Łączna liczba wyświetleń

sobota, 6 maja 2017

Nowy początek, Rozdział VII

Jakoś tak się złożyło, że zamiast oglądać film, Ksawery pokazywał Zosi na swojej stronie co zabawniejsze aplikacje, które wcale nie miały żadnego ambitnego celu poza dostarczeniem trochę rozrywki osobom które je używały. W pewnym momencie zaproponował nawet że stworzy dla niej specjalną aplikację by częściej się śmiała. „Bo ostatnio chodziłaś ze skwaszonym nosem”, skwitował to w pewnym momencie. „ Zobaczysz, że dzięki mojej kreatywności będziesz wybuchać śmiechem co chwilę”. Zosia zbyła to milczeniem przypominając sobie swoje problemy z Arkiem. Poza tym dostrzegła, że dobiega już jedenasta, więc powinna jak najszybciej wziąć prysznic i iść spać by jutro móc skupić się na pracy. Dlatego podziękowała współlokatorowi za miły wieczór a potem prawie natychmiast poszła do łazienki.
Myjąc zęby spogląda na swoje odbicie właściwie sama nie wiedząc czego w nim szuka. Bo na pewno nie odpowiedzi. Ale mimo wszystko gapiła się na siebie zastanawiając się nad tym jak bardzo wszystko mogło się w jej życiu skomplikować już w ciągu zaledwie kilka dni. Potem potrząsnęła głową wypluwając pianę z ust.
Kilka minut później, po ożywczym prysznicu weszła do swojego pokoju. Znała go na tyle, że wcale nie musiała zapalać światła by trafić do łóżka. Tym bardziej, że wcześniej sama je posłała, więc nie było takiej potrzeby. Tyle że ledwie odkryła kołdrę (a raczej próbowała) zrozumiała, że coś jest nie tak. Bo ktoś podtrzymywał ją z drugiej strony.
- No nareszcie, myślałem już że zamierzasz spędzić resztę nocy w pokoju naszego uroczego współlokatora.- Odezwał się męski głos.
- Arek?- Szepnęła uspokojona mimo wszystko Zosia. Nie zdenerwowała się tylko dlatego, że z powodu zaskoczenia nie zarejestrowała sensu słów Żylińskiego.
- Czyżbyś spodziewała się tutaj kogoś innego? A może Ksawerego?
- Co?- W końcu wybudzona z letargu podeszła do stolika na którym nacisnęła przycisk włączający lampkę. Potem spojrzała na Arka z niechęcią. Bo leżał na jej łóżku wygodnie rozłożony oparty o poduszki zupełnie jakby miał do tego prawo - Co tu robisz?
- Czekam na ciebie.
- Ciekawe po co.- Prychnęła odwracając się do niego tyłem i siadając na krześle. Tam sięgnęła dłonią po szczotkę do włosów, która znajdowała się na małej toaletce. Potem zaczęła powoli rozczesywać mokre pasma. Raczej usłyszała niż zobaczyła, że on się podnosi.
- Naprawdę możesz być z siebie dumna. Dałaś niezły pokaz.- Stwierdził, a ponieważ nie dodał nic więcej Zosia nie przerywając wykonywanej przez siebie czynności skwitowała to uwagą:
- Wybacz, ale już późno i nie mam ochoty na rozszyfrowywanie twoich zagadek. Także jeśli jesteś łaskaw to mów jaśniej.
- Skoro wciąż udajesz głupią proszę bardzo: gratuluję ci tego teatrzyku w kuchni. A potem w pokoju Ksawerego. Udało ci się całkowicie wyprowadzić mnie z równowagi choć początkowo wcale nie miałem ochoty się do tego przyznać.
- Naprawdę sądzisz, że o to mi chodziło?- Spytała odkładając szczotkę by móc na niego spojrzeć. Była już tak zmęczona całą tą sytuacją, że nawet nie w głowie było jej odpowiadanie na jego absurdalne zarzuty złością.
- A nie?
- Nie. Nie jestem nastolatką by w ten sposób próbować zwrócić twoją uwagę.
- Więc po co to było?
- Bo lubię Ksawerego a w jego towarzystwie mogę przestać o tobie myśleć. I to był mój cel, a nie jakaś tam twoja zazdrość. Poza tym jakoś nie zauważyłam bym zbytnio cię obchodziła.
- Co to niby miało znaczyć?
- Ty mi powiedz.- Powiedziała cicho na moment spuszczając wzrok by zebrać się na odwagę i powiedzieć to co trzeba.- Przecież dobrze wiesz jak mnie traktujesz. A już na pewno wiesz po co.
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
- Czyżby?- Westchnęła łapiąc się pod boki a potem wstając z krzesła. Siedząc i tak czuła się jakby była na przegranej pozycji. Przynajmniej podczas kłótni jej wzrost stanowił atut.
- Tak. Chociaż nie, znakomicie odkręcasz kota ogonem: flirtujesz z innym facetem a to mnie: chłopaka z którym się spotykasz, uznajesz za przyczynę.
- Dobrze wiedzieć, że przynajmniej według ciebie się spotykamy bo już myślałam, że sobotnia noc i następny dzień po niej mi się przyśniły.
- Słuchaj, chcę tylko byśmy na razie przez jakiś czas nikomu nic nie mówili, to wszystko. Czy to takie trudne?
- Tak, to jest trudne, bo nie mam pojęcia po co to robisz traktując mnie w ten sposób. Mówisz że się spotykamy a nawet nie chcesz mnie objąć czy przytulić; nawet w restauracji jedliśmy obiad jak para znajomych a nie para.
- Ha, więc chodzi o jakiś głupi pocałunek tak? A więc proszę bardzo.- Odparł Arek podchodząc do niej. Zosia nie odsunęła się nawet o krok. Dopiero gdy znalazł się niedaleko niej odwróciła głowę w bok.- Co, teraz już nie chcesz?
- Lepiej już idź, bo Ksawery nas usłyszy.
- Mam gdzieś Ksawerego!
- Jeszcze kilka godzin wcześniej mówiłeś inaczej. – Zirytowała go, a raczej zdenerwowała. Sarkazm wyzierający z jej słów zadziałał na niego jak płachta na byka. Gdzieś tam w swojej podświadomości doskonale wiedział, że w jej słowach jest sporo racji: w końcu z powodu swojego oszustwa miotał się nie bardzo wiedząc jak postępować, zwłaszcza wobec Zosi. Może nawet dlatego był aż tak na nią wściekły. Poza tym jego samego zdziwiły własne odczucia. Bo gdy Zosia odsunęła głowę unikając jego pocałunku poczuł rozczarowanie. I zrozumiał, że naprawdę chciał ją pocałować. A nawet, że wciąż chce. Zwłaszcza gdy jej rzęsy wciąż były wilgotne od niedawno wziętego prysznica a mokre włosy pachniały kwiatowym szamponem. Do tego bunt malujący się w jej oczach prowokował do tego by go złamać.
- Ale teraz chcę cię pocałować.- Jeśli sądził, że tym stwierdzeniem ją udobrucha to jej następne słowa go srodze rozczarowały:
- Za to teraz ja tego nie chcę.
- Więc zaraz cię do tego przekonam.- Powiedział cicho i (ja miał nadzieję) czule jednocześnie wyciągając w jej stronę dłoń. Zamierzał wpleść ją w jej włosy Zosia umknęła mu tym razem odsuwając nie tylko głowę, ale całe ciało do tyłu. Ten ruch spowodował, że jego złość prawie osiągnęła apogeum. – Co, wolałabyś żeby to był Ksawery?
 - Wolałabym żebyś stąd wyszedł.
- Nie wyjdę póki mnie nie pocałujesz. Zwyczajny buziak na dobranoc.
- Nie bądź śmieszny.
- Wyglądam jakby było mi do śmiechu?- Odrzekł prawie wypluwając z siebie słowa. Zosia dopiero teraz zdała sobie sprawę, że właściwie nie wiedząc jak i dlaczego bardzo go wkurzyła. Ale on ją nie mniej. Bo nie wiedział czego właściwie chce. Przez ostatnie trzy dni zachowywał się wobec niej praktycznie obojętnie, tylko przez kilkanaście minut dziennie pozwalając sobie na wejście w rolę jej chłopaka. A teraz nagle żąda od niej pocałunku. Ona nie była naiwną panienką taką jak Justyna, Marlena czy jego inne dawne dziewczyny. Jej nie wystarczył słodki uśmiech, skruszona minka czy buziak na dobranoc jak się wyraził, by wynagrodzić niewłaściwe zachowanie. Musiała wiedzieć na czym stoi by zrobić krok dalej. Nie była typem kobiety, która pchała się do przodu w nieznane. Już raz to zrobiła i marnie się to dla niej skończyło. Nie miała zamiaru popełniać tego samego błędu po raz kolejny.
- Arek, proszę cię, chciałabym żebyś już stąd wyszedł.
- Mam gdzieś czego chcesz skoro ty masz gdzieś czego ja chcę. – Powiedział jednocześnie chwytając ją dłońmi za ramiona tak by nie mogła mu już uciec.
- Przestań już, to wcale nie jest zabawne.- Odezwała się nadaremnie próbując się wyrwać z jego objęć.
- Od początku tak twierdziłem. Poza tym tylko spełniam twoje pragnienia: przecież jeszcze niedawno zarzuciłaś mi, że nie chcę cię przytulić ani całować. Chcę ci tylko pokazać że byłaś w błędzie.
- Ale nie w ten sposób. Arek, proszę…- Zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim mężczyzna nie nachylił się nad nią tak bardzo że poczuła dotyk jego warg na swoich ustach. Momentalnie się spięła wciąż próbując uniknąć niechcianej inwazji, ale jego jej opór chyba jeszcze bardziej podsycił bo natarł na nią jeszcze silniej. Zaciekle walczyła przed tym aby się nie poddać, ale w pewnym momencie dla świętego spokoju pozwoliła mu zrobić to co chce. Liczyła, że wówczas da jej spokój.
Zapomniała tylko o tym, że ona uwielbiała jego pocałunki. Zapomniała o tym, że powinna być na niego wściekła, że nie powinna pozwalać się całować, że on traktuje ją jako zabawkę. Liczyło się tylko to, że w końcu jest obok niej. Poza tym gdy wyczuł jej kapitulację, jego uścisk zelżał a pocałunek z natarczywego zaczął robić się coraz łagodniejszy. W końcu z powodu braku powietrza musiał go przerwać, ale i tak nie wypuścił Zosi z objęć: ich twarze wciąż znajdowały się obok siebie a ciała się stykały.
- Dlaczego mi to robisz? Chcesz żebym przez ciebie oszalał?- Mrugnął gładząc jej policzki.
- Po prostu chcę wiedzieć czy ci na mnie zależy.
- Czy to będzie wystarczający dowód?- Znów ją pocałował. Tym razem dużo namiętniej i mniej zachłannie niż poprzednio, choć z niemniejszą ochotą. W tej chwili czuł się tak jakby jej usta były magnesem, który go przyciągał. Zresztą nie tylko jej usta, ale i cała ona. W jego głowie pojawiła się myśl, która mówiła mu żeby natychmiast przestał by na czas wyjść z jej pokoju zanim naprawdę nie będzie potrafił tego zrobić, ale zaraz usunął ją z głowy. Bo przecież wcale nie musiał stąd wychodzić.- Pragnę cię. Tak bardzo, że gdybyś wiedziała to nie mówiłabyś że mnie nie obchodzisz.
- Więc dlaczego traktujesz mnie tak obojętnie?
- Bo inaczej rzucę się na ciebie i nie będę mógł się opanować. Bo chciałem najpierw umówić się z tobą na kilka randek by stworzyć choćby pozory normalności i pokazać ci że mi na tobie zależy. Bo nie chciałem byś pomyślała, że to co powiedziałem w sobotę to kłamstwo.- Zmyślił na poczekaniu starając się zawrzeć w tych kilku słowach jak najwięcej prawdy. Bo przynajmniej ta część o jego gorącym pragnieniu jej była w stu procentach prawdziwa. I nawet racjonalna myśl, że to przecież Zosia Niemcewicz mu tym razem nie pomogła.
Prawie siostra.
Tyle, że przecież nie była jego siostrą.
Przyjaciółka.
Tyle że przecież zazwyczaj nie ma się ochoty rozbierać swoich przyjaciół i kochać się z nimi przez całą noc.
Kobieta zupełnie nie w jego typie.
Dlaczego więc teraz jego własne ciało reagowało na nią z taką siłą?  
- Przecież ci wierzę. Kocham cię Arek.- By uniknąć kolejnego kłamstwa jak musiałby to zrobić odpowiadając jej tym samym wyznaniem, jeszcze raz zatopił swoje usta w jej, całymi dłońmi gładząc jej plecy. W ten sposób sam siebie torturował, bo pod cienką bawełnianą piżamką czuł tylko ciepło i kształt jej skóry doskonale wiedząc, że pod spodem po prysznicu jest całkiem naga. A przecież nie mógł. Już raz popełnił ten błąd jeśli zrobi go po raz drugi to…
- Zostań tej nocy ze mną.
- Ssłucham?- Spytał niepewnie czy jej słowa nie są tylko wytworem jego wyobraźni i podświadomością.
- Zostań ze mną.
- Nie powinienem. Nie chcę byś potem myślała, że cię wykorzystuje.- Powiedział imając się jedynego słusznego argumentu. Bo przecież jeśli prześpi się z nią ponownie nie będzie mógł nazwać tego błędem. Taki błąd mógł zdarzyć się tylko raz. Poza tym teraz nie miał nawet wymówki w postaci alkoholu. Ale Zosia znakomicie spełniała tę rolę. Uderzała mu do głowy nawet szybciej niż czysta wódka.
- Już nie będę. Zostań.
- Zosia…
- Przecież chcesz tego, w czym problem? Chyba, że jednak wcale tak nie jest.
- Jest, oczywiście że jest. Tylko…- Arek ze zdenerwowania nerwowym ruchem przeczesał dłonią włosy. Nie miał pojęcia co chciał powiedzieć: tak bardzo w tej chwili plątały się jego myśli. W końcu spojrzał jej w oczy popełniając fatalny błąd. Malujące się w nich pragnienie i uczucie przyćmiło mu rozum. I resztki sumienia.-…Pieprzyć to wszystko.- Dodał cicho pochylając się nad Zosią i całując ją z całą nagromadzoną przez siebie pasją. Całował ją tak jak pragnął: całym sobą, bez zahamowani czy wahania. Jego dłonie, mimo panującego półmroku (lampka nocna nie dawała zbyt jasnego światła), bezbłędnie odnajdywały po kolei guzik po guziku. I już po chwili mógł poczuć ciepłą i miękką skórę pod swoimi palcami.
Chociaż wiele razy, wracając myślami do ich pierwszej nocy, jego pamięć podsycała mu obrazy pełne ognia i satysfakcji to jednak by przekonać samego siebie do niezbliżania się w ten sposób więcej do Zosi zaczął sobie wmawiać, że z powodu alkoholu tylko mu się tak wydawało. Że wcale nie było tak cudownie, że po prostu wykorzystał Zosię i gdyby na jej miejscu znalazłaby się inna kobieta wieczór przebiegłby tak samo. Teraz przekonał się, że wcale tak nie było. Bo to właśnie Zosia tak na niego działała. To ona powodowała, że drżał na całym ciele, a jego skóra pokryła się gęsią skórką jednocześnie nie mogąc znieść jej dotyku i pragnąc go najbardziej na świecie. Jęknął, gdy ona sama zaczęła podwijać dłońmi jego koszulkę, czując je na brzuchu, niedaleko zamka spodni. Szybko zaczął jej pomagać, a potem pociągnął za sznureczek jej spodni. I już po chwili mógł sycić się ciałem zgrabnej, zaokrąglonej, młodej kobiety; bez przeszkód jej dotykać i pieścić. A przede wszystkim przekonać się, że drugi raz przeprowadzony na trzeźwo akt z Zosią będzie mu się wydawał być jeszcze lepszy.

***
Kilkadziesiąt minut później tępo wpatrywał się w sufit zastanawiając się co właściwie teraz czuje. Satysfakcję? Tak. Żal? Na pewno. Czułość patrząc na śpiącą w jego ramionach Zosię? Z pewnością też. Nawet teraz nie był w stanie powstrzymać się przed pogładzeniem jej śpiącej twarzy. Przed odgarnięciem jej z policzka zbłąkanego loczka, przed wpatrywaniem się w jej spokojne oblicze. Nigdy nie czuł się tak rozdarty jak teraz gdy jednocześnie chciał uciec i trzymać ją w ramionach przez całe życie. Gdy pragnął spędzić z nią każdą wolną chwilę albo wyprowadzić się na koniec globu. Gdy czuł się szczęśliwy a jednocześnie ta przeraźliwie smutny przez przygniatające go poczucie winy. Bo w końcu musiał stanąć naprzeciwko własnym lękom i przed samym sobą przyznać się do tego co zrobił.
Tym razem nie mógł szukać usprawiedliwienia w alkoholu. Tym razem był całkowicie trzeźwy i wiedział do czego mogą doprowadzić jego pocałunki tym bardziej, że Zosia wypędzała go z pokoju już wcześniej. Oczywiście tak jak wcześniej mógł udawać, że chodziło mu tylko o pocałunek, ale okłamywanie samego siebie wydawało mu się teraz coraz bardziej żałosne. Ale fakt stwierdzenia tego nie spowodował, że poczuł się lepiej albo że wiedział co teraz ma zrobić. A przecież musiał coś postanowić. Miniona noc udowodniła mu tylko, że w jakiś sposób Zosia go przyciąga i rzeczywiście jest nie tylko jego przyjaciółką. Ale czy ją kochał? Czy był w stanie być całkowicie jej? A co jeśli za jakiś czas pożądanie zniknie a on złamie jej serce? Co będzie gdy rzeczywiście będzie musiał udawać? Gdy sprawi, że będzie cierpiała? Przecież on nigdy sobie tego nie wybaczy… Wybił się ze swoich myśli gdy Zosia się poruszyła się we śnie wygodniej moszcząc się w jego ramionach. Uśmiechnął się zdając sobie sprawę, że nawet przez sen szuka z nim kontaktu. I jednocześnie zdumiał, że wcale nie czuje się z tym faktem źle. I nagle, dzięki temu nieświadomemu gestowi zrozumiał, że to co łączy go z Zosią jest magiczne. Że choć to nie była miłość (a może jeszcze nią nie była?) to jest to równie cenne a może nawet bardziej z racji pokładanego w nim zaufania. Po raz pierwszy pragnął by ktoś mu zaufał, by był w stanie nie złamać pokładanego w nim zaufania, by ktoś (a raczej ona) pokochał go takim jakim jest znając jego wady a nie tylko gładkie słówka czy przystojną twarz. A ona to zrobiła. Jakimś cudem dostrzegła, że nie jest tylko lekkoduchem i łamaczem damskich serc, że jest coś wart. I wstając z łóżka by wrócić do siebie (starał się robić to jak najdelikatniej) postanowił, że od dziś przestaje myśleć. Że nie będzie się zastanawiał co się stanie gdy Zosia przestanie go pociągać albo nieumyślnie ją skrzywdzi. Wpadł z zastawioną przez siebie pułapkę z kretesem, ale zrozumiał że to wcale nie była pułapka tylko być może szansa. Szansa na to by dostrzegł w Zosi kogoś więcej niż współlokatorkę czy kumpelę.
I już miał plan.
Plan życia dniem dzisiejszym i nie zastanawianie się nad innymi scenariuszami życia tylko życie tym własnym.
Zdumiał się jakie to było proste: jedno wypowiedziane w myślach zdanie a już ogromny ciężar tkwiący mu w piersi zniknął. Już nie czuł wyrzutów sumienia czując tęsknotę za Zosią albo gorącym pragnieniem pocałowania jej ust. A ich wspólnie spędzone noce nie wydawały się być czymś wstydliwym, błędem jak określał je wcześniej, ale czymś pięknym co wywoływało uśmiech na jego twarzy. Zmywając z siebie pod prysznicem resztki jej zapachu z ciała wciąż gościł on na jego ustach.

***
Rankiem Zosia słysząc budzik miała ochotę z powrotem wrócić w objęcia Morfeusza. A wszystko przez Arka. Z uśmiechem na ustach wpatrywała się w puste miejsce na swoim łóżku czując odrobinkę żalu z powodu jego odejścia. Ale wiedziała, że gdyby Ksawery dostrzegł wymykającego się o poranku z jej pokoju Żylińskiego sytuacja nie wyglądałaby dobrze. Ona sama czułaby się skrępowana zdając sobie sprawę, że on wie co oni razem robią nocami w łóżku. I po raz pierwszy zrozumiała, że w prośbie Arka o to by na razie zachowali swój związek w tajemnicy  przed Iksińskim było sporo racji. Choć ona z ledwością powstrzymała się przed wykrzyczeniem Marii podczas telefonicznej rozmowy swojej satysfakcji (teraz zapomniała, że wtedy była smutna czując, że Arkadiusz traktuje ją obojętnie). Bo przecież siostra zawsze powtarzała jej, że on nigdy się w niej nie zakocha. A teraz był z nią. I wyznał miłość. To był wyraźny dowód na to, że bajki się spełniają. By nie spóźnić się do pracy szybko naciągnęła na siebie szlafrok i pognała do łazienki. Bo oprócz standardowych czynności higienicznych musiała jeszcze wziąć prysznic. No i jakoś ujarzmić swoje okropne włosy które teraz z powodu faktu, iż wczoraj nie wysuszyła ich suszarką sterczały na wszystkie strony niczym nieudane afro. Ale tego poranka to ją raczej rozśmieszyło niż zirytowało. Bo miała o wiele większe powody do radości. Zwłaszcza gdy wychodząc z pokoju zauważyła przechodzącego Arka. A ten na jej widok szeroko się uśmiechnął  i mimo faktu, że naprzeciwko nich znajdowały się drzwi do pokoju Ksawerego podszedł i cmoknął prosto w usta.
- Pospiesz się to kawa którą dla ciebie zrobiłem nie wystygnie.
- Zrobiłeś mi kawę?- Zdziwiła się. Arek zwykle miał problem by zrobić ją dla siebie a co dopiero dla kogoś innego.
- Tak. W końcu to ja jestem przyczyną dla której jej dzisiaj potrzebujesz. A teraz idź już, bo naprawdę się spóźnimy.- Pospieszał ją na koniec lekko klepiąc w pupę. A ona ucieszyła się, że jego obojętność zniknęła.
Nawet podczas jazdy rozmawiał z nią całkiem normalnie czasami ściskając jej dłoń. A już na parkingu zanim wysiedli obdarzył ją długim pocałunkiem. Dlatego choć bardzo się starała skupić czasami zdarzyło jej się zgubić wątek. Wtedy potrząsała głową powtarzając sobie w myślach że to jej ostatni dzień pracy w starym roku, więc powinna się skupić i domknąć sprawy na ostatni guzik (a już na pewno nie dostarczać Cruelli nowych powodów do wyrzucenia jej, bo zdaje się że o tamtej wpadce chyba zapomniała). Czasami łapała wtedy spojrzenie Arkadiusza, co świadczyło o tym, że jej się przyglądał. Wydawało się, że jego oczy wtedy się śmieją. Doskonale wiem co chodzi ci po głowie i o czym myślisz, zdawały się mówić. Bo ja myślę o tym samym. Odwzajemniała mu się wówczas uśmiechem zwracając głowę w stronę monitora. Już nie pamiętała o ostatnich dwóch dniach gdy Arek zachowywał wobec niej rezerwę, gdy naprawdę sądziła że żałował tego co jej wyznał. Kochała go i wierzyła, że on też bardzo mocno ją kocha.
Tuż przed przerwą w SMS-ie spytał jej gdzie chciałaby wyjść na lunch. Odpisała, że jest jej to całkowicie obojętne, bo rzeczywiście tak było. Prawdę mówiąc wcale nie czuła głodu mimo tego, że na śniadanie zjadła tylko kilka łyżek jogurtu. Liczyło się tylko to że spędzą trochę czasu razem. Odpisała mu więc zgodnie z prawdą, że pozwala mu wybrać tylko jeszcze przez przerwą chce dokończyć jedno zestawienie. Miała nadzieję, że upora się z tym do przerwy, ale trochę się przeliczyła. Dlatego większość osób już wyszła z pokoju, a siedząca obok Emilka żartem rzuciła coś o jej pracowitości gdy oznajmiła jej, że nie zje dziś z nią i przyjaciółkami posiłku. Z uśmiechem na twarzy wróciła do pracy. Kilka minut później poczuła na ramionach delikatny dotyk.
- Długo jeszcze mróweczko?
- Dwie minuty.- Odparła Arkowi pospiesznie się odwracając i zauważając, że zostali już tutaj całkowicie sami.- Poza tym jeśli już to przypominam żyrafę.
- Dla mnie jesteś słodką, pracowitą mróweczką.- Odparł jej jednocześnie całując w goły kark (do tego celu niestety musiał odrobinę zsunąć jej ciasno przylegający kołnierzyk koszuli; pomyślał, że gdyby ubierała się bardziej seksowniej już dawno zauważyłby jej walory).
- Przestań już.- Mrugnęła odsuwając swoje obrotowego krzesełko bliżej biurka i dalej od niego rąk. Pocałunki w szyję zawsze ją łaskotały.
- Więc chodź.
- Muszę to skończyć, bo po przerwie się pogubię.
- Choć już bo będziemy mieć mało czasu.
- Spokojnie, nie jestem bardzo głodna: wystarczy mi jakaś zwykła kanapka.
- A kto mówił o jedzeniu?- Spytał bezceremonialnie pociągając za oparcie krzesełka i obracając je tak by twarz Zosi znalazła się naprzeciwko niego. Potem pochylił i cmoknął w policzek.- No chodź już.
- Więc daj mi spokój przez minutę. Tylko 60 sekund sprawdzę czy wszystko jest gotowe i…
- Arek, świetnie że cię tu jeszcze zastałam. Potrzebuję poprawionego raporu z minionego kwartału…- Nagłe wejście do pomieszczenia Wiktorii sprawiło, że oboje spoważnieli. Żyliński chrząknął szybko się prostując a Zosia odkręciła się z powrotem w stronę komputera wracając do pracy.
- Tak, eee…to znaczy prawie. Właśnie je kończymy z Zosią.
- Ach tak.
- Przyniosę je najpóźniej za 5 minut.
- W takim razie zaczekam. – Oznajmiła Szymborska. Arek zauważył, że wpisująca właśnie sekwencję cyfr Zosia się pomyliła. Obecność Cruelli zawsze wytrącała ją z równowagi odkąd przez niego szefowa ostro ją zbeształa. Dlatego pochylił się nad nią szepcząc:
- Daj mi to. Ja to dokończę.
- Ale nie wiesz jak.
- Pracowałem kiedyś w tym programie, pamiętam.
- Dziękuję.- Mrugnęła wyraźnie rozluźniona. Potem wstała z krzesła i nawet nie patrząc na stojącą niedaleko drzwi Wiktorię wyszła. Arek natychmiast zajął jej miejsce dokończając pracę. Po wszystkim jeszcze na szybko postanowił ją sprawdzić, ale wydawała mu się być w porządku.
- Łączy cię coś z nią?- Nagle zadane przez Wiktorię pytanie całkowicie zbiło go z tropu.
- Słucham?- Odparł jej nie do końca wiedząc co ma na myśli i jak to interpretować.
- Nie lubię się powtarzać, a sądzę że jesteś na tyle bystry by zrozumieć sens mojego pytania za pierwszym razem. No więc? Jesteście razem?
- Mieszkamy razem…to znaczy wynajmujemy mieszkanie. Zosia jest moją przyjaciółką.- Powiedział po dłuższej chwili decydując się nie wyjawiać całej prawdy. W końcu nie wiadomo jak przyjęłaby ją Cruella. Wtedy gdy mówił Zosi o tym, że mogłaby zwolnić kogoś z nich zmyślił to na poczekaniu tylko po to by zmusić ją do milczenia, ale teraz widząc wzrok Szymborskiej przestał być tego taki pewien. Bo wyraźnie wyglądała na niezadowoloną.
- Przyjaciółką powiadasz? Hm, lepiej żeby tak pozostało, bo nie lubię romansów w pracy. Poza tym jesteś chyba zbyt przystojny na dziewczynę tego typu, hm?- Tym razem Arkadiusz nie odpowiedział do reszty wkurzony insynuacją Wiktorii. I choć nie była pierwszą która żartowała sobie z niego w ten sposób (w końcu na którymś etapie każdy z jego kolegów czy znajomych dziwił się że przyjaźń damsko-męska jednak istnieje), ale pierwszą która go tym wkurzyła. Także faktem ewidentnego poniżania Zośki. Bo niby co miało znaczyć „dziewczynę tego typu”? Zosia nie była jakąś czarownicą, wiedział o tym nawet do czasu gdy byli tylko przyjaciółmi. a on nie mógłby spojrzeć na nią inaczej, bo to prawie zakrawałoby na kazirodztwo. Chodził z nią do tej samej podstawówki i gimnazjum, byli nawet sąsiadami. Potem jego rodzice postanowili przeprowadzić się na parę lat do Niemczech, bo ojciec dostał niezłą propozycję posady w zagranicznym oddziale banku, właśnie w raczkującym wówczas Krezus Banku. Jemu to wtedy nie przeszkadzało: wręcz przeciwnie skończył prestiżowe liceum doskonale opanowując posługiwanie się językiem niemieckim jak i angielskim. Po niecałych trzech latach zdecydował się na powrót do kraju razem z matką która nie mogła znieść życia na obczyźnie i zamieszkali w Radomiu (mieszkanie w Warszawie sprzedali przed wyjazdem, a jego mama wolała wrócić w rodzinne strony gdzie mieszkali jej rodzice). Mimo pociągu do zachodniego stylu życia i tej całej zachodnioeuropejskiej kultury tęsknił za ojczyzną. Potem rozpoczął studia w Warszawie i podczas którejś jazdy metrem zauważył wysoką dziewczynę. (Na szczęście w wieku 19 lat w końcu był od niej wyższy.). I tak zaczęła się ich ponowna znajomość, która teraz ewoluowała w całkiem nowym kierunku. Jak mógłby więc pozwolić Szymborskiej na obrażanie jej? Na sugerowanie, że jest brzydka? I to tylko dlatego, że nie ubierała się w krótkie obcisłe spódniczki jak ona w całej okazałości pokazując swoje nogi? Dla niego była sto razy bardziej atrakcyjna z tym swoim powściągliwym uśmiechem, zaróżowionymi naturalnie policzkami i lekko piegowatą skórą na ramionach. Ze wszystkimi swoimi krągłościami, burzą rudawych włosów na głowie, niewinnym spojrzeniem i- chyba przede wszystkim- faktem, że tylko jemu pozwoliła poznać te wszystkie swoje wspaniałości. A tak mało przecież jeszcze o niej wiedział. Tylu tajemnic nie odkrył. Czuł, że nie starczy mu kilku tygodni na odkrycie tych najważniejszych.
- Proszę oto gotowy raport.- Oznajmił szefowej nie odwołując się do jej ostatnich słów. Lekki uśmiech pojawiający się na jej twarzy świadczył, że ona też doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- Dzięki.- Mrugnęła odwracając się w stronę wyjścia. Tuż przed drzwiami się jedna zatrzymała.- Zamierzasz pojawić się na  sylwestrowym balu?
- Chyba tak.
- A więc do zobaczenia. Może na nim będziemy mieli okazję poznać się bliżej, nie tylko na gruncie zawodowym, ale i prywatnym. Oczywiście, jeśli będziesz miał na to ochotę.- Dodała jeszcze wyraźnie z wyraźnym zadowoleniem. Arek powstrzymał się przed jakąkolwiek uwagą. Nie miał pojęcia jak zainteresowanie tej kobiety mogło mu kiedyś schlebiać. W końcu traktowała go jak kawałek mięsa, jak zwierzynę łowną nawet nie siląc się na najmniejsze subtelności. Szybko jednak zapomniał o całym epizodzie przypominając sobie, że Zosia już na niego czeka.
Po pracy wiedząc, że od jutrzejszego dnia mają urlop, postanowili wykorzystać dla siebie nie wracając od razu do mieszkania Spacerowali więc, potem zjedli deser w jednej z mijanych cukierni a następnie wybrali się do kina. Wracając wieczorem do mieszania Arek roześmiał się zdając sobie sprawę, że pokój Ksawerego jest pusty.
- A więc i tutaj jesteśmy sami. Świetnie się składa.- Mrugnął prosto w szyję Zosi którą właśnie obejmował. Nie była z tego bardzo zadowolona, bo w przeciwieństwie do niego nie zdążyła jeszcze zdjąć kurtki i butów.
- Przecież on może wrócić w każdej chwili.
- Więc każdą z nich trzeba jak najlepiej wykorzystać.
- Arek, przestań.- Roześmiała się dziewczyna. Wciąż nie mogła się nadziwić zmianom jakie zaszły w nim w ciągu zaledwie kilku dni.
- Nie mogę. Stęskniłem się za tobą.
- Ostatnie godziny spędziliśmy przecież razem.
- I co z tego? Ale nie tak jak chciałem.
- A jak chciałeś?
- Właśnie tak.- Odparł pokrywając pocałunkami jej policzki i usta.
- Przestań, przed świętami muszę jeszcze trochę posprzątać w mieszkaniu zanim pojadę do rodziców.- Ledwie wypowiedziała to zdanie usłyszała wibrację w swoim telefonie.- Poczekaj, ktoś do mnie dzwoni….ocho, o wilku mowa. Cześć mamo, co się stało?....przyjeżdżam jutro rano…to znaczy wieczorem.- Poprawiła się widząc kręcącego głową Arka. Wtedy posłał jej olśniewający uśmiech.- Nie, po prostu mam tutaj do załatwienia parę spraw przez nowym rokiem. Nie mamo, naprawdę nie mogę. Nie, to też nie przez pracę, wcale się nie zamęczam. Och mamo proszę…tak, zadowolona? Poznałam kogoś, a właściwie to znałam go już wcześniej.- Mówiąc to spojrzała na Arka, ale zamiast uśmiechu na jego twarzy pojawiła się konsternacja i nieme pytanie.- Nie, na razie nie zdradzę ci więcej szczegółów, ale może uda mi się namówić go na odwiedziny. A teraz muszę kończyć, buziaki.
- Czemu powiedziałaś swojej matce, że z kimś się spotykasz?
- Bo to prawda.
- Wiem, ale przecież obiecaliśmy sobie jeszcze przez kilka dni utrzymywać to w tajemnicy.
- Tak, ale przecież nasi rodzice mogą wiedzieć. Na pewno nie spowodują nam kłopotów w pracy, prawda?
- Tak Zosia, ale…ale mimo wszystko wolałbym na razie im nie mówić.
- Dlaczego?
- Przecież już o tym rozmawialiśmy.- Westchnął ciężko. Zosia z kolei spuściła głowę.
- Rozumiem. - Mrugnęła tylko czując jak cała radość z niej ucieka. W końcu udało jej się do końca rozpiąć kurtkę i zdjąć buty.
- Zosiu, proszę nie gniewaj się na mnie. – Zaczął Arek, ale ona wiedziała że nie ma jej nic innego do powiedzenia.
- Przecież się nie gniewam. Muszę tylko wziąć się za sprzątanie, mówiłam ci. I nie martw się: nie wypowiedziałam twojego imienia ani nazwiska, sam słyszałeś prawda? W razie co mogę pozwolić mamie myśleć, że chodzi o Ksawerego albo jakiegoś kolegę z pracy.
- Zosia…- Próbował ją jeszcze zatrzymać, ale nie mógł. Cholera, znów ją zasmucił. Tyle, że gdy zaczęła rozmawiać z matką o ich związku zaczął czuć panikę. Nie chciał czuć na sobie żadnej presji, było mu dobrze tak jak jest. Związek z Zosią był jeszcze zbyt świeży by narażać go na takie niedogodności. Ale jednocześnie wiedział, że w ten sposób bardzo ją rozczarował.

***
Niecałą godzinę po ich przyjściu zjawił się Ksawery. Zosia akurat kończyła szorować kafelki w łazience, więc była z tego powodu zadowolona. Inaczej Arek próbowałby z nią rozmawiać a ona tego nie chciała, bo wiedziała że tylko w ten sposób tylko się zdenerwuje. Przynajmniej na razie. Dlatego w spokoju mogła zacząć sprzątać kuchnię nie obawiając się, że Żyliński tam przyjdzie. A nawet jeśli już to zrobi to z pewnością nie będzie chciał rozmawiać o ich dziwnym związku.
Po sprzątaniu, wykończona rozpoczęła pakowanie, a potem wzięła prysznic. Zmęczona weszła do łóżka i zaledwie po kilku minutach usnęła. Obudziła się jakiś czas później czując delikatny dotyk na swojej twarzy.
- Arek?- Mrugnęła zaspana.
- Tak. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
- Po co przyszedłeś?- Spytała jednocześnie przecierając dłonią oczy.
- Chciałem cię przeprosić. Wiem, że jesteś na mnie zła.
- To już nieważne.
- Dla mnie jest ważne. Nie chcę byś przeze mnie była smutna.
- Nie jestem. Idź już.
- Na pewno?
- Tak, jestem śpiąca.
- W takim razie poczekam tu z tobą aż zaśniesz ponownie.
- Arek…
- Inaczej pomyślę, że się na mnie gniewasz.- Wciąż ledwie żywa skinęła głową mając nadzieję, że rzeczywiście dotrzyma słowa i potem sobie pójdzie. A jeśli nie, to jego problem. Ona nie miała ochoty znów spędzić z nim noc jak gdyby nigdy nic.
Oboje obudzili się wczesnym rankiem. Tak jak słusznie podejrzewała Zosia, Arek wcale nie wrócił do siebie tylko został w łóżku razem z nią. Z tego powodu specjalnie zbeształa go rankiem, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Zamiast tego mocno ją przytulił a potem wypytywał dokładnie o to kiedy chce wrócić do rodzinnego domu na święta.
- Koło piętnastej mam bezpośredni autobus, więc do tego czasu chyba wyrobię się jeszcze ze sprzątaniem swojego pokoju i myciem podług. A ty?
- Ja pewnie też zostanę jeszcze dzień. Bez ciebie nie będę miał co robić.
- Zawsze mógłbyś sprzątnąć swój pokój.
- Litości, nie mów mi o szóstej rano o sprzątaniu.
- Więc o czym?
- O tym ja bardzo chciałabyś mnie pocałować na przykład.
- Arek…
- Hm?
- Nie powinniśmy…Ksawery może nas usłyszeć.
- Bzdura, na pewno nie usłyszy pocałunku.
- Dobrze wiem, że to nie skończy się tylko na pocałunku.
- Ale mnie dobrze znasz.- Roześmiał się a potem nachylił więżąc w swoich ramionach. Bo rzeczywiście nie skończyło się tylko na pocałunku.


poniedziałek, 1 maja 2017

Nowy początek, Część VI

Dotarłszy niepostrzeżenie do swojego pokoju Arek odetchnął z ulgą. Mimo bagna w jakie się wpakował jeszcze wszystkiego nie spieprzył. Nie miał pojęcia jak wytłumaczy się Zosi i  jak to wpłynie na ich relacje, ale przynajmniej Ksawery nie wiedział, że ze sobą spali. I nikt inny też. A już on postara się żeby tak zostało.
Jakaś jego maciupeńka cząstka wiedziała, że zachowuje się bardzo naiwnie wierząc, że wszystko pozostanie bez zmian, ale nie dawał jej dojść do głosu. Wciąż wyrzucał sobie przy tym że wykorzystał swoją przyjaciółkę. Nie miał pojęcia co wczoraj strzeliło mu do głowy żeby wskoczyć jej do łóżka: jego wspomnienia kończyły się na momencie dzisiejszej pobudki i kilku urywanych epizodów. Pamiętał więc jeden z ich namiętnych pocałunków, moment gdy zdjął z niej szlafrok i…dlaczego tak w ogóle miała go na sobie? Gdzie się podziały piżamki w misie? Może gdyby miała je na sobie to by do tego nie doszło. Ale nie, ona musiała założyć tą fikuśną koszulkę prezentując mu swój biust prawie na widoku. Jezu, od kiedy ona w ogóle miała takie piersi? Owszem, czasami w niektórych fasonach ubrań było widać, że ma spore cycki, ale mimo wszystko nigdy nie rozpinała więcej niż jednego guzika koszuli. Nawet sukienki nie odsłaniały więcej niż szyję. Tak samo zresztą jak jej nóg, które okazały się być długie i smukłe. Do tej pory pamiętał jaką przyjemność sprawiało mu ich dotykanie i…I po jaką cholerę on jeszcze o nich myśli przypominając sobie wrażenie jakie powodował ich dotyk albo smak skóry?!
Zły na siebie pacnął się w głowę swoją własną pięścią. Jak mógł myśleć o niej w takich kategoriach? Owszem, kiedyś gdy taszczyła jego zapijaczony tyłek do jego własnego łóżka obejmując ją poczuł że ma całkiem niezłą sylwetkę (choć było to przeszło rok wcześniej do tej pory te myśli napawały go wstydem) a jego pewna część ciała zareagowała, ale było to wyłącznie spowodowane wypitym alkoholem. I po prostu naturą faceta, który miał przy sobie jakąś laskę. Pamiętał, że następnego ranka sądził, iż patrząc na nią będzie czuł przeraźliwy wstyd, ale nic takiego się nie stało. Zośka po kilku godzinach znów była dla niego wkurzającą kumpelą nabijającą się z jego kaca z którą dzielił mieszkanie. Na przyszłość jednak postanowił nigdy więcej nie prosić jej o pomoc w dotarciu do sypialni w stanie nadmiernego upojenia alkoholowego. Tyle, że wczorajszego wieczora złamał swoje postanowienie. Bo to znów się powtórzyło. I tym razem nie skończyło się na niezaspokojonej erekcji. Wyzywając się w duchu od idiotów wyjął z półki czyste ubranie i poszedł z nim do łazienki. Najpierw musiał wziąć prysznic. Potem pozbiera ten cały bałagan.
Godzinę później odświeżony, po wzięciu dwóch aspiryn wyszedł z mieszkania do pobliskiej kawiarenki zamawiając mocną kawę. Sam przed sobą tłumaczył sobie, że robi to dla Zosi by jeszcze bardziej jej nie krępować; tak naprawdę to on sam był zbyt wielkim tchórzem by grać przed Ksawerym. Szkoda tylko, że upływające minuty wcale nie przynosiły mu żadnego możliwego rozwiązania tej patowej sytuacji. Przecież to tak jakby przespał się ze swoją rodzoną siostrą! Tyle, że ona wcale nie była jego siostrą. Co nie znaczy, że dzisiejsza noc nie przestała mu się wydawać mniej obrzydliwa czy niepotrzebna.
Po kolejnych dwóch godzinach zdecydował się w końcu opuścić lokal gdy bardzo sympatyczna kelnerka uświadomiła mu, iż kontemplował przy pustej filiżance kawy. Dlatego zostawiwszy jej dość suty jak na niego napiwek wyszedł. Potem spacerował przez kolejne minuty bojąc się wrócić do mieszkania. Tak, bojąc się. Zachowywał się jak jakiś pieprzony młokos i nawet uświadomienie sobie tego faktu mu nie pomogło. Dopiero gdy zdał sobie sprawę, że już miał zamiar zadzwonić do Zosi by umówić się z nią w parku albo w innym miejscu publicznym, zdecydował się wrócić. Bycie aż takim tchórzem było bardziej niż żałosne.
Gdy jednak wrócił do mieszkania przeżył rozczarowanie: Zosi nie było o czym nie omieszkał go poinformować Ksawery. Arek roześmiał się zdając sobie sprawę, że bał się powrotu całkiem niepotrzebnie. Dopiero po jakimś czasie trochę się zaniepokoił. Spytał więc Iksińskiego czy wie gdzie dokładnie jest ich współlokatorka, ale tamten nie wiedział. Przypomniał mu tylko o jego kolejce która wypadała w robieniu zakupów. Dlatego też chcąc nie chcąc udał się do supermarketu.
Zosia zjawiła się w mieszkaniu dopiero wieczorem. Może to głupie, ale wyglądała tak jak zazwyczaj: wcale nie wydawała mu się piękniejsza czy brzydsza: po prostu była...Zosią. W jego obecności zachowywała się całkiem swobodnie: poza początkowym rumieńcem który pojawił się na jej twarzy i spuszczonym wzrokiem nic w jej zachowaniu nie wskazywało na to, że zaledwie kilka godzin wcześniej namiętnie się kochali. Albo świetnie grała przed Ksawerym.
Okazja do rozmowy nadarzyła się dopiero przed kolacją: Ksawery zamknął się w swoim pokoju by popracować, a ona szykowała jakąś zapiekankę. Dlatego też Arek postanowił w końcu wszystko między nimi wyjaśnić.
Przez wiele godzin doprowadził swoją przemowę do perfekcji. Zamierzał on przede wszystkim wziąć całą winę na siebie, a tę z kolei usprawiedliwić alkoholem. Podkreślić przy tym, że to co jej zrobił było niewybaczalne i nigdy w żaden sposób nie zamierzał jej uchybić. Że zawsze była i będzie-po matce- najważniejszą kobietą w jego życiu, bo nigdy nie miał tak oddanej przyjaciółki, a wczoraj coś po prostu rzuciło mu się na mózg.”. Czyli w skrócie jego przemowa ograniczała się do zdania: biorę winę na siebie, co nie zmienia faktu że to było niepotrzebne i tego żałuję. Zdziwił się więc, bo cały jego plan wziął w łeb gdy przerwała mu po pierwszym zdaniu:
- Posłuchaj, wiem że to był błąd i nie musimy do tego wracać.
- Ale ja chciałem ci tylko wyjaśnić i przeprosić…
- Nie musisz: przyznajmy po prostu że oboje się zapędziliśmy.- Oznajmiła tonem który miał wszystko uciąć. W zamierzeniu, bo w praktyce…hm, w praktyce Arek pozostał tylko skonfundowany. Było to nieco śmieszne, bo przecież tego właśnie chciał: zbagatelizowania całej sprawy, udawania że nic się nie stało, przemilczenia. Przez kilka poprzednich godzin bał się, że Zosia może uważać, że będzie chciał zbudować z nią związek albo nie daj Boże go kocha. Ale teraz fakt, że wydawała się być niewzruszona ich wspólną nocą go zirytował. Nie żeby uważał się za jakiegoś wielkiego ogiera, którego żadna laska po spędzeniu z nim nocy nie może zapomnieć, ale…No właśnie, ta obojętność wręcz mu ciążyła. I jakoś dziwnie frustrowała. Może to dlatego zachował się tak, jak zazwyczaj zachowuje się druga strona, czyli tak, jak sądził że może zachować się ona. Dlatego w reakcji na jej słowa spytał zaczepnie:
- Więc: co? Przespaliśmy się i mamy tak po prostu o tym zapomnieć?
- Ciszej, Ksawery może usłyszeć.
- Mam to gdzieś. I przestań siekać tą marchewkę. Spójrz mi w oczy. Hej…- Wyciągnął rękę dotykając jej ramienia, ale zauważywszy że się wzdrygnęła ciężko przełknął ślinę. Niby w ciągu ostatnich godzin zdołał odtworzyć wszystkie elementy których do tej pory nie pamiętał, ale z drugiej strony….z drugiej strony mógł coś przeoczyć.- Zosiu, czy ja…czy minionej nocy cię w jakiś sposób skrzywdziłem?
- O co właściwie pytasz?- Spytała zdezorientowana. Dopiero gdy odważyła się spojrzeć mu w twarz zauważyła na niej nie tylko poczucie winy ale i strach. I wtedy zrozumiała.- Uważasz, że zmusiłeś mnie siłą?- Powiedziała z niedowierzaniem.
- Nie oczywiście, że nie… Wiem, że ja...to znaczy nie wiem. Nie mogę być na 100% pewny.- Potrząsnął głową. A ona uświadomiła sobie, że on nawet niczego nie pamięta. To dziwne, bo przecież już pogodziła się z jego obojętnością. Wiedziała, że nagle po wspólnej nocy nie wyzna jej miłości do grobowej deski, że tu nie będzie żadnego happy endu, ale i tak coś boleśnie zakuło ją w piersi. Najpiękniejsze wspomnienie dla niej, dla niego nie tylko nie było niczym, ale nawet niczym wartym pamiętania. Nawet jego podświadomość nie chciała tego zapamiętać. To już nawet nie było smutne, to było żałosne, oczywiście dla niej. Wiedzieć, że dołączyła do kolejnego grona bezimiennych lasek...chociaż nie, nie powinna porównywać Arka do Bartka. Tym bardziej, że świadomie się na to zgodziła.- Pamiętam tylko początek: to jak cię pocałowałem, jak spytałem a ty powiedziałaś że powinniśmy przerwać…
- Nie, nie zmusiłeś mnie o niczego.- Przerwała mu, bo nie było sensu tego dłużej roztrząsać. To było niepotrzebne ani dla niej, ani tym bardziej dla niego. Dlatego by zakończyć cały ten nieszczęsny epizod dodała:- I tamtej nocy nie zrobiłeś mi niczego złego, niczego czego bym nie chciała. Nie mam piętnastu lat, więc nie ma potrzeby robić z tego wielkiej sprawy. Ale skoro byłeś pijany i niczego nie pamiętasz to jeszcze raz powtórzę, że...
- Jezu, myślisz że tego nie pamiętam?
- Przed chwilą powiedziałeś…
-…powiedziałem że chciałaś zaprotestować, a ja chciałem zrobić wszystko by temu zapobiec, bo cię pragnąłem. A to nie znaczy, że przekonawszy do tego twoje ciało przekonałem i umysł.- Nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć. I  co to właściwie znaczyło? Czy on właśnie chciał jej zakomunikować, że to jednak było dla niego ważne? Czyżby błędnie odczytała sygnały? Czy to on obawiał się jej reakcji bardziej niż ona jego?- Więc?- Spojrzała mu w oczy: nie, znów się łudziła. To było po prostu poczucie winy. On uważał, że ją skrzywdził. Nie było w tym niczego więcej.
- Dzisiaj byłam u Marysi.
- Zośka, nie obchodzi mnie gdzie byłaś. Chcę dokończyć…
- …Zaczęłam szukać mieszkania. Do końca tego miesiąca zamieszkam u niej a potem powinnam sobie coś znaleźć.
- Co ty pleciesz?
- Mówiłam ci o tym wczoraj. A po tym co między nami zaszło tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu.
- Nie rób tego. Nie przeze mnie i przez to że my...przez to co stało się dziś w nocy.
- Nie robię tego przez ciebie…ani przez dzisiejszą noc.
- Daj już spokój. Nigdy nie byłaś kłamczuchą.
- No dobrze chodzi przede wszystkim o to, ale jak ty to sobie do diabła wyobrażasz? Że po wszystkim znów będzie między nami tak samo?
- Nie wiem. Wiem tylko, że nie chcę cię stracić.
- Dlaczego?- Drążyła.- Przecież to tylko poczucie winy. Niczego do mnie nie czujesz…- Urwała mając nadzieję, że jeśli będzie chciał to zaprzeczy. Ale nie zrobił tego. Dziwna sprawa, bo nawet jej to nie zdziwiło. Chyba w końcu pogodziła się z jego obojętnością.
- Sam nie wiem co czuję: mam mętlik w głowie. Ale wiem, że jesteś moją przyjaciółką.
- Przyjaciółką powiadasz.- Mrugnęła pod nosem lekko sarkastycznie, bo nie mogła się powstrzymać.- Ale dla mnie…dla mnie po tej nocy sporo się zmieniło. Nie potrafię na ciebie patrzeć nie myśląc jak o mężczyźnie.- Zdecydowała się wyznać. Widziała jak bardzo zszokowała go tym stwierdzeniem, dlatego by się nie pogrążać dodała:- To znaczy pociągasz mnie w sensie fizycznym; nie żebym czuła do ciebie coś więcej ale….po prostu zdałam sobie z tego sprawę. Dlatego kontynuowanie naszej przyjaźni jej niemożliwe. Bo dla mnie to jednak mimo wszystko coś znaczyło.
- Zachowujesz się tak jakby dla mnie nie.
- Za chwilę pewnie powiesz, że unikałeś mnie przez cały dzień, bo chciałeś mi zakomunikować że chcesz byśmy zostali parą, ale bałeś się mojej reakcji.
- Wcale cię nie unikałem.
- Arek, chyba na tym etapie znajomości  możemy mówić sobie prawdę.
- Okej: tak, unikałem cię. Bo nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć, byłem skonfundowany, ale nie żałowałem. To było…było mi z tobą cudownie.- Nie powiedział nic więcej, co znaczyło tylko jedno. Postanowiła postawić jednak sprawę jasno:
- Więc do tej przyjaźni postanowiłeś dołożyć łóżko?
- Ja wcale nie…
- Przepraszam: wcale nie sugerowałam, że kalkulowałeś to sobie wszystko na zimno. Ani tym bardziej, że wczoraj działałeś z premedytacją Ale powiedz szczerze: przecież miałeś zamiar powiedzieć teraz mi bym o tym wszystkim zapomniała, prawda?
- Wcale nie.- Skłamał starając się nie dać po sobie poznać jak bardzo zaskoczyła go jej przenikliwość. Ale w końcu nie bez przyczyny tak świetnie się dogadywali od wielu lat.
- Nie musisz się krygować: już mówiłam że ja chcę tego samego. To dlatego ta wyprowadzka. To dlatego chcę…
- …Ale ja nie chcę.- Usłyszał swój głos.
- Słucham?
- Tak, masz rację to co zaszło między nami wczoraj było całkiem przypadkowe, ale pozwoliło mi odkryć, że to co do ciebie czuję to coś więcej. Inaczej przecież drobny impuls w postaci alkoholu nie sprawiłby, że gdyby stanęła przede mną jakakolwiek kobieta zrobiłbym to samo co zrobiłem z tobą. Ale że to byłaś ty...
- Co ty usiłujesz właściwie powiedzieć, Arek?
- No cóż, chyba chodzi mi o to, że...To znaczy, Zosu...Ja…- Więcej nie powiedział, nie zdążył bo usłyszał skrzypienie otwieranych drzwi. Momentalnie odskoczył od dziewczyny, choć nie zbliżyli się do siebie na tyle, by mogło to wywołać jakieś niepożądane wnioski ze strony trzeciego współlokatora. Kilka sekund później rzeczywiście w kuchni pojawił się niczego nie świadomy Ksawery oferujący swoją pomoc przy gotowaniu. A podczas jedzenia kolacji jeszcze nigdy nie panowała między nimi aż taka cisza.

***
Arek wiedział, że się wkopał: a nawet więcej: pogrążył. Jak mógł być takim kretynem by na samym początku nie przytaknąć Zośce? Czemu do cholery tego nie zrobił? I jeszcze na dodatek przez niego ona pomyślała, że on czuje do niej coś więcej, gorzej być nie mogło.
Tylko spokojnie, strofował siebie w myślach. Tylko spokojnie. Jakoś się to uda okręcić: po jakimś czasie przyzna, że lepiej sprawdza im się układ przyjaźń i to wszystko. Że dla niego jest bardziej przyjaciółką niż kochanką. Albo jeszcze lepiej: sam ją jakoś do siebie zniechęci tak by doszła do tego wniosku. I przynajmniej nie będzie uważała, że wykorzystał ją będąc pod wpływem alkoholu.
Może niepotrzebnie się jednak martwi? Może Zosia wcale nie ma zamiaru stworzyć z nim związku? Owszem przyznała, że ją pociąga, ale jego też przecież pociągały różne kobiety: podziwiał ich piękno na ulicach, w pracy czy barach, co niekoniecznie znaczyło że chciałby się z którąś związać na dłużej. To nawet nie musiało znaczyć, że chciał się z którąś związać na krócej. Albo mieć ją w łóżku. Po prostu lubił podziwiać kobiece piękno.
Tyle, że to jakoś nie pasowało mu do Zosi. Ona miałaby być kobiecym wampem? Musiałaby mistrzowsko kryć się z tym, że sypia z przygodnymi mężczyznami. Nie, to po prostu było niemożliwe. Ta myśl po prostu go mierzwiła. Już wolał by miała obsesję na jego punkcie niż miała między nogami pół miasta. Chyba oszalał by w ogóle coś takiego przyszło mu do głowy. Co tylko dowodziło w jak kiepskiej był psychicznie kondycji.
to co zaszło między nami wczoraj było całkiem przypadkowe, ale pozwoliło mi odkryć, że to co do ciebie czuję to coś więcej
No i co to w ogóle znaczyło: coś więcej? Przecież nie znaczyło, że chce zbudować z nią związek albo się w niej zakochał…
Jezu, kogo on do diabła chce oszukiwać? Wkopał się. Ewidentnie. Ale jednocześnie chciał wierzyć, że to odkręci. A wszystko przez to, że nie chciał jej zranić. Nie chciał przyznać, że to nie miało dla niego znaczenia poza tym, że przyniosło ulgę i przyjemność. Że było tylko seksem a nie czymś więcej. I dlatego że to była ona, jego przyjaciółka którą w ostatnim czasie i tak krzywdził i jeszcze wkopał w pracy przed Cruellą. Tak, był jej to winien. Nie mógł tak bezpardonowo oznajmić prawdy. Wtedy z pewnością by się wyprowadziła. A tego nie chciał. Gdyby choć trochę pomyślał zrozumiałby coś co wiele razy wcześniej przeoczył, ale nie myślał racjonalnie już od jakiegoś czasu. Chciał udawać, że to tylko przyjaźń, że to tylko zazdrość o Ksawerego który być może ma wobec niej „niecne” plany, że nie widzi w niej kobiety.
Już niedługo miał się przekonać jaka jest prawda, choć niekoniecznie taka jakiej się spodziewał.
Przez niedzielę, czyli resztę weekendu w zasadzie nie dokończyli przerwanej wcześniej rozmowy. Tak się złożyło, że ją najpierw odwiedziła Emilia, a potem do Ksawerego przyszło dwóch znajomych więc spędzili czas w szóstkę. Potem Zosia zabrała się za obiad, po nim przygotowała swoje materiały do pracy siedząc w swoim pokoju. Dla Arka było to bardzo wygodne. Ale jednocześnie czuło, że zachowuje się nie w porządku. Przez ten czas Zosia wydawała się totalnie skołowana i unikała nawet jego wzroku, więc zrozumiał, że jednak to iż w pewien sposób zasugerował, że chciałby zbudować z nią związek również nie jest po jej myśli. I że tym łatwiej będzie mu wszystko odkręcić. Tyle że mimo wszystko wolałby by Ksawery nie był tego świadkiem. Dlatego wykorzystując okazję, iż to właśnie on dzisiejszego wieczoru zaproponował przygotowanie kolacji, Arek zdecydował się porozmawiać z Zosią. W tym celu dyskretnie poprosił ją do swojego pokoju.
Gdy znaleźli się w nim sami nawet nie zapalił światła. Uważał, że w ten sposób będzie mu łatwiej, ale o dziwo wcale się tak nie stało. Dlatego po chwili je zapalił. Spojrzał na Zosię co sprawiło, że znów stchórzył ponownie sięgając dłonią do wyłącznika.
- Masz zamiar się w ten sposób bawić?- Usłyszał jej pytanie wypowiedziane rozbawionym tonem.
- No nie.- Mrugnął trochę głupio. Jego poczucie wstydu potęgowała jeszcze świadomość, że robi z siebie kompletnego durnia.- Ale sądziłem, że tak będzie łatwiej.
- Z czym?
- Z powiedzeniem tego.
- Masz na myśli to co…
- Tak.
- Zawsze miałeś problem z mówieniem o uczuciach.
- Wcale nie. Poza tym to nie o to chodzi. Raczej o coś odwrotnego.
- Chciałbyś więc wiedzieć co ja czuję?- Chodziło mu raczej o to, że nie ma dla niej żadnych romantycznych uczuć, ale zdecydował że gdy to właśnie Zosia zacznie będzie mu łatwiej z tego wybrnąć. Ale się przeliczył, bo w ten sposób pogrążył się jeszcze bardziej.- Więc…zacznę od tego że nie musisz się bać tego co czujesz. Ja…też się bałam. Od dawna. Przyjaźniliśmy się i nagle ni stąd ni zowąd to skończyło się zamieniając w coś całkiem nieprzeznaczonego dla przyjaźni.
- Właśnie o tym mówię.- Przytaknął uradowany sądząc, że ona ma na myśli ich wspólną noc.
- Bo okazało się, że to jest przeznaczone dla miłości.- Zaraz, zaraz: że co?- Wiesz, odkryłam to już jakiś czas temu.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że się w tobie zakochałam.- Wyznała niepewnie, bo śmiałość przynosiła jej świadomość iż on czuje do niej to samo. W końcu to przecież powiedział: że czuje do niej coś więcej niż przyjaźń. Ale widząc jego zmieszanie na twarzy poczuła nagle szybkie bicie serca.- Bo o to ci chodziło gdy mówiłeś, że ci na mnie zależy prawda? O Boże, ty wcale nie…
- Oczywiście, że o to.- Przerwał jej całkowicie się pogrążając. Ale widząc jej przerażenie i strach nie mógł inaczej. Jeju, dlaczego to jest do cholery takie trudne? Gdzie teraz te jego gładkie słówka podczas rozstań z byłymi dziewczynami które sprawiały iż to one czuły się winne ich rozstaniu lub kończyły przekonane że on na nie nie zasługuje (pomijając oczywiście nieszczęsny epizod z Justyną)? Dlaczego na sam widok Zosi czuł, że nie może jej skrzywdzić? Przytulając ją teraz, właśnie tak myślał. Ignorował przy tym poczucie winy i głos sumienia mówiący mu, że tak czy inaczej skrzywdzi ją jeszcze bardziej.
- Boże już myślałam, że chciałeś powiedzieć iż to co między nami zaszło było tylko pijackim wybrykiem z twojej strony.
 - Nie było.- Zaprzeczył matowym  głosem.
- Cieszę się. Bo kocham cię już od tak dawna.
- Słucham?
- Nie miałeś pojęcia prawda?
- Co dokładnie masz na myśli mówiąc od tak dawna?- Spytał odsuwając się od niej lekko by móc spojrzeć w twarz.
- Właśnie to.
- Czyli tydzień?
- Nie.
- Miesiąc?- Zosia ponownie pokręciła głową.- Pół roku? Nie, chyba nie chcesz powiedzieć mi, że zakochałaś się we mnie na samym początku wspólnego mieszkania i ukrywałaś to przez pięć lat?!
- Nie aż tak długo. Ponad dwa lata.
- Ale…ale dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Ja nigdy nawet nie podejrzewałem, że ty możesz…O Boże.- Westchnął ciężko zdając sobie sprawę co to dla niego oznacza.
Że to nie jest dla niej przelotny kaprys.
Że skoro kocha go aż tak długo to prawdziwym okrucieństwem a nawet barbarzyństwem byłoby teraz przyznanie się do kłamstwa.
I że jeśli nie chce jej zranić to musi grać dalej i zapłacić za swoje błędy.
Słuchał jej wyjaśnień i opisu z uśmiechem przyklejonym do twarzy choć miał ochotę wyć albo walnąć głową w mór. Bo nie miał pojęcia jak to wszystko odkręcić by nikt nie czuł się zraniony.
- Wracajmy już lepiej, bo Ksawery się zorientuje.- Powiedział wyzwalając ich delikatnie z uścisku.
- Nie powiemy mu?
- Nie!- Krzyknął odruchowo zaraz w duchu wyzywając się od kretynów gdy zauważył jej konsternację. Szybko więc zamaskował swoje zachowanie uśmiechem.- Po prostu uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie byśmy mówili mu o nas. Mógłby się poczuć skrępowany.
- Chcesz więc udawać i go okłamać?
- Tylko przez jakiś czas.
- Ale Arek, nie rozumiem po co.
- Słuchaj, a jak byś się czuła mieszając z parą? Ksawery od razu będzie wiedział, że wolimy być sami i będzie chciał się wyprowadzić. Niedługo Boże Narodzenie, nie powinniśmy informować go o tym z dnia na dzień i zmuszać do szukania mieszkania w tak gorącym okresie.
- Masz rację.- Skwitowała to po dłuższej chwili Zosia co trochę uspokoiło Arka. Potem mocno uścisnęła jego dłoń.- Więc wracajmy.

DZIESIĘĆ DNI PRZED WYPADKIEM

W poniedziałek Arek nie był zdziwiony, że Zosia zrezygnowała z przyjazdu do pracy komunikacją miejską, a zamiast tego wstała tego ranka razem z nim. Domyślał się, że teraz nie będzie obawiała się z nim jeździć do pracy sądząc, że jego wcześniejsze zachowanie wynikało tylko z zazdrości o Ksawerego. Sądził, że przez noc ułoży sobie wszystko w głowie, ale zamiast tego panował w niej jeszcze większy chaos potęgowany przez wyrzuty sumienia i wdzierającą się do jego umysłu paniką. Bo nie miał pojęcia jak to wszystko odkręcić. Wiedział tylko, że w czasie półgodzinnej podróży do pracy gdy oboje będą w samochodzie postara się odkręcić to co zasupłał. A potem będzie się modlił by Zosia nie przeklęła go już na wstępie i po tym wszystkim dalej chciała się zadawać jako przyjaciółka.
Właśnie taki miał plan, ale jak przyszło co do czego to znów okazał się tchórzem. Bo Zosia wyglądała na tak szczęśliwą i promienną, że uświadomienie jej własnego kłamstwa wydawało mu się niemożliwe. Udała mu się tylko zgrabnie namówić ją na to by na razie nie mówiła o tym nikomu: ani przyjaciółkom, ani rodzinie, ani nikomu z pracy.
- Tak będzie dla nas lepiej.- Perswadował.- Rodzina jak to rodzina zaraz zacznie kazać nam mieszkać oddzielnie, przyjaciele będą sądzili że kryjemy się z tym już od dawna i w ten sposób wszyscy nie będą chcieli dać nam spokoju. Poza tym Cruella jeszcze zażąda zwolnienia któregoś z nas, bo jako para będziemy mniej efektowni.
- Może masz rację, ale wydaje mi się to być trochę głupie. No i czy ty trochę nie przesadzasz w sprawie Cruelli?
- Ty na własnej skórze przekonałaś się  jaka potrafi być okrutna. Teraz wątpisz w to, że będzie miała jakiekolwiek skrupuły by tego nie zrobić?
- Nie, wiem: może. Ale to w końcu zwolnienie to nie koniec świata Szczerze mówiąc już wcześniej sama o tym myślałam. A takie ukrywanie się jest bardzo dziecinne.
- Nie mówię przecież że chcę to robić przez cały okres naszego związku: po prostu powiedzmy kilka tygodni.- Widząc jej wymownie uniesione w górę brwi dodał:- Co najwyżej dwa lub trzy.- Potem dotknął dłońmi jej twarzy i uśmiechnął się z przymusem.- Poza tym to będzie bardzo romantyczne i będę cię mógł mieć tylko dla siebie.- Perswadował, a gdy dostrzegł na jej twarzy nieśmiały uśmiech odetchnął z ulgą.
- Zgoda.
- To super.- Zadowolony cmoknął ją w policzek zaraz żałując nawet tego niewinnego odruchu. W końcu jak najszybciej musiał przekonać ją jaki z niego burak i cap by przez następne dwadzieścia jeden dni tak się do niego zniechęciła, by sama zakończyła ich związek. I to jeszcze w taki sposób, by nie dostrzegła żadnego fortelu. I mimo wszystko pozostała jego przyjaciółką.

***
Zosia chyba tylko z powodu własnego szczęścia nie zauważyła w propozycji Arkadiusza czegoś niepokojącego. Bo mimo wszystko wciąż nie mogła uwierzyć, że on też ją kocha. I jednocześnie wydawało jej się to być takie oczywiste: jego ostatnie pokazy zazdrości, kłótnie o Ksawerego, jej wieczorne wyjścia z nim. No i pytania czy nie jest nim zainteresowana. Matko jak bardzo on musiał się tym gryźć, myślała jednocześnie kończąc analizę modelu jakiegoś klienta korporacyjnego. I humoru nie zepsuła jej nawet Cruella, która odwiedziła ich biura aż dwa razy tego samego dnia obdarzając ją nieprzychylnymi spojrzeniami.
Lunch, chociaż spędziła go z przyjaciółkami z pracy a nie ukochanym, uznała za bardzo udany. Wciąż miała ochotę się śmiać, krzyczeć że Arek kocha ją a ona jego, ale wiedziała że nie może. Poza tym gdy podczas pracy ich oczy czasami spotykały się ze sobą to, że łączy ich tajemnica sprawiało iż czuła się jak bohaterka romansu. Potrafiła sobie wyobrazić, że przez podstępną Cruellę nie mogą objawić swojej miłości całemu światu tylko muszą się ukrywać. Gdy takie romantyczne rojenia powstawały w jej głowie wyzywała się w myślach od idiotek, ale nic nie mogła na to poradzić. Miłość do Arka rosła w niej przez wiele lat i teraz po prostu wręcz z niej kipiała. Nie potrafiła powstrzymywać więc uśmiechów i błysku w oczach, jak zauważyła to jedna z jej koleżanek.
- Hej, Zośka co z tobą? Słuchasz nas dzisiaj? Zachowujesz się jakoś dziwnie.- Spytała ją Jowita.
- Tak w  porządku. Jestem tylko…-strasznie szczęśliwa, pomyślała, ale na głos dodała:- …strasznie niewyspana i rozkojarzona. Przez to nie mogę zebrać myśli.
- No to fajnie, że przynajmniej ty masz możliwość bycia rozkojarzoną i bujania w obłokach myśląc o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia. Ja za to jestem w dupie z przygotowaniami do balu Sylwestrowego. Tej suce wciąż coś  nie pasuje. Dziś już miałam ochotę powiedzieć jej żeby sama zajęła się jego organizacją, skoro żaden mój pomysł jej się nie podoba, ale tak jak zawsze ugryzłam się w język. Poza tym jestem jej sekretarką a nie organizatorką przyjęć.
- Nie przesadzaj Jowi: twoje biby zawsze są najlepsze.- Mrugnęła do niej Ewa.
- Phi, szkoda tylko, że ten cały bal Sylwestrowy to będzie tylko zwyczajny lans dla bogaczy i napuszonych pawi.
- Ale i tak się na nim pokarzemy, nie?- Dodała retorycznie Emilia. – W końcu może zobaczymy buźkę samego prezesa z Niemiec nie tylko z Google.
- Akurat zjawi się osobiście żeby odwiedzić jakiś lichy oddział w Polsce.- Prychnęła z niesmakiem Jowita.- Zapewne wyśle jakiś uprzejmy list. Tacy jak oni wypoczywają w tropikalnych krajach a nie przyjeżdżają do krajów trzeciego świata na sylwestrowe bale.
- Hej, nie obrażaj mi tutaj mojej kochanej ojczyzny.- Ewa w udawanej złości uniosła dłoń do piersi.- Nie rzucim ziemi skąd nasz ród…
- …taka z ciebie patriotka jak z koziej dupy trąba. Gdybyś miała okazję to pierwsza pobiegłabyś za pracą za granicę.
- Może, ale tylko z powodu finansów. Bo jak można dwuletnie dziecko zostawiać w domu z opiekunką?- Spytała. Zosia delikatnie pogładziła dłoń przyjaciółki w geście otuchy. Wiedziała, że Ewa musiała wrócić do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim, bo kierownik wprost powiedział jej, że jeśli tego nie zrobi nie ma czego szukać w Krezus Banku. I tak by zachować w miarę dobrą pracę musiała to zrobić, choć bardzo niechętnie. Z tego powodu wynagradzała malutkiej córeczce brak mamy spędzaniem z nią każdej wolnej chwili po pracy. Z tego powodu nie wychodziła z nimi do kina czy na drinka tak często jak kiedyś, a gdy już to robiła to na bardzo krótko.
- Dobra, realiów życia nie zmienimy więc nie ma się co dołować.- Podsumowała filozoficznie Emilka. – Powiedz lepiej coś więcej o tym balu Jowita. Kto jeszcze dziany tam będzie?
- A co chcesz poszukać starego męża, który szybko by wykitował?
- A czemu nie: w końcu mówią że tylko niemieckie kobiety są brzydkie, nikt nie mówi o niemieckich mężczyznach.
- Przestańcie idiotki, bo jeszcze ktoś was usłyszy.- Syknęła Zosia widząc jak przechodząca obok ich stolika dziewczyna spojrzała na wypowiadającą ostatnie słowa Emilkę. Jednak sama się przy tym śmiała.
- Masz rację jeszcze podłapie pomysł i ukradnie nam dzianego starucha. Trzeba to robić w konspiracji. Ciekawe tylko jakie te pierniki wolą laski, bo nie bardzo będę wiedziała jak się mam ubrać…- Cała czwórka zgodnie wybuchła śmiechem wymyślając coraz to nowe i bardziej abstrakcyjne ubiory. Zosia właściwie nie dużo wtrącała się do rozmowy, bo jej myśli wciąż zaprzątał Arek. Bardzo chciała zobaczyć go przez chwilę i po prostu przytulić słysząc jego głos. Myśl, że będzie mogła to zrobić dopiero za parę godzin trochę psuła jej humor.

***
Zosia dopiero dwa dni później zeszła na ziemię. To znaczy w końcu zorientowała się, że coś może być nie tak w jej „związku” z Arkiem. Bo w zasadzie to ta ich konspiracja wyglądała zdecydowanie inaczej niżby ona sobie tego życzyła. Myślała, że Arkadiusz poważnie martwi się faktem, że przez ich związek któreś z nich może mieć przechlapane w pracy, ale przecież jedząc obiad na mieście on niechętnie pozwolił jej wziąć się za rękę. A gdy to zauważyła roześmiał się mówiąc, że tylko jej się tak wydawało. Wtedy rzeczywiście doszła do wniosku, że sobie to wyobraziła, że może trochę przesadza. Ale potem zauważyła też, że on nawet nie ma ochoty jej przelotnie dotknąć czy pocałować. Dopiero gdy dała mu do tego wyraźny sygnał delikatnie pochylając się w jego stronę nad stołem niechętnie obdarzył ją krótkim pocałunkiem tłumacząc się tym, że są w miejscu publicznym. Czemu w takim razie nie chciał skraść jej kilku całusów w samochodzie podczas podróży powrotnej?
Wtedy go o to nie zapytała, ale we wtorek baczniej obserwowała jego zachowanie. I zauważyła w nim pewną rezerwę. Miarka przebrała się dopiero w środę: dlatego postanowiła z nim poważnie porozmawiać. Jak na złość Ksawery był wtedy w domu, więc dostarczyła mu świetnej wymówki by odłożyć tę rozmowę na później gdy będą sami.
- Świetnie.- Skwitowała to.- W takim razie do zobaczenia.- Pożegnała się wychodząc szybko z jego pokoju. Bo już na samym wstępie szeptem powiedział jej, że nie mogą być tu długo bo Ksawery się czegoś domyśli. Ale nie powiedziała tych słów ze złością i rozczarowaniem które czuła. Po prostu z rezygnacją.
- Zosia, proszę nie gniewaj się na mnie.
- Ależ wcale się nie gniewam. Po prostu wychodzę na zakupy: muszę kupić coś na jutrzejszy obiad.
- Przecież teraz kolej Iksińskiego.
- Tak, ale poprosił mnie o to bym mu towarzyszyła, bo ostatnio zamiast karkówki kupił łopatkę. Kompletnie ich nie odróżnia.
- Poprosił?
- Przepraszam, nie mam za bardzo czasu. Na razie.- Ostatnie słowa  i brak wyjaśnień były odwetem i małostkowością, której sama się wstydziła. Ale było jej przykro z powodu Arka. Powiedział że ją kocha a zachowywał się tak jakby.. no właśnie jak? Jakby tego do końca nie czuł? Jakby nie był pewien czy podjął właściwie rozwiązanie, jakby…jakby tego żałował? Nie, wiedziała że chodzi o coś zupełnie innego, w końcu po co by ją okłamywał. Wyraźnie widziała, że coś dręczyło go w ciągu ostatnich tygodni, może nawet miał jakiś poważny problem. Naiwnie liczyła, że był on spowodowany tylko nią samą (tzn. uczuciem do niej którego bał się wyznać), ale najwyraźniej nie tylko. I z tego powodu musiała być cierpliwa i pokazać mu, że może jej zaufać. Postanowiła więc na niego nie naciskać.
Zakupy z Ksawerym pomogły jej się trochę rozerwać. Na dodatek w markecie spotkali kolegę Iksińskiego który był również na ostatniej imprezie zorganizowanej w ich wspólnym mieszkaniu które wynajmowali (więc Zosia również go poznała) i ostatecznie przegadali ponad pół godziny. Dopiero gdy dziewczyna dyskretnie dała znać swojemu współlokatorowi, że mięso w koszyku zdaje się rozmarzać Ksawery pożegnał Artura.
Gdy zjawili się w mieszkaniu z powrotem dochodziła już dwudziesta, a Zosia przestała się dołować. Rozmawiali razem podczas rozpakowywania zakupów a potem zdecydowali na szybki makaron z warzywami na patelni by kolacja nie odbyła się zbyt późno. Nikogo nie zdziwił brak zaangażowania się w to Arka: w końcu on prawie nigdy nie chciał pomóc przy przygotowywaniu posiłków jak i sprzątaniu po nich, a potem żadnego z nich właściwie nie zdziwił fakt, iż jadł swoją porcję w całkowitym milczeniu podczas gdy Zosia stale wyśmiewała Ksawerego, który wydłubywał małe kawałki papryki.
- Gdybyś powiedział mi, że nie lubisz papryki nie dodałabym jej do makaronu.
- Ale ja ją lubię. Tylko, że czerwoną a nie żółtą.
- A to jakaś kolosalna różnica?
- Oczywiście: czerwona jest smaczna, a żółta obrzydliwa.
- Przecież to ta sama papryka tylko w innym kolorze.
- Chcesz powiedzieć, że kolor nie ma znaczenia?
- W przypadku papryki? Jasne, że nie.
Spór trwał nadal, aż w pewnym momencie stał się tak abstrakcyjny, że Zosia nie była w stanie jeść tak bardzo bolał ją brzuch z powodu ciągłego śmiechu. Arek natomiast też nie był w stanie tego robić, ale z całkiem innego powodu. Ledwie był  w stanie powstrzymać się przed daniem w pysk Ksaweremu. I chwyceniu Zosi a rękę a potem zaciągnięciu do swojego pokoju. Bo co ona sobie do cholery myślała flirtując z Iksińskim w jego obecności? A przedtem jeszcze te wspólne zakupy? Sądziła, że wzbudzi w nim zazdrość? Jemu  było to całkowicie obojętne, a przynajmniej tak sobie mówił. Dlatego cierpliwie znosił gaworzenie tej dwójki. Miał nadzieję, że Zosia w końcu da sobie spokój z tą dziecinną kobiecą zagrywką zdając sobie sprawę, że to na niego nie działa. Ale nie: ona wciąż nie przestawała. Patrzyła tylko na Ksawerego tymi swoimi błyszczącymi oczami co chwila wybuchając śmiechem, a na niego wcale nie patrzyła! A to przecież miało być odwrotnie: to on miał ją ignorować i pokazać jej że ma gdzieś jej próby wzbudzania w nim zazdrości! Z każdą upływającą minutą czuł się coraz gorzej. W końcu uznał, że tego dłużej nie wytrzyma i pójdzie do swojego pokoju. Gwoździem do trumny był fakt, że oni nawet tego nie zauważyli. Wściekły zdecydował się wcześniej wziąć prysznic nie mając ochoty wysłuchiwać dochodzących nawet z jego pokoju dźwięków ich rozmowy świadczącej o tym jak dobrze się razem bawią. Dopiero po pół godzinie wyszedł z łazienki zauważając, że ta dwójka w końcu skończyła swoje przedstawienie: Zosia krzątała się w kuchni zmywając po posiłku, a Ksawery (który oczywiście ofiarował się że jej pomoże ale ona kazała mu zmykać mówiąc, że we dwójkę i tak nie dadzą rady zmywać) zaczął się chyba szykować do snu. Arek na moment został w kuchni sam na sam z Zosią. Chciał jej coś powiedzieć: rzucić jakąś ironiczną uwagę w stylu „że powinna być z siebie całkiem zadowolona”, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Zrozumiał, że w ten sposób przyznałby to o co jej chodziło, a mianowicie że jej przedstawienie było skuteczne. Dlatego bez słowa wrócił do siebie. Zosia widząc to na moment przerwała zmywanie odprowadzając jego postać smutnym wzrokiem. Zawsze sądziła, że gdy tylko okaże się iż Arek ją kocha będzie bardzo szczęśliwa. Ale być może zbytnio idealizowała ich miłość, sprowadzała ją do poziomu tej niepowtarzanej, bez żadnych zmartwień, problemów, kłótni czy ignorując różnice charakterów. Po raz pierwszy do jej głowy zakradła się myśl, że być może wcale nie są sobie z Arkiem przeznaczeni.
- Zosia?
- Hm?- Gdy kilka minut później z myśli wyrwał ją głos Iksińskiego dopiero za drugim razem zareagowała na swoje imię.
- Nie masz przypadkiem ochoty na jakiś film albo grę? Jakoś nie chce mi się spać a we dwójkę oglądanie jest znacznie ciekawsze.- Zosia prawdę mówiąc ani trochę nie miała na to ochoty, poza tym jutro rano musiała wstać do pracy, ale w ostatniej chwili odparła twierdząco. W końcu, uznała, wszystko jest lepsze od myślenia o Arku. I o ich niby związku.