Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 stycznia 2021

Druga szansa: Rozdział XXIX

- Gdzie zamawiałyście to ciasto? Jest przepyszne.- Chwaliła wypiek Małgośka zajadając się tortem podczas wieczoru panieńskiego Hanki.

- Prawda?-Zgodziła się Anka.- Wyborne.

- Ha, nic dziwnego skoro sama je upiekłam.- Przyznała Paula żartobliwie prostując się i wypinając pierś.

- Niemożliwe.- Odezwała się Hanka, która choć nie była fanką mocno kremowych ciast, również zajadała się drugim kawałkiem.- Na bank zamawiałaś je w cukierni.

- Dzięki za wiarę w moje możliwości.- Ofuknęła ją Paulina szturchając w ramię przez co prawie udławiła się właśnie przełykanym kęsem.

- Bo ty nie umiesz gotować. Jesteś w tym tak kiepska jak ja.

- Ale pieczenie to co innego. Poza tym kto powiedział, że nie umiem? Po prostu nie lubię i tyle. Ty naprawdę jesteś w tym do bani, Haniu.

- Tere fere.- Do grona sceptyczek umiejętności kulinarnych Pauliny dołączyła Anka.

- Zobaczymy co po ślubie powie na to twój Janusz.- Dodała Gośka.

- Właśnie: jemu też będziesz wkręcać, że sama gotujesz przynosząc obiady z Oazy?- Przekomarzały się żartobliwie kontynuując konsumpcję. Hania świetnie się bawiła nie tylko z powodu niespodzianki, ale również faktu, że wreszcie mogła rozmawiać z przyjaciółkami tak jak dawniej, bo wyglądało na to że wszystko sobie wyjaśniły. Ponadto kilka kieliszków czerwonego wina mocno ją rozluźniło.

Podobał jej się każdy element z planu tego wieczora: zabawne zdjęcia z śmiesznymi gadżetami i tabliczkami które sobie zrobiły, karaoke bardziej przypominające przekrzykiwanie każdej nawzajem, taniec czy żartobliwy test przydatności na żonę. Gdy przyszła pora na prezenty, przyjaciółki i tutaj jej nie rozczarowały: prawie popłakała się widząc wielki plakat z ich wspólnymi wydrukowanymi zdjęciami z wielu sytuacji z przeszłości wraz z cytatami i dobrymi życzeniami. Gra małżeńska była właściwie prezentem również dla Huberta, a Hanka wiedziała, że na pewno w nią zagrają. Dzięki temu z pewnością lepiej się poznają. Satynowa koszula nocna było co prawda zupełnie nie w jej stylu, ale nie mogła zaprzeczyć, że była przepiękna i niezwykle kobieca. Może kiedyś odważy się z niej skorzystać również w sypialni? I może ten strój pozwoli jej na nowo zachęcić Huberta do…

- No, a to żeby wam się zawsze układało.- Książkę, która sądząc po okładce stanowiła rodzaj poradnika małżeńskiego, wręczyła Witwickiej dumna Anka puszczając przy tym oko.- Wiem, z doświadczenia że się sprawdza.

- Dzięki…- Mrugnęła Hanka przeczuwając, że porady pewnie są napisane z dużą dozą dystansu.- Na pewno przeczytam.

- Patrzcie jak dyplomatycznie wybrnęła z sytuacji nie mówiąc, że skorzysta.- Zaśmiała się Paula.

- Przymknij się.- Zganiła ją żartobliwie Hania po czym obie się roześmiały. Potem stuknęły się kieliszkami całą czwórką wznosząc toast za przyjaźń.

- No dobra, to może uchylisz teraz rąbka tajemnicy i powiesz nam wreszcie jak to się stało, że nie miałyśmy pojęcia, iż znałaś się z Hubertem już wcześniej?

- Paula…

- I zanim Gośka mnie zgani dodam, że jeśli nie chcesz, nie musisz nic mówić. Skoro wybaczyłam ci fakt, że chamsko wyprzedziłaś mnie w zawarciu związku małżeńskiego sprawiając, że nie mam teraz świadkowej panny i jako ostatnia z naszej paczki wciąż jestem panną, wybaczę ci i to.

- Rany ty to potrafisz być subtelna.- Powiedziała Anka upijając łyk wina.

- Dajcie spokój, to nie jest już temat tabu.- Uspokajała Hanna.- Po prostu…po prostu nie mówiłam o tym, bo najpierw musieliśmy zachować w hotelu tajemnicę by media nie dotarły do informacji gdzie przebywa popularny siatkarz dając mu czas na zrośnięcie się złamania, a potem…potem i tak nic z tego między nami nie wyszło więc i nie było czego mówić.

Mimo to, Hania opowiedziała przyjaciółkom jak naprawdę wyglądały jej początki i poznawanie się z Hubertem. Wyznała więc szczerze, że początkowo wydał jej się rozpieszczonym bucem gdy krytykował wystrój pokoju który został mu przydzielony, a potem nadętym snobem gdy uznając że się z nim tylko droczy udając iż nie zna jego prawdziwego nazwiska, posługiwał się fałszywym imieniem. Z czasem jednak doceniła jego poczucie humoru i trochę z powodu współczucia wiedząc, że nikt go nie odwiedza starała się codziennie wygospodarować dla niego przynajmniej kilka minut. A upływem dni zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu oglądając filmy bądź zwyczajnie rozmawiając. I od słowa do słowa jej sympatia do niego stopniowo zaczęła narastać aż nagle zorientowała się, że nie tylko chętnie spędza z nim wolne chwile, ale jest w nim zadurzona.

- No dobra: więc co się stało, że to się zepsuło?- Spytała wprost Paulina gdy po dłuższej ciszy zdała sobie sprawę, że to najprawdopodobniej koniec opowieści i Hanka nie zamierza zdradzić więcej. A przynajmniej bez pociągnięcia za język.- Spędziliście razem wakacje i on tak po prostu wyjechał?

- Był sławnym sportowcem, a ja byłam kim byłam.- Witwicka wzruszyła ramionami uśmiechając się smutno.- Znałam swoje miejsce i ograniczenia.

- Więc to ty go zostawiłaś?!- Wykrzyknęły jednocześnie jak jeden mąż wszystkie trzy: Gośka, Paula i Anka.

- Chyba tak.

- Stchórzyłaś ze strachu bojąc się, że on zrobi to pierwszy?- Spytała z niedowierzaniem Paulina.

- Tak. Ale zanim powiesz, że byłam głupia pamiętaj, że dla niego to nie było tak poważne jak dla mnie. To znaczy nie zrozumcie mnie źle: z perspektywy czasu myślę, że na swój sposób byłam mu bliska, ale tylko dlatego że tutaj- to znaczy w Oazie- mógł być zwyczajnym Hubertem Skrzyneckim: nie wielokrotnie nagradzanym siatkarzem, członkiem reprezentacji Polski i celebrytą. Gdy musiał wyjechać i wrócić do swojego świata tak jak ja zrozumiał, że ja do niego nie pasuję.

- Tego nie wiesz.- Nie zgodziła się Małgosia.- Powiedziałaś wcześniej, że nawet z nim nie porozmawiałaś ani się nie pożegnałaś, a od męża wiem że to nim się wyręczyłaś.

- Więc dlaczego nie przyjechał? Albo chociaż nie zadzwonił? Gdyby chciał mógłby to zrobić.

- Uraziłaś jego dumę.- Zauważyła Ania.

- A ja myślę, że Hanka ma rację.- Powiedziała Paulina po dłuższej chwili milczenia.- Może to wszystko mogło potoczyć się inaczej, ale nie ma co zwalać całej winy na Hanię. To nie są czasy średniowiecza gdzie odległość czy pozycja to problem. Ostatecznie Hubert mógł przecież zadzwonić pod numer telefonu recepcji hotelu prosząc o rozmowę z nią albo sam się pofatygować i wszystko wyjaśnić gdyby mu na tym zależało. Poza tym wszystkie wiemy jaką miał wtedy reputację i z mediów znamy historię z Klarą. A facetów, którzy wplątują się w związku z mężatkami należy unikać.

- Tak, ale potem dziwnym trafem tabloidy nic nie pisały na temat jego wyskoków. Zmienił się. Wiem, bo jak wiecie lubię czytać takie głupoty a potem nie natrafiłam na żadne skandaliczne wzmianki o życiu prywatnym męża Hani.- Rzekła Gośka mimo Pauli, która słysząc to przewróciła oczami. Nigdy nie potrafiła zrozumieć po co ludzie czytają o tym co słychać u innych ludzi. Tyle, że sławnych. Za to dla Małgosi takie smaczki wydawały się być niegroźnym sposobem zabicia wolnej chwili.- To mogła być zasługa naszej Hani.

- Dobra, a dlaczego wrócił tutaj po sześciu latach? Możemy przejść do teraźniejszości?- Wróciła do meritum Paulina.

- Przypadkiem. Niedawno wyznał mi, ze to Miłosz zarezerwował to miejsce nie mając pojęcia, że on doskonale je zna.- Zaczęła Hanka kontynuując swoją opowieść.- Dlatego był zły, że musi przebywać w miejscu które należy do mnie. Uważał też, że to ja go wykorzystałam, bo z pewnością nie był pierwszym turystą z którym flirtowałam obiecując mu coś więcej.

- Bez jaj.- Prychnęła Paula głośno się śmiejąc.- Ty jako femme fatale?! Ty która z nikim się nie całowałaś aż nie zjawił się wielki pan sportowiec?

- Hej, nie musisz ze mnie dworować.- Tym razem zamiast szturchańca, Paula dostała poduszką w łeb.

- Nie przerywaj jej, gaduło.- Ofuknęła ją Anka biorąc garść popcornu do ust. Chyba nieźle wkręciła się tą opowieścią traktując ją jak fabułę romantycznego filmu o miłości.

- A co mam wam więcej powiedzieć? Same widziałyście jak to między nami było. Zwłaszcza na festynie gdy razem tańczyliśmy. Oboje zdaliśmy sobie sprawę, że wciąż coś do siebie czujemy.

- Ale dlaczego pobraliście się tak szybko?- Drążyła Paulina mimo potępiającego wzroku pozostałych uczestniczek wieczoru.- Rozumiem, że wzajemna fascynacja odżyła, ale ślub to poważna decyzja.

- Hubert na to nalegał. Twierdził, że…że gdy będziemy zwlekać z pewnością mu ucieknę wymyślając masę wymówek.- Odpowiedziała Witwicka sądząc, że to wyznanie rozbawi jej przyjaciółki. Wszystkie trzy wpatrywały się w nią jednak całkiem poważnie.- No co?

- Nic.- Pokręciły głowami.

- Przecież widzę, że coś.

- Po prostu jesteśmy zdziwione, że tak doskonale cię przejrzał.

- Co to znaczy Gosia?- Spytała cicho z góry dobrze wiedząc jaka będzie odpowiedź. To oczywiste, że doskonale wiedziały o jej strachu przed związkami i plotkami.

O tym, że starała się zawsze postępować tak jak trzeba by nie zostać porównana do matki.

I tym, że tylko szantaż lub twarde ultimatum mogły sprawić iż zgodzi się na małżeństwo, nawet jeśli w swojej opowieści pominęła ten szczegół.

- Że chyba pomyliłyśmy się w jego ocenie.

- Ja też.- Przyznała Hania z uśmiechem.- Nie sądziłam, że będzie wobec mnie taki wyrozumiały. Zwłaszcza jeśli chodzi o…o moje własne ograniczenia. Właściwie to skoro już nie uważacie mojego małżeństwa za katastrofę to mogę was o coś spytać? Wiem, że to może zabrzmi śmiesznie, zwłaszcza w moim wieku, ale wszystkie znałyście moją mamę, więc podejrzewacie że raczej nie mogłam z nią o tym porozmawiać. 

- To znaczy?

- Chodzi o…o uwodzenie. Nie mam w tej materii żadnego doświadczenia, a chciałabym no…wiedzieć jak to wygląda w praktyce. Pojęcia nie mam jak to zrobić. A chciałabym uwieść męża nie kompromitując się przy tym zbytnio.- Wypaliła w końcu czując, że mimo rozluźnienia alkoholem ten temat i tak jest dla niej ciężki do poruszenia. Ale wolała dowiedzieć się czegoś od przyjaciółek a nie forów internetowych pełnych różnych głupot czy czerpać doświadczenie z filmów. Tym bardziej, że niedawna rozmowa z panią Krystyną uświadomiła jej, że nie ma powodów by z tym czekać; zresztą nie miała również wcześniej: wtedy gdy okłamała Huberta udając miesiączkę. Teraz jednak chciała uwolnić się od strachu i pokonać niepewność.

 - No cóż to wszystko zależy od ciebie.- Zaczęła Paula. Tak jak Hania się spodziewała, choć przyjaciółki lubiły żartować, nie naśmiewały się z jej naiwnego pytania traktując je całkiem poważnie.- I tego co lubi Hubert. No i oczywiście przede wszystkim tego co ty lubisz i na co jesteś gotowa. W łóżku i poza nim. Tak naprawdę w każdym związku to wygląda inaczej. Ja na przykład lubię się droczyć z Januszem, czasami też udaję obojętność tylko po to by zmusić go do kreatywności. Inni lubią odgrywanie gierek, grę słów, dwuznaczności, prowokacje albo całą tę romantyczną otoczkę…Czy on…to znaczy Hubert lubi jakieś konkretne zabawy?

- Co masz na myśli?

- No, jak najczęściej wygląda wasza gra wstępna? Skoro mam ci jakoś doradzić, muszę to wiedzieć.- Gdy Hanka dłuższą chwilę milczała w głowie Pauli pojawiła się straszna myśl, że Hubert w ogóle ignoruje tę część intymności. W końcu jednak zrozumiała to, co po chwili wyraziła słowami Ania:

- Zaraz, zaraz to wy jeszcze nie spaliście ze sobą?

- Tak. Hubert powiedział, że da mi czas na to byśmy mogli lepiej się poznać.- Zaczęła Hania ze stresu patrząc na własne dłonie, więc nie zauważyła wymownym spojrzeń przyjaciółek, które ze sobą wymieniły. Paulina natomiast ze wstydem przypomniała sobie jak straszyła Hanię perwersjami, które z pewnością będzie chciał z nią robić ten zblazowany sławny siatkarz z którym się tak pochopnie związała, wymagając od niej dużo więcej niż poprzez swoje wychowanie w kloszu (a raczej przez chorą z nienawiści do mężczyzn matkę) będzie w stanie mu dać. A teraz okazywało się, że on nie tylko niczego od niej nie żądał, ale nawet dał jej czas zdając sobie sprawę jakie to dla niej trudne. To, że ona jako jej przyjaciółka doskonale zdawała sobie z tego sprawę było oczywiste: znały się od wielu lat. Ale, że on znał Hankę na tyle by to wiedzieć? I przede wszystkim: że się z tym liczył?

To mogło oznaczać tylko jedno: tak nie robi mężczyzna, który chce zrobić coś złego kobiecie.

Tak nie robi też facet, który chce ją wykorzystać i za chwilę porzucić.

Tak postępuję wyłącznie mężczyzna, któremu zależy na kobiecie, ponieważ ją kocha.

- Potem dodał, że chciałby być uwiedziony przeze mnie i że jak będę na to gotowa to na pewno sama będę wiedziała jak to zrobić, ale ja kompletnie nie wiem jak się za to zabrać.- Dokończyła Hania.

- Haniu, a może Hubert ma rację? Może jeszcze musisz się oswoić z jego bliskością?

- Anka, ja jestem z nią oswojona: uwielbiam jego pocałunki, przytulanie i w ogóle każdy sposób w jaki mnie dotyka, ale…jestem pewna że ta blokada nie wynika z faktu, że to niewłaściwy facet tylko moich ograniczeń. Problem leży we mnie. Wzbraniałam się przed najbardziej niewinnymi kontaktami z mężczyznami odkąd pamiętam i chyba nie umiem inaczej. A już sama myśl, że zrobię coś nie tak w ogóle nie mając o tym pojęcia bardzo mnie mierzi.

- Każda z nas to przeżywała, kochanie.- Pocieszyła ją łagodnie Gosia dotykając pokrzepiająco dłoni Witwickiej.- Seks nie jest tak łatwy emocjonalnie dla kobiet jak chcą to przedstawić media czy filmy. Szczególnie za pierwszym razem. Chyba w głowie każdej z nas zrodziła się kiedyś myśl, że mają nieidealne pośladki, za małe cycki czy za duży nochal. Ale faceci, których kochamy tak na nas nie patrzą. Dla nich jesteśmy masą niedoskonałości, które tworzą dla nich doskonałą całość. Ty jesteś taką całością dla Huberta.

- Ale ładnie powiedziane, Gocha.- Paula klasnęła w dłonie.- Aż się wzruszyłam. 

- Więc poślij w diabły swoje obawy, zrób jakąś kolację dla was dwojga, załóż ładną sukienkę i samo jakoś pójdzie. A jeśli mimo to wciąż będziesz czuła strach, to podziel się z mężem swoimi obawami. Facet który patrzy na kobietę tak jak on na ciebie patrzył podczas waszego tańca na festynie, a mimo to godzi się poczekać z konsumpcją małżeństwa, na pewno pomoże ci je pokonać.

- Tak myślicie?

- Jeszcze z jaką ochotą.- Włączyła się Paula.

- Rany, teraz gdy pomyślę o tym naszych wszystkich irracjonalnych obawach w których wyszłaś za niego dla pieniędzy mam ochotę spalić się ze wstydu.

- Gosiu, to nie do końca…- Zaczęła Hania wiedząc do czego zmierza ta rozmowa. Po części była to wina jej samej, bo w swojej opowieści pominęła pewne „niewygodne” dla siebie szczegóły. A to właśnie one sprawiały, że love story pt. Hubert i Hanka okazywało się być niczym innym niż tylko naiwną próbą romantyzowania znajomości dwóch ludzi, których w rzeczywistości łączy zwykły układ. No i pożądanie. Ale przyjaciółka szybko jej przerwała gwałtownie gestykulując:

- Wiem, że było inaczej. Dlatego ja też cię przepraszam: przecież nawet gdy zgodziłam się być twoją świadkową odwodziłam cię od tego ślubu jak tylko się da. A Hubert to na pewno fajny facet i ma do ciebie odpowiednie podejście. Poza tym to naprawdę kawał przystojniaka. Dobrze trafiłaś.

- Daj spokój z tymi przeprosinami. I reszta też. Aha, i podsunęłaś mi świetny pomysł. Korzystając z okazji, chcę zaprosić was wszystkie z partnerami do nas na jakiś wieczór w następnym tygodniu. Datę jeszcze ustalę z Hubertem, ale na pewno chętnie się zgodzi. To będzie doskonała okazja żeby zakopać topór wojenny i lepiej się poznać.

- Super pomysł. Jeśli do tego czasu się ze sobą nie prześpicie dyskretnie dam mu kilka wskazówek jak powinien z tobą postępować…

- Paula…

- Będę naprawdę subtelna i…

- Paula!!!

***

Zjawiając się w domu o drugiej w nocy Hubert nie spodziewał się, że nie zastanie swojej żony w łóżku: szybko jednak domyślił się, że musiała zostać u swojej przyjaciółki. Gdy rozmawiali w ciągu dnia wspomniała o jej wieczornym zaproszeniu na babski wieczór. Mężczyzna z doświadczenia wiedział jak bardzo potrafią się one przeciągnąć u kobiet, szczególnie że z pewnością miały wiele do przegadania.

Zmęczony, zostawił tylko swoją torbę z rzeczami w kącie pokoju, a potem nie zawracając sobie głowy kąpielą rzucił się na łóżko.

To były ciężkie dni. Głównie emocjonalnie, bo do czasu rozpoczęcia sezonu, gdy jeszcze nikt z federacji nie miał pojęcia o nieodwracalnych skutkach jego kontuzji, mógł udawać że wszystko jest w porządku. Że po prostu odpoczywa po ubiegłym zwycięskim sezonie tak jak robił to co roku. Że już niedługo wróci na boisko, będzie ćwiczył podania, serwy i atak aż wszystkie mięśnie będą go bolały ze zmęczenia. I że nawet wtedy Pilarczyk będzie niezadowolony krytykując jego technikę albo ślamazarność. A on nie będzie mógł wymienić wymownych spojrzeń z resztą drużyny żartobliwie parodiując trenera jak to mieli w zwyczaju gdy opuszczał szatnię po jednych z tych swoich przydługich wywodów…

Choć powieki same mu się zamykały bolesne myśli wciąż napływały wprowadzając go w stan coraz większego mroku i dołując. Bo gdy już jutro do gazet dotrze oficjalna informacja o jego końcu kariery, zapewne rozdzwonią się też telefony. Pozytywne było tylko to, że to nie on będzie musiał je osobiście odbierać a jego menadżer Adrian. No i że póki co nikt nie wie gdzie teraz przebywa, więc czatowanie pod jego wynajmowanym domem w Warszawie czy Poznaniu nic nie da. Pajko przygotował go również na konieczność udzielenia później przynajmniej jednego wywiadu, sam mógł wybrać w jakiej stacji, co jednak go wcale nie pocieszało…

Za miesiąc kończył dopiero trzydzieści lat. Trzydzieści lat. Wojciech Jurkiewicz z czterdziestką na karku grał lepiej niż niejeden świeżak. On też mógł to zrobić gdyby własne ciało go nie zawiodło. Gdyby…Przerwał swoje myśli gdy tylko uświadomił sobie, że rozważanie co mogłoby się wydarzyć nic nie da. Tak samo jak rozpamiętywanie przeszłości i własnych sukcesów. Dopiero gdy nakazał sobie myśleć o swojej żonie, stopniowo się uspokajał. Mógłby przysiąc, że głębiej oddychając był w stanie nawet wyczuć jej zapach na pościeli.

Choć miał zamiar wstać wcześniej, obudził się tuż po ósmej, na szczęście mniej zdołowany niż przez zaśnięciem. Poza tym przybrał technikę unikania spychając swoje wszelkie niepożądane myśli o przyszłości w odległy kąt swojego umysłu.

Po szybkim prysznicu zdecydował się od razu pojechać do Oazy: w lodówce nie znalazł żadnego ze swoich jogurtów, więc miał nadzieję zjeść coś smacznego w hotelu. I przede wszystkim lekkiego. Do tej pory nie rozumiał jak Hanka mogła nie czuć się jak po zjedzeniu tony kamieni pochłaniając na śniadanie porcję dużych frytek. Dla niego już same węglowodany były przesadą a co dopiero ten tłuszcz. Aż dziw, że przy tak śmieciowym jedzeniu wciąż zachowała szczupłą sylwetkę. Z drugiej jednak strony harowała za dwóch, więc pewnie z łatwością spalała tę masę energii.

- Już wróciłeś? Miałeś przyjechać jutro.- Widząc spontaniczny uśmiech żony przechodzącej właśnie głównym korytarzem tuż przy recepcji, Hubert sam się odruchowo uśmiechnął.

- Tak, ale gdy zakończyłem wszystko co miałem do zrobienia zatęskniłem za tobą i chciałem szybko wrócić. Nocowałaś u Pauliny?

- Aha. Razem z dziewczynami. Urządziły mi spóźniony wieczór panieński.

- To super.- Mrugnął zaskoczony faktem, że Hania znalazłszy się tuż koło niego, mocno go objęła. Nie żeby miał coś przeciwko temu, ale taka wylewność u żony szczerze go zadziwiła.

- Tak, chyba już się na mnie nie gniewają. Dostaliśmy nawet prezenty…poza tym, pomyślałam że warto byłoby spotkać się w całości jeśli nie masz nic przeciwko. Oficjalnie poznałbyś moich przyjaciół tak jak ja twoich.

- A dlaczego miałbym mieć?

- Nie wiem czy nie masz innych planów. A jak twoje sprawy w stolicy? Załatwiłeś to co chciałeś?

- Tak.- Mrugnął poważniejąc przypominając sobie o końcu swojej kariery. I jego dobry nastrój chwycił szlak.- Ale zanim ci o nich opowiem to muszę iść najpierw do kuchni. Umieram z głodu, a w lodówce nie znalazłem nic co nadawałoby się do jedzenia na śniadanie. Przynajmniej dla mnie.

- Miałam zamiar zrobić zakupy po pracy, bo nie wiedziałam że przyjedziesz tak wcześniej.

- W porządku, mogę zjeść coś przecież tutaj.

- A więc chodźmy do jadalni. Po wydaniu śniadań zrobię sobie chwilę przerwy i porozmawiamy.

- Zatrudniłaś tę Ilonę o której pisałaś mi w SMSie?

- Tak, ale mam jeszcze sporo pracy zanim ją przyuczę…

Okazja do rozmowy nadarzyła się jednak dużo później niż oczekiwali: około osiemnastej, gdy zbierali się do wyjścia, w jednej z hotelowych łazienek pękła rura, dlatego niespodziewana awaria wymusiła konieczność szybkiego sprowadzenia hydraulika i zajęcia się tłumem gapiów w postaci gości, a także nieszczęsnymi tymczasowymi lokatorami, którzy na szczęście- gdy Hubert osobiście się nimi zajął- złagodnieli uznając, że właściwie to nic wielkiego się nie stało i nie będzie problemu gdy dostaną inny wolny pokój. Dlatego spokojną rozmowę małżonkowie mogli odbyć dopiero po powrocie do domu grubo po północy. Wtedy jednak zmęczenie dało im się we znaki i nawet bez przegapionej kolacje Hubert, który przespał zaledwie pół poprzedniej nocy, padł śpiący na łóżko. Hania zrobiła to zaraz po nim. Korzystając z faktu, że to robił, Hanna obserwowała go jednak przez długą chwilę zanim zgasiła lampkę. Potem, delikatnie przysunęła jak najbliżej tak by móc wtulić się w jego plecy by go nie obudzić.

Dopiero w pracy, dopytujący o Huberta i jego karierę gości hotelowi uświadomili jej, że coś przegapiła. Pytając bardziej zorientowanej od siebie Pauli dowiedziała się o wiadomości, która wczoraj ukazała się w telewizyjnym dzienniku, o zakończeniu sportowej kariery męża.

- Nic nie wiedziałaś?- Zdziwiła się Paula.

- Nie. Hubert co prawda wspominał jakiś czas wcześniej, że musimy o tym pogadać, ale potem wynikła ta afera z rurą i gdy wróciliśmy do domu oboje marzyliśmy tylko o spaniu. Zapytam go o to dzisiaj.- Odpowiedziała przyjaciółce Witwicka mimo wszystko zdając sobie sprawę, że jej niewiedza jako żony wydaje się nieco dziwna. Ponadto poczuła się zraniona, że Hubert nie uznał za stosowne podzielić się z nią tą informacją. Owszem, nie byli normalnym małżeństwem, ale mimo wszystko sądziła że gdy ostatnio o tym rozmawiali, Hubert chciał stworzyć z nią prawdziwy związek. Jak to było jednak możliwe skoro nie mówił jej tak ważnych rzeczy rzutujących na jego przyszłości?

Uspokoiła się gdy po powrocie do mieszkania mąż sam podzielił się z nią tą informacją. Zrobił to jednak w tak beztroski sposób, jednocześnie prawie nie przerywając pisania maila na laptopie, że opacznie to zrozumiała nie zdając sobie sprawy jakie to dla Huberta trudne. Myślała bowiem, że jej mąż nosił się z tym zamiarem już od dawna i to normalna kolej rzeczy dla siatkarza w tym wieku. Sportowcy zazwyczaj kończyli swoje kariery dość wcześniej, to była całkiem naturalne. Może dla jej męża również? Dlatego, ponieważ on nie robił z tego żadnej afery, ona również nie zamierzała. Być może nawet Hubert uznał, że dla wszystkich to będzie oczywiste, więc po cóż miałby o tym informować każdego z osobna, nawet swoją żonę? Przecież nie trzeba mówić, że niebo jest niebieskie a trawa zielona… Jednak ona nie miała pojęcia o sporcie dlatego niczego nie podejrzewała.

- Jadłeś kolację? Może coś przygotuję?

- Nie jestem zbytnio głodny, ale jeśli ty tak, możemy coś przygotować. Wyślę tylko maila i ci pomogę.

- Dam sobie radę sama. Aha, Hubert? Nie zrezygnowałeś z siatkówki przeze mnie i przeprowadzki tutaj, prawda?- Spytała mimo wszystko chcąc zyskać pewność co do swoich przypuszczeń.

- Nie, to skutek kontuzji. Wiedziałem o niej zanim przyjechałem w czerwcu na wakacje. Mam nadzieję, że nie czujesz się z tego powodu rozczarowana?- Spytał trochę żartobliwie siląc się na rozluźnienie atmosfery. Niestety wciąż czuł się sfrustrowany.

- Wręcz przeciwnie.- Odpowiedziała spokojnie zadowolona, że jej teoria jest trafna. Mimo to, choć ta świadomość była pocieszająca to w głowie kotłował jej się teraz istny chaos. Bo co oznaczała dla niej w praktyce wiadomość o końcu kariery sportowej jej męża? Czy to oznaczało, że Hubert zamieszka z nią w górach na dłużej i nie będzie dzielił czasu na wizyty w stolicy? I że nie będzie też nigdzie wyjeżdżał na zawody czy rozgrywki sportowe? I że przestanie był osobą publiczną? Nie, to nie była drobnostka ani żaden oczywisty niuans a nawet jeśli tak było to Skrzynecki musiał być świadomy, że dla niej taki nie będzie. Przecież już podczas tamtych feralnych oświadczyn które niejako wymusiła w emocjach zdradziła jak ważna jest dla niej prywatność. A on wtedy milczał mając pełną świadomość iż ten powód jest kolejnym na jej liście przez które nie zgadza się na ślub. Jak więc mógł nie zdradzić się wcześniej z tak ważnym przecież faktem o którym musiał wiedzieć jeszcze przed ślubem? A może to ona traktowała to zbyt poważnie?. - Myślałeś już czym się teraz zajmiesz?- Spytała więc decydując się mimo wszystko nie robić żadnej awantury ani tym bardziej wyrzutów Hubertowi.

- Nie, zamierzałem jeszcze sprawić sobie kilka tygodni leniuchowania. Chociaż nie do końca, bo muszę pozamykać jeszcze wiele spraw.  

- W górach będziesz miał ciężko ze znalezieniem pracy, zwłaszcza w sporcie.

- Nie wiem czy chcę dalej zajmować się siatkówką.

- Więc czym?

- Nie wiem jeszcze.

- Na pewno myślałeś o czymś konkretnym.

- Mam kilka pomysłów.

- Na przykład?

- Słuchaj nie chcę mi się teraz o tym gadać. Ale mogę ci obiecać, że nie będziesz musiała mnie utrzymywać jeśli to tym się martwisz.- Odparł jej nieco sarkastycznie zanim zdążył powściągnąć swój język. Zaskoczona atakiem Hanka przez chwilę milczała. Zupełnie zapomniała jaki Hubert potrafił być złośliwy gdy się dąsał.

- Nie o to mi chodziło.- Mrugnęła cicho kierując się do kuchni. Usłyszała jeszcze tylko jak Hubert zaklął. Ewidentnie był czymś wkurzony próbując wyżyć się na niej, więc nie zamierzała być jego workiem treningowym. Wyjmując z lodówki mleko i jajka, zdecydowała się na przygotowanie naleśników. Jeśli jej wściekły małżonek nie będzie miał na nie ochoty, mówi się trudno. Nie zamierzała go pytać o zdanie.

Ledwie zdążyła przygotować ciasto i patelnię, Skrzynecki zjawił się w kuchni pytając czy w czymś pomóc.

- Możesz wyjąć ser i śmietankę.-Zaproponowała.- Chyba, że wolisz dżem…cholera, chyba go jednak nie kupiłam…

- Nie szkodzi, lubię naleśniki z serem.

- To dobrze.- Przez dłuższą chwilę oboje milczeli. W tym czasie Hania zdążyła usmażyć dwa naleśniki.

- Przepraszam za to jak się do ciebie odezwałem. Po prostu…cała ta sytuacja powoduje u mnie wiele nerwów. Nie powinienem jednak wyładowywać ich na tobie. Nie zasłużyłaś na to.

- W porządku.- Mrugnęła Hania nie przerywając pracy. Usłyszała jednak, że Hubert wstaje z krzesełka i idzie w stronę kuchenki.

- Na pewno?

- Tak. -Potwierdziła. Potem odwróciła się by spojrzeć w twarz męża, który znajdował się tuż obok.- Chcesz o tym pogadać?

- O czym?

- O twojej sytuacji.

- Nie, po prostu muszę się z nią oswoić, tak jak wcześniej powiedziałem.- Odparł żonie. Później dotknął dłonią jej policzka. Gdy spojrzała mu prosto w oczy cmoknął ją w usta. A przynajmniej zamierzał, bo chwilę później zmienił zdanie gdy miękkość jej warg skusiła go na dłuższą chwilę.

- Naleśnik zaraz się spali.

- Trudno.- Mrugnął wodząc ustami po jej szyi.

- Jak chcesz. Ale ty go będziesz jadł.- Słysząc to nie przerwał wykonywanej czynności, a jego usta same wygięły się w uśmiechu.

- Trudno.

- Hubert…- Hania delikatnie odepchnęła męża przewracając zawartość patelni na drugą stronę. Tak jak się spodziewała, ciasto bardzo się spiekło.- Skończ przygotowywać ser. I dodaj dużo cukru pudru, lubię słodką masę.

Skrzynecki niechętnie spełnił polecenie żony. W duchu cieszył się, że rzeczywiście nie wyglądała na obrażoną. Nie znaczyło to jednak, że nie żałował swojej impulsywnej ironii. Tyle, że te wszystkie pytania o przyszłość jeszcze dobitniej uświadamiały mu to co stracił. I że życie sportowca które kochał i które było mu tak doskonale znane się skończyło. A strach przed nieznanym wywoływał w nim frustrację i złość.

Kilka minut później, zajadając się naleśnikami rozmawiali głównie o Oazie spokoju i ostatnich bieżących problemach oraz zmianach jakie zaszły w pensjonacie. Dzięki temu Hubert na dłuższą chwilę zapomniał o swoich własnych problemach. Potem siedząc na sofie wspólnie śmiali się z porad z książki, którą dostała Hania na swoim spóźnionym wieczorze panieńskim. Zwłaszcza gdy Hubert dotarł do części „po kłótni” wyjmując dwa małe kieliszki schowane w jej wnętrzu wraz z małą buteleczką.

- To co, wypijemy na zgodę?- Zaproponował.

- Przecież się właściwie nie pokłóciliśmy.- Zauważyła Hanka.

- Racja, zachowamy na lepszą okazję.

- Hubert, korzystając z okazji chciałabym porozmawiać z tobą o jeszcze jednej kwestii.- Zaczęła Witwicka podnosząc się z kolan męża na których trzymała głowę.

- Zabrzmiało strasznie poważnie.

- Bo to poważna sprawa. Zaraz wracam.

- Gdzie idziesz?

- Do sypialni, zaczekaj chwilę…Co ty robisz?- Spytała gdy Hubert również wstał i wziął ją na ręce.

- „Żonę noś na rękach, nawet jeśli w mękach”. – Zacytował zdanie z małżeńskiego poradnika, które niedawno czytali, kierując się na piętro. Puścił ją dopiero gdy dotarli do sypialni. Tam Hania wyjęła z szuflady jakiś cienki plik kartek. – Co to?- Spytał, a gdy przeczytał tytuł i pierwsze zdanie, prychnął.- Żartujesz? Intercyza?

- Żeby zabezpieczyć twoje interesy. Nie chcę by twój menadżer albo ktokolwiek inny myślał, że jestem z tobą dlatego.

- Ważne, że ja to wiem. Wyrzuć to.

- Hubert, to dla mnie naprawdę ważne. To jest taka próbna wersja, sporządziłam ją z różnych kompilacji w internecie. Jeśli chcesz możemy coś dodać bądź usunąć. Potem w wolnej chwili pójdziemy do notariusza żeby ją uprawomocnić.

- Haniu, już kiedyś o tym rozmawialiśmy i myślałem, że doszliśmy do tego samego wniosku: że to głupota.

- Ale ja będę się z tym czuła lepiej.

- A ja gorzej…- Spierali się tak jeszcze dłuższą chwilę, aż Hubert w końcu dał za wygraną i nawet nie czytając pisma złożył pod jedną z kopii zamaszysty podpis.- Proszę bardzo. Zadowolona? Ale do żadnego notariusza na pewno z tym nie pójdę. A teraz idę się kąpać.- Oznajmił odkładając kartki na komodę.

- A druga kopia? Wrócimy do tego później!- Zawołała za nim jeszcze Hania. Gdy zamknęły się drzwi łazienki, ciężko westchnęła włączając telewizor. Nie lubiła gdy Hubert traktował ją protekcjonalnie w tej kwestii. Dla niej to było ważne. Miałby się z pyszna, gdyby po wszystkim zabrała mu jedno mieszkanie i kazała płacić na siebie alimenty, pomyślała szybko usuwając tę myśl z głowy. Bo nie chciała myśleć o rozstaniu z mężem. Nie teraz.

Ponieważ wykąpała się przed kolacją, teraz założyła na siebie piżamę: zwyczajowy T-shirt i stare legginsy. Widząc swoje odbicie w lustrze pomyślała o czarnej halce, którą sprezentowały jej dziewczyny: wciąż słysząc szum wody zdecydowała się ją przymierzyć. Szybko jednak ściągnęła ją z powrotem gdy odbicie lustrzane uwypukliło jej prześwitujące piersi i kształt ciała…Zdążyła w ostatniej chwili, bo Hubert zjawił się w sypialni zaraz potem. Zapomniała, że dla mężczyzn wyjście z kąpieli zajmuje chwilę: kobiety zazwyczaj poświęcały więcej czasu na dokładne wysuszenie każdej partii ciała. Rozczesując włosy splotła je w luźny warkocz dyskretnie obserwując przy tym wchodzącego do sypialni męża.

Był pięknie zbudowany, pomyślała widząc że ma na sobie tylko spodnie i zdając sobie sprawę z faktu, że gdyby wypowiedziała tę myśl na głos, wcale nie spodobałaby się Hubertowi. Mężczyźni nie lubili gdy określano ich tym mianem. Przystojny, męski, atrakcyjny…tymi słowami zwykle opisywało się ich przymioty w filmach czy książkach. Tyle, że dla Hani słowo „piękny” idealnie oddawało wygląd klatki piersiowej Skrzyneckiego. Każdy ruch jego ramion ujawniał pracę ścięgien i mięśni, które zostały uformowane ciężką pracą na sportowej sali podczas treningów i na boisku w czasie zawodów. Nie zdradzały jednak próżności ich posiadacza swym nadmiernym rozmiarem czy opalenizną.

- Jak wypadła inspekcja?- Usłyszała żartobliwe pytanie, które początkowo trochę ją zażenowało. Jakim cudem wiedział, że na niego patrzyła skoro stał tyłem na dodatek szukając w szufladzie jakiejś koszulki? Potem jednak odpowiedziała szczerze:

- Celująco. Lubię na ciebie patrzeć.- Słysząc to Hubert wciąż nie przerywając zakładania koszulki przez głowę uśmiechnął się z zadowoleniem. Potem gotowy do spania, zajął miejsce po swojej stronie łóżka moszcząc się na lewym boku by móc patrzeć na żonę.

- Pamiętam jak sześć lat temu zobaczyłaś mnie po kąpieli po raz pierwszy. Miałaś wtedy podobną minę i szybko wyszłaś z pokoju żeby mnie nie zawstydzić podczas gdy to ty wyglądałaś na nieźle skrępowaną.

- Pamiętasz takie rzeczy?

- Ty nie?

- Tak, ale tą kompromitującą dla mnie część chyba wyparłam ze świadomości.

- Moim zdaniem nie była kompromitująca.- Zaopiniował Hubert odsuwając zbłąkany kosmyk włosów żony z twarzy.

- To kiedy idziemy do notariusza?

- Kobieto, ty znowu o tym?- W udawanym przerażeniu Hubert wzniósł ręce i oczy ku niebu.- Zniszczyłaś tak miłą chwilę.

- Doprawdy?- Mrugnęła Hania siadając na łóżku, a potem nachylając się nad mężem. Wtedy jego dłonie zatopiły się na karku i plecach żony. Nie minęło dużo czasu a całował ją tak jakby chciał ją połknąć albo wchłonąć tak by stopili się w jedno…Co w sumie nie było tak dalekie od prawdy. Marzył o niej tak długo, że czasami tylko sam jej widok napawał go spokojem i zadowoleniem a pocałunek wywoływał szybsze bicie serca. Dlatego teraz czując napływające pożądanie z trudem odsunął się od niej zanim sprawy zaszły za daleko.

- Muszę iść na dół po coś do picia.

- Mam wodę koło łóżka. Jeśli chcesz mogę…

- Nie, mam ochotę na sok.

- Przecież ty nie pijasz soków twierdząc, że to puste cukry.

- Ale mam na niego ochotę.- Słysząc tak kiepską wymówkę Hanka z trudem powstrzymała uśmiech. To, że była dziewicą nie znaczyło, iż nie orientowała się w pewnych kwestiach. A że leżeli z Hubertem blisko siebie wyczuła jego pożądanie.

Nie sądziła tylko, że to stanie się dzisiejszego wieczora. Myślała, że jeszcze będzie musiała „oswoić się” z tą myślą w głowie, jakoś zaaranżować odpowiednio okoliczności. Po rozmowie z przyjaciółkami w myślach ułożyła scenariusz wspólnej kolacji przy nastrojowej muzyce, tańcu w objęciach Huberta i pięknej sukience. Zamiast tego wcześniej zjedli przypalone naleśniki, z telewizji dobiegała reklama z jakiegoś marketu, a ona miała na sobie starą piżamę, której przy najśmielszych chęciach nie można było uznać za prowokującą czy seksowną. Mimo wszystko wiedziała, że jest idealnie, że to właśnie ta chwila. I że nie chce by Hubert teraz wychodził. W końcu zrozumiała, że liczyło się tylko to że była z nim, reszta spływała na dalszy plan. Bo zawsze była dla niego gotowa. Zawsze. A właściwie od sześciu lat kiedy się poznali i nie zapragnęła żadnego innego mężczyzny. I nawet jeśli za pół roku się rozstaną, to Hubert musi być jej pierwszym mężczyzną.

- Zostań.- Poprosiła.

- Zaraz przecież wrócę.

- Zostań.- Powtórzyła tak jak on wstając z łóżka. Tyle że zamiast z niego zejść, stanęła na krawędzi i chwyciła opuszkami dłoni twarz stojącego obok Huberta. Ponieważ wysokość łóżka zminimalizowała różnicę w ich wzroście, zrobiła to bez trudu. Potem złożyła kilkanaście maleńkich pocałunków na jego twarzy i brodzie. Na własnej czuła delikatną szorstkość kiełkującego zarostu, która o dziwo była bardzo przyjemna.- Zostań.- Szepnęła znów gdzieś blisko jego ucha. Zauważyła, że zadrżał ciężko przełykając ślinę.- Zostań…

czwartek, 31 grudnia 2020

Druga szansa: Rozdział XXVIII

Uff, udało mi się dotrzymać obietnicy i wstawić jeszcze w starym roku :)

Korzystając z okazji chciałabym życzyć nam wszystkim aby ten kolejny niczym nas już nie zaskoczył (a jeśli tak, to tylko pozytywnie) :) Do tego dużo wytrwałości i cierpliwości do wytrzymania tego stanu.

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

PS: Ja również życzę sobie, żebym znalazła w końcu wolny czas na pisanie i dokończyła tę historię, bo każda dłuższa przerwa powoduje, że muszę na nowo się w niej zagłębić by nie pomieszać szczegółów czy imion :) 


- Piękne te kwiaty, prawda?- Odezwała się do Hanny jakaś starsza pani, przyłapując ją podczas spaceru wokół hotelowych rabatek, kiedy próbowała zapomnieć o zawistnych słowach Dominiki usłyszanych niespełna kwadrans temu. Niestety bezskutecznie.

I naprawdę myślisz, że potraktuję cię lepiej niż przelotną znajomość? Zawsze wiedziałam, że jesteś taka naiwna, ale żeby aż tak?

- Tak.- Skinęła tylko głową Witwicka w żaden sposób nie ośmielając kobiety. Normalnie pewnie uśmiechnęłaby się do niej zachęcająco, a potem wdała się w długą pogawędkę na temat swoich ulubionych roślin, ale w obecnym stanie ducha było to dla niej praktycznie niewykonalne. Miała więc nadzieję, że jej reakcja zostanie uznana za grzeczną, ale lakoniczność odpowiedzi odwiedzie od dalszej dyskusji. I tutaj najwyraźniej też się pomyliła, bo nieznana rozmówczyni, kontynuowała swój dalszy wywód:

- Uwielbiam kwiaty, dają tyle radości swoim widokiem…Mój świętej pamięci mąż na każdą rocznicę przynosił mi bukiet przepięknych lilii, a każdy mój sukces świętowaliśmy żonkilami. Wiedziała pani, że są też symbolem odwagi?- Spytała staruszka wcale nie czekając na odpowiedź Hanki.- Ale teraz kobiety wolą dostawać biżuterię, czekoladki albo nie daj Boże wino czy inny alkohol uznając kwiaty za niechciany prezent. A dzięki nim tyle można wyrazić, tyle z nich wyczytać…Nawet patrząc jak rosną i pielęgnując je od razu sprawiają, że człowiekowi chce się żyć.

- Widzę, że jest pani pasjonatką. Ma pani własny ogród?- Spytała grzecznie Hanna.

- Tak, mam to szczęście, że po przeprowadzce udało nam się kupić z Henrykiem dom z ogródkiem. O, i są nawet begonie. Widocznie moja rada została wzięta pod uwagę. Bo wie pani: to ja doradziłam właścicielce, żeby posadziła te niewielkie rośliny. „Cieszą oko i na dodatek posadzone jeszcze na początku lata kwitą do później jesieni”, tak jej powiedziałam.

- Mówi pani o Irenie Witwickiej?- Dopytała mimo wszystko Hania po raz pierwszy od początku rozmowy wykazując cień szczerego zainteresowania, bo skoro w tamtym okresie pani Iwona Jakubiak już nie żyła, z pewnością musiało chodzić o jej mamę. Rzeczywiście, chwilę potem uzyskała potwierdzenie.

- Tak. Widziałyśmy się ze trzy albo cztery lata temu gdy odwiedzałam Pralkowo podczas wakacji. Niestety po raz ostatni. Przykro było mi słyszeć o jej śmierci tym bardziej, że dowiedziałam się po pogrzebie i nie mogłam nawet w nim uczestniczyć. I to powikłania po zapaleniu płuc…w dzisiejszych czasach to przecież drobnostka dla młodego organizmu. Ale Irena zawsze była uparta. Pamiętam jak w szkole kazała mojej Jasi oficjalnie przeprosić ją przy całej szkole za to że wypaplała innej koleżance jak Irena skrytykowała jej strój, choć biedna Janina przepraszała ją chyba z milion razy. Ale wyjawienie sekretu nawet w  najbłahszej postaci komuś z zewnątrz równało się zerwaniu paktu przyjaźni, zwłaszcza w świecie nastolatek.

- Znała pani moją…to znaczy panią Irenę osobiście?

- Czy znałam? Była najlepszą przyjaciółką mojej córki, więc często gościła w naszym domu.- Roześmiała się starowinka jakby na wspomnienie tylko sobie dobrze znanej historii z przeszłości.- Naturalnie do czasu naszej przeprowadzki do Krakowa…bo wie pani mój Henio dostał propozycję nadzoru otwarcia nowej fabryki a potem kierownictwa. Wtedy to była tak intratna propozycja, że długo się nie wahaliśmy, chociaż żal było nam zostawić ukochane Pralkowo. Ale dość już o mnie, córka wiecznie mnie strofuje mówiąc, że wystarczy bodaj chwila zainteresowania a ja już wyjawiam obcym szczegóły swojego życia, które ich zanudzają albo nie daj Boże mogą kiedyś być wykorzystane przeciwko mnie. Co mam jednak poradzić na to, że wyrastałam w czasach gdy rowerów nie trzeba było zabezpieczać przed sklepem przed złodziejami a wdanie się w pogawędkę z nieznajomym na przystanku było miłym sposobem zabicia czasu oczekiwania? A nawet jeśli to by się udało: to czy opłaca mi się zmieniać biorąc pod uwagę ile czasu mi zostało? Pani zatrzymała się tutaj na długo?

- Właściwie to… nie jestem gościem.

- Ach, a więc pani tutaj pracuje a ja przerywam pani pracę.

- Tak. To znaczy nie. Jestem córką Ireny Witwickiej.

- Naprawdę? Teraz widzę cień podobieństwa, ale w życiu bym nie zgadła…jesteś podobna do ojca.

- Słucham?

- Skoro tych pięknych rysów nie przekazała ci mama, musiał to zrobić ojciec.- Uśmiechnęła się kobieta najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego jakie wrażenie wywołało jej niefortunne stwierdzenie na Hani, która już myślała że staruszka będzie mogła podzielić się z nią jakimiś szczegółami na temat nieznanego rodzica.

- Dziękuję za ten komplement. Ma pani ochotę przejść się kawałek dalej? Na tyłach hotelu niedawno sadziłam inne kwiaty, które także powinny już kwitnąć…

- Och, jak najbardziej. Muszę przyjechać tutaj kiedyś z Janinką jak tylko wróci z Włoch, bo mieszka tam z mężem na stałe i rzadko przyjeżdża do Polski. Ona na pewno opowiedziałaby pani o mamie wiele ciekawych historii. Ja wiem o nich tylko z drugiej ręki a i tak pewnie są to mocno ocenzurowane wspomnienia. Nastolatki nie lubią chwalić się rodzicom swoimi największymi wybrykami.

- Chętnie posłucham nawet o takich.

- Doprawdy? W takim razie koniecznie muszę ci powiedzieć o sylwestrze z kapustą w osiemdziesiątym piątym, nie słyszałaś o tym prawda?- Spytała kobieta a po niewerbalnym geście zaprzeczenia wykonanym przez Hankę zaczęła kontynuować swą opowieść.

Informacje o własnej matce w czasach gdy była młodą dziewczyną i słuchanie o nich było dość dziwnym przeżyciem. Zwłaszcza, że pani Krystyna opisywała ją jako pełną życia, spontaniczną nastolatkę z ambicjami, choć nie tak idealną i świętą: na przykład gdy wraz z przyjaciółmi urwała się z ostatniej lekcji by popływać w jeziorze. Hanna nawet przy najlepszych chęciach nie mogła sobie wyobrazić by jej poważna, skryta i dystyngowana rodzicielka mogła głośno się śmiać czy kląć bądź zrobić coś zaskakującego. Po prostu to było zupełnie abstrakcyjne. Jej mama…odkąd pamiętała miała w sobie pewną dozę zgorzkniałości mimo nie tak zawoalowanego przecież wieku. Nawet po tym jak sześć lat temu Hania rozstała się z Hubertem i poważnie pokłóciła z panią Ireną co ostatecznie doprowadziło do ich pojednania i naprawienia wzajemnych relacji, to jedno się nie zmieniło. Co prawda musiała przyznać, że matka starała się być mniej oschła i cyniczna, a w stosunku do niej dużo bardziej wylewna, ale jednocześnie jako córka widziała jak wiele ją to kosztowało. Dlatego doceniała te wysiłki podwójnie. Nawet jeśli ich relacje wciąż były dalekie od ideału.

Jak skończyłaby więc Irena Witwicka gdyby nie spotkała na swej drodze czarującego turysty, który po wakacyjnym romansie pozostawił po sobie niechcianą pamiątkę w postaci córki? Czy wyjechałaby z Pralkowa tak jak planowała na studia i zawojowałaby stolicę? Czy wyszłaby za mąż za jakiegoś studenta, żyła we własnym mieszkaniu a nawet domu, mając stabilną pracę i kochającą rodzinę? I czy wtedy byłaby w stanie żyć pełnią życia a nie zadowalając się jego resztkami tak jak wydawało się zrobiła ze swoim życiem?

To pytanie pojawiło się w głowie Hani zupełnie przypadkiem, ale gdy wybrzmiało na moment gwałtownie przystanęła (czego na szczęście jej rozmówczyni nie zauważyła) uświadamiając sobie coś, na co do tej pory nie zwracała uwagi. Bo jej matka wcale nie przegrała swojego życia. Owszem, spotkało ją coś czego nie planowała, ale to nie znaczyło że nie mogła być szczęśliwa, że musiała skazywać się na samotny los. Dziwne, że do tej pory pewne fakty interpretowała w sposób biało-czarny. Na przykład to, iż jej matka nie miała żadnych przyjaciółek poza panią Iwoną, bo inne kobiety nie chciały rzekomo utrzymywać z nią kontaktów. Ale Hania nawet teraz potrafiła przywołać ze swojej pamięci obraz pani Jastrzębskiej, która dosyć często wpadała do jadalni Oazy po catering dla swoich pracowników: zawsze uśmiechniętą i skorą do rozmowy. Wówczas niejednokrotnie proponowała Irenie Witwickiej kawę czy ciastko po pracy czego ta konsekwentnie odmawiała. Pewnie dlatego po pewnym czasie przestała. Matka Hani, po jednej z takich propozycji prychnęła na stronie do córki:

- Uważa się za lepszą ode mnie i proponuje mi jałmużnę. Za kogo ona się ma?

Hania milczała wtedy, bo nawet będąc dwunastoletnią dziewczynką potrafiła wyczuwać ludzi. A intencje tamtej miłej pani zawsze wydawały jej się szczere, więc nie chciała kłócić się z matką: może jednak to ona miała rację? Może jako dziecko nie dostrzegała pewnych niuansów? A może to, że pani Jastrzębska zwykle miała w torebce jakiś smakołyk, który ukradkiem wręczała Hani wpłynęło na osąd Witwickiej fałszując jego obraz?

A co z panem Januszem, wdowcem który zawsze znajdował jakąś wymówkę by choć raz w tygodniu pojawić się w Oazie zostawiając kwiaty dla mamy albo z nią rozmawiając? On też wydawał się być Hani szczery i sympatyczny, no może nieco flegmatyczny, ale po części na tym polegał jego urok. Jej matka natomiast i ten przejaw zainteresowania traktowała jak okazję do wyśmiania jej. Tak więc po roku starań i on wydawał się odpuścić swoje zabiegi: od tamtej pory Hania widywała go tylko na ulicy bądź w sklepie w towarzystwie pani Helenki z którą po jakimś czasie się ożenił. Hanna dopiero teraz pomyślała, że gdyby matka dała mu szansę, to zapewne ona byłaby na jej miejscu; może nawet doczekałaby się innych dzieci?

Nie znaczyło to jednak, że uprzedzenie pani Ireny Witwickiej do mieszkańców Pralkowa było zupełnie nieuzasadnione i wynikało tylko z nieporozumień oraz jej fałszywych rojeń, skądże. Hanna pamiętała przecież prawnika Jacka Makuszewskiego bezczelnie proponującego romans jej matce czy festyn w Oazie na którym jedna z podpitych koleżanek mamy ze szkoły pytała ją czy wie chociaż z kim ma to dziecko. Zresztą gdy ona sama była uczennicą podczas kłótni czy niesnasek potrafiła zręcznie się komuś odgryźć za zniewagę: może to dlatego wtedy ośmieszony przeciwnik odwoływał się do jej nieznanego pochodzenia. I zwyciężał, ponieważ na to nie miała ciętej riposty. Zawsze wtedy milczała, choć myśli nasuwały jej masę możliwych odpowiedzi. Ale nieznane pochodzenie ojca zawsze kładło cień w jej życiu sprawiając, że czuła się…wybrakowana? Nie, to nie było dobre słowo, ale lepszego nie potrafiła znaleźć. A fakt, że jej matka nigdy nie chciała z nią na ten temat rozmawiać tylko potęgował ten stan. Tylko raz dowiedziała się o nim czegoś konkretnego, zupełnie przypadkiem gdy wciąż przeżywała swój nieudany związek z Hubertem. Wtedy matka nieco nieudolnie (jak miała w zwyczaju) zaczęła ją pocieszać:

- Wielcy sportowcy czy wszelkiego rodzaju inne gwiazdy są przekonane, że nikt ani nic nie jest ich warte. Twój ojciec na przykład…

- Mój ojciec: co?

- Nic.

- Mamo, kim on był?

- Nieważne, muszę iść do kuchni. Jedzenie samo się nie przygotuje.

Czy to jednak znaczyło, że jej ojciec był kimś rozpoznawalnym? Tyle, że gdyby tak było całe Pralkowo przecież huczałoby od tej informacji i z łatwością udałoby się go zidentyfikować. Chociaż pobyt Huberta w Oazie spokoju udało się kiedyś utrzymać w tajemnicy, więc…

- Czy znała pani mojego ojca?- Wypaliła w końcu Hanka przerywając swojej rozmówczyni w środku zdania. – Albo pani Janina, pani córka. Mówiła pani, że były przyjaciółkami więc może…?

- Nie wiem nic na ten temat, dziecko.- Staruszka dodatkowo smutno pokręciła głową.- Jania znała tajemnice Irenki, ale tylko do czasu wyprowadzki. Potem korespondowały ze sobą, ale z tego co wiem jak to często w takich przypadkach bywa, przyjaźń poprzez odległość się rozmyła. Mama nigdy z tobą na ten temat nie rozmawiała?- Spytała na koniec nieco niepewnie.

- Nie.- Zaprzeczyła tylko Hania siląc się na uśmiech. Właściwie nie wiedziała po co zaczynała ten temat z góry znając jego zakończenie. Zwłaszcza po takim czasie. Gdy matka żyła, powinna drążyć tę kwestię aż do skutku a nie zadowalać się szybkimi zmianami tematu, teraz po tylu latach było na to za późno. Musiała pogodzić się z tym, że tej tajemnicy nigdy nie odkryje. Ale i tak była wdzięczna nieznanej wcześniej kobiecie za to, jak wiele ta rozmowa jej dała. I jak dużo uświadomiła.

- Trudno, dziękuję za poświęcony czas. I opowieści o mamie. To wiele dla mnie znaczy.

- Cała przyjemność po mojej stronie. Przy najbliższej możliwej okazji zapytam Janinki czy coś wie w tej sprawie, może rzeczywiście posiada więcej informacji ode mnie.

- Dziękuję pani.- Odchodząc Hania mocno uścisnęła obie dłonie staruszki życząc jej miłego pobytu. Nie wróciła od razu do pracy: czuła że musi „porozmawiać” z matką, więc skierowała się na parking a potem cmentarz.

Pół godziny później była już na miejscu, składając na grobie pani Ireny bukiet kwiatów; potem stała tam przez dłuższą chwilę wpatrując się w portret matki wyryty na nagrobnej płycie zapominając o zwyczajowej modlitwie. Myślała o tym jak wiele zależy od nas samych i jak bardzo bojąc się porażki nie robimy nic by zwyciężyć. Tak jak jej matka bojąc się odrzucenia, odtrącała wszystkich by inni nie mieli szansy zrobić tego pierwsi wobec niej. Bo te wszystkie nieprzyjemności, które ją spotkały nie znaczyły, że nie mogła być szczęśliwa. Ale ona postanowiła zrazić się do świata, dostrzegając w każdym z pozoru niewinnym geście próbę jej ośmieszenia czy wyśmiania, a w najlepszym razie cyniczną litość. Strach zawładnął jej życiem, więc potraktowała emocje i odczuwanie jako niepotrzebny balast. To była jej decyzja. Tyle, że przez nią Hanka postępowała tak samo bojąc się tego co czuje do Huberta. Wystarczyły tylko szydercze słowa Dominiki by zaczynała w niego wątpić albo ostrzeżenia Pauliny czy Magłośki. Tylko co z tego, że była świadoma swojego problemu skoro nie umiała go zwalczyć?

- Niech to wszystko licho porwie…- Mrugnęła pod nosem i tak dość powściągliwie wyrażając gwałtowne, tkwiące w niej emocje.

- Co aż tak wytrąciło cię z równowagi, że rzucasz klątwy na cmentarzu?- Niespodziewany głos zza pleców tak wytrącił ją z równowagi, że szeroko otworzyła oczy jednocześnie się odwracając.

- Kacper?

- Tak. Cześć.- Przywitał się podchodząc bliżej a później zapalając znicz na grobie jej matki. Obserwowała go dyskretnie gdy wykonał znak krzyża, a potem stał skupiony, prawdopodobnie zatopiony w modlitwie.

- Co tu robisz?- Spytała widząc, że prawdopodobnie ją skończył i zbiera się do odejścia.

- Nie widać? Palę lampkę. Wcześniej byłem u swojej matki. Dziś mija kolejna rocznica jej śmierci, więc pomyślałem że przy okazji odwiedzę i twoją.

- Tak, pamiętam. Dziwię się tylko, że ty pamiętasz.

- Nie byłem idealnym synem, ale byłby ze mnie kawał sukinsyna gdybym zapomniał kiedy umarła. A ty co? Aż tak bardzo zatęskniłaś za swoją?

- Lubię tu przychodzić.

- Ale teraz chyba ewidentnie coś cię wkurzyło. Mam nadzieję, że to nie twój maż?

- Skądże. To nic konkretnego, zapewniam. Raczej całokształt.- Po tych słowach uśmiechnęła się sygnalizując koniec rozmowy, jednocześnie wychodząc z alejki. Nie przewidziała jednak, że on zrobi to samo.

- Więc dobrze wam się wiedzie?

- Chyba tak.- Odpowiedziała lakonicznie nie chcąc wdawać się w szczegóły w tej materii na które Kacper ewidentnie miał ochotę. Dlatego, chyba to wyczuwając, wypalił:

- Prędzej czy później on cię skrzywdzi, zostaw go.

- Kacper…

- Mówię serio, bądź wobec niego ostrożna, tylko o to proszę. Nie pozwól mu na to by złamał ci serce a potem życie. Udajesz twardą, ale jesteś tak sentymentalna i spragniona happy endu jak każda kobieta.

- Bez urazy, ale takie generalizowanie strasznie mnie wkurza. Byłoby inaczej gdyby twoja uwaga miała swoją motywację w dobrych pobudkach: nie sądzę jednak by wynikała z troski o mnie. Tak więc pewnie chcesz wprawić mnie w jeszcze większą konfuzję i wprowadzić między mną a Hubertem zamęt.

- Nie rozumiem dlaczego zawsze traktujesz mnie jak wroga.

- Nie rozumiesz? Czy tylko udajesz, bo tak ci wygodnie?- Po tym pytaniu, mężczyzna przez dłuższą chwilę milczał.

- Wiedziałem, że nie uda mi się cię przekonać, ale musiałem jeszcze ten ostatni raz spróbować. Teraz przynajmniej mam czyste sumienie. I moje pobudki są szczere. Tak samo wtedy gdy proponowałem ci małżeństwo. Ale nie: ty wolałaś wybrać kogoś z zasobniejszym portfelem i pozycją. Wydaje ci się w ten sposób, że naprawisz swoją pozycję?

- Nie rozśmieszaj mnie: do małżeństwa chciałeś zmusić mnie szantażem, a gdy się nie zgodziłam prawie odebrałeś mi hotel. Także wiem jak byś mnie traktował z tym swoim patriarchalnym podejściem do kobiet. Pamiętam też naszą rozmowę sprzed kilku tygodni gdy zastałam cię w twoim biurze z kłócącym się…jak mu tam było: Jarkiem? Twoja sekretarka niedawno całkiem przypadkiem powiedziała mi z jakich to według ciebie błahych powodów nie pojawił się w pracy.

- Czy to źle, że uważam iż kobieta powinna siedzieć w domu i zajmować się dziećmi? Twój Hubert liczy chyba, że po ślubie ty go będziesz utrzymywać skoro w tym sezonie nie był na ani jednym treningu i zaraz wywalą go z kadry. Poza tym Jarek opuścił swoje stanowisko pracy, nie okłamałem cię wtedy.

- Czyżby? Przedstawiając się jako biednego pracodawcę, którego pracownik zabalował podczas gdy w rzeczywistości był w szpitalu towarzysząc swojemu dziecku, które walczyło o życie? A kariera i finanse Huberta to nie twój problem. Ostatnio twierdziłeś, że wyszłam za niego dla pieniędzy a teraz co: to ja okazuje się być dla niego łakomym kąskiem z zadłużonym hotelem w trakcie inwestycji? Nie rozśmieszaj mnie.

- Posłuchaj…

- Nie, to ty posłuchaj. Jesteśmy na cmentarzu, a ja nie zamierzam dłużej na ten temat z tobą dyskutować. Na razie.

- Cześć…- Zdążył jeszcze odpowiedzieć mężczyzna, zanim Hanka go nie wyminęła. Odprowadzał ją wzrokiem zanim całkiem nie zniknęła z horyzontu jego widzenia. Jego twarz zdradzała wtedy zaciętość a pięści miał zaciśnięte aż do bólu. Ciekawe co się stanie jak ten twój amant zrealizuje swoją zemstę, pomyślał. I do kogo wtedy przybiegniesz w podskokach prosząc o pomoc. W myślach wyobrażał sobie tę scenę: to jak bezpardonowo odrzuca jej błagania ignorując łzy które zapewne lałyby się po jej twarzy by go zmiękczyć. Tyle, że gdy ją widział…gdy na nową ją spotykał widząc ogień w oczach, sposób w jaki na niego patrzyła tak jak przed chwilą…wtedy nawet fakt bycia kochanką Skrzyneckiego schodził na dalszy plan.

Bo wciąż chciał ją mieć.

Nawet mimo faktu, że należała do Huberta.

A może właśnie: dlatego?

***

Po powrocie do Oazy Hanna nadgoniła zaległości w pracy, potem przeglądając CV na ofertę pracy, którą za namową Huberta zamieściła ubiegłego wieczoru. Wciąż jednak nie miała pewności czy zatrudnianie kolejnej osoby nie jest zbyteczne, nie będąc przekonaną do tego pomysłu. Dopiero przed kolacją znalazła chwilę by zadzwonić do męża i podzielić się z nim ostatnimi wydarzeniami. A raczej by usłyszeć jego głos. Nie sądziła, że aż tak będzie za nim tęsknić, że tak będzie jej go brakować. Byli małżeństwem niespełna miesiąc a już czuła jak bardzo jej samopoczucie od niego zależy. To ją niepokoiło, więc nie zagłębiała się w tą myśl. Nie chciała przecież być jak własna matka: pogrążając się w swoich rojeniach i strachu rezygnując z tego co mogła osiągnąć. Hubert się przecież z nią ożenił: nie kochał jej co prawda, ale zależało mu na niej i chciał by im się udało. Dla niej samej te fundamenty też były ważniejsze niż jakaś tam fascynacja, która za jakiś czas się wypali. Musiała jednak się otworzyć: nie tylko wobec własnego męża, ale i innych.

Jeszcze tego samego wieczoru, mile zaskoczyła ją propozycja Pauliny, która choć wydawała się już się na nią nie boczyć, wciąż nie zachowywała się wobec niej całkiem naturalnie. Dlatego zaproszenie na sobotni wieczór nieźle ją zaskoczył: po fakcie pomyślała, że pewnie przyjaciółka chce w końcu rozmówić się z nią na neutralnym gruncie kończąc spór. Zgodziła się nie wiedząc, że zupełnie się pomyliła.

I tak, dwa dni później, wkroczyła do mieszkania Pauli z czekoladkami, w którym czekały na nią pozostałe przyjaciółki: Anka, Małgośka i nawet Natalia (ta ostatnia niestety z zastrzeżeniem, że za chwilę musi wracać do pracy przed wydawaniem kolacji w hotelu, ale chciała chociaż wznieść bezalkoholowy toast za jej małżeńskie szczęście). Totalnie zaskoczona Hania nie wiedziała co powiedzieć: widok wielu zapalonych zapachowych świeczek, przekąsek na stoliku i karnawałowych gadżetów naprawdę ją zaskoczył.

- Nie dałaś nam okazji zrobić sobie wieczoru panieńskiego, więc musi ci starczyć wieczór małżeński.- Podsumowała Gosia po toaście.- Wszystkiego dobrego, kochana.

- Matko, jak wy…? Kiedy?

- To wymagało pewnych elastycznych decyzji, zwłaszcza tych logistycznych i zebrania wszystkich w jednym dogodnym terminie, ale się udało. No może poza Natalią, ale niestety ktoś musi pracować w twoim hotelu.

- Nawet nie wiem co powiedzieć.

- Więc to my będziemy mówić.- Głos zabrała Paulina.- Przede wszystkim to chciałam cię oficjalnie przy świadkach przeprosić za moje zachowanie. Wiem, że było dziecinne, ale gdy dowiedziałam się że podjęłaś tak nierozważną decyzję tylko ten sposób przyszedł mi do głowy jako protest. Choć i tak już przecież mleko się rozlało.

- Już nie szkodzi.- Mrugnęła wzruszona Hania przytulając przyjaciółkę.- Cieszę się, że cię mam. I w ogóle was wszystkie…- Taka wylewność była zupełnie nie w stylu Witwickiej, więc gdy potem objęła Małgosię i Anię wprawiła je w niemały szok.

- Dobra, dość już tych sentymentów, bo trzeba przejść do wypełniania harmonogramu imprezy.- Zarządziła Anka.

- To jest jakiś harmonogram?

- Oczywiście: tradycji musi stać się zadość. Nawet jeśli już za późno, bo panienką już dawno nie jesteś. To co? Komu drinka? I nie patrz tak na mnie Hanka: wiem, że dla ciebie mam zrobić bezalkoholowego.

- Właściwie to…skoro to mój wieczór panieński…No i jeśli mogę nocować u Pauli to…

- Uuuu! I to rozumiem!- Roześmiała się uradowana Paulina.- Kto by pomyślał, że małżeństwo tak cię rozrusza.

***

 W tym samym czasie Dominika Bączek wciąż przeżywała odbytą w czwartek rozmowę z Hanką Witwicką wciąż nie dowierzając tej informacji, chociaż pytając o to młodszą siostrę ta również ją potwierdziła.

Aha, i jeszcze jedno: ten pożal się Boże siatkarzyna jest moim mężem. Więc jeśli powiesz o nim jeszcze coś co go obraża to ulegnę pokusie i odwdzięczę ci się tym samym.

Nie, on nie mógł się z nią ożenić. To po prostu niedorzeczne, myślała uruchamiając laptopa a potem przeglądarkę. Następne wpisała w wyszukiwarkę imię i nazwisko siatkarza. Tak jak wczoraj i przedwczoraj nie pojawił się żaden artykuł informujący o jego ożenku. Nawet gdy dodała słowo „małżeństwo”. Wtedy dodała też nazwisko Hanki, znowu nic.

- To musi być jakaś ściema…- Mruczała do siebie wciąż konsekwentnie szukając jakiejś wskazówki. Przecież taka informacja nie mogła przejść bez echa: no, chyba że ta kretynka ją okłamała. Tylko, że Natalia wspomniała iż dzisiaj jej przyjaciółki wyprawiają jej spóźniony wieczór panieński: czy wobec tego oszukiwałaby również je? Tylko po co? By nikt nie powiedział, że jest taka jak matka? Przecież Skrzynecki był sławny, kłamstwo wydałoby się dość szybko. Nawet ona nie mogła być taka głupia…

Wciąż nie rezygnując wertowała kolejne strony w końcu wchodząc na jakieś fora i oficjalny funpage sportowca. Tam przeczytała wszystkie wiadomości i posty z ostatnich dwóch tygodni. Gdy wciąż nie znalazła żadnej wzmianki o jego ślubie zalogowała się na swoje fakeowe konto wysyłając wiadomość:

Czy wiecie coś o małżeństwie Huberta? Podobno niedawno ożenił się z góralką.

Miała nadzieję, że fani Skrzyneckiego zainteresują się tą informacją i zweryfikują ją za nią.