Łączna liczba wyświetleń

środa, 8 kwietnia 2020

Druga szansa: Rozdział VII

Pisany trochę na szybko, ale mam nadzieję że bez większych błędów stylistycznych. 
Miłego czytania :)

Dopiero następnego poranka Hani udało się dokończyć ogrodowe prace- tym razem jednak w rękawiczkach. Całkiem niepotrzebnie obawiała się przy tym kolejnego „przypadkowego” spotkania podczas porannego spaceru Huberta: najwyraźniej swoim wczorajszym zachowaniem odwiodła go towarzyskich pogawędek. I dobrze. Nigdy nie potrafiła zrozumieć jak ludzie po związkach mogą normalnie ze sobą rozmawiać. Przecież nawet kiedy obie strony dojdą do wniosku, że nie chcą być razem, ktoś pierwszy porusza tę kwestię. Ktoś musi wyjść z inicjatywą, więc żal między nimi rodzi się choćby i z tego powodu. Udawanie że jest inaczej jest w istocie właśnie tylko udawaniem. A jej sekretny związek z Hubertem nie zakończył się aż tak powściągliwie by to był jedyny powód do urazy, przynajmniej z jej strony…Nakazując sobie w duchu (po raz kolejny) niemyślenie o Skrzyneckim, Hanna po pracy w ogrodzie sprawdziła stan zapasów spożywczych oraz czystych ręczników i pościeli. Przydałoby się zrobić pranie, pomyślała pospiesznie zerkając na zegarek. Dochodziła siódma, więc gdyby teraz nastawiła pralki i się pospieszyła za godzinę mogłaby być z powrotem by je rozwiesić zdążając jeszcze na hotelowe śniadanie by pomóc Natalii przy obsłudze gości. 
Kwadrans później dzięki staremu fiatowi była na cmentarzu. Właściwie przestała już odwiedzać mamę tak często jak na początku, gdy potrafiła zjawiać się tutaj co tydzień. Ale wczoraj Hubert swoim zwyczajnym pytaniem sprawił, że znowu bardzo za nią zatęskniła. Zawała sobie sprawę, że jej rodzicielka nie była idealna: nie potrafiła okazywać uczuć, była powściągliwa, oschła, skłonna do krytyki i widzenia wszystkiego w czarnych barwach. Ale kochała ją szczerze. I była jedyną osobą którą miała. Gdy umarła, Hania została całkiem sama. Oczywiście, że przyjaciółki jej pomogą gdyby zaszła taka potrzeba. Pewnie nawet i Kacper by się do tego poczuł. Ale pustki którą odczuwała wewnątrz siebie nie dało się tak łatwo zapełnić. Tak samo jak poczucia zagubienia. A ona po prostu była i to wystarczało by Hania czuła się bezpiecznie. 
Zgodnie z własnymi przewidywaniami, zjawiła się z powrotem w hotelu tuż przed końcem pracy pralek. Rozmyślając o innych rzeczach które powinna jeszcze dziś przygotować, rozwiesiła mokre prześcieradła i pościel. Potem zjadła pospieszne śniadanie by tuż przed dziewiątą stanąć u boku Natalii przy hotelowym barze. Nie miała jednak dużo pracy, bo jej nowa pracownica sezonowa radziła sobie świetnie. W dodatku niezobowiązująca pogawędka z gośćmi nie nastręczała jej większych trudności. Według Hani wypadała całkiem naturalnie. No, może obsługując stolik młodych sportowców Natalia wróciła trochę bardziej zarumieniona i ożywiona, ale była to całkiem zrozumiałe. Hanna zauważyła też, że zamieniła z całą piątką kilka zdań spędzając przy stoliku trochę więcej czasu niż zazwyczaj. Ale nie zamierzała jej za to ganić. W związku z tym, że dzisiaj pracowały na sali we dwie nie musiały aż tak bardzo się spieszyć, bo i tak udało im się obsłużyć wszystkich gości równie szybko.   
Tymczasem Hubert z kolegami zajadając się pysznym śniadaniem, dyskutował o dzisiejszym sposobie spędzenia dnia. Leniwy Adam protestował przeciwko całodziennemu wypadowi prosząc o to by trasa nie była dłuższa niż trzy godziny.
- To miały być wakacje, gamonie, a nie trening wysiłkowy.- Zakończył.
- No, rzeczywiście bardzo merytoryczny argument.- Ocenił Miłosz. 
- Ale Adaś ma rację: dzisiaj ma być na dodatek piekielnie gorąco. Może weźmiemy busa i podjedziemy nim potem po spacerze po górach na trochę do miasta? Na jakieś zimne piwko? Hotel ma wyborne żarełko, ale jednak zimne piwo w upalny dzień albo nawet coś mocniejszego…ach, tego nic nie przebije.- Rozmarzył się Dominik.
- Popieram.- Odezwał się Hubert.- Ale kto w takim razie poświęci się dla sprawy pozostając trzeźwy?- Dodał jednocześnie przenosząc wzrok na Włodka. Pozostali też to zrobili.
- Hej, nie patrzcie na mnie! To, że jestem najmłodszy nie znaczy, że możecie mnie wrobić. 
- Jakie tam wrobienie, stary: i tak zazwyczaj wypijasz jedno czy dwa piwa, więc to nie będzie dla ciebie duże wyrzeczenie. Dzisiaj ty będziesz trzeźwy a innym razem ja.- Perswadował Dominik. 
- Ciekawe kiedy będzie to twoje „innym razem”. Już to widzę: następnym razem pewnie przypadkiem kelner niezgodnie z zamówieniem przyniesie ci piwo z alkoholem i ktoś inny będzie cierpiał za ciebie. 
- Młody, nie przeginaj.
- Przecież wszyscy wiedzą jaki jesteś łasy na piwsko. Po karierze sportowej wróżę ci wielki bebzun kiedy będziesz nadrabiał te wszystkie butelki, których nie mogłeś wypić wcześniej, a jedyną pamiątką po sportowej sylwetce będzie reklama szamponu…
- Dobra, ja będę trzeźwy.- Zakończył spór Hubert widząc, że koledzy za bardzo zaczynają się „rozgrzewać”. A przecież byli w publicznym miejscu i te wrzaski nie przez wszystkich mogłyby zostać dobrze odebrane. Hubert nie uważał, by bycie sławnym stanowiło usprawiedliwienie niewłaściwego zachowania.- Weźcie dorośnijcie w końcu, co? To tylko piwo.
- To aż piwo.- Poprawił go Dominik.
- Huba, daj spokój: z nim nie wygrasz.- Głos zabrał z kolei Miłosz.-  Zżarliście już wszystkie moje maślane bułeczki? 
- Sory, prawo dżungli.- Adam wzruszył ramionami.
- O ile pamiętam były dołączone do mojego zestawu śniadania i konfitury wiśniowej. 
- Ty też poczęstowałeś się moją kiełbaską. 
- Ja ci domówię.- Zaofiarował się Hubert.
- Coś ty dzisiaj taki usłużny i pomocny? Może w takim razie pożyczysz mi z sześćdziesiąt tysięcy których brakuje mi do nowego porsche?- Zażartował Dominik, ale Skrzynecki już wstawał z krzesła kierując się do baru, wzbudzając tym zdziwienie pozostałych. Gdy zostali sami spytał kolegów:- Naprawdę jest ostatnio jakiś dziwny nie? Wciąż milczy albo jest zamyślony. Skąd dziś ten entuzjazm?
- Też mnie to zastanawia.- Odpowiedział mu Miłosz ignorując komentarz Adama, że przecież on zawsze wszystko wie. Ale tym razem patrząc na stojącego przy ladzie Huberta był pełen konsternacji. 
Hubert natomiast zbliżał się do kontuaru pewnym, choć niespiesznym krokiem. Z satysfakcją zauważył, że gdy Hanka go spostrzegła na chwilę znieruchomiała. I dobrze, choć udawała obojętną, najpewniej to co między nimi zaszło nie było tak do końca zapomniane. Dlaczego więc nie miałby w odwecie napsuć jej trochę krwi teraz? Zasłużyła na to. Poza tym to niewielka zemsta w porównaniu z tym ile krwi ona mu napsuła. I jaka zresztą zemsta: on tylko szedł domówić posiłek dla swojego kolegi co było jego przywilejem jako gościa hotelu. To wcale nie miało związku z ich przeszłością. Wcale. Hubert nie był aż tak małostkowy jak ona wczoraj. Był na to zbyt…dojrzały.
- Witam. Mogę prosić jeszcze tych maślanych bułeczek?
- Jasne, zaraz poproszę kucharkę o ich przygotowanie. Ale trzeba będzie za nie dopłacić: to nie jest oferta ze stołu szwedzkiego a posiłki na ciepło w każdej porze dnia oferowane są dla każdego gościa tylko raz. 
- Okej, mogę kartą?
-  Jak najbardziej. - Zapewniła Hania starając się zachować profesjonalizm.- Dziesięć złotych. Jak będą gotowe, przyniosę…- Przerwała nie wiedząc do końca jak się zwracać do Huberta: „przyniosę ci” czy „przyniosę panu”?-…przyniosę je do stolika. – Wybrnęła inaczej nabijając zakup na kasę. Potem gdy on przyłożył swoją kartę do terminala jęknęła cicho: - Szlak by to.- Na widok pytającego spojrzenia  Skrzyneckiego dodała:- Przez pomyłkę nabiłam o jedno zero za dużo. Już anuluję transakcję. Przepraszam.
- Nie szkodzi.-  Zapewnił ją wielkoduszni Hubert. Ona natomiast czuła jak ciepło napływa jej na policzki. Rozmawiali ze sobą tylko dwa razy. I za każdym musiała pokazać jaka jest nierozgarnięta pierwszy raz się kalecząc a drugi nie umiejąc nabić prawidłowej kwoty na paragon.- Co prawda chłopcy rzeczywiście uważają, że te bułeczki warte są każdej ceny. Pani Renata wciąż tu pracuje? To ona je przyrządza?
- Tak.- Hania po raz pierwszy od przyjazdu Huberta szczerze się do niego uśmiechnęła. Bo było jej miło w imieniu kucharki, że pomimo upływu lat pamiętał jej imię. On natomiast nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Ten wyraz pamiętał tylko z przeszłości jako nieskrępowany wyraz radości młodej dziewczyny. Dziś, wydawało mu się że uśmiecha się rzadko. Albo rzadko uśmiecha się tak do ciebie, podszepnął jakiś złośliwy głosik w głowie. By dłużej tego nie roztrząsać, spytał:
- Tak myślałem, tego smaku nie da się podrobić. A jak ręka?- Ach, był naprawdę wielkoduszny (przynajmniej w swoich oczach): teraz zainteresował się nawet jej zdrowiem chociaż ona wczoraj nawet mu szczerze nie podziękowała.
- Lepiej.- Odpowiedziała jednocześnie unosząc prawą dłoń powyżej kontuaru pokazując plaster na serdecznym palcu.- Mała ranka, za to piekielnie głęboka.
- Takie są najgorsze.- Przyznał nie do końca świadomy czy mówił to on ranach czy o niej samej? Ale wolał się w to nie zagłębiać.
- Proszę przyłożyć kartę jeszcze raz.- Poprosiła Hania przedtem jeszcze raz patrząc w pulpit czy czegoś nie pokręciła. Chwilę później zauważyła małą pięcioletnią dziewczynkę która właśnie zmierzała do lady. O nie, pomyślała. Państwo Krajewscy oczywiście musieli postarać się obejść zakaz który wysądowała wobec wszystkich gości i spróbować porozmawiać z „wielkimi gwiazdami”. Nawet jeśli musieliby posłać swoją latorośl między labirynt stolików na sali. - Co się stało Zuziu?- Spytała małą właśnie dochodzącą do lady.
- Mama chciała soku.
- Jest na szwedzkim stole. Ale zaraz przyjdę i go jej naleję. Wrócimy razem do rodziców?
- Ona chciała soku wiśniowego a tam jest tylko pomarańczowy…
- Ach Zuziuuuu…- „Zaniepokojona” matka właśnie zauważyła „zniknięcie” swojego dziecka, pomyślała Hania z sarkazmem słysząc głos pani Krajewskiej.- Ach kochanie, przecież mówiłam ci żebyś na mnie zaczekała.
- Nieprawda, kazałaś mi…
- Nieważne kochanie.- Gdy pani Daria pocałowała główkę swojej córeczki, Hanka spojrzała na Huberta. I po jego wzroku poznała, że tak jak i ona, on doskonale zdaje sobie sprawę z tego „przypadku”. Zresztą pewnie nie pierwszy raz był ofiarą tego zabiegu. Na szczęście nie wydawał się być zły.- Za chwilkę zamówimy sok. Ach, przepraszam nie chciałam wtrącać się w kolejkę. Teraz pana kolej, prawda?
- Tak, ale ja już kończę.- Hubert wpisał pin na terminalu potem rzucając jeszcze szybkie spojrzenie Hani. Jej oczy były pełne zakłopotania, ciepła i śmiechu jednocześnie co znów sprawiło, że nie mógł się na nią za cokolwiek gniewać. W dodatku poczucie porozumienia tylko między nimi….to było miłe.- Gotowe.
- Pan Skrzynecki, prawda?- Zauważając, że chciał właśnie odejść do stolika, pani Krajewska postanowiła nie zmarnować okazji.- Jesteśmy z mężem kibicami.
- Bardzo mi miło. – Odparł  grzecznie, choć niezobowiązująco Hubert.
- Nie miałam pojęcia, że można tutaj pana spotkać. Gdy opowiem koleżankom, to mi nie uwierzą. Wie pani- Dodała patrząc na Hankę- one, wielkie damy wolały nocleg gdzieś blisko miasta, ale moja mama świętej pamięci bardzo lubiła to miejsce. Nawet jeśli nie cieszy się najlepszymi standardami. Bez urazy rzecz jasna.
- Naturalnie.- Zapewniła Hania śmiejąc się  w duchu. – A teraz przepraszam, obsłuży panią Natalia bo właśnie skończyła podawać śniadanie pani Kacperskiej: panie Hubercie, proszę wracać do stolika, zaraz przyniosę bułeczki.
- Będę niecierpliwie czekał.- Zapewnił ją. I znów poczuł coś dziwnego widząc jej uśmiech: jakąś wewnętrzną radość spowodowaną faktem że coś ich łączy. Nawet jeśli tym czymś było uczucie pobłażania w stosunku do pani Krajewskiej. 

                                                                      6 LAT WCZEŚNIEJ
Mijała połowa czwartego tygodnia pobytu Huberta w górach (albo też jak kto wioli: ukrywania się), gdy mężczyzna zdołał wypracował w końcu zdrową rutynę swojego dnia. Nie zapominał przy tym o ćwiczeniach nogi pomimo złamania tak by jak najszybciej dojść do sprawności. Dużo czytał i rozmyślał, oglądał też filmy ale dużo rzadziej niż na samym początku. Popołudniami zazwyczaj udawało mu się namówić Hankę na rozmowę albo jakąś grę- już od kilku dni dawała się przekonywać do dotrzymywania mu towarzystwa nie tylko podczas sprzątania czy podawania posiłków. Trwało to zazwyczaj nie dłużej niż godzinę, ale jemu w zupełności na razie wystarczało. Ponadto wiedząc, że mieszka w hotelu nie miał wyrzutów sumienia, że przez niego musi dłużej przebywać w miejscu pracy.
Prawdę mówiąc to poczuł prawdziwą ulgę gdy okazało się, że pomimo świadomości jego tożsamości właściwie nie zmieniła wobec niego swojego zachowania, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie wykazywała też żadnego zainteresowania jego karierą co początkowo trochę ubodło w jego próżność, ale później stwierdził że tak było lepiej. W końcu w obecnej sytuacji nie miał się czym chwalić. 
Wczoraj na przykład opowiadała mu legendę o skarbie ukrytym na dnie Morskiego Oka o której nigdy dotąd nie słyszał. Albo śpiących rycerzach w Tatrach czy powstaniu Karpat co według ludowych podań były spowodowane próbą zagarnięcia przez siedemdziesięciu siedmiu olbrzymów obcych ziem za co zostały im zabrane ich magiczne moce a oni sami stali się wężami. Inna fascynująca historia dotyczyła biednego pastuszka Janka przepięknie grającego na skrzypcach o czym dowiedział się nawet cesarz próbując go zabrać do siebie na dwór. Hubert był pełen podziwu: najpierw z powodu mnogości tych opowieści które znała a potem ze sposobu w jaki je opowiadała: gawędziarskim tonem, odpowiednio modulując głos, wzbudzając napięcie…Naprawdę umiała pobudzić zainteresowanie słuchacza. Tyle, że Huberta zaintrygowało coś jeszcze:
- Uraczyłaś mnie przynajmniej siedmioma legendami: żadnej miłosnej historii? Czy to także jest związane z twoim cynicznym podejściem do miłości?
- Och, są i takie. – Odparła mu wówczas Hania ignorując drugie pytanie. – Ale ta która najbardziej mi się podoba dotyczy Karkonoszy. To historia córki księcia, Emmy która była niezwykle piękna. Dziewczyna uwielbiała kąpać się w górskim potoku właśnie gdzieś w Karkonoszach. Pewnego dnia, pochłonięta zabawą ze swoimi dwórkami nie zauważyła przechadzającego się w pobliżu Pana Karkonoszy. Dziś jest zwany Duchem Gór…
- Oczywiście z miejsca go oczarowała swą przecudną urodą.- Wtrącił się Hubert.
- Oczywiście. Ale młoda panna była też bardzo bystra o czym przekonasz się słuchając historii do samego końca.
I tak Hubert słuchał o uprowadzeniu pięknej Emmy na swój wspaniały zamek przez Pana Karkonoszy  i bezskutecznej próbie rozkochania jej w sobie. By to zrobić Duch Gór pokusił się nawet o zmianę postaci w przystojnego młodzieńca aby olśnić niechętną mu młódkę. Ta jednak pozostała obojętna na zaloty: tęskniła z dawnym życiem i towarzystwem swoich przyjaciół, oprócz porywacza nie miała z kim rozmawiać czy się bawić. Ponadto była również zakochana w pięknym i niezwykle odważnym młodzieńcu, księciu Raciborze któremu była przyrzeczona.
- Jak skończyła się ta historia?- Niecierpliwił się Hubert. – Dzielny Racibór ją uratował?
- Chciał, ale niestety nie wiedział gdzie przebywa jego narzeczona. Od jej dwórek do dowiedział się tylko, że podczas wspólnej kąpieli w potoku księżniczka po prostu nie wypłynęła. 
- Och nie, nie mów tylko że myśląc że nie żyje ożenił się z inną?! To byłoby dopiero skandaliczne zakończenie.- Spytał Hankę Hubert udając przerażenie za co ta zganiła go palcem. 
- Nabijasz się z tej historii?
- Wcale nie: wręcz przeciwnie, bardzo się nią przejąłem. Kontynuuj.
- A więc…będąc światkiem ogromnego smutku swojej dziewczyny, Duch Gór postanowił zrobić to co robi większość facetów gdy coś spieprzy: postanowił obdarować ją prezentami.- Hania pozwoliła sobie na lekką złośliwość, która nie uszła Hubertowi.- Prezent był jednak nietypowy więc z miejsca wzbudził jej zainteresowanie: był to bowiem kosz po brzegi wypełniony rzepą. Nie było to jednak zwykłe warzywo, bo każda z nich natychmiast po dotknięciu czarodziejską różdżką zmieniała się w to, czego zapragnie osoba która ją dotyka. Porywacz zaproponował księżniczce, żeby zmieniała rzepy w tancerki, służki, kuglarzy, zwierzęta domowe czy wszystko inne co tylko będzie chciała tak, by mogła wypełniać sobie samotną codzienność. Niestety, wraz z więdnieniem rzep, stworzenia powołane za ich przyczyną umierały, co stało się kolejnym powodem do smutków dziewczyny. Duch Gór w postaci pięknego młodzieńca obiecał jednak dziewczynie codzienną dostawę nowych warzyw, tak by ukochana zawsze była otoczona miłym towarzystwem. I przez pewien czas to wystarczało.
- Panna chyba się nie nudziła?
- Ci. Chcesz słuchać do końca czy zamierzasz znowu zgadywać? 
- Nie, przepraszam. Ale i tak nic nie poradzę na to, że jestem więcej niż pewien że gdyby kosz był pełen brylantów tak historia mogłaby się skończyć inaczej. 
- Przestań już!- Zganiła go ponownie przywołując do porządku. Potem kontynuowała:- No więc przez pewien czas to wystarczało, ponieważ Emma wciąż miała do dyspozycji świeżutkie rzepy: gdy na zewnątrz zaczęło robić się chłodniej i przyszła zima, rzepy nie można było znaleźć na polach. Było jej coraz mniej i mniej, w końcu zabrało zupełnie. Gdy nuda wkradła się w jej życie, Emma znów zaczęła tęsknić za swoim dawnym życiem, za dworem, ukochanym Raciborzem…
-…no tak: gdy duch nie miał czego dać interesownej babie nagle obudziła się w niej tęsknota za rodziną i narzeczonym…Poza tym: serio? Facet umiał wyczarować z rzepy wszystko o czym marzy jakaś panna i problemem była dostępność tylko rzepy? A ona sama co: od razu nie mogła wyczarować rzepy tego swojego narzeczonego i rodziny tylko jakichś kuglarzy by się nie nudzić? Mówiłaś, że była bystra i…Nic już nie mówię: nie patrz tak na mnie. Jestem coraz bardziej zaintrygowany, mów dalej.
-  No więc sprytna Emma zamieniła ostatnią rzepę na małą pszczółkę, którą wysłała do narzeczonego by mógł ją uratować. Znając miejsce jej pobytu…
- Hej, jak pszczoła miała przekazać miejsce pobytu?
 - To tylko legenda. No więc znają…
- Mimo wszystko: czemu akurat pszczółka?- Drążył.- Bardziej wiarygodny byłby gołąb: byłbym skłonny uwierzyć że księżniczka w cudowny sposób zdobyłaby list i poinstruowała ptaka gdzie ma lecieć. Ale pszczoła?
- W bajkach o smerfach też krzyczałeś przed telewizorem, że nie istnieją?
- To smerfy nie istnieją?- Zastygł w bezruchu mężczyzna.
- Hubert!- Gdy parsknął śmiechem, Hania też nie mogła się od niego powstrzymać. 
- Nie mów, że Gumisie też? A Tabaluga? Rany, kochałem tego smoka. Miałem nawet jego kostium…
Na wspomnienie wzajemnych żartów i śmiechu jaki nastały po niedokończonej historii, Hubert mimowolnie się uśmiechał. Nawet jeśli nie poznał końca historii pana Karkonoszy-choć domyślał się jak mogła się skończyć-, wczorajsze wygłupy z nawiązką mu to wynagrodziły. Najwyżej dziś poprosi Hankę by mu ją dopowiedziała przysięgając, że tym razem nie będzie jej przerywał. Dzięki temu na moment zapomniał o swojej zawieszonej karierze i przede wszystkim dziecku, które urodzi się za kilka miesięcy. Mając dużo czasu na rozmyślania, łapał się na tym, że zastanawia się nad logistyczną częścią zaplanowania swojego życia. Kiedy będzie widywał malca podczas życia w rozjazdach? Czy będzie je musiał ograniczyć? I przede wszystkim: czy był na to gotowy? Panika która na początku ogarniała go na samą myśl o przyszłości stopniowo została zmieniana na zdrowy rozsądek. W końcu to nie koniec świata, zdał sobie sprawę starając się o wszystkim myśleć na chłodno. A Pilarczyk nie wyrzuci go z powodu takiej bzdury, to niemożliwe. Nie był pierwszym sportowcem mającym nieślubne dziecko zrodzone w aurze skandalu i zapewne nie będzie ostatnim. A skoro zamierzał odpowiedzialnie podejść do tej roli, tym bardziej nie da nikomu powodu by postąpić z nim tak okrutnie.
Ponowne odwiedziny menadżera jednak znowu wprawiły go w konfuzję. Okazało się bowiem, że choć Staszek stanowczo odrzucał prośby Huberta o kontakt z Klarą, skontaktował się z aktorką osobiście.
- Nie zgodziła się na badania DNA, które mogłyby potwierdzić twoje ojcostwo.
- I co z tego? Słyszałem, że podczas ciąży to dla dziecka ryzykowne. Pewnie więc nie chce podejmować zbędnego ryzyka.
- Może i tak, ale…ale nie jestem do końca przekonany. Widzisz, dwa dni temu w prasie pojawił się artykuł, który sugeruje że twoja mężatka miała jeszcze jednego kochanka.
- Nie, to niemożliwe. Mówiłem ci już poprzednio, że spotykała się w tamtym okresie tylko ze mną.
- Mogło ci się tak tylko wydawać. Takie sprytne kobiety jak ona…Co prawda nie chcę dawać ci niepotrzebnych nadziei, ale to by sporo ułatwiło, nieprawdaż? Nie przypominasz sobie żadnego innego mężczyzny którego widziałeś w jej pobliżu w ciągu tamtego okresu? Nawet przelotnie? Gdybyśmy do niego dotarli pierwsi przed prasą można by to odpowiednio rozegrać tak, żebyś to ty wyszedł na ofiarę sprytnej intrygantki.
- Staszek, wiem że to by dużo ułatwiło. Ale choć wiele złego mogę powiedzieć o Klarze, nie sądzę by sypiała jeszcze z kimś innym.
- Szkoda. A teraz zmieniając temat: opowiedz jak się tu czujesz? Z tego co widzę odosobnienie ci służy, przestałeś nawet na mnie warczeć…

                                                                           OBECNIE
Zirytowana Hanka spojrzała na Ankę z wyrzutem. Ta jednak patrzyła na nią zza stolika z przepraszającym uśmiechem.
- Ty też dałaś się w to wciągnąć? Naprawdę nie mogłyście wybrać innego dnia kiedy miałabym mniej pracy?
- Hania, ale ty nie miewasz takich dni.- Zauważyła słusznie Gośka.- A stanowczo potrzeba ci odreagowania po tej harówce w hotelu. Przecież nigdzie nie wychodziłyśmy w komplecie od ponad roku. A żałoba po twojej mamie minęła już parę miesięcy temu, więc to nie może być wymówka. Swoją drogą co tu robi Kacper? 
- Wpadł dzisiaj mnie poinformować o tym, że załatwił mi nową kosiarkę do ogrodu. I w swojej łaskawości nic nie będę musiała mu za to zapłacić.
- Prawdziwy łaskawca.- Wtrąciła się przechodząca akurat Paula. Korzystając z chwili przerwy w zamówieniach kolacji, dosiadła się do stolika koleżanek.- I co dała się wam przekonać?
- No tak, mogłam się domyśleć, że to twój pomysł.- Powiedziała Hania.- Dwie szczęśliwe mężatki raczej wolą spędzać czas ze swoimi mężami. 
- To byś się zdziwiła, kochana.- Nie zgodziła się z nią Anka.- Czasami napadają mnie takie momenty, że zastanawiam się co ja widziałam tym denerwującym pedancie. Wiecie jaka ja zawsze byłam nierozgarnięta, ale w tym szaleństwie jest metoda. A on czasami chce mi poukładać jakieś dokumenty nie mając pojęcia, że już są poukładane. I jeszcze jest taki z siebie dumny… 
- A ty pewnie nie masz serca powiedzieć mu, że wszystko ci zepsuł? Ja nie owijałabym niczego w bawełnę.- Oznajmiła Paulina.
- I pewnie dlatego znowu pokłóciłaś się z Januszem?
- Gośka, bez protekcjonalności proszę. Ale on naprawdę ostatnio jest nie do zniesienia: jakieś konspiracje, tajemnice…Myślę…Myślę, że może kogoś ma na boku.
- Co?!- Hania, która doskonale wiedziała z czego wynika tajemniczość chłopaka przyjaciółki, bo i jej nastręczyła ona trochę kłopotu, prawie parsknęła śmiechem słysząc taką niedorzeczność.
- No mówię wam.- Zarzekała się Paula.- W ciągu ostatnich trzech miesięcy, brał wszystkie pracujące soboty. A jak poprosiłam go o małą pożyczkę: wiecie tak tylko żeby go sprawdzić, to powiedział że nie ma. Na co niby wydałby tę kasę jeśli wówczas naprawdę by pracował a nie spotykał się z inną? Tak czy inaczej więc skłamał. 
-  Czekaj, czekaj: więc twierdzisz że albo nie brał nadgodzin, albo je brał żeby mieć na prezenty dla nowej dziewczyny? To nie trzyma się kupy.- Rzekła Anka.
- Może planuje kupno nowego auta albo remont domu?- Podsunęła Gośka.- Jest masa innych powodów dla których mógłby być spłukany mimo dodatkowego zastrzyku gotówki.
- Już ty mnie nie pocieszaj.- Paula ze swoją skłonnością do przesady dramatycznym tonem przyłożyła dłoń do skroni.- A ja chciałam załatwić mu autograf jego ulubionego idola.- Prychnęła potem. 
- A tak a propos: to niezłe ciacha z nich, prawda? Zawsze sądziłam, że na żywo będą prezentować się gorzej. Który to ten z reklamy? –Spytała Anka zerkając ukradkiem na stolik, przy którym siedzieli Hubert z przyjaciółmi.
-  Ten w niebieskiej koszulce. Mega seksowny nie? Z tego co słyszałam ma jakąś laskę z którą spotyka się już od ponad roku. Paulina…Nie, Patrycja Jakaśtam.
- Dajcie spokój: nie wpatrujcie się w nich, bo to zauważą.- Poprosiła Hanka. 
- Za późno.– Westchnęła rozmarzona Gośka gdy Adam pomachał do ich stolika.- Rany jaki on…
-  Zabiję was.- Jęknęła Hanka nie mogąc się jednak powstrzymać od śmiechu.- Pamiętajcie, że to moi goście. 
- Goście czy nie goście, widać że to równe chłopy. Pewnie nie pozwolisz nam do nich podejść?
- Nie, znacie zasady i dla nikogo nie będę ich łamać. A teraz wracaj do pracy, Paula. Nie chcę żeby Kacper znowu się ciebie czepiał. 
- Za późno. Wielki pan i władca właśnie tutaj zmierza. Ja spadam zanim mi się dostanie.- Ostrzegła przyjaciółki Paulina po czym dezerterując zostawiła je same. Chwilę później Kacper rzeczywiście znalazł się przy ich stoliku.
- Witam panie. Mogę na chwilę porwać Hanię?
- Jeśli już musisz.- Anna wzruszyła ramionami. To go jednak nie zniechęciło. Uśmiechnął się do Hanny wprawiając ją w konsternację, bo spodziewała się prawdę mówiąc zrugania za pogaduszki z koleżankami w trakcie serwowania obiadu dla gości. Mimo wszystko, gdy odeszli kilka kroków od stolika zaczęła tonem usprawiedliwienia:
- Coś się stało? Z tego co widzę nie mamy za dużo gości bym musiała…
- Nie nic się nie stało.- Przerwał jej Kacper. – Po prostu chciałem ci dzisiaj zaproponować kolację.
- Kolację? 
- No tak.
- Ale jest jakiś powód? Chcesz pogadać o czymś związanym z hotelem?- Wiedząc, że inaczej nie skłoni jej do zgody, skłamał:
- Tak.
- To musi być dzisiaj? Bo już się umówiłam na wieczór z dziewczynami.- Oznajmiła nagle Hanka znajdując idealną wymówkę.- To dlatego tu przyszły: chciały mi zrobić niespodziankę bym wcześniej mogła się przygotować. Potem mamy pojechać do miasta na drinka do „Whisky baru”.
Cholera, pomyślał Kacper tracąc dobry nastrój. Ona nigdy nigdzie nie wychodziła nie mając żadnego życia towarzyskiego i musiała to robić akurat wtedy gdy on postanowił w końcu zmienić taktykę i ją do siebie przekonać? Kiedy miał nadzieję, że miła kolacja będzie początkiem nawiązania przez nich nieco innego charakteru tej znajomości? Że pokaże się jako miły, wyrozumiały mężczyzna jednocześnie trochę się kajając za to jaki był w przeszłości? Że oczaruje swoimi dobrymi manierami, uśmiechem, może nawet skradnie pocałunek? Po co niby kupował tę przeklętą kosiarkę skoro wdzięczność za jej zakup szybko zostanie zapomniana jeśli nie wykorzysta jej na swoją korzyść właśnie dzisiaj? Tylko spokojnie, nakazywał sobie w duchu choć wewnątrz cały się gotował. Normalnie pewnie by w końcu wybuchnął i powiedział, że ma to gdzieś, a ona ma pójść z nim…ale nie tym razem. Tym razem uśmiechnął się szeroko widząc jak ten gest wywołuje jej zaskoczenie. O tak, jeszcze mnie zapragniesz Haniu, pomyślał. W tym przypadku będzie nieco trudniej- miał prawie pewność że Hanka nikogo jeszcze nie miała żadnego chłopaka-, ale to tylko jeszcze bardziej go zachęcało. Sprawić by pożądanie obudziło się w tym niezerwanym kwiatuszku…ach, coraz trudniej było mu zachować cierpliwość. Zamiast tego na razie musiała mu wystarczyć sama świadomość, że dziewczyna w końcu będzie jego.  
- Szkoda. W takim razie życzę dobrej zabawy.- Odparł jej. 
- Dzięki. 
- O której ruszacie?
- Pewnie po kolacji i zamknięciu kasy. Wyjdziemy razem z Paulą po inwentaryzacji. Oczywiście na czas naszego wyjścia, na recepcji będzie Natalia, wszystko już uzgodnione. 
- Ta nowa pracownica?- Zagaił udając zainteresowanie wszystkim co wiązało się z hotelem, choć szczerze mówiąc miał to gdzieś: ta stara budowla od dawna generowała głodowe zyski. Ale to też była część strategii. Z niewiadomych mu powodów Hanka kochała to miejsce dlatego na pewno zdobędzie parę punktów udając, że czuje to samo.- Chyba jeszcze nie miałem przyjemności jej poznać. Poza tym ja mogę tu zostać do czasu zamknięcia restauracji i wszystkiego przypilnować: nie musicie czekać aż do końca kolacji. Przy okazji, chciałbym przejrzeć zamówienia na następny miesiąc. No i jutrzejsze menu na potańcówkę, może dokupię coś ekstra? Chyba też się zjawię.
- Ach, jasne. Super.- Hanka była tak zdumiona miłym uśmiechającym się Kacprem, że do samego końca czekała na jakąś podpuchę. Ale oprócz próby skontrolowania jej przyszłych wydatków nic nie wskazywało na to by miało wydarzyć się coś jeszcze. 
- W takim razie jeszcze raz: baw się dobrze.- Rzucił jeszcze na odchodnym Kacper całując ją na pożegnanie w policzek.
- Rany, co to było?- Spytała konspiracyjnie Małgosia gdy tylko Hania znowu wróciła do ich stolika.- Co on taki milutki? 
- Nie wiem, ale wiem że zwykle nie oznacza to niczego dobrego.- Odparła jej Hanka.
- Ważne też, że zgodziłaś się z nami wyjść. Słyszałam na własne uszy: jeśli się teraz wymigasz pójdę do Kacpra i oznajmię mu że skoro masz wolny wieczór z przyjemnością zjesz z nim kolację i będziesz zmuszona znosić go przynajmniej przez dwie godziny. Także wybieraj: my albo on.- Postawiła ją pod ścianą Anka śmiejąc się przy tym z jej miny. Hanka tylko pokręciła głową.
- Okej, wobec takiej próby szantażu jestem bezsilna.- Zgodziła się Hanna po długiej pauzie. 
- Yuhuuu! Idziemy do „Baru Whisky!- Ucieszyła się trochę zbyt entuzjastycznie Małgorzata. Ale liczyło się to, żeby choć na trochę wyrwać Hankę z jej marazmu. No i przede wszystkim wcielić w życie plan swatania który przygotowały dla swojej przyjaciółki. 
                                                                                      ***
W tym samym czasie piątka sportowców zajadała swój obiad na który wrócili do hotelu by odpocząć po wcześniejszej wędrówce na szlaku. Tak jak przewidywał Adam, dzisiejszy dzień był bardzo gorący, więc z tym większą przyjemnością mężczyźni wyczekiwali upragnionego wyjazdu do miasta. Nikt zdawał się teraz po fakcie nie  krytykować propozycji piłkarza, który uparł się żeby wybrali sobie krótszą trasę do spaceru, sam Adam podkreślał to wielokrotnie. Nawet Huberta cieszyła perspektywa spokojniej, męskiej biesiady z dala od oczu innych. A raczej Hanki. Gdy była w pobliżu wciąż nie mógł do końca zapomnieć o tym fakcie przez co zachowywał się inaczej, mniej naturalnie. Nie uszło to uwadze jego towarzyszy, choć na razie zdawali się nie dostrzegać właściwej przyczyny tego rozstroju. No i ją obserwował. Dlatego jeszcze zanim stały się tematem rozmowy przy stoliku, Skrzynecki zauważył jak Hanna dosiadła się do stolika zajętego przez dwie inne młode kobiety, sądząc po familiarnym zachowaniu- prawdopodobnie będące bardziej przyjaciółkami niż gośćmi hotelu. Jedną z nich nawet kojarzył: sześć lat temu musiał ją gdzieś tutaj widzieć. 
- No kto by pomyślał, właścicielka chyba uczyniła z nas główny powód rozmowy. A wydawała się taka grzeczniutka i zasadnicza.- Skomentował w pewnym momencie Dominik to co Hubert zauważył już dobre kilka minut temu.
- Nie sądzę, ona nie z tych co zachwycają się byle celebrytą.- Wyraził swoje zdanie Miłosz.
- Ale za to jej chichoczące przyjaciółeczki nie.- Powiedział Adam machając do stolika młodych kobiet.- Ładna ta brunetka, nie?
- A co z twoim Rudzielcem, Adasiu?- Spytał go Hubert.
- Jakoś nie było nam po drodze. – Ignorując śmiech współtowarzyszy Adam kontynuował:- O, chyba zaraz nasza ulubiona właściciela zaraz zostanie zrugana przez męża za swoje beztroskie zachowanie.
- Przestań wciąż na nie patrzeć, Adam.- Zrugał kolegę Hubert.
- Przecież siedzimy praktycznie vis-à-vis, więc to i tak nie rzuca się w oczy.- Też niezła z niej bajerantka: spójrzcie na ten delikatny uśmieszek na ustach, jakby prowokujący. A myślałem, że to ten cały Kacper trzyma ją w ryzach. A tu proszę: kobitka też wie jak sobie radzić. Jej, patrzcie na jego minę teraz: jest wniebowzięty. Ciekawe co mu tam szeptała…- Wbrew sobie Hubert spojrzał wtedy na Hankę z Kacprem. Akurat by zauważyć jak tamten całuje ją w policzek. Ten widok sprawił, że coś wewnątrz jego ciała się spięło. Oliwy do ognia dodał jeszcze kolejny komentarz Adama:- Pewnie obiecała mu, że odpowiednio wynagrodzi mu swoje zachowanie pod kołderką. 
- Zamknij się w końcu, dobra?!- Wypalił Hubert cicho, ale z niekontrolowaną złością nie do końca panując nad swoim językiem. Ale przez słowa kumpla zaczął sobie wyobrażać tę dwójkę w sytuacji w której wcale nie chciał ich widzieć. A raczej Hanki: miał gdzieś co robił ten cały Kacperek. Chociaż ciekawe co powiedziałby na wiadomość, że w przeszłości jego żoneczka miała pociąg do turystów…Zatopiony w myślach, nie od razu zauważył że cała czwórka wparuje się w niego z zaskoczeniem. Cholera, rzeczywiście chyba zareagował zbyt emocjonalnie. Udając, że nie stało się nic wielkiego odezwał się znowu:- Co się tak patrzycie? Ja już wyrosłem ze słuchania o ekscesach łóżkowych innych ludzi. Jakoś mnie to nie bawi.
- Następny cnotliwy.- Skomentował to tylko Adam patrząc wymownie na Włodka.- Dobra, więc abstrahując od łóżka właścicieli: obczajaliście jakieś fajne knajpy?- W tym momencie kilka stolików dalej czwórka kobiet, bo dołączyła do nich Paulina, roześmiała się. Padła też nazwa „Bar whisky”. Hubert nie wiedział co prawda gdzie to dokładnie jest, ale domyślał się zgodnie z nazwą jaki rodzaj rozrywki zapewnia. Więc o to prosiła „grzeczna” żoneczka, pomyślał Hubert. Po prostu chciała sobie trochę poszaleć z kumpelkami. I do tego potrzeba było miny zbitego psa by ugłaskać męża. Nie lubię głośnych i tłocznych miejsc, wyznała mu kiedyś. I okazało się jak bardzo. Ale czemu go to w końcu dziwiło? Już dawno pogodził się z tym, że całe jej uczucie do niego to było jedno wielkie kłamstwo. Tyle, że nawet wiedząc o tym że spędzała z nim czas tylko dla zabawy nie chciał wierzyć, że każde jej słowo było kłamstwem. Słowa mają wielką moc, znaczą wszystko; tak wiele można z nich wyczytać, mówiła. Nie chciał by i to było kłamstwem. Nie chciał by ona cała okazała się kłamstwem. 
 - Możemy obczaić coś po drodze. To co, po obiedzie idziemy się odświeżyć w pokojach przed wyjazdem? Może przy okazji kupię swojej Pati jakąś pamiątkę: zabije mnie jeśli wrócę bez magnesu na lodówkę albo pocztówki, jest bardzo wrażliwa na tego typu rzeczy. Wolę więc załatwić to od razu, bo znając życie ostatniego dnia to wyleci mi z głowy…
 Choć Hubert sądził, że podczas obiadu jego nastrój został zniszczony doszczętnie, dwie godziny później bawił się całkiem nieźle. Wraz z przyjaciółmi najpierw trochę pokręcili się po mieście a potem bogatsi o ciupagę oraz góralski kapelusz i kilka pocztówek weszli do pierwszej lepszej knajpy na chłodne piwo. Skrzynecki zgodnie z obietnicą miał pozostać trzeźwy, dlatego ograniczył się do zimnego soku z lodem, który w tak gorący dzień i tak odbierał jako coś upragnionego. 
A kilka godzin później ktoś uderzył go znienacka w tył głowy tak, że stracił przytomność

piątek, 3 kwietnia 2020

Druga szansa: Rozdział VI

Kolejny rozdział historii znów jak w szwajcarskich zegarku trzy dni po poprzedniej :) Ale uczciwie uprzedzam, że kolejna część może pojawić się trochę później.

Hubert był tak zaskoczony skierowanym do niego pytaniem, że trudno było mu udawać iż jest inaczej. Nie miał pojęcia, że na szczęście dla niego, to dodało mu tylko wiarygodności.
- Jasne. To młoda dziewczyna, która zdaje się nie siedzi na tyłku tylko sama zakasuje rękawy i bierze się do pracy. To się chyba chwali: w dzisiejszych czasach nawet dwudziestoparolatkom już się nie chce.- Stwierdził Skrzynecki siląc się na obojętność.
- Chyba tak.- Przyznał Miłosz żałując zadanego pytania. Ale gdy wydawało mu się, że Hubert obserwuje właścicielkę…ale nie, najpewniej się pomylił. Często jego osądy motywowane intuicją bywały słuszne, ale czasami zwyczajnie przesadzał tak jak teraz wyolbrzymiając fakt zatajenia wcześniejszego pobytu Huberta w tym ośrodku, który mu zresztą wyjaśnił.
- Oho, a propos właścicieli: właśnie zmierza do nas jej mąż.- Zauważył ściszając głos Dominik.
- Czyżbym słyszał w twoim głosie niechęć?- Zdążył jeszcze odszepnąć Adam zanim Kacper znalazł się na tyle blisko, by mógł ich usłyszeć. Ale mimo to Hubert ucieszony, że nie tylko on nie polubił typa przyznał cicho:
- Kurcze, a myślałem że tylko mnie on wydaje się jakiś ślizgi…
- Ciii.
- Witam naszą kadrę…
Hubert starał się wytrwać w swoim postanowieniu nieulegania pierwszemu wrażeniu albo raczej, co tu kryć: osobistej niechęci wynikającej z faktu, że koleś zdobył laskę, która kiedyś go spławiła. Dlatego też walczył ze sobą za każdym razem by jego odpowiedzi były grzeczne szczerząc się przy tym jak głupi. A Kacper nie był jednym z tych wkurzających fanów, którzy recytowali twoje wszystkie osiągnięcia, najlepsze momenty z okrzykami „stary, w drugiej połowie rozgrywki ze Szwecją dałeś czadu” by na końcu zgrywać wielkich znawców i dawać „zawodowe” rady. Gdybym to ja bym na twoim miejscu, mówili na przykład do Adama któremu nie udało strzelić się karniaka, celowałbym w lewy górny róg (super Sherlocku, po fakcie Adaś też pewnie doskonale to wiedział). Podczas dogrywki w półfinale nie trzeba było podawać do Trzaskowskiego tylko do naszego Władzia: on nie był wówczas kryty (szkoda tylko, że wśród dynamicznie zmieniającego się położenia graczy Dominik nie był w stanie tego zauważyć). Czasami lepiej puścić lżejszą zagrywkę niż walić w siatkę, doradzali mu z kolei wielcy znawcy siatkówki gdy spalił serw. Tak jakby ktoś postawił go na tym boisku nie wyjaśniając reguł a on nie wiedział, że przez to traci punkty.
O nie, Kacper był naprawdę taktownym fanem. Nie komplementował ich nachalnie, nie wydawał własnych opinii dotyczących przyczyn porażek, nie wiercił dziury w brzuchu z powodu chęci posiadania autografu. Właściwie, choć sam na początku ze śmiechem przyznał, że ma fioła na puncie piłki nożnej nie zamęczał Adama wieloma pytaniami. Przeciwnie: gdy temat zszedł na inne tory, nie starał się na siłę do niego wrócić. Ale nawet za to Hubert go znielubił. I paradoksalnie także to mu w głębi ducha zarzucał: przecież nigdy nie kierował się pierwszym wrażeniem! A gdy poznał tego typka to się zmieniło. To na pewno była jego wina. Bo przecież nie samego Huberta.
Po kolacji i wieczornym prysznicu, korzystając z faktu że jest w pokoju sam, bo Miłosz okupuje łazienkę, Hubert spojrzał na swoje prawe kolano, to które go zawiodło. Nie różniło się ono wcale od tego zdrowego, nic nie zapowiadało więc że okaże się jego drogą do zejścia ze sportowej sceny. A przecież był jeszcze młody: mógłby grać jeszcze pięć lat; może nawet dekadę. Nie lubił szukać przyczyn od zjawisk od niego niezależnych, ale teraz nie mógł wygonić natrętnej myśli z głowy: może to była jego kara za grzechy przeszłości? Może gdzieś tam na górze Bóg zdecydował, że czas zapłaty za lata młodzieńczej hulanki nadszedł już teraz? I że 6 la temu został on po prostu chwilowo odroczony…

6 LAT WCZEŚNIEJ
Po wizycie menadżera, Hubert siedział przy oknie tępo wpatrując się w parapet. Miał zostać ojcem. Ojcem. Miał dwadzieścia cztery pieprzone lata i miał zostać ojcem: co on do cholery wiedział o rodzicielstwie?! On chciał tylko grać w siatkówkę! I spędzić czas z miłą dziewczyną która go podrywała. Kiedy to wszystko tak się spieprzyło? Na samo wspomnienie nagłówków artykułów w gazetach które ukradkiem zobaczył miał ochotę w coś uderzyć. I to mocno. A potem zaśmiać niewesołym śmiechem. Jakie życie bywa przewrotne! Do niedawna był jeszcze sporowcem na widok którego piszczały tłumy, gwiazdorem z masami propozycji reklam czy współprac. Prasa, telewizja i inne media go kochały: pojawiał się w śniadaniówkach, społecznych spotach, a na ściankach nie było wieczoru gdy dziennikarze pozostawili go samemu sobie chociaż zwykle miano gwiazd należało do aktorów i piosenkarzy. A teraz? Teraz pisano i mówiono o nim pogardliwie „siatkarzyna który nie udźwignął sławy”. Nazywano alkoholikiem, publikowano zestawione obok siebie zdjęcia jak pijany wychodził z imprezy a potem jego rozbitego auta z nim za kierownicą. I nie miało tu znaczenia, że te dwa ujęcia pochodzą z innych imprez: nawet jeśli było widać, że jest ubrany inaczej. Ale kto patrzy na takie „szczegóły” i przede wszystkim kogo one obchodzą? Komentarze pod każdym takim artykułem dowodziły tego jasno.
Kolejny pożal się Boże sportowiec, który usiłował zgrywać gwiazdora.
Szkoda, że siebie nie zabił w tym wypadku: zero litości dla alkoholu za kierownicą.
Są siebie warci z tą Klarą: zero zasad, współczuję jej mężowi.
Kto w ogóle promuje takiego degenerata? Czemu wciąż o nim piszecie?
Rany, Hubert zdołał przejrzeć tylko kilka takich paszkwili- zanim manager wrócił z toalety i zauważył, że korzysta z jego telefonu, który przez nieuwagę zostawił na stoliku- by zrozumieć że stał się w show biznesie personą non grata. Staszek przynajmniej nie robił mu wyrzutów z powodu skorzystania z jego komórki: albo miał to gdzieś, albo zdecydował się nie kopać leżącego. Potem milczał przez kilka minut jakby próbował zebrać słowa wahając się co powiedzieć. W końcu obiecał mu zająć się zminimalizowaniem skutków jego niedawnych wybryków. Kazał mu też tutaj siedzieć tak jak mieli w planie i ćwiczyć nogę w miarę możliwości. I oczywiście pod żadnym pozorem nie zdradzać nikomu miejsca pobytu ani nie kontaktować się z Klarą. Taa, jakby miał tutaj masę możliwości by to zrobić. Albo chęci by pogadać z byłą kochanką czy tłumem ludzi dla których przestał być już bożyszczem. Co niby mógłby im powiedzieć?
Kilka następnych dni głównie przespał; za to nocami tępo wpatrywał się w sufit bądź inny mebel rozmyślając nad swoją przeszłością i przyszłością, nie zawracając sobie głowy regularnym jedzeniem czy chociażby pozornym ćwiczeniem chorej kończyny. Jakie to miało teraz znaczenie skoro zostanie najprawdopodobniej wyrzucony z drużyny? Środowisko sportowe na pewno zgani Pilarczyka za mieszanie spraw prywatnych z zawodowymi- w końcu Hubert nadal był niekwestionowanie jednym z najlepszych siatkarzy na świecie. Ale on się nie ugnie: znał tego starego wygę: nawet jeśli zostanie zniesiony ze stołka i ta decyzja zarzutuje na jego przyszłości, nie ugnie się. Tak więc w rezultacie Hubert zniszczy mu karierę po tym jak on zniszczy jego przyszłość. Niby bilans będzie wyrównany tylko co z tego skoro oboje będą skończeni?
Jego podły nastrój nie został niezauważony przez Hankę, która- na szczęście dla siebie- nie próbowała wypytywać o co może chodzić. Zdawała sobie sprawę, że Hubert jest bardzo samotny przebywając w hotelu w ramach kary od ojca bądź też rekonwalescencji (wciąż nie wiedziała co to dokładnie było) już kilkanaście dni, ale to nie uprawniało jej do zadawania tak osobistych pytań. Nie powinna zapominać o tym, że młody mężczyzna jest tylko gościem hotelu a nie jej przyjacielem. Robiła jednak co mogła starając się poprawić jego nastrój za pomocą filmów (mimo iż wydawało się że przestał je oglądać zostawiała mu w pokoju same komedie) czy krótką niezobowiązującą rozmową. Któregoś popołudnia znalazłszy chwilkę przyniosła mu nawet do pokoju deser lodowy (choć zgodnie z zaleceniami od jego ojca otrzymali nakaz niekarmienia go pustymi węglowodanami) za który bez zbytniego entuzjazmu podziękował. Wczoraj natomiast postawiła na książkę. Ale nie byle jaką, bo jej ulubioną. Miała nadzieję, że może ona pomoże Hubertowi dostrzec światełko w tunelu. A jeśli nie, to przynajmniej zajmie czas.
On jednak nie docenił książki, po którą sięgnął zresztą kilka dni później z nudów mając dość głupkowatych filmów. I choć od początku była całkowicie w nie jego stylu  wściekłość i złość sprawiała, że postanowił doczytać ją do końca. Czasami trafiał też na zaznaczone cytaty, zapewne osobiście przez tę całą Hankę jako jej ulubione. Nigdy nie mógł zrozumieć po co ludzie to właściwie robią: jaki sens ma wracanie do tej samej książki? On sam uważał, że to zwyczaj praktykowany przez przemądrzałych głupców którzy robią to tylko po to by w oczach innych wydawać się mądrzejsi.
Kiedy jest się młodym, głosił jeden, łatwo uwierzyć, że to, czego pragniesz, jest tym, na co zasługujesz, a jeśli czegoś bardzo chcesz, uważasz, że jest twoim prawem od Boga, żeby to mieć.
Bzdura, myślał. Każdy gdzieś w głębi ducha jest egoistą i uważa, że zasługuje na więcej niż inni nieważne czy jest młody czy nie. Gdzie tu jakaś błyskotliwość? Poza tym odnosząc zdanie do jego życia, on naprawdę zasługiwał na sukces, a nie na zaprzepaszczoną karierę przez skandal z nierozważną kobietą. Co, może miał się jeszcze z nią ożenić po jej rozwodzie?
Kiedy wybaczasz kochasz, natrafił później na inny, a kiedy kochasz spływa na ciebie światło Boga. Rany, to dopiero pompatyczna brednia. Może powinien tak powiedzieć trenerowi kadry gdy ten go zawiesi? Z pewnością odniesie to skutek: Pilarczyk ze łzami w oczach obejmie go mocno obiecując, że nigdy więcej go nie zawiesi. Ta…
Lubimy towarzystwo, ale nie możemy znieść ludzi cały czas koło siebie.
Brednie, brednie i jeszcze raz brednie, zirytował się w końcu. Ale szczytem idiotyzmu wydała mu się przyczyna śmierci głównego bohatera. Hubert nie potrafił zrozumieć dlaczego dostał książkę o młodym idiocie, który przez swoją nierozwagę umarł. I bardzo dobrze, skoro jest się głupim. Skoro myśli się, że można sobie dać radę samemu w dziczy bez przygotowania, skoro rozdał całą kasę. I jak bardzo skrzywdził przy tym rodziców którzy pewnie milion razy zadawali sobie pytanie: dlaczego. Czego mu brakowało, co jeszcze mogliśmy mu dać skoro czuł się nieszczęśliwy. Zapewne też się obwiniali. Co to niby miało mu pokazać? Jaki morał do wykorzystania w jego sytuacji płynął z tej historii? Że postąpił głupio i stracił wszystko, ale przynajmniej żyje?
Ta lektura tak pochłonęła jego myśli, że musiał spytać o nią Hankę jeszcze tego samego dnia. Bo chciał wiedzieć czemu mu ją do diabła dała skoro nie miała pojęcia kim on jest. Ale gdy przy pierwszej sposobności przyniosła mu śniadanie i usłyszał jej zdumiewającą odpowiedź, jego konsternacja wzrosła.
- Po prostu uważam, że to dobra książka na chandrę czy smutek, bo pozwala poddać refleksji to, do czego dążymy w życiu. I zastanowić się czy nie zboczyliśmy z kursu.
- Myślisz zatem, że ja zboczyłem?- Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Każdy kiedyś to robi.
- I jakiś nieodpowiedzialny idiota zaszywający się w dzikiej głuszy bez powodu miał mi to uświadomić?
- Chris nie zrobił tego bez powodu.- Oburzyła się Hania stając w obronie bohatera powieści.- On chciał tylko odkryć to co jest dla niego ważne, co daje mu szczęście, co jest spełnieniem. Chciał zobaczyć jak poradzi sobie bez materialnych rzeczy z tego świata w którym brak internetu jest czymś nie do pojęcia, a życie bez podziwu innych osób nie do pomyślenia. Świata w którym ktoś i coś stale narzuca nam jakieś normy, ale on chciał od nich uciec bez krwawej rewolucji i agresji. Bo skoro naprawdę definiowało go to kim był a nie co miał, ludzie wokół ani ich opinia nie byli mu potrzebni. Naprawdę tego nie zrozumiałeś?
- Może nie jestem tak bystry jak ty, bo dla mnie to książka o młodzieńczym buncie. I właśnie okazało się jacy ludzie nie byli mu potrzebni gdy umierał sam na pustkowi.- Odbił pałeczkę Hubert.- Poza tym nie rozumiem po co w ogóle z tobą rozmawiam o książce.
- Nie lubisz dyskutować o książkach?
- Zważywszy na to, że szczytem moich osiągnięć było przeczytanie streszczeń lektur w szkole to nie. Nie lubię nawet czytać. Jest masa innych ciekawych zajęć.
- No cóż, ja je uwielbiam.
- I ta akurat książka naprawdę podnosi cię na duchu? Pomijając nasze odmienne zdanie na temat postępowania głównego bohatera uważam, że jest bardzo dołująca. Bo jaki z tego płynie morał: gonimy za marzeniami które przez naszą nieuwagę mogą nas zniszczyć? Albo by przekonać się że tak naprawdę nimi nie są gdy już je zdobędziemy?
- Ja powiedziałabym, że to historia o tym, że czasami to czego rzeczywiście potrzebujemy nie koniecznie pokrywa się z tym o czym marzymy.- Powiedziała Hania taktownie nie zauważając, że mimo sprzeciwu, Hubert wciąż sam chce kontynuować ten wątek i rozmawiać o książce.
- W moim przypadku to jedno i to samo. Jeśli przez to co się stało nigdy nie będę mógł…- Zaczął Hubert myśląc o swoim zawieszeniu przez trenera szybko przerywając zdanie, bo ogarnęło go irracjonalne uczucie, że jeśli nie wypowie tej myśli na głos nic się nie stanie. Zupełnie jak dziecko.
- Nie wiem o co dokładnie chodzi ani co wydarzyło się w twoim życiu…i w gruncie rzeczy to wcale nie jest ważne, ale wiem że dasz radę. Nie ma takich problemów których nie dałoby się rozwiązać a błędów naprawić. Oczywiście poza pozbawieniem kogoś prawa do życia.
- Nie chcę cię urazić, ale chyba nie wiesz o czym mówisz. Moje życie aktualnie jest w rozsypce. I uwierz mi, że nie możliwości naprawienia swojego błędu. No, może gdyby dało się cofnąć czas. Umiesz to?
- Nie. I wiem, że zabrzmi to nieco protekcjonalnie, szczególnie że słyszysz to od kogoś młodszego niż ty i na dodatek dziewczyny, ale za parę lat gdy wrócisz myślami do tego momentu twój problem jednak zostanie w pewien sposób rozwiązany. Satysfakcjonujący bądź nie: to nieważne, bo z biegiem lat przestanie się liczyć. Niestety wraz z upływem czasu znowu jakaś silna przeszkoda stanie na twojej drodze a ty ponownie ją pokonasz. A potem następna. I kolejna. Ale w momencie gdy przeszkoda wyrasta tuż przed tobą: wtedy gdy czujesz że jesteś w sytuacji bez wyjścia, warto właśnie przypominać sobie te chwile z przeszłości w których czułeś totalną bezsilność zanim znalazłeś rozwiązanie. I czerpać z nich wiarę oraz siłę, bo jednak je pokonałeś skoro są już za tobą. Na tym polega właśnie trik. Trzeba jednak ćwiczyć się w cierpliwości i pokorze. A teraz jedz: twój ojciec mimo wszystko nie chciałby byśmy zagłodzili cię na śmierć.

OBECNIE
Po wieczornych rozmyślaniach, Hubert myślał że czeka go bezsenna noc, ale jak zwykle zasnął jak kamień, jeszcze przez Miłoszem. Może to dlatego, wypoczęty i rześki, obudził się dość wcześniej mając przyjemność oglądania wschodu słońca. W górach to naprawdę był przyjemny widok: tutaj czuło się po prostu obecność natury, zwyczajnie chciało się być. I uśmiech sam wypływał na usta.
Ponieważ nie miał ochoty leżeć w ciszy by nie przeszkadzać Miłoszowi, pomyślał że tym razem to on skorzysta z uroku porannego spaceru. I co tu kryć, również szansę na to by trochę pozwiedzać miejsce w którym kilka lat temu spędził wakacje. Wtedy ze względu na konieczność ukrywania się przed ludźmi i złamaną kończynę mógł podziwiać cały zielony teren hotelu wyłącznie zza okna swojego pokoju. A musiał przyznać, że również robił niesamowity widok. Wychodząc z budynku, po prawej stronie znajdowała się zadaszona weranda przy której rosły kolorowe kwiaty. Siedząc w jej wnętrzu, wyglądające zza fasady byliny wyglądały pewnie jak pastelowe kropki na tle górskiego krajobrazu. Był pewny, że sześć lat temu jej tutaj nie było, ale pochwalał tę inwestycję. Zwłaszcza, że dużą część gości jak zdążył zauważyć stanowili seniorzy. Dalej, skręcając w prawo, alejką szło się w stronę kolejnych rozwidleń między wielkimi drzewami dającymi poczucie odosobnienia i spokoju. Pewnie jedno z bardziej urokliwych miejsc dla starszego pokolenia, czyli mówiąc wprost większości gości ego miejsca. Z kolei skręcając później znowu w prawo dróżka prowadziła na tyły hotelu- właśnie tam znajdował się wczoraj grill z placem zabaw dla dzieci gdzie biesiadowali podczas kolacji. Z drugiej strony budynku, jak dobrze pamiętał umiejscowione było boisko do gry. Boisko przez które obserwował Hankę wraz z grupą znajomych podczas ich sportowych zmagań. Albo tamtego pamiętnego ogniska…Oczywiście tylko zza okna swojego pokoju.
Uśmiechając się do siebie w duchu, odruchowo zaczął kierować się w tamtą stronę. Ale że postanowił zrobić sobie spacer i teraz skręcał zza tyłów hotelowego budynku, zdążył zaważyć kucającą przy trawie damską postać grzebiącą w ziemi zanim ona zauważyła jego. Od razu poznał, że postacią tą była Hanka. I korzystając z okazji, że była odwrócona do niego tyłem czym prędzej czmychnął chowając się za ścianą. Nie miał zamiaru z nią gadać czy szukać sposobności kontaktu, bo i nie widział w tym żadnego celu. Wciąż miał do niej żal. A przyjazd tutaj obudził uśpioną w nim obsesję: w końcu nawet dzisiejszej nocy śniło mu się, że znowu ma 24 lata, przebywa w tym hotelu ze złamaną kończyną i rozmawia z Hanką! Albo wracał myślami o jej opowieściach i legendach o górach, które mu opowiadała. Słowa które do niego skierowała gdy załamany po wizycie managera nie widział już swojej przyszłości.
Ale w momencie gdy przeszkoda wyrasta tuż przed tobą: wtedy gdy czujesz że jesteś w sytuacji bez wyjścia, warto właśnie przypominać sobie te chwile z przeszłości w których czułeś totalną bezsilność zanim znalazłeś rozwiązanie. I czerpać z nich wiarę oraz siłę, bo jednak je pokonałeś skoro są już za tobą. Na tym polega właśnie trik.
Skubana, miała rację: myślał wtedy że wszystko się dla niego skończyło, a jednak tak naprawdę w tamtym sezonie osiągnął szczyt swojej sportowej formy. I zrozumiał, że wcale nie chcę być gwiazdą a siatkarzem. Ale teraz? Teraz to była kolejna przeszkoda, kolejna sytuacja bez wyjścia, bo nie ma mowy o tym by kolano w fantastyczny sposób wyzdrowiało. Medycyna jeszcze nie poszła aż tak do przodu. Ale co będzie za rok albo pięć lat? Jego życie będzie toczyć się dalej, więc ta przeszkoda także zostanie jakimś cudem pokonana. Może skupi się na inwestowaniu? Albo zacznie trenować młodych zawodników: w końcu dużo byłych siatkarzy tak robiło. Mógł też korzystać z życia robiąc sobie długie wakacje po całym świecie: w końcu było go na to stać. Było masę możliwości, nie: to on miał masę możliwości. Wystarczyło tylko przestać się nad sobą użalać. W końcu to tylko siatkówka. Co z tego że całe jego życie, jego pasja. Byli tacy którzy nie osiągnęli nawet połowy jego sukcesów przez całe życie i nie mieli luksusu wyboru czy też środków na zmianę swojej życiowej drogi tak jak on. Więc czemu miałby teraz narzekać? Był sławnym cenionym sportowcem (dwa lata temu zdobył nawet tytuł sportowca roku), miał całe życie przed sobą (w tym roku kończył dopiero trzydziestkę), bogatym człowiekiem (dzięki sukcesom udało mu się zgromadzić ładny kapitał), hobbistycznym biznesmanem (w końcu musiał go w coś inwestować a nie chciał robić tego ślepo jak wiele sportowców przed nim dając się wystrychnąć na dudka nierozważnymi posunięciami). Ponadto był…był idiotą: oszukiwał sam siebie. Bo w ciągu jednej chwili oddałby to wszystko za zdrowe kolano. Ale może jeśli będzie sobie powtarzał że jest szczęśliwy wystarczająco często to stanie się prawdą?
Jeszcze raz ukradkiem zerknął na Hankę: nie widział co dokładnie robi, ale zdawało mu się że wyrywa jakieś chwasty. Nie mogąc się powstrzymać chwilę ją obserwował. Nie, nie wyrywała chwastów ale coś sadziła wzdłuż bocznej ścieżki. Zaspokoiwszy ciekawość zmusił się do powrotu do hotelu tą samą drogą którą przyszedł. A przynajmniej chciał, bo w ostatniej chwili zmienił zdanie. Co mu tam, myślał idąc wprost na Hannę. W końcu nie mogę unikać kontaktów sam na sam, bo jeszcze sobie pomyśli, że to co między nimi było ma dla niego jakieś znaczenie. Albo, że on ma do niej jakiś żal, który może i miał, ale ona nie musiała o tym wiedzieć. Ponadto chciał się przekonać czy w cztery oczy będzie ją stać na trochę przyzwoitości i zwyczajnie przeprosić. I zobaczyć jak się zachowa. Może oczyszczą atmosferę? Miał więc masę powodów do spotkania niezwiązanych z faktem, że wciąż go pociągała. W końcu i tak by z tego nic nie wynikło: ona była mężatką a więc całkowicie poza jego zasięgiem. Nawet jeśli jej zamiłowanie do turystów wciąż nie osłabło i chciałaby…
- Boisko zamienione w trawnik? Jesteś już za stara by uciekać przed piłeczką palantową? – Usłyszała gdzieś za sobą męski głos Hania. I choć rozległ się z przynajmniej piętnastu metrów, doskonale go poznała. Jej ręce momentalnie znieruchomiały i była wdzięczna że on nie mógł tego zauważyć. Potem odwróciła głowę upewniając się do tego co i tak wiedziała.
- Przede wszystkim nie mam na to czasu. A goście niespecjalnie są tym zainteresowani.- Odparła starając się zachować neutralny ton: ot, zwyczajna grzecznościowa pogawędka gościa z właścicielką hotelu. Potem, choć z trudem wróciła do przerwanej czynności odseparowywania korzeni.
- Nie za wcześniej na przesadzanie kwiatów? Do sierpnia jeszcze daleko.
- Raczej za późno. Te byliny akurat kwitły jesienią, więc powinnam to zrobić już wiosną. Nie wiedziałam, że masz jakieś pojęcie o ogrodnictwie. Wybrałeś się…na spacer?- Dokończyła z trudem próbując przelotnie na niego spojrzeć. Ale stał blisko, za blisko. I patrzył wprost na nią: brudną od czarnej ziemi, w związanych byle jak włosach, wyciągniętej bluzie. W dodatku fakt, że ona klęczała sprawiał że poczucie jej komfortu drastycznie zmalało. Jakby jego fizyczne górowanie nad nią przekładało się to psychiczne.
- Tak jakby. Obudziłem się wcześniej i postanowiłem trochę pozwiedzać.- Odpowiedział dyskretnie ją obserwując. I patrząc na ten mały brązowy pieprzyk koło ucha, który nieustannie przykuwał jego uwagę.
- No tak: poranek jest dziś wyjątkowo ładny.
- Tak.- Przez chwilę oboje milczeli. Hubert ironicznie pomyślał, że skoro szablonowe tematy na niezobowiązującą rozmowę takie jak pogoda i krajobraz mają już za sobą, może w końcu spyta ją o to co chce. O nurtujące go pytanie: dlaczego. Tylko to chciał wiedzieć. Co nie miało dla niego absolutnie żadnego znaczenia. Żadnego. Ale po prostu musiał. Jak jednak mimochodem o to zapytać nie robiąc z tego wielkiej sprawy?- Rozumiem, że teraz ty przejęłaś stery po mamie?
- Tak.
- Jak się trzyma? Pozdrów ją ode mnie, bo pewnie sam nie będę miał okazji.
- Ja chyba też nie. Mama nie ponad roku nie żyje.
- Przykro mi.
- Cóż, tak bywa.- Wzruszając ramionami jasno dała do zrozumienia, że nie chce ciągnąć tego tematu. Ale on nie wiedząc czemu właściwie to drąży, dopytał:
- Była dość młoda, o ile pamiętam. To był wypadek?
- Nie, zwyczajna grypa. A raczej powikłania. Gdyby na samym początku zgodziła się odwiedzić lekarza, ale ona nie chciała zostawić hotelu choćby na jeden dzień. Grypa przerodziła się w zapalenie płuc i …i…skończyło się tak jak się skończyło.
- Przykro mi.- Powtórzył raz jeszcze.- Ty chyba też świetnie tobie radzisz. Ładniej tu niż zapamiętałem.
- Wprowadziłam parę zmian.- Zgodziła się czując rosnące wewnątrz napięcie. Bo bała się odniesień do przeszłości. Ale jednocześnie chciała tej konfrontacji i wciąż na nią czekała. Udawanie, że nic się nie stało było dla niej jak…jak obraza. Dlatego oczekiwała na dalsze słowa w napięciu chcąc usłyszeć zwyczajne „przepraszam”. Nawet gdyby potem zbagatelizował całą sprawę słowami: Byłem młody i głupi, w dodatku sławny. Chyba serio nie myślałaś że zabiorę cię ze sobą spędzając resztę życia? Nawet gdyby nie dodał nic więcej, czuła że był jej to winny. Że ona była choć tego warta. W końcu wcześniej byli młokosami, teraz dorosłymi ludźmi wciąż młodymi, ale jednak odpowiedzialnymi za swoje czyny. Lecz nie: on wciąż utrzymywał ten beztroski ton niezobowiązującej pogawędki pytając ją pracę w hotelu jakby naprawdę tamte dwa miesiące się między nimi nie wydarzyły. Och, nie była głupia by łudzić się że po tak długim czasie że to miało jakieś znaczenie- pewnie on miał jakąś dziewczynę albo narzeczoną (może nawet i żonę?), ale na Boga: ten czaruś mógł mieć choć trochę przyzwoitości! A teraz wyczekiwał obserwując ją jakby to on czegoś od niej oczekiwał. Może żeby wyznała mu jak bardzo była w nim zadurzona a on mógł się pośmiać? Niedoczekanie. Miał szczęście, że nie dała mu w tę jego ładną buźkę jak tylko zobaczyła go z kolegami na progu tego miejsca. Albo wyrzuciła z hotelu. Tak, powinna to zrobić. Nawet teraz powinna pokazać mu drzwi nawet jeśli był jej przepustką do zmiany wizerunku hotelu i zapewnieniu mu trochę zysków. Tylko, że…tylko że wtedy pokazałaby mu jak bardzo ją wtedy zranił. A tego jej duma by nie zniosła. Zamiast tego postanowiła grać w jego grę pt. „udawajmy że nic się nie stało i jesteśmy sobie obcy” rewanżując się pytaniami o jego pracę i karierę. Nawet pogratulowała mu sukcesów, choć nie do końca orientowała się ile właściwie osiągnął. Kończąc, pochwaliła też Dominika:
-Widziałam twojego kolegę z boiska w nowej reklamie. Świetnie wypadł. Wydaje mi się, że ma aktorski dryg.- Trochę nagięła prawdę, bo w rzeczywistości widziała tylko tę część, którą pokazała jej na telefonie podjarana Paula. Czyli moment gdy sportowiec w samej bieliźnie kąpał się pod prysznicem.
- Kolegę z boiska?- Zdziwił się Hubert.
- No, Dominika.- Wyjaśniła Hania podnosząc na niego wzrok, tym samym decydując się go wytrzymać.
- Ach, widzę, że wciąż tak samo zielona w sporcie jak kiedyś.- Gdy się uśmiechnął, coś dziwnego stało się z tempem jej oddechu.- Dominik jest szczypiorniakiem, nie siatkarzem. Tak jak Miłosz i Włodek. Adam to…
- …piłkarz: to akurat wiem.- Wtrąciła się.- Dobrze więc, że się przy nich nie wygłupiłam. Ale ganianie za piłką: czy to nożną, siatkową czy ręczną niestety nigdy nie stanie się moją pasją.- Dodała nieco gburowato, ale dopiero teraz dotarło do niej że wcale nie musi być dla niego miła. Bo potraktował ją jak idiotkę sześć lat temu brutalnie łamiąc jej serce i mamiąc obietnicami o przyszłości podczas gdy tak naprawdę niewiele dla niego znaczyła. Dlaczego miała być dla niego miła i udawać, że go lubi skoro jest inaczej? Może na ten policzek było już za późno, ale nie musiała sprowadzać wszystkiego do poziomu fałszu tak jak on.
Hubert zaczął się zastanawiać czy to był przytyk do niego i ona naprawdę wbijała mu właśnie szpilę…? W dodatku rozmawiali już kilka minut, więc miała masę okazji by się choć trochę pokajać za to jakiego idiotę zrobiła z niego w przeszłości, a  ona co? Zgrywała wielce urażoną będąc przy tym zgryźliwa? Czyżby sześć lat temu miała nadzieję, że on będzie za nią latać? Czy tak robili jej wcześniejsi adoratorzy? Nie do wiary jaki miała tupet. I to po tylu latach! Hubert odchrząknął chcąc przekonać się czy ironia w jej głosie była zamierzona.
- Hm…więc tylko ganiam za piłką?
- Mówiąc całkiem dosłownie: trochę tak.- Przyznała obojętnie w duchu śmiejąc się z jego wściekłej miny.- Ale nie musisz czuć się urażony: w końcu co taka amatorka jak ja może wiedzieć o sporcie.
- Słusznie.- Zgodził się ignorując fakt, że zachował się niegrzecznie. Ale to ona zaczęła pierwsza.- Chętnie napiłbym się czegoś ciepłego.
- Kuchnia jest otwarta od dziewiątej, a nie ma nawet siódmej.- Wycedziła słodko. Co za cham, pomyślała Jak śmiał okazywać jej swoją wyższość w ten sposób?
- Kiedyś byłaś bardziej elastyczna.
- A ty zdaje się miałeś iść na spacer.
- Chyba się zapominasz: jestem tutaj gościem.- Zdecydował się doprowadzić ją do pionu Hubert. Cholera, ta rozmowa nie przebiegała zupełnie tak jakby chciał. W dodatku wyszedł na jakiegoś napuszonego bufona a nie to było jego zamiarem…
- Chyba ty też się zapominasz: jestem tutaj właścicielką.- Odparła mu równie wojowniczo. A potem ze złością obcięła sekatorem niepotrzebny zrost korzenia. Chwilę później syknęła, odruchowo wstając gdy ostre ostrze nożyc dotknęło jej skóry. Na wskazującym palcu szybko wykwitła czerwona plama.
- Skaleczyłaś się? Nie używasz rękawiczek?
- Tak jest wygodniej.- Odpowiedziała mało przyjaźnie ściskając zakrwawione miejsce. Pięknie, czemu musiała się uszkodzić akurat przy nim wykazując się niezdarnością?- To twoja wina.
- Moja?!- Obruszył się słysząc to oskarżenie.
- Tak, bo mnie zirytowałeś.- Powiedziała mierząc się z nim wzrokiem.
- Ha, niby jak? Przyznaj się, że słabo radzisz sobie w ogrodzie. Szkoda ci kasy na ogrodnika żeby to za ciebie zrobił?
- Radzę sobie świetnie. Gdybyś się nie zjawił, nic by się nie stało.
- Akurat.- Prychnął przenosząc wzrok z jej twarzy na skaleczoną dłoń. Nawet ze swojego miejsca widział wypływającą z rany stróżkę krwi. Jak bardzo trzeba być nieostrożnym żeby rozciąć sobie dłoń tak głęboko? Wzdychając cichy i siląc się na wspaniałomyślność pomimo jej jawnie wrogiego zachowania, rozkazał:- Pokaż to.- Potem, nie pytając o zdanie, Huber chwycił dłoń Hanki w swoją. Z zaskoczenia uwolniła ją dopiero po dłuższej chwili gwałtownym ruchem jakby coś ją sparzyło. Ale nie miała pojęcia, że on podszedł aż tak blisko. To ją za bardzo…przytłoczyło.
- Puszczaj.- Syknęła. – To nic takiego.
- Rany, coś ty taka wojownicza? Chciałem tylko pomoc. Masz.- Niczym białą flagą pomachał jej przed twarzą chusteczką, która właśnie wydobył z kieszeni. Hania przyjęła ją z wahaniem.- Ależ nie musisz mi tak wylewnie dziękować.- Dodał ironicznie.
- Dzięki.- Mrugnęła cicho przyznając w duchu, że całkiem słusznie została zrugana. Nie lubienie nie lubieniem, ale grzeczność i dobre maniery trzeba okazywać nawet wobec wrogów. A może i przede wszystkim wobec nich, pomyślała. Potem delikatnie przyłożyła białą bawełnę do skaleczenia. Kto w ogóle w tych czasach nosił takie chusteczki zamiast jednorazowych? Chyba taki napuszony paw jak Hubert. Udając że całkowicie skupia się na ranie postanowiła go ignorować. Miała nadzieję, że sobie w końcu odejdzie. Ale już po chwili ponownie usłyszała jego głos:
- Chyba za wiele już teraz nie zdziałasz w ogrodzie: przydałoby się to oczyścić. Odprowadzę cię do hotelu.
- Dziękuję, poradzę sobie. Miałeś iść na spacer, nie będę ci przeszkadzać. Poza tym to powierzchowne skaleczenie.
- Jak chcesz.- Odpowiedział jej w ostatniej chwili gryząc się w język. W końcu i tak jej pomógł a ona nawet nie była dla niego miła. A potem popełnił ten błąd, że spojrzał prosto na jej dolną wargę, którą właśnie przygryzała. Może to z powodu wczesnej pory, ale dziś jej ust nie zakrywała pomadka która miała maskować ich rzeczywistą wielkość. I nie mógł przestać na nie patrzeć. A nie powinien, tak samo jak nie powinien w ogóle z nią rozmawiać. Co to mu dało? Pokazało tylko jak beztrosko podchodziła do facetów i związków w przeszłości udając że nic między nimi nie zaszło. Na co on właściwie liczył po tylu latach? Teraz już sam nie wiedział. Wiedział za to, że stojąc tak blisko niej, dotykając przelotnie dłoni- nawet jeśli była ubabrana ziemią- serce zaczynało bić mu szybciej. To nie był dobry znak, wręcz fatalny. Musiał więc skorzystać z okazji którą mu dała i odejść a potem unikać jej przez kilka następnych dni do czasu powrotu.
- Jeśli czekasz na chusteczkę to chyba będę musiała odkupić ci drugą. Ta nie będzie się do niczego nadawać, nawet po praniu.- Odezwała się budząc go z transu chyba tylko po to by pokryć kłopotliwą ciszę. Bo Hubert zdał sobie sprawę, że jak ten ostatni dureń stoi gapiąc się na nią bez słowa. By pokryć swoje zakłopotanie skłamał:
- Nie trzeba. Masz ziemię na prawym policzku, to dlatego tak ci się przypatrywałem.
- Ach…- Uśmiechnęła się lekko z zażenowaniem pocierając policzkiem o ramię co tylko dodało jej uroku. Przynajmniej w jego oczach. Uznał jednak, że najwyższy czas się ulotnić.
I  że naprawdę był kretynem.

***
Trzy godziny później, Hania oprowadzała nową pracownicę Natalię po hotelu, pokazując jej poszczególne pomieszczenia oraz zaznajamiając ze specyfiką pracy. Uczciwie ostrzegła, że choć zatrudnia ją na stanowisku kelnerki, może tak się zdarzyć że będzie musiała sprzątnąć jakiś pokój.
- Nie ma sprawy, Haniu.- Oznajmiła dziewiętnastolatka zgodnie z życzeniem Witwickiej mówiąc jej po imieniu.- To nawet lepiej, bo zawsze wpadnie jakiś napiwek.
- Super, że tak do tego podchodzisz. Aha, i tak jak już mówiłam: stołować się możesz u nas w kuchni: zawsze coś zostaje po gościach także nie musisz zawracać sobie głowy przynoszeniem gotowych posiłków do pracy jeśli jesteś gotowa na kulinarną elastyczność. Proszę jednak o szanowanie prywatności gości oraz ich zwyczajów: nawet jeśli wydają cię się dziwne. No i w związku z wizytą tych sportowców…widziałaś ich, prawda?- Gdy Natalia skinęła głową, Hanna kontynuowała:- Chcę żeby traktować ich tak jak innych gości a więc nie dopytywać 50 razy czy czegoś jeszcze sobie życzą, nie flirtować, nie prosić o autografy…po prostu należy pamiętać, że są tu po to by odpocząć. To może być dla nas niezła reklama, więc proszę o szczególne zachowanie ostrożności w tej kwestii.
- Jasne. 
- No, to chyba tak po krótce wszystko co musisz wiedzieć. Teraz idziemy do jadalni, pewnie śniadanie powinno się kończyć, więc ruch będzie mniejszy. Dzięki temu pokażę ci obsługę kasy i komputera…
Choć Natalia była bardzo młoda, Hania już po paru godzinach wiedziała, że zrobiła dobry interes. Co prawda prosząc Ankę jako swoją księgową o sporządzenie umowy zauważyła jej reakcję na zatrudnienie akurat Natalii- w końcu była siostrą Dominiki której obie nie znosiły jako nastolatki- ale Hanna nie chciała być małostkowa. W końcu nikt nie ma wpływu na to czyim jest ojcem lub bratem. Może tylko to Paula powinna wyjaśnić jej obsługę baru i jadalni, pomyślała uznając, że nie chce widywać Huberta. Może i była tchórzem, ale nie widziała powodu dla którego miała narażać się na emocjonalny wstrząs jego widokiem. Chociaż to złe słowo: ona po prostu cała się spinała gdy tylko był w pobliżu. Jej ciało stawało się świadome jego obecności drgało wewnętrznie jakby nastawione na walkę i obronę. A to bardzo wyczerpywało. Zwłaszcza, że po wczorajszej całodniowej wędrówce mężczyźni zdecydowali spędzić ten dzień w hotelu, więc widziała Huberta częściej niżby chciała kręcącego się po hotelu. W dodatku wydawało jej się, że on stale na nią patrzy czy ją obserwuje co było przecież absurdalne. Ale jednak sześć lat temu się tobą zainteresował, szeptał wtedy jakiś głosik w jej głowie. Jasne, w końcu była jedyną kobietą w zbliżonym mu wieku (poza pracownicą Joanną oraz mamą), która go wtedy odwiedzała. Dla takiego kobieciarza po prostu była rakiem na bezrybiu. Z perspektywy czasu wiedziała też, że już na samym początku otrzymała liczne sygnały iż on nie traktuje tej znajomości poważnie: skłamał w kwestii swojego imienia, wykonywanego zawodu, pochodzenia…Nawet jeśli kiedyś zażartowała mówiąc coś o jego tajemniczości to nie powinno być żadne usprawiedliwienie. Bo wówczas nie wiedziała kim jeszcze dla siebie będą. Ale nawet potem on jej tego nie wyjaśnił.
Jej, wkurzało ją też to że tak często o nim myśli, że to roztrząsa. Myślałby kto, że pogodziła się już z przeszłością i odrzuceniem. A miała na głowie dużo innych ważniejszych spraw: bieżące prowadzenie hotelu, zbliżającą się potańcówkę, pałętającego jej się pod nogami Kacpra…po kiego licho zawracała sobie głowę nieosiągalnym dla niej sportowcem którego nawet teraz nie chciała?


6 LAT WCZEŚNIEJ
Zadziwiające, ale po rozmowie z Hanią Hubert poczuł się lepiej. I choć nic się właściwie nie zmieniło: wciąż był zawieszonym siatkarzem polskiej kadry i przyszłym ojcem dziecka kobiety, której nawet nie lubił, to wewnętrznie postanowił zmierzyć się z przyszłością. I wziąć odpowiedzialność za własne postępowanie tak jak postanowił jeszcze przed wizytą menadżera. Będzie dobrym tatą, zdecydował. Nie ożeni się z Klarą, ale nie zostawi swojego syna bądź córki na pastwę losu, to pewne. Nigdy więcej nie wda się również romans z żadną mężatką: to poprzysiągł sobie uroczyście. I skupi się na karierze siatkarskiej. Dość głośnych imprez i balang do rana, dość beztroskich wypadów z kumplami z podwórka którzy w przeciwieństwie do niego niczym nie ryzykowali pławiąc się w jego chwale. Chcąc być sportowcem nie tylko z nazwy, musiał zacząć być odpowiedzialny.  
Polubił też jej odwiedziny „po pracy”, gdy czasami wpadała zwyczajnie chwilę z nim rozmawiając albo grając w planszówkę. Okazało się również, że bardzo lubi puzzle do czego nie zdołała go jednak namówić. On nie mógł znaleźć żadnej przyjemności z układania zawiłych elementów, no może gdy Hanka była obok. Ale wtedy zazwyczaj wolał z nią rozmawiać.
Dziwne było też to, że pierwsza książka Wszystko za życie którą mu przyniosła rozpoczęła nie tylko ich żarliwą dyskusję, ale i jego przygodę z czytaniem. Potem były kolejne od dramatu Musimy porozmawiać o Kevinie, poprzez fantastyczny wykreowany świat w Drodze królów., kończąc tajemniczej historii miłosnej z Cienia wiatru. A po każdej skończonej lekturze, bądź też jej interesującym fragmencie rozmawiali o niej. Tak po prostu. On, Hubert Skrzynecki który przez ponad 20 lat przeczytał może z pięć lektur szkolnych od deski do deski teraz nie tylko robił to z przyjemnością, ale też o nich dyskutował. Czasami gdy o tym myślał wiedział, że jego kumple by w to nie uwierzyli gdyby im o powiedział.
W ogóle dużo razem dyskutowali. O książkach, filmach, swoich własnych spostrzeżeniach na temat świata czy po prostu nurtujących problemach. Od tajemnicy Trójkąta Bermudzkiego do legendy o Złotym Pociągu i o tym co zrobiliby gdyby go odnaleźli. Albo co wydarzyłoby się gdyby nagle role zwierząt i ludzi mogły się odwrócić. Czy byłyby tak niepotrzebnie okrutne jak ludzka rasa? Czasami tematy tych rozmów były totalnie absurdalne i całkowicie oderwane od rzeczywistości, ale właśnie poprzez swą abstrakcję ciekawe i intrygujące. Przynajmniej dla nich samych. Ponadto nauczyło to Huberta jeszcze czegoś innego: odpowiedzialności za swoje słowa, tego jaką mają wartość i ile można z nich wyczytać. Tego, jak wiele z prostej odpowiedzi można wywnioskować o samym człowieku czy jego priorytetach. Hania wspominała mu o tym podczas jednej z ich pierwszych rozmów, ale wtedy chyba nie do końca traktował to na serio. Teraz mógł się podpisać pod tym wnioskiem obiema rękoma.
Pod koniec tygodnia poznał też osobiście jej kolegę, Patryka który również dorywczo pracował w hotelu i na prośbę Hani przyniósł mu swoje komiksy o Sandmanie, bo stwierdziła że właśnie dzięki sadze o Władcy Snów doceniła tę formę literacką. W przeciwieństwie jednak do Hanny, Patryk doskonale orientował się kim jest Hubert, który prawdę mówiąc tak bardzo odwykł od traktowania go jak „wielką gwiazdę”, że teraz podziw i nienaturalne zachowanie młodego chłopaka wprawiały go w zakłopotanie. Z drugiej jednak strony miło było znowu przyodziać się we własną skórę siatkarza, słuchać podziwu odnośnie swoich osiągnięć, zostać poproszonym o autograf. Hubert zapomniał jednak o swoim małym kłamstewku odnośnie tożsamości; przypomniała mu o tym urażona mina Hani gdy odwiedziła go następnego dnia.
- Nie rozumiem dlaczego nie wyznałeś mi swojego prawdziwego imienia. Wiesz jak Patryk się ze mnie nabijał pytając jak mogłam nie poznać czołowego atakującego naszej kadry?- Spytała z wyrzutem łapiąc się pod boki. Huber posłał jej przepraszający uśmiech.
- Mówiąc szczerze, początkowo myślałem że tylko się tak ze mną droczysz. I że tak naprawdę wiesz kim jestem.
- A dlaczego niby miałabym to robić?- Żeby mnie poderwać, pomyślał chłopak, ale zdał sobie sprawę że mówiąc to na głos mógłby sobie zaszkodzić. Poza tym ta myśl po 3 tygodniach znajomości była więcej niż absurdalna. Bo Hania lubiła go, owszem ale z pewnością nie miała w sobie cienia kokieterii i flirtu. Pomijając fakt, że w ogóle nie była nim zainteresowana jako mężczyzną. Trochę deptało to jego ego, ale z drugiej strony taki układ mu pasował. W końcu jakby nie było jeszcze przez ponad miesiąc będzie zdany na jej łaskę lub niełaskę, a gdyby się w nim zadurzyła…dość powiedzieć, że byłoby to dość niezręczne dla obu stron.
- Nie wiem: masz rację teraz to się wydaje głupie. Ale jeszcze bardziej głupio czułbym się musząc wyjaśnić ci pomyłkę. Bo co powiedziałbym: wiesz, chyba podałem ci złe imię? Mimo to przepraszam.
- Ciężko przerwać machinę kłamstwa gdy już się zacznie.- Skwitowała to nieco filozoficznie. Potem patrzyła na niego przez chwilę bez słowa.- I to mogę ci to wybaczyć, ale jest mi przykro że się ze mnie nabijałeś.  
- Nigdy się z ciebie nie nabijałem.
- Nie? A wtedy gdy sugerowałeś że możesz być siatkarzem?
- Już mówiłem, że tylko się droczyłem.
- Phi, i jeszcze teraz będziesz spierał się o kosmetykę słowa?
- Tak. Bo nabijają się tylko złośliwcy, zazdrośnicy albo ci, którzy źle życzą. Droczą się…przyjaciele.
- A więc jesteśmy przyjaciółmi?
- Wygląda na to, że tak.- Oznajmił Hubert, który uświadomił sobie że to prawda dopiero wówczas gdy wypowiedział te słowa na głos. A uśmiech Hani powiedział mu, że już dłużej nie będzie się na niego gniewać.- Nie ścieraj już tych kurzy: robiłaś to wczoraj. Pograjmy w coś, nudzi mi się.