Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 sierpnia 2020

Druga szansa: Rozdział XXI

Hubert Skrzynecki.

Hubert Skrzynecki, powtórzył cicho Kacper cedząc nazwisko ukochanego Hanki, bo nie mogło mu ono przejść zwyczajnie przez gardło. Jakie to wszystko było przewrotne, myślał ogłuszony zostawiając Paulę bez słowa wychodząc z kuchni na korytarz. I zupełnie przypadkowe. Przecież gdyby ta piątka wielkich sportowców nie zjawiła się w Oazie kilka tygodni wcześniej nic złego by się nie stało.

A Witwicka byłaby teraz jego.

Ten sukinsyn wszystko popsuł.

Kacper nie był jednak w ciemię bity i doskonale wiedział, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. I choć w pierwszej chwili chciał iść do pokoju dwadzieścia trzy by zwymyślać Hannę, powiedzieć że nici z ich planowanego układu biznesowego dotyczącego Oazy choćby walka miała pochłonąć wszystkie jego fundusze, a na koniec dać w pysk jej nieodżałowanemu siatkarzynie, powściągnął swoje emocje. Jeszcze popamiętają go oboje. A szczególnie ta oszustka, która zwiodła ich wszystkich, nawet swoich przyjaciół sprzedając się byle komu.

Wraz z tą konkluzją jego furia wróciła, ale od czasów nastoletnich umiał już ją powściągać. Nawet jeśli sama myśl o tej dwójce w jednym łóżku sprawiała, że robiło mu się niedobrze. W przypływie wisielczego humoru zaczął się nawet zastanawiać czy bardziej wkurza go to czy fakt, że Hanka bez pardonu odrzuciła jego-Kacpra Jakubiaka- woląc zawierzyć swój los pierwszemu lepszemu facetowi, który pojawił się na jej drodze i miał trochę szmalu na zbyciu.

Ale przecież już jakiś czas temu przekonał się, że miała naturę dziwki tak jak wszystkie kobiety zresztą (gdy prawie łasiła się w tańcu do tego sportowca pewnie już wtedy planując swój plan zdobycia go). Tyle, że zamiast sprzedawać się wielokrotnie i za małe pieniądze wolała to zrobić raz, a dobrze. Pewnie w innych okolicznościach by ja nawet podziwiał. Wybrnęła z opresji z godnym podziwu sprytem praktycznie do samego końca pozując na biedną ofiarę tak by nie dać się przejrzeć: on sam przecież też po jakimś czasie dał się na to nabrać. Tylko nie rozumiała, że on nie był jak te inne łosie, którymi mogła dyrygować do woli. Z nim się nie zadzierało.

I za jakiś czas Hanna Witwicka się o tym przekona.

Docierając pod wskazane drzwi przyoblekł na twarz szeroki uśmiech, później delikatnie pukając. Bo przecież wcale nie był zły, skąd. Odrobinę zaskoczony, ale w końcu to nic złego. Przecież każdy byłby zdziwiony nagłym potajemnym ślubem swojej prawie siostry, prawda?

Gdy wszedł do środka widząc ich dwójkę siedzącą razem na łóżku (choć Hanka wyraźnie próbowała się z niego podnieść), mina wyraźnie mu zrzedła. Zmusił się więc do jeszcze szerszego uśmiechu choć jedyne na co miał ochotę to ich oboje rozszarpać. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, recytował w myślach niczym mantrę patrząc na urocze rumieńce zakłopotania pojawiające się na twarzy Hanki. Zemsta najlepiej smakuje na zimno…

- Cześć, wybaczcie że przeszkadzam, ale Paula powiedziała mi, że tutaj cię znajdę, Haniu. Byliśmy umówieni, pamiętasz?

- Tak, ja właśnie…

- A więc to prawda.- Przerwał jej.- Chyba wypada mi więc wam pogratulować. Ale zanim to zrobię muszę powiedzieć, że jestem trochę zły. A nawet bardzo.- Wyznał, co było jedynymi szczerymi słowami, która wypowiedział do towarzyszącej mu dwójki. Mina, którą rzuciła Witwicka (a może powinien ją już nazywać w swoich myślach per Skrzynecka?) swojemu mężowi sprawiła mu odrobinę satysfakcji, dlatego nie odmówił sobie krótkiej pauzy.- W końcu byliśmy dla siebie jak brat i siostra, a ty nawet nie zaprosiłaś mnie na swój ślub.- W udawanej surowości swoje słowa podkreślił wskazującym gestem palca patrząc na Hankę.- Ba, nawet nie puściłaś pary z ust, do końca trzymając swoje plany w sekrecie.- Gdy kobieta wyglądała na rozluźnioną i uspokojoną, znowu go zezłościła. Ale niech uważa, że on wcale nie jest na nią wściekły. Niech teraz jest spokojna. Bo wtedy gdy w końcu zaatakuje tym bardziej będzie ją to bolało.

- No cóż, ze względu na pewne aspekty mojego związku wolałam zachować to w sekrecie. Przynajmniej na razie. Z pewnością to rozumiesz zważywszy na zawód i popularność mojego …męża.

- Hej, chyba nie wstydzisz się Hanki, co? Myślisz, że jak jesteś znany to ona nie dorasta ci do pięt?- Tym razem Kacper zwrócił się z tym pytaniem do Huberta. Chwilę potem zrozumiał, że to był zły ruch. Granie troskliwego starszego brata po tym jak toczył z Hanką w sądzie batalię o walkę nad Oazę spokoju? No cóż, ostatecznie mógł przecież wytłumaczyć się z tego faktu podkreślając nieudolne rządy Hani. I przecież wcale nie sprzedałby hotelu by stanęło tam centrum handlowe, skądże. Chciał ją po prostu tylko postraszyć tak by sama zrezygnowała z zarządzania nim a on mógł przywrócić mu dawną świetność. W końcu było to miejsce gdzie spędził dzieciństwo i nastoletnie lata, jak mógłby więc chcieć pozbyć się domu rodzinnego?

- Wręcz przeciwnie: a ty uważasz że powinienem wstydzić się takiej żony?- Odpowiedział mu retorycznie Hubert Skrzynecki w równie zaczepnym tonie. A więc słusznie Kacper założył, że ten kretyn nie jest do niego przyjaźnie usposobiony. Miał jednak nadzieję, że wkrótce uda mu się to zmienić. Co prawda nie uśmiechało mu się udawanie miłego dla takiego dupka, ale czasami cel uświęca środki. A zemsta najlepiej smakuje na zimno. Na zimno.

- Gdybym miał tak wspaniałą żonę chętnie paradowałbym z nią przed całym światem.- Oznajmił na poły żartem, na poły serio.

- Ale nie jest twoja.- Odpowiedź Huberta zaskoczyła Huberta: spojrzał więc na niego bacznie zdając sobie sprawę, że jakimś cudem go przejrzał. Nie, to niemożliwe, pomyślał. Nikt nie wiedział co czuł do Hanki, nawet sama zainteresowana. Do diabła nawet on sam aż do tej chwili nie rozumiał rozmiaru swojej obsesji. W innym przypadku przecież już dawno by odpuścił, a on proponował jej nawet ślub. I nawet teraz wiedząc, że ta zdrajczyni należy do innego nie potrafił o niej zapomnieć.

- Hanka jest moją siostrą.- Roześmiał się Kacper zupełnie tak jakby usłyszał przedni żart. Zakłopotanie na twarzy Witwickiej uspokoiło go. A więc ona wciąż nic nie wiedziała.

- Z tego co wiem nie biologiczną, prawda?- Drążył Hubert.

- Hej, przestań już.- Zrugała męża Hania czując, że znowu popada w te swoje idiotyzmy kompromitując ją przed Kacprem.- Poczekasz na zewnątrz? Ja zaraz do ciebie wyjdę.- Zwróciła się do Jakubiaka.

- Jasne.- Potwierdził.- Kuruj się bracie.- Rzucił na koniec w stronę Skrzyneckiego. Ledwo zamknęły się za nim drzwi, a Hanka zaatakowała Huberta:

- Co ty pleciesz? Naprawdę wierzysz w te nonsensy?!

- Umiem rozpoznać faceta, który jest zainteresowany polowaniem. A ty naprawdę tego nie widzisz?

- Czego?

- Tego w jaki sposób na ciebie patrzy jakbyś już należała do niego…

- Jasne, i dlatego zakochany we mnie facet walczy ze mną na drodze sądowej chcąc zabrać mi to co kocham, prawda?

- Proponował ci małżeństwo.

- Po to by mnie kontrolować.

- Ty naprawdę jesteś ślepa. Tylko głupiec by nie zauważył, że ten koleś chce cię mieć dla siebie. I wcale niekoniecznie mówię tu o miłości.

- Dziękuję wiec za pochwalenie stanu mojej inteligencji.

- Haniu, nie chcę się kłócić.

- Więc przestań pleść te głupoty. A teraz przepraszam, ale muszę iść porozmawiać z Kacprem.

- Haniu…zobaczymy się wieczorem tak jak planowaliśmy, prawda?- Nie odpowiedziała, chociaż w ten dziecinny sposób chcąc ukarać go milczeniem. Bo cały ten cyrk z udawaną zazdrością był jej zdaniem zupełnie zbędny. Jeszcze wobec kogo: Kacpra? Faceta, który zawsze wyśmiewał ją jako dziecko, a później kpił z jej wyglądu jako nastolatki? A gdy dorośli krytykował na każdym kroku, nie pozwalał zarządzać samodzielnie hotelem by na końcu próbować go odebrać? To była ta jego rzekoma miłość do niej? Jedyne co było dla niej podejrzane to fakt, iż jej niby „brat” wcale nie wydawał się być na nią zły. A przecież poniekąd dzięki małżeństwie uniemożliwiła mu wygraną na drodze sądowej w sporze o Oazę spokoju: gdyby nie Hubert i jego pieniądze nie miałaby żadnej szansy. Dlaczego więc nie był na nią wściekły zamiast tego z szerokim uśmiechem gratulując ślubu? Nawet jej przyjaciele uważali ją za wariatkę i krytykowali ten pomysł. A on tak po prostu żartował z faktu, że nie zaprosiła go na ślub? Nie wierzyła, że był w tym szczery. Co więc usiłował ukryć?

- Już jestem: idziemy do gabinetu?- Spytała Kacpra gdy znalazła się na korytarzu. A choć Hubert widocznie nie miał wysokiego mniemania o jej inteligencji, ona sama nie uważała się za głupią doskonale zdając sobie sprawę, że zachowanie Jakubiaka śmierdzi na kilometr. Ale wcale nie z powodu rzekomej miłości do niej.

- W zasadzie to nie musimy. Przemyślałem wszystko i chciałbym powiedzieć ci tylko jedno: zgadzam się na propozycję prawnika odnośnie kwoty za czynsz lokalu. Jeśli będziesz regularnie wpłacać ją na moje konto, za parę miesięcy zobaczymy jak Oaza da sobie radę.

- Więc możemy w najbliższym czasie potwierdzić to oficjalnie z prawnikami?

- Ja już podpisałem ugodę którą mu wręczyłem. Pewnie niedługo się z tobą skontaktuje osobiście. Myślę, że wtedy będziemy mogli skończyć naszą przygodę z prawnikami. No cóż, to będę leciał: mam jeszcze sporo spraw do załatwienia w swoim Trans-transporcie.- Dodał na koniec mając na myśli swoją firmę transportową. Gdy jednak zrobił parę kroków, nagle gwałtownie przystanął udając, że dopiero teraz coś przyszło mu do głowy.- Mam nadzieję, że nie wyszłaś za tego sportowca tylko po to by nie stracić hotelu? Mimo wszystko nie chciałbym by wasze małżeństwo skończyło się dla ciebie bardzo nieprzyjemnie,

- Nie musisz się o mnie martwić.- Odpowiedziała mu Hania niczego nie wyjaśniając. Trudno, sam będzie musiał dokładnie ustalić jakie naprawdę łączą ich relacje z tym siatkarzyną. Na razie jednak uznał, że wykonał pierwszą część planu tak jak zamierzał: może powinien tylko nieco bardziej urobić Huberta, ale to postara się osiągnąć następnym razem. I z czasem.

Bo zemsta najlepiej smakuje na zimno.

SZEŚĆ LAT WCZEŚNIEJ

Po upływie kolejnych dwóch miesięcy po zdjęciu gipsu, Hubert czuł że w końcu może zawierzyć swojej złamanej wcześniej kończynie i ma realną szansę na powrót do formy do czasu mistrzostw. Do tej pory zdawał sobie sprawę, że uwagi trenera były trafne: grał tak by odciążyć nogę, asekurował ją jakby bojąc się, że w każdej chwili może go zawieść. Przez to jednak nie był w stanie dać z siebie 100%. Teraz, podczas dzisiejszego treningu w pełnym składzie udało mu się w końcu pokonać te błędne koło z czego był niesamowicie dumny. Nawet jeśli ojca, który go odwiedził nie bardzo to interesowało.

- Serio nie przyjdziesz na moje urodziny? Myślałem, że spędzimy je razem. -Taaa, razem z setką innych gości przed którymi będziesz mógł mnie pokazywać niczym egzotyczne zwierzę, pomyślał Hubert, ale na głos powiedział:

- Nie mogę, tato. Mówiłem ci, że nie będzie mnie w Poznaniu. Treningi zaczynają się już wtedy w Warszawie, nie dam rady ułożyć tego logistycznie.

- Jeden mały trening bez ciebie nic nie znaczy.

- Obowiązuje mnie kontrakt i muszę chodzić na treningi. Zwłaszcza te, które będziemy rozgrywać z chłopakami w tym samym składzie co podczas eliminacyjnych meczów.- Trochę naginał prawdę, ale wiedział że ten argument z czasem dotrze do jego ojca. I rzeczywiście po kilku próbach nalegań w końcu ustąpił. Niestety przechodząc na temat golfa, który nie wiedzieć czemu pan Skrzynecki od jakiegoś czasu zaczął uprawiać choć go nie znosił. Chociaż nie, Hubert podejrzewał, że mogło mieć to coś wspólnego z faktem, iż ten rodzaj sportu był ostatnimi czasy uważany za popularny w wyższych sferach: pozwalał na dobrą prezencję, ale jednocześnie nie wymagał zbyt dużego wysiłku fizycznego. A jego ojciec niestety od dobrych miesięcy zaczął wykazywać skłonność do snobizmu jak zauważył z pewną dozą niechęci. Właściwie odkąd rozstali się z matką oboje zachowywali się tak jakby próbowali nadrobić straconą młodość i lata. Szkoda tylko, że kosztem popularnego syna.

- Naprawdę od pewnego czasu cię nie poznaję: to prawda co piszą gazety?

- A co piszą?

- Że stałeś się odludkiem.

- Chcę po prostu wrócić do formy. Poza tym, dziś wieczorem jestem umówiony z przyjaciółmi.- Wyznał tylko po to by ojciec się od niego odczepił. Co prawda Sławek zaproponował mu wieczorny wypad, a on przyjął zaproszenie, ale wraz z upływem czasu miał na to coraz mniejszą ochotę.

- O, i bardzo dobrze. A mówiłem ci, że ostatnio poznałem Franciszka Rolkowskiego? Razem graliśmy partyjkę golfa…

Wysłuchując opowiastki ojca, Hubert od czasu do czasu wtrącał jakieś pytanie bądź przytakiwał, choć sama rozmowa niespecjalnie go interesowała. Kiedy to wszystko stało się takie płytkie, pomyślał w pewnej chwili. Przecież do tej pory wydawało mu się, że choć jego rodzice nie potrafią się dogadać między sobą, to on był dla nich ważny. Jednak gdy się rozwiedli, obydwoje mieli mu coraz mniej do powiedzenia. On im zresztą też. Najgorsze było to, że właściwie nie mógł już zwierzyć się nikomu: menadżer nie zrozumiałby tego co stało się z nim podczas pobytu w Oazie spokoju, tak samo jak rozrywkowi kumple. Dla nich dziewczyny były po prostu dziewczynami: gdy jakaś zgrywała trudną do zdobycia a nie wydawała się im być warta świeczki po prostu rezygnowali. Jak więc mogli zrozumieć spustoszenie i wewnętrzną samotność jaką odczuwał po rozstaniu z Hanką skoro nawet on sam jej nie pojmował? Skoro tęsknił nie tylko za jej pocałunkami, ale i rozmowami, opowieściami, widokiem uśmiechu czy tego cudownego pieprzyka koło ucha?

Rozmyślał nad tym długie minuty już po wyjściu ojca aż w końcu zdecydował, że po prostu musi przestać się nad sobą użalać i roztrząsać przeszłość. Stało się to co się stało i trudno. Powinien więc o tym zapomnieć. I jak najszybciej wrócić do dawnego życia: oczywiście bez nadmiernych szaleństw i paparazzich. Właśnie dlatego nie spławił Sławka, który zgodnie z zapowiedzią zjawił się wieczorem w jego mieszkaniu razem z Czarkiem. Zbyszek jak się okazało miał coś do załatwienia.

Bawili się we trójkę całkiem nieźle w ich ulubionym barze wypijając po dwa piwa i rozmawiając (chociaż w zasadzie to Sławomir głównie mówił). Hubert w pewnej chwili dostrzegł, że w zasadzie to nawet nie musi zbytnio go słuchać, bo ten nawet tego nie zauważa popadając w swój posępny nastrój tak jak wielokrotnie ostatnimi czasy. Zły na samego siebie upił kolejny łyk piwa zastanawiając się dlaczego nie może być tak jak dawniej. A raczej dlaczego to on nie potrafi już być taki jak dawniej.

- Nie masz ochoty na podryw?-Usłyszał dobry kwadrans później.

- Niespecjalnie.

- Daj spokój, przecież nawet ta niezdara Czarek kogoś wyrwała i się ulotniła. A tamte dwie laski w rogu sali wyraźnie się na nas patrzą.

- Jak chcesz to idź: ja pasuję.

- Ej, nie bądź sztywniachą.

- Nie jestem. Po prostu…po prostu nie podoba mi się żadna z nich.- Skłamał Hubert dobrze wiedząc, że przyjaciel w ten sposób da mu spokój.

- Rany, ale ty czasami to masz wymagania. Dla mnie laski 9 na 10.

 - W takim razie podbijaj.- Zachęcił go Skrzynecki, a gdy Sławek odszedł i został sam poczuł ulgę. Naprawdę coś było z nim nie tak, wiedział to. Tylko że nawet wyjście ze Sławkiem zdawało się pogłębiać jego stan.

Dwie godziny później oboje wracali do domów: Hubert z prawdziwą ulgą, Sławek wciąż roześmiany i chełpiący się szybkim numerkiem w toalecie z nieznajomą dziewczyną, w który prawdę mówiąc ten pierwszy nie wierzył. Wspaniałomyślnie jednak pozwalał przyjacielowi myśleć, że jest inaczej. Chociaż nie, to nie była wspaniałomyślność ale zwyczajna obojętność. Bo pijacki bełkot chełpiącego się Sławomira niewiele go obchodził.

- Hej, jedźmy na Bora Komorowskiego.- Usłyszał w pewnym momencie Sławiński.

- Co?

- Pokażę ci coś.

- Sławek, ja naprawdę muszę jutro rano…

- To tylko chwila.- Obiecał. A potem dając dyspozycję kierowcy pojechali na wskazaną ulicę. Gdyby Hubert wiedział po co tam jadą już wtedy by zaprotestował. Ale podjeżdżając pod niczym niewyróżniające osiedle mieszkalne nie dostrzegł żadnego zagrożenia. Nawet gdy w oczach przyjaciela zapaliły się radosne ogniki na widok siedzących na ławce w niewielkim parku naprzeciwko jednego z bloków dwóch młodych kobiet.- Ale mamy szczęście: już myślałem że będziemy musieli pukać do drzwi wczłapując się na trzecie piętro. Wysiadamy. Dawaj, Huba! Zaraz kogoś poznasz.- Zapowiedział Hubertowi. Ten skinął tylko lekko głową raczej zirytowany niż zainteresowany tym niespodziewanym postojem. Potem opuścił taksówkę cicho informując kierowcę aby nie odjeżdżał, bo niedługo tu wrócą. Nie miał pojęcia jakie plany miał jego kumpel i jak długo zamierzał tu zostać, ale on zamierzał zmyć się stąd jak najszybciej. Zresztą domyślał się już, że Sławomir najprawdopodobniej będzie chciał pochwalić się przed nim kolejnym podbojem. A to jakoś niespecjalnie go interesowało; uważał nawet że wystarczająco się poświęcił udając zainteresowanie podczas słuchania o jego podrywie w barze.

- Cześć dziewczyny, wpadłem z wizytą.- Na dźwięk pijackiego głosu Sławka obie kobiety odwróciły głowy, a ponieważ była końcówka lata, mimo dochodzącej dziesiątej wieczorem, wciąż było wystarczająco jasno by zobaczyć wiele detali. Dlatego Hubert wyraźnie dostrzegł emocje odbijające się na twarzach nieznajomych, ich pospieszne szeptanie a potem próbę wyjścia z parku zanim Sławek dotrze do furtki.- Przy okazji chciałem wam przedstawić mojego kolegę, Hubcia Skrzyneckiego. Tak, to ten znany siatkarz. Hej, a gdzie wy idziecie? Nie no Ewka, chyba nie będziesz przede mną uciekać? Zawsze to ty zabiegałaś o spotkanie.

- Odczep się od nas!- Krzyknęła jedna z nich. Wtedy Hubert zrozumiał, że coś jest nie tak. I że jedna z kobiet wcale nie jest nową zdobyczą Sławomira. Co więc tutaj robili?

- Sławek, chodźmy stąd.- Zasugerował czując niepokój.

- O nie, najpierw chciałem żebyś poznał tę dziwkę, która oskarżyła mnie o gwałt.

- Sławek, ja wcale nie muszę nikogo poznawać. Ucieknie nam taksówka.

- Zamówimy nową. Ej, no zaczekajcie dziewczęta: to chyba ja powinienem chować urazę.

- Obyś sczezł w piekle!

- Jaka harda, a moja Ewusia nie ma nic do powiedzenia?- Jedyną reakcją drugiej z kobiet, zapewne wspomnianej Ewy, było gwałtowne wzdrygnięcie się. A potem zrobiła coś czego Hubert nie zapomni do końca życia. Spojrzała w ich stronę. A jej spojrzenie…Dość powiedzieć, że nigdy nie widział tak niewypowiedzianego przerażenia.

- Sławek, idziemy!

- Hubert…

- Idziemy powiedziałem.- Nagła stanowczość Skrzyneckiego tak obca od towarzyszącej mu obojętności emocjonalnej w ostatnich tygodniach zrobiła wrażenie na Sławomirze. I tylko z tego powodu pozwolił z powrotem zaprowadzić się do taksówki. Nie przestał jednak paplać o tym co stało się parę miesięcy temu.

- Widziałeś ją? Wyglądała jak czupiradło i była blada jakby pół roku siedziała w piwnicy, nie wiem jak mogłem się z nią przespać. Nie wiem  też jak laski to robią, że odpowiedni makijaż i ciuchy dodają im z połowę uroku: albo i więcej. Z facetami tak niestety nie ma. Albo jesteś przystojny jak Adonis, albo musisz mieć kasę…

Hubert czuł się totalnie wytrącony z równowagi i skostniały. Przecież on jej nawet nie poznał. Dziewczyna, która dawniej chętnie eksponowała swoje ciało na portalach społecznościowych, nosiła krótkie bluzeczki i spodenki, miała twarz pokrytą makijażem zmieniła się w wystraszone zwierzątko. Wiedział dlaczego, ale wciąż usiłował nie dopuszczać do siebie tej myśli. Przecież przyjaźnił się z kimś takim! Zauważyłby gdyby tamten się z czymś zapędził…prawda? Ale słowa Sławomira tylko dolewały oliwy do ognia. Dopiero gdy dojechali pod jego mieszkanie, Skrzynecki bez udziału osób trzecich w postaci taksówkarza spytał cicho:

- Zrobiłeś to?

- Hm?

- Pytałem czy ją skrzywdziłeś.

- Phi, przecież wiesz jak było. Teraz pozuje na niewinną ofiarę, ale sama tego przecież chciała.

- O mój Boże. Ty naprawdę ją zgwałciłeś.

- Huba, ty tak na poważnie? Przecież to była mała dziwka! Przecież pokazywałem ci zdjęcia które publikowała, każde z innych chłopakiem! Mnie też prowokowała, ale gdy doszło co do czego nagle zgrywała cnotkę… Nawet gdyby nie wycofała zeznań mój adwokat pogoniłby ją z kretesem!

Nie będąc w stanie tego słuchać, Hubert uderzył Sławomira. Przed oczami wciąż miał puste spojrzenie tamtej dziewczyny…Ewy. A potem ten moment gdy pojawiło się w nich przerażenie. Wciąż wracał do niego jej wygląd: przetłuszczone włosy, luźna bluzka, spojrzenie utkwione w dół. Tak nie wygląda niesłusznie oskarżająca mężczyzn laska o pozorne gwałty. Tego nie można było udawać, zwłaszcza że zjawili się tam całkiem spontanicznie. A ten cholerny drań jeszcze ją nękał.

Nagle cały odrętwienie jakie go ostatnio pochłaniało zniknęło gdy obudził się w nim barbarzyńca. Okładając Sławka pod jego własnym mieszkaniem usiłował zapomnieć o tym, że jeszcze do niedawna ktoś taki nazywał się jego przyjacielem. I pięściami wybić z głowy obraz przerażonej ich widokiem Ewy. Ale jednocześnie wiedział, że ten już do końca będzie go prześladował. A przede wszystkim jej oczy.

Po dłuższym czasie przestał, ale tylko dlatego że ktoś zaczął go odciągać od leżącego w bezruchu Sławomira, nie dlatego że chciał. Nawet gdy wspominał to wydarzenie po wielu latach nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie czy potrafiłby się zatrzymać. Bo chciał zranić Sławka. Sprawdzić by cierpiał tak jak jego ofiara, by skomlał z bólu, by już nigdy więcej nikogo nie skrzywdził.

Gdy odchodził, jego dawny przyjaciel był nieprzytomny, otoczony przez tłum gapiów. A on nigdy jeszcze nie czuł się tak bardzo samotny i zły. Nie wiedząc co ze sobą począć, obolałymi dłońmi wyjął z kieszeni komórkę wybierając znany numer. Jedyny, którego nauczył się na pamięć.

- Staszek? Musisz mi pomóc. Ja…ja właśnie kogoś pobiłem.

 

OBECNIE

Tego samego wieczoru, Hubert z Hanią nie oglądali żadnego filmu ani nie zajadali się popcornem. I przyczyną tego wcale nie było obrażenie się tej drugiej, ale nawrót gorączki u Skrzyneckiego. Kolejne dwa wieczory wyglądały podobnie, dlatego Hanna poważnie zaczęła zastanawiać się nad wyjazdem do szpitala. Mąż jednak wciąż ją zbywał udając, że nic mu nie jest. Na radę przyjaciół też nie mogła liczyć, ponieważ Paula wciąż była na nią wyraźnie obrażona za potajemny ślub, natomiast Małgosia wolała nie zajmować żadnego stanowiska by nie narażać się na gniew żadnej z przyjaciółek. Tak samo zresztą jak Anka. Tak więc Hania również unosząc się honorem nie zamierzała o nic je prosić. Była dorosła i miała prawo do własnych decyzji, także i błędów. Nie musiała spowiadać się z każdego swojego kroku. Zresztą po pięciu dniach małżeństwa była z niego wyraźnie zadowolona: Oaza była bezpieczna, Kaper jakby złagodniał, a dzięki Hubertowi wieczorami miała chociaż z kim porozmawiać. Chociaż był typem narzekającego pacjenta, jej nakazom poddawał się z umiarkowanym posłuszeństwem co uważała za sukces. Pewnie coś wspólnego miały z tym faktem pocałunki, którymi udawało się jej wymuszać ich egzekwowanie. Ale nie mogła kłamać mówiąc, że było to duże poświęcenie z jej strony.

Następnego poranka, obudziła się obolała z powodu niewygodnej pozycji. Otwierając oczy przypomniała sobie, że ubiegłego wieczoru najwyraźniej zasnęła zanim wróciła do swojego „mieszkania” na czwartym piętrze śpiąc tej nocy w pokoju hotelowym zajmowanym przez Huberta. Uśmiechnęła się teraz widząc jego śpiącą twarz. Krosty zdawały się już przysychać i blednąc, więc choroba najprawdopodobniej chyliła się ku końcowi. On też pewnie będzie chciał wstać z łóżka, zwłaszcza że nie zauważyła by miał gorączkę. Dla pewności zbliżyła dłoń do jego czoła: tak jak się spodziewała miało normalną temperaturę.

Wiedząc, że czeka ją kolejny dzień wypełniony pracą, zmusiła się do wstania z łóżka. Potem, po szybkim prysznicu i zjedzonych naprędce dwóch kanapkach, zeszła na dół. Dopiero w czasie obiadu, który zamierzała zanieść Hubertowi, dowiedziała się od Pauli, że wyszedł.

- Mówił gdzie?

- Nie.- Odparła jej przyjaciółka lakonicznie.

- O której wyszedł?

- Przed jedenastą.

- I dopiero teraz mi to mówisz? Nie mogłaś wcześniej?

- Kazał ci to przekazać gdybyś pytała. Nie pytałaś.

- Paula…- Zaczęła groźnie Hania mając powyżej dziurek w nosie kolejnej porcji fochów Pauliny.- To się musi skończyć.

- Co?

- Nie zachowuj się jak dziecko, wiesz co mam na myśli.

- Wiem. I wiesz co? Myślę sobie nawet, że źle się stało iż Kacper nie zabrał ci Oazy. A wiesz dlaczego? Bo może w końcu tracąc tę kupę gruzów zrozumiałabyś, że życie nie kończy się na hotelu, że jest coś więcej. I nie możesz uzależniać od niej wszystkich innych aspektów swojego życia. To zaczęło być chore gdy poświęciłaś się aż tak bardzo, że wyszłaś za mąż.

- A nie przyszło ci do głowy, że zwyczajnie chciałam to zrobić?

- Daj już spokój.

- Mówię serio. Nie będę udawać, że jestem w nim zakochana do szaleństwa, ale zależy mi na nim. I przede wszystkim przed zawarciem związku byliśmy wobec siebie szczerzy wiedząc czego żądamy w zamian, czego od siebie oczekujemy.

- To świetnie. Opracujcie tylko jakąś wspólną wersję na użytek mediów kiedy w końcu się dowiedzą. A teraz sory, ale muszę wracać na recepcję, w końcu za to mi płacisz. A może to Hubert?- Złośliwość nie uszła uwadze Hani, ale celowo zbyła ją milczeniem. Naprawdę miała już dość Pauli. Wychodząc na zewnątrz wybrała jego numer komórki, ale nie odbierał. Cholera, czy wszyscy muszą ją dzisiaj wkurzać?

- Nie przeszkadzam?- Na dźwięk znajomego głosu Hanna odwróciła się widząc Rafała z dwójką innych mężczyzn w podobnym wieku.- Przyprowadziłem ci kilku klientów. To moi starzy przyjaciele ze studiów.

- Nie tacy znowu starzy.- Żartobliwie zaprotestował jeden z nich.

- Dzień dobry, zapraszam.- Po kilku słowach zapoznania i rozmowy, Hanka oddelegowała mężczyzn na recepcję, gdzie mieli dopełnić formalności. W ten sposób została z Rafałem całkiem sama.

- Masz chwilę?

- W zasadzie to….- Zaczęła już szukając w głowie jakiejś wymówki, ale zdała sobie sprawę, że właśnie mogła pozwolić sobie na kilka minut przerwy. A towarzystwo Rafała było miłą perspektywą. Nawet jeśli powiedzenie mu prawdy na temat zmiany swojego stanu cywilnego może to zmienić. -…jasne, możemy porozmawiać na werandzie korzystając z ładnej pogody.

- Świetnie. Już myślałem, że jesteś aż tak zapracowana że nie znajdziesz dla mnie nawet chwili.

- Ja…- Zaczęła niezdarnie Hania czując rosnące zakłopotanie. Była pewna, że  w słowach Rafała nie było żadnego wyrzutu, ale mimo wszystko…mimo wszystko ona nie była z nim szczera. Nie byli już nastolatkami by móc udawać, że nie wiedzą kiedy druga strona chce czegoś więcej, że to tylko zwyczajne spotkania. Nie po tym w jaki sposób ze sobą rozmawiali. Tyle, że wtedy Hanka nie miała pojęcia, że zostanie żoną Huberta. I naprawdę była gotowa na związek z Rafałem nawet jeżeli na jego widok jej serce nie przyspieszało gwałtownie.-…miałam dużo pracy. Ale dużo się też ostatnio wydarzyło w moim życiu prywatnym.

- Tak właśnie myślałem.- Uśmiechnął się Rafał dochodząc do ławeczki znajdującej się na werandzie i siadając na niej. Ona zajęła miejsce naprzeciw.

- Nie chcesz niczego do picia?

- Nie, nie mam dużo czasu. Ja też ostatnio mam co robić.

- Cieszę się, że biznes się kręci.- Zatrzymując się na standardowych frazesach, Hania nie mogła się przełamać. Rafał czuł, że chce mu coś powiedzieć, ale nie miał pojęcia co takie chce mu przekazać i jak ją do tego zachęcić. Bo wyraźnie się czymś gryzła. Dlatego nie pospieszał jej. Cierpliwość była jedną z jego zalet, z której umiał korzystać. Dlatego kontynuował rozmowę w podobnym tonie, potem wspomniał trochę o ostatnich zleceniach, na co ona opowiedziała mu o szczegółach swojego konfliktu z Kacprem. Satysfakcja w oczach Hanny i radość z jaką to mówiła sprawiły, że słuchaj jej z zainteresowaniem.

Ale z drugiej strony, słuchałby jej z zainteresowaniem gdyby czytała mu coś po chińsku (którego nie znał) albo instrukcję pralki do prania. 

Albo nawet chińską instrukcję pralki do prania.

- I co było po tym jak twój prawnik go zgasił?- Dopytywał naprawdę ciekawy.

- Cóż, jego prawnik też nie chciał wyjść na głupka zwalając to na swoich podwładnych, ale prawda jest taka, że jak znam życie to Kacper nie kazał mu się wiele po mnie spodziewać. I szczerze mówiąc miałby rację. Wtedy nie było mnie stać na prawników, a sama nie mogłabym z taką stanowczością i obiektywizmem zanegować wyliczeń i raportu o rynku nieruchomości hoteli, który jak się później okazało nie był zbyt rzetelnie wykonany przez drugą stronę.

- Miałaś więc szczęście, że udało ci się zdobyć pieniądze na prawnika.

- Cóż…tak.- Przyznała czując, że to jest odpowiednia chwila na wyznanie prawdy. Nie rozumiała dlaczego jednak jest jej to jeszcze trudniej zrobić niż w przypadku swoich przyjaciół. – Chociaż właściwie nie do końca to ja je zdobyłam.

- Co masz na myśli?

- Może to, że to ja pomogłem jej zorganizować prawnika.- Odpowiedział głos z boku budynku, który Hanka doskonale rozpoznała. Jak długo Hubert przysłuchiwał się ich rozmowie?

czwartek, 9 lipca 2020

Druga szansa: Rozdział XX

W końcu udało się dokończyć :)
Zapraszam do czytania.

Pierwszego dnia po ślubie, Hania obudziła się o tej samej porze co zwykle. A fakt, iż spała wciąż w tym samym łóżku w tym samym „hotelowym mieszkaniu” sprawił, że zdawało jej się że wczorajszy dzień nie wydarzył się naprawdę. Zupełnie tak jakby jej własny ślub był wytworem jej dziwnej fantazji. Jednakże obrączka, którą wyczuła na prawej dłoni stanowiła żywy dowód na to, że to było prawda.

Wczoraj została mężatką.

I żoną Huberta Skrzyneckiego, który był jej pierwszą prawdziwą miłością.

Wraz z tą myślą przypomniała sobie o jego gorączce ubiegłego wieczoru i już gwałtownie podrywała się z łóżka by do niego zajrzeć: chwilę później uświadomiła sobie jednak że zegar ledwo wybił piątą. Jej mąż na pewno jeszcze śpi. A jeśli nie, to dziesięć minut w trakcie których weźmie prysznic niczego nie zmieni. Uspokoiwszy siebie samą i tak wykąpała się w rekordowym tempie a potem pomknęła do pokoju numer dwadzieścia trzy, by przekonać się, że Hubert rzeczywiście wciąż nie wstał. Starając się nie robić hałasu, zbliżyła się do łóżka w którym spał chcąc dotknąć jego czoła. A ponieważ podczas snu kołdra odsunęła się mu poniżej klatki piersiowej zdołała dostrzec coś co jej się nie spodobało. I wcale nie chodziło tutaj o wyrzeźbienie tej części jego ciała na którą prawdę mówiąc teraz nawet nie zwróciła uwagi.

- Cholera.- Mrugnęła zastanawiając się co powinna zrobić. Nie chciała budzić męża, ale nie była pewna czy lekarz zjawi się w hotelu jeśli potencjalny pacjent sam mógłby tam dotrzeć. – Hubert? Hubert, obudź się. Musimy jechać do lekarza.

- Hm?- Jęknął tylko sennie wciąż nie otwierając oczu.

- Jak się czujesz? Dasz radę ubrać się i wstać?- Kucając koło łóżka dłonią dotknęła jego czoła. Wciąż było rozpalone. – Hubert?

- Chcę spać, trening nie jest mi już potrzebny…- Wymamrotał najwyraźniej nie do końca świadomy tego co się dzieje i z kim rozmawia.

- Nie chcę żebyś szedł na żaden trening. Musimy jechać do przychodni, tam cię zbadają. Wydaje mi się, że masz ospę. Chorowałeś kiedyś? Hej, słyszysz mnie?- Ignorując ją jak natrętną muchę Hubert odwrócił się tylko na drugi bok. Dzięki temu Hania zdołała ujrzeć kolejne charakterystyczne krosty na jego plecach.- Dobra, nieważne: chyba lepiej będzie jak to lekarz do ciebie przyjedzie.- Powiedziała do siebie pospiesznie schodząc po schodach. Widząc drzemiącą Paulę niechętnie dotknęła jej ramienia prosząc o wezwanie do hotelu lekarza.- Tylko nie proś by wystawił fakturę na Oazę. -Dodała na koniec.- To…to będzie prywatna sprawa.

- To do tego sportowca?- Domyśliła się Paula.- Wczoraj nie najlepiej wyglądał.

- Tak, chyba ma ospę, ale wolałabym by ktoś to potwierdził.

- Jasne, już czegoś szukam.

- Dzięki.- Odpowiedziała jeszcze przyjaciółce po czym pomknęła do siebie na górę by przygotować kolejną tabletkę zbijającą gorączkę dla Huberta. Obawiała się, że do przyjazdu lekarza może minąć parę godzin, więc gorączka ponownie może wzrosnąć. A mimo, iż zdawało jej się że wysypka może być spowodowana wirusem ospy, nie miała przecież stuprocentowej pewności. Ponadto z tego co pamiętała z lekcji biologii w przypadki osób dorosłych przebieg choroby był z reguły dużo cięższy niż u dzieci.

Przebudziwszy na chwilę Huberta, podała mu tabletkę, którą na szczęście bez marudzenia połknął. Potem jeszcze raz zmierzyła temperaturę denerwując się jej niewielkim przyrostem. Gdy ponownie wróciła na dół Paula przekazała jej, że o tej porze udało jej się dodzwonić do jednego doktora, który obiecał zajrzeć do Skrzyneckiego za dwie godziny. Hania miała nadzieję, że to wystarczy. By jakoś zabić czas oddała się zwyczajnym czynnościom, które wykonywała o tej porze w hotelu: jednakże w trakcie niecałych dwóch godzin zajrzała do pokoju swojego męża czterokrotnie by sprawdzić jak się czuje.

- To ospa.- Stwierdził lekarz potwierdzając jej wcześniejsze przypuszczenia już po dwóch minutach od wejścia do pokoju i rzucenia okiem na wysypkę chorego.- Pewnie nie przeszedł jej w dzieciństwie i się nie zaszczepił. Zaraz przepiszę leki przeciwgorączkowe, przeciwbólowe i przeciwświądowe. Wydaję mi się, że acyklowir nie będzie konieczny ale gdyby mu się pogorszyło proszę natychmiast jechać do szpitala. Ospa, w obecnych czasach nie jest z reguły zagrażającą życiu chorobą jednak jej przebieg u osób dorosłych przybiera czasami groźną formę…- Doktor kontynuował. swoje zalecenia, których Hanka słuchała z uwagą. Jednocześnie martwił ją fakt, że Hubert wciąż spał. Internista uspokoił ją jednak w  tej kwestii tłumacząc, że dla chorego dłuższy sen jest wskazany.- Poza tym gdy się obudzi, na pewno wszystko będzie go swędziało i szybko wpadnie w irytację. Pani już chorowała?

- Tak, jako dziecko.

- Świetnie, więc nie istnieje duże ryzyko, że może się pani zarazić. Inna sprawa, że okres zakażenia już dawno minął i ten kto miał się już zarazić, pewnie już to zrobił. Proszę dzwonić gdyby zaszła potrzeba.

- Dziękuję.- Odpowiedziała żegnając się z fachowcem uściskiem dłoni. Potem usiadła na krzesełku niedaleko łóżka przy którym spał Hubert czytając receptę. A ponieważ do czasu przyjścia Natalii miały minąć jeszcze dwie godziny zdecydowała, że sama pojedzie do apteki. Przy dobrych wiatrach zajmie jej to nie więcej niż dwa kwadranse i jej mąż nawet nie dostrzeże jej nieobecności.

Pomyliła się jednak, bo gdy godzinę później weszła do pokoju numer dwadzieścia trzy, Hubert ze zirytowaną miną rozmawiał z kimś przez telefon. Ponieważ weszła tam automatycznie bez pukania, teraz chciała się cichaczem wycofać. Jednakże Skrzynecki niewerbalnym ruchem dłoni polecił jej by została.

- Adrian, muszę kończyć. Zadzwonię później.

- Ciekawe kiedy znowu łaskawie znajdziesz czas. Twoje wakacje już dawno się skończyły co to do diabła za wycieczki? Przygotowania do sezonu za pasem a ty jesteś zupełnie bez formy i jeździsz nie wiadomo gdzie nie racząc mnie nawet o tym powiadomić…

- Pogadamy później.

- Hubert, nawet nie waż się…- Wiedząc, że menadżer będzie rozzłoszczony tym gestem, bez pardonu się rozłączył. Potem spojrzał na swoją żonę, która wpatrywała się w niego z wahaniem jakby nie wiedząc do końca co zrobić.

- Dzień dobry, przepraszam że nie zapukałam: jeśli chcesz dokończyć rozmowę to mogę wyjść.

- Nie, w porządku. To był mój menadżer.

- Przyniosłam ci leki.

- Świetnie, może w końcu postawią mnie na nogi.

- Lekarz zalecił ci odpoczynek.

- Lekarz?- Zdziwił się.

- Tak, był rano, nie pamiętasz? – Gdy przecząco pokręcił głową dodała:- Masz ospę.

- Szlak by to.- Mrugnął jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że maleńkie krostki które pokrywały jego ramiona i klatkę piersiową widnieją na jego ciele. – Przebudziłem się jakąś chwilę temu z powodu uporczywych telefonów od Adriana i nawet tego nie zauważyłem. Cholera, jak to dziadostwo swędzi.- Dodał pocierając swoje ramiona.

- Poczekaj, mam tu jakąś maść. Nie drap się, bo zostaną ci ślady.

- Bardzo śmieszne.- Skwitował widząc jej rozbawioną, a raczej pełną pobłażliwości minę.- Moja twarz też wygląda tak samo okropnie?

- Nie jest źle.- Oceniła Hania  po dłuższej chwili przychylając na bok głowę.

- Daj mi lusterko.

- Daj spokój: nie wstawaj z łóżka.- Powstrzymała go.- Wciąż masz gorączkę.

- I tak muszę się wykąpać.

- Czujesz się na siłach?

- Zawsze możesz mi pomóc, droga żono. A najlepiej dołączyć.- Odparł jej z szelmowskim uśmiechem. Gdyby wiedział jak kuriozalnie wyglądał on na tle jego pokrytej wypryskami twarzy, z pewnością by się od niego powstrzymał.

- Ja już jestem po. Skoro czujesz się już lepiej, wracam do pracy.

- Zamierzasz pracować w dzień po ślubie?- Zdziwił się.

- Skoro i tak nasza przeprowadzka wstrzymana i nie muszę zajmować się pakowaniem, równie dobrze mogę popracować. A ty leż w łóżku i odpoczywaj. Ja albo Paula przyniosę ci śniadanie za jakiś czas.- Wychodząc z pokoju, pozostawiła go z lekko urażoną miną. Jednakże przez swoją wczorajszą nieobecność i tak napiętrzyła sobie pracy, zdecydowała więc, że to idealny czas by ją nadrobić.

Inna sprawa, że nie do końca wiedziała czego oczekiwać po tym małżeństwie.

No i przede wszystkim: czego oczekiwał sam Hubert.

Nie miała też w tej kwestii żadnego doświadczenia: jej mama wychowywała ją sama, więc nie mogła szukać wzorców w rodzicach. Z kolei ona sama zbyt zajęta pracą w hotelu nie nazbierała również własnego nawet w zwyczajnych związkach a co dopiero tak poważnym jakim jest małżeństwo. No i bała się pytać o to wprost swojego męża zważywszy na to, że jej małżeństwo z Hubertem nie było do końca typowe. Chociaż nie, to złe określenie. Bardziej właściwym byłoby powiedzenie, że obawiała się odpowiedzi. Co jeśli Hubert będzie chciał by żyli jak lokatorzy (pomijając kwestię swojej nocy poślubnej o którą tak zabiegał), nie mieszając się w swoje prywatne życie i nie ingerując wzajemnie w różne sprawy? Z jednej strony to miało pewne zalety którą z pewnością było bezpieczeństwo, z drugiej jednak…taka emocjonalna pustka ją przerażała. Ponadto nie mogła wykluczyć możliwości, że Hubert w jakiś sposób będzie próbował się na niej zemścić za przeszłość, w której w jego mniemaniu go skrzywdziła- w końcu to ona niejako „zerwała” ich związek, to nic że na skutek usłyszanych słów w których on bagatelizował ich relację; dla facetów często okoliczności nie miały znaczenia. Dlatego musiała być ostrożna: jak zwykle więc decydując się na pośrednie wyjście zachowawcze, poprosiła swoją przyjaciółkę o dostarczenie śniadania Hubertowi. Sama zamierzała odwiedzić go dopiero w porze obiadu. Uznała, że to będzie odpowiedni wyraz troski, ale bez poczucia zbędnego kontrolowania. Nawet jeśli przez kolejne godziny uparcie pospieszała wskazówkę zegara by w końcu wybiła dwunastą. Gdy w końcu wybiło pięć po, zdecydowała że może odwiedzić męża. Tym razem jednak zapukała do jego drzwi. Nie zaszkodzi zachować trochę dystansu i prywatności w ich relacjach.

- Mogę?- Spytała wychylając tylko głowę ku wnętrzu pokoju.

- Jasne. Już myślałem, że zapomniałaś o swoim mężu.

- Nie chciałam ci przeszkadzać.- Odpowiedziała znalazłszy się już w środku. Patrząc na niego baczniej, zauważyła, że wszystkie małe punkciki na twarzy są wybielone kupionym przez nią specyfikiem.

- Żona nigdy nie będzie mi przeszkadzać. Chociaż jestem na ciebie zły. Nie jest tak źle, tak? Wyglądam jak pryszczaty nastolatek. W sumie nie dziwię się, że uciekłaś na tak długo by mnie nie oglądać.

- Nie sądziłam, że jesteś aż tak próżny.

- Lepiej siadaj obok łóżka i mnie zabaw.

- Może od razu zaproszę klauna?- Spytała retorycznie, ale posłusznie usiadła na krzesełku znajdującym się niedaleko leżącego na tapczanie Huberta.

- Nie miałem pojęcia, że jesteś taka okrutna.

- Hej, ty tak na poważnie? Aż tak przejmujesz się swoim wyglądem?– Spytała Hania z niedowierzaniem. Hubert nie odpowiedział mocniej zaciskając tylko wargi.- Czuł się jakby przejechał po nim walec, a potem napadło stado krwiożerczych komarów. I jak w takich okolicznościach miał uwodzić swoją żonę? Jak miała dostrzec w nim mężczyznę skoro wyglądał jak śmieszny błazen wywołując uśmiech rozbawienia na jej twarzy? W najśmielszych scenariuszach nie przewidział, że kłodą która go zmorze wcale nie będzie dezercja Hanki bądź jej niechęć do niego czy nieśmiałość, ale choroba zakaźna. – Wiesz, że to nie potrwa długo prawda? Najwyżej tydzień, może dziesięć dni. Pozostałe krosty pewnie wyjdą do wierzchu jutro lub pojutrze: potem pójdzie jak z górki gdy zrobią się z nich strupy.

- Żartujesz?

- Poczytać ci czy wolisz coś obejrzeć?- Taktowna zmiana tematu nie umknęła jego uwadze. Półtora tygodnia miał wyglądać jak potwór. Świetnie.

- Wolałbym pogadać. Ale bez nabijania się ze mnie. Pamiętaj, że zemszczę się gdy sytuacja się odwróci.

- Ja już chorowałam na ospę wietrzną, więc to mi nie straszne.

- Hanka…- Słysząc jego karcący głos roześmiała się głośno.

- Tak to jest gdy bierzesz ślub z przypadkową kobietą.- Powiedziała odruchowo pocierając lewą dłonią obrączkę. Gest ten nie uszedł uwagi Huberta. I nagle zrozumiał.

- Widziałaś prawda?

- Co?

- I teraz się na mnie odkuwasz.

- O czym ty mówisz?

- Chcesz powiedzieć, że nie widziałaś napisu?- Domyślając się, że Skrzynecki ma na myśli grawer, Hania szybko ściągnęła swoją obrączkę. Potem zbliżając ją do twarzy odczytała widniejące tam zdanie.

Drogi Wszechświecie, dzięki za tego faceta.


- Hubert, mówiłam że nie chcę grawera! A jeśli już chciałeś to zrobić, to trzeba było wybrać coś klasycznego jak swoje imię albo datę ślubu... I przede wszystkim mogłeś spytać mnie o zdanie!- Teraz to on z kolei patrzył na nią obserwując jej wybuch z pełnym pobłażania uśmiechem. – Dzięki za tego faceta? Też coś.

- Wiedziałem, że ci się spodoba.

- Jesteś egocentrykiem, ot co. Powinieneś raczej na swojej obrączce wygrawerować takie zdanie o mnie. Bo inna zostawiłaby cię z gorączką samemu sobie zadowolona że ma cię z głowy.

- Spokojnie, też mam odpowiedni grawer.

- Aż boję się spytać jaki.

- I tak ci to zdradzę, bez namawiania. „Usidlony przez czarownicę”.

- Och.- Żachnęła się otwierając szeroko usta gdy zdania nie zakończył żaden wybuch śmiechu. Czyżby to jednak nie był mało śmieszny żart?.- Nie ośmieliłeś się…?!- Na poły spytała, na poły zagroziła nie mając pojęcia jak interpretować jego milczenie i poważną minę.- To miało być według ciebie śmieszne?

- Przecież tylko ja będę go nosił: nikt nie będzie tego widział.

- Już to widzę…- Prychnęła.- Na pewno przy każdej możliwej okazji będziesz pokazywał ją znajomym!

- Skąd. A jeśli już to nie zobaczą tego napisu. Żartowałem z tą czarownicą.

- Akurat. Pokaż.

- Nie muszę.- Zaprotestował, ale Hania bezceremonialnie wstała z krzesła znajdującego się przy łóżku by zdjęć obrączkę z dłoni Huberta. Gdy zorientował się, że zamierza zdjąć mu pierścionek uniemożliwił jej to. Kobieta próbowała to zrobić jeszcze kilkukrotnie, ale gdy jej wysiłki spełzły na niczym, w końcu dała za wygraną. Nie omieszkała jednak wbić w niego potępiającego spojrzenia.

- Zrobiłeś ten wstrętny grawer, prawda?

- Nie.

- Więc dlaczego nie chcesz pokazać?

- Bo to moja obrączka.

- I tak kiedyś przeczytam, na pewno zdarzy się ku temu jakaś okazja. A wtedy przysięgam, że jeśli mnie okłamałeś to….to wymyślę taką zemstę, że popamiętasz.

- Więc będę strzegł mojego symbolu więzów małżeńskich jak oka w głowie nie pozwalając byś zyskała do niego dostęp. – Roześmiał się wciąż rozbawiony faktem, że dla Hani to była naprawdę poważna sprawa. Chociaż z drugiej strony…dla niego też. Nigdy więc nie pokusiłby się dla siebie o żaden niestosowny grawer, nawet jeśli byłby nie wiadomo jak zabawny. Inna kwestia, że to właściwie on usidlił Hankę, a choć w przeszłości obdarzał ją różnymi epitetami (w swoich myślach) to nigdy nie nazwałby jej czarownicą. Jeśli już to raczej czarodziejką albo wróżką. Bo zaledwie pięć minut w jej towarzystwie sprawiło, że odzyskał dobry humor. Ba, nawet fakt własnego żałosnego wyglądu nie miał dla niego teraz aż takiego znaczenie skoro ona zdawała się nie zwracać na niego aż tak dużej uwagi. Co do cytatu na jej pierścionku…

…uważał po prostu, że dzięki temu zerkając na obrączkę Hania zawsze będzie się uśmiechać, a tego jej brakowało w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Nieważne jak potoczą się ich losy, a także czy i kiedy się rozstaną. O tym jednak nie chciał teraz myśleć. Nie, zaledwie dzień po ślubie.

- To tylko potwierdza, że masz coś na ukryciu.- Usłyszał znowu jej urażony głos. Nie mogąc powstrzymać się przed dalszym droczeniem się odparł:

- Bez dowodów przyjmuje się domniemanie niewinności.

- To nie rozprawa karna, tak jak i ty nie jesteś oskarżonym.

- Czyżby to była prawda, że w małżeństwie tylko jedna strona ma zawsze rację, a druga to mąż?

- Dopiero teraz do ciebie dotarło w co się wpakowałeś?



SZEŚĆ LAT WCZEŚNIEJ


Hubert zdawał sobie sprawę, że podczas drogi powrotnej jest zbyt milczący, ale prawdę mówiąc nawet nie starał się podtrzymywać konwersacji ani odpowiadać na pytania Staszka. Wciąż niczym wielka kula pełna ołowiu ciążyła mu w myślach postać Hanki Witwickiej i słowa Patryka Jemioły, które jak natrętna kukułka albo raczej powracające echo wciąż wybrzmiewały mu w głowie.


Myślisz, że jesteś pierwszym turystą którego poderwała?


Wiem, że ona mnie też kocha bo zawsze do mnie wraca. 


Myślisz, że jesteś pierwszym turystą którego poderwała?


To nie jej wina, że robi takie wrażenie na facetach. 


Myślisz, że jesteś pierwszym turystą którego poderwała?


Nie sądziłem, że ty też się dasz na to złapać. 


Cholera, i jeszcze nie miała odwagi powiedzieć mu tego w twarz tylko wysłała swojego „pomagiera”. Hubert nie wiedział już czy bardziej bolał go sam fakt jej oszustwa czy tego w jaki sposób się wydało. Bo dopiero teraz zrozumiał, że Hanka najwyraźniej domyśliła się jak silne uczucia do niej żywił. I po prostu miała na tyle skrupułów by wstydzić się tego jak daleko zabrnęła. Dlatego nie chciała bezpośrednio wyznać mu prawdy twarzą w twarz.

To było tak żenujące jak nic innego co go dotąd spotkało. Nigdy żaden artykuł w brukowcu czy słowa trenera po przegranym meczu tak bardzo go nie załamały jak świadomość własnej głupoty. Nawet ostatnie nieprzychylne nagłówki w gazetach stylizujące go na rozpieszczoną sportową gwiazdkę i pijaka nie ubodły go tak bardzo.

- Twój ojciec o ciebie pytał.- Kontynuował rozmowę, a raczej od kilku minut swój monolog Staszek Wańka. – Z chęcią zwerbuję go do Poznania jeśli chcesz.

- Jasne.- Mrugnął tylko, bo było mu to prawdę mówiąc obojętne. A wiozący go właśnie mężczyzna chyba zrozumiał, że jego podopieczny nie ma ochoty na rozmowę bo w końcu włączył radio, które zakończyło ich kłopotliwą i jednostronnie lakoniczną rozmowę.

 Kilka godzin później dojechali do prywatnego szpitala, gdzie czekał już uśmiechnięty od ucha do ucha doktor Borowski czekający na zdjęcie gipsu. Hubert siląc się na grzeczność, zmuszał się do uśmiechów i odpowiedzi, które jednak ograniczał do minimum. Wiedział, że już niedługo zyska w końcu upragnioną chwilę samotności, której tak potrzebował.

- Nie bolało w ostatnich dniach?

- Nie, czułem tylko swędzenie.

- Dobry znak. W takim razie zabieramy się do pracy byś szybko mógł kontynuować treningi i powrót do formy…- Udając zmęczenie, Hubert przymknął oczy. Miał nadzieję, że to powtrzyma chęć kontynuowała konwersacji przez doktora, ale się pomylił. Staruszek wciąż z taką samą skrupulatnością opisywał wykonywane przez siebie czynności. Być może inni pacjenci sobie tego życzyli, Huberta po prostu w obecnym stanie ducha wkurzało wszystko. Pewnie czułby taką samą irytację gdyby doktor milczał. Zainteresował się słowami specjalisty dopiero wtedy gdy usłyszał:- Już myślałem, że nie dałeś się opanować tej modzie na rysowanie na gipsie…- W tej samej chwili Hubert gwałtownie prawie podniósł się do pozycji siedzącej przypominając sobie pewien epizod, gdy Hania dla zabawy narysowała na dolnej części jego nogi tuż za kostką małe litery HH, a pomiędzy nimi serduszko.


No, dzięki temu nigdy o mnie nie zapomnisz…A przynajmniej przez cztery kolejne tygodnie do czasu zdjęcia gipsu.


- Któż to kryje się za tym inicjałem? Halina? Honorata? Helena?

- Nikt.- Uciął Hubert, zbyt ostro i zbyt szybko działając zupełnie instynktownie. Dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos zdał sobie sprawę z zaciętości towarzyszącemu im tonowi.- Przepraszam, nie chciałem być niemiły.

- Nic nie szkodzi.- Zapewnił lekarz, którego szeroki uśmiech mimo wszystko wydawał się zmniejszyć.- Już za chwilę usuniemy tę niechętną pamiątkę….

Powracając do wcześniejszej pozycji, Hubert wziął głęboki wdech. Naprawdę nie istniała żadna materialna rzecz, która zostałaby mu po Hannie. Żaden SMS, prezent czy rzecz. Ba nie miał nawet jej numeru telefonu…To też powinno mu dać do myślenia. Tylko dlaczego zrozumiał to dopiero teraz? Dlaczego zlekceważone sygnały można dostrzec dopiero gdy jest za późno? Dlaczego wcześniej widział wszystko tak jak chciał widzieć?

To było nieco dziecinne przyznaję, ale nigdy dotąd się nie całowałam i chyba trochę spanikowałam.

Tylko idiota mógłby uwierzyć w takie brednie. Pomyślałby kto, że kiedyś uważał się za trochę mądrzejszego od tych wszystkich durniów, którzy dawali się prowadzić laskom na smyczy. A był od nich gorszy. Ba, w swojej megalomanii nawet nie dopuszczał takiej możliwości, że ona mogłaby go nie kochać traktując to jako oczywistość.

- No, wygląda na to że skończyłem.- Głos doktora znowu wyrwał go z własnych rojeń.- Teraz jeszcze tylko…Przepraszam na moment.- Urwał lekarz słysząc pukanie do drzwi. Potem wyszedł za pielęgniarką.

Hubert w tym czasie podniósł się z pozycji półleżącej patrząc na swoją nogę bez zbędnego obciążenia: była blada i wydawała się być trochę spuchnięta. Nie zauważył jednak żadnych zgrubień czy zasinień ani innych zmian w rejonie złamania. Próbując wykonać niewielki ruch palcami u stóp zrobił to bez problemu. Spróbował więc stopniowo poszerzać swoje ćwiczenia i zakres ruchu dopiero za którymś razem odczuwając dyskomfort. Liczył się co prawda z tym, że kończyna będzie wymagała wzmocnienia, ale jak każdy naiwny młody chłopak uważał, iż po zdjęciu gipsu od razu będzie mógł szaleć na boisku. Nie wspominając nawet o tym, że po dwóch miesiącach bezczynności brakowało mu siatkówki i sportu jako takiego w ogóle, więc chciał jak najszybciej do niego wrócić. Przez moment przeniósł wzrok na leżącą tuż obok kupkę czegoś co do niedawna znajdowało się na jego złamanej nodze.

Jak na ironię na wierzchu leżał niewielki fragment z namalowanym czarnym serduszkiem oraz inicjałami z jego i Hanki imieniem z którego niedawno zażartował lekarz. O dziwo w całym kawałku, zupełnie tak jakby został celowo zdjęty tak, by zachować go w całości.

Biorąc go do ręki, Hubert zrobił to całkiem odruchowo: niestety lekarz wybrał sobie dokładnie ten moment by wrócić do gabinetu. Spłoszony chłopak wsunął więc kawałek gipsu do kieszeni czując się jak idiota. Przypomniał sobie o nim dopiero wieczorem, gdy rozbierał się by wziąć prysznic (oczywiście po wygonieniu menadżera ze swojego domu, który chyba chciał odpokutować swoje chamskie traktowanie go przez aferę z Klarą, teraz traktując go z przesadną familiarnością.). O dziwo napis wciąż był w jednym kawałku.

- A więc tylko tyle zostało po naszej wielkiej miłości.- Powiedział do siebie na poły ironicznie, na poły smutno. Potem potrząsnął głową chcąc wrzucić kawałek skały do kosza na śmieci. W ostatniej chwili jednak zrezygnował i ta świadomość napawała go wstydem. Roześmiał się cicho gardząc swoim nadmiernym sentymentem. Przecież to był tylko brudny, pełen bakterii kawałek, a nie jakiś pieprzony talizman. Nie był jednak w stanie się go pozbyć. Zirytowany wrzucił go więc do pierwszej szuflady swojego biurka nawet nie siląc się na delikatność.

Miał nadzieję, że ten cholerny gips rozleci się w drobny mak. 


***


Dokładnie tak jak przewidywał menadżer Huberta, ludzie którzy jeszcze kilka tygodni temu tak chętnie szkalowali go w prasie i wytykali palcami, teraz uśmiechali się przyjaźnie pragnąc dotknąć, porozmawiać, wyrazić słowa uznania odnośnie jego dokonań sportowych czy podzielić się uwagą na temat perfidności kobiet pokroju Klary Zawadzkiej.

Kiedyś pewnie by go to nawet bawiło: teraz ta ironia podszywana hipokryzją tylko kuła go w oczy. To dlatego z premedytacją odrzucał wszelkie zaproszenia na jakiekolwiek imprezy czy wydarzenia towarzyskie oraz odmawiał wszystkich wywiadów. Paradoksalnie wzbudził tym jeszcze większe zainteresowanie plotkarskiego świata osiągając efekt odwrotny do zamierzonego. Bo Hubert Skrzynecki naprawdę zamierzał skupić się na swojej sportowej karierze i raz na zawsze odciąć się od świata celebrytów, gdzie powinno być miejsce dla aktorów czy piosenkarzy a nie sportowców, byle influencerów czy bloggerów. Naprawdę nie rozumiał jak kiedyś mógł w ogóle chcieć aspirować do znalezienia się w kręgu tego miejsca i jeszcze się z tego cieszyć. Zabawny był też fakt, że zawsze najbardziej pragnęli się tam znaleźć ludzie, którzy niczego sobą nie reprezentowali. On pewnie za parę lat też skończyłby tak samo.

Jego postawa początkowo wzbudziła podziw i aprobatę Staszka; jednakże po upływie kilku tygodni podczas których Hubert spotykał się wyłącznie z rehabilitantem oraz dzielił czas pomiędzy siłownią a salą treningową, dostrzegł w tym coś niezdrowego.

- Posłuchaj, musisz w końcu wyjść do ludzi. Możesz nawet umówić się z tymi twoimi kolegami, których uważam za żerujących na tobie darmozjadów.- Dodał gdy jego podopieczny nawet nie zareagował na jego słowa.- Hubert, przecież tak nie można. Owszem, dostałeś nauczkę ale chyba nie zamierzasz teraz rezygnować z wszelkich rozrywek życia?

- Chcę tylko świetnie zagrać na mistrzostwach.- Odparł w końcu siatkarz po wykonaniu jednego podniesienia sztangi w pozycji leżącej, bo wizyta menadżera przerwała akurat jego wieczorny trening w piwnicznej siłowni.- A by osiągnąć ten cel muszę się dobrze przygotować.

- Ale nie dwadzieścia cztery godziny na dobę. W taki sposób prędzej się tylko przeforsujesz i kolejna kontuzja gotowa.

- Mój rehabilitant powiedział, że…

-…Krzyczkowski powiedział ci to co chcesz usłyszeć: znam ten typ ludzi. Dlatego ja, jako doświadczony menadżer i były sportowiec proszę byś przystopował.

- Dobrze.- Mrugnął Hubert po dłuższej chwili. A Wańko znowu nie mógł wyjść ze zdziwienia, że tak łatwo poszło. Wcześniej czasami całymi dniami musiał przekonywać do czegoś Huberta. Albo mu czegoś zakazywać, co zdarzało się najczęściej.- Co więc proponujesz?

- Ja…na początek dajmy jakiś oficjalny komunikat: ale nie do tego plotkarskiego gówna: Gregor z gazety Sports i kanału sportowego jakiś czas temu dał mi znać, że chętnie zgodziłby się na wywiad z tobą.

- Nie chcę komentować mojego życia prywatnego ani tego co stało się z Klarą.  A dobrze wiesz, że właśnie po to zapraszają mnie te wszystkie pismaki. Ich interesują tylko afery.

- Ale będziesz musiał krótko się do tego odnieść. Przynajmniej kogoś z gazety sportowej będą interesowały przede wszystkim twoje postępy zdrowotne i forma przed sezonem a nie prywatne afery. Potem, po następnym treningu zatrzymaj się na Boga na pięć minut i chociaż pomachaj do tych czekających na ciebie dzieciaków. Zawsze lubiłeś rozdawać autografy a teraz wychodzisz na nadętego bufona. I wyjdź wieczorem od czasu do czasu: nawet na zwyczajny spacer ze znajomymi. Cieszę się, że nagle odnalazłeś swoją pasję w czytaniu książek, ale uwierz mi że czasami warto się od nich oderwać.

- Po prostu nie mam teraz do tego głowy. Ale, jak chcesz: zgadzam się na wszystko. Kiedy ma się odbyć ten wywiad?

I tak, niespełna pięć dni później, Hubert ubrany w jedną ze swoich siatkarskich koszulek oraz spodnie z logiem sponsora, siedział na krześle tuż przed reporterem nie czując ani żadnego napięcia, ani adrenaliny i podekscytowania takiego jak zapewne czułby kiedyś. Jedyne o czym był w stanie myśleć to o tym, że chciałby być już w domu i zająć się rozciąganiem swojej niedawno złamanej nogi tak by całkowicie odzyskała dawną sprawność. A gdy wywiad się zaczął, czuł że brakuje mu dawnego polotu czy humoru: że mówi nudno (zresztą taką samą opinię wydał później jego kumpel Czarek i Zbyszek). Nie widział jednak powodu dla którego miałby znowu chcieć zabawiać publikę, którą interesowały tylko żarty czy kontrowersje. A nawet jeśli miałby stracić przez to część fanów to trudno.

- Wydaje się pan być dużo dojrzalszy, jakby niedawne wydarzenia i zawirowania w życiu osobistym wywarły na pana duży wpływ.- Stwierdził w pewnym momencie prowadzący wywiad, tak jak przewidywał Hubert w końcu delikatnie nawiązując do tematu którego wolał co prawda uniknąć, a który dotyczył jego życia prywatnego. Jednak jego menadżer miał rację: gdy będzie uciekał przed nim dalej, za kilka miesięcy zostanie posądzony o ukrywanie czegoś. A musiał przyznać, że Gregorczyk przynajmniej najpierw zapytał go o stan zdrowia, postępy w rehabilitacji czy ocenę decyzji trenera o zawieszeniu w reprezentacji. – Nigdy nie mieliśmy przyjemności rozmawiać, ale czytałem i oglądałem wiele pańskich poprzednich wywiadów. I mówiąc szczerze inaczej wyobrażałem sobie człowieka, który był autorem pewnych słów.

- Z pewnością.- Zgodził się Hubert siląc się na delikatny uśmiech chociaż ponowne wywlekanie na światło dzienne epizodu z Klarą oraz okoliczności jego wypadku było ostatnią rzeczą, która mogłaby go rozbawić.- Przez ostatnie kilka tygodni dużo się nauczyłem: nie tylko o sobie samym, ale również o innych ludziach oraz całym środowisku zawodowym w którym się obracałem. Skandal w którym bezpośrednio brałem udział- sądzę, że nikt nie będzie miał wątpliwości co dokładnie mam na myśli i o czym teraz mówię- obnażył nie tylko moją własną hipokryzję i poczucie wyższości jakie wówczas miałem, ale również z całą mocą pokazał wszelkie mankamenty i przywary świata show biznesu, a w szczególności jedną prostą prawdę: to, że gdy jest dobrze jest przy tobie masa przyjaciół, a gdy jest źle zostajesz sam. I nie mam tutaj zamiaru się wybielać czy bronić: absolutnie, ponieważ to mój nierozważny związek z zamężną kobietą był początkiem tej spirali chaosu. Zresztą to czy to ja ponoszę winę czy też moja partnerka nie ma absolutnie żadnego znaczenia, bo to nasze prywatne sprawy, które nie powinny nikogo interesować. Ale jednocześnie chcę podkreślić, że nie żałuję tego, bo dzięki temu zrozumiałem, że nie chcę należeć do takiego świata, oddawać swojego życia na świeczniku. Dlatego korzystając z okazji pragnę ogłosić, że to mój ostatni wywiad tego typu do prasy czy telewizji: od tej pory moje wystąpienia publiczne będą tylko i wyłącznie dotyczyły tematów zawodowych. Bo nie jestem żadną gwiazdą ani celebrytą: jestem siatkarzem i sportowcem. I wyłącznie tak chcę być tak traktowany i oceniany. Żałuję, że poczułem się kiedyś gwiazdą, a przez to ludzie tak właśnie zaczęli mnie postrzegać. I mówię to z pełną pokorą i świadomością, że w mediach nic nie ginie. A więc i ten materiał może zostać użyty przeciwko mnie za rok czy nawet dwadzieścia lat.

- Myślę, że wszyscy widzowie zgodzą się ze mną, że tak kategorycznej odpowiedzi nie można by zapomnieć. W takim razie wróćmy do tematu zbliżających się mistrzostw świata: brazylijski zespół zdaje się ponownie ostro brać do roboty po swojej druzgocącej porażce z Japonią…


***


W tym samy czasie, Hania świętowała z przyjaciółmi swoje dwudzieste urodziny. I po raz pierwszy od ponad miesiąca, czyli wyjazdu Huberta czuła, że uśmiecha się szczerze. Do tej pory wciąż przeżywała ich krótki związek rozkładając go na czynniki pierwsze na nowo i nowo zastanawiając się czy gdyby zachowała się w danej sytuacji inaczej coś by to zmieniło, Co nie prowadziło do niczego dobrego. Ponadto- o wstydzie- w duchu gdzieś tam łudziła się, że Hubert wcale nie był rozpieszczonym sportowcem, który tylko chciał się nią zabawić z braku innego damskiego towarzystwa. Często widząc wysokiego mężczyznę z daleka, który zmierzał do pensjonatu zdawało jej się, że to właśnie Hubert do niej wrócił. Ale gdy nieznajomy podchodził okazywało się, że to tylko kolejny nieznany jej turysta, który nawet trochę go nie przypominał, Bo ten prawdziwy Hubert Skrzynecki wrócił do swojego własnego świata i życia jakie prowadził zapewne nawet już o niej nie pamiętając. To tylko ona jak ostatnia naiwna miała nadzieję, że do niej wróci, bo jednak choć trochę ją kochał. I chociaż racjonalna część jej umysłu powtarzała jej z gryzącą ironią, żeby nie oszukiwała samej siebie, to jednak nadzieja nie mogła ulotnić się z jej głowy.

- No, to mów Hanka: kim był ten przystojniak z którym gadałaś podczas serwowania śniadania?

- Co?

- No tamten brunet.- Sprecyzowała Paula, która po wakacjach wróciła do pracowania w Oazie spokoju, więc pracowała razem z Witwicką.- Nie udawaj, że nie wiesz o kim mowa.

- Nie bardzo…- Mrugnęła Hanka zastanawiając się o kogo może chodzić. A szczere zaskoczenie na jej twarzy uświadomiło przyjaciółce, że tamta naprawdę niczego nie zauważyła.

- No ja nie mogę: koleś podrywał ją z pół godziny a ta tego nawet nie dostrzegła.- Skomentowała na głow.

- Daj spokój.- Prychnęła „podrywana” chcąc by Paulina porzuciła ten temat, bo czuła że tamta dopiero się rozkręca. I rzeczywiście, dokładnie w tej chwili zaczęła opowiadać Patrykowi, Ance i Goście o jej rzekomym wielbicielu czego zmuszona była słuchać w milczeniu.

- Hana, serio w ten sposób nikogo nie znajdziesz skoro nawet nie zauważasz kiedy ktoś jest tobą zainteresowany.

- Dzięki za dobrą radę, ale nikogo na razie nie szukam.

- Hej, skoro nawet Gośka znalazła chłopaka to ty tym bardziej…

- Wypraszam sobie.- W udawanej złości Małgorzata popchnęła lekko Paulę, która wybuchła śmiechem. Jednocześnie niezgrabnym pacnięciem na łóżko, zmieniła leżącym tam pilotem kanał w telewizji.

- Moja Gosia jest najpiękniejsza.- Dodał Patryk. Hania jednak skupiła się na mężczyźnie, który patrzył na nią z ekranu monitora. Ten głos poznałaby wszędzie.


W meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata rzeczywiście mogliśmy zobaczyć starą, świetlą brazylijską drużynę, którą zachwycali się wszyscy niespełna pięć lat temu….


Hubert.

Jej Hubert, który wydawał się rozluźniony i pewny siebie komentując rozgrywany mecz jakiejś siatkarskiej drużyny, a nie jak miała nadzieję choć trochę załamany ich rozstaniem. Jaka była głupia wierząc w to, że mógłby ją pokochać, że mogłaby być dla niego ważna. Przecież ta postać, która mówiła do niej z ekranu telewizora była pewna siebie, zblazowana, może trochę arogancja. A ona przez ostatnie pięć tygodni zasypiała z jego twarzą przed oczami modląc się o to by do niej wrócił…Nie słuchała tego co mówił, nie była w stanie. Zamiast tego wpatrywała się w sposób w jaki gestykulował, układał usta, wsłuchiwała się w ton jego głosu…I zdała sobie sprawę, że wcale o nim nie zapomniała. Że wciąż jest na takim samym emocjonalnym etapie jak w chwili gdy się rozstali. I że nie poradziła sobie z tym co do niego czuła nie robiąc nawet najmniejszego kroku do przodu. Ani trochę.

- Przepraszam.- Czując, że zbiera jej się na płacz pospiesznie wyszła z pokoju na korytarz wciąż walcząc ze łzami. Słyszała, że za nią wybiegła jakaś osoba, ale nie sprawdzała kto to. Dopiero męski głos uświadomił jej, że to był Patryk.

- Haniu, co zaszło między tobą a tym sportowcem?

- Nic, już kiedyś ci to mówiłam gdy o to pytałeś.

- To mi nie wygląda na nic skoro gdy tylko przelotnie zobaczyłaś go  telewizji i...

- Patryk proszę.

- Dziewczyny też nie wiedzą, prawda?

- Nie. Nie mają nawet pojęcia, że tutaj przebywał. I chcę by tak pozostało.

- Byliście w związku?

- Nie chcę o tym mówić.

- Ale jak chcę. Przecież widzę jak przygasłaś od jego wyjazdu: dziewczyny myślą, że to przez chorobę pani Iwony, ale ja wiem swoje. Owszem kochasz tę kobietę jak matkę, ale nie dlatego jesteś smutna i nie chcesz nigdzie z nami wychodzić, prawda? Czy on ci coś zrobił? Skrzywdził cię w jakiś sposób?

- Nie. I proszę cię: nie męcz mnie już więcej, to temat zamknięty i nie chcę do niego wracać. Nie mów też żadnej z dziewczyn tego co wiesz bądź się domyślasz, dobra? Nawet Gośce.

- Hanka…

- Obiecaj mi to, Patryk. Hubert Skrzynecki…ja nie chcę o nim słyszeć. To dla mnie temat zamknięty. 




OBECNIE


Hubert nie był posłusznym pacjentem. W ciągu kolejnych dwóch dni wciąż wstawał z łóżka mimo niesłabnącej gorączki i faktu, że ledwo trzymał się na nogach. Nie powstrzymywały go od tego nawet groźby szpitala. Dopiero gdy wymógł na Hance jej obecność w pokoju, zgodził się odpocząć.

- Nudzę się tutaj.- Kaprysił przypominając jej swoje zachowanie sprzed sześciu lat gdy w podobnym tonie prosił ją o przyniesie jakichś filmów na zabicie czasu. Posłusznie jednak wrócił do łóżka ostentacyjnie nakrywając się kołdrą.- W dodatku jestem sam, więc nie mam nawet komu marudzić.

- To tylko kilka dni, z pewnością dasz radę wytrzymać. Zawsze możesz do kogoś zadzwonić. O widzisz? Nawet teraz ktoś do ciebie wydzwania.- Zauważyła Hania słysząc wibrujący na stoliku telefon.- Nie krępuj się odbierz: jeśli chcesz, mogę wyjść.

- Przecież dopiero przyszłaś. Poza tym to na pewno nic ważnego.

- Długo próbuje się do ciebie dodzwonić jak na coś „nic ważnego”.- Powiedziała, gdy dłuższą chwilę oboje milczeli a dźwięk telefonu nie milkł. Hubert spuścił na moment wzrok czując się fatalnie. Wiedział, że zachowuje się jak ostatni dupek ignorując Adriana i nie mówiąc mu prawdy, ale zwyczajnie nie umiał tego zrobić. Pewnie teraz jego menadżer wściekał się, bo dowiedział się od trenera o stanie jego zdrowia. A raczej ma do niego żal o to, że nie powiedział mu tego wcześniej.- To…to jakaś niedokończona sprawa?

- Hm?

- Spotykałeś się z kimś zanim my wzięliśmy ślub?

- Myślisz, że wydzwania do mnie jakaś kobieta nieświadoma faktu, że trzy dni temu stałem się żonaty?- Roześmiał się Hubert zaskoczony, ale i mile połechtany kierunkiem w jakim podążyły myśli jego żony.- Nie, spokojnie: z nikim się nie spotykałem. Nie musisz być zazdrosna.

- Wcale nie jestem. Ale…

- Ale?- Spytał wymownie.

- Po prostu uważam, że gdy wyzdrowiejesz powinniśmy przedyskutować parę kwestii żeby uniknąć nieporozumień.- Odparła siląc się na spokój widząc jego arogancką minę. Bo miała gdzieś czy i z kim się spotykał.

- Mój umysł jest sprawny: równie dobrze możemy zrobić to teraz. Chodź.- Gestem dłoni wskazał jej wolną połowę łóżka. Hania podeszła do niego z wahaniem siadając na jego skraju, ale Skrzynecki delikatnym ruchem „przewrócił” ją do pozycji leżącej.

- Jestem w ubraniu i butach.- Natychmiast zaprotestowała.

- I co z tego? Tak będzie ci wygodniej. No chyba, że boisz się leżeć koło mnie nawet gdy wyglądam jak pryszczaty nastolatek, co trochę mi pochlebia.

- Wiesz ile lat temu dawałam się nabrać na takie prowokacje?- Spytała retorycznie Hania.- Ale zostanę tak chwilę, bo jestem zmęczona. – Dodała zakładając ręce za głowę i wpatrując się w sufit.

- Zatrudnij kogoś do pomocy. Albo zwiększ godziny pracy Natalii do całego etatu. Nie chcę byś tyle pracowała.

- Myślę nad tym, ale na razie czekam na oficjalne porozumienie między moim prawnikiem a prawnikiem Kacpra. Chciałabym wiedzieć na czym stoję odnośnie moich finansów.

- Nie musisz się tym przejmować. Jeśli te pieniądze, które ci dałem nie wystarczą to…

-…dość już pomogłeś, dziękuję ci.- Przerwała mu Hania.- O tym właśnie między innymi musimy porozmawiać. Nie chcę byś czuł się zobowiązany mi pomagać oprócz tego co i tak zrobiłeś.

- Czy ty właśnie delikatnie dajesz mi do zrozumienia żebym się nie wtrącał w twój biznes?

- Skąd. Chcę tylko uniknąć pewnych komplikacji, które mogą przez to nastąpić w przyszłości.

- Czyli jednak dajesz mi prztyczka w nos. Okej. Więc ja też mam warunek. Masz nie pracować więcej niż 8 godzin dziennie. I spędzać czas ze mną. Przynajmniej dopóki każesz mi tkwić w tym łóżku.

- Robię to dla twojego dobra jakbyś nie zauważył. Poza tym jak dla mnie możesz paradować po całym hotelu: nie wiem tylko czy będąc tak próżnym zniesiesz reakcję innych.

- To się zdziwisz. A jak ktoś zapyta kim jestem odpowiem, że twoim mężem. Pytanie jak ty to zniesiesz. Pewnie do tej pory wciąż trzymasz to w tajemnicy nawet przed najbliższymi, co?

- Nie. Powiedziałam przyjaciółkom.

- A to ci niespodzianka.- Hubert spojrzał na nią z zaskoczeniem.- I jak zareagowały? Też stwierdziły, że jesteś szalona jak Patryk z Gośką?

- Raczej wyrachowana. A ty jesteś niewinną ofiarą mojego uroku.- Wyznała siląc się na beztroskę i przypominając sobie potępiający wzrok przyjaciółek, który starały się ukryć. Ona jednak znała je aż za dobrze by móc wyczytać prawdę między wierszami. Szczególnie Anka była zaskoczona jej zmianą stanu cywilnego nie mogąc nawet znaleźć odpowiednich słów by odpowiednio zareagować. Paula za to była bardziej bezpośrednia gdy zostały same.


- Pamiętam jak ten koleś cię nagabywał podczas swojego pobytu tutaj, Hanka i jak na niego reagowałaś. Nie wmawiaj mi teraz, że się w nim zakochałaś.

- Paula, gdybym chciała znać twoje zdanie na ten temat, to bym zapytała przed ślubem.

- A powinnaś do diaska! Nawet ja nie popełniłabym takiego szaleństwa. I to z takim facetem. Nim nie będziesz mogła dyrygować tak jak pracownikami, gośćmi czy kontrahentami: on…on może być niebezpieczny.

- Co to wygadujesz?! Myślisz, że może mnie w jakiś sposób skrzywdzić?

- Nie fizycznie, ale emocjonalnie. Rany, przecież ty nawet nigdy nie byłaś w związku i nie wiesz jak trudno się w nim odnaleźć. A każdy z nich jest trudny nawet gdy jesteś z odpowiednią osobą i macie za sobą długi staż. I jak chcesz poradzić sobie z fizyczną stroną małżeństwa z prawie obcym sobie facetem?

- To moja prywatna sprawa.

- Hanka, nie udawaj urażonej: wiesz, że chcę dla ciebie dobrze. Ale to nie jest drobnostka. On już wcześniej patrzył na ciebie tak jakby….

- Jakby co?

- Nie śmiej się, bo potem możesz płakać. A Anka nas ostrzegała, że powinnyśmy wydusić z ciebie skąd wzięłaś kasę na walkę z Kacprem. Ale ja wierzyłam w twój rozsądek: „dajcie jej spokój i przestańcie wypytywać”, mówiłam. A ty wycięłaś mi taki numer.

- Zachowujesz się tak jakbym popełniła jakieś przestępstwo.

- Bo nawet teraz rozmawiasz ze mną odwracając kota ogonem. 


- Niewinna ofiara…,hm myślałem że to mnie obsadzą w roli kata i oprawcy który szantażem zmusił cię do przyjęcia jego oświadczyn. Ale skoro tak, będą do mnie przychylniej nastawieni.

- Bardzo śmieszne. A co na to twoi znajomi?

- No cóż, powiedzmy że jeszcze nie mają zdania.

- Nie wierzę: chcesz powiedzieć, że jeszcze nic im nie powiedziałeś?! A to mnie krytykowałeś gdy chciałam zachować to w tajemnicy!- Żachnęła się Hania podrywając się do pozycji siedzącej. Hubert z szerokim uśmiechem natychmiast ją powstrzymał.

- Daj spokój, nie miałem czasu i dobrej okazji skoro tkwię tutaj chory na ospę. Miałem to zrobić przez telefon? Poza tym chcę zrobić im niespodziankę. Dominik z dziewczyną urządzają za tydzień domówkę. Wtedy im powiem. Możesz przestać się wyrywać?

- Nie, już i tak muszę wracać. Kacper miał wpaść po południu na nieoficjalną rozmowę bez ogona w postaci prawników jak się wyraził.

- Poradzisz sobie z nim?

- Będę musiała.

- Nie lubię typka.

- Ja też nie.- Przyznała w końcu przestając próbować wstać. – No, teraz mnie już puścisz?

- Gdy dasz mi całusa.

- Przestań.

- Wiem, że teraz nie należę do najprzystojniejszych, dlatego nie obrażę się gdy zamykając oczy będziesz sobie wyobrażała George’a Clooney’a albo Richarda Gire’a .

- Phi, oni mają teraz ze sześćdziesiąt lat, więc chyba mnie nie porywają.- Zażartowała Hania dotykając dłonią policzka Huberta.- Twoje krosty też nie wyglądają już tak źle, chyba się przyzwyczaiłam.

- Małpa.- Szepnął mężczyzna tuż przy jej ustach lekko dotykając ich swoimi. Potem przysunął się bliżej pogłębiając ich pocałunek. I choć Hania zamierzała na tym poprzestać szybko się odsuwając, to jednak łagodne pieszczoty jej bądź co bądź męża sprawiły, że wcale nie chciała tego robić. Skubany zawsze wiedział jak ją podejść co ją jednocześnie złościło jak i bawiło. Nie mogła jednak zapomnieć o tym, że on po prostu miał taki styl bycia. Nie powinna więc dopatrywać w jego gestach i flircie żadnych oznak przywiązania czy uczucia nadając im większe znaczenie niż mają w istocie. Tylko w ten sposób uda jej się przejść przez półtoraroczny okres ich małżeństwa bez poczucia krzywdy i złamanego ponownie serca.

- Wszystkie małpy tak całujesz?

- Tylko te które mi się bardzo podobają. I są wyjątkowo wredne. – Odparł wciąż wytrącony z równowagi siłą jaką oddziaływał na niego sam pocałunek i bliskość Hanki. Nie miał pojęcia czy budowała między nimi ten dystans celowo czy też jej niepewność wynikała z nieśmiałości: po dłuższej chwili uznał jednak że to nie ma dla niego żadnego znaczenia. Bo i tak zamierzał go zniszczyć gdy w końcu wyzdrowieje. Nie chciał by emocjami jakie między nimi tkwiły była niepewność czy strach.

- Nie wstawaj z łóżka, przyniosę ci coś do czytania.

- Wieczorem obejrzymy razem film? Zrób popcorn.

- Zobaczę co da się zrobić.

- Hanka, bo będę nazywał cię małpą.

- Nie mam nic do tych zwierząt. Uważam nawet, że są szalenie sympatyczne.

- Ty za to ani trochę nie jesteś. Za grosz w tobie empatii do chorego inwalidy.

- Ojoj, jaki biedny, mały pokrzywdzony Hubercik…

- Już ja ci pokażę jaki pokrzywdzony...nadal masz łaskotki?

- Hubert nie waż się…Hubert!- Pisnęła Hanka nieelegancko gdy mąż zaczął łaskotać ją pod kolanami.

- Dobrze pamiętałem miejsce, które najbardziej na ciebie działa.

-Hu…Hubert! Ile my…mamy lat?

- Spróbuj na hasło: mój kochany mężu.

- Hu…bert, zapła…zapłacisz mi za to!

- Bardzo chętnie.

***

W tym samym czasie Paulina pomagała kucharce w kuchni zmywać naczynia po obiedzie. Myślami wciąż błądziła wokół głupstwa jakie popełniła jej przyjaciółka wciąż nie będąc w stanie zrozumieć jak bardzo musiała być zdesperowana by posunąć się do takiego czynu. Tyle, że Hanna nieświadoma prawdziwych zamiarów Huberta Skrzyneckiego nie miała pojęcia w co się wpakowała. A on był przecież bogatym sportowcem, który pewnie sądził że prowincjonalna góralka powinna być mu wdzięczna za zainteresowanie albo najlepiej odpowiednio mu to zrekompensować. Nie wyglądał co prawda na zblazowanego ani zepsutego, ale co ona tam mogła wiedzieć po zaledwie kilku dniach przelotnej znajomości z nim? Przecież mając górę kasy i żyjąc na świeczniku musiał być choć trochę zepsuty. Dowodził temu chociażby fakt bójki którą wszczął podczas corocznej imprezy. A Hanka śmiała się z jej trosk gdy wspominała o fizyczności w ich tym niby małżeństwie nie mając pojęcia czego ten facet może od niej wymagać…Do diabła, i co ona miała teraz zrobić?!

- Hej, wiesz gdzie jest Hanka?- Z rozmyślań wyrwał ją głos Kacpra.- Byliśmy umówieni, ale nie ma jej w swoim gabinecie. Na recepcji też nie, tak jak nikogo zresztą.- Dodał z wyrzutem.

- Pewnie jest w pokoju dwadzieścia trzy i kuruje swojego męża.

- Bardzo zabawne.

- Ha, chciałabym żeby tak było.- Prychnęła Paulina ze złością wycierając ścierką właśnie umyty talerz.- To wszystko twoja wina.

- Paula, nie mam czasu na te twoje głupie żarty.- Skwitował słowa kobiety Jakubiak wychodząc z kuchni. Ale słowa Pauli go zatrzymały.

- To nie żart: ona naprawdę trzy dni temu wyszła za mąż. Gdybyś nie chciał za wszelką cenę zamknąć Oazy Spokoju do niczego by nie doszło. Ty będziesz odpowiedzialny za tę tragedię.

- Co ty pieprzysz. I przestań lać tą wodę. Skoro wyraźnie chcesz mi coś powiedzieć to opowiedz wszystko od początku do końca.

- A co tu opowiadać? Hanka trzy dni temu wyszła za mąż za bogatego nieznajomego faceta tylko po to by uratować pensjonat, który ty zamierzałeś sprzedać. Wyznała to nam po fakcie kilkanaście godzin temu. Teraz już wiesz skąd miała pieniądze na prawników?

- Ty nie żartujesz.- Odezwał się po chwili Kacper wpatrując się w poważną i zagniewaną twarz Pauliny. Z wrażenia aż musiał przytrzymać się krzesełka.- Kto to jest?

- Spotkałeś go tutaj, gościł w Oazie kilka tygodni temu.- Wyjaśniła Paulina. A choć jeszcze nie padło domniemane nazwisko męża Hanki, Kacper i tak zadając pytanie znał odpowiedź.

- Jak się nazywa?

- Hubert Skrzynecki.

- Niech to szlak.