go zachęcała, ale może jednak dzięki temu swojemu płaczowi sądziła, że coś u niego wskóra?). On złamał te zasady. Uznał więc, że jedynym wyjściem będzie szczera rozmowa z Zosią jak tylko afera z malwersacją środków klientów, do której przyczynił się Karol choć trochę przycichnie. Wtedy powie jej o tym co zaszło z Wiktorią. I o tym jaki skołowany się czuje przez jej odmienne zachowanie oraz to, jak bardzo się zmieniła. O tym jak chciałby znów rozmawiać z nią o wielu rzeczach do później nocy i drwić z czytania harlequinów. Nigdy nawet nie spytał czy dokończyła swoją książkę o Francesce i Roberto, którą dostała jako prezent od Jowity. To dziwne, ale dopiero teraz zrozumiał jak płytkie i nijakie rozmowy prowadzili odkąd Zosia wybudziła się ze śpiączki, jakie to było powierzchowne. Minęło już sporo czasu a oni właściwie byli parą, ale tak jakby nią nie byli. No i nie rozmawiali o swoich uczuciach, choć on kilkakrotnie wyznał jej, że ją kocha. Tyle że- jak zauważył dopiero przed chwilką- ona nigdy nie powiedziała mu tego samego.  

***
W weekend Wiktoria znów postanowiła zabawić się w swatkę, bo zauważyła, że ostatnie spotkanie Arka z Zosią sam na sam wszystko między nimi popsuło. A na jej pytania co między nimi właściwie zaszło Piegusek tylko się denerwował wymyślając różne kwieciste epitety dla nazwania Żylińskiego. Szymborska zrozumiała więc, że nieświadomie tylko skomplikowała sprawę: Zosia ewentualne przejawy zainteresowania nią w nowym ciele uważała za potencjalną zdradę wobec siebie samej. Arek interesował się nią, bo miała ciało Zosi- źle, bo to przecież nie jej wnętrze. Zaczyna go pociągać, ale znajduje się w nieswoim ciele- też źle, bo przecież to na pewno dlatego że ma inne ciało. Jednym słowem: tak źle, a tak niedobrze. Było to trochę absurdalne, ale weź spróbuj wytłumaczyć to zakochanej i zranionej dziewczynie. To po prostu było niemożliwe.
Dlatego w sobotni wieczór postanowiła wyciągnąć ją na tańce. Robiła to również dla niej samej: chciała by Zosia przekonała się jak naprawdę działa na facetów. I że wcale nie jest brzydka. Tyle, że tamta nie miała zamiaru nigdzie wychodzić. Zasłaniała się koniecznością dodatkowej pracy po godzinach w banku w obliczu ostatniego kryzysu. Argumentacja typu, że właśnie z tego powodu należy jej się jeden dzień wytchnienia spełzła na niczym. Pozostawał więc podstęp. Dlatego koło dwudziestej pierwszej wieczorem, ubrana w nową specjalnie zakupioną na tę okazję sukienkę, w dyskretnym makijażu i innym sposobie uczesania wsiadła do taksówki. Dziesięć minut przed wejściem do klubu zadzwoniła do Pieguska.
- Coś się stało, że dzwonisz?
- Nie, chciałam cię tylko poinformować, że właśnie jestem pod Disco klubem.
- Co?
- No dzisiaj mamy imprezę, zapomniałaś?
- Wiktoria mówiłam ci, że nie mam na to ochoty.
- A ja mówiłam ci już w pracy, że to nie żadna prośba tylko rozkaz. Notabene całkiem przyjemny.
- Naprawdę dziękuję, ale mam jeszcze trochę pracy. Chce przejrzeć wszystkie symulacje i statystyki z…
-…olej Krezus Bank, to tylko jeszcze jeden głupi bank. Wrzuć dziś wieczór na luz.- Wiktoria perswadowała, ale bez większego rezultatu. Dlatego już po kilku minut znudzona i zirytowana, postanowiła postawić sprawę na ostrzu noża.
- Dobra, powiem tak. Ja mam ochotę trochę się odstresować, wypić i potańczyć: może nawet pogadać z kimś mniej inteligentnym ode mnie. Ale równie dobrze mogę się bawić odstresowując się z jakimś facetem. Jestem pewna, że Arek mi nie odmówi.
- Czy ty mnie szantażujesz?
- Nazywaj to jak chcesz. Ale wiesz co? Po rozmowie z tobą stwierdzam, że jednak mam ochotę na męskie grono. Naprawdę przepraszam, ale już dłużej nie mogę mu się opierać. On bardzo mnie pociąga i…no sama wiesz.
- Żartujesz? Przecież nie możesz mi tego robić. Nawet nie żartuj w ten sposób.
- W takim razie przyjedź tu i lepiej powiedz mu prawdę. Bo ja zamierzam korzystać z tej sytuacji jak tylko się da.
- Wiktoria, przestań już mnie wkręcać. Chcesz żebym tam pojechała tak?
- Piegusku, ja cię nie wkręcam. Ale nie mogę wieść życia jak ty jak jakaś mniszka. To nie dla mnie.
 - Nie możesz przecież…
- Mogę. Aha, i gdybyś jednak chciała dołączyć to klub zobaczysz z okna salonu. Specjalnie wybrałam ten najbliższy żebym długo na ciebie nie musiała czekać. Na razie.- Dodała na pożegnanie i się rozłączyła. Była pewna, że Zosia zjawi się w przeciągu pół godziny, a ona w tym czasie zdąży wypić jednego słabego drinka by zabić czas.
W rzeczywistości dziewczyna zjawiła się w klubie już po dwudziestu minutach. Ogarniając salę wściekłym wzrokiem z powodu dość wczesną porę jak na tego typu zabawę, łatwo znalazła Wiktorię. Teraz koło baru kręciło się zaledwie kilkunastu ludzi.
- Zadowolona? Przybiegłam tu niczym piesek na smyczy.- Prawie warknęła Niemcewicz. Szymborska z satysfakcją zauważyła, że choć najwyraźniej bardzo się spieszyła to jednak nie wyglądała najgorzej. Całe szczęście.
- Skąd ta ironia?- Spytała tylko retorycznie lekko rozbawiona. W odpowiedzi Zosia tylko się skrzywiła.- Chcesz czegoś do picia?
- A co zamierzasz mnie znów upić?
- Nie, ale widzę że jesteś tym typem osób, które muszą walnąć sobie setkę czy dwie na rozluźnienie i złapanie klimatu zabawy.
- Umiem się bawić bez alkoholu. Ale na pewno nie w twoim towarzystwie. Już myślałam, że mogę ci ufać, a ty posuwasz się do szantażu. To podłe.
- Nie robię tego. A tak nawiasem mówiąc kiedyś ci mówiłam, że za bardzo się podstawiasz. Ale dość gadania o głupotach. Jak ci się podoba mój strój?- Zosia zgodnie z poleceniem spojrzała na czarny kaszmirowy golf ściśle dopasowany do ciała Wiktorii oraz białe spodnie. Na buty rzuciła tylko okiem, bo nie chciała pochylać się do tyłu i w ten sposób pokazywać iż spełnia jej polecenia co do joty (nawet jeśli tak rzeczywiście było.) Ze swojego miejsca mogła jednak dostrzec, że miała na sobie czerwono-czarne szpilki. Zosia nawet nie chciała pytać ile  mogła na nie wydać.
- Co dzisiaj tak skromnie? Myślałam, że zastanę cię w ubraniu wampa.- W zamierzeniu chciała ją zezłościć, ale wyglądało na to, że jej reakcja zadowoliła Szymborską.
- Super, że też tak uważasz. To kluczowe w realizacji moich planów.
- Jakich znowu planów?
- Niedługo się przekonasz. A teraz zamówmy w końcu coś do picia i bawmy się. Tylko pamiętaj, że jeden drink: na więcej ci nie pozwolę bo od razu się upijesz okej?
- Uważaj, bo ktoś jeszcze pomyśli że jesteś moją mamusią.
- Nie rób takiej kwaśnej miny, bo nikogo nie poderwiesz. A ten kolo który właśnie nas minął był całkiem, całkiem. Odrobina zachęty z twojej strony i…- Przerwała gdy obok nich stanął wreszcie kelner i mogła zamówić dwa drinki. Dopiero wtedy gdy kolorowe parasolki stały przed nimi Zosia spytała Wiktorię:
- W co ty znów grasz, co?
- W nic. Mówiłam ci, że chciałam się tylko dobrze dziś bawić.
- A ta niby realizacja twoich planów?
- To taki mały bonus dla ciebie.
- Nie bawi mnie bycie tajemniczą i wieczne robienie za twoją maskotkę albo chłopca do bicia. Tym bardziej, że sądziłam, że doszłyśmy do porozumienia, a w ostatnim czasie polubiłyśmy się. Myślałam nawet, że możemy kiedyś zostać przyjaciółkami.
- Ja nie mam przyjaciół.- Odparła szybko Szymborska. Zaraz jednak zrobiło jej się głupio. Bo zabrzmiało to bardzo sucho i nieodwołalnie.  A choć była to szczera prawda, to nie musiała mówić jej tego w tak brutalny sposób.- To znaczy już cię nie nie lubię i też nawet zaczęłam w ostatnim czasie lubić i…
- Dobra, zrozumiałam. W takim razie tym bardziej nie rozumiem co tu robię.- Przerwała jej Zosia. Wiktoria Wiktoria zrozumiała, że źle to rozegrała. Nic nie szło tak jak chciała. Bo naprawdę chciała pomóc tej dziewczynie. A niechcący wzmagała tylko jej podły nastrój i samopoczucie.
- Co zaszło między tobą i Arkiem podczas ostatniego wyjścia na kręgle?
- Musisz wciąż o to pytać? Milion razy mówiłam, że nic.
- Przecież widziałam jak traktowałaś go w biurze. Znów otoczyłaś się pancerzem wrogości.
- Ha, i kto to mówi do cholery?
- Teraz rozmawiamy o tobie.
- A kto tak powiedział?
- Ja.
- Wiesz, co? Rób co chcesz: ja się zmywam.
- Więc mogę zadzwonić po Arka?
- Dzwoń po kogo chcesz: Arka, Ksawerego, Jacka czy nawet Karola wisi mi to.
- Po tych dawnych pruderyjnych gadkach raczej w to nie wierzę.
- Nie? Więc spójrz.- Sprowokowana Zosia wyjęła swój telefon i przez chwilę coś w nim pisała. Potem jakby nigdy nic włożyła go do torebki.
- Co zrobiłaś?
- Nic, zaprosiłam tylko tego na którego jesteś niby tak bardzo napalona do klubu.
- Zadzwoniłaś do Ksawerego?!- Syknęła Wiktoria. Zosia spojrzała na nią z jakąś dziwną miną, więc zrozumiała że nieświadomie palnęła głupotę.- Och, miałaś na myśli oczywiście Areczka. Niepotrzebnie to zrobiłaś. Myślę, że to było bez sensu.
- Według mnie nie. I bawcie się dobrze. Szalonej nocy.- Dodała tylko dopijając swojego drinka jednym haustem a potem zeskakując ze stołka przy barze.
- Zosia, poczekaj. Co cię do diabła ugryzło? Naprawdę aż tak zezłościł cię mój sposób skłonienia cię do przyjścia tutaj?
- Nic mnie nie ugryzło.- Warknęła w stronę Wiktorii czując jak bardzo rozbita jest wewnętrznie. Ale wszystko znów zaczęło ją przytłaczać, a zwłaszcza świadomość która dopadła ją po powrocie z pracy gdy czesała gęstą sierść Aleksa, który po raz pierwszy pozwolił jej na taki intymny gest. Powiedziała do niego wtedy: „Widzisz mój nieznośny kocurze? A jednak potrafisz być wygodnicki”. Tyle, że Aleksander nie był jej kotem. Tak jak grzebień którym go czesała nie był jej. I mieszkanie w którym to robiła też nie. Tak jak i jej ubrania, wyposażenie domu, stanowisko w pracy, twarz, życie…Nic nie było jej. Jej własne wspomnienia stały się częścią kogoś innego, jej kochani rodzice mówili „moja młodsza córka” do obcej kobiety a byli przyjaciele dezorientowali się widząc jej głęboką przemianę. Powoli rzeczywiście stawała się Wiktorią Szymborską: nauczyła się naśladować jej styl ubierania się, zachowania, gestów. Zaczęła porządkować przeszłość poprzez rozmowy z Adamczykiem czy pozbyciem się Damiana. A najgorsze było to, że przestała już myśleć o swojej powtórnej przemianie. Po prostu się z tym pogodziła. Zaakceptowała to, że teraz jest starsza, ważniejsza zawodowo, że nie ma dawnych przyjaciół i nigdy nie usłyszy jak ktoś woła ją na ulicy używając jej prawdziwego imienia.
Nie myślała o swojej przemianie, bo straciła nadzieję. A skoro straciła nadzieję to nie pozostało jej już nic.
- Przecież widzę. I nie cierpię jak ktoś otwarcie kłamie gdy coś takiego widać gołym okiem. Więc z łaski swojej zatrzymaj się do cholery i powiedz po prostu o co chodzi!- Ostatnie zdanie wykrzyczała już na zewnątrz. Od razu wstrząsnął nią dreszcz. Choć była już połowa kwietnia a ona nie była ubrana bardzo lekko to jednak nie był to jeszcze okres na wędrówki bez jakiegokolwiek wierzchniego nakrycia. Tyle dobrego jednak, że Piegusek w końcu się zatrzymał.
- Przestałyśmy szukać przyczyn.
- Co?
- Już jakiś czas temu przestałam myśleć o życiu w twoim ciele jak o krótkim epizodzie, rozumiesz? Zaczęłam nieświadomie planować, porządkować i rozważać. Przestałam wierzyć w to, że odzyskam dawną siebie, że znów taka się stanę. Myśl o przemianie przestała być już celem mojego życia tak jak to było zaraz po wybudzeniu. Stopniowo zaczęłam się do niej przyzwyczajać i niechętnie akceptować. Taka jest prawda.- Wykrzyczała wszystko prawie na jednym wydechu tak, że teraz musiała nabrać olbrzymiego haustu powietrza. To może i lepiej zważywszy na fakt, że dzięki temu zdołała powstrzymać pojawiające się skąd wewnątrz niej łzy. Wiktoria przez dłuższą chwilę milczała. Potem zaczęła kierować się w stronę niewielkiego parku, który znajdował się tuż koło klubu. Spojrzeniem nakazała Zosi zrobienie tego samego. Dopiero wtedy spytała ją:
- To znaczy, że spodobało ci się bycie mną?
- Nie, oczywiście że nie!- Prychnęła Zośka.- Nienawidzę bycia drobną i swojego karzełkowatego wzrostu, tego że każdego dnia muszę zakładać soczewki, że moje rysy twarzy są idealnie harmonijne a nos perfekcyjnie prosty. Tęsknię za swoją burzą włosów, chociaż wcześniej jej nie znosiłam. Albo za szeroki biodrami czy udami. Boże, ja nawet oddałabym nerkę za to, żeby znów zobaczyć na nosie piegi. Na zadartym nosie a nie nienaturalnie doskonałym. Bez urazy oczywiście. No i ten twój głos…
-…potworny, prawda?- Dokończyła Wiktoria.- Powiedzieć, że słoń nadepnął mi na ucho to mało.
- Zdecydowanie. Nigdy nie myślałam, że ktoś może tak śpiewać. W filmach zawsze sądziłam, że po prostu ktoś tak nieudolnie udaje kompletny brak słuchu, ale ty udowodniłaś mi, że to wcale nie musi być udawane.
- Okej, bez przesady. Wystarczy, dobra?- Ku swemu zaskoczeniu, Zosia się roześmiała. Chociaż w sumie może nie było to nawet takie dziwne? W końcu jednym z objawów histerii jest gwałtowna zmiana nastrojów.
- Przepraszam, nie chciałam cię obrazić.
- Wiem. Bo moje odczucia są takie same. Fajnie jest mieć bajecznie długie nogi, płomienne włosy czy wielkie cycki, ale mimo wszystko wolę swoje. Nie wspominając o wzroście. Wiesz ile razy przydzwoniłam głową w sufit w archiwum zapominając o tym, że teraz nie jestem wielkości żyrafy?- Wiktoria uśmiechnęła się lekko zadowolona, że Zosia zrobiła to samo. A więc udało jej się jakoś rozładować sytuację. Dlatego teraz mentalnie zbierając siły podjęła właściwy temat.- Ale fakt, że zaakceptowałyśmy obecny stan rzeczy nie znaczy jeszcze, że się z nim pogodziłyśmy. W międzyczasie miałyśmy mnóstwo spraw do załatwienia nie tylko na polu prywatnym czy uczuciowym, ale i zawodowym. Na przykład to co zrobił Karol…chociaż swoją drogą to muszę powiedzieć, że cieszę się iż dostał za swoje. Nawet jeśli ucierpiała na tym reputacja banku.
- Ja też. Ale właśnie o tym mówię Wiktoria: o tym, że przemiana przestała być dla nas ważna. Że zaczęłyśmy ją bagatelizować wyolbrzymiając znaczenie innych spraw, które tak naprawdę powinny być dla nas błahe. Na miłość boską, my w końcu zamieniłyśmy się ciałami. Co może być ważniejszego od tego by odzyskać dawną postać?
- A to miałyśmy niby robić? Latać po różnych lekarzach? Dawać faszerować się lekami psychotropowymi gdy oskarżą nas o schizofrenię albo jakąś jej odmianę?
- Może tak właśnie powinnyśmy zrobić: iść do różnych lekarzy, dowiedzieć się, popytać. Nie zakładać z góry, że potraktują nas jak wariatki, bo tak przewiduje moja siostra.
- Zosiu, przykro mi to mówić, ale taka jest właśnie prawda. Pomyśl sama: ty być w to uwierzyła? Gdyby pewnego razu Ksawery oznajmił ci, że jest Arkiem?
- Pewnie od razu nie, ale gdybym poznała dowody to…
- …to szukałabyś innego racjonalnego wytłumaczenia w pierwszej kolejności. Tak jak lekarze.
- Tego nie wiemy.
- Ja wiem. Nie mówiłam ci, ale raz złamałam zakaz Marysi i udałam się do jednego specjalisty. I właśnie tak zostałam przez niego sklasyfikowana. Następny powiedział to samo: prawie chcąc mnie siłą zatrzymać w szpitalu klasyfikując jako jednostkę niebezpieczną nie tylko dla siebie samej ale również dla reszty społeczeństwa. On nawet nie dopuszczał do swojej świadomości mojej tezy. Nie założył, że mogłabym mieć rację.
- Kiedy to było?
- Praktycznie na samym początku, kilka tygodni po wyjściu ze szpitala. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to był twój jakiś potworny plan by zdobyć dostęp do moich pieniędzy i życia.  Nie wiem jakim cudem, ale chyba miałam cię za wróżkę.
- Więc co teraz powinnyśmy zrobić?
- Wrócić do klubu i potańczyć?
- Wiktoria, pytam serio.
- Przecież mówię serio. Bo co niby mamy zrobić, a raczej co możemy zrobić? Umartwianie się i ciągłe myślenie o tym nic nie da. Nie sprawi, że znów będziemy posiadać swoje ciała.
- Ale przynajmniej złagodzi wyrzuty sumienia, że nie bagatelizuję sprawy, że chcę ją rozwiązać.
- Ja tam wolę rozpaczać na swój własny sposób. A tak serio to…Zosiu, nie pozostaje nam nic innego jak starać się żyć tak, jak żyłybyśmy niezależnie od tego czyje ciało posiadamy.
- Ale co z moimi rodzicami? Co jeśli niedługo się zakocham i wyjdę za mąż? Co jeśli urodzę dziecko? Czyje będzie miało geny? I co będzie jeśli właśnie wtedy obudzę się w swojej prawdziwej postaci? To nie dotyczy tylko nas dwóch, bo gdyby tak było mogłabym to zaakceptować. Ale to dotyczy również naszych bliskich: teraźniejszych i przyszłych. Jak mogę żyć z taką świadomością tykającej bomby? Jak mogę układać sobie życie?
- Ale musimy tak zrobić: może czas spojrzeć prawdzie w oczy. Przestać żyć tak jakbyśmy odrywały tylko rolę siebie nawzajem i wejść na sto procent w obce światy. I nie myśleć o tym jak o tymczasowym rozwiązaniu. A co się tyczy tykającej bomby to nie wiesz czy ona już dawno nie jest pozbawiona zapłonu czy jeszcze tylko ty się łudzisz.   
- Nie, nie mogę tak myśleć: nie chcę.
- Ale musisz. Tak jak ja to zrobiłam. Te wnioski, które dzisiaj wysnułaś ja zrozumiałam już jakiś czas temu. Zrozumiałam, że kilka innych osób powinno dowiedzieć się kim naprawdę jesteśmy. No i że powinnyśmy uregulować jakoś tę sytuację prawnie choć nie na tyle by jedna ingerowała w życie drugiej. Że muszę wrócić do swojego dawnego mieszkania i Aleksandra a ty do chłopaków.
- A praca? Przecież nikt nie pozwoli ci być dyrektorem działu kredytowego banku w moim wielu i z moim doświadczeniem.
- To jakoś załatwimy. A przynajmniej musimy się postarać. I przestać udawać, że sytuacja jest beznadziejna. W końcu mogłyśmy już nie żyć, prawda? Może ja miałam wykrwawić się od rany na szyi a ty nigdy nie obudzić ze śpiączki? Może tylko dzięki zamianie ciał nasze dusze mogły wciąż żyć choć w innych miejscach? To zwłaszcza ty jako wierząca powinnaś tym bardziej zaakceptować takie wyjaśnienie i podziękować za to Bogu.
- A ty to potrafisz?
- O dziwo tak. Bo nauczyłaś mnie wielu rzeczy. Wiele też zrozumiałam dzięki tej lekcji pokory. Reszta to kwestie, które łatwo można zmienić czy naprawić. I wiesz co? Muszę ci powiedzieć dwie rzeczy. Bardzo ważne rzeczy, które musisz wiedzieć.
- Jakie?
- Po pierwsze cieszę się, że to byłaś ty. To znaczy, że to w twoim ciele mam okazję funkcjonować. Aż strach pomyśleć gdybym musiała żyć jako ta chaotyczna i zbzikowana Jowita. Albo w ciele grubej Jadwigi: ona chyba ma już dorosłe dzieci co nie? I tego starego męża który raz odwiedził ją w biurze.
- Wiktoria…
- No cóż, taka prawda. Nie wspominając już o facecie. Bo nawet jeśli zawsze chciałam wiedzieć jak to jest mieć wacka, to jednak cieszę się, że to moje pragnienie nigdy się nie urzeczywistniło.
- Przestań już. A ta druga rzecz?- Dopytała Zosia. Wiktoria gwałtownie spoważniała. Potem zatrzymała się, zrobiła dwa kroki w stronę Pieguska i położyła jej dłoń na ramieniu.
- Skłamałam dziś w barze. To znaczy wtedy tak mi się nie wydawało, ale teraz wiem że tak było. Bo jesteś moją przyjaciółką. I choć uważam że masz masę wad i jesteś żenująco prostolinijna to jednak jednocześnie jest to cecha za którą cię podziwiam. I nie mówię tego by cię pocieszyć, znasz mnie.
- Dziękuję.- Zosia ze łzami w oczach objęła Wiktorię na co tamta się skrzywiła.
- Na przykład to, widzisz? Nie znoszę ostentacyjnego okazywania uczuć, zwłaszcza w miejscu publicznym a nawet nie mam ochoty cię w żaden sposób zrugać. Tylko puść mnie już wreszcie.
- Jasne.- Zosia wciąż się uśmiechała.- Wracajmy więc do tego klubu zanim do reszty zamarznę.
- Okej, ale zanim weźmiemy kurtki to może chociaż wypijemy po soku co? Nie chcę wracać do domu.
- Wiem. Ja też nie. I jakoś zdobyłam ochotę na to by trochę się rozerwać.
- Żartujesz?
- Czy to nie ty niedawno mówiłaś o tym, żeby się nie zamartwiać i po prostu zaakceptować to co niesie los?
- Super. Zapowiada się niezła zabawa: dwie laski na parkiecie! Ju huuuu!

***
Arek nie rozumiał jak powinien odebrać lakoniczną wiadomość Szymborskiej: „Zosia właśnie jest w klubie Disco Klub na ulicy Jakubickiej i bardzo chciałaby się z kimś przespać. A że jesteś na jej liście na pierwszy miejscu myślę, że to cię może zainteresować”.
Jego pierwszą reakcją być śmiech, a potem złość z powodu tupetu Wiktorii. No bo jak śmiała tak oczerniać Zosię? Ale z upływem czasu zaczął coraz bardziej to analizować i jakaś myśl nie dawała mu spokoju. Dlatego zadzwonił do Zosi, ale gdy trzy razy z rzędu nie odbierała, przestał już traktować wiadomość jako żart. I zaczął się niepokoić. Gdzie była do cholery Zośka?! I czemu jej telefon nawet nie odpowiadał?
Z tego powodu postanowił spytać nawet Ksawerego czy nie wie czegoś o planach Zosi. A gdy zaprzeczył spytał o Wiktorię. Dopiero wtedy pokazał współlokatorowi otrzymaną od niej wiadomość.
- Nie podoba mi się to.- Skwitował to tylko Iksiński.- Dzwoniłeś do Wiktorii?
- Na początku tylko do Zosi, ale potem również do niej. Żadna nie odbiera.
- W takim razie jedźmy lepiej do tego klubu. Niczego nie ryzykujemy, najwyżej zmarnujemy trochę czasu.
- Dobra, tylko sprawdzę jego adres w necie…
- Nie potrzeba: o ile pamiętam widziałem jego szyld niedawno z salonu Wiktorii…No co?
- Nic, po prostu nie wiedziałem że jesteście aż tak blisko.
- Ne łączy mnie z nią nic o czym myślisz.
- Nie moja sprawa, jedźmy już.
Na miejscu zjawili się zaledwie pół godziny późnej. Tyle, że kolejne tyle musieli stać we wlekącej się kolejce a potem w szatni. Z tego powodu każdy z nich był nieźle zirytowany. Dopiero po wejściu do środka zrozumieli, że przyczyną oblężenia klubu był najprawdopodobniej występ jednego z dość popularnej grupy rockowej zespołu muzyków. Tyle, że znalezienie w tym tłumie Zosi graniczyło z cudem. Bo jak niby mogliby ją wyłowić spośród setek osób? I to przy migających kolorowych światłach?
- Cholera, przecież przez ten tłok nie uda nam się jej wypatrzeć nawet jeśli tu jest.- Wyraził swoje przypuszczenia na głos Arek.
- Rozdzielmy się, będzie szybciej. Ty przeczesuj prawą, a ja lewą stronę: w międzyczasie obaj próbujmy do niej dzwonić. A jak ją znajdziemy to niech ten z nas poinformuje drugiego.- Ustalili.
- Jasne.- Zgodził się Arek bez zastrzeżeń zdając sobie sprawę, że od wielu tygodni w końcu działają w komitywie z Ksawerym.
Miał szczęście, że wypatrzył Zosię pośród tak wielkiego natężenia ludzi zaledwie nieco ponad kwadrans poszukiwań. Ale nie było to z drugiej strony tak trudne, skoro stała obok głośników na lekkim podwyższeniu niedaleko głównej sceny tańcząc do melodii wyśpiewywanej przez amerykańskiego wokalistę. Towarzyszył jej jakiś facet, który zanim do niej doszedł zmienił się w innego. Wkurzył się jednak dopiero wtedy, gdy Zosia zaczęła kierować się w stronę damskiej łazienki. Nie miał innego wyjścia jak poczekać na nią przed nią, by nie zostać posądzonym o podglądanie. Tyle, że gdy w końcu po następnych kilkunastu minutach wyszła z łazienki, nie była sama. Towarzyszył jej nikt inny jak Wiktoria.
Obie kobiety wyglądały na nieźle rozbawione i zadowolone zawzięcie o czymś plotkując zupełnie nie zdając sobie sprawy z jego obecności. W pewnym momencie Szymborska pociągnęła jego ukochaną w stronę baru: udało mu się zobaczyć, że obie zamówiły drinki. I zaczęła w nim narastać złość do Cruelli: jakim prawem ściągnęła tu Zosię? I teraz na dodatek upijała? Przecież gdyby Zosia była trzeźwa na pewno nie chichotałaby ze swoim dawnym wrogiem- nawet jeśli okazał się być owocem romansu pozamałżeńskiego jej ojca.
Arek nie rozumiał, że sytuacja miała się zgoła inaczej. Chociaż z drugiej strony dla ludzi wiedzących o przemianie dziewczyn prezentowała się tak jak sądził Arek. Tyle, że on o tym nie wiedział. Bo tak naprawdę to Zosia właśnie dzięki Wiktorii odkrywała uroki prawdziwej zabawy na dyskotece. Uroki flirtowania i tańczenia z nieznajomymi facetami, nie zastanawiania się nad każdym ruchem w tańcu czy geście. Liczyła się tylko muzyka i ta chwila. Ale nie cieszyły ją tylko własne flirty. Cieszyło ją to, że licznych podbojów dokonała właśnie Wiktoria. Bo przecież wyglądała tak jak ona kiedyś, a obcy faceci nie znali jej charakteru. Nie wiedzieli jaka jest bystra, zabawna, pełna ironicznego poczucia humoru, jaki ma cięty język, jak profesjonalnie podchodzi do swojej pracy oraz jak świetnie umie prowokować czy budować napięcie. Nie, oni podchodzili, bo podobał im się jej wygląd: w ich oczach była atrakcyjna. I zrozumiała też to miała na myśli Wiktoria pytając na samym początku o jej opinię na temat stroju. Po prostu chciała udowodnić jej, że nawet w skromnym ubraniu- pozbawionym prowokacji czy głębokiej golizny- jest piękna. Że jeśli kiedykolwiek miała problemy z facetami to nie wynikały one z tego powodu, że w ogóle ich nie interesowała w sensie fizycznym, ale wyłącznie z jej wycofania. Dowodził to z kolei fakt jak faceci traktowali dzisiejszego wieczoru ją: gdy nie zwracała na nich uwagi, ignorując lub arogancko spławiając wkrótce przy barze miejsce obok niej było puste. A przecież Cruella była bardzo piękną kobietą. To Zosia wysyłała im niewerbalny sygnał by trzymali się od niej z daleka. Mądrzejsi i rozsądni faceci dawali sobie więc z tym spokój wyciągając wnioski, że taka kobieta jest najwyraźniej zajęta. Próbowali tylko nieliczni, którzy nie mieli pojęcia o subtelności albo przegrywy życiowe gdy ośmieleni dodatkową porcją alkoholu dodawali sobie w ten sposób animuszu i odwagi. Czyli mówiąc w skrócie sami degeneraci albo nieodpowiedni kolesie. Dlatego właśnie takich dupków spotykała w swoim życiu. Bo dawała niewłaściwie sygnały niewłaściwym ludziom. Uważała, że skoro tylko tacy ją zauważają, to widocznie na tych lepszych „z górnej półki” nie zasługiwała.
Nie jesteś brzydulą Zosiu.
Nie jesteś brzydulą...
A przecież to nie była prawda. Była ich warta, i to owszem. Zasługiwała na godnego zaufania mężczyznę, który skradnie jej serce i pokocha na zawsze tylko ją. Nie musiała się zadowalać Bartkiem, dla którego była tylko trofeum. Ani Piotrkiem, który stchórzył i nie miał odwagi zrobić ostatecznego kroku bojąc się, że zostanie mu przyklejona etykietka chłopaka łatwej dziewczyny. Ani tym bardziej Arkiem, który widział w niej tylko ładne ciało- może nie idealne ale pełne kobiecych kształtów, które idealnie nadają się na łóżkowe przyjemności. Czy też- co pomyślała z niejakim żalem- Ksawerym który choć rozumiał ją jak nikt inny, wspierał i szanował, to jednak nie potrafił rozpalić nawet iskierki pożądania która jak cienka nić rozdzielała przyjaźń damską męską od miłości. Więc jeżeliby z nim była to tylko i wyłącznie z wdzięczności unieszczęśliwiając tym i jego i samą siebie. Dlatego powinna w końcu pozbyć się swojego głupiego poczucia niższości oraz licznych kompleksów, które mówiły jej że nie jest atrakcyjna, że jest za wysoka, za gruba, za ruda, za nieproporcjonalna, za nudna, za głupia, za mało zabawna…Potrząsnęła na moment głową nie dowierzając jak wiele swoich wad umiałaby wymienić w ciągu jednej chwili. A co z zaletami? Czy równie beztrosko potrafiłaby je wymienić tak jak przed chwilą coś przeciwnego?
Dokładnie w tym momencie gdy o tym pomyślała zobaczyła jego. I prawie nie zrobiła face palma: cholera, przecież sama do niego napisała. Jak mogła o tym zapomnieć?
Arek patrzył na nią ze złością i pretensją, zupełnie tak jakby coś mu zrobiła. Do tego założył ręce na biodra, co tylko ją rozbawiło. Nieoczekiwane w jej głowie pojawiło się porównanie jego postury z gosposią z Wichrowych wzgórz co było nieco absurdalne. Bo taka była z Żylińskiego tęga Murzynka jak z niej Cyganka.
- Co wy tu robicie?!
- Jak to co, bawimy się Areczku!- Odkrzyknęła mu Wiktoria najwyraźniej nie znając go na tyle by nie wiedzieć, że ta marsowa zmarszczka na czole w połączeniu ze stalowym wzrokiem oznacza zbliżającą się furię.
- Idziemy do cholery! Wychodzimy stąd Zosiu.
- Dlaczego? Ja się świetnie bawię.
- Widziałem.- Syknął biorąc ją za rękę.- Ale jesteś moją dziewczyną i ja to nie pozwolę. A ty jak śmiesz ją rozpijać?- Zwrócił się z kolei do Szymborskiej.
- Ja śmiem…co?
- Przecież ona jest pijana!
- Wcale nie. Wypiła tylko jednego drinka, tak jak ja. To co pijemy teraz to kolorowy sok. A dobry humor jest wynikiem świetnej zabawy.- Odparła mu Zosia nie mogąc powstrzymać śmiechu. Ona w roli degeneratki rozpijającej kogokolwiek a już zwłaszcza Cruellę? Widocznie do niej też dotarł niewypowiedziany komizm ten sytuacji, bo gdy tylko spojrzały sobie w oczy wybuchły śmiechem.
- Co was do diabła tak bawi?!
- Ty, Areczku.- Parsknęła Wiktoria.
- Nie mów do niego tak, irytuje się wtedy jeszcze bardziej. Jego mama zwracała się do niego w ten sposób praktycznie przez pół życia.
- Serio? Współczuję. – Wyraziła swój żal Szymborska. Arek patrzył to na jedną to na drugą zastanawiając się co jest grane.
- Czy wy jesteście naćpane?- Spytał retoryczne. Potem zatrzymał dłużej wzrok na Wiktorii.- A ty przestań wygłaszać opinie tak jakbyś znała mnie od dawna.
- Zdziwiłbyś się.- Odparła mu.
- I to jak.- Potwierdziła Wiktoria. I znów wymieniła z Zosią porozumiewawczy wzrok.- Chyba nadszedł czas byś poznał dlaczego tak jest.