Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 7 stycznia 2016

Zwariowani lokatorzy: Rozdział XVII



ZANIM ZACZNIECIE CZYTAĆ TO Z GÓRY UPRZEDZAM, ŻE ZA PISANIE TEJ CZĘŚCI MIAŁAM SIĘ WZIĄĆ DOPIERO JUTRO ALE CZYTAJĄC WASZE KOMENTARZE POD OSTATNIM POSTEM CZUŁABYM SIĘ JAK POTWÓR NICZEGO NIE WSTAWIAJĄC. TAKŻE, MOJE DROGIE, ZA WSZELKIE BŁĘDY MERYTORYCZNE CZY LOGICZNE PRZEPRASZAM, ALE O TEJ PORZE MÓJ MÓZG WYSIADA A I PISAŁAM DOŚĆ W EKSPRESOWYM TEMPIE. MIMO WSZYSTKO ŻYCZĘ MIŁEGO CZYTANIA, SZCZEGÓLNIE TYM NIECIERPLIWYM
PS: JAK WIDAĆ NADZIEJA NIE UMARŁA:-)




- Dlaczego mam się śmiać?- Spytał Paweł retorycznie po moim dość długim i pełnym żarliwości monologu. A ja ciężko westchnęłam. Dlaczego nawet w takiej sytuacji musiał stosować te swoje głupie gierki? Ta rozmowa coraz mniej mi się podobała.
- Nie igraj ze mną.- Powiedziałam tylko.- Po prostu idź sobie.
- Ale jeszcze nie skończyliśmy rozmowy.
- Nie słyszałeś co właśnie ci powiedziałam?- W odpowiedzi śmiesznie się skrzywił. To znaczy mnie wydałoby się to śmieszne, gdybym nie czuła się w tej chwili aż tak bardzo poniżona i nieszczęśliwa.
- Nawet aż za bardzo.
- Więc co tu jeszcze robisz?
- Nie wiem.- Powiedział trochę bezradnie po dłuższej chwili. No cóż, to rzeczywiście było wyznanie jakie chciałaby usłyszeć kobieta w odpowiedzi na obnażenie swojej duszy.
- Więc zastanawiaj się nad tym gdzie indziej.- Odpowiedziałam mu patrząc prosto w oczy.
- Liszka…
Dłuższą chwilą po prostu na mnie patrzył. W pewnym momencie otworzył usta jakby chciał powiedzieć coś więcej niż moje imię- a raczej przezwisko które mi nadał-, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Doskonale go rozumiałam. I nawet trochę współczułam. Bo zdałam sobie sprawę, że on wcale nie chciał mnie zranić. Widocznie sądził, że pyskata i zakochana w innym facecie kobieta taka jak ja zdoła oprzeć swoje serce przed miłością do niego, więc razem po prostu dobrze się zabawimy. Ale tak jak powiedziała moja siostra, mogłam sobie do woli udawać pewną siebie cyniczkę; w rzeczywistości jednak byłam prawdziwą romantyczką- zwłaszcza jeśli chodzi o miłość. Nie potrafiłam więc tak jak Paweł Fabisiak rozdzielić swojego serca od rozumu, nie potrafiłam sypiać z kimś by się choć minimalnie nie zaangażować. I to wcale nie była jego wina. Dlatego by zarówno jemu jak i sobie oszczędzić żenującej rozmowy dodałam łagodnie:
- W porządku: naprawdę nie mam do ciebie żalu. Nigdy mnie nie oszukałeś, nie zwodziłeś, nie dawałeś bezpodstawnej nadziei. I ja to wiem; naprawdę. Nie chciałam się w tobie zako...to po prostu tak wyszło. Tylko teraz...po prostu zostaw mnie samą. I unikaj w przyszłości. Jeśli oboje będziemy to robić to z pewnością nam się to uda. I po jakimś czasie mi przejdzie. Może potem będziemy się nawet z tego śmiać?- Tak jak się spodziewałam nie odpowiedział mi. Bez słowa zrobił tylko kilka kroków do tyłu wciąż nie odrywając wzroku od mojej twarzy. W końcu powoli zaczął to robić. A ja przymknęłam na moment oczy próbując pokonać szczypanie w gardle.
- Wiesz, co? Jednak nie wyjdę.- Usłyszałam jego głos. Zaraz potem otworzyłam oczy widząc jak Fabisiak z powrotem do mnie podchodzi. Tym razem na jego twarzy nie malowało się żadne zakłopotanie, poczucie winy oraz natychmiastowa chęć ucieczki. Wręcz przeciwnie widniała na niej powaga i zupełnie niepodobna do niego nadmierna stanowczość.  
- Hm?- Mrugnęłam coś nie mając pojęcia co to wszystko może znaczyć. Tym bardziej gdy dodał:
- Nie chcę żeby ci przechodziło.
- Słucham?
- Nie chcę byś przestała mnie kochać.- Te słowa zawisły w powietrzu tym bardziej, że otaczała nas absolutna cisza.- I do cholery przecież masz mój szacunek, zaufanie, oddanie i nawet…i moją miłość też.- Kontynuował a ja nie miałam pojęcia jak na to zareagować. Zwłaszcza gdy się delikatnie uśmiechnął spuszczając na moment wzrok tak jakby był zakłopotany własną szczerością.-  Może na te kościelne dzwony i stabilizację jest trochę za wcześniej; trochę trudno mi o tym teraz myśleć, bo nigdy nawet nie byłem w związku, ale czuję ze z tobą może mi się udać. Tak więc co powiesz na to byśmy poczekali kilka lat? Chociaż może nawet trochę krócej: rok czy dwa? Gdy zdołasz mi się choć odrobinkę znudzić wpuszczając do serca trochę miejsca na kochanie kogoś innego takiego jak naszego małego bobasa?
- To żart?
- Obawiam się, że nie. Sam w tej chwili czuję się jak jeden wielki żart, w który wmanewrował mnie mój własny los.
- Jakoś ci nie wierzę. I jeśli teraz kłamiesz to jesteś wyjątkowo okrutny.- Powiedziałam wciąż pozostając sceptyczna. Ale po prostu nie mogłam znów dopuścić do głosu nadziei; w końcu już wielokrotnie to robiłam. I nieźle się nad tym sparzyłam.  
- Nie, przysięgam.- Odpowiedział mi biorąc w swoje dłonie moją i znów z tą niezwykłą u niego powagą patrząc w oczy.- Jestem całkowicie szczery. Nie wiem jak to się stało i kiedy, ale zakochałem się w tobie. Podważyłaś całą moją latami zdobywaną wiedzę na temat monogamii i miłości. W Poznaniu wciąż o tobie myślałem i nie potrafiłem przestać. Z resztą nadal nie potrafię. Wmawiałem sobie, że to zwyczajne przyzwyczajenie, że po prostu nigdy z nikim nie było mi w łóżku tak dobrze jak z tobą, że nasze rozmowy  sprawiały mi ogromną przyjemność, ale nie byłem w stanie tego dłużej robić. Nie mogłem się dłużej oszukiwać. Nawet jeszcze kilka minut temu poczułem przypływ paniki nie chcąc dopuścić do siebie tego co krzyczy moje serce, ale teraz nie mogłem tak po prostu go posłuchać. Bo gdy kazałaś mi odejść…po prostu zrozumiałem, że jestem śmieszny bojąc się miłości. I że jeśli nigdy więcej cię nie spotkam to stracę również część siebie. A o Bartoszu mam same okropne myśli. W swojej głowie zabiłem go już przynajmniej z pięć razy ćwiartując na małe kawałeczki sądząc, że przegrywam walkę z takim bałwanem jak on. I naprawdę za tobą tęskniłem: za twoim krzywym uśmieszkiem, złośliwościami, spojrzeniem. A najgorsza była ta świadomość, że masz mnie za nic; że traktujesz jako pocieszenie po facecie którego kochasz. - Zamilkł na moment. W końcu palnął:- I nawet czuję te piekielne motylki w jelitach.- Walczyłam z niedowierzaniem, chęcią wiary w to co właśnie powiedział, własną ostrożnością i boleśnie doświadczonym już sercu. Czy był szczery? Czy to co właśnie powiedział było prawdą? A może po prostu grał wyuczoną przez siebie rolę? W końcu był aktorem i doskonale potrafił udawać; nawet miłość. Tyle, że po co miałby to robić?
- Powiedz w końcu coś.- Wyrzucił. Już wcale nie wyglądał ironicznie i beztrosko tak jak zawsze. Jego oczy były poważne i jakby czujne. Do mojego serca nieśmiało zaczęła wkradać się nadzieja.- Agata?
- W brzuchu.
- Co?
- Motylki czuje się w brzuchu a nie jelitach, już to ci kiedyś mówiłam.- Poprawiłam go z uśmiechem z zaskoczeniem słuchając jego nieskładnej przemowy, która pełna była jednak żarliwości i uczuć.
- Dobrze, a więc w brzuchu.- Zgodził się  z uśmiechem.- Choć jestem pewien, że jeden prawie przeżarł mi wątrobę i przefrunął gdzieś właśnie w stronę żołądka gdy katowałaś mnie przed chwilą swoim milczeniem.- Roześmiałam się czując jak opada ze mnie całe napięcie. Zwłaszcza gdy Paweł przysunął się blisko mnie i pogładził po policzku.- Te kilka ostatnich tygodni było dla mnie prawdziwą katorgą.
- Dla mnie też. Ale nie rozumiem...skoro coś do mnie czułeś to dlaczego powiedziałeś mi na parkingu po tamtej gali, że co najwyżej możemy się od czasu do czasu spotkać?
- Bo byłem wściekły, nie rozumiesz? Sądziłem, że dostrzeżesz to że Kalinowski jest nie dla ciebie, że to co do niego czujesz to jakaś niezdrowa obsesja, chęć odwetu za to że cię opuścił. I na gali chciałem ci powiedzieć o moich uczuciach. Zaproponować, żeby nasz romans się nie kończył. Jeszcze wtedy nie z zamiarem zbudowania czegoś poważniejszego, ale po prostu nie chciałem również się z tobą rozstawać nie rozumiejąc, że już wtedy cię kochałem. Miałem nadzieję, że dzięki temu z czasem ty też poczujesz do mnie coś silniejszego niż pociąg. A potem zobaczyłem wielkie poruszenie przed salą bankietową, a na zewnątrz ciebie obok Bartosza: te wszystkie szepty osób dookoła mówiące że przyłapano was na gorącym uczynku. Patrzyłem jak ten idiota bohatersko chowa cię za siebie gotów bronić przed dziennikarskimi hienami…Wiesz jak się poczułem? Zwłaszcza gdy podbiegłaś do mnie taka ucieszona.
- Bo chciałam ci wyznać prawdę. Że chcę tego samego o czym teraz mówisz.
- Ja natomiast sądziłem, że chcesz się pochwalić reaktywowaniem związku z Panem Idealnym.
- I szłabym z tym do kochanka?
- Uważałaś mnie za kogoś w rodzaju swojego przyjaciela.
- No tak.- Mrugnęłam. Potem spojrzałam mu w oczy. Nie mogłam uwierzyć, że to takie łatwe, że rozmawiamy ze sobą jak normalni ludzi, że znikły gdzieś banały i nic nie wnoszące do rozmowy żarty. Że oboje mówimy o uczuciach choć jednocześnie pełno w nas było niedowierzania na temat miłości. I przede wszystkim, że on kocha mnie tak samo jak ja jego.- A co sprawiło, że to zrozumiałeś? Przecież zgodnie z planem powinieneś kręcić teraz film w Poznaniu.
- Chyba do tego dojrzałem. Przez ostatnie tygodnie wielokrotnie analizowałem to co między nami zaszło, mogłem spojrzeć na to z perspektywy i bardziej obiektywnie. W połączeniu z tym co powiedziała mi Renata zrozumiałem, że ja też darzę cię uczuciem. Że to co na widok ciebie w objęciach Kalinowskiego brałem za zranioną dumę jest po prostu szarpnięciem zranionego serca.
- A co takiego powiedziała ci Renata?
- Że mnie kochasz.
- Co?!
- Podsłuchała cię na gali. Mówiła, że to o tym rozmawiałaś z Bartoszem. Że wyznałaś mu swoją miłość do mnie i byłaś z tego powodu bardzo smutna. Choć prawdę mówiąc to nie mówiła: raczej z tego kpiła. Sądziła, że w ten sposób się na tobie odkuje.
- Ale przecież ona nie mogła tego słyszeć. Doskonale pamiętam jak po wszystkim gdy zaczęli zbierać się dziennikarze ona wyszła z głównej sali.

„A ja gdybym mogła to zrobić to nagrałabym ten moment w którym wypłakujesz się byłemu facetowi na ramieniu mówiąc, że kochasz innego. Nawet nie wiesz jak z trudem hamowałam śmiech słysząc twój zapłakany głosik.”
„-(…) mścij się…wisi mi to.
- Już to zrobiłam.”

Natalia Milewczyk. Jak mogłam zapomnieć o tym, że przyjaźniły się z Renatą? Sama dostarczyłam im więc materiałów na doskonały artykuł na swój temat. Byłam bardzo nieostrożna.
- Boże, więc…więc to po to spotkałeś się z nią w tamtej kawiarni tak? I wiedziałeś o moim uczuciu od ponad trzech tygodni?!- Poczułam lekkie zakłopotanie. Po co więc produkowałam się przed chwilą podkreślając jak bardzo go kocham? A przede wszystkim jak śmiał udawać, że nie ma o niczym pojęcia i być takim przerażonym? Chyba choć w części zrozumiał kłębiące się we mnie teraz emocje, bo z przepraszającą miną wyjaśnił:
- Nie do końca. Nie wiedziałem czy to nie kolejna sztuczka lub manipulacja Renaty. Jak pamiętasz mnie też nie lubiła. Sądziłem, że zauważyła że bardzo mi na tobie zależy i chciała zobaczyć jak robię z siebie durnia smaląc do ciebie cholewki, to znaczy startując do ciebie…sory za ten  zwrot. Chyba utkwił mi w pamięci z fragmentu mojej roli do filmu. Poza tym podczas naszej ostatniej rozmowy dobitnie powiedziałaś mi ile dla ciebie znaczę. Albo raczej ile nie znaczę. Dlatego prawdę mówiąc przychylałem się do opcji, że to złośliwość Renaty Rebus niż twoje rzeczywiste uczucia do mnie.
- A dziwisz mi się? Jak ty byś zareagował gdyby do prasy wyciekło czyim tak naprawdę jesteś synem za moją przyczyną?
- Wiem, teraz wiem że kierował tobą tylko ból i czułaś się zraniona. Ale sama musisz przyznać, że trudno było dostrzec te nasze końskie zaloty gdy obydwoje obawialiśmy się własnych uczuć. Tym bardziej gdy zakładaliśmy na początku, że to będzie tylko romans.- Zrobił krótką pauzę.- Jesteś na mnie za to zła? Za to, że nie przyjechałem albo zadzwoniłem od razu? Po prostu nie mogłem zrobić tego pierwszego a bałem się zatelefonować bo byłem pewny, że nie odbierzesz.
- I słusznie.
- Cieszę się. Bo dzięki temu miałem trochę czasu na przemyślenia. I chyba doszedłem ze sobą do ładu. I ze swoimi uczuciami.- Uśmiechnęłam się. A potem zaczęłam niemal dziko śmiać. Paweł spojrzał na mnie z niepokojem.- W porządku?
- Tak.- Odparłam z trudem powściągając uśmiech.- Po prostu uświadomiłam sobie, że Natalia z Renatą chciały wyciąć nam prawdziwe świństwo, ale nieświadomie zrobiły coś wręcz przeciwnego.
- Na to wygląda.- Paweł zaczął się ze mną śmiać. Przestaliśmy to robić po dobrej minucie. Wówczas spojrzał mi prosto w oczy z…zakłopotaniem? Nie, to chyba niemożliwe.- Liszka?
- Co?
- Jesteś pewna, że nie chcesz ode mnie seksu? Bo z chęcią dorzuciłbym go do paczki jako gratis. No wiesz, tej z zaufaniem, oddaniem i miłością.- Prawie wybuchłam śmiechem ponownie. Chwilę zajęło mi przybranie poważnego tonu.
- Hm…muszę się zastanowić. Chociaż gratisu nie można chyba usunąć?
- Nie bardzo.
- Więc muszę go wziąć razem z całą paczką albo jej nie przyjąć.
- Dokładnie.
- Trudny wybór.- Ciężko westchnęłam w sposób bardzo afektowany.
- Doprawdy?- Fabisiak chyba uważał, że trochę przesadzam w swojej grze, bo złowróżebnie zmrużył oczy. Albo mimo wszystko było mu głupio na samą myśl, że wyznał mi swoje uczucia a teraz ja z niego kpię. Widocznie zapomniał, że ja zrobiłam to przed nim wcześniej i również czułam się z tym całkowicie obnażona wewnętrznie.
Mimo wszystko postanowiłam nie przeciągać struny. Inna sprawa, że ja też miałam ochotę na igraszki z nim; w końcu już od tak dawna mnie nie dotykał. Nawet jeśli dopiero minęło południe.
- W takim razie biorę.- Odparłam. A potem objęłam za szyję i przyciągnęłam do siebie. – A nawet bardzo.
Bez słowa wplótł prawą dłoń w moje włosy, a lewą położył mi na plecach. Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w tej pozycji, ale pocałunki szybko przestały nam wystarczać. Dlatego oplotłam Pawła nogami, a on objął moje pośladki by lepiej móc mnie podtrzymać. Po drodze włożyłam mu dłonie pod bluzkę gładząc stalowe mięśnie i delektując się ciepłem oraz drżeniem skóry. Jej, nawet do tej pory nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo za tym tęskniłam…Chwilę późnej wyrwana z transu zaczęłam się śmiać, bo Fabisiak nie miał pojęcia gdzie powinien się kierować by trafić do łóżka; najwyraźniej po swojej ostatniej wizycie nie zapamiętał dokładnej lokalizacji mojej sypialni co mogło mieć wpływ z gazem pieprzowym którym psiknęłam mu wtedy po oczach.
Szybko zrozumiałam, że dzisiejszy seks będzie zupełnie inny od tych wcześniejszych. Nie umiałam wyrazić słowami tej subtelnej różnicy, ale sypiając z kimś z miłości to staje się sto razy lepsze i po tysiąckroć daje więcej przyjemności niż kochanie się z najwybitniejszym czy najzdolniejszym kochankiem. Po prostu było coś w naszych spojrzeniach, w interakcji ciał co sprawiało, że każdy dotyk czy pieszczotę odbieraliśmy (a przynajmniej ja) dużo głębiej, intensywniej. Może to było również związane z faktem, że tym razem była w tym duża doza czułości. Wcześniej musiałam tłumić pragnienie wtulenia się w Pawła, obdarzenia go niektórymi pieszczotami czy przespania z nim w łóżku całej nocy (jak choćby podczas spontanicznej wycieczki na Mazury). Teraz nie musiałam się wstydzić rozkosznie długich pocałunków czy przedłużającej się grze wstępnej. Ucieszyłam się nawet, że on odbierał to podobnie. Zwłaszcza gdy wyraził to słowami:
- Wcześniej to był tylko seks. Od tej pory będziemy się kochać…no, może czasem ostro pieprzyć, ale tylko gdy nie będziemy mieć wystarczająco długiego czasu.
- Jesteś niemożliwy. Zwłaszcza mówiąc mi „takie” rzeczy, w „takiej” chwili.- Mówiąc „takiej” chwili miałam na myśli to, że właśnie zaczynał we mnie wchodzić.
- Co to znaczy „taka” chwila?- Podłapał zaczynając się we mnie poruszać. I zrobił to tak rozkosznie wolno, że nie mogłam powstrzymać cichego jęku.- Och, już chyba rozumiem.
- Zabiję cię. Słowo daję, że cię zabiję.
- I kogo wybierzesz sobie potem na ofiarę? Kto z tobą wytrzyma i będzie cię tak dobrze zaspokajał jak ja?
- Ktoś się na pewno znajdzie.
- Jesteś pewna?- Jezu, nie miałam pojęcia jak on to zrobił, ale jakimś cudem tylko nieznacznie podnosząc się na łokciach zmienił kąt penetracji na taki, że poczułam go jeszcze pełniej. I zrobiło mi się jeszcze przyjemniej.
- Boże, do cholery nie jestem. Uwielbiam to. Zrób to jeszcze raz.
- A to mi kiedyś zarzucałaś, że mieszam Boga do naszego łóżka.
- Proszę Paweł…
- Już służę.- Nie wiem jak mógł roześmiać się w takiej chwili, ale to zrobił. Tylko kropelki potu lśniące na jego twarzy i szyi świadczyły o głębokiej samokontroli jakiej poddawał swoje ciało. A także ile kosztowało go każde przedłużenie spełnienia specjalnie dla mnie. Wiedziałam, że wiele już nie wytrzyma i on chyba też zdał sobie z tego sprawę, bo nagle skierował dłoń w stronę naszych połączonych ciał. A mną wstrząsnęła tak wielka fala przyjemności, że dochodziłam po niej do siebie jeszcze przez kilka następnych minut. Paweł chyba też był w niezłej rozsypce, bo przez kolejny kwadrans po prostu wsłuchiwaliśmy się w rytm swoich przyspieszonych oddechów do momentu gdy się nie uspokoiły. Gdy to się stało i tak nie miałam ochoty ani siły na zrobienie czegokolwiek począwszy od wstania z łóżka. Dlatego przymknęłam oczy zamierzając wtulić się w ramię Fabisiaka, ale skutecznie mnie od tego powstrzymał mówiąc:
- To nie ja powiedziałem prasie te rzeczy o tobie; nie byłem autorem tego artykułu. Zaraz gdy tylko się o tym od ciebie dowiedziałem kazałem swojemu adwokatowi skierować sprawę na drogę sądową oskarżając gazetę o zniesławienie i zmuszając do napisania sprostowania. Nawet dostałem niezłe odszkodowanie.
- To znaczy, że redaktor skłamał, że od ciebie uzyskał te informacje?
- Najwyraźniej. Poza tym mówiłaś mi o dużo bardziej wstydliwych faktach. Nie przyszło ci do głowy, że to je bym najpierw upublicznił jeśli rzeczywiście to miałaby być moja forma zemsty na tobie?
- Przyszło. Sądziłam jednak, że chciałeś się na mnie tylko trochę odkuć za to, że przeze mnie wyszedłeś na rogacza. To znaczy urojonego rogacza, bo mnie z Bartkiem nic już przecież nie łączy. No i że mimo tego co między nami zaszło nie chciałeś całkowicie  zniszczyć mojej reputacji. Poza tym główną przyczyną z powodu której ani trochę nie wątpiłam w twoją winę byłeś sam ty. Bo przecież półtora miesiąca temu nie zaprzeczałeś gdy cię o to zapytałam.
- Nie zapytałaś czy to zrobiłem.- Odpowiedział mi. A ja zmarszczyłam z konsternacją brwi.
- Oczywiście, że zapytałam. Może to było dość dawno, ale mam dobrą pamięć. To chyba tobie ten fakt uleciał z głowy.
- Nie, spytałaś dlaczego to zrobiłem. Od razu mnie oskarżyłaś.
- Wcale nie. Ja…- Zamilkłam przypominając sobie, że jednak tak było.

 Dlaczego to zrobiłeś? Czemu powiedziałeś prasie wszystko o czym ci mówiłam?

-…masz rację. Przepraszam.- Ostatnie słowo niemal wyszeptałam czując wyrzuty sumienia z powodu tego jak bardzo niesprawiedliwie go osądziłam.
- Nie szkodzi.- Cmoknął mnie w nos mocniej obejmując.- To już nieważne.
- Wybaczysz mi to?
- Jeśli mnie teraz pocałujesz to tak.- Roześmiałam się odwzajemniając mu się pocałunkiem w nos. Uśmiechnął się do mnie. Potem powiedział:- A co się tyczy tamtej kobiety, Barbary Garczewicz z którą rozmawiałem podczas gali to ona nigdy nie była moją kochanką.
- W głębi serca to wiedziałam. Choć mimo to i tak czasami zastanawiałam się czy to prawda. W końcu mimo dojrzałego wieku to ładna kobieta.
- Tak. To moja biologiczna matka.- Na moment mnie zatkało. Czemu tak oczywista odpowiedź nigdy nie przyszłaby mi do głowy? Tym bardziej, iż wiedziałam, że żona ojca Pawła nie jest jego biologiczną matką? No i jakby się nad tym zastanowić to Paweł był do niej podobny: te same oczy w gęstej oprawie rzęs, sposób uśmiechu, sposób poruszania się...Jej, czasami zdumiewająco wolno łączyłam fakty.- Była przyjaciółką Małgorzaty gdy nawiązała romans z moim ojcem jako młoda dziewczyna.- Kontynuował Paweł.-  To dlatego jej zdrada bolała ją jeszcze bardziej.
- Wiedziałeś o tym od samego początku?- Spytałam go. Zrozumiałam, że skoro sam zaczął o tym mówić nie będzie uchylał się od odpowiedzi na moje pytania.
- Nie, o tym że nie jestem synem Małgorzaty dowiedziałem się jak miałem dwanaście lub trzynaście lat; do tamtej pory sądziłem że po prostu nie potrafi mnie kochać, bo jestem dla niej chodzącym rozczarowaniem. Od zawsze był ze mnie niezły łobuziak choć bardzo się starałem: lubiłem się bić, a ciężko było mi wysiedzieć w szkole na wszystkich lekcjach, więc często się z nich zrywałem.- Nie mogąc się powstrzymać, w geście współczucia pogłaskałam go po policzku. Paweł uśmiechnął się do mnie lekko. Wiedziałam, że nie jest mu łatwo o tym mówić.- Potem powiedziała mi prawdę, że jestem owocem związku pozamałżeńskiego ojca z kochanką: zrobiła to z prawdziwą rozkoszą. Nie uwierzyłem jej: to wszystko wydawało mi się ohydne, zwłaszcza jej akceptacja. Ale ojciec to potwierdził; wydawał się nawet być zadowolony z faktu, że w końcu nie musi niczego przede mną udawać. I od tej pory mój mały świat legł w gruzach. Jak wspominałem od wczesnych lat robiłem co mogłem by zadowolić kobietę którą uważałem za matkę: walczyłem z swoją popędliwością, starałem się być dla niej super grzeczny, okazywać uczucia, te sprawy. Ale potem gdy poznałem prawdę, coś we mnie pękło: zacząłem wagarować, pić, nawet eksperymentować z narkotykami. Potem zaczęły się dziewczyny, imprezy, szybkie samochody. Teraz wiem, że chciałem tym zwrócić tylko uwagę ojca i to w iście głupi sposób. On jednak uważał to za zwykły młodzieńczy bunt nastolatków. Nie reagował gdy policja odwoziła mnie do domu pijanego czy tuszował sprawę wypadku drogowego. W zasadzie nic co bym robił go nie gorszyło: a ja chciałem przekroczyć granicę która jak się potem okazało nie istniała. Bo tak naprawdę ojciec wcale mnie nie kochał. Kochał swoją pracę, kochał kręcić filmy, kochał swoje kochanki…ale ja byłem dla niego tylko kimś komu może przekazać swoje dziedzictwo. Tak naprawdę niewiele dla niego znaczyłem. Praktycznie nigdy ze mną nie rozmawiał, do opieki wynajmował jakieś niańki czy kazał opiekować się mną gosposiom gdy Małgorzata szła do spa czy salonu fryzjerskiego. W ogóle mnie nie znał, nie wiedział czego pragnę. Mogę się założyć, że jeśli zainteresowałoby mnie cokolwiek innego niż świat związany z filmem to i tak zmusiłby mnie do wybrania takiej drogi. On po prostu nie dopuszczał myśli, że mogłoby być inaczej.
- A kiedy poznałeś prawdę o swojej biologicznej matce?
- Podczas castingu do tamtego filmu „Przeznaczenie”.
- Miałeś grać księdza.
- Tak. Miała to być moja wielka rola i pierwsza produkcja która się jako tako liczyła: wiedziałem, że odniosę sukces. Ale potem odkryłem, że ojciec wszystko ustalił z reżyserem. Groził mu, że wyzna prawdę o swoim romansie z Barbarą i poda ją do wiadomości publicznej. A ja naprawdę sądziłem, że jestem idealny do tej roli: nawet nie wiesz ile razy przejrzałem scenariusz, jak wgłębiłem się w tę postać, jak starałem dociec motywy, rozłożyć na czynniki pierwsze…Ale gdy poznałem prawdę prawdziwa groza tego wszystkiego i przede wszystkim obrzydliwość mnie przytłoczyły: wdałem się w romans z asystentką chcąc dowiedzieć się czegoś o mojej prawdziwej matce. Wypytywałem ją o związek z jej mężem, o to czy jest szczęśliwa, co wie na temat jej młodości. Nie powinienem tego robić i wcale nie jestem z tego dumny. A potem ona z zemsty rozpowiadała prasie, że interesowałem się Barbarą jako kobietą i stała się moją nową kochanką, dla której ją porzuciłem.
- Mówiłeś wcześniej, że upubliczniłeś zdjęcia tego reżysera z jakąś dziewczyną. Ze złości na niego?
- Nie. Po prostu spotkałem się z Barbarą. Sądziłem, że nawet nie będzie wiedziała kim jestem, ale jedno spojrzenie na nią powiedziało mi wszystko. Zwłaszcza gdy z mojej twarzy wyczytała prawdę. Uśmiechnęła się do mnie i mocno objęła: zaczęła coś mówić o tym jak mnie obserwowała przez te ostatnie lata, jak detektywi wysyłali jej moje zdjęcia. I cała złość na nią stopniowo mi przeszła. Zrozumiałem, że jest ofiarą w takim samym stopniu co ja. Potem wysłuchałem jej historii, choć nie od razu: o nieszczęsnym romansie z moim ojcem gdy nie miała pojęcia że od kilku lat jest już mężem innej kobiety, o tym że jak tylko dowiedział się że jest w ciąży kazał jej wyjechać z Małgorzatą grożąc że zniszczy jej reputację, o tym że ugięła się pod jego żądaniami bo była młoda i niedoświadczona. A potem bardzo tego żałowała. To dlatego wyszła potem za Garczewicza. Chciała zapomnieć o tym co zrobiła. Tyle, że w małżeństwie nie odnalazła szczęścia. Jej partner był egocentrykiem i jako reżyser uważał się za pępek świata. Co swoją drogą jest chyba plagą każdego reżysera, bo mój ojciec był taki sam. Na dodatek bił moją prawdziwą matkę gdy poznał prawdę o jej przeszłości o czym poinformował go z kolei mój własny tatuś by móc go bez przeszkód szantażować. (Garczewicz chyba obawiał się, że mój ojciec może nie dotrzymać tajemnicy i wywołać gigantyczny skandal niszczący jego karierę) Tylko, że mimo tego całego brudu nie zgadzał się na rozwód: pomyślałem więc że dzięki upublicznieniu zdjęć moja biologiczna matka zyska szansę na wiarygodny argument w sądzie i będzie mogła uzyskać rozwód z jego winy.
- Kto jeszcze o tym wie?
- Ona, jej były mąż,  Małgorzata, ja i teraz ty.- Szybko zrozumiałam, że te osoby po prostu znały prawdę, bo były inicjatorami i bezpośrednio uczestniczyły w całym procederze. Tak więc do tej pory żadna osoba trzecia nie została poinformowana o tym czego ja się dzisiaj dowiedziałam.
- Powiedziałeś o tym tylko mi?- Spytałam mimo wszystko.
- Tak. Bo chcę żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie kimś ważnym. Nie kolejną zabawką czy dziewczyną do łóżka, nie zapomnieniem ani nawet przyjaciółką. Jesteś kimś dużo więcej. I fakt, do tej pory jakoś nie byłem w związku który trwałby dłużej niż dwa miesiące, ale uważam że teraz będzie inaczej. Choćby właśnie z tego powodu: bo nadal mam na twoim punkcie prawdziwą obsesję, a odkąd zaczęło się między nami coś dziać minęło ponad cztery miesiące.
- Doprawdy?- Skomentowałam sceptycznie, bo i jego „dowód” był nieco śmieszny.
- Tak. Tyle rzeczy o tobie nie wiem: co lubisz robić w wolnym czasie, czego nie znosisz, jaki jest twój ulubiony film, kolor. Teraz chcę wiedzieć wszystko. Czy to nie dziwne, że choć jesteśmy aktorami nie rozmawialiśmy nigdy o naszych filmowych topach i porażkach? Bo jeśli, dla przykładu, uważasz Człowieka  z blizną za klasykę to będziemy musieli niestety zakończyć nasz związek.
- Żartujesz?
- Może troszkę.- Śmiesznie wykrzywił twarz.
- A co z tajemniczością?- Droczyłam się głównie po to by go trochę podręczyć.- Faceci chyba ją lubią u kobiet, a ty chcesz mnie jej całkiem pozbawić.
- Ale ja mam ją gdzieś. I ty chyba też. To mi się między innymi w tobie podobało: żadnych flirtów, gierek, ukrytych aluzji…byłaś szczera i nigdy niczego nie udawałaś. Nawet jeśli miałoby to oznaczać wyzłośliwianie się na mnie przez cały dzień.- Zignorowałam jego ostatnie stwierdzenie.
- Hm, powiedziałeś między innymi. Co jeszcze ci się we mnie podoba?
- Domagasz się komplementów?
- Tak.- Odparłam szczerze. Uśmiechnął się do mnie.
- To, że przy tobie nie muszę ważyć każdego słowa, że rozumiesz moje żarty, że umiesz toczyć ze mną słowną szermierkę i czerpać z niej przyjemność. Masz poczucie humoru i pomimo świata show-biznesu nie dałaś się wciągnąć w jakieś głupie kanony i ograniczenia nadal pozostając sobą. No i nie widzisz we mnie tylko płytkiego gogusia z przystojną buźką a chociaż nasz związek miał być niezobowiązujący ty chciałaś zajrzeć głębiej i dostrzec prawdziwego mnie. Poza tym uwielbiam cię drażnić i doprowadzać do szału; uwielbiam twój uśmiech ale ten prawdziwy, nie szatański gdy zadowolona wbijasz we mnie następną szpilę. I to, że nie boisz się mnie krytykować. Nie robisz tego jednak tylko dla samej przyjemności gnojenia ludzi, ale tylko wtedy gdy uznasz że sobie na to zasłużyłem. I uwielbiam gdy leżysz pode mną naga i mnie popędzasz bym w ciebie…
- Ej, bez tego ostatniego stwierdzenia byłoby w porządku.
- Ale to prawda.
- Może. Za to zniszczyłeś cały romantyzm.
- Nie jestem romantykiem, jestem cynikiem. I dobrze o tym wiesz.
- Też tak myślałam, ale chyba jednak trochę jesteś. Inaczej nie mówiłbyś tych wszystkich bredni.
- Może. Ale teraz twoja kolej.
- Na co?
- Czuję się głupio. Powiedz chociaż jedno miłe słowo na mój temat albo co ci się we mnie podoba.
- Hm…- Udałam, że się zastanawiam.- Tak na szybko będzie mi bardzo trudno, ale w zasadzie podobają mi się twoje buty.- Gdy poczułam jak się nade mną nachyla z gniewną choć rozbawioną miną szybko dodałam:- I skarpetki też. No i ta skórzana kurtka była niezła. To od jakiegoś zagranicznego projektanta? W Polsce chyba takich nie robią.
- Liszka…
- No dobra, chyba pytałeś serio. No więc…zacznę chyba od tego, że akceptujesz mnie taką jaka jestem. Moją zadziorność, jędzowatość, humorzastość. I że nawet gdy mam tak paskudny nastrój potrafisz mnie całkowicie rozbroić. W dodatku jesteś wrażliwy i potrafisz być bezinteresowny: nigdy nie zapomnę, że to dzięki tobie udało mi się uświadomić sobie, iż to co czułam do Bartosza to wcale nie była żadna wielka miłość i jak mnie wtedy wspierałeś. Jesteś też dużo bardziej skomplikowany niż sądzą inni i nie dajesz tak łatwo wejść pod swoją skorupę  pozwalając wszystkim bez wyjątku poznać prawdziwego ciebie. Wiele dla mnie znaczy to, że zrobiłeś wyjątek właśnie dla mnie: że wyznałeś mi o sobie prawdę. Poza tym nie jesteś ideałem co mnie pociesza, bo ja też nim nie jestem co sprawia, że nie czuję się przy tobie gorsza. No i na twój widok po prostu się uśmiecham a moje serce bije szybciej. I uwielbiam nadaną mi przez ciebie ksywkę Liszka. Ach, zapomniałam wspomnieć o inteligencji i poczuciu humor, zdystansowania do siebie i innych…jej teraz to już ci kadzę.
- Troszeczkę. Ale to miłe.
- Też jesteś zakompleksiony, co? A niby ci piękni wcale tacy nie są.
- Uważasz mnie za pięknego? Dzięki.
- To powinno cię obrazić.
- Wcale nie. Wiem, że po prostu zrobiło się dla ciebie za słodko i teraz próbujesz mnie wkurzyć swoją złośliwością, bo czujesz się głupio.
- Jasne, że nie…no dobra, masz rację. Obydwoje doskonale wiemy, że to raczej nie w naszym stylu. Trochę sobie nasłodziliśmy co?
- Tak.
- Więc teraz pora na realizm.
- To znaczy?
- Nie licz na to, że będę nazywać cię misiem, słoneczkiem, kochaniem, skarbem, krokodylkiem, króliczkiem, zajączkiem czy innym zwierzątkiem.
- Okej, to mi nawet pasuje, bo ja też nie cierpię ostentacyjnego okazywania uczuć. A ty zapomnij o kwiatach czy innych tego typu bredniach.
- Zostaniesz więc przy czekoladkach?
- Jeżeli będziemy jeść je razem. I raczej nie mam pamięci do dat, więc może mi się zdarzyć zapomnieć o twoich urodzinach czy imieninach.
- Więc dzień przed będę ci o tym przypominać.
- Stoi. Aha, i masz zaprzestać kontaktów z Barkiem.
- Przecież jest narzeczonym mojej siostry. Jak mam go niby unikać?
- Więc przynajmniej nie zostawaj z nim sam na sam.
- A ty z twoimi panienkami?
- Jakimi panienkami?
- Kobietami z którymi pracujesz. Aktorkami. Przyjaciółkami. Znajomymi. Byłymi kochankami…
- Okej, już kapuję. Ale czasami będzie to nieuniknione. Jestem aktorem i…no dobra, wiem o czym mowa. Zrobię to: nie będę spotykał się z byłymi kochankami na stopie towarzyskiej nawet jeśli teraz nic mnie z nimi nie łączy. Za to ty musisz rzucisz papierosy.
- Pogięło cię? Nigdy.
- Więc to chociaż to rozważysz.
- Okej. Ale ty musisz przestać udawać beztroskiego lowelasa.
- A ty przestać zrzędzić po wspólnym spaniu.
- A ty być taki rozmowny…- Przekomarzaliśmy się w ten sposób ze sobą dobre kilka minut wymyślając coraz to bardziej absurdalne warunki naszego związku z których potem się śmialiśmy. Na koniec Paweł spytał mnie co miała znaczyć ta cała kampania społeczna z moim udziałem. Widziałam, że trochę go to zaskoczyło (Powiedział nawet, że jego mała Liszka powoli staje się świętą) A potem znów zaczęliśmy się kochać.
Spędziłam cudownie kolejną godzinę, a potem jeszcze następną. Z tego wszystkiego zapomniałam o Monice, która miała do mnie wpaść wczesnym popołudniem.
I miała klucze do mojego mieszkania.
Dokładnie w chwili gdy sobie to uświadomiłam usłyszałam dochodzący gdzieś wewnątrz mojego domu hałas. I już wiedziałam, że to ona.
Monika.
Jako, że Paweł ubrał się znacznie szybciej ode mnie (narzucił na siebie swoje dżinsy i koszulkę) zaproponował, że postara się zatrzymać moją przyjaciółkę i wszystko jej wyjaśnić. Nie słuchał gdy mówiłam, że nie będzie to proste: Monia go nienawidziła po tym co mi zrobił. Byłam pewna, że tak łatwo jej nie przekona. Już prędzej rozłoży na łopatki i spróbuje udusić.
Tak jak sądziłam głos mojej przyjaciółki słyszałam zaraz po tym gdy Fabisiak tylko wyszedł z pokoju. A raczej nie głos ale krzyk gdy wrzeszczała na niego.
- Nie wchodź tam. To nie jest najlepszy moment.
- Guzik mnie obchodzi twoje zdanie. Co jej zrobiłeś?
- Tylko związałem i oblałem benzyną. Gdybyś nie przyszła już zapaliłbym zapałkę i rzucił w stronę krzesełka na którym siedziała.
 W tym momencie otworzyły się drzwi. Monika spojrzała na mnie siedzącą w łóżku totalnie zdezorientowana, a Paweł z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy. W tej chwili chciałam go zabić tak samo jak ona. Bo zrozumiałam, że celowo ją tutaj przyprowadził by zobaczyła że odnowiliśmy nasz związek. Pewnie w duchu nawet nabijał się tego deja vu.
- Agata, powiedz mi że cię odurzył i zgwałcił.- Jęknęła. Ja z kolei się roześmiałam.
- Niestety muszę cię rozczarować.- Odparłam jej ze skruchą.
- Już chyba wolałabym tę wersję z benzyną i podpaleniem.- Mrugnęła patrząc na Pawła z iście morderczą pasją w oczach.
- I  wyszłabyś wtedy na jej bohaterkę? Za nic.- Powiedział jej Fabisiak.- Teraz to moja rola.
- Jaka niby twoja rola?
- Od dziś jesteśmy z Liszką oficjalną parą.- Oznajmił Monice z szerokim uśmiechem.
- Jaką znowu parą? Przecież ją zdradziłeś i jeszcze upokorzyłeś przed prasą.
- Nie zrobił tego. Potem ci wszystko wyjaśnię.- Wtrąciłam się.
- Nie, nie mogę w to uwierzyć. Chciałabym cię zabić Fabisiak.
- Przykro mi z tego powodu. Choć jednocześnie cieszę się, że Agata ma tak lojalnych przyjaciół.- Odparł jej.
- Kpisz sobie?
- Wcale nie. Ale jeśli chcesz to możemy sobie pokpić w innym pokoju. Liszka pewnie chcę się ubrać, a od tej pory chciałbym mieć jedyny przywilej oglądania jej nago.
- Ty…lubieżniku, oszuście, błaźnie. Już ja jej pokażę jakie z ciebie ziółko. Zobaczyć. Nie wiem co jej powiedziałeś, jak ją przekonałeś, bo nie wygląda mi na pijaną czy naćpaną, ale kto cię tam wie. Poza tym  co ty tutaj w ogóle robisz? Z planu zdjęciowego też cię wyrzucili?- Dalszego wywodu Moniki nie słyszałam, bo Pawłowi udało się wypędzić ją niemal siłą. Roześmiałam się cicho w duchu wcale mu nie współczując. Dobrze mu zrobi taka lekcja. Chciał mieć swój teatrzyk niech więc teraz porusza kukiełkami.
Dwie godziny później wciąż próbowałam rozmawiać z przyjaciółką, choć ona zdecydowanie preferowała swój monolog obrzucający Fabisiaka stekiem wyzwisk. Nawet nie krępowała jej jego obecność. Nieco później zrozumiała, że najwyraźniej jej słowa są jak uderzanie grochem o ścianę. Patrzyła to na mnie, to na Pawła widocznie widząc w naszym zachowaniu coś co trochę ją uspokoiło. Mimo to nie przeszkodziło jej to przed wyjściem jeszcze raz ostrzec Fabisiaka, że jeśli mnie zrani będzie miał z nią do czynienia. 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Zwariowani lokatorzy: Rodział XVI



W ciągu następnego tygodnia skorzystałam z rady swojej nowej menadżerki, która przygotowała mi listę aktualnych na aktorskim rynku produkcji w których miałabym szansę na angaż. Nazywała się Katarzyna Sienkiewicz i wcześniej pracowała już z jakąś aktorką, ale postanowiła skończyć współpracę gdy tamta wpadła w nałóg narkotyków i alkoholu.
Szybko ją polubiłam: była tak samo bezpośrednia jak ja i nie wahała się powiedzieć tego co myśli. Na dodatek uwielbiała czarny humor, więc szybko też znalazłyśmy wspólny język. (mama nawet z tego powodu sobie ze mnie żartowała)
W ten sposób w ciągu następnego miesiąca byłam na trzech castingach z których dwa okazały się być owocne, a jeden angaż zdecydowałam się przyjąć. (Już za trzy miesiące, na wiosnę, miały się rozpocząć zdjęcia a potem kręcenie filmu.) Drugiej propozycji nie przyjęłam gdy tylko zorientowałam się, że scenarzystą miała być Natalia Milewczyk- ta sama która pisała dialogi do „Zwariowanych lokatorów”. Nie chodziło nawet tylko o jej dość marne umiejętności pisarskie, bo pomimo faktu iż jej nie znosiłam, musiałam przyznać że dialogi sitkomu z każdym nowym sezonem były coraz lepsze. Ale po prostu nie sądziłam bym miała szansę na pogodzenie się z nią zwłaszcza po tym jak prawie złamałam jej nos. Tym bardziej utwierdziłam się w tym gdy pomimo wszystko zdecydowałam się iść na casting. Ironicznie przywitała mnie wówczas pytaniem czy już wyleczyłam swoje złamane serce po stracie Pawła Fabisiaka a potem stwierdziła, że chyba jestem tu z powodu kończących się środków na koncie. W końcu służbę już zwolniłam, więc sama musiałam harować w swoim domu wykorzystując swoją siostrę i byłego faceta (miała na myśli Bartosza). No i że przestałam się chyba obżerać, bo udało mi się wrócić do dawnej wagi. Brrr, ta dziewczyna w ciągu pięciu minut tak podziałała mi na nerwy, że pożałowałam iż kiedykolwiek ją przeprosiłam. Nie omieszkałam jej tego powiedzieć.
- Wiesz co Milewczyk? Gdybym mogła cofnąć czas to uderzyłabym w ten twój krzywy nosek mocniej i ci go z chęcią złamała. Wtedy przynajmniej twoja piekielna twarz ostrzegałaby przed takim samym piekielnym charakterkiem.
-  A ja gdybym mogła to zrobić to nagrałabym ten moment w którym wypłakujesz się byłemu facetowi na ramieniu mówiąc, że kochasz innego i poszła z tym do TVN-u. Ale tak musi mi wystarczyć satysfakcja z obserwowania tego osobiście.
- Co?
- Nawet nie wiesz jak z trudem hamowałam śmiech słysząc twój zapłakany głosik.
- O czym ty mówisz?- Wciąż nie mogłam wierzyć w to co sugerowała. Bo to było po prostu nie możliwe. Nikogo nie było tam poza mną i Bartoszem. Nikogo. Chociaż…
- Jak to o czym? Nie domyślasz się? O przyjęciu z okazji zakończenia kręcenia szóstego sezonu sitkomu.- A więc jednak.
- Podsłuchiwałaś moją rozmowę z Bartoszem?
- Wcale nie; to znaczy początkowo. Też wyszłam na chwilę na zewnątrz. Musiałam odebrać telefon. Ale zauważyłam moją drogą Agatkę i chciałam się z nią przywitać. Tylko nie chciała przeszkadzać ci w dokończeniu twojej rozmowy z Kalinowskim.- Roześmiała się Natalia.
- Jesteś…jesteś po prostu perfidna.- Z nadmiaru emocji aż zabrakło mi słów.- I zła.
- Ojej, bo jeszcze się popłaczę. Smutek po odejściu ukochanego sprawił, że nawet nie stać cię na ciętą odzywkę?
- Uważaj Milewczyk, uważaj. Jeśli tylko…- Chciałam powiedzieć, że jeśli pójdzie z tym do gazet to pożałuje, ale szybko zrozumiałam, że to bezcelowe. Po pierwsze dlatego, że nie mogłam jej niczego zrobić i ona o tym wiedziała. W przeciwnym razie mogła w odwecie oskarżyć mnie za tamtą bójkę i uszkodzenie jej ciała. Po drugie i tak nie zrobiłaby tego o co proszę; już prędzej roześmiałaby mi się w twarz robiąc na przekór. Po trzecie (co niejako wynikało z punktu drugiego)  tylko podsunęłabym jej pomysł jak się na mnie zemścić. Bo być może jeszcze nie poszła z tym do gazet nie wiedząc ile może na tym zarobić.-…a z resztą nieważne.- Mrugnęłam.- Mam gdzieś za kogo mnie masz; mścij się, kpij, złorzecz… wisi mi to.
- To dobrze, bo już to zrobiłam.- Roześmiała mi się prosto w twarz, a potem bez słowa wyjaśnienia odeszła. Co to znaczyło, że już się zemściła?
Po wstępnym szoku postanowiłam się ją zignorować, a potem wyszłam ze studia. Nie miałam zamiaru startować w castingu do serialu z jej udziałem. Jeden angaż na razie mi wystarczy. Poza tym Milewczyk wcale nie miała racji: z reguły byłam dość oszczędna, więc na swoim koncie miałam jeszcze dużą sumę pieniędzy. Nie wspominając również o tym, że ojczym dość rozsądnie lokował moje środki może nie na super zarabiających spekulacjach, ale za to pewnych źródłach. Nie musiałam więc przyjmować wszystkich propozycji jak leci, a już tym bardziej zniżać się do tasiemcowych seriali. Od tego był już tylko krok do jeszcze żałośniejszych reklam. Poza tym dzięki temu nawet mimo września miałam nadal wakacje.
Z kolei moja siostra rozpoczęła ambitny plan, który ja nazywałam żartobliwie kampanią pt. „Agata zapomina o dupku Fabisiaku”. Polegało to głównie na tym, że Dagmara wielokrotnie wyciągała mnie z domu. Czasami nawet w tak oczywisty i ostentacyjny sposób jak spotkanie w kawiarni razem z Bartoszem i jednym z jego kolegów (których przecież dobrze znałam; w końcu przez ponad półtora roku spotykałam się z Bartkiem, ale ten szczegół najwyraźniej wypadł z pamięci mojej siostry) próbując mnie swatać. Oczywiście wcale się do tego nie przyznawała: mówiła, że to Bartek zaprosił swojego znajomego albo że zrobiła to po to by było do pary i ja nie czułabym się jak piąte koło u wozu. W końcu, po jakichś dwóch tygodniach przyznała, że to był głupi pomysł. Spróbowała więc nowego orężu zdając sobie sprawę, że facet nie zawsze musi być najlepszym sposobem na zapomnienie  o innym facecie. Potrzeba tylko czegoś co zajmie myśli i ciało, a więc nie pozwoli na wspominanie bolesnych chwil.
Tym razem chciała mnie namówić do udziału w kampanii społecznej na rzecz chorych na raka dzieci, ale ja uważałam że nie wypadnę w tym wiarygodnie i raczej nie zachęcę nikogo do pomagania: jeśli już to zniechęcę. Ona jednak perswadowała, że jestem znaną i lubianą aktorką na dodatek po ostatnim skandalu bardziej zauważalną więc moja twarz znacznie wzmocni wiarygodność całego przedsięwzięcia. Nie mając nic do stracenia zgodziłam się. A potem wzięłam udział w bankiecie na którym zorganizowano kwestę zbierająca datki dla potrzebujących maluchów, spotkałam się w szpitalu z dzieciakami rozdając masę autografów i czekolady a także opowiadając o swoim serialu (Bo okazało się, że nawet dziesięciolatki oglądały „Zwariowanych lokatorów”). To było totalnie nie w moim stylu, ale powoli zaczynałam rozumieć co Daga widzi w tych całych wolontariatach i działalnościach charytatywnych. Może i daleko mi było do świętej i nawet nigdy nie aspirowałam do tej roli, ale na współczucie i pomoc chore dzieciaki mogły ode mnie liczyć. Naturalnie gazety musiały to upublicznić: większość z pozytywnym wydźwiękiem. Tylko nieliczne pokusiły się o złośliwości, że jest to sposób na ukojenie bólu serca po rozstaniu z Fabisiakiem i świadomością, że mój inny były zaręczył się z moją siostrą. To spowodowało, że zaczęłam się zastanawiać co pomyśli sobie o tym Paweł: przecież w przeszłości śmiał się ze mnie gdy rozmawialiśmy o wolontariacie. Mówił, że nie ma we mnie empatii czy współczucia a wszystko co robię charytatywnie robię z poczucia obowiązku a nie serca. Czyżby więc czytając gazetę śmiał się z mojego udawania zarzucając mi świętoszkowatość? A może sądził, że się zmieniłam, bo tak się chyba stało skoro słowa bezinteresowność można było użyć w jednym zdaniu z moim imieniem i nazwiskiem. Jej a nawet jeśli to co mnie to do cholery obchodziło?!
Rzadko jednak o nim myślałam. W natłoku codziennych zajęć (remontu i gruntownym sprzątaniu domu, działalności charytatywnej, uczestnictwa w kilku galach i pokazach mody mojej siostry Dagmary, dłuższych bo dwudniowych odwiedzinach u rodziców,  powrotem na czerwony dywan z czym wiązana była promocja serialu, nowych planach zawodowych i współpracą z menadżerką czy odbudową przyjaźni z Moniką) zapychałam umysł masą innych rzeczy byleby tylko być zmęczonym tak by nie móc roztrząsać naszego związku z Pawłem. Nie zastanawiać się co robi, z kim robi, co o mnie myśli i co ja o nim myślę. Czy przestałam go kochać, czy go nienawidzę, czy cierpię…Łatwiej było mi na razie być tchórzem i uciekać myślami gdzie niż stawić czoło sytuacji.
Ale czasami mi się to nie udawało: gdy jadłam miętową czekoladkę (w przeszłości to przecież on często mi je kupował), lub natykałam się na nasze wspólne zdjęcie na portalach plotkarskich (po kiego licho więc na nie wchodziłam), a nawet wtedy gdy oglądałam zwiastun do szóstego sezonu „Zwariowanych lokatorów”, który zaczął pojawiać się w telewizji jako reklama. Bo już sam widok twarzy Pawła przywoływał bolesne wspomnienia. A co dopiero gdybym miała spotkać się z nim na żywo? Czasami chciałam by zamiast za dwa tygodnie miał wrócić sobie z tego Poznania za dwa lata. Może wtedy uporałabym się wystarczająco ze swoim beznadziejnym zauroczeniem. Chociaż przecież tak jak mówił nie łączyły nas już żadne sprawy zawodowe a tym bardziej uczuciowe. Istniała więc duża możliwość, że przy odrobinie szczęścia uda mi się go nigdy nie spotkać na żywo.
Tyle, że tak jak to zwykle w takich sytuacjach bywa los znów spłatał mi figla. Gdy już jako tako doszłam ze sobą do ładu, do moich drzwi zapukał nie kto inny jak Paweł Fabisiak w swojej skórzanej kurteczce, bawełnianej koszulce i dość ciasnych dżinsach. Na jego widok nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Tydzień temu po gruntownym sprawdzenie systemu antywłamaniowego doszłam do wniosku, że nie potrzebuję ochroniarza, z czym niestety wiązała się konieczność zwolnienia Piotra Mordki. (Mówię niestety, bo Monika nadal mimo upływu czasu miała nadzieję, że facet w końcu da się jej przynajmniej zaprosić na przysłowiową kawę. No i okazał się wcale wartościowym człowiekiem przez co go szczerze polubiłam.) A on, Paweł, tak po prostu wparowuje pod moje drzwi wejściowe. Może to z tego powodu pierwsze pytanie jakie mu zadałam było głupie:
- Jak udało ci się tutaj wejść? Przecież musiałeś zadzwonić domofonem. Inaczej furtka by się nie otworzyła.
- Przeskoczyłem ją.- Odparł. Spojrzałam na niego jak na idiotę: moja furtka miała dwa metry; na dodatek zaraz za nią rósł niewiele mniejszy żywopłot, a nie wielkości jakichś żałosnych pięćdziesiąt centymetrów tak by dało się go przeskoczyć! Widocznie moja mina musiała wydać mu się komiczna, bo potem dodał z lekkim rozbawieniem:- Okej, pamiętałem o ukrytym przejściu w żywopłocie którym mnie kiedyś prowadziłaś gdzie jest niewielka luka między nim a bramą.
- Ale byłeś wówczas zaślepiony pieprzowym gazem.
- To akurat widziałem. Mogę wejść?- Mimo, że o to pytał już przekroczył próg mojego domu.
- Nie. Chyba nie mamy zbyt wielu tematów do rozmowy. – Zauważyłam sucho nie wiadomo po co. Minęło półtora miesiąca a on co? Przychodzi sobie a raczej włamuje się do mojego domu jak gdyby nigdy nic? A co jeśli widzieli go reporterzy, jeśli znów zrobią z tego nie wiadomo co rozdmuchując całą sprawę do rozmiarów romansu? I co jeśli o to mu właśnie chodzi? By uciec przed natłokiem pytań bez odpowiedzi dodałam już twardo:- I dlaczego w ogóle nie jesteś jeszcze w Poznaniu? Czy zdjęcia nie miały być kręcone jeszcze przez dwa czy trzy tygodnie?
- Tak, ale z powodu wypadku na planie trzeba było je wstrzymać.
- Coś poważnego?
- Nie, jakieś zwichnięcie u jednego z kaskaderów. Przeszarżował i naciągnął ścięgno.  A potem już dość łatwo o kontuzję. Tyle, że to on dublował sceny z policjantem który jest główną postacią więc na razie reżyser zarządził przerwę. - Wyjaśnił mi. Gdy to zrobił zamilkł, bo ja czekałam aż w końcu zdradzi mi cel swojego wtargnięcia. Starałam się przy tym na niego nie patrzeć: nie uświadamiać sobie jak wielokrotnie wplatałam dłonie w te ciemne pasma włosów, jak całowałam te ładnie wykrojone usta, jak tuliłam się do twardej jak stal piersi…Jej, znów okazywałam się być żałosna. Nie kocha cię i na dodatek obsmarował w prasie Liszka, powiedziałam sobie. Nie, wróć. Jaka Liszka? Przecież tylko on mnie tak nazywał. A o wszystkim co wiązało się z Fabisiakiem chciałam zapomnieć.
- Czego chcesz?- Wyrzuciłam z siebie w końcu zła za to, że on nadal tak na mnie działa. A teraz na dodatek urządza sobie jakieś towarzyskie odwiedziny. Mój gniewny ton tylko go rozbawił.
- Nawet się ze mną nie przywitasz tylko od razu tak bezpardonowo pytasz o cel wizyty? Szmat czasu się nie widzieliśmy.
- I wolałabym żeby tak pozostało.
- Ja wręcz przeciwnie. Nudziło mi się bez ciebie. Tak w ogóle to świetnie wyglądasz.- Wiedziałam, że ze mnie żartuje, bo miałam na sobie stary T-shirt i  luźne spodnie odpowiednie do pucowania auta (co właśnie skończyłam robić) ale na pewno nie eleganckie czy ładne, więc nie mogłam też tak wyglądać. Może nawet na dodatek te ciuszki były teraz trochę brudne.- Co jest: to już nawet nie podziękujesz mi za komplement?
- Nie.- Odpowiedziałam mu lakonicznie. Potem sugestywnie spojrzałam na drzwi.
- Chyba mnie nie cierpisz, co?
- Bystrzak z ciebie.
- Daj spokój, gniewasz się jeszcze o ten artykuł w prasie? Już to sprostowałem.
- Wielkie dzięki. Może ja też powiem gazetom, że masz nieślubne dziecko z jakąś grecką prostytutką, cierpisz na białaczkę i wydałeś książkę na temat pornografii. No i że seks z tobą był tak nudny, że czasami zasypiałam. A potem to wszystko sprostuje. Będzie w porządku?
- Możesz mi wyjaśnić czemu ta prostytutka miałaby być grecka? Są jakieś bardziej luksusowe czy jak?
- Bo tak mi przyszło do głowy.- Prawie odwarknęłam bo jego iskrzące rozbawieniem oczy wyprowadziły mnie z równowagi. Ja cierpiałam katusze, a jego to wszystko śmieszyło.- Rozumiem, że cała ta sytuacja która stała się moim udziałem cię bawi, ale mnie nie.
- Zapewniam cię, że mnie to nie bawi.
- Więc przestań ze mnie kpić rozmawiając w ten infantylny sposób.
- Jej, odkąd zrobiłaś się taka kwaśna i niemiła?
- Zawsze taka byłam.
- No tak, może i masz rację. Tyle, że ja potrafiłem okiełznać twój charakterek.- Nawiązanie do naszego sypiania ze sobą (bo związkiem chyba nie można było tego nazwać) podziałało na mnie jak czerwona płachta na byka. W jednej chwili przypomniałam sobie o wszystkim co mi zrobił ten facet. I co nadal robił powodując, że moje ginące uczucie do niego zaczynało odżywać.
- Uważaj, bo gdy ja sobie przypomnę sobie pewien szczegół o tobie może nie być tak miło. Za tamten artykuł należy ci się chociaż siarczysty policzek. Najlepiej z obu stron.- W końcu udało mi się sprawić, że jego kpiący uśmieszek zniknął.
- Aż tak bardzo cię to zraniło?- Spytał. Miałam szczerą ochotę skłamać mówiąc, że mam to gdzieś, ale jakaś część mnie ostro zaprotestowała. Niech wie, że mam go za dupka i śmiecia za to co zrobił.
- Żebyś wiedział. Ceniłam sobie i nadal cenię swoją prywatność tak bardzo jak ty. I zabolało mnie to co przeczytałam o sobie w gazecie. Może to co nas łączyło nie było dla ciebie ważne, ale mimo to sądziłam że warte jest chociaż szacunku. Ja nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Nigdy.- Dodałam czując jak z emocji drży mi głos. Zamierzałam jeszcze dodać, że teraz może sobie stąd iść, ale nie zrobiłam tego, bo Paweł podszedł do mnie dość blisko sprawiając, że nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
- To znaczy, że nie powiedziałaś mediom prawdy o moich rodzicach ani nie masz zamiaru tego zrobić?
- Tak, nie powiedziałam im.- Odparłam z goryczą. Bo okazało się, że tylko to się dla niego liczyło. Po prostu chciał wiedzieć czy jednak mi się nie odwidzi i w przyszłości nie zniszczę jego kariery przypadkowo poznanym sekretem rodzinnym dotyczącej jego biologicznych rodziców. I to był jedyny powód jego wizyty. 
Śmieszne (a może raczej żałosne?) było to, że z chwilą gdy go ujrzałam stojącego pod moimi drzwiami miałam jeszcze nadzieję, że ta rozłąka między nami dobrze mu zrobiła. Że zrozumiał, iż jestem dla niego kimś więcej jak lalką do łóżka, że łączy nas coś silniejszego niż seks i fizyczny pociąg. Bo moja głupia podświadomość wciąż łudziła się nie mogąc zrezygnować ze szczęśliwego happy endu. Może powinnam przerzucić się tylko na grę w melodramatach? One szybko wybiłyby mi z głowy romantyczne bzdury i pozytywne zakończenia. Bo w prawdziwym życiu tak nie jest. Nikt nie pozwala ci dublować sceny ani się do niej mentalnie przygotować. Nikt nie mówi „cięcie” w chwili gdy rozpada ci się świat. Nie ma przyspieszenia złych momentów ani rozciągania tych dobrych. Rozpatrując to w takich kategoriach już bliżej życiu do teatru: choć nawet wtedy aktor może się przygotować do występu i wie kogo oraz jak ma grać; ludzie niestety nie mają pojęcia co zgotuje im los za godzinę a co dopiero mówiąc jutro, za miesiąc czy za rok. Można więc powiedzieć, że sami są sobie aktorami w nieznanych sobie sztukach, zmuszeni pracować z nieznanymi sobie innymi aktorami; na dodatek całkiem spontanicznie.
Te szybkie, trochę filozoficzne przemyślenia wprawiły mnie w nieco melancholijny nastrój, co niewątpliwie było dobre. Wszystko było lepsze od cierpienia i poczucia zdrady. No i dzięki temu szybko zebrałam się w sobie mogąc powiedzieć z dużą dozą obojętności:- Możesz być spokojny, Paweł. Nigdy nie zdradzę twojej tajemnicy.- Poinformowałam go chłodno.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem taką suką jak ty.
- Nazywasz mnie suką?
- Nie. Ale jesteś jej męskim odpowiednikiem.
- Więc…psem?
- Przestań. Przecież wiesz o co mi chodziło.- Z każdą upływającą sekundą wkurzał mnie coraz bardziej. A jeszcze przed chwilą czułam melancholijną obojętność. Widzicie jak ten facet na mnie działa? Z jednej emocji w drugą; ze skrajności w skrajność. Przy nim mogę zwariować zastanawiając się czy to ja plotę głupoty, czy Fabisiak. Przecież on świętego doprowadziłby do szewskiej pasji. A że mi do świętej było raczej daleko, to miał bardzo ułatwione zadanie. - Musisz kpić ze wszystkiego i wszystkich?- Spytałam go wkurzona.- I jeszcze uważasz to za niezwykle zabawne choć w rzeczywistości to zwykłe apogeum płytkości i infantylności?
- Nie bardzo.- Odparł mi, ale wciąż ze śmiechem. Potem dodał chyba tylko po to by mnie do reszty wnerwić:- Brakowało mi ciebie i twojego ciętego języczka.
- Brakowało ci?- Po raz trzeci w ciągu ostatnich dwóch minut sprawił, że mój nastrój się zmienił. Teraz w pełne niedowierzania zaciekawienie.- Brakowało ci?- Powtórzyłam znów jak głupia gdy podszedł do mnie jeszcze bliżej. Tak, że prawie stykaliśmy się ciałami.
- Tak.- Spojrzał mi w oczy.- A tobie mnie?
- Nie.- Skłamałam na moment odzyskując rezon i odwracając głowę w bok. Ale on mi na to nie pozwolił, bo zanim zadał następne pytanie uniósł dłoń i dotykając lekko mojego podbródka skierował moją twarz ku swojej.
- Nawet troszeczkę?
- Ani trochę.- Skłamałam. A potem poczułam jak jego wzrok mnie hipnotyzuje, tak jak te usta od których nie mogłam oderwać wzroku, a które wciąż się do mnie zbliżały jakby w zwolnionym tempie.
W końcu Paweł mnie pocałował.
Pocałował.
Nie tak jak zawsze, ale równie gorąco i z pasją. Nie było w tym żadnej agresji, żadnej walki o przewagę i dominację, żadnej nieposkromionej żądzy. Tylko pożądanie, namiętność, ale też jakaś łagodniejsza nutka…czułości? Nie mogłam oprzeć się tej mieszance, chociaż musiałam. A zaraz potem byłam na siebie zła za to, że nie odsunęłam się od niego od razu. Przecież doskonale zdawałam sobie sprawę co chodzi mu po głowie. I jaki to może mieć charakter. Nietrwały.- Przestań.- Poprosiłam gdy odsunął się ode mnie by zaczerpnąć oddechu.- Przestań już.- Powtórzyłam dużo bardziej stanowczo na nowo próbując wzbudzić w sobie  złość na niego. Niestety bezskutecznie. Już sama świadomość, że jego ciało niemal ociera się o moje a już na pewno fakt, iż czuję jego ciepło sprawiała że miałam ochotę na więcej rozpływając się pod wpływem jego spojrzenia.
- Przecież tego chcesz. Poza tym Pan Idealny nie może być twój, bo z tego co wiem Dagmara mu wybaczyła. Możemy więc miło spędzić czas; tak jak kiedyś, pamiętasz?
- Nie.- Odepchnęłam go wzbudzając w sobie siłę. Ale stało się to właściwie przypadkiem, bo jego słowa były dla mnie jak policzek, a nazwanie Bartosza Panem Idealnym przypomnieniem tego jak zdradził mnie przed prasą. W końcu to on nazywał tak Kalinowskiego. I użył tego zwrotu w artykule prasowym. A teraz jeszcze sądzi, że po tym wszystkim co mi zrobił po prostu pójdę z nim do łóżka? Serio? Faceci naprawdę potrafią mieć nieraz niezły tupet.- Co chcesz tym osiągnąć? Uważasz, że seksem przekonasz mnie do zmiany zdania? Do tego bym na ciebie nie doniosła, bym nie powiedziała gazetom prawdy? Przecież już powiedziałam ci, że nie zamierzam tego zrobić. Skoro nie zrobiłam tego do tej pory, nie pokuszę się i teraz. I wcale nie ze strachu, że możesz ponownie zdradzić dziennikarzowi jakieś intymne szczegóły z mojego życia.  A, właśnie.- Podchwyciłam.- Może więc masz zamiar uzyskać inną informację, którą będziesz mógł zdradzić mediom? Dużo ciekawszą bo tamte nie są jak na twój gust wystarczająco pikantne i skandaliczne? Szukasz czegoś choć w połowie podobnego do zdjęć tamtego reżysera z kochanką gdy nago leżeli w łóżku co?- Wylałam z siebie potok słów i retorycznych pytań które on skwitował tylko dwoma słowami:
- Pleciesz bzdury.
- Więc dlaczego?
- Doskonale wiesz o co mi chodzi. Nie chce od ciebie żadnych informacji.
- Akurat. Ty zawsze czegoś chcesz.
- Może więc robię to z takiego samego powodu z jakiego ty pragniesz mnie?-  Z tego samego powodu? Czyli z miłości? Gdyby znał prawdę nie byłoby mu do śmiechu. Uświadomiwszy to sobie prawie parsknęłam gdy odpowiadałam:
- Nie sądzę. Puść mnie.
- Może nigdy się już nie spotkamy.- Kusił.- Wyjeżdżam z powrotem na plan zdjęciowy pojutrze z samego rana na pozostałe trzy tygodnie do Poznania. A może nawet i na dłużej. Nie chcesz wykorzystać okazji?
- Ależ masz tupet. Jasne, że nie. Nie jestem jakąś twoją call girl.
- Ale ja chcę.- Jednym ruchem zerwał ze mnie czapeczkę z daszkiem (jak wspominałam, wcześniej myłam na dworze swoje auto i uznałam, że w ten sposób uniknę ubrudzenia głowy pianą). Dlatego teraz moje własne włosy opadły mi na ramiona.
- Puść mnie.- Poprosiłam zaraz po tym jak Fabisiak pocałował mnie po raz drugi. Bo całą sobą czułam, że mój opór zaczyna słabnąć. Ale jak mogło być inaczej skoro jego pocałunki zawsze sprawiały, że zapominałam o całym świecie, a więc o bolesnych słowach, artykule prasowym czy nieodwzajemnieniu moich uczuć? Łatwo było go nienawidzić z dala, gdy mogłam roztrząsać to jak haniebnie potraktował mnie w przeszłości, jak przedmiotowo traktował. Ale nie wtedy gdy wyznawał że za mną tęskni i chce iść do łóżka przyciągając do swego umięśnionego ciała; gdy pochłaniał mój oddech swoimi pocałunkami. - Nie komplikuj wszystkiego jeszcze bardziej.
- Ale ja lubię komplikacje.
- Więc idź do tej swojej producentki. Albo żony tamtego reżysera…jak jej tam Barbary? Chociaż nie, ostatnio była chyba Renatka Zagadka co?- Na moment zamarł. A potem spojrzał mi prosto w oczy z wymownym uśmieszkiem.
- Zazdrosna?
- Raczej zniesmaczona. Kiedyś mówiłeś, że nie masz problemów z oddzieleniem każdej idiotki z którą sypiasz, ale mimo to dla mnie już przesada.
- W przeszłości mówiłem różne głupoty. Poza tym Mariola ani żadna z kobiet które wymieniłaś nie jest moją kochanką. Żyłem w absolutnym celibacie po naszym rozstaniu.- Nie wiedząc czy mówi prawdę czy żartuje starałam się zignorować jego ostatnie stwierdzenie. Dlatego ironicznie spytałam:
- Tak ma na imię tamta producentka? Mariola? Nie wiedziałam.
- Tak, tak ma na imię. Ale jak mówiłem nic mnie z nią nie łączy.
- Mam to gdzieś.- Odpowiedziałam widząc jakim wzrokiem patrzy na moje usta. Dlatego znów próbowałam uwolnić dłonie z jego uścisku. Bezskutecznie. Gniewnie zacisnęłam wargi. Już sama nie wiedziałam czego chcę: w jednej chwili się mu poddawałam, w innej chciałam zabić a w jeszcze innej obrzucić stosem obelg. Teraz jednak chwilowo przeważała złość. - I zdaje mi się, że już kiedyś wyjaśniłam ci co sądzę o twojej pożal się Boże dominacji.- Dodałam prawie się z nim szamocząc.
- A jednak zawsze była w stu procentach skuteczna, pamiętasz?
- Więc teraz nie będzie.
- Chyba jednak tak. Muszę dbać o statystyki.
- Uważaj, bo potraktuję cię gazem pieprzowym tak jak ostatnio.
- Najpierw musiałabyś go mieć.- Gdy to mówił ja po raz kolejny próbowałam uwolnić nadgarstki. W końcu dałam za wygraną patrząc na niego z mieszaniną wściekłości i pogardy. A przynajmniej tak mi się zdawało, bo w tej chwili właśnie te emocje we mnie przeważały.
- Jesteś podły. Czemu mi to robisz? Czemu mnie tak upokarzasz?
- Spanie ze mną to dla ciebie aż takie upokorzenie?
- Teraz tak.
- Co znaczy teraz tak?
- To co słyszałeś. Puść.
- Nie mogę.
- Puszczaj mnie. Proszę.- Dodałam cicho. Niejako czułam jak moje wewnętrzne mury się rozpadają, jak bardzo chciałabym pójść z nim do łóżka byleby tylko choć przez chwilę przedłużyć jego obecność w swoim życiu. Ale z drugiej strony wiedziałam, że to bez sensu. Bo jak długo mogłam to jeszcze ciągnąć: tydzień, miesiąc, kilka miesięcy? A co jeśli on znudzi się mną szybciej? W sumie konsekwencje i tak będą takie same: zostanę z jeszcze bardziej poharatanym sercem niż teraz.
Dlaczego więc mi to robił? Nie byłam najpiękniejszą, najbardziej pożądaną kobietą świata ani  tym bardziej demonem seksu. Byłam pewna, że nawet Renata albo nawet ta żona reżysera i jego była kochanka, tamta sześćdziesięciolatka zaspokoiłyby go dużo lepiej. Ja w większości przypadkach gdy byliśmy ze sobą w łóżku dbałam tylko o własną przyjemność a nie a to by jemu było dobrze. Na tym właśnie polegał związek z kochankiem: gdybym spotykała się z Pawłem na poważnie, starałabym się go zadowolić nawet kosztem siebie. Dzięki temu, że nasz układ nim nie był przynosił mi dużo satysfakcji. Co jednak nie znaczyło, że teraz mam zamiar go powtarzać. Nie, gdy moje uczucia się tak diametralnie zmieniły. A on tylko traktował mnie jak zabawkę do łóżka.- Daj mi już spokój!- Krzyknęłam na niego w końcu. Zaczęłam żałować, że nie mam już żadnej służby, która mogłaby mi pomóc się go pozbyć. Oczywiście wiedziałam, że mnie nie zgwałci. Bo to wcale nie będzie potrzebne.
- Nie mogę.- Powtórzył.- Obiecuję , że sprawię, iż zapomnisz o Panu Idealnym. Że zatęsknisz za mną i moim dotykiem.
- Co? Już dawno o nim zapomniałam, ile razy mam ci to powtarzać?
- Więc nie rozumiem w czym problem. Oboje jesteśmy wolni. I pragniemy siebie. Nie wiem po co udawać że jest inaczej.
- Ale ja nie chcę od ciebie seksu. Chcę…chcę czegoś innego.
- Czego?
- Czegoś czego nie możesz mi dać.
- To znaczy? Tego, że nie jestem Bartoszem? Wcześniej jakoś ci to nie przeszkadzało ze mną sypiać.
- Bartek, Bartek, Bartek. Mam gdzieś Bartka! I to samo powiedziałam prasie w konferencji prasowej prawie dwa miesiące temu. Zaakceptowałam go w roli narzeczonego mojej siostry i jesteśmy z tego zadowoleni.
- Tak, to było bardzo taktowne. Zwłaszcza to zdanie o tym, że jesteście teraz przyjaciółmi. Niezła bajeczka. Pamiętam jak się z tego śmiałem widząc cię w telewizji. Powiedz mi: teraz przyprawiacie rogi swojej siostrzyczce?
- To nie żadna bajka. I wcale nie przyprawiam rogów Dagmarze, jak śmiesz coś takiego w ogóle insynuować?!- Odpowiedziałam nie rozumiejąc jak w ogóle mógł coś takiego pomyśleć a co dopiero powiedzieć. Sądził wszystkich swoją miarą czy co? I tak w ogóle to czemu aż tak bardzo to drąży?! Serio sądzi, że jestem zakochana w Bartoszu? No cóż, powinnam więc się z tego cieszyć. Skoro tak to nie ma pojęcia o moich prawdziwych uczuciach. Tyle, że z jakiegoś nieokreślonego powodu jego słowa wydawały mi się badawcze jakby chciał sprawdzić czy mówię prawdę. Nie potrafiłam racjonalnie wytłumaczyć dlaczego. Gdyby to nie był Paweł uznałabym, że jest o mnie zazdrosny, ale tak? Cholera, tyle pytań a zero odpowiedzi.
- Nie kłóćmy się o to marnując czas.- Przerwał moje absurdalne kontemplacje.- Nie bój się: dzięki mnie zapomnisz o nim i o całym świecie.
- Nie potrzebuje o niczym zapominać, dotarło? A jeśli już to o tobie.- Nie wiem czy to ostatnie zdanie wyrzuciłam z siebie pod wpływem złości czy raczej świadomości, że nie dam rady mu się dłużej opierać.
- Jak to o mnie?
- Nie domyśliłeś się jeszcze?- Zdecydowałam się grać w otwarte karty.- Kiedyś nawet to powiedziałeś: że słyszę już dźwięk kościelnych dzwonów.
- Co?- W końcu mnie puścił, a ja byłam wolna. Szkoda tylko, że takim kosztem.
- A więc nareszcie załapałeś. – Siliłam się na beztroski ton poprawiając roztrzepane włosy.- Zakochałam się w tobie. Żałosne co? Spotyka cię to pewnie cały czas. Ale bez obaw, przejdzie mi. Nie zamierzam cię prześladować czy też błagać o odwzajemnienie tych chorych uczuć. I doskonale zdaję sobie sprawę, że zapewne nie ja pierwsza i nie ostatnia: w końcu my kobiety już tak mamy, że na okrągło zakochujemy się w nieodpowiednich facetach którzy…a zresztą nieważne; nie będę cię zanudzać. Aha i jeśli chcesz, to możesz nawet podzielić się z tym prasą. Masz na to moje błogosławieństwo. Teraz mam to już gdzieś. I o dziwo naprawdę.- Pomimo beztroskich słów wewnątrz siebie daleka byłam od tego uczucia. Coś w środku skręcało mnie z bólu i konieczności poniżenia się. I przede wszystkim jego reakcji na to: dobrze maskowanym współczuciu pomieszanym z litością. O tak, po czymś takim już nigdy nie będzie chciał się ze mną zobaczyć.
- Ale przecież mówiłaś, że mnie nie znosisz. Przecież na tamtej gali całowałaś się z Kalinowskim.
- Z nikim się nie całowałam. Przecież na konferencji prasowej zarówno ja jak i Bartosz podkreślaliśmy, że to był tylko uścisk przyjacielski, który przypieczętowywał nasze pojednanie. Poza tym nie rozumiem po co to teraz wywlekasz, skoro to nie ma żadnego znaczenia.
- Dla mnie ma. Sądzisz, że jak się wtedy czułem widząc was razem? A potem gdy gazety zaczęły zadawać mi pytania o wasz odnowiony romans?
- Przykro mi, że wyszedłeś na ofiarę.
- Serio myślisz, że to dlatego byłem zły?
- Nie wiem. Wiem tylko, że chcę o tym wszystkim zapomnieć i zacząć od nowa. Zacznę więc od wyrzucenia cię stąd.
- Nie możesz, musimy dokończyć tę rozmowę. Chcę wiedzieć co miałaś na myśli wcześniej.
- Już nic, powiedziałam ci.
- Powiedziałaś, że nie chcesz ode mnie łóżka tylko czegoś innego. Więc czego?
- Naprawdę musisz mnie tak upokarzać?
- Po prostu chcę wiedzieć.
- Proszę bardzo: chciałeś wiedzieć czego chcę?- Wypaliłam.- A więc chcę prawdziwego związku. Chcę szacunku, zaufania, miłości, oddania. Chcę mieć rodzinę, w przyszłości dziecko, może nawet dwójkę…I chcę stabilizacji której ty nie możesz mi dać. Więc nie chcę marnować swojego czasu na związek bez zobowiązań. Owszem: przyznaję wciąż cię pragnę i z chęcią nie kończyłabym naszego romansu, ale to po prostu nierozsądne. Bo ty wciąż jesteś niedojrzałych chłopcem który na samą myśl o słowie związek pierzcha daleko stąd. A ja jak zapewne doskonale o tym wiesz, nie jestem już beztroską nastolatką tylko dojrzałą kobietą, która zbliża się do trzydziestki. I chcę kogoś na kim można polegać a nie pobawić się na imprezie i w łóżku. Kogoś, kto będzie na mnie czekał wieczorem z ciepłym uśmiechem i pocałunkiem wyrażającym czułość, a nie rzucał się byleby tylko jak najszybciej zaciągnąć do łóżka, a potem wracał do siebie gdy już mnie nie potrzebował. Kogoś komu będę mogła zaufać i zawierzyć całą siebie nie bojąc się, że moje uczucia czy ich wyrażanie go wystraszą…- Swoją przemowę wypowiedziałam na jednym tchu praktycznie wypluwając z siebie poszczególne słowa i nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo są w tej chwili dla mnie poniżające. Ale widok miny Pawła dobitnie mi to uświadomił. 
Zaskoczenie.
Zniesmaczenie.
Litość.
Współczucie.
Niechęć…nie miałam pojęcia która z tych emocji przeważa teraz na jego twarzy. Dlatego choć z wielkim trudem uniosłam brodę do góry jakby przygotowując się do przyjęcia ciosu. Potem zakończyłam hardo:- A teraz proszę bardzo, śmiej się.