Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SEANS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SEANS. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

Seans: Rozdział XI

Spotkanie z Damianem przebiegło bardzo miło. Poza tym, że trochę zadręczałam się
jego ostatnimi atakami. A co jeśli ta głupia wróżba się spełni? Nie chciałam, żeby coś mu się stało.
Jednocześnie zastanawiałam się nad swoją. Jeśli to nie Damian mnie zdradzi to kto? Czy powinnam
poinformować o wszystkim rodziców? Sama już nie wiedziałam.
Następnego dnia znów spotkałam się z Januszem. Razem szliśmy na dodatkowe zajęcia z
matematyki i zawiązała się między nami rozmowa dotycząca wieczorka z Halloween. Ja oczywiście
udawałam, że totalnie mnie to już nie interesuje i że skończyłam z tymi bzdurami. Starałam się przy
tym zastosować do wskazówek Wranickiego i Graja, którzy zalecali mi ostrożność w kontaktach z
pozostałymi w naszej paczce chłopakami. Nawet jeśli to nie oni byli winni tego co stało się z
Mariolą.
– No i wiesz co? Karol miał świetną maskę. Taką zieloną. Pamiętam jak potem ktoś kto
zadzwonił po pogotowie był w zielonej masce, choć to nie mógł być on.
– Jakiej masce?- spytałam przypominając sobie co dawniej mówił o swoich wspomnieniach:
że widział pochylającą się nad sobą twarz. Wbrew sobie spytałam:
– Czy sądzisz, że byłoby to możliwe żeby któryś z pucharków z narkotykiem był pusty? Lub
nie zawierał narkotyku albo ktoś go wcale nie wypił?
– No nie wiem, ale w sumie...czemu pytasz?
– Tak, z ciekawości. Wiesz, ja mam kompletnie czarną dziurę, ale w sumie Karina z Kubą
sporo pamiętali.
– Nadal myślisz, że Kuba maczał w tym palce?- wyciągnął niewłaściwe wnioski.
– Nie- zaprzeczyłam stanowczo- Już mówiłam, że skończyłam z tymi bzdurami.- odparłam.
Postać w zielonej masce? A więc ktoś ukradł ją Karolowi. Tylko kto?
Zgodnie z obietnicą odwiedziłam po szkole Karinę. Wyraźnie zdziwiła się moimi kontaktami z
Damianem. Nadal uważała go za zdrajcę i nie była go pewna. Starałam się ją uspokoić. Kuba
również, bo mi towarzyszył. Gdy wyszłam z pokoju porozmawiać przez chwilę z jej mamą po
powrocie zastałam ich pogrążonych w rozmowie. Uśmiechnęłam się. Może Karina pomoże
Jakubowi zapomnieć o Marioli? Choć nie wolno źle mówić o zmarłych byłaby dla niego sto razy
bardziej właściwa.
Kolejne dwa dni nie wniosły nic nowego: zaczynałam nawet powoli oswajać się z tym, że nigdy nie
poznamy prawdy. Przypuszczenia chłopaków nie sprawdziły się: jeśli morderca uważał
Wranickiego za niebezpiecznego teraz przestał. Ja osobiście się z tego cieszyłam: dwa zamachy w
tym jedno skuteczne pobicie jakoś nie nastrajało mnie optymistycznie. Wolałam, żeby winny nie
odpowiedział za swoją karę jeżeli miało się to stać kosztem Damiana. Jednocześnie wiedziałam,
czułam to całą sobą, że coś przegapiłam. Że w tej całej historii jest coś co powinno dać mi do
myślenia, przybliżyć do rozwiązania zagadki, ba nawet ją rozwiązać. Działo się tak zwłaszcza gdy
wyciągałam kartkę sporządzoną dwa tygodnie temu po feralnej halloweenowej nocy na której
spisałam wszystkie ważne informacje. A więc co jest nie tak? Być może wszyscy się pomyliliśmy:
Kuba w swej chęci zemsty za śmierć ukochanej, Damian z poczucia obowiązku, a ja z własnej
podejrzliwości? Może śmierć Marioli naprawdę była tylko potwornym tragicznym wypadkiem
spowodowanym w tak głupi sposób? Przecież śmierć nie musi być zawsze patetyczna czy
chwalebna. Może być też groteskowa lub przypadkowa co mogło stać się akurat w tym przypadku.
A wróżby z tabliczkami quija były po prostu czystym przypadkiem. W końcu ich autorem był
Janusz, który dobrze znał każdego z nas. Więc nie ma w tym nic dziwnego, że się spełniły. A
przynajmniej tak to wyglądało.
Dlatego moje życie powoli zaczynało wracać na właściwe tory. Owszem, śmierć Marioli nie była
czymś nad czym można przejść do porządku dziennego, ale teraz przestałam już czuć przeraźliwego
zagrożenia, jakby czekać na coś nieuniknionego, strasznego. Przez tą całą sytuację zbliżyłam się
nawet do Jakuba (oczywiście nikomu nie zdradziłam jakie relacje rzeczywiście łączą go z
Damianem tak jak wcześniej obiecałam). Któregoś dnia odważyłam się go nawet zapytać:
– Jaka ona była?
– Masz na myśli...?
– Tak, ją- nie było potrzeby wypowiadać imienia Mariola. Oboje doskonale to wiedzieliśmy.
– Jej nie można opisać jednym zdaniem. Ale była wyjątkowa. Wiem, że to słowo w uszach
kogoś kto jej nie znosił brzmi szyderczo, ale taka jest prawda.
– Nie mówię, że jej nie znosiłam. Wydaje mi się, że po prostu jej nie rozumiałam: tego
bezmiaru jej samotności i cierpienia. Do dziś pamiętam rozmowę z jej matką. Musiało jej
być ciężko.
– Tak.- uśmiechnął się do tylko sobie znanego wspomnienia.- Ale mieliśmy siebie. Ja też nie
jestem ideałem, ale z ciętym poczuciem humoru, zaciętością i brakiem cierpliwości
stanowiliśmy wybuchową parę. I na swój sposób się uzupełnialiśmy...- wbrew sobie
poczułam się bliżej Marioli gdy opowiadał mi o ich wspólnej przeszłości. I szczerze
żałowałam, że zrobiłam to dopiero teraz. Ale gdybanie co by było nigdy nie jest dobre i
przynosi tylko żal.
Pod koniec tygodnia Karina spokojnie mogła wstać już i chodzić o kulach chociaż jeszcze dość
słabo. O szkole jednak nadal nie mogło być mowy: wciąż przyjeżdżał do niej nauczyciel i w ten
sposób potwornie nudziła się popołudniami. Mimo, że starałam się odwiedzać ją dość często
musiałam wyskrobywać również trochę czasu dla Damiana, który od kilku dni oficjalnie został
moim chłopakiem. Chłopakiem o którym śniłam od pierwszego dnia naszego spotkania. Dlatego nie
powiem, że te wizyty były mi w smak: co innego kiedyś gdy widziałyśmy się w szkole, ale
codzienne wędrówki do jej domu były trochę męczące. Ale przyjaźń to przyjaźń.
– Hej, jak się czujesz?- spytałam ją w piątek. Uśmiechnęła się kuśtykając w moją stronę.
– W porządku. Widzisz?- była wyraźnie zadowolona ze swoich postępów- Jeszcze tylko sześć
tygodni i zdejmę gips. Prawa noga już niemal od tygodnia swędzi mnie pod kolanem- obie
zaczęłyśmy się śmiać- Jak układa ci się z Damianem?
– Cudownie. Wczoraj zabrał mnie do klubu karaoke. Bawiłam się wyśmienicie- nasza
rozmowa zeszła na bardziej przyziemne sprawy. Do tematu Halloween już nie wracaliśmy.
W pewnej chwili zadzwonił do niej telefon.
– Przepraszam- odparła i na chwilę wyszła z pokoju. Ja w tym czasie siedziałam oglądając
gazetę leżącą na jej biurku. I być może nie zauważyłabym niczego podejrzanego gdyby jej
zazwyczaj zamknięta na kluczyk półka była otwarta, a w zasadzie lekko uchylona. Karina
zawsze śmiała się, że to szafka jej sekretów: że trzyma tam swój pamiętnik. Nawet mi nigdy
go nie pokazała. Mimo wszystko byłyśmy przyjaciółkami i naprawdę nie miałam zamiaru
tam zaglądać: jednak zielona poświata zbiła moje postanowienie. Niepewnie zerknęłam po
raz ostatni na drzwi: Karina nadal rozmawiała przez telefon. Podeszłam do szuflady i ją
otworzyłam. Był tam zapowiedziany głupio oprawiony zeszyt (którego mimo swojej
wścibskości nie miałam zamiaru otwierać ani czytać), długopis (który rozpoznałam jako ten
z Hiszpanii, który kupiłyśmy podczas wycieczki szkolnej za granicą) oraz bransoletkę na
rzemyku, którą kiedyś jej podarowałam. Na ten widok uśmiechnęłam się. I już miałam z
powrotem wsunąć półkę, gdy przypomniałam sobie o zielonej poświacie. Schyliłam się
patrząc głębiej. Była tam schowana zielona maska. Początkowo nic mi to nie powiedziało.
Dopiero potem przypomniałam sobie czemu ten przedmiot wzbudził we mnie taki niepokój.
„ Karol miał świetną maskę. Taką zieloną. Pamiętam jak potem ktoś kto zadzwonił po pogotowie
był w zielonej masce, choć to nie mógł być on.”
„I pamiętam jeszcze, że ktoś nade mną stał. Nie jestem pewny czy to nie senny majak”, słowa
Janusza zabrzmiały w mojej głowie niczym echo. Mimo wszystko usiłowałam zachować spokój.
Nie zamierzałam po raz kolejny oskarżać kogoś bezpodstawnie. Zamknęłam szufladkę i usiadłam
na łóżku jak gdyby nigdy nic. Mimo wszystko gwoli ostrożności napisałam SMS-a do Damiana, że
jestem u Kariny. Potem, z wolna zaczęłam przypominać sobie inne sytuacje:
„- No, ale dlaczego? Przecież nic na tym nie stracą.
– Tak, ale znałaś Mariolę:nie raz nocowała u koleżanek po baletach nawet nie informując
swoich rodziców. Nie wracała do domu nawet na weekendy. Myślę, że oni traktują to
podobnie...” tak wyglądała nasza rozmowa telefoniczna po wieczorku Halloween. I może
nie byłoby w niej nic niezwykłego gdyby nie jeden pozornie błahy fakt: Karina użyła czasu
przeszłego. A wtedy nie mogła wiedzieć, że Mariola już nie żyje. Nawet ja tego jeszcze nie
podejrzewałam sądząc, że boi się odpowiedzialności za zranienie kamieniem Damiana. A co
było gdy poinformowałam ją, że Stankiewicz się znalazła? (bo tak powiedział mi Kuba)
Wyglądała na przerażoną. Być może sądziła, że jej plan się nie powiódł i Mariola nadal żyje.
I to ona przez cały czas podrzucała mi fałszywe tropy oskarżając Karola, Janusza, Damiana,
Kubę...Przecież kilka dni temu nawet żartowaliśmy z Kuby, że morderca musiał się w nim
zakochać skoro dostał taką wróżbę. Wtedy wszyscy uznaliśmy to za świetny żart, ale
teraz...Teraz uświadomiłam sobie, że Karina kocha Kubę i chciałaby żeby pomiędzy nimi
coś było. Tylko, że nie zdaje sobie sprawy, że on nigdy jej nie pokocha. Tylko skąd
wiedziała o o inscenizacji Janusz i Karola? Musiałam jak najszybciej zadzwonić do
Damiana i powiadomić go o wszystkim.
– Widzę, że już o wszystkim wiesz- pojawiła się niespodziewanie znikąd wyrywając mi z
dłoni komórkę i roztrzaskując ją o podłogę. Spojrzałam na nią zaskoczona.
– Co robisz?
– Och, nie zgrywaj się. Widziałam, że domyśliłaś się wszystkiego.
– Nie wiem o czym mówisz- próbowałam udawać, ale kiepsko mi to wychodziło. Bo nie jest
to łatwe gdy stoisz naprzeciw mordercy.
– Naprawdę czasami mnie wkurzasz- podeszła do drzwi pokoju i zamknęła je na klucz. A ja
stałam jak wmurowana: bo ona wcale nie kuśtykała ani nie podpierała się kulami.
Przeciwnie szła nadzwyczaj prosto i pewnie. Nawet pomimo gipsu. Gdy zauważyła mój
wzrok uśmiechnęła się złośliwie.- No i co pani mądralo? Zatkało kakao? Nie wpadłaś
wcześniej na to, że to ja?
– Dlaczego?- spytałam tylko nie czując prawdę mówiąc strachu. Bo we wzroku mojej
przyjaciółki dostrzegłam jakieś nieznane mi błyski, być może szaleństwa. Ponadto
wiedziałam, że jesteśmy w jej mieszkaniu tylko we dwie. Ale czułam tylko rozczarowanie i
jakby gniew: czemu to właśnie Karina? Moja nieśmiała i wiecznie niezdarna Karina?
– Prawdę mówiąc nie sądziłam, że jesteś aż taka głupia i odkryjesz to dopiero teraz.- również
nie odpowiedziała na moje pytanie.
– Wiem, że kochasz Kubę- oznajmiłam nie owijając niczego w bawełnę- Ale po co bawiłaś się
w tą całą zabawę z karteczkami quija? I skąd wiedziałaś o inscenizacji?
– Ha, to wcale nie było takie trudne się tego dowiedzieć: po prostu podsłuchałam rozmowę
Janusza. Czy wiesz, że planował to z Karolem już miesiąc przed? A co się tyczy pierwszego
pytania...to było to zabawne nie sądzisz?- roześmiała się jakby coś wspominała- Nawet nie
wiesz jaką miałam z ciebie polewkę gdy traktowałaś to poważnie. Zwłaszcza, że Paprocki
ułożył wszystko tak, żeby w miarę do nas pasowało, zwłaszcza twoja. A ja to tylko
wykorzystałam.
– I tak po prostu mi o tym mówisz?- nie mogłam w to uwierzyć. Bo ona wyglądała jakby się
tym szczyciła, jakby miała powód do dumy. Spróbowałam z innej beczki.
– Myślisz, że Kuba będzie chciał z tobą być gdy się o tym dowie?- nie, nie łudziłam się że
puści mnie wolno, ale chciałam jej uświadomić, że prędzej czy później prawda wyjdzie na
jaw.
– Na pewno nie dowie się tego od ciebie.
– Co chcesz zrobić? Zabić mnie? Tak jak Mariolę?- chciałam aby bezpośrednio to przyznała.
– Przykro mi, ale chyba nie mam innego wyjścia. Chyba nie możesz mi obiecać, że będziesz
siedzieć cicho?- pokręciłam przecząco głową- I to w tobie lubiłam najbardziej: nigdy nie
byłaś tchórzem.
– Co zrobiłaś Marioli?
– Nic wielkiego. Gdy była ogłupiona środkiem narkotykowym zaprowadziłam ją do tamtej
krypty. A potem zatrzasnęłam wyjście.
– I pozostawiłaś ją na pewną śmierć? Wiesz jak musiała się czuć zaraz po przebudzeniu?
– Teraz to ona jest twoją dobrą przyjaciółką? Nie wiedziałam.
– Karina, opanuj się. Co się z tobą dzieje? Nie rozumiesz tego co zrobiłaś?
– A co takiego zrobiłam? Pozbyłam się wulgarnej dziewuchy, której nie znosili nawet właśni
rodzice?
– A to co stało się z Januszem? A napady na Damiana? Narkotyk w kieliszkach przez który
całą noc spędziliśmy na dworze? Co gdybyśmy zginęli wszyscy? Nie pomyślałaś o tym?
– No cóż, tej kwestii dobrze nie przemyślałam. Ale zapewniam cię, że wypadek Paprockiego
nie był moją winą.
– Tak?- spytałam szyderczo- A więc co poszło nie tak? Twoi wspólnicy nawalili? I kto nimi
był?!
– Cii, nie podnoś głosu. I tak nie zamierzam już dłużej odpowiadać na te twoje bzdurne
pytania. Już dosyć czasu straciłam.
– Co chcesz teraz zrobić?
– Nic wielkiego. Ale będziemy musiały się pożegnać. Swoją drogą, bardzo cię lubiłam.
Chociaż byłaś głupia, że mi wierzyłaś.- spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
– Jesteś chora, powinnaś się leczyć- odparłam poważnie patrząc jej w oczy. Bo ona naprawdę
zaczęła zachowywać się jak wariatka.
– Ty będziesz się zaraz leczyć- odrzekła mi podchodząc do jednej z szuflad i wyjmując z niej
nóż- No już, pod ścianę.
– Nie mam zamiaru.
– Pod ścianę!- powtórzyła ostrzejszym głosem.
– I co mi zrobisz? Zarżniesz jak świnię? Nie sądzę, żebyś miała dość odwagi- blefowałam
próbując ją wybadać. Przecież to była moja Karina: wiecznie niepewna siebie, niezdarna i
niezręczna. Jak może stać przy mnie wygadując te wszystkie okropne rzeczy? Nadal nie
potrafiłam połączyć tych dwóch osób w jedną. To nie mogła być ona.
– Hm, nie powiedziałabym tego tak dosadnie, ale tak- uśmiechnęła się zupełnie jak osoba
niespełna rozumu.- No, ale ze względu na to co nasz łączyło postaram się żeby to stało się
szybko.
– Karina, ty nie wiesz co robisz. Przecież Kuba nigdy cię nie pokocha, nieważne czy Mariola
znikła czy nie. A zabijając mnie nic nie uzyskasz. Poza tym...-chciałam dodać, że Kuba z
Damianem wszystkiego się domyślają, ale nie chciałam ich narażać. Przecież w swoim
szaleństwie może ich skrzywdzić.
– Doskonale to wiem. A teraz pod ścianę. Nie zamierzam powtarzać tego po raz kolejny, bo
ten nóż wyląduje w twoim gardle, a zapewniam, że nie będzie to łatwa śmierć.- nie mając
wyjścia postanowiłam spełnić jej polecenie jednocześnie starając się znaleźć jakieś dobre
wyjście z tej sytuacji.
– Co zrobisz gdy wrócą twoi rodzice?
– Nie martw się, nie przyjdą. Kończą pracę o osiemnastej, ale dzisiaj wybiorą się jeszcze do
teatru. Przypada ich dwudziesta rocznica czy coś- machnęła ręką na znak lekceważenia.-
Więc będziemy same.- gdy podeszłam pod ścianę zaczęłam szperać po kieszeni i rozglądać
się za jakąś bronią.- Nawet nie próbuj- zacmokała ustami.- Naprawdę nie jestem taką
ofermą za jaką mnie uważałaś.- nic sobie nie zrobiłam z jej gróźb. Szybko zrobiłam parę
kroków w prawo porywając z biurka jakąś drewnianą figurkę. Uderzyłam Karinę w głowę i
puściłam się do drzwi. Jednak włożenie klucza do zamka zajęło mi kilka sekund podczas
których ona już wstawała na nogi klnąc siarczyście. Nie odwracając się do tyłu wybiegłam z
pokoju. Była tuż za mną co poznawałam po przeraźliwym pisku. Blisko drzwi wejściowych
przeżyłam rozczarowanie: były zamknięte.- I co teraz, kretynko?- powiedziała mocno
uderzając mnie znienacka w twarz tak, że niemal mnie zamroczyło.
– Co z twoim gipsem? To też ściema?- wyszeptałam nadal trzymając się za policzek.
– Jasne, że tak. Przekupiłam doktora. Mówiłam, że jestem sprytna, a moja wróżba musiała się
spełnić nie?
– Jesteś nienormalna.
– Już to mówiłaś. Idziemy, nie zamierzam dłużej się z tobą ba...- zaczęła mnie ciągnąć w
stronę pokoju przykładając mi do gardła nóż. Jednak chwilę potem usłyszałyśmy dzwonek
do drzwi. I obie zamarłyśmy: ja z ulgi, a ona ze strachu- Jeśli piśniesz choć słówko,
poderżnę ci gardło. Pamiętaj, że nie muszę otwierać tych drzwi- skinęłam głową. A więc
zamierzała je otworzyć. To była moja szansa- A teraz właź na górę.
– Karina...- nie zdążyłam dodać nic więcej, bo zemdlałam uderzona z wielką siłą w głowę.
Gdy się ocknęłam leżałam związana w szafie Kariny. Głowa pulsowała mi tępym promieniującym
bólem. Najgorzej doskwierająca była jednak niewygodna pozycja. Ni to leżąca, ni stojąca.
Wszystko bolało mnie jak diabli. Po kilkudziesięciu sekundach byłam w stanie starać się wyjść z
pułapki, ale szafa była najwyraźniej zamknięta. Tym bardziej gdy z góry usłyszałam dochodzące
mnie hałasy. No i głos Kuby. Pocieszałam się tylko tym, że swojemu ukochanego raczej nie zrobi
krzywdy, choć cholera ją tam wie. Z wolna starałam się za pomocą swojej śliny trochę zwilżyć
okręcającą moje usta taśmę aby ją zerwać. Niestety bez użycia rąk było to niemożliwe. Nie
rezygnowałam jednak: wydawałam piski na tyle głośne, na ile pozwalały mi na to okoliczności i
warunki.
– Sara, Sara!- byłam niemal pewna, że słyszę głos Damiana wbiegającego po schodach. Boże,
zaraz mnie uwolni, myślałam, ale on tylko wszedł do pokoju Kariny spojrzał na niego
pobieżnie i wyszedł nie pomyślawszy, że mogę być w szafie.
– Mówiłam ci, że jej u mnie nie ma.- głos Kariny był zdumiewająco spokojny jak na to, że
mogło się wydać jej morderstwo i jego próba.
– Ale napisała mi SMS-a...- cieszyłam się, że Damian nie rezygnuje.
– A co ci w nim napisała?- jęknęłam.
– Że jest u ciebie...- mój chłopak najwyraźniej tracił rezon.
– Bo była. Ale wyszła jakieś dziesięć minut temu. Mówiła, że wie kim jest zabójca.- w tym
momencie znów starałam się dać o sobie znać. Ale nic z tego.
– Co?- wtrącił się Kuba- Co ci mówiła?
– Tylko to.- och, jaką świetną była kłamczuchą.
– Nie mówiła kogo podejrzewa, gdzie idzie?
– I dlaczego jej nie zatrzymałaś?
– Och, przepraszam- jej głos zabrzmiał niemal płaczliwie- Myślicie, że coś jej grozi?-
naprawdę powinna dostać Oskara. Ale może dzięki temu zmobilizowałam wszystkie siły i
targana złością wreszcie trochę obluzowałam ramię. Dzięki temu mogłam przynajmniej
trącić nim szafę.
– Nie to ja przepraszam- westchnął Damian- Martwię się o nią. Wiesz jaka jest szalona i
impulsywna.
– Wiem, ja też się martwię. Ale myślałam, że dała już sobie spokój z tym całym śledztwem.
– Niestety nie.- ponownie uderzam o drzwiczki szafy, ale chyba z korytarza nikt mnie nie
usłyszał. Mimo to próbowałam nadal.
– W takim razie, już pójdziemy. Powinniśmy jej szukać.
– Tak, powinniśmy ją znaleźć. Z chęcią bym z wami poszła, ale sami wiecie, że w tym stanie.
– Jasne, ze złamaną nogą nie na wiele nam się przydasz.
– Na razie.
– Cześć chłopaki.- czyniłam rozpaczliwe próby aby mnie usłyszeli. Ale to była syzyfowa
praca. Już słyszałam jak pokonują schody na dół. Starałam się stłumić łzy. Bo dopiero teraz
poczułam prawdziwy strach. Strach przed śmiercią. Powstrzymały mnie jedynie głosy na
dole. A więc chłopaki jeszcze nie wyszli? I o co się kłócą? Wstąpiła we mnie nowa nadzieja.
Ze zdwojoną siłą usiłowałam wydać z siebie jak najgłośniejszy dźwięk.
– Gdzie ona jest?
– Nie ma jej tu.
– Więc skąd ta krew?
– Skaleczyłam się.
– Nie kręć Karina. Gadaj, bo wezwę policję.
– Już mówiłam- znów usłyszałam jej płacz. Głosy były coraz bliżej pokoju.
– Przeszukaj kuchnię, ja idę na górę.
– Nie, co wy robicie?- w tym momencie do pokoju gdzie byłam uwięziona ktoś wszedł. Znów
starałam się zdradzić ze swoją obecnością.
– Sara? Jesteś tu?- och, głos Damiana.- Sara?- chyba udało mi się zwrócić jego uwagę na
szafę, bo usłyszałam jak się do niej zbliża. Potem usiłował ją otworzyć- Daj mi klucz- chyba
Karina była w pokoju razem z nim- Dawaj!
– Nie mam, zgubiłam.
– Karina, nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę. Kuba! Tutaj...- usłyszałam wtedy jakiś
krzyk: Karina chyba zaatakowała Damiana.
– Co jest?- zaraz potem odezwał się głos Jakuba. We trójkę szamotali się z tą wariatką. Mimo
wszystko się bałam: bądź co bądź ona jest zdesperowana, a więc podwójnie niebezpieczna.
Jednak wszystko skończyło się dobrze: po kilku minutach dźwięk otwieranego zamka
zwiastował moje uwolnienie.
– Boże, Sara wszystko w porządku? Co ona ci zrobiła...- głos Damiana pełen był troski i
niepewności. Zaraz ci pomogę.- Potem, rozcinając mi więzy dodał do Kuby- A ty jej pilnuj.
Zaraz dzwonię na policję.- Gdy już mnie uwolnił, mocno mnie przytulił. Pełna spokoju
wtuliłam twarz w jego kark.
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ.
Wyjaśnienia na policji trwały dość długo: zważywszy na to, że cała historia była dość absurdalna i
pełna zbiegów okoliczności, a jej bohaterami młodzież drugiej klasy państwowego liceum. No i
wszystko się wydało: inscenizacja, narkotyki, wróżby. Do tej pory miejscowe gazety rozpisywały
się na temat niespotykanego morderstwa. Dla mnie jednak najważniejszy był fakt, że Karina trafiła
do aresztu. Nie kontaktowałam się z jej rodzicami bezpośrednio, ale od mamy wiem, że podobno
jest niepełne sprawna umysłowo. A przynajmniej na tym będzie opierała się linia jej obrony.
Miałam jednak nadzieję, że jeśli nie do więzienia to trafi do szpitala dla umysłowo chorych na
długie lata.
Po wszystkim cała nasza piątka: ja, Kuba, Damian, Janusz i Karol poszliśmy na cmentarz jeszcze
raz aby ostatecznie pożegnać się z Mariolą. Gdy kładłam na jej mogile duży koszyk kwiatów
miałam nadzieję, że wreszcie będzie mogła odpoczywać w pokoju.

Seans: Rozdział X

W pierwszej chwili mnie zamurowało. Choć prawdę mówiąc było to szalenie naiwne z
mojej strony sądzić, że mnie tu nie znajdzie.
– Musimy porozmawiać- odezwał się znów co trochę wyrwało mnie z letargu. Szybko się
odwróciłam i przekręciłam zamek w drzwiach, który jak zwykle w takiej sytuacji się
zaciął. Usłyszałam za sobą kroki. Dokładnie w tej samej chwili klucz się przekręcił i
weszłam do środka. Nie zdążyłam jednak przekręcić zamka od wewnątrz, bo drzwi z drugiej
strony popychał Damian próbując dostać się do środka.- Sara, wpuść mnie.- Wpuścić go?!
Chyba postradał zmysły.
– Odejdź!- wrzasnęłam- Wy...noś...się!- wrzeszczałam sylabami zgodnie z siłą moich
nacisków na drzwi. Jednak wiedziałam, że na długo nie starczy mi sił. W dodatku był dużo
silniejszy. Postanowiłam więc zmienić taktykę: znienacka puściłam drzwi przez co poleciał
jak długi do środka. Ja w tym czasie pobiegłam na górę. On szybko się pozbierał i pognał za
mną. Zbliżyłam się do pietra zastanawiając się który wybrać pokój. Mój się nie zamykał od
środka, bo mama wiecznie mi zarzucała, że robię to bez potrzeby. Ciekawe co
powiedziałaby teraz.
– Daj już spokój, skończmy tę zabawę.- znów się odezwał. Zdębiałam. Co miało znaczyć
skończmy tę zabawę?
– Nie mam zamiaru się poddać!- wydarłam się nawet się nie oglądając- I tak wszyscy się
dowiedzą o tym co zrobiliście z Kubą! Karina już o tym wie!- skłamałam. Doszłam do
końca korytarza. Boże, i co teraz? Odwróciłam się. Właśnie dobiegł na piętro. Lekko dyszał.
Gdy dostrzegł, że nie mam gdzie uciec zaczął zbliżać się do mnie bardziej leniwym
krokiem.- Nie zbliżaj się, bo coś ci zrobię- zagroziłam. Nic sobie z tego nie zrobił.
– Sara, uspokój się nic ci nie zrobię.
– Tak? Więc czemu się tutaj włamałeś? Wyjdź z mojego domu!- wykrzyczałam ostatnie
zdanie tak lawirując w pobliżu półki z książkami, że jakimś cudem udało mi się go
wyminąć. I obrać kierunek na pokój gościnny. Tak, tamten miał zamek od środka. Gdy się
tam dostanę będę miała chwilę żeby napisać wiadomość do rodziców albo Kariny i ją
ostrzec. A potem wyskoczę przez okno. W najgorszym przypadku zyskam jakieś dwie
minu...- przerwałam swoje myśli gdy okazało się, że znów mój plan nie wypalił. Bo Damian
również dotarł do mojego salonu.
– Wiem, że jesteś nieobliczalna, ale jeżeli lubisz bawić się w berka to z chęcią zrobię to
potem. Teraz mnie wysłuchaj.- zamknął drzwi od środka. Przełknęłam głośno ślinę gdy
włożył rękę do kieszeni. Co tam miał nóż? A może pistolet?- Sara...- zaczął zbliżając się do
mnie. Ja nie miałam zbyt wielkiego pola manewru, więc aby go wyminąć musiałam wejść
na duże łoże z baldachimem znajdujące się na środku pokoju. Ale nie zdążyłam.
– Puszczaj mnie- szarpnęłam się przez co jak długa runęłam na łóżko. Potem zaczęłam się
czołgać w kierunku drzwi, ale on pochwycił moją nogę i zablokował mnie własnym ciałem.
Zaczęłam się wyrywać, ale uzyskałam tylko tyle, że jeszcze mocniej przygwoździł dłońmi
moje nadgarstki, a swoimi nogami moje. Spojrzałam mu prosto w oczy nie chcąc okazać
strachu.- Jeśli tylko zrobisz mi coś złego to pożałujesz.- uśmiechnął się lekko drwiąco.
– Nie sądzę. Jakby nie było teraz to ty jesteś w pozycji przegranej- poczułam przypływ paniki.
A właściwie złości co w tej chwili było lekko irracjonalne. Dlaczego to właśnie on musiał
okazać się mordercą? Dlaczego?
– Co zamierzasz ze mną zrobić?
– W tej chwili? Hm- udał że się zastanawia.- Mam ochotę na jedną rzecz.- bezczelnie spojrzał
na moje usta. Czyżby on chciał...?
– Heeeej...- zaczęłam gdy nagle podniósł mnie do pozycji siedzącej chwytając od tyłu za ręce.
W ten sposób kolejny raz mnie unieruchomił. Ale jednocześnie siebie. Jeśli tylko jego prawa
noga lekko przesunie się w prawo uda mi się uwolnić swoją i sprzedać mu takiego
kopniaka...
– Jeśli nie zaczniesz przestać się szamotać to zaraz przełożę cię przez kolano- odrzekł
poirytowany- Coś ty sobie znowu ubzdurała? Teraz to ja jestem mordercą?
– Nie udawaj. Słyszałam twoją rozmowę z Kubą.
– Tak?- puścił mnie co wyraźnie zbiło mnie z tropu. Choć nadal był blisko drzwi mogłabym
spróbować go odepchnąć i uciec. Jednak w tamtej chwili taka myśl nie przyszła mi do
głowy. Tak byłam skonfundowana.- I co słyszałaś?
– Jesteś jego bratem- zaczęłam ostrożnie. Potwierdził skinięciem głowy- I nie chciałeś żebym
się dowiedziała o tym, że zabiłeś Mariolę.
– Jeśli jeszcze raz to powiesz to...- chyba zauważył, że się wzdrygnęłam bo wyciągnął przed
siebie ręce w geście bezbronności- Nie o to mi chodzi. Rzeczywiście nie chciałem ci czegoś
powiedzieć, ale na pewno nie o morderstwie Marioli. Naprawdę myślisz, że mógłbym coś
jej zrobić?
– No ja...- zawahałam się. Spojrzałam na niego. Poczułam się głupio- ...nie- dokończyłam
cicho. Uśmiechnął się do mnie.
– Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
– A jak mogło nie przyjść kiedy zaczęliście mnie gonić i mówić o jakiejś tajemnicy?
– Właśnie dlatego, że twoja wyobraźnia już wielokrotnie postawiła nas w nieciekawej
sytuacji. Tak jak teraz. Ale chyba czas żebyś się o wszystkim dowiedziała, bo jutro gotowa
jesteś uznać za winnego Janusza, Karola a nawet tego boi-dudka Karinę.
– Nie mam żadnej wybujałej wyobraźni- odparłam urażona.- Owszem może trochę mnie
poniosło, ale...
– Trochę? Żeby uznać Kubę a potem mnie za mordercę? No chyba raczej więcej niż trochę po
tonie głosu poznałam, że czuje się urażony. I w sumie mu się nie dziwiłam.
– Przepraszam- odrzekłam, choć nadal nic mi nie wyjaśnił- Ja po prostu spanikowałam. I
zareagowałam tak a nie inaczej, bo to byłeś właśnie ty.
– Co to znaczy?
– To znaczy, że...bardzo mnie to rozczarowało.
– Sara...- wyciągnął dłoń jakby chciał pogładzić mnie po policzku, ale w pół drogi ją wycofał.
Potem odsunął się jeszcze dalej. Zraniłam go swoimi podejrzeniami. Zwłaszcza po tym co
wydarzyło się pomiędzy nami ostatnio.
– Wiem, że zachowałam się głupio. Bardzo głupio i impulsywnie. Ale to dlatego, że bardzo
cię lubię.- podeszłam do niego i delikatnie dotknęłam dłonią ramienia- I nie zniosłabym
gdybyś...
– Gdybym co? Był winny śmierci Marioli? A skąd wiesz, że nie jestem? Teraz nagle jesteś
tego taka pewna?- usiłował mnie nastraszyć. Speszyłam się, ale tylko dlatego, że
wiedziałam iż on ma rację. Zawsze najpierw robiłam czy mówiłam, a potem myślałam.
– Wiem, że nie jesteś. Wybacz mi.
– Boże, Sara. Co ja mam z tobą zrobić?- uśmiechnęłam się pod nosem. Wyraźnie go
udobruchałam.
– Na początek powiedz mi o wszystkim co wiesz. I jakim cudem Jakub to twój brat?
– Jesteśmy rodzeństwem przyrodnim: mamy tego samego ojca.- wyraźnie nie chciał
kontynuować tego tematu. W końcu to by znaczyło, że ojciec Kuby i Damiana z panią
Wranicką miał przelotny romans tuż po ślubie z mamą Jakuba (bo Kuba był rok starszy od niego, ale powtarzał tę samą klasę). No i nikt o tym nie wiedział.
Nawet moi rodzice
– Rozumiem, że to tajemnica?
– Tak, choć teraz pewnie i tak nią nie pozostanie- przypomniałam sobie jak wcześniej określili
mnie w swojej rozmowie: gaduła.
– Hej, ja nikomu nie powiem- obruszyłam się. Uśmiechnął się do mnie co trochę mnie
udobruchało.
– To dobrze.
– Więc powiesz mi?- zachęciłam go cicho gdy znów milczał- No co wiesz o Marioli?
– Poczekamy na Kubę. Chyba razem powinniśmy ci wszystko wyjaśnić żeby nie było
żadnych nieporozumień. Nie chciałem żebyś była w to wplątana, ale skoro sama chcesz....
Na Graja czekaliśmy jakieś dziesięć minut. Potem cała nasza trójka poszła do kuchni. Usiedliśmy
przy stole, a Damian zaczął o wszystkim opowiadać: o tym, że od początku podejrzewali że coś jest
nie tak, o SMS-ie, którego niby wysłała do Kuby, o jej wypadku nigdy na skałkach ale który tak
naprawdę wydarzył się w starej cygańskiej krypcie. No i wreszcie o swoim podejrzeniu, że to nie
był wcale wypadek.
– Więc...kiedy nie było cię w szkole- zwróciłam się do Jakuba- ty szukałeś Marioli?
– Tak. Chodziłem i wielokrotnie przeczesywałem cmentarz w nadziei, że znajdę jakiś skrawek
jej ubrania czy rzeczy...cokolwiek.
– No ale skąd wiedziałeś o tej inscenizacji z Halloween? Dlaczego nic nie powiedziałeś o tym,
że to wiedziałeś?
– W sumie to wiedziałem tylko, że Janusz z Karolem coś szykują. Ale nie wiedziałem
konkretnie co to takiego. Dopiero gdy znaleźliśmy się na cmentarzu spodziewałem się
czegoś takiego. Tylko nie z takim skutkiem.
– A ty Damian? Skąd masz breloczek Marioli?
– Ach, to dlatego...- chyba właśnie uświadomił sobie, dlaczego ostatnio traktowałam go tak
dziwnie.- Tego małego smerfa znalazłem niedawno na jakiejś drodze. Dopiero wczoraj
Kuba uświadomił mi, że pochodził z torebki jego dziewczyny.
– A karteczka z wróżbą? Dlaczego ty ją miałeś?
– Bo Mariola wcześniej, gdy wręczał nam ją ten zakapturzony student, odbierała telefon.
Potem najwyraźniej zapomniała jej ode mnie wziąć. A ja jej ją oddać.
– Wiecie co w niej było?- skinęli głową.
– Tak, czytaliśmy ją.
– Czy sądzicie, że te wróżby...że to ma coś wspólnego?- teraz nie wstydziłam się o to zapytać.
Bo dzisiaj nie traktowali mnie już tak sceptycznie jak kiedyś.
– Prawdę mówiąc to wcześniej sądziłem, że tak- odezwał się Kuba. Spojrzałam na niego
zaskoczona.- To znaczy myślałem, że może to Karol coś wymyślił: w końcu to on był
autorem tych liścików i mógł specjalnie wymyślić tendencyjną treść, a potem po kolei ją
spełniając nas straszyć. Tak czy inaczej to na pewno nie jest przypadek.
– Damian mówił ci o naszej wizycie u wróżki?
– Tak, ale nie sądzę, żeby był w to zamieszany jakiś zły duch. Chyba, że z krwi i kości.
– A więc...kogo podejrzewacie teraz skoro nie Karola?- spojrzeli na siebie.
– O nie- westchnęłam łapiąc się za głowę- Sądziliście, że to ja? Przecież zawsze twierdziłam,
że to było morderstwo. Nie sądzicie, że gdyby tak istotnie było to nie szafowałabym tak tym
na prawo i lewo?
– Teraz to wiemy. Ale na początku sądziliśmy, że to byłby świetny kamuflaż.- zezłościłam się
Damian to zauważył.
– Hej, nie powinnaś być zła zważywszy na to, że niespełna pół godziny temu ty sądziłaś o
mnie to samo.
– Wiem- przyznałam w końcu nie do końca udobruchana.- Więc kto? Sądzicie, że to ktoś z
naszej siódemki?
– Niekoniecznie aczkolwiek to jest bardzo prawdopodobne. Tyle, że o inscenizacji Janusza
mógł dowiedzieć się ktoś inny.
– No tak. Bo to by znaczyło, że winnym musi być Cebula.
– Właśnie. A przecież on też niemal stracił życie w tej jego całej „zabawie”
– No tę kuternogę też wykluczam- kontynuował nie zważając na moje wymowne spojrzenie-
Ona boi się własnego cienia a co dopiero zrobić coś takiego.
– Okej, okej. Wystarczyłoby bez tej zjadliwości. Jaki będzie nasz następny ruch?
– Zakładam, że słowo nasz obejmuje również ciebie?- spojrzałam na niego.
– Oczywiście. Chyba już przekonałeś się, że za moimi plecami nic się nie uchowa. I to dzięki
mnie wiecie o tym gdzie zginęła Mariola...- nagle urwałam przestając przekomarzać się z
Damianem spojrzawszy na twarz Kuby. Dopiero teraz zauważyłam, że na dźwięk imienia
zmarłej dziewczyny niemal się wzdraga. Musiał ją bardzo kochać. Żałowałam, że nie mogę
go jakoś pocieszyć.
– Naszym następnym ruchem będzie dalsza obserwacja. A potem powiemy o naszych
podejrzeniach policji. I pamiętaj aby nikomu nie mówić o tym czego się tutaj dowiedziałaś.
Nawet Karinie: przez przypadek może wygadać to któremuś z chłopaków.
– Dobrze, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Po pierwsze byłam dziś na komisariacie i
potraktowali mnie jak potłuczoną. Po drugie to możemy tak czekać w nieskończoność.
– Ależ nie. Teraz morderca powinien zrobić jakiś ruch. Już wie, że prawdopodobnie może
odetchnąć z ulgą, bo zabójstwo Marioli się udało. Dlatego teraz zacznie być nieostrożny.
– A na czym będzie polegała ta nieostrożność? Sądzicie, że popełni jakiś błąd?
– Już popełnił. Demaskując się atakiem na Damiana. Myśli, że on coś wie.
– I mówisz o tym tak spokojnie?- ofuknęłam Kubę. Prychnął.
– To nie ja zdaje się ganiałem się z nim po mieszkaniu nazywając mordercą.- zaczerwieniłam
się na to wspomnienie.
– Dajmy już z tym spokój- wtrącił się Damian. Zaczęliśmy dyskutować dalej, ale ja
zauważyłam, że w stosunku do mnie Wiernicki nadal zachowuje stosowną powściągliwość
jak dawniej. Jakby pocałunek między nami kilka dni temu się w ogóle nie wydarzył. I sama
byłam temu winna.
Karinę odwiedziłam dopiero następnego dnia. Z trudem udało mi się nie poinformować jej o swojej
wiedzy zwłaszcza po naszym śledztwie ostatnio. Ale chyba mi się udało i niczego się nie
domyśliła. W sumie chłopaki mieli rację: nie trzeba jej w to wciągać. Poza tym musimy mieć oko
na Janusza o Karola.
Spotkałam się z nimi drugiego dnia po szkole. W sumie nic nowego się nie wydarzyło, oprócz tego
że Kuba sądził, że ktoś znów próbował zaatakować Damiana gdy wracali wieczorem z treningu.
Ten tylko próbował go zbyć.
– Daj już spokój. Przecież nic nam nie zrobili.
– Nie zrobili, bo zobaczyli, że nie jesteś sam. Gdybym ja się nie pojawił...
– Kuba, proszę.
– A jeśli on ma rację? Pamiętasz jak brzmiała twoja wróżba?- przypomniałam mu. Skinął
głową. Wtedy przypomniało mi się coś jeszcze.- A co z twoją karteczką Kuba? Czytałeś ją?
– Tak. Zaraz ci dokładnie zacytuję- zrobił krótką pauzę usiłując sobie ją przypomnieć-
„Zaślepiony jak idiota
latasz za nią jak wierny pies,
wkrótce na oczy przejrzysz
co tak naprawdę o niej wiesz”
I co o niej sądzisz?
– Hm prawdę mówiąc to nie wiem. Podejrzewacie, że tyczy się Marioli?
– Tak sądzę. Ale z drugiej strony...
– To wygląda jak zarzut zazdrosnej zadurzonej w nim dziewczyny.
– Przestań gadać głupoty.- ofuknął go przyrodni brat.
– Nie, poczekaj. On ma rację.- obydwaj spojrzeli na mnie zaskoczeni- Nie zastanowiło cię to?
Tylko twoja wróżba różni się od pozostałych: wszystkim nam grożono, a tobie nie. To
przypomina tylko ostrzeżenie.- zastanawiał się chwilę nad moimi słowami.
– Więc sądzisz, że morderca się we mnie zakochał? I motywem była zazdrość?
– Niewykluczone. Chociaż z drugiej strony nie sądzę, żeby dziewczyna była do tego zdolna.
Bo zostawałaby tylko Karina, a ona raczej ze złamaną nogą nie mogłaby dalej prowadzić
swojej działalności i ataków na Damiana. Poza tym to w ogóle śmiesznie brzmi.
Wyobrażacie sobie, ona?
– W sumie wszystkiego można się spodziewać- odparł Kuba, ale jakoś tak bez przekonania.
Bo sam w to nie wierzył.
– A co było w twojej wróżbie?- zainteresował się Wranicki.
– Nie mówiłam wam? No tak.- usiłowałam ją sobie przypomnieć, ale zapomniałam- Nie
pamiętam dokładnie, ale moja mówiła o zdradzie przyjaciela który zmieni me życie w
koszmar.
– Hm, ciekawe. Więc to ktoś z naszej siódemki?
– Niekoniecznie- odpowiedział Damianowi Kuba- Sara ma chyba trochę więcej przyjaciół.
– To dlatego pomyślałaś, że to ja miałem coś wspólnego ze śmiercią...?- nie dokończył.
– Och, dajcie już tym spokój. Od dwóch dni boczycie się na siebie jak para durniów
wzajemnie się gniewając za oskarżenia. A tak naprawdę to nie ma o co. Przecież lubicie się
tak? Nawet wróżka wam to wywróżyła.- próbował zażartować, ale słabo mu to wyszło.-
Przynajmniej możecie być ze sobą. Ja z Mariolą już nie- odparł cicho. Spojrzałam na niego
ze współczuciem, jednocześnie wiedziałam że gdy tylko się z nim zdradzę odbierze to jako
swoją słabość. Dlatego nie zrobiłam nic. Przeniosłam wzrok na Damiana. On również mi się
przypatrywał. Uśmiechnęłam się do niego.- No, idźcie gdzieś razem. Do kina czy coś. Ja
zajmę się dokładnym analizowaniem i usystematyzowaniem wszystkich wiadomości.
– Dzięki- odparłam i zaczęłam powoli się wycofywać. Miałam nadzieję, że Damian pójdzie za
mną. Odetchnęłam z ulgą gdy tak się rzeczywiście stało. Bo choć nadal był na mnie zły i
trochę sztywny to dzisiaj zamierzałam to zmienić.- To co kino czy kręgle?
– Chyba to pierwsze. W kręglach odniosłabyś sromotną porażkę.- puścił do mnie oko, a ja
chwyciłam go za dłoń. Zapowiadało się przyjemnie popołudnie mimo zimnego, śnieżnego
dnia.

Seans: Rozdział IX

Nie wiedząc co o tym myśleć i jak interpretować postanowiłam zadzwonić do Kariny. Ale
ona nie odbierała telefonu. Może to i lepiej, pomyślałam bo gdyby dowiedziała się prawdy o
śmierci Marioli chybaby dostała zawału. Wykręciłam więc numer do Damiana. Chciałam spotkać
się z nim na neutralnym gruncie takim jak park czy plac zabaw, ale on zaproponował wizytę u
siebie. Jako, że nie miałam daleko od miejsca w którym się znajdowałam do jego bloku zgodziłam
się. Po kilku minutach szybkiego marszu go wcisnęłam domofon z odpowiednim numerem. A gdy
mi otworzył chciałam zasypać go wszystkimi wiadomościami, które dzisiaj poznałam i które wiele
wniosły do naszego śledztwa. Ale wtedy zapomniałam o wszystkim co chciałam mu powiedzieć na
widok wielkiego sińca na policzku.
– Boże, co ci się stało?
– Ach to...nic takiego.- machnął ręką.
– Jak to nic takiego? Przecież wygląda strasznie. Czy ty znów pobiłeś się z Kubą przeze
mnie?
– Nie. Oczywiście, że nie.
– Więc?- drążyłam.
– Nic, naprawdę uwierz mi- po chwili westchnął zrezygnowany na widok mojej nieustępliwej
miny.- Dobra już dobra. Po prostu wczoraj wieczorem napadło mnie dwóch dresów przed
blokiem i oberwałem niezły łomot. Jak widzisz nie jest to powód do chluby.
– Przecież było ich dwóch. To jasne, że szanse nie były wyrównane. Zgłaszałeś to w ogóle na
policję? Ktoś to widział?
– Raczej nie, a jeśli nawet to ja nikogo nie zauważyłem. Ale zostawmy ten temat. Czemu
miałaś taki wystraszony głos gdy do mnie dzwoniłaś?
– A, właśnie. Byłam u pani Stankiewicz i przypadkiem dowiedziałam się, że wypadek Marioli
na skałkach to ściema. Tak naprawdę to znaleziono ją w pieczarze cygańskiej.
– W starej nieużywanej części cmentarza?
– Tak, tak. Podobno weszła tam, a wtedy „drzwi” zasypały się z nią. W ten sposób została
uwięziona.
– O Boże. I przez te kilka dni musiała się strasznie męczyć.
– Wolę o tym nie myśleć.
– Sara, naprawdę ona ci to powiedziała? Bo jeśli to prawda to znaczy, że mamy dowód na to,
że to nie był żaden wypadek.
– Odpowiadając na twoje pytanie muszę powiedzieć, że tak, to prawda. Chociaż była już
nieźle podpita, ale nie żartowałaby przecież ze śmierci jedynej córki, prawda?
– No chyba tak- zgodził się- Ale to stawia wszystko w zupełnie nowym świetle. Policja już o
tym wie?
– Nie wiem. Wydaje mi się, że tak. Przecież Stankiewicze nie mogli przekupić wszystkich
żeby milczeli.
– Ale z drugiej strony to by oznaczało, że to też był wypadek. I nikt nie „pomógł” jej w
zawaleniu się wyjścia do krypty.
– Nie wykluczając oczywiście, że tak rzeczywiście mogłoby być- zauważył.
– Masz pojęcie jak wielkie znaczenie ma to co odkryłam?
– Być może, ale prosiłem cię żebyś jak najmniej się w to angażowała. Chyba rzeczywiście za
bardzo się nakręciłaś na to wszystko.- znów mnie zaskoczył.
– I ty mi to mówisz? Dzisiaj? Po tym jak dwa dni temu...?- pokręciłam głową niezdolna
dokończyć zdania.
– Sara, proszę. To dla twojego bezpieczeństwa.
– Mojego? Sam toczysz to śledztwo: ci dresi którzy cię pobili nie napadli na ciebie przez
przypadek, prawda?
– Sara- po jego tonie zauważyłam, że trafiłam. I poczułam się z tym jeszcze gorzej.
– Nie wiem po co tu przyszłam sądząc, że ty jesteś inny. Ale jesteś taki sam jak wszyscy
faceci.
– Daj już spokój. Chcę cię tylko chronić, zrozum...
– Rozumiem więcej niż ci się wydaje. I znów się wydurniłam.
– Nie zachowuj się w ten sposób. Przecież wiesz co do ciebie czuję- dodał, a ja momentalnie
przystanęłam. A moja wściekłość minęła jak ręką odjął.
– A co czujesz?- uśmiechnął się podchodząc do mnie świadomy mojej kapitulacji. I swojego
zwycięstwa.
– Coś szczególnego.- gdy to mówił oparł sobie moją głowę o prawe ramię i przytulił. Ufnie
wtuliłam się w niego.
– Nie rób już tak więcej. Potem czuję się fatalnie- odparłam jakiś czas później.
– Wiem, przepraszam. Gdy na czymś mi zależy bronię tego za wszelką cenę. Tylko, że ty
doskonale umiesz o siebie zadbać, prawda?- spytał retorycznie- Więc może teraz usiądziesz
i spokojnie opowiesz mi o wszystkim?
– A będziemy wspólnikami?- westchnął.
– Chyba już nimi jesteśmy.- ułagodzona zdradziłam mu wszystkie inne szczegóły których się
dowiedziałam. Jednocześnie gdy patrzyłam na jego siniejącą twarz przypomniała mi się
wróżba z karteczki, której był adresatem:
,,Chociaż z ciebie odważniaczek
co dumnie przez świat kroczy
zobaczymy co się stanie
kiedy śmierć zajrzy ci w oczy”
Czy jego wróżba również zaczyna się spełniać? Czy napad wczorajszego wieczoru był o wiele
groźniejszy niż się wydawał? Czy życie Damiana było zagrożone? Nie, wiara w durne karteczki
nie jest rzeczywiście najmądrzejszym pomysłem. Już wyobrażam sobie szyderczy śmiech Damiana
gdy mu o tym mówię. A w zasadzie to nie wyobrażam. Bo ja go naprawdę słyszę.
– Sara myślałem, że dałaś sobie już spokój z wróżbiarstwem- gdy to powiedział
zorientowałam się, że swoje myśli wypowiedziałam na głos. Zrobiło mi się głupio.
– Dałam, po prostu przypomniałam to sobie bez powodu- zbyłam go- Ale zauważyłeś jak
wszystko doskonale się układa? I pasuje?
– Przecież to wymyślał Janusz: musi pasować.
– Wiesz o co mi chodzi. Czasem...czasem trochę się tego boję.
– Przecież to ściema. A wczorajsi dresi z pewnością chcieli się tylko zabawić tłukąc na
kwaśne jabłko jakiegoś leszcza jak ja. I w głowie nie było im żadne morderstwo.
– Ja nic już nie wiem. To wszystko co wydarzyło się w Halloween mnie przeraża.
Zastanawiam się czy powinniśmy poinformować o tym co wiemy policję lub chociażby
któregoś z dorosłych. Ja nadal czuję...niepokój. Jakby to nie było wszystko.
– Dowiemy się prawdy. Minął dopiero tydzień. Zobaczymy co uda nam się odkryć. Jeśli nic to
pójdziemy na policję, dobra?- postanowił a ja się z nim zgodziłam.- A i rozmawiałaś z
kimkolwiek na temat tego co wiesz?
– Nie, poszłam od razu do ciebie- wyznałam.
– To dobrze. Nikomu o tym nie mów dopóki nie ustalimy prawdy. Nawet naszej paczce.
– Rozumiem- jego kategoryczna decyzja nieco mnie zdziwiła, ale po jakimś czasie doszłam
do wniosku, że to dobry pomysł. Na razie nikt nie musi o tym wiedzieć. Oprócz nas dwojga.
– Dobrze. Więc skoro już tu jesteś to może miałabyś ochotę na wspólny seans filmowy?
– Jasne. Tylko nie żaden horror.
– Oczywiście moja miłośniczko horrorów- odparł i puścił mi oko. Wtedy zadzwonił jego
telefon. Machinalnie wyciągnął go z kieszeni razem z kluczami do mieszkania, które upadły
na podłogę. Schyliłam się aby je podnieść.- Dzięki- wyszeptał do mnie bezgłośnie z
szerokim uśmiechem. Ale ja nie byłam w stanie go odwzajemnić. Bo patrząc na klucze i
przyczepiony do nich breloczek zdałam sobie sprawę, że już go gdzieś wcześniej widziałam.
Przy jedej z toreb Marioli.
– Przepraszam, ale jednak muszę już iść. Przypominałam sobie o czymś ważnym- nie siliłam
się na zbędne farmazony ani nie czekałam aż zakończy połączenie. Dzięki temu szybciej
mogłam opuścić mieszkanie Damiana.
Będąc na ulicy zastanawiałam się czy mam paranoję czy rzeczywiście niebieski breloczek z
miniaturowym smerfem był tą samą figurką którą widziałam wiele razy u Marioli by upewnić się,
że to prawda. I poczuć jeszcze gorzej niż dotychczas. Boże, skąd on go miał? Tym bardziej, że
doskonale pamiętałam, że w dniu Halloween Mariola miała właśnie tą torebkę z breloczkiem? Co to
znaczy? I czy w ogóle coś znaczy? Po wielokroć pytałam samą siebie nie chcąc przyjąć do
wiadomości prawdy. Cholera, czy Damian miał coś wspólnego z tym co spotkało Mariolę?
Zdenerwowana zadzwoniłam do Kariny. Tym razem odebrała. Spytałam ją czy mogę do niej wpaść i
poinformowałam, że mam ważne informacje dotyczące śmierci Marioli. To ją wyraźnie zaciekawiło
i kazała mi przyjeżdżać jak najprędzej. Gdy byłam już u niej wyjawiłam jej wszystko: jakoś
przestało obchodzić mnie to czy ją wystraszę czy nie. Ale jak na nią była dość opanowana. W sumie
czasami nieźle potrafiła zaskoczyć: byle głupstwo wyprowadzało ją z równowagi, a na wieść o
morderstwie przyjaciółki zachowywała niemal zimną krew.
– Wiesz, to zaczyna mieć coraz większy sens- odezwała się po tym jak skończyłam mówić-
Pamiętasz ten dzień gdy odwiedziliśmy tego studenta?- skinęłam głową nie wiedząc do
czego pije- A pamiętasz co znalazłaś w kurtce Damiana?- O Boże.
– Karteczkę z wróżbą Marioli.- odparłam szeptem.
– Właśnie. Nie zastanowiło cię dlaczego to on ją miał? Przecież nawet nie stał blisko niej.
– Więc czemu ją miał według ciebie?
– To chyba jasne. Sara, to nie był żaden przypadek. Zranienie Janusza, śmierć Marioli, mój
wypadek...to wszystko naprawdę mnie przeraża. Dlatego musimy coś zrobić.
– Więc...sądzisz, że to naprawdę Damian? Że on stoi za tym wszystkim? Nie, to niemożliwe.
– Przecież ty myślisz tak samo. Po to tu przyszłaś.
– Tak, ale...to znaczy nie, sama już nie wiem. Wiem tylko, że widziałam ten breloczek, to
wszystko.
– Saro, to nie musi znaczyć, że on jej coś zrobił.- powiedziała cicho, ale ja wiedziałam, że tak
właśnie myślała.- Ale pomyśl: my go nawet dobrze nie znamy: przeprowadził się tutaj
dopiero na początku tego roku szkolnego. Właściwie to nic o nim nie wiemy. Wiem, że
ciężko ci pogodzić się z tym co właśnie mówię, bo czujesz do niego coś więcej, ale nie
możesz być ślepa. Takie są fakty.
– Ale po co miałby to robić?
– Może zakochał się w niej, a ona walała Kubę?
– Przecież on się z nim przyjaźni, praktycznie znają się najlepiej z naszej paczki. A poza tym- zaczęłam
przypominając sobie o czymś jeszcze- dzisiaj miał na twarzy dużego sińca.
Wczoraj też go napadli, więc on nie może mieć z tym nic wspólnego.
– To może być tylko kamuflaż- odparła moja przyjaciółka znów pozbawiając mnie złudzeń.-
Jesteś pewna że nie był namalowany?
– Oczywiście, że tak. Nawet...- zawahałam się i nie dokończyłam. Nawet dotykałam jego
policzka swoją dłonią. Ciężko usiadłam na krześle uświadamiając sobie coś jeszcze: Damian
zakazał mi rozmawiać z kimkolwiek o tym co odkryłam podczas spotkania z panią
Stankiewicz. Czy to dlatego, że był winny? Sięgnęłam pamięcią wstecz: jakby nie było
zazwyczaj odciągał mnie od śledztwa i zniechęcał; w najlepszym wypadku traktował z
pobłażliwą akceptacją. Ale gdy Kuba był winny stanął w mojej obronie...bo wiedział, że to
nie Jakub jest winny, podszepnął jakiś głosik. A więc to nie dlatego, że czuł do mnie coś
więcej. Zdusiłam w sobie gorzkie westchnienie rozczarowania. Czy to dlatego w ostatnim
czasie zaprosił mnie kilka razy do swojego domu? Teraz gdy się tak nad tym zastanawiałam
to głównie rozmawialiśmy o moich postępach w śledztwie.
– Nie płacz- odezwała się po chwili Karina co uświadomiło mi, że rzeczywiście w oczach
mam zaczątki łez.- On nie jest tego wart. Zrobiliśmy błąd, że dopuściliśmy go do swojej
paczki praktycznie go nie znając. Gdyby nie to być może...- nie musiała dokańczać:
obydwie wiedziałyśmy że dzięki temu Mariola by żyła. Po raz ostatni zamrugałam chcąc
pozbyć się łez i potrząsnęłam głową.
– Masz rację. W takim razie co teraz robimy? Powiemy o wszystkich naszych podejrzeniach
policji?
– Na razie nie. I tak nie mamy żadnych dowodów, więc potraktowaliby nas jak dwójkę
rozwydrzonych nastolatków. Musimy go śledzić, to znaczy ty bo ja na razie nie mogę- spojrzała
smutno na swój gips- Tylko bądź ostrożna: pod żadnym pozorem nie ufaj mu i nie
zostawaj z nim sam na sam. Być może okaże się niewinny, ale środki ostrożności musimy
przedsięwziąć.
– Nie, czas z tym wreszcie skończyć. Jeszcze dzisiaj, to znaczy jutro- poprawiłam się, bo dziś
była niedziela- idę na komisariat. Mam już dość udawania dorosłej tylko dlatego, że mam
osiemnaście lat.
– Nie bądź głupia! Przecież ci nie uwierzą. Musimy jeszcze zaczekać.
– Czekaliśmy już wystarczająco długo- odrzekłam stanowczo. Pomyślałam o Marioli. Czy
gdybyśmy od samego początku powiedzieli policji, że zaginęła wszystko potoczyłoby się
inaczej? Czy zdołaliby ją znaleźć w starej cygańskiej krypcie zanim zmarła z braku
powietrza, głodu czy odwodnienia? Te straszne myśli nie dawały mi spokoju. Bo czułam, że
to ja jestem poniekąd winna jej śmierci.
– Sara, bądź rozsądna.
– Właśnie to zamierzam. Nawet jeśli nie powiem o niczym policji dzisiaj porozmawiam ze
swoją mamą.
– Okej, nie mówię że się z tym nie zgadzam. Jednakże musimy być pewni, że winnym jest
Damian- nie zamierzałam jej na razie tłumaczyć, że i tak składając zeznania nie
oskarżyłabym o cokolwiek Wranickiego. Tym bardziej bez poważnych dowodów.- Teraz nie
potraktują nas poważnie.
– Może. Jeśli nie sprawdzimy to się nie przekonamy.
– Dobra jak chcesz- zgodziła się w końcu- Ale poczekaj chociaż do wtorku, do dnia
wycieczki szkolnej. Potem jeśli nie uzyskamy przekonujących dowodów winny Damiana to
idziemy na policję razem, dobra?
– Zgoda- odpowiedziałam nie do końca usatysfakcjonowana. Ale teraz przynajmniej czułam,
że mój sekret wreszcie się skończy i nie będę musiała już dłużej tkwić w tym koszmarze
sama.
Poniedziałek nie przywitał mnie w lepszym nastroju. Zgodnie z obietnicą złożoną Karinie musiałam
milczeć jeszcze przez dwie doby: potem miałyśmy wyznać wszystko rodzicom i funkcjonariuszom
policji. Jednak udawanie wobec Damiana...Już jak wróciłam do domu odczytałam od niego kilka
wiadomości, w których pytał co mi się stało, że tak szybko od niego wyszłam. Po długim
zastanowieniu odpisałam, że wszystko w porządku. W gardle jednak czułam wielką gulę: bo nawet
jeśli to nie Damian wszystko zorganizował, to jednak milczał i nic mi nie wyjaśnił. Nie ufał mi:
zresztą tak jak ja jemu.
W szkole mimo wszystko udało mi się jakoś uniknąć niebezpieczeństwa bezpośredniego kontaktu
czy publicznego wyrażania uczuć. Naszła mnie wówczas mało przyjemna konkluzja, że jednak
uwodząc mnie (a właściwie czy dwa pocałunki można nazwać uwodzeniem?) miał w tym swój cel i nie chce żeby inni się o tym dowiedzieli, bo ma zamiar
uzyskać coś ode mnie dość szybko. Tylko nie wie, że ja nie jestem taka głupia jak myśli. Jednak tuż
po zajęciach od razu podszedł do mnie w szatni. Stłumiłam rozczarowanie: a więc miałam rację.
Udało mi się jakoś wymigać od spotkania tłumacząc się zakupami z mamą. Bez żadnych podejrzeń
przez chwilę wyraził swój żal, a potem po prostu odszedł. A ja nie wiedziałam czy mam się z tego
powodu cieszyć, czy smucić.
Wtorek był dniem wycieczki. Już na samym początku zaczęła się niefortunnie, bo Damian usiadł
koło mnie w autobusie. Oczywiście pojawiło się kilka „buczeń”, ale głównie dla śmiechu niż z
przekonania. Bo cała klasa wiedziała, że tylko się przyjaźnimy odkąd Wranicki wstąpił do naszej
paczki.
– Hej, jak udały się zakupy?- przywitał mnie, a ja już miałam go zapytać o jakie zakupy mu
chodzi gdy przypomniałam sobie wczorajsze kłamstwo.
– Ach zakupy...w porządku. Nieźle się nalatałam- roześmiałam się, ale nawet ja czułam, że
zabrzmiało to sztucznie. Muszę się chyba lepiej postarać.
– Hm, ja ich nie znoszę, ale dla ciebie to pewnie była frajda.
– Tak- przytaknęłam starając się w kółko nie myśleć o tym, że Damian nie taki za jakiego go
miałam. Ale moje serce nadal na jego widok szybciej biło.- Tylko, że to były zakupy
spożywcze, a nie odzieżowe...- sama nie wiem jakim cudem, ale ciągnęliśmy ten banalny
temat aż do końca podróży dygresyjnie wplatając w to inne wątki. Niemal zapłakałam z
ulgi. Ale trwała krótko, bo chłopak zaczekał na mnie przy autobusie i razem usiedliśmy na
seansie w teatrze. Siedząc obok mnie wciąż mnie czarował (a przynajmniej teraz mogłam
już to odkryć). Na szczęście bez obaw mogłam go poprosić o ciszę, bo to w końcu był
prawdziwy spektakl z żywymi ludźmi, więc wszelkie szmery powodowały trudności dla
aktorów.
Po teatrze był czas na krótką lekcję muzealną. Udało mi się na tą niecałą godzinę wpleść się
pomiędzy dwie inne dziewczyny z klasy z którymi notabene mało się znałam uważając je za puste i
mało bystre. I w ten sposób słyszałam ich głupkowaty chochot przy każdym dziwnym dla nich
słowie, którego użyła osoba prowadząca lekcję. Dlatego gdy się skończyła powitałam to z ulgą.
Potem nadszedł czas na rozrywkę, czyli wizytę w centrum handlowym z kilkoma restauracjami
typu fast-food, wieloma sklepami młodzieżowymi oraz automatami czy stołami bilardowymi.
Wreszcie mogłam się nieco rozerwać.
– Mogę się do ciebie dosiąść?- usłyszałam w pewnej chwili głos Damiana. Wiedząc, że jest za
mną z tyłu i nie widzi wyrazu mojej twarzy pozwoliłam sobie na lekki grymas.
– Jasne- odparłam odwracając się do niego z nieprzyoblekanym już uśmiechem. Odsunął sobie
krzesło stopą jednocześnie kładąc swój zestaw na stolik.
– Tak? A ja nie byłbym tego taki pewien.- oznajmił, a ja zaczęłam się zastanawiać czy mnie
przejrzał.
– Nie, dlaczego?- postanowiłam udawać głupią. Czasami ta metoda jest niezwykle skuteczna.
– Czuję jakbyś mnie unikała.
– Ja ciebie? Niby dlaczego?
– Ty mi powiedz. Zachowujesz się dziwnie. Coś się stało?
– Nie nic. Jestem tylko trochę zmęczona, to wszystko- niespodziewanie wziął moją dłoń do
ręki.
– Coś się stało? Masz jakieś kłopoty?
– Oczywiście, że nie. Po prostu się nie wyspałam- zbyłam go. Po kilku minutach
skapitulował, a dalszy posiłek upłynął nam praktycznie w milczeniu. Tak jak droga
powrotna podczas której udawałam, że śpię.
Tak jak postanowiłam w środę udałam się na komisariat. Czułam się niepewnie świadoma tego, że
przecież chcąc nie chcąc będę musiała sama siebie obciążyć: opowiedzieć o narkotykach, naszej
szczeniackiej zabawie z quija i inscenizacji Janusza. Tym bardziej patrząc na ponure twarze
policjantów gdy opisywałam im swoją historię. Byli tak nieprzeniknieni, że gdy na końcu
powiedzieli do mnie: „Dziękujemy za zeznania, ale to nie było konieczne. Twoja koleżanka zmarła
w wyniku nieszczęśliwego wypadku” zdałam sobie sprawę, że te mrugnięcia okiem wyrażają
sceptycyzm. Zła wyrzucałam z siebie dalszy potok słów, który skutkował jeszcze większą
protekcjonalnością. Próbowałam na nich wpłynąć, jakoś wymusić zajęcie się sprawą Marioli, ale
było tak jak wcześniej obawiała się tego Karina: potraktowano mnie jak głupią nastolatkę o
wybujałej wyobraźni. Na dodatek upokorzyły mnie ostatnie słowa ostatniego z policjantów:
– Dziewczyno, lepiej wracaj na lekcje. Wiesz, że wagary są karane?- skinęłam głową niemal
czerwona z upokorzenia. Po jaką cholerę tutaj przyszłam? W dodatku w środku tygodnia i o
dziewiątej rano. Chyba rzeczywiście muszę wracać na lekcję.
Tak jak zaplanowałam skierowałam się w stronę szkoły.Jednak gdy znalazłam się mniej więcej w
połowie drogi ujrzałam dwie znane mi postacie idące w tym samym co ja kierunku. Damian i Kuba.
Czemu tak jak ja nie poszli dziś do szkoły? Szybko schowałam się za jednym z bloków i weszłam
w wąską uliczkę. Gdy przechodzili obok mnie niemal zamarłam. Ale nie ze strachu przed
odkryciem mojej kryjówki, ale na widok szoku tego co powiedzieli:
– Myślisz, że ona już była na tym komisariacie? To może wszystko popsuć- powiedział Kuba.
– Nie wiem. Przecież Karina mówiła, że miała iść po szkole- odparł mu na to Damian
– Cholerna dziewucha- warknął Kuba z taką złością, że aż się wzdrygnęłam.- Mówiłem ci,
żebyś jej pilnował.
– A ja ci mówiłem, że powinniśmy jej o wszystkim powiedzieć.
– Oszalałeś? Przecież ta gaduła wszystko by rozgadała.- Nie wiem dlaczego, ale ta gaduła
zabolała mnie mocniej niż: cholerna dziewucha. Bo ja nie byłam żadną gadułą...prawda?
– Nie, jeślibym ją poprosił.
– Tak, a ona z miłości do ciebie milczałaby jak grób? Czasami zastanawiam się czy naprawdę
jesteś moim bratem.
– Co?!- z tego wszystkiego uświadomiłam sobie, że moje zdziwienie wyraziłam na głos.
Dwójka moich przyjaciół (a właściwie ex-przyjaciół zważywszy na to co przed
usłyszałam) wyraźnie to usłyszała. Z jękiem odwróciłam się z zamiarem cichej ucieczki.
– Co do dia...? Damian, to ona!- krzyknął Jakub. Wtedy rzuciłam się już pędem. Nigdy nie
byłam specjalnie wysportowana, ale teraz strach i przerażenie dodały mi odwagi.
Rozglądając się na boki szukałam dobrego miejsca na kryjówkę, ale długi park nie dawał
zbyt wielkiego pola do popisu. W końcu udało mi się zniknąć w cieniu drzew skrywając się
pomiędzy nimi. Ucieszyłam się widząc Jakuba z Damianem biegnących dalej po ścieżce.
Odczekałam jeszcze kilkanaście minut zastanawiając się co mam teraz zrobić. Moje
najgorsze obawy się spełniły: byłam sama i nikt mi nie wierzył. Graj z Wiernickim byli
winni. I na dodatek okazali się być braćmi. Boże, nadal nie mogłam w to wszystko
uwierzyć. Jak oni mogli to zrobić Marioli? I dlaczego? Zakryłam rękoma twarz. Musiałam
myśleć szybko i intensywnie. Wrócić na komisariat? Nie, tym bardziej mi nie uwierzą. A
jeśli nazajutrz znajdą moje ciało pływające z Wiśle będzie już na to za późno. Znów
jęknęłam. Powiedzieć rodzicom? Ale teraz nie ma ich w domu: obydwoje są w pracy. Iść do
Kariny? Ale oni mogą wiedzieć, że taki będzie mój następny krok: w końcu jesteśmy
najlepszymi przyjaciółkami. Na dodatek gotowi są jeszcze zrobić jej coś złego. Nie, nie
mogę jej w to wciągać. Janusza z Karolem też nie, a poza tym są w szkole. Więc? Co teraz?
Gdzie na pewno mnie nie znajdą? Nie miałam pojęcia. Mogłabym ewentualnie jechać po
firmę w której pracowała mama, ale była oddalona o jakieś 60 km od centrum i musiałabym
jechać autobusem. A nie miałam przy sobie żadnych pieniędzy. Tak czy inaczej musiałam
więc wrócić do domu. Poczekałam więc jeszcze kilka minut i ostrożnie uchyliłam się zza
drzewa. Rozejrzałam się. Nie zauważyłam nikogo. Bądź co bądź było to trochę dziwne
zważywszy na porę. Chociaż było dość chłodno...mimo wszystko wyszłam. Postanowiłam
iść na skróty w stronę domu oszczędzając w ten sposób dobre kilka minut. Co chwila
zerkałam do tyłu aby zobaczyć czy jestem ścigana. I przy tym cholernie się bałam. Gdy po
jakichś dziesięciu minutach intensywnego marszu zauważyłam swój dom niemal
odetchnęłam z ulgą. Przyspieszyłam kroku i otworzyłam furtkę. Zdjęłam plecak szukając
klucza do mieszkania. Szybko go wyjęłam i włożyłam do zamka. A gdy miałam go już
przekręcić usłyszałam za sobą głos.
– Wiedziałem, że tutaj cię znajdę.- odwróciłam się. Za mną, w oddaleniu jakichś dziesięciu
metrów stał Damian.

Seans: Rozdział VIII

Co?!- gdy upłynęło może pięć sekund, które dla mnie osobiście okazało się być
wiecznością, Jakub się wreszcie odezwał.- To jakiś żart?
– Wcale nie- Karol widocznie jeszcze bardziej chciał mnie pogrążyć. Albo w ogóle wątpił w
moje słowa, gdy tłumaczyłam jak niebezpieczny może okazać się Kuba Graj.- Zebrała nas
tutaj i opowiada jakieś niestworzone historie.
– To prawda?- zwrócił się do mnie zło-wróżebnie suchym tonem.- Chcesz mi coś powiedzieć?
– Nie, to nie tak- wtrącił się Damian próbując zażegnać spór.- Chłopaki żartują.
– Nie żartują. No powiedz- zwrócił się do mnie Karol. Przyjęłam wyzwanie.
– Świetnie, że przyszedłeś, choć nieproszony.- odezwałam się lekko drżącym głosem. Szybko
się opanowałam.- Rozmawialiśmy o tamtym wieczorze.
– Sara- próbował powstrzymać mnie Damian.
– I co? Sądzisz, że miałem coś wspólnego ze śmiercią Marioli? Pogrzało cię?- zaczął się do
mnie zbliżać szybkim krokiem. Odsunęłam się odrobinę do tyłu. Na szczęście między nas
wtrącił się Damian.
– Stary, uspokój się.
– Ja mam się uspokoić? Ta wieczna amatorka horrorów oskarża mnie o coś takiego. Ja nawet
nie wiem czy mam się z tego śmiać czy płakać, takie to wszystko niedorzeczne.
– Zobaczymy czy tak będzie ci do śmiechu kiedy opowiem o wszystkim policji- ujrzałam w
jego oczach stalowy błysk.
– Ty...- nie dokończył próbując wyrwać się z uścisku Damiana- Jesteś chora! Powinnaś się
leczyć! Jak możesz myśleć o tym, że mógłbym zrobić coś swojej dziewczynie, a co dopiero
to zrobił?!- krzyczał nabrzmiałym z emocji głosem. Zastanawiałam się tylko czy tymi
emocjami był żal i cierpienie po śmierci Marioli czy strach i niepewność tego, że wszystko
się wyda.- Puść mnie!- warknął na Damiana, po czym brutalnie go odepchnął tak, że ten
wylądował z głuchym łoskotem na komodę. Po drodze jednak próbował uniknąć ciosu
chwytając obrus który był na biurku. Z niego błyskawicznie posypały się wszystkie
przedmioty. Przez chwilę wszyscy zastygliśmy w bezruchu nie dowierzając co się właściwie
stało.
– Co się tutaj dzieje?- nawet nie zauważyłam kiedy drzwi się otworzyły i do pokoju weszła
mama Kariny. Podeszła z niepokojem do Damiana- Nic ci nie jest?
– Nie- odparł tamten próbując wstać. Skrzywił się przy tym z bólu
– Ktoś mi powie co tu się dzieje?- odezwała się ponownie pani Jasińska, tym razem lekko
podniesionym tonem.
– Wszystko w porządku. Po prostu chłopaki się tylko przekomarzali...- odezwała się
niepewnym głosem Karina. Nikt z nas nie zaprzeczył.- Ale już będą szli, prawda?- Janusz z
Karolem spojrzeli niepewnie na Kubę, z którego ewidentnie biła złość. Ja z kolei
spojrzałam na Damiana. I szerzej otworzyłam oczy na widok pierwszej kropelki krwi, która
pojawiła się pod jego nosem. Chciałam do niego podejść, ale obawiałam się, że mnie
odepchnie. Poczekałam więc aż pozostali chłopcy wyjdą. Ale Kuba zanim to zrobił posłał
mi jeszcze mordercze spojrzenie.
– Proszę- odezwałam się do Damiana podając mu chusteczkę. Przyjął ją bez słowa
przedkładając ją sobie do nosa. W tym czasie mama Kariny spojrzała na córkę i ponowiła
pytanie. Słyszałam tylko urywki ich cichej rozmowy z której wynikało, że moja przyjaciółka
kryje nas wszystkich i to co się przed chwilą stało. Odetchnęłam z ulgą gdy wyszła
wyprzedzając za sobą wózek z Kariną. Zostaliśmy z Wranickim sami. Dobre kilkadziesiąt
sekund nie mogłam wydobyć z siebie głosu zastanawiając się co mu powiedzieć.-
Przepraszam- szepnęłam tylko cicho nie patrząc mu nawet w oczy.
– Dlaczego?- nie zrozumiałam jego pytania. Chyba dlatego dodał- Sądziłaś, że Kuba ucieszy
się z oskarżenia? A może przyzna?
– No nie.- zrobiło mi się głupio. Był wyraźnie zły. Nagle zauważyłam, że wstaje.- Idziesz już?
Ale twój nos...
– Poradzę sobie- zbył mnie wrzucając chusteczkę do kosza.- Na razie.
– Poczekaj- poprosiłam, ale zupełnie mnie zignorował. Po chwili usłyszałam tylko głośne:
„Do widzenia” prawdopodobnie wypowiedziane do pani Jasińskiej. Pokonując odrętwienie
zrobiłam to samo naciągając pospiesznie kurtkę i żegnając się z przyjaciółką. Potem
rozejrzałam się za Damianem, ale nigdzie go nie było. Szybko wsiadłam do autobusu
zdecydowana poczekać na niego pod jego domem. Miałam nadzieję, że właśnie tam się
teraz uda. Jednak moje przypuszczenia nie okazały się tak trafne jak sądziłam. W
rzeczywistości bowiem stałam prawie godzinę co chwila drepcząc w miejscu aby pokonać
ogarniające mnie zimno. Spojrzałam na zegarek: była już prawie osiemnasta. Postanowiłam
zrezygnować: było już późno, a nie chciałam znów dostać bury od rodziców.
– Co ty tu robisz?- usłyszałam wtedy za swoimi plecami. Odwróciłam się.
– Damian- powiedziałam na głos jego imię i się uśmiechnęłam zupełnie zapominając o
zimnie- Przyszłam, bo chciałam z tobą porozmawiać.
– Chyba już znam twoje pomysły. Idź lepiej do domu.- odparł wymijając mnie.
– Nie pójdę dopóki mnie nie wysłuchasz.- Zatrzymał się i odwrócił.
– A czego mam słuchać? Że na własną rękę bawisz się w coś takiego? Nawet nie wiesz coś ty
zrobiła...
– Dobra wiem, okej?- wzięłam głęboki wdech- Może zareagowałam zbyt emocjonalnie, ale
Kuba naprawdę coś ukrywa.
– Właśnie z nim rozmawiałem. Był wyraźnie rozczarowany twoimi podejrzeniami. Z resztą ja
też. Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? Wtedy mógłbym powiedzieć ci, że to kompletna
bzdura.
– Może dla ciebie, ale nie dla mnie.
– Aleś ty uparta.- westchnął ciężko.- Chodź- odparł wprawiając mnie w zdumienie- Cała się
trzęsiesz a twój nos ma kolor buraka. Wejdź chociaż na dziesięć minut żeby się ogrzać.
– Czy to znaczy, że mi wybaczyłeś?
– Co: że przez ciebie najlepszy kumpel rozkwasił mi nos i poobijał trochę żeber? To chyba
Kubę powinnaś przeprosić za te podejrzenia.
– Przeproszę go- obiecałam dodając w myślach: jeśli tylko wiarygodnie mi to wszystko
wytłumaczy. Na szczęście to usatysfakcjonowało Wranickiego.
Gdy dotarliśmy do mieszkania okazało się, że jego mamy nie ma w domu. Jest w pracy, wyjaśnił, a
mi znów zrobiło się niezręcznie. No bo jakby nie było nigdy nie zaprosił nikogo z naszej paczki w
komplecie do swojego domu. No może poza Kubą. Ale raczej starał się tego unikać. A tu najpierw
te korepetycje z historii a teraz to...już sama nie wiedziałam co o tym myśleć.
– Skąd w ogóle wzięłaś ten pomysł z Jakubem w roli czarnego charakteru?- spytał po kilku
minutach wciskając mi do ręki gorącą herbatę z cytryną. Od razu położyłam na niej
zziębnięte dłonie aby je ogrzać.
– Bo nas okłamał. Powiedział, że Mariola kontaktowała się z nim w środę, a tymczasem
policja odkryła, że nie żyła już we wtorek.- znów zapadła między nami chwila ciszy.
– Z jej telefonu wysłano tego SMS-a.- powiedział w końcu Damian. Spojrzałam na niego
zaskoczona.
– Chcesz powiedzieć, że...
– Tak, najwyraźniej ktoś wysłał tą wiadomość.- zgodził się niechętnie jakby żałował, że mi to
w ogóle zdradził.
– Więc ty też wiedziałeś, że ktoś jeszcze maczał w tym udział- wskazałam na niego
oskarżycielsko palcem- A nazywałeś mnie amatorką horrorów!
– To nie ja cię tak nazwałem- odparł na to. Prychnęłam.
– Nie o to chodzi. Ty, Kuba czy Karol...to nieważne, bo wszyscy tak myśleliście. I ty masz
czelność mówić mi, że ci nie ufałam?- wstałam z krzesełka nagle czując, że dłużej już tego
nie zniosę. Znacie to uczucie nagłego rozczarowania, gdy robicie coś w co wierzycie, a
potem okazuje się, że nie było tym do czego zmierzaliście? No cóż, ja wierzyłam w
Damiana. I gorzko się rozczarowałam. Sarkastycznie pomyślałam, że nagle z roli kata
stałam się ofiarą.
– Sara, poczekaj- powiedział łagodnie jakby było mu przykro.
– Dzięki za herbatę. Już się rozgrzałam. Na razie- odparłam lakonicznie. Gdy dotarłam już
pod drzwi dosłownie w trzech susłach znalazł się przy mnie aby je zagrodzić. Lekko się
przy tym skrzywił, więc domyśliłam się, że dokuczają mu niedawne obrażenia. Właśnie ta
cenna sekunda zmarnowana na współczucie dla Damiana, który jakby nie było nabawił się
ich przeze mnie spowodowała, że się zawahałam. A on w tym czasie zablokował mi wyjście.
– O ile pamiętam chciałaś porozmawiać.- zauważył.
– O ile pamiętam kazałeś mi przestać bawić się w detektywa dla dzieci- te jego słowa
dokładnie pamiętałam.
– Dobra, sory- powiedział w końcu głośno wypuszczając powietrze ustami aż poczułam jego
lekki podmuch na swoich włosach. Bo stał bardzo blisko mnie. Odsunęłam się czując się
nieswojo.
– Okej- skapitulowałam, bo moja złość spowodowana jego bliskością gdzieś wyparowała.-
Chyba nie mam ochoty tego słuchać, ale ty mnie raczej nie wypuścisz, co?- uśmiechnął się.
– Więc może usiądziesz?
– Może postoję?- znów ten lekki półuśmiech.
– Jak to się stało, że wcześniej nie zauważyłem jaka jesteś złośliwa i uparta?
– Zazwyczaj dobrze się z tym kryję- odparłam.- Więc? Podejrzewałeś wcześniej, że coś tamtej
nocy zaszło nie tak?- skinął głową.
– Tak, ale nie byłem pewien.
– Więc czemu wtedy nic mi nie powiedziałeś?
– Z takiego samego powodu jak teraz. Nie mam zamiaru ciebie w to wciągać. Dopóki to było
dość niegroźne zabawy z wróżką- czy musiał przypominać mi moją kompromitację?- czy
też spacery po cmentarzu- cholera, a więc o tym też wiedział?!- postanowiłem nie
interweniować.
– Dlaczego? Przecież mogłabym pomóc.
– Powiedziałem już, że nie.
– Bo? Dziewczyny są bardziej ograniczone?
– Bo nie zamierzam cię narażać- odparł, co całkiem zbiło mnie z tropu. Bo zdążyłam się
przygotować na postawę ofensywną. Więc nie chciał mnie narażać...
– Ale ja nie jestem jak Karina- zaprotestowałam chociaż dość słabo.
– Wiem. I właśnie dlatego. Z twoją możliwością ładowania się w kłopoty.
– Hej, co to miało znaczyć? Kiedy niby wpadłam w jakieś kłopoty?
– A urodziny u Marioli? Impreza u Stefana, szkolna wycieczka. Przecież prawie wyleciałaś
przez okno chcąc chronić Karinę.
– Przecież w żadnej z tych sytuacji nie stało się nic złego.
– Pamiętaj, że znam cię dopiero od niecałych czterech miesięcy, więc jeszcze wiele może się
zdążyć.
– Nie zmieniaj tematu. Chcę w tym uczestniczyć. Nie sądzisz, że powinniśmy iść z tym na
policję?
– Policję? A kto uwierzy takim dzieciakom jak my? Przecież śmierć Marioli została oficjalnie
uznana za wypadek....- zaczął mi tłumaczyć, a ja uświadomiłam sobie, że ma rację. Przecież
te argumenty powstrzymywały mnie od tego wcześniej. Jednak nie zamierzam się
poddawać. Twardo obstawałam przy swoim, aż w pewnym momencie usłyszeliśmy dzwonek
do drzwi. To była pani Wranicka, która właśnie wróciła z pracy. Przywitałam się szybko.
– Dobry wieczór- odezwałam się i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest już dość późno,
a ja tu sobie miło konwersuję z Damianem. Przecież mama mnie zabije jal wrócę. Chociaż
to nie jest najtrafniejsze określenie. Zwłaszcza po tym co stało się z Mariolą.- Ja...chyba już
powinnam wrócić do domu. Do widzenia- niewątpliwie zrobiłam z siebie kompletną idiotkę,
co potwierdził pobłażliwy uśmiech mamy Damiana. Spojrzała na swojego syna.
– Damian, może powinieneś odprowadzić swoją przyjaciółkę? Jest już dość późno...
– O nie, naprawdę nie trzeba- zaprotestowałam szybko zasuwając kurtkę- To tylko pół
godziny drogi, dziesięć minut autobusem...
– Mama ma rację- przerwał mi.- Poczekaj chwilę, przyniosę swoją kurtkę.- I w ten sposób
spędziłam z Damianem pół godziny więcej. Zdecydowaliśmy się na spacer, choć właściwie
oboje nie podjęliśmy tej decyzji. Po prostu odruchowo zaczęliśmy kierować się w stronę
mojego domu, a nie przystanku. Drogę umilaliśmy sobie rozmową. Choć właściwie nie
wiem czy można to właściwie nazwać umilaniem, bo rozmawialiśmy o Marioli. I jej
jutrzejszym pogrzebie. Gdy dochodziliśmy już do mojego domu odezwałam się zmieniając
temat:.
– Dziękuję za wszystko co dzisiaj dla mnie zrobiłeś.
– Nie ma sprawy. Choć nadal trochę boli mnie biodro po tym bliskim spotkaniu z komodą.-
speszyłam się, bo prawdę mówiąc miałam bardziej na myśli wyznanie mi prawdy odnośnie
podejrzeń co do Stankiewicz.
– W sumie to nie musiałeś mnie bronić, ale za to też dziękuję. Jestem twoją dłużniczką.
– Tak?- powiedział zdziwiony- Więc chyba musisz spełnić moje jedno życzenie.
– Strzelaj. Od razu mówię, że nie jestem zbyt posłuszna, ale jeśli będę w stanie to zrobić to...-
urwałam gdy poczułam jego dłoń na swoim policzku. Odwróciłam lekko głowę, ale zaraz
się za to skarciłam i odważnie spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się do mnie delikatnie.
– Mogę?- spytał. Wiedział o co mu chodzi. Pocałunek. Chciał mnie pocałować, a ja chciałam
tego samego. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście, choć w tej chwili jednocześnie
moje serce łomotało szybkim galopem nie dowierzając, że taki chłopak jak Damian
rzeczywiście chce....Skinęłam głową i również odwzajemniłam uśmiech czekając na to czego
pragnęłam od tak wielu dni. A praktycznie od kilkunastu tygodni, od których go znałam.
Nasz pocałunek był delikatny i jak dla mnie za krótki, ale całkowicie mnie oszołomił. A gdy
się skończył przez chwilę nie byłam zdolna otworzyć oczu. Tylko co jeśli to wszystko mi się
tylko przyśniło? Ale nie: on stał tam dalej; blisko mnie patrząc mi w oczy. Po chwili
zupełnie niespodziewanie przyciągnął moją głowę do swojej jeszcze raz i powtórzył
pocałunek tym razem wkładając w niego więcej pasji i żaru.- Od dawna chciałem to zrobić.
Cholernie mi się spodobałaś.
– Naprawdę?- ucieszyłam się nadal nie do końca wierząc w to co się właśnie stało.- Ja też odważyłam
się wyznać. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy szczerząc się do siebie jak
głupi. Po kilku minutach wreszcie się pożegnaliśmy.
Otwierając drzwi do domu poczułam się lekko jak nigdy dotąd: zapomniałam o ostatnich
problemach i nawet gdy mama znów zarzekała na godzinę mojego powrotu i bałagan w pokoju
mogłam się do niej tylko uśmiechnąć. Jednak wchodząc do niego zauważyłam, że jednak jest tam
czysto. A więc mama jednak mi posprzątała. Usiadłam na krześle obracając się na nim kilkakrotnie
i wciąż rozpamiętując pocałunek Damiana. Po kilkunastu sekundach przestałam. Otwierając oczy
zauważyłam na biurku obok jakiś drobniaków zwiniętą karteczkę. Zdziwiona wzięłam ją do rąk.
„Wielka z ciebie realistka
co przyjaciółką wielu się mieni,
lecz uważaj komu ufasz
bo jeden z ich życie twe w koszmar zmieni.”
Przeczytawszy ten czterowersowy wierszyk mój dobry humor prysł jak bańka mydlana. To była
halloweenowa wróżba: byłam tego pewna. Moja wróżba.
– Mamo! Zawołałam szybko się podnosząc i wchodząc do kuchni w której akurat się
krzątała.- Skąd wzięły się te rzeczy na moim biurku?
– O czym mówisz?- spytała. Wzięłam ją za rękę i zaprowadziłam do swojego pokoju- Ach to.-
machnęła ręką- Wyjęłam chyba z kieszeni jakichś twoich spodni, bo musiałam wyprać ten
cały stos. Zajęło mi to...
– Ta karteczka na pewno była w spodniach?- nie wiem dlaczego, ale to banalne wyjaśnienie
jeszcze bardziej zbiło mnie z tropu. Ale zaraz skarciłam się za to. A co sobie wyobrażałam?
Że bandyta który zranił Janusza poluje teraz na mnie i włamał się do pokoju aby zostawić
mi wiadomość? Śmiechu warte.
– Jaka karteczka? Mówiłam, że wszystko co było w środku czy kieszeniach położyłam na
biurko. Skąd niby miałam to wziąć?
– No tak, przepraszam- odezwałam się słabo. A gdy wyszła zaczęłam się zastanawiać
dlaczego znalazłam ją akurat teraz.
Następnego dnia jednak w ogóle nie zaprzątałam sobie tym głowy. Zwolniłam się trochę ze szkoły,
aby zdążyć na pogrzeb Marioli, choć większość mojej paczki w ogóle darowała sobie ten dzień. Dla
mnie to nawet lepiej bo gdybym musiała spotkać się dziś z Jakubem niechybnie skończyłoby się to
poważną awanturą. I tak podczas mszy rzucał mi wściekłe spojrzenia. Nadal był na mnie zły. I w
sumie to się mu nie dziwię.
Procesja była przygnębiająca. Oczywiście pogrzeb zawsze ma coś takiego w sobie: nie wiem czy to
ta specyficzna atmosfera, muzyka, czarne ubrania i posępne twarze ludzi (choć może wszystkiego
po trochu), ale ten odczułam wyjątkowo. Może dlatego, że Mariola była moją koleżanką z klasy.
Tuż po wszystkim starałam się przeprosić Jakuba: przyjął moje przeprosiny, aczkolwiek niechętnie i
chyba tylko dla świętego spokoju (bo Wranicki cały czas go delikatnie szturchał). Gdy odchodziłam
zauważyłam panią Stankiewicz: miała na sobie modną i dopasowaną czarną garsonkę, a twarz
przysłaniała jej woalka. Zawsze była bardzo elegancka. Ale to dzięki obserwacji jej stroju
uświadomiłam sobie, że zapomniałam o czymś ważnym. Przecież powinnam z nią porozmawiać
aby choć trochę ruszyć swoje śledztwo z miejsca. A teraz miałaś świetną wymówkę: mogłam złożyć
kondolencję. Zdecydowałam, że odwiedzę matkę Marioli jutro przed południem. Dzisiaj chciałam
jeszcze porozmawiać z Kariną i Damianem o swoich planach. Oczywiście z tym drugim o wiele
bardziej. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie pocałunku. I choć wiedziałam, że nie jest w
najlepszym tonie cieszyć się zaraz po uroczystości pogrzebowej, ale ja nic nie mogłam na to
poradzić. Bo po raz pierwszy byłam zakochana. I wszystko wskazywało na to, że z wzajemnością.
Mimo wszystko podczas spotkania z Wranickim postanowiłam upewnić się, że wczorajszy
pocałunek coś dla niego znaczył. Ale okazało się, że moje obawy były bezpodstawne: od razu
powitał mnie uśmiechem i delikatnie objął.
Tak jak wcześniej sobie postanowiłam nazajutrz odwiedziłam panią Stankiewicz wcześniej
upewniwszy się, że zastanę ją w domu. Było to istotne, bo jako właścicielka potężnej firmy
transportowej często wyjeżdżała z mężem i praktycznie nie miała czasu dla Marioli. Być może
dlatego była taka jaka była: skoncentrowana na sobie, nieufna, cyniczna...Próbowałam pozbyć się z
głowy tych współczujących myśli. Dotarłszy pod dom nacisnęłam przycisk na bramie i przez wizjer
przedstawiłam się. Po chwili brama się otworzyła, a ja znalazłam się w środku eleganckiej
rezydencji. Poczułam się tam trochę nie na miejscu: choć Mariola zapraszała mnie tutaj kilka razy
(oczywiście tylko wtedy gdy nie miała innego wyjścia, bo pozostali z naszej paczki również byli
zaproszeni). Tym razem było jednak inaczej. I sama nie wiedziałam dlaczego.
– Witaj. Jesteś Karina, prawda?- przywitała się ze mną pani Stankiewicz.
– Nie, ja jestem Sara. Karina jest moją przyjaciółką i Marioli też...była- dodałam niezręcznie.
Na szczęście kobieta nie poczytała mi tego za złe.
– Proszę, usiądź. Nie mam zbyt wiele czasu, ale skoro chciałaś porozmawiać o czymś
ważnym to słucham- jej bezpośredniość nieco zbiła mnie z tropu.
– Właściwie to nie przyszłam w konkretnej sprawie. Po prostu....chciałam porozmawiać o
Marioli.
– O mojej córce?- skinęłam głową.
– Tak. Chodzi mi o to, że wszyscy z jej dawnych znajomych zastanawiamy się co robiła na
tamtych skałkach.
– Skoro byłaś przyjaciółką Marioli to powinnaś wiedzieć, że miała dość dziwne pomysły.
Zawsze fascynowała się gotyckością: lubiła przesiadywać na cmentarzu, ubierać się na
czarno czy nosić tzw satanistyczne znaki. O ile to ostatnie nie było celowym zabiegiem aby
mnie zdenerwować, oczywiście- odezwała się lekko ironicznie popijając łyk ze swojego
kieliszka. Dopiero teraz dotarło do mnie, że pani domu chyba nie jest w najlepszym stanie.
Zrobiło mi się przykro. Prawdę mówiąc rodziców (a zwłaszcza matkę Marioli) uważałam za
wyzbytą z wszelkich macierzyńskich uczuć. Dla niej nie było ważne co córka robiła w czasie
kilkudniowej nieobecności, ale czy ktoś się o tym nie dowiedział; nie liczyło się to, że nie
spędza wakacji z córką, ale że wysyła ją na zagraniczną wycieczkę, że potrzebuje miłości, a
dostaje w zamian tylko pieniądze... Czemu takie rzeczy docierają do mnie akurat teraz? To
jaka Mariola była nieszczęśliwa, jak bardzo potrzebowała przyjaciela, czy po prostu
drugiego człowieka? Czemu wcześniej nie zauważyłam, że jej cynizm był tylko maską?
– Proszę pani, czy policja badała jej sprawę? Bo wiem, że to był wypadek, ale...
– A więc wiesz o tym, że tak naprawdę poszła do tej krypty, tak?- spytała retorycznie.
Zaskoczyła mnie ta wiadomość. Początkowo zamierzałam spytać o szczegóły, ale
zrozumiałam, że ta informacja wymsknęła się pani Stankiewicz tylko przez przypadek.
– No tak. Wiem o fascynacji Marioli. Też byłam jej przyjaciółką- a przynajmniej w jej
otoczeniu, dodałam w myślach.
– Więc może wiesz po co tam w ogóle szła: sama i w nocy. Przecież musiała wiedzieć, że to
jest zabronione. Tamta część cmentarza jest już dawno zamknięta. A ona głupia...pochowała
sama siebie w tej pieczarze.
– Jak to? Co miało znaczyć to ostatnie zdanie?- z chwilą gdy wypowiedziałam to pytanie
uświadomiłam sobie odpowiedź na nie. Pani Stankiewicz mówi o zamkniętej nieczynnej
części cmentarza i starej rodzinnej pieczarze cyganów, która podobno mieściła się w
tamtejszej grocie. Parę razy nawet żartowaliśmy w naszej paczce, żeby tak iść, ale
jednocześnie każdy z nas zdawał sobie sprawę, że ta grota jest bardzo stara a wejście na jej
teren niebezpiecznie. I Mariola naprawdę chciała ją zobaczyć. Tylko czemu akurat tamtej
nocy w Halloween? A może właśnie dlatego: uznała że to będzie wystarczająco straszne?
Czyżby to był efekt spożycia narkotyku?- Chce pani powiedzieć, że...ta grota się zapadła
gdy ona tam była?
– A więc nie wiedziałaś?- kobieta zaśmiała się, ale bez cienia jakiejkolwiek radości. Znów
pociągnęła spory łyk alkoholu.- Trudno, teraz już nie zależy mi na uniknięciu skandalu.
Niech wszyscy dowiedzą się jaką miałam głupią córkę, która zdolna była umrzeć w tak
głupi sposób.- jej słowa mnie zmroziły, wydały się straszne, takie...bezduszne. A więc
dlatego nie powiedziała nikomu prawdy? Bo chciała uchronić się przed skandalem? Jakby w
odpowiedzi na moje pytanie podniosła głowę i wbiła we mnie wzrok.- Tak, zrobiłam to. Ale
nie tylko dla siebie, ale i dla niej. Przecież to właściwie takie głupie...Jak można zabić się
samemu?- zaczynała wpadać w coraz bardziej ponury nastrój zaprawiony wisielczym
humorem. Czułam się coraz bardziej niezręcznie. Czy gdy już wiem to co wiem powinnam
już iść? A może zostać i jej pomóc?
– Proszę pani, zawołam panią Grażynę- odezwałam się mając na myśli jej gosposię.- Ja muszę
już iść.
– Ale nie, zostań. Napijesz się ze mną?
– Nie sądzę- to stawało się coraz bardziej żenujące. Oczywiście rozumiałam jej cierpienie, ale
mimo wszystko...była pijana jak bela rozmawiając z koleżanką własnej córki, która właśnie
wczoraj została pochowana. Pospiesznie dodałam jeszcze: do widzenia i wyszłam.
Gdy z powrotem dotarłam już na ulicę odetchnęłam z ulgą zaczynając przetwarzać informację,
które nieświadomie zdradziła mi mama Marioli: że wcale nie zginęła na skałkach, ale w starej
pieczarze, która prawdopodobnie zawaliła się gdy tam weszła. A Mariola została pochowana
żywcem. Gwałtownie przełknęłam ślinę wyobrażając sobie jak bardzo musiała być przerażona, jak
wielki musiał być jej strach w ciągu tych ostatnich kilkudziesięciu godzin życia. Bo jak żyje
człowiek mając świadomość, że jego śmierć jest nieunikniona? Nagle zatrzymałam się. Zrobiło mi
się słabo, gdy w głowie układały się wyrazy w czterowersową rymowankę:
„Dziś ostatni dzień wśród żywych,
doceń to co teraz masz
bo w ciemnej mogile sama
na rozmyślania na pewno znajdziesz czas.”
W wróżbę z Halloween. W karteczkę z wieczorku quija.

Seans: Rozdział VII

Po powrocie ze szkoły od razu wyjęłam kartkę na której napisałam wszystkie szczegóły
zapamiętane z tamtej feralnej halloweenowej nocy. Dodałam do nich również to czego
dowiedziałam się potem: że początkowo miała być to mistyfikacja Janusza z Karolem, że ten
pierwszy był autorem karteczek- wróżb, że wywołany duch Małgosi nie lubił Marioli, że znaleziono
jej ciało na skałkach, że dwójka studentów prawdopodobnie została odwołana z wykonania zadania
no i że Kuba miał coś z tym wszystkim wspólnego bo zatajał przed nami prawdę. I nadal to robi.
– Sara, masz wziąć się za lekcje!- zagrzmiała mi moja mama nad uchem, a ja byłam aż tak
pochłonięta swoimi bazgrołami, że nawet nie usłyszałam jak weszła do mojego pokoju- Co
ty tam piszesz?
– To...to wypracowanie na polski, na brudno- uśmiechnęłam się świadoma, że mama
doskonale przejrzała moje kłamstwo.
– Proszę cię, wiem że jest ci trudno z powodu śmierci przyjaciółki, ale to nie powód żeby
zaniedbywać lekcje. Byłam ostatnio na zebraniu. Podobno nie zaliczyłaś sprawdzianu z
matematyki?
– No tak, ale po prostu wyleciało mi to z głowy- wyznałam prawdę, bo tak rzeczywiście było.
Tak bardzo pochłaniała mnie sprawa wydarzeń z nocy 31.10, że zupełnie nie skupiałam się,
można by rzec, na realnym życiu.- Ale za to dobrze poszła mi przedwczoraj historia dodałam
żeby złagodzić wydźwięk początkowych słów.
– Mam nadzieję- mama pogłaskała mnie po głowie- Kochanie, pamiętaj że jeśli chcesz o
czymś ze mną porozmawiać to zawsze możesz na mnie liczyć.
– Jasne- odparłam ze świadomością, że chyba wolałabym nago przebiec się po ulicy niż
wyznać moim konserwatywnym rodzicom o przedpotopowych poglądach, że zażywałam
narkotyki. Choć nieświadomie. Oni do dziś myślą, że na imprezach pijemy tylko kolorowe
napoje.
– A, i ogarnij trochę ten syf w pokoju. Chyba nie sprzątałaś tu od tygodnia
– Tak- przyznałam na stos piętrzących się na krześle ubrań do prania i osiadającą już
cieniuteńką warstwę kurzu.- Tak zrobię gdy skończę odrabiać lekcje.- Gdy mama wyszła
cicho zaklęłam. I jak mam teraz poprosić ją o wieczorne wyjście do Kariny? Przecież mnie
nie puści. Westchnęłam zdecydowana zgodnie z obietnicą wziąć się za lekcje.
Następnego dnia, w środę dowiedziałam się, że pogrzeb Marioli ma odbyć się w piątek, co
oznaczało że sekcja została przeprowadzona i znana jest dokładnie rzeczywista przyczyna jej
śmierci. Nie wiedziałam od kogo mogę uzyskać jakieś informacje na ten temat: najpewniej od
Karola, ale nadal był w kiepskiej formie, więc wolałam nie ryzykować. Może więc Janusz?
– Słyszałeś co na temat Marioli? To znaczy stwierdzili, wiedzą już kiedy nastąpił zgon?
– Nie znam szczegółów i dokładnej godziny, ale z tego co mówił Karol, nastąpiło to we
wtorek.
– Wtorek....-powtórzyłam ucieszona, że narkotykowy amok nie był przyczyną wypadku na
skałkach. Jednocześnie trochę mnie to zdenerwowało, bo przypomniałam sobie, że Kuba
mówił mi, że Mariola kontaktowała się z nim w środę. A więc kłamał. Tylko dlaczego?
– Masz pojęcie jaka to dla nas ulga?- spytał z radością, ale zaraz się zmitygował- To znaczy
przykro mi z powodu jej śmierci, ale...
– Daj spokój, rozumiem cię, bo ja mam tak samo.- odparłam. Pogadaliśmy przez resztę
przerwy na jakieś banalne, szkolne tematy. Doszłam do wniosku, że śmierć Marioli musiała
byś wypadkiem skora Banaszkiewicz nie powiedział mi o tym niczego innego. Bo gdyby
policja podejrzewała morderstwo przecież by mi o tym wspomniał. Mimo to i tak musiałam
skonsultować wszystko z całą naszą paczką.
Gdy wychodziłam już ze szkoły, podszedł do mnie Damian. Ucieszyłam się z tego, bo praktycznie
trzymał się z Kubą (tak jak Janusz z Karolem a ja z Kariną) i nie mogłam z nim bez przeszkód
porozmawiać. Bo odkąd wiedziałam, że Jakub coś przed nami ukrywał jakoś nie przemogłam się
aby do niego podejść. A tym bardziej porozmawiać z samym Grajem. Dobrze przynajmniej, że po
naszej ostatniej rozmowie potraktował mnie dość niegrzecznie, więc miałam dość wiarygodną
wymówkę na to, że trzymam się od niego z daleka.
– Hej, czemu dzisiaj przede mną uciekałaś? W ogóle nie mieliśmy okazji porozmawiać.
– Nie uciekałam od ciebie.- odparłam- Po prostu odnawiałam kontakty z koleżankami z klasy.
– Ta, na pewno- udał, że mi nie wierzy. Potem spoważniał zmieniając temat.- Jak się czujesz
po tym czego dowiedziałaś się o Marioli?
– Szczerze mówiąc nadal to do mnie nie dociera- wyznałam- Nadal łudzę się, że pojawi się w
szkole i łapię na tym, że wpatruje w jej puste krzesło jakby miała za chwilę wrócić. Chyba
musi minąć jeszcze trochę czasu.
– Tak- przytaknął- Idziesz w piątek na pogrzeb?
– Jasne, może nie byłyśmy przyjaciółkami, ale mimo wszystko lubiłam ją.
– Chyba te wasze kłótnie i potyczki słowne.
– To przede wszystkim- zgodziłam się. Nie miałam zamiaru udawać teraz wielkiej miłości do
Marioli ani wybielać jej osobowości. Bo prawda była taka, że nie była ani miła, ani
sympatyczna.
– Masz teraz trochę czasu? Chciałbym żebyś pomogła mi trochę ogarnąć historię. Ty dostałaś
piątkę, więc chyba to ogarniasz.
– Cztery plus- sprostowałam.- Jasne, że mam. Tylko, że raczej nie u mnie w domu. Mamy
mały remont w łazience i jest lekki bałagan- skłamałam przypominając sobie o stanie moim
pokoju, Trzeba było jednak spiąć się wczoraj wieczorem i go sprzątnąć. No ale z drugiej
strony skąd mogłam wiedzieć, że chłopak który mi się podoba będzie chciał uczyć się ze
mną do poprawki?
– To nawet dobrze się składa, bo u mnie w domu teraz nikogo nie ma.To co, możemy zacząć
od razu? Poprawa już jutro a ja jestem sto lat za Murzynami.- roześmiałam się.
– Jasne, mama pewnie nie zauważy, że mnie nie będzie. W najgorszym razie powiem, że
miałam dodatkowe zajęcia.- a w myślach wyobrażałam sobie już kolejną awanturę na temat
mojej niesubordynacji.
W czasie reszty drogi do mieszkania Damiana praktycznie milczeliśmy. Zastanawiałam się nad tym
czy zdradzić mu swoje podejrzenia, ale zdecydowałam, że zrobię to dopiero przy wszystkich. A
więc jutro: jutro zaproszę wszystkich zainteresowanych do mnie do domu. Wymówką dla mamy
będzie pogrzeb Marioli. W sumie to niezła przykrywka. Gdy weszliśmy do środka poczułam się
trochę nieswojo. Bądź co bądź byłam tu dopiero drugi raz. Znałam Damiana dopiero dwa miesiące.
– Napijesz się czegoś?- pokręciłam głową.
– Nie, lepiej od razu zabierzmy się za naukę. Nie chcę wracać za późno, ostatnio i tak często
przebywam poza domem.
– Hm, czyżby jakieś randki?- uśmiechnął się wypowiadając słowa, które ja kiedyś
powiedziałam do niego. Lekko się zaczerwieniłam. Jak miałam opowiedzieć mu o swojej
manii, że jednocześnie uważam Kubę za winnego śmierci Marioli a w wolnym czasie latam
po wróżkach i wciąż błąkam się po cmentarzu szukając jakiś wskazówek? Nie, z pewnością
jego wyrozumiałość co do mojej irracjonalności też miała swoje granice.
– To co, gdzie masz te książki?- zignorowałam jego uwagę i przez dobrą godzinę byliśmy
pochłonięci historią Stanów Zjednoczonych. Damianowi udało się sporządzić wcale
przyzwoitą notatkę z datami i ważnymi informacjami: słowami klucz.
– Dzięki za pomoc- odparł po wszystkim- Bez ciebie nie dałbym sobie rady.
– Daj spokój. Znacznie lepiej jest słuchać mojego głosu niż naszej starej pani profesor bagatelizowałam
jego gest.- Tylko lepiej naucz się tego wszystkiego do jutra, bo jak
dowiem się, że nie zaliczyłeś to....- pogroziłam mu palcem. Uśmiechnął się lekko.
– Jasne, zaliczę na pięć albo cztery- odparł.
– Jak czuje się Kuba po tym co stało się z Mariolą?- spytałam go w końcu nie mogąc
powstrzymać się przed podjęciem mojego obsesyjnego tematu. Spojrzał na mnie z uwagą.
– Co masz na myśli? Jest przybity, tak jak my wszyscy, a może nawet bardziej. Zresztą
widziałaś go przecież w szkole. Czemu bezpośrednio z nim nie porozmawiałaś?
– Chyba właśnie dlatego- starałam się znaleźć dobre wytłumaczenie- A poza tym to jesteś jego
najlepszym przyjacielem i sądziłam, że dobrze się dogadujecie.- Czy tylko mi się zdawało
czy on się rozluźnił? Nie, chyba naprawdę interpretowanie każdego gestu z osobna jest
głupie. I zdecydowanie nie jest moją mocną stroną.
– Sara, to była jego dziewczyna z którą chodził przez prawie dwa lata- odpowiedział mi jakby
to miało wszystko wyjaśniać. A nie wyjaśniało nic. Postanowiłam porzucić ten temat.
– No tak. Skoro już skończyliśmy będę się zbierać.
– Już idziesz? Mieliśmy napić się herbaty.- zaprotestował gwałtownie jakby zależało mu na
mojej obecności. Uśmiechnęłam się w duchu. Może on też coś do mnie czuje?
– Skoro tak, to bardzo chętnie- odparłam wstając z krzesła i posłusznie idąc za nim do kuchni.
Patrzyłam jak się po niej krząta, by po kilku minutach wręczyć mi gorący aromatyczny płyn
do ręki. Podziękowałam mu.
– Więc dałaś sobie już spokój z tymi wróżbami?- doskonale wiedziałam o co mu chodzi.
– Co to ma znaczyć? Czy słyszę w twoim głosie ironię?
– Ależ skąd. Po prostu po wizycie u tamtej madame Konstanty czy tam Konstantyny, już nie
pamiętam, sądziłem że naprawdę wierzysz w paranormalny przebieg tej historii.
– Nie, nie zacznę twierdzić, że zły duch zabił Mariolę, to znaczy kazał skoczyć z urwiska i
zadźgał nożem Janusza- zaśmiałam się choć czułam w tym pewną nieszczerość.Tak to już
jest, że tendencyjność karteczek powoduje mętlik w głowie.
– To dobrze. Już się bałem, że uraczysz mnie jakąś historyjką dotyczącą zamordowania
Marioli- o mało nie zakrztusiłam się herbatą. Damian łagodnie poklepał mnie po plecach.-
W porządku?
– Tak- odparłam z ledwością cała czerwona i upokorzona. Dlaczego musiał akurat o tym
wspomnieć? Czyżby aż tak dobrze mnie znał? Nie, i tak musiałam poczekać z tym
wszystkim do piątku. Konfrontacja musiała odbyć się w towarzystwie wszystkich. Bo
ewidentnie ktoś z nas kłamał. A ja chciałam tylko wiedzieć dlaczego.- Przepraszam,
naprawdę muszę już iść. Wpadniesz do mnie jutro po zajęciach? Chcę o czymś pogadać.
– Jasne. O której?
– Około piątej- miałam nadzieję, że pozostali również się na to zgodzą. Choć jednocześnie się
tego bałam.
Następnego dnia zmieniłam plany reorganizując spotkanie z mojego domu do domu Kariny. Tylko
w ten sposób dziewczyna mogła w nim uczestniczyć, bo noga w gipsie skutecznie to
powstrzymywała. Tak więc gdy skończyliśmy zajęcia powiadomiłam o tym wszystkich. Miałam
nadzieję, że nikt nie wspomni o niczym Jakubowi do czasu wyjaśnienia sprawy. Wtedy musiałabym
się grubo tłumaczyć.
Gdy wreszcie skończyliśmy zajęcia zaraz po zjedzeniu obiadu pognałam do Kariny wszystko jej
opowiedzieć. Miałyśmy niecałe pół godziny do przyjścia innych. Teraz mogłyśmy swobodnie
porozmawiać.
– Myślisz, że to był dobry pomysł nie zapraszać Kubę? I po co w ogóle chcesz doprowadzić
do konfrontacji? Jeśli to on jest winny powinnaś to zachować dla siebie!- była na mnie
wyraźnie zła, za to że wcześniej nie wyjawiłam jej swoich zamiarów. Sądziła, że mamy ją
po prostu odwiedzić. Ale teraz było już za późno. Klamka zapadła.
– Och, przestań panikować. Ja chcę tylko wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. I dlaczego
Jakub nas okłamał.
– I to dlatego go nie zaprosiłaś? Przecież to nasz przyjaciel na miłość boską! Jak mógłby
zrobić Marioli coś złego?
– Kilka dni temu sugerowałaś coś innego- przypomniałam jej.
– No tak, ale...- sama nie wiedziała jak się wyrazić- Po prostu byłam przerażona gdy zaczęłaś
opowiadać mi to wszystko o tamtym wieczorku.
– Teraz już niczego nie zmienimy. Poza tym czas wreszcie wyjaśnić co stało się tamtej nocy.
Bo któreś z nas ewidentnie kłamało.
– Po co niby ktoś miałby to robić? Pewnie to wszystko wina tych narkotyków...- urwała, bo
usłyszałyśmy właśnie jakąś osobę, która pukała do drzwi pokoju. Pospiesznie poszłam je
otworzyć.
– Cześć- przywitał się Janusz z Karolem. Ten pierwszy wspierał się do dwóch kulach.
– Witajcie, wchodźcie- zaprosiłam ich.
– Po co to spotkanie? Coś się stało?- spytał Banaszkiewicz
– Nie, ale chcę o czymś z wami porozmawiać. Tylko musimy jeszcze zaczekać na wszystkich.
– Jasne. Aleś ty tajemnicza.- w odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam. Na Damiana czekaliśmy
zaledwie pięć minut. Gdy wszedł mogliśmy już spokojnie zacząć dyskusję.
– A więc chcę porozmawiać o czymś ważnym po dotyczy nas bezpośrednio, ale nadal nie jest
jasne.- wszyscy obecni skupili na mnie całą uwagę..
– Czemu nie czekamy na Kubę?- wtrącił się jakiś głos. Zignorowałam go z premedytacja.
Wzięłam głęboki wdech- Sądzę, że powinniśmy jeszcze raz wyjaśnić, co tak naprawdę
wydarzyło się tamtej nocy. Bo ktoś z nas ewidentnie kłamał.- przez chwilę panowała cisza.
W końcu Wranicki spojrzał na mnie i wstał z krzesła na którym siedział.
– Sara, co ci znów odbiło? Jak to kłamał?- roześmiał się
– Właśnie. Dlaczego ktoś z nas miałby kłamać?- przyłączył się do niego Karol.
– Ty mi powiedz.- odparłam hardo nie zamierzając rezygnować ze swojego wcześniejszego
postanowienia- Dlaczego Jakub powiedział, że kontaktował się z Mariolą w środę, kiedy ta
według policji nie żyła już od prawie dwudziestu czterech godzin!
– Co to ma znaczyć?- wtrącił się Janusz-Co chcesz przez to powiedzieć?
– Nie zdziwiło was to, że w ciągu ostatnich dni, kiedy zaginęła Mariola jego nie było w
szkole? Że zachowywał się inaczej, jakoś tak dziwnie? Albo, że w ogóle się o nią nie
martwił i prawie warknął na mnie gdy go o to spytałam? Że nie wyjaśnił nikomu żadnych
szczegółów ze swojego feralnego przebudzenia? No i że to on pierwszy zaproponował,
żebyśmy nie informowali o niczym policji? Gdyby nie on....- chciałam dodać, że Mariola
mogłaby się odnaleźć; przecież nie zginęła od razu na tych skałkach, ale ktoś mi przerwał.
– Sugerujesz, że on zrobił coś Marioli? Oszalałaś?- spienił się Janusz.
– Nie, nie oszalałam- odparłam, ale gwar rozmów zaczął się nasilać. Dało się słyszeć
przynajmniej trzy głosy wśród których prym wiódł Karol.
– To niedorzeczne- pokręcił głową- Jak możesz oskarżać go o coś takiego? O...morderstwo?-
dokończył z niedowierzaniem.
– Nie mówię, że to on ją zabił- broniłam się- Ale że miał z tym coś wspólnego.
– Sara, to nie film tylko rzeczywistość. Chyba naoglądałaś się za dużo horrorów.
– Wiem co mówię- syknęłam- Dlaczego w takim razie nie powiedział nam wcześniej o tym,
że wiedział o twojej mistyfikacji?- odparłam atak Banaszkiewicza. To najwyraźniej zbiło go
z tropu. Niepewnie spojrzał w stronę Janusza.
– Mówiłeś mu o tym?- zapytał już spokojniej kierując słowa do Paprockiego. Ten tylko
przecząco pokręcił głową.- A ty skąd o tym wiesz?-dodał patrząc na mnie.
– Słyszałam na własne uszy- odparłam- jak rozmawiał z kimś o tym przez telefon. Sądzę, że
Kuba ma...
– Dość- Damian wypowiedział to jedno słowo surowym, nieznoszącym sprzeciwu tonem,
choć niezbyt głośno. Mimo to wszyscy niespodziewanie umilkli- Saro, proszę cię nie mów
nic więcej. A wy idźcie już do siebie- odparł patrząc na chłopaków.
– Ale Kuba...
– Powiedziałem: dość tego. Nie mam zamiaru bawić się w policję dla dzieci.
– Ani ja- odparłam pewnie patrząc mu prosto w oczy.- Dlatego wyjaśnimy to teraz.- w
odpowiedzi tylko zbliżył się do mnie.
– To dlatego go nie zaprosiłaś? Nie chciałaś wiedzieć co on ma do powiedzenia?- nie
wydawał się być zły. Jego pytanie brzmiało nad wyraz spokojnie i odrobinkę zbiło mnie z
tropu.
– Chciałam wszystko wyjaśnić- zaczęłam-, bo on najwyraźniej nie mówił prawdy. I złożyć ją
z części naszych wspomnień.
– Przecież rozmawialiśmy o tym wiele razy. Daj już temu spokój.
– Nie mogę. Nie twierdzę, że on jej coś zrobił.- skłamałam- Chce po prostu udowodnić, że nie
mówił prawdy.- zbliżył się do mnie jeszcze bardziej.
– Sara, skończ to.
– Ty też jesteś po jego stronie? W końcu tacy z was wielcy przyjaciele...
– Sara, proszę- odsunęłam się od niego.
– Nie mam zamiaru.
– Porozmawiamy później.
– A czemu nie teraz? Dlaczego nie chcesz aby twój drogi przyjaciel Kuba opowiedział za to,
że kłamał? I nie chcesz go o nic oskarżyć?- warknęłam zła nie tylko na Jakuba, ale i na
Damiana. Bo srodze mnie zawiódł. Karina zresztą też.
– . O co nie chce mnie oskarżyć?- odparł jakiś głos za nami. Zdębiałam, po czym wolno
odwróciłam głową. I spojrzałam wprost w piwne oczy Graja.- No?- powtórzył- O co
chodzi? I czemu jest tu takie zgromadzenie?- znów nastała cisza niezręcznego milczenia.
Usłyszałam czyjeś ciche kroki. Potem poczułam dłoń na ramieniu.
– No dalej.- prowokował mnie Karol stojący tuż za mną- Powiedz co wymyśliłaś.
– Niczego nie wymyśliłam- odparłam szybko, ale niezbyt głośno. Odważyłam się spojrzeć na
Jakuba. Wyglądał groźnie i był bardzo poważny. Przełknęłam gwałtownie ślinę.
– Więc? Dowiem się wreszcie o co chodzi?
– Chodzi o to, że Sara oskarża cię o zamordowanie Marioli- oznajmił Banaszkiewicz. A potem zaległa długa cisza.