Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 6 grudnia 2016

Miłość jest bliżej niż myślisz, Część XVII: Utracona szansa?


Jak Sebastian zapowiedział swojej dziewczynie dzień wcześniej, tak zrobił; a mianowicie odwiedził Oskara chociaż nie miał ochoty na konfrontację z nim. Tym bardziej gdy miał świadomość, że powinien być na niego wściekły a tak naprawdę widząc go otwierającego mu drzwi nie potrafił wykrzesać z siebie złości. Jeden rzut oka na Lenarczyka powiedział mu wszystko.
Był tak samo załamany utratą dziecka jak Sylwia, a może nawet bardziej. W jego oczach była jakaś pustka której nigdy wcześniej u niego nie widział. Jego ubranie też było dużo bardziej niechlujne niż dawniej.
- Jeśli masz zamiar mnie przeklinać, to śmiało zrób to.- Powiedział na samym początku takim tonem jakby było mu to zupełnie obojętne. Sebastian mimo to bez słowa wszedł do środka jego mieszkania. Gdy nadal się nie odzywał, Lenarczyk spytał po kilku chwilach napiętej ciszy:- Jak ona się czuje?
- Może sam miałbyś chęć ją o to zapytać co?- Oskar posłał mu smutny uśmiech.
- Nie sądzę by miała na to specjalną ochotę.
- Tak i pewnie dlatego już kilkakrotnie o ciebie pytała.- Słysząc to jego wzrok odzyskał dawny wyraz. Spojrzał z uwagą na Sebastiana.
- Naprawdę?
- Tak. To dlatego tutaj jestem. A sądziłeś, że po tym jak ją skrzywdziłeś chciałbym tu przyjść jako twój przyjaciel?
- Nie chciałem wmanewrować twojej siostry w tą kabałę. Żałuję, że kiedykolwiek nawiązaliśmy bliższą relację.
- Nie mam na myśli waszego romansu, ale to jak olewczo traktujesz ją teraz. I poza tym skoro tego do cholery nie chciałeś to po co to robiłeś? Sylwia nie jest osobą która wskakuje pierwszemu lepszemu facetowi do łóżka. Była dziewicą zanim się z nią przespałeś, prawda?- Brak odpowiedzi starczył mu za odpowiedź. Oskara natomiast zainteresowała co innego:
- Sądzisz, że Sylwia…że ona może coś do mnie czuć?
- A co aż tak się tego boisz?
- Prawdę mówiąc to tak.
- Bo co, bo będziesz musiał zająć się nią z poczucia obowiązku? Serio już nic cię nie obchodzi? Przespałeś się z nią i nawet z tego powodu nie masz dla niech choć trochę sympatii i szacunku?! Bo już nie ma dziecka więc nie ma problemu? Tak właśnie myślisz?
- Wcale nie. Niczego nie rozumiesz. Wcale nie chodziło mi o to, że tego nie chcę; raczej o to, że…
- O nie, myślę że zaczynam rozumieć coraz więcej. Nawet ta poza tutaj na załamanego gdy w rzeczywistości planujesz swój wyjazd do Niemiec.
- Skąd o tym wiesz?
- Nawet nie zaprzeczasz, co?- Sebastian ciężko westchnął.- Ale jak chcesz. Jedź sobie i spal za sobą wszystkie mosty. Tylko do diabła chociaż odwiedź ją przed tym przeklętym wyjazdem nawet na pięć minut. Skłam, że nie miałeś czasu, że byłeś chory, w szoku…cokolwiek. Niech nie myśli, że nawet tyle nie jest dla ciebie warta.
- Sebastian…- Oskar podjął jeszcze jedną próbę wyjaśnienia przyjacielowi tego co czuje, ale ten ponownie nie pozwolił mu tego zrobić.
- Pięć minut.- Przerwał mu Kukulski.- Przeklęte pięć minut, to chyba nie za wiele prawda?- Potem wyszedł, a Oskar bił się z myślami. Brat Sylwii mówił, że ona chciała by ją odwiedził, że kilkakrotnie o niego pytała. Ale czy to może być prawda? I czy to w ogóle cokolwiek znaczyło? Sebastian nie miał pojęcia, czy Sylwia nadal kocha Maćka. I czy czuje coś do niego. Tym bardziej, że Oskar ostatnio nie traktował jej najlepiej i w ostatecznym rozrachunku bardzo skrzywdził. Poza tym przyczynił się do poronienia notorycznie zapewniając jej nową dawkę stresu. Odruchowo przypomniał sobie swoją rozmowę z Olgą, która nakłaniała go do tego samego. Gdy argumentował jej, że nie chce już dłużej krzywdzić Sylwii przyjaciółka zirytowanym tonem odparła mu:
„Skoro nie wiesz co do ciebie czuje to rusz tą swoją dupę i się przekonaj. Tchórze którzy poddają się już na starcie niczego nie osiągają w życiu.”
Tchórze nic nie osiągają…Może coś w tym było? Może tchórzył tylko z powodu własnego egoizmu i chęci uchronienia się przed cierpieniem? I po raz pierwszy od kilku dni i czasu poronienia w jego serce wkradła się nadzieja. Teraz już wiedział, że Sylwia nie była z Drwęckim gdy jeszcze nosiła pod sercem ich dziecko, a znając ją, jego zakaz wcale by jej w tym nie przeszkodził. Może więc zrozumiała, że go jednak nie kocha?
Postanowił więc się o tym przekonać. I zaryzykować. Po raz ostatni.
Nazajutrz, po fatalnej rozmowie z Maćkiem, Sylwia po raz pierwszy wstała z łóżka. Właściwie to miała zamiar poprosić doktora o wypis: nie było sensu spędzać w szpitalu kolejnej doby gdy z pewnością było wielu potrzebujących. Musiała przecież przenieść resztę rzeczy z mieszkania Oskara, a także Drwęckiego i wrócić do domu do mamy. Tam odpocznie kilka tygodni i zastanowi się co robić dalej. Może znajdzie pracę gdzieś bliżej? Albo znów zdecyduje się wynająć mieszkanie? Tyle, że gdy odwiedziła ją Darią stanowczo sprzeciwiła się jej decyzji mówiąc, że przecież jest jeszcze za słaba żeby opuścić szpital. Zadzwoniła nawet do brata by wyperswadował jej ten pomysł.
- Dziś czy jutro…jakie znaczenie ma jeden dzień?- Tłumaczyła potem przyjaciółce.
- Skoro tak to równie dobrze możesz zostać. Poza tym i tak nie będzie miał kto cię odwieźć, więc będziesz musiała zdać się na nas.
- Albo na komunikację miejską.
- Co to, to nie. W twoim stanie…
- Daria, w moim stanie jedynym problemem ze zdrowiem jaki mam to rany psychiczne, fizycznie nic mi nie dolega.
- Przepraszam, nie chciałam…
- Wiem. Tylko ja nie mogę siedzieć w szpitalu licząc że leżenie tutaj mi pomoże. Bo tak wcale nie jest.- Po tej rozmowie Daria już nie nawiązywała do tematu; poza tym właściwie nie musiała, bo lekarz i tak poradził jej przyjaciółce spędzić jeszcze jeden dzień w szpitalu. Sylwia postanowiła więc dać sobie z tym spokój: w końcu jakie znaczenie miał jeden dzień?
Gdy Daria musiała jechać do pracy i Sylwia została sama, znów miała ochotę zrobić coś, co podsuwał jej umysł już kilka dni. Chciała zadzwonić do Oskara.
Właściwie nie martwiła się co mogłaby mu powiedzieć choć właściwie nie miała o tym pojęcia. Martwiło ją tylko to, że mógłby zignorować jej telefon. Bo znaczyłoby to, że nie chce się z nią w żaden sposób kontaktować. A gdyby tak się stało to nie mogłaby się już łudzić; musiałaby się pogodzić z tym że Lenarczyk chce o niej zapomnieć i wymazać z pamięci ich romans. Ona musiałaby zrobić to samo.
Potem gdy już właściwie wybierała numer Lenarczyka w jej pokoju zjawił się Maciej: po wczorajszej rozmowie czuła się trochę zażenowana, ale na widok wielkiego bukietu kwiatów się uśmiechnęła.
- Te są przeprosinowe.- Powiedział na wstępie.
- Przecież się na ciebie nie gniewam.
- Ale kwiaty znacznie poprawią ci nastrój.
- A co zrobię z nimi jutro gdy wypiszą mnie ze szpitala?
- Jak to co: wynajmę przyczepkę i zabiorę je razem z tobą.- Sylwia roześmiała się po raz pierwszy od czasu poronienia. Wciąż było jej bardzo ciężko, ale obecność Drwęckiego działała na nią kojąco. Nawet pomimo faktu, że wczoraj znów nawiązał do swoich uczuć. Ale od zawsze tak było, pomyślała. Gdy sądziła, że jest w nim zakochana również nie czuła się przy nim zakłopotana.
Potem rozmowa potoczyła się dość swobodnie: przyjaciel starał się umilić jej czas tak jak tylko umiał racząc śmiesznymi anegdotkami. W końcu rozmowa zeszła na obecną sytuację.- Sylwia, wiem że chciałabyś po raz ostatni rozmówić się z Oskarem dlatego chciałem ci powiedzieć, że zamierzam go odwiedzić.
- Chcesz poprosić go aby tu przyszedł?- Spytała czując jak bardzo to jej uwłacza. Bo trzeba było go zmuszać by ją odwiedził. A ona miała resztki dumy dlatego odparła:- Nie sądzę, by tego chciał. Twoja siostra miała z nim porozmawiać i jak widzisz nie zjawił się.
- W takim razie go zmuszę. Nie pozwolę żebyś cierpiała.
- Ja wcale tego nie chce. Jeśli on nie ma na to ochoty.
- I tak powinniście sobie wszystko wyjaśnić. Poza tym…jeśli Oskar…- Nie dokończył, bo nie chciał jej dawać żadnych nadziei. Nie wiedział przecież czy Lenarczyk ją kocha, choć prawdę mówiąc jakoś w to nie wierzył. Nie miał pojęcia czy jego przejęcie się i ból było spowodowane tylko świadomością utraty dziecka czy również stanem Sylwii. Bo pamiętał wyraz jego twarzy gdy obaj czekali na lekarza po tym jak przyjęto Kukułkę. Pamiętam tamten ból, wściekłość i żal. Czy jednak obejmował on Sylwę? Dlatego chciał z nim porozmawiać.
- W takim razie ci dziękuję. I przepraszam. To wszystko wyszło nie tak jak chciałam.
- Czasami tak jest, Sylwia. Dlatego nie powinnaś płakać.
- Wcale nie płaczę; po prostu oczy same zachodzą mi łzami.
- Mogę cię przytulić? Jako przyjaciel?- Zawahała się tylko na chwilę.
- Przecież wcale nie musisz o to pytać.- Drwęcki usiadł na łóżku i objął smutną Sylwię.  Wbrew temu co mu wczoraj wyznała nie stracił jeszcze nadziei. W końcu dawniej go kochała, miłość nie znika od tak. Poza tym z powodu utraty dziecka jest jeszcze roztrzęsiona. Może to co czuje do Oskara teraz wydaje jej się być miłością choć wcale tak nie jest? Słysząc zamykające się drzwi, drgnął patrząc w tamtym kierunku.
- Co to było?- Sylwia natychmiast się odsunęła.
- Może ktoś się pomylił.
- Albo przeciąg.- Podsunęła. Maciek niechętnie do końca wypuścił ją ze swoich ramion.
- Poczekaj, sprawdzę.- Wyszedł na korytarz, ale nie zauważył tam nikogo poza pielęgniarką. Może to rzeczywiście był przeciąg?
Oskar wchodził do szpitala pełen optymizmu. Choć bał się reakcji Sylwii i ogromu własnych uczuć które poczuje na jej widok, to mimo wszystko bardzo chciał ją zobaczyć. I nadzieją napawały go słowa Sebastiana. W końcu bardziej adekwatnym uczuciem byłaby jej złość wobec niego spowodowana faktem, że tak po prostu ją zostawił. A ona mimo to o niego pytała. Dlatego nawet jeśli go nie kochała, to przynajmniej w jakimś stopniu łączyła ich przyjaźń. Jest jej winny chociaż pocieszenie. Tyle, że gdy otworzył drzwi…
Obejmowali się: Drwęcki i ona. Widać było łączące ich uczucie, widać było że najwyraźniej doszli do porozumienia. Może nawet świętowali zaręczyny? W końcu tak wielkiego bukietu który stał na stoliku nie kupuje się od tak. Spojrzał na swoje zwyczajne fiołki z obrzydzeniem choć gdy je kupował wydawało mu się, że będą pasować do Sylwii. Były tak delikatne i eteryczne jak ona.
Mimo, że nie czuł złości a rezygnację i rozżalenie to nie udało mu się bezszelestnie zamknąć drzwi tak jak je otworzył. Szybkim krokiem więc oddalił się z korytarza niepewny czy go zauważyli. Nie chciał im przerywać.
To było bez sensu: robił to przecież wiele razy. Kazał Sylwii wyrzuć bransoletkę od niego, nie rozmawiać, urwać kontakt. A gdy okazało się, że wyprowadziła się z jego mieszkania do Drwęckiego pobił samego siebie każąc jej zamieszkać ze sobą. Dobrze pamiętał czym to się skończyło: poronieniem. Popełnił już dość błędów by w końcu się na nich czegoś nauczyć.
Bo jaki sens miało zmuszanie jej do swojego towarzystwa, zabranianie miłości do Maćka, próba szantażu małżeństwem dzięki któremu dziecko miałoby zapewnione nazwisko i nie obdarzone byłoby piętnem nieprawego pochodzenia.
Ona kochała Macieja a on kochał Sylwię.
Teraz wiedział, że nigdy nie powinien próbować zdobyć jej na siłę. Czuł się winny utraty ich dziecka czego nie umniejszała nawet świadomość własnego cierpienia. Już dawno powinien zapomnieć o Kukulskiej raz na zawsze. Bo miała rację, cholerną rację gdy wykrzyczała mu to, że na wszystkich zwalał winę. Łatwiej było trwać w bezmyślnym uporze gdy poznał prawdę o Zuzannie zamiast starać się ją zrozumieć a potem wybaczyć ojcu. Prościej było obwiniać się o śmierć Adriana nawet nie próbując ukoić swojego żalu rozmową z drugą osobą by pielęgnować wyrzuty sumienia które nie pozwalały mu normalnie żyć. I przede wszystkich skrajną łatwizną była próba zmuszenia Sylwii do tego by go pokochała krzykiem i groźbami. A przecież mógł wyznać jej swoje uczucia, powiedzieć że zależy mu na niej w ten sposób i że z miłości do niej wypływa jego miłość do ich dziecka. Poprosić by dała mu szansę, by pozwoliła się zmienić. I owszem, może i darzyłaby go współczuciem czy litością od razu odmawiając, ale równie dobrze mogła to docenić i naprawdę starać się stworzyć z nim rodzinę. Dziś już wiedział, że nigdy tak do końca nie wyzbyłaby się miłości do Maćka, ale z dala od niego i wspomnień mogliby być szczęśliwi. Tylko dzięki szczerości.
Teraz już wiedział, że to nigdy nie nastąpi.
Bo nie miał prawa ich rozdzielać. Nie teraz gdy w końcu udało im się pokonać wszelkie przeszkody. Poza tym skoro nie miał szans na zdobycie jej serca gdy darzyła Drwęckiego nieodwzajemnionym uczuciem tym bardziej nie stanie się to gdy Maciek w końcu ją pokochał. Powinien więc zdobyć więc na choć jeden bezinteresowny gest. Pomyślał, że Sylwia byłaby z niego dumna. W końcu zawsze żartobliwie powtarzał, że nigdy niczego nie robi bezinteresownie.
Teraz już rozumiał dlaczego chciała się z nim spotkać. Po prostu uważała, że przez wzgląd na to co ich dawniej łączyło powinien wiedzieć o niej i Maćku. Kto wie, może nawet liczyła na akceptację tego faktu z jej strony? Szkoda tylko, że nie mógł jej tego zapewnić.
Kilka godzin później, gdy Oskar sądził że ten dzień nie może być gorszy do jego drzwi zapukał nie kto inny niż Maciek. Bez owijania w bawełnę oznajmił mu to, co widział już w szpitalu: chce być z Sylwią, ale nie kosztem jego. Więc jeśli Oskarowi zależy na Kukulskiej to powinien mu to powiedzieć. Ale jeśli to wynika tylko ze zwyczajnej zaborczości to powinien przestać ją ranić przez wzgląd tego co ich kiedyś łączyło. W ten sposób chciał niejako wybadać czucia Oskara. Może to było trochę naiwne, ale wierzył że były przyjaciel wyzna mu prawdę.
Lenarczyk był zaskoczony tym gestem, który można było uznać jako pojednanie. Choć jego treść wcale nie była przyjemna.
- Kocham Sylwię. – Mówił Maciek.- I wiem że do tej pory byłem tępy, ale teraz umiem ją docenić. Uważasz mnie za niedorosłego i niegodnego jej, ale to nieprawda. Postaram się zrobić co w mojej mocy by Kukułka była ze mną szczęśliwa. Zamierzam się jej oświadczyć.
- Chcesz się z nią ożenić?- Spytał Oskar totalnie oszołomiony choć przecież powinien się tego spodziewać. Sądził przecież, że zaręczyny nastąpiły dziś w szpitalu. A może tak było tylko on mimo wszystko pyta go o to po fakcie tylko po to by wybadać?
- Tak. Dlatego tu jestem. Nie chcę by nasze kolejne waśnie przyczyniały się do bólu Sylwii. Chcę załatwić to drogą pokojową. Teraz nie macie wobec siebie żadnych zobowiązań a z tego co mówiła to nie zawiązaliście romansu z miłości.
- Tak ci powiedziała…- Kolejna fala tępego bólu przebiegła mu przez pierś. Nie był w stanie wyrzec nic więcej, czuł że zaraz może nad sobą nie zapanować i do reszty się skompromitować.
- Tak, rozmawiałem z nią na ten temat.- A więc mówiła mu o nich, powinien się tego spodziewać. Ciekawe jak to przedstawiła, myślał Lenarczyk. Czy przyznała się, że to ona poprosiła go o nawiązanie tego układu? A może zwaliła całą winę na niego by Maciej nie uznał jej za rozpustną i niemoralną? Nie, znał ją już na tyle by wiedzieć, że nigdy nie pozbyłaby się swojej winy kosztem kogoś innego. Nawet jeśli przyszły narzeczony Drwęcki mógłby przez to stracić do niej odrobinę szacunku. – Więc? Chcesz o nią walczyć? Bo jeśli tak to chcę cię uprzedzić, że ja też będą w tej walce godnym przeciwnikiem. Może i dość późno zrozumiałem jak wiele Sylwia dla mnie znaczy, ale jak to mówią lepiej później niż wcale. Poza tym teraz nie potrafię wyobrazić sobie bez niej życia, tego że nie zobaczę jej uśmiechu czy nie ukoję smutku gdy będzie płakać. Chcę z nią być w każdej chwili: nie tylko wtedy gdy jest kolorowo, ale i wtedy gdy spowije ją czerń. Dlatego nie pozwolę przysparzać jej cierpień jeśli chcesz ją gnębić tylko z powodu złości na mnie i naszych dawnych niesnasek. Ale jeśli to co do niej czujesz wynika z miłości, to stań ze mną do równej walki.
- Nie.- Odparł mu sucho Oskar bez cienia namysłu. W końcu juz po wizycie w szpitalu zdecydował.- Nie zamierzam wam przeszkadzać. Tylko nie skrzywdź jej. Wierzę, że od czasu studiów zmądrzałeś i przestałeś latać za każdą spódniczką. Bo Sylwia jest wiele warta.
- Wiem. Doskonale o tym wiem.
- A teraz, skoro masz po co przyszedłeś, to mógłbyś zostawić mnie samego. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia przed wyjazdem.
- A więc to prawda z tą pracą w Berlinie?
- Tak. Już kilka tygodni temu profesor który nadzorował mój staż mówił mi o wolnym etacie. Nadal nie znaleźli nikogo odpowiedniego, więc mam spore szanse go dostać.
- Mimo całych tych naszych niesnasek życzę ci jak najlepiej. Zawsze uważałem, że jesteś świetnym lekarzem.- Z tymi słowami Maciek wyszedł.
A Oskar wpadł we wściekłość. Poczucie bezsilności które go opanowało było tak silne, że nie umiał sobie  z tym poradzić. Dlaczego? Dlaczego najpierw porzuciła go Zuzanna a potem Sylwia? Dlaczego nie mógł po prostu pogodzić się ze stratą tej drugiej? Dlaczego już na samym początku nie wierzył jej, że kocha Maćka kpiąc bezlitośnie z jej uczuć? Teraz pewnie go nienawidziła.
Powinien więc o niej zapomnieć. Tak, uda mu się to. Z Zuzą się udało to i z Jaskółką też. W końcu czemu nie? Nie była idealna. Gadatliwa, upierdliwa i irytująca z tym swoim dyrygowaniem innymi. Do tego dochodził te przeklęte listy i ciągłe planowanie wszystkiego; i jeszcze mówiła że to zupełnie normalne.  Co z tego, że interesowała się jego życiem, odczuciami i emocjami? Że współczuła gdy dowiedziała się o Adrianie i zdradzie jego narzeczonej, że z zainteresowaniem słuchała o jego pracy choć nie miała o medycynie zielonego pojęcia, że przy niej śmiał się bardzo często? Że rozbrajała go swoimi pomysłami i niedoświadczeniem w łóżku? Że nigdy nie było mu tak dobrze z żadną kobietą łącznie z Zuzą?
Po prostu…chciałam cię zrozumieć.
Oskar, czemu nie pozwalasz mi sobie pomóc.
Sądziłam, że jesteśmy przyjaciółmi.
Niewątpliwie jej na nim zależało; tego nie mógł negować. Niestety nie w taki sposób w jaki chciał. Sebastian uważał, że przespała się z nim nie tylko dlatego że usiłowała zapomnieć o Drwęckim, ale nie miał racji. Choć swoją drogą nie mógł się nadziwić jak tak namiętna kobieta jak ona mogła czekać z seksem tak długo. I zastanawiać się jaka będzie w łóżku z Maćkiem. Bo skoro z nim, Oskarem, robiła to całą sobą i z dużą przyjemnością, to jednak z osobą którą kochała pewnie było jeszcze lepiej. Z trudem zapanował nad gniewem który przyniosła ta myśl. Nie powinien myśleć o nich w takiej sytuacji. Może za rok lub dwa gdy zaproszą go na ślub (albo  i nie) to uda mu się spojrzeć na Sylwię z obojętnością tak jak teraz na Zuzannę. Ale teraz na samą świadomość obrazów które podsyłała mu wyobraźnia cierpiał katusze.
By się już dłużej nie katować, zdecydował się odwiedzić ojca i macochę. Co prawda na widok Adriana poczuł ból; w końcu sam stracił dziecko tydzień temu, ale jednocześnie patrzenie na małego brata sprawiało mu dużą ulgę i przyjemność. Tyle, że niestety choć bardzo się starał ojciec zauważył jego stan. I domyślił się, że stało się coś złego.
Choć nie był gotowy aby o tym rozmawiać, Oskar powiedział im o poronieniu. Nie wspominał tylko o Sylwii, która teraz próbowała budować swoje życie z Maćkiem. Mówienie o swoich nieodwzajemnionych uczuciach wydawało mu się być żałosne. 
Naturalnie Zuzanna zauważyła dużo więcej, ale taktownie nie nakłaniała pasierba do zwierzeń. Domyślała się, że prawda leży dużo głębiej niż przyznał Oskar. I prawdopodobnie w zachowaniu Sylwii. A dziewczyna wydawała się być całkowicie odpowiednia dla Oskara, pomyślała. Zwłaszcza po tym jak ona sama boleśnie go zraniła. Naprawdę miała nadzieję, że jej dawny chłopak znajdzie szczęście w ramionach kobiety, która będzie potrafiła pokochać go za to jaki jest i odpędzić cienie przeszłości które czasami go zasnuwały. Ale najwyraźniej się pomyliła.
- Więc chcesz wyjechać.- Oznajmił w pewnym momencie pan Grzegorz. Akurat zostali w salonie sami: Zuzanna usypiała w pokoju obok małego synka. Siedzący na kanapie Oskar spojrzał mu w oczy.
- Tak, już na stażu bardzo mi się tam podobało. Poza tym łatwo zaaklimatyzowałem się w Niemczech.
- Chyba nie myślisz o zamieszkaniu tam na stałe?- Spytał z niedowierzaniem jego ojciec. Lenarczyk wzruszył ramionami.
- Nie wiem, może.
- Teraz, gdy w końcu udało nam się odzyskać to co utraciliśmy mam cię znowu stracić.- Ni to oznajmił, ni zapytał. Dlatego Oskar sprowadził wszystko do żartu:
- Tato, przecież jestem już dorosły: naprawdę chciałbyś bym wciąż mieszkał na twoim garnuszku zachowując się jak mały chłopczyk? Poza tym chyba masz już czym się zajmować.- Skinął głową w stronę pokoju, w który aktualnie spał mały Adrian. Pan Grzegorz pokręcił lekko głową. Potem delikatnie się uśmiechnął. Tato.
Nie miał pojęcia jaką przyjemność sprawi mu to słowo wypowiedziane przez Oskara. Tato.
- Tak wiem. Chyba nawet nie miałem okazji powiedzieć ci jak bardzo jestem z ciebie dumny.
- Przepraszam, że nie dałem ci tej szansy.
- Żałuję, że pozwoliłem żeby tak to się wszystko potoczyło, że straciliśmy tyle lat zamiast normalnie porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Tego, że trwałem w swoim głupim uporze gniewając się za coś co powiedziałeś w złości i do czego miałeś prawo.
- Nie musisz niczego żałować. Przecież to ja zachowałem się jak szczeniak nawet nie chcąc usłyszeć jakichkolwiek wyjaśnień. Ale wydawało mi się, że zniszczyłeś mi życie, że Zuzanna była tą jedyną.- Oskar uśmiechnął się nieco melancholijnie.
- A nie była?- Spytał cicho jego ojciec.
- Nie była.- Mrugnął jeszcze ciszej Oskar. Potem przez chwilę siedzieli w całkowitej ciszy. W końcu starszy z Lenarczyków chrząknął.
- Ta cała Sylwia…jak ona się czuje po stracie dziecka?
- Nie wiem, chyba dobrze.
- Chyba?
- Nie widziałem jej od momentu kiedy…kiedy upadła.
- Nie sądzisz, że to okrutne?
- Jeszcze bardziej okrutne byłoby narażanie jej na mój widok. Teraz może być w końcu szczęśliwa.
- Roman,- Zaczął pan Grzegorz mając na myśli ojca Maćka- powiedział, że spotyka się z jego synem.
- Tak.
- Wiem, że nie mam prawa o to pytać, ale o co w tym wszystkich chodzi? Dlaczego tak szybko zaczęła się spotykać z kimś innym?
- Już po naszym rozstaniu dowiedziała się o ciąży. Wtedy chciała być już z Maćkiem. W zasadzie to zawsze chciała.
- A ty ją kochasz.
- Już piętnasta? Miałem spotkać się z agentem nieruchomości.- Oskar zręcznie zmienił temat.
- Sprzedajesz mieszkanie, które kupiła ci matka?
- Nie, to po babci. Nie ma sensu by stało puste skoro wyjeżdżam na czas nieokreślony. To które aktualnie zajmuję wynajmę. Chociaż…może powinienem spalić za sobą wszystkie mosty?- Grzegorz Lenarczyk nie był pewien czy ostatnie zdanie było przeznaczone dla niego czy może wyrażało rozterki jego syna. Czuł smutek mając świadomość, że mimo pogodzenia się Oskar nie chciał mu się zwierzyć, nie chciał przyznać o co tak naprawdę chodzi z tą całą Sylwią. I gdy kilka minut później zjawia się Zuzanna powiedział jej o tym.
- Kocha ją to oczywiste. I nie wyjeżdża do Niemiec, a ucieka. To też oczywiste. Tylko nie rozumiem czemu nie spróbuje jej odzyskać.
- Powiedział, że ona chce Maćka.
- Bzdura. Nie widziałeś jak na niego patrzyła podczas ich wizyty? Albo jak chciała zabić mnie wzrokiem gdy spytałam ją czy aprobuje mój romans z Oskarem.
- Co?- Zuzia roześmiała się.
- Nie patrz tak na mnie: wiem, że to było głupie i śmierdziało na kilometr, ale ona tego nie wyczuła. Nie zrozumiała, że tylko ją podpuszczam i kulturalnie choć stanowczo złajała.
- Och Zuziu, ty moja swatko. Chciałbym by on był szczęśliwy. Cieszył się na to dziecko, naprawdę był szczęśliwy.
- Wiem, ja prawdę mówiąc już wyobrażałam sobie jak będzie się bawił z naszym małym Adriankiem.
- Ja też. Ale wiesz co? Oskar poprosił mnie o coś jeszcze. O kilka zdjęć Adriana.- Zuzanna od razu wyczuła, że nie ma na myśli ich syna, ale swojego syna. Tego który umarł. – Po jego śmierci unikał tego tematu, a gdy nawiązywałem do tego wydarzenia zamykał się w sobie.
- Zmienił się. I dojrzał.
- Chyba tak.
- Więc za coś tej Sylwii trzeba podziękować, w końcu przebiła się przez jego skorupę zmuszając do zmierzenia się z przeszłością i tobą.
- Może. Ale zamiast na tym poprzestać rozbiła nie tylko jego skorupę, ale i jego samego. A tego nie mogę jej wybaczyć.- Zuzanna nie mając pojęcia co jeszcze powiedzieć wtuliła się w ramię męża.

***

Sylwia, po wypisaniu ze szpitala czuła się bardzo dobrze. Oczywiście fizycznie, bo poronienie zostawiło w jej umyśle niezatarty ślad. Dziewczyna z czasem miała nadzieję, że on minie.
Na razie, zdecydowała się spędzić ostatnie trzy dni u Drwęckich. Bardzo na to nalegali argumentując, zresztą całkiem rozsądnie, że tak będzie dla niej lepiej, bo jeszcze powinna z Darią załatwić wszelkie formalności związane z końcem okresu wynajmu mieszkania od Oskara. Tak więc uznała to za całkiem dobry pomysł.
Starała się nie myśleć o Lenarczyku, a przynajmniej nie za dużo. Jeśli już to w kontekście jego karygodnego zachowania. Zauważyła, że nawet Sebastian był na niego wściekły i chyba przestał się przyjaźnić. Z tego powodu czuła się trochę winna, ale w sumie tak było lepiej. Nie chciała już nigdy spotkać człowieka którego nie było nawet stać na kurtuazyjną kilkuminutową wizytę. Dobra, może i nie darzył jej miłością ale była matką jego dziecka. Czy nawet na tyle nie było go stać?
Nigdy nie robię nic bezinteresownie.
No tak, zapomniała już o jego maksymie niczym życiowe motto. A przecież wizyta w szpitalu byłaby dla niego czymś takim.
Z drugiej strony, czasami jej umysł nie był w stanie przyjąć do wiadomości, że Oskar jest totalnie nic nie wartym facetem, który zawiódł ją w momencie w którym tak naprawdę go najbardziej potrzebowała. W końcu z pewnością też cierpiał. Gdy była w ciąży bardzo dbał o nią i dziecko: woził na wizyty, oferował finansowe wsparcie a nawet małżeństwo. Nie mógł być więc całkiem nic nie wart. Zresztą jakie prawo miała go teraz obwiniać skoro to ona wmanewrowała go w ciążę której nie chciał? Mógłby z powodzeniem się na nią wypiąć, a jednak tego nie zrobił.
Naprawdę mogę ci obiecać, że będę dobrym mężem. To znaczy postaram się.
Wiedziała, że tak właśnie by było. Nie zdradzałby jej, nie oszukiwał. Opiekowałby się nią i starał zapewnić to co najlepsze. I może miłość nie byłaby tu potrzebna. Może za czułość wystarczyłaby jej tylko wieczorna namiętność? A może z czasem by ją pokochał? Może jednak po tym co stało się z Zuzanną jeszcze jest w stanie to zrobić? Nie, najpewniej raniłby tylko wyżywając sie za każde niepowodzenie jak to robił w ostatnim czasie. I kpiąc z niej raniąc boleśnie jej serce.
Dużym wsparciem w tym okresie była dla niej Daria z Maćkiem. Ta pierwsza, znacznie bardziej bezpośrednia niż brat, który prawdę mówią zbyt się nad nią roztkliwiał powiedziała jej wczoraj:
- Tak naprawdę to czujesz do Oskara to przywiązanie i pewien rodzaj sentymentu, bo był twoim pierwszym kochankiem. To nie jest miłość, Sylwia. A nawet jeśli jest, to lepiej ci będzie bez niego.
Może więc jej przyjaciółka miała rację? Może gdyby spędziła noc z Maćkiem czułaby się inaczej; wyzwolona od całego bagażu doświadczeń? Może nie potrafiła traktować spraw seksu bez zobowiązań tak lekko jak sądziła, że jest w stanie to zrobić i teraz jej własny mózg nakazywał ubierać w piórka miłości zwykłe pożądania? Bardzo chciała by okazało się to prawdą, bo inaczej wiedziała że ból który wciąż czuje nie zniknie tak szybko jak chce.
Mogłaby też związać się z Maćkiem. Wiedziała, że bardzo by tego chciał. Ostatni, trzeci dzień spędzony w jego mieszkaniu w czasie pracy Darii gdy zostali sami wydawał jej się być bardziej krępujący. Do tej pory w żaden sposób na nią nie naciskał, ale tego dnia…tego dnia podczas rozmowy dotknął wierzchem dłoni jej policzka i ją pocałował.
A ona oddała ten pocałunek.
Czy było to przyjemne? Tak, nawet bardzo. Tyle, że nie było tak jak z Oskarem (co było przecież logiczne, w końcu nie każdy facet całował tak samo). A ona nie potrafiła wykrzesać z siebie jakichkolwiek emocji. Z Lenarczykiem to wystarczyło; czasami jeden pocałunek mógł sprawić że zrzucała z siebie ubrania i prowokowała ich zbliżenia. Teraz na samą myśl czuła się bardzo zakłopotana choć miała świadomość, że Oskar wcale nie odbierał jej jaką wyuzdanej. Ale kto wie jak jest teraz? Czy popisywał się przed swoimi kolegami jaka była w łóżku? Albo śmiał się z faktu, że czasami bardzo łatwo przychodziło mu ją do tego prowokować? Nie, nie powinna o tym myśleć. Trzeba po prostu zapomnieć: koniec i kropka. Tyle, że gdy nadszedł czas wręczenia podpisanej umowy z końcem najmu mieszkania Sylwia nie pozwoliła zrobić tego Darii. Musiała spotkać się z Oskarem jeszcze raz. Nawet jeśli na jego twarzy ujrzałaby całkowitą obojętność, nawet nienawiść…to po prostu musiała.
Drwęccy jej tego odradzali. Daria mówiła nawet, że pójdą tam razem. Maciej też chciał jej towarzyszyć, ale ona nie chciała się na to zgodzić. Z nimi być może wszystko przebiegłoby beznamiętnie i szybko; może nawet Lenarczyk zignorowałby ją mówiąc tylko do Darii. A ona chciała zobaczyć wyraz jego oczu gdy będzie na nią patrzeć. Wiedziała, że to głupie; w końcu co można wyczytać z czyjegoś wzroku? Ale matka zawsze powtarzała jej, że oczy są odzwierciedleniem duszy. Jeśli Oskar jej nienawidzi to pewnie to uczucie odbije się w jego oczach.
Idąc na kompromis, zdecydowała z Drwęckimi, że tylko ją odwiozą. Gdy chcieli zaczekać odradziła im to. Pomyślała, że jak zraniona będzie płakać albo będzie bardzo smutna spacer dobrze jej zrobi. I nie będzie musiała tłumaczyć Maćkowi czy jego siostrze co się stało. Jak się potem okazało dobrze zrobiła, choć z innego powodu niż początkowo przypuszczała.
Z każdym krokiem przybliżającym ją do drzwi dawnego mieszkania jej zdenerwowanie rosło. W końcu stanęła pod właściwymi wyciągając kluczyk i przekręcając go w zamku.
Spędziła tu ponad cztery lata. Cztery lata  w których uczyła się, pracowała, odrabiała staż. Lata, w których mimo dużych nakładów pracy osiągnęła swój sukces ciężko na niego pracując. A teraz musi się rozstać z tymi czterema ścianami: dalsze wynajmowanie ich od Oskara wiązałoby się z koniecznością spotkań a tego by nie zniosła. On chyba też nie, zważywszy na to, że nawet nie odwiedził jej w szpitalu.
Spojrzała na zegarek: było w pół do piętnastej. Dokładnie o tej godzinie Daria umówiła się tutaj z Lenarczykiem. Teraz może się zjawić w każdej chwili.
By jakoś ukoić nerwy zaczęła jeszcze raz przeglądać w kuchni wszystkie szafki i szuflady choć była pewna, że nie zostawiła tu nawet małego patyczka czy okruszka chleba. Przedwczoraj Daria wszystko sama wysprzątała nawet jej o tym nie mówiąc. Tak jakby poronienie, które nastąpiło dziesięć dni temu uniemożliwiało jej chociażby latanie z mopem czy ścierką.
Potem poszła do swojego pokoju robiąc tę samą inspekcję. Również i tu nie znalazła żadnego przeoczonego przedmiotu. Nieco nerwowym ruchem założyła za ucho kosmyk włosów. Ścięła je dopiero wczoraj i wciąż nie mogła się przyzwyczaić do lekkości swojej fryzury. Wychodząc od fryzjerki bała się spojrzeć w lutro: zawsze nosiła długie włosy i dotychczas obcinała je tylko raz kilka lat temu po wyjeździe na staż Oskara, ale nawet wtedy kosmyki sięgały jej do ramion. Teraz natomiast zaledwie do uszu.
Była przerażona, ale też i zaintrygowana swoim wyglądem. I choć ten pomysł który wypłynął od Darii wydawał jej się być nieco bezsensowny (przyjaciółka argumentowała, że Sylwia musi zmienić swoje życie tak by na nowo odnaleźć swoje „ja” a zaczynanie go od niewielkim zmian jest najlepszym pomysłem), teraz po głębszym zastanowieniu Kukulska przyznała jej rację. Czuła się inaczej, czuła się pewniej. Do tego gdy odpowiednio podkreśliła swoje oczy ciemną kreską wyglądała intrygująco i tajemniczo nawet we własnych oczach. I czuła się ładna, choć nigdy wcześniej tak nie było. Porzuciła też swoje garsonki; nie pracowała, więc mogła ubierać się znacznie swobodniej. Teraz też z radością wskoczyła w swoje ulubione dżinsy i zwykłą czarną bluzkę z żabotem. Wyglądała odpowiednio do swojego wieku, ale też nie postarzała się tak jak to robiła wcześniej.
- Daria? Daria, jesteś tu?!- Słysząc dochodzący głos Oskara, na moment wpadła w panikę. Wzięła kilka głębokich oddechów i dopiero wtedy zdołała zrobić pierwszy krok by wyjść ze swojego dawnego pokoju. Potem kolejny aż dotarła do drzwi i je otworzyła.- Zostawiłaś otwarte drzwi i pomyślałem że coś mogło ci się stać a…- Przerwał swój wyrzut gdy zamiast Drwęckiej z pokoju wynurzyła się Sylwia. A raczej ktoś bardzo podobny do niej.
- Cześć.- Usłyszał znajomy głos okraszony delikatnym choć nieco wymuszonym uśmiechem, który tak dobrze znał. To była ona, Sylwia. Choć zmieniła fryzurę i ubrała się w zwykłą bluzkę z dżinsy to i tak była ona. Kobieta, którą kochał. Kobieta, którą skrzywdził.
- Cześć. – Odpowiedział jej z trudem.- Sądziłem, że to Daria odda mi klucze.
- Nie mogła tego zrobić; w ostatnich chwili coś jej wypadło i zdecydowałam się ją zastąpić.- Skłamała.- W końcu nie ma powodu by jedna lokatorka nie mogła zastąpić przy podpisaniu formalności innej, prawda?- Nie przytaknął, więc pewnie się z tym nie zgadzał. Na dodatek gdy beznamiętnie kazał jej iść do kuchni by od razu przeszli do celu ich spotkania, zrozumiała że to było trudniejsze niż myślała. I przede wszystkim, że jednak się pomyliła.
On nie chciał jej więcej spotkać. Dziecko na moment splotło ich losy, ale gdy go zabrakło uświadomiła sobie, że nic tak naprawdę ich nie łączyło. Po prostu zaliczyli wpadkę jak miliony par przed nimi. Nie było tu miejsca na wielką miłość. A przynajmniej w jego odczuciu. Może i nie pozwalał jej spotykać się z Maćkiem, ale nie z zazdrości a zaborczości i złośliwości. Nic innego nim nie kierowało.
Z gardłem Sylwii stało się coś dziwnego: poczuła się tak jakby coś wielkiego blokowało jej możliwość przełykania. Wiedziała jednak, że to z powodu nagromadzonych emocji.
Wszyscy powtarzali, że jej przyjście tutaj będzie błędem, że nie powinna rozmawiać z Oskarem, bo to nic nie wniesie a wręcz przeciwnie; Lenarczyk tylko jeszcze bardziej ją zrani. Ale ona nie potrafiła inaczej. Musiała usłyszeć prawdę z jego ust. Nawet jeśli miałby jej wyznać, że jej nienawidzi. Tyle, że gdy zyskała możliwość do konfrontacji stchórzyła. Lakonicznie odpowiedziała na parę pytań odnośnie mieszkania, a potem tych dotyczących jej losów i przeprowadzki do matki które prawdopodobnie zadał jej z grzeczności. Ona odwzajemniła mu się tym samym życząc owocnej pracy w Niemczech. Następnie oddała mu klucze, które kazał jej położyć na stole. Tak jakby wręczając mu je bezpośrednio do jego dłoni mogła skazić go swoim przypadkowym dotykiem. I gdy nic nie zostało już do zrobienia, gdy musiała się tylko pożegnać, coś w niej pękło. Nie mogła tak po prostu tego wszystkiego przemilczeć. Nie mogła zgodzić się na to by zachowywali się tak jakby nic się nie wydarzyło.
- Nie zrobiłam tego specjalnie. Nie chciałam by ono zmarło, Oskar.- Powiedziała cicho doskonale wiedząc, że on zdaje sobie sprawę iż ma na myśli ich dziecko i poronienie. Wiedziała też, że on ją o to obwinia bo mówiło jej to jego posępne spojrzenie, wyrzut w oczach i zacięta sylwetka.- Nie chciałam go zabić.
- Myślisz, że tak właśnie sądziłem?- Spytał ją z niedowierzaniem. Wyglądała bardzo mizernie, a zwłaszcza jej twarz. Choć zadziorna fryzurka dodawała jej uroku a makijaż maskował cienie pod oczami to i tak wystające kości policzkowe mówiły same za siebie. Serce mu się krajało gdy patrzył na nią nawet przelotnie, więc wolał tego nie robić jak najszybciej dopełniając wszelkich formalności. Ale zadając mu to pytanie…czy naprawdę sądziła, że ją obwinia? Przecież jeśli już to raczej on był winny.
- A nie jest tak?- Spytała niepewnie.
- Oczywiście, że nie.- Potwierdził. Nie mógł pozwolić, żeby sądziła iż właśnie tak myślał skoro było wręcz przeciwnie.
- Więc dlaczego nie odwiedziłeś mnie w szpitalu?
- Bo…bo nie sądziłem że będziesz tego chciała.- Wyznał cicho. Nie dodał, że odwiedził ją w szpitalu dwukrotnie: raz wtedy gdy zobaczył ją z Maćkiem a drugi na dzień po poronieniu gdy spała. Zawsze jednak pilnował by nikt go nie dostrzegł.
- Przecież byłeś ojcem mojego dziecka.- Odpowiedziała. Lekko wygiął kącik ust ku górze. Byłeś ojcem mojego dziecka. Nie: byłeś dla mnie ważny, nie: chciałam twojego wsparcia bo się przyjaźniliśmy. Ona po prostu uważała, że pełniąc w ich związku taką a nie inną rolę powinien się z niej wywiązać. I niby po co? By powiedziała mu, że chce być z Drwęckim?
- Tak, ale poza tym nikim ważnym prawda?- Słysząc to spuściła na moment głowę. A on choć wiedział że kocha Maćka, tak bardzo pragnął by zaprzeczyła, by powiedziała że jednak potrzebowała właśnie jego; by znaczył dla niej więcej niż znaczy; choćby nawet jako przyjaciel. Ale z drugiej strony przecież pogodził się już z przegraną. Nie było sensu wciąż się łudzić. Czasami nawet wierzył w to, że sobie poradzi. W końcu odkrywając, że Zuzanna kocha jego ojca też sądził że zawalił mu się świat. A jednak udało mu się z tego podnieść. Teraz też się uda. Może trochę trudniej, ale mimo wszystko się uda. Przecież życie to żadna telenowela. Tak, uda się. Musiał w to wierzyć. Inaczej czekało go istne piekło.
- Maciek codziennie mnie odwiedzał.- Powiedziała, a on poczuł  jak coś wewnątrz niego skręciło się z bólu.
- Cieszę się, że wam się udało.- Skłamał.
- Nie, nigdy już nam się nie uda. Nie po tym jak…jak wszystko się zmieniło.- Dokończyła z wahaniem, bo tak naprawdę mało co nie powiedziała, że po tym jak się w nim zakochała. Ale nie miała prawa tego powiedzieć. Nie mogła go obarczać jeszcze swoimi uczuciami. I tak wiedziała, że czuł się za nią odpowiedzialny, że bardzo zmartwiła go utrata ich dziecka. Poza tym czy naprawdę chciała utrzymać go przy sobie z litości? Jej serce krzyczało, że tak ale jak zwykle rozum wygrał.- Już nigdy nie będziemy razem z Maćkiem.- Dodała właściwie nie wiadomo po co.
- Posłuchaj, Sylwia…to co nas…to co cię spotkało…To wcale nie musi oznaczać, że…To znaczy ja wiem, że ty…a Maciek…- Plątał się nie mogąc wyrzec tego czego bardzo chciał. Wiedział, że ona bardzo kocha Drwęckiego. I zdawał sobie również sprawę z faktu, że po utracie dziecka może uważać, iż nie zasługuje na szczęście. Może nawet obwinia się za to, że nie chciała jego dziecka i jakimś cudem to z jej winy zginęło?
Tyle, że…no właśnie. Nawet jeśli poroniła to przecież nie musiała od razu rezygnować z miłości i marzeń. Nie w imię złego losu. Może nawet właśnie tak miało być? Może od początku nie powinien godzić się na ten układ między nimi. W końcu gdyby wstrzymali się jeszcze trzy miesiące Maciej zrozumiałby jak ją kocha i cały koszmar by się nie wydarzył. Dlatego teraz chciał wykazać się wspaniałomyślnością mówiąc Sylwii, żeby nie zostawiała Drwęckiego tylko z powodu wyrzutów sumienia i poczucia, że nie zasługuje na szczęście. Bo zasługiwała jak nikt inny. Tyle, że gdy przyszło co do czego to...to nie był wstanie tego zrobić.
Nie potrafił tak po prostu powiedzieć kobiecie którą kocha by związała się z kimś innym niż on sam. To było dla niego zbyt trudne, praktycznie niemożliwe. Nigdy nie był altruistą czy bezinteresowny jak zresztą często mawiał, ale nawet to co chciał zrobić nie mieściło się w tej kategorii. Dlatego urwał myśl w pół zdania odwracając się w stronę okna.
- Co chciałeś powiedzieć?- Usłyszał zaraz potem jej pytanie.
- Nic ważnego. Możesz już iść, już wszystko załatwione w sprawie mieszkania.- Odprawiał ją. Słyszała w jego głosie ból, a przede wszystkim jakąś rezygnację. Cierpiał. Może to co ich spotkało było zupełnie nieplanowane, ale cieszył się z narodzin tej małej istotki. W końcu gdy ona panikowała on od samego początku zachował zimną krew skupiając się na faktach. Westchnęła czując jak nawet podczas tej czynności drży jej oddech. Potem zgodnie z jego życzeniem się odwróciła.
Tyle, że nie wyszła.
Nie mogła.
Nie potrafiła tak po prostu go zostawić. Najpierw musiała dać upust trawiącej jej goryczy. I ostatecznie wszystko między nimi wyjaśnić.
- Wiesz, w zasadzie to powinnam być na ciebie wściekła za to jak mnie potraktowałeś. Za to, że nawet nie pofatygowałeś się by mnie odwiedzić w szpitalu po tym jak załamana leżałam po utracie naszego dziecka…
- Sylwia ja…
-…nie spokojnie: nie zamierzam cię o nic obwiniać.- Przerwała mu śmiejąc się nieco sztucznie.- Przecież wiem, że nic dla ciebie nie znaczę, więc czemu niby miałbyś mnie odwiedzać?
- To nie tak. Nie chciałem tylko byś przeze mnie czuła się jeszcze gorzej.
- Chodzi mi o to, że chciałam powiedzieć, że nie mam do ciebie żalu. Poza tym lekarz powiedział, że ono…że nasze dziecko byłoby upośledzone jeśli..jeśli bym nie poroniła.
- To nie było nic pewnego.
- Wiem. Ale on chyba uważał, że to powinno przynieść mi pocieszenie. Jakby cokolwiek mogło. Kochałabym je gdybym urodziła małą małpkę albo małego potworka. Oczywiście pewnie w to nie wierzysz, ale…
- Wierzę ci, wierzę. Boże, nie chciałem mówić ci tego wszystkiego tamtego dnia u Maćka. Byłem wściekły, ale uwierz mi, że wcale tak nie myślałem. Błagam. Wiem, że masz mnie za potwora, ale nigdy nie obwiniałem cię o nic co miałoby związek z ciążą i okolicznościami jej powstania. Nigdy.- Czując prawdę wypływającą z jego słów wybuchła płaczem. Nagle to wszystko stało się zbyt realne: utrata dziecka, jego wyjazd. Nie była w stanie się kontrolować, miała trudności z oddychaniem. A już na pewno wtedy gdy podszedł do niej i delikatnie objął. Wtedy w jego ramionach odczuła wielkość swojej straty. Miała gdzieś że moczy mu koszulę, że postępuje jak desperatka czepiając się ostatniej okazji do wciągnięcia jego zapachu czy poczucia bicia serca. Ale musiała to zrobić. Chciała mieć jakieś wspomnienie.
- Przepraszam cię. Przepraszam cię za wszystko.- Usłyszała w pewnej chwili gdy cicho wyszeptał te słowa w jej włosy dziwnym głosem.
- Za co?- Odsunęła się od niego lekko, ale tylko tak by móc patrzeć w oczy.
- Za to, że zgodziłem się na ten układ między nami, że zniszczyłem ci życie. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz.
- Nie zniszczyłeś mi życia.- Zaprzeczyła gwałtownie.- Dzięki tobie…
- Obiecaj mi, że będziesz o siebie dbała po moim wyjeździe.- Zażądał jednocześnie wierzchem dłoni ścierając ściekającą jej po policzku łzę. Potem niechętnie zabrał rękę z jej twarzy.- Że nie będziesz się o nic się obwiniać, bo to wszystko moja wina i zapomnisz o przeszłości.
- Nie mogę.
- Obiecaj. Bo tylko w ten sposób oboje możemy się od tego uwolnić, tylko idąc dalej nie oglądając się wstecz.
- Ja…obiecuję.- Wydukała w końcu. Bo ta obietnica znaczyła dla niej dużo więcej niż on podejrzewał. Oznaczała, że zapomni o nim. O tym, że go kocha. Że postara się ułożyć swoje życie na nowo. Dziś definitywnie zrozumiała, że on nic do niej nie czuje: wyznała mu przecież że nie chce spotykać się z Maćkiem, że nie czuje do niego urazy z powodu tego jak ją traktował w przeszłości. Ale on nie chciał się z nią związać. I musiała się  z tym pogodzić.
Wpatrywali się w siebie jeszcze przez kilka sekund. Żadne nie wiedziało, że drugie robi to samo: zapamiętuje rysy twarzy, każdej najmniejszej zmarszczki w kąciku oka a nawet każdej skazy by jak najdokładniej wyryć w pamięci ten obraz. Potem Sylwia zmusiła się do postąpienia krok do tyłu. Bez słowa pożegnania opuściła mieszkanie, które przez ostatnie cztery lata uważała za swoje.
Opuściła mężczyznę, którego kochała rozumiejąc to zbyt późno.
I pamięć o dziecku które nigdy się już nie narodzi.
Musiała zacząć od nowa, tak jak chciał zrobić to Oskar.
I wycierając płynące z policzków łzy obiecała sobie że to zrobi.
On z kolei z okna swojego mieszkania patrzył jak ona wsiada do samochodu Maćka, jak tamten ją obejmuje. Po raz ostatni pozwolił sobie na smutek wierząc w to że dobrze robi. Nie miał pojęcia, że w ten sposób rani ich oboje.
Nie miał pojęcia, że są dwojgiem ludzi, którzy właśnie zaprzepaścili swoją szansę na miłość.

Tym razem notka na końcu, z oczywistych przyczyn: mianowicie odniosę się trochę do treści opowiadania a nie chciałam robić spojlerów. Ale po kolei :)
Na początek z okazji Mikołajek życzę wam dużo prezentów od ukochanych osób: znajomych, przyjaciół, rodziny i oczywiście drugich połówek. A nawet jeśli ich ni będzie to dużo ważniejszej rzeczy: małych, drobnych gestów które upewniają nas, że obok jest ktoś kto o nas dba, komu nie jesteśmy obojętni. Że nawet jeśli my wątpimy to jest ktoś kto w nas nie wątpi.

Co zaś się tyczy samego opowiadania to...niestety w tym rozdziale (mimo że mikołajkowy) jako takiego happy endu nie ma, ale cierpliwości: już w następnym coś się ruszy :-) Może niektórym się to nie spodobać (i to co napiszę dalej to w żaden sposób nie będzie żadne usprawiedliwienie), ale po prostu pomyślałam sobie, że cukierkowe zakończenie nie będzie dobre dla tego opowiadania. Bo początkowo planowałam je zakończyć właśnie w tej części: rozmowa Oskara z Sylwią miała doprowadzić do wyznania miłości i żyli długo i szczęśliwie i bla bla bla. Tyle, że co dalej z Maćkiem? Albo dalszą karierą zawodową Sylwii i Oskara który przecież jeśli nie wywiązałby się ze zobowiązania straciłby etat w szpitalu? I czy matka Sylwii wybaczy przyszłemu zięciowi, że skrzywdził jej córkę? Albo gdzie będą mieszkać? Co z Darią i Sebastianem? Wiem, że może te kwestie są nieistotne wobec "wielkiej prawdziwej miłości Sylwii i Oskara" ale właśnie ten fakt najbardziej irytuje mnie w harlequinach (stąd pewnie dlatego ich nie lubię :(), bo przecież nawet romantycy muszą dostrzegać, że miłość czasami jest niczym wobec przeszkód jakie stawia przed nami życie i z łatwością może je pokonać (niestety). To taka trochę moja dygresja i możecie się ze mną zgodzić lub nie (uważając np. że warto pozostawić pole do popisu wyobraźni czytelnika), ale odnosząc ją do tego opowiadania uznałam, że lepiej będzie po prostu lepiej. No i dzięki temu będę mogła ciut przedłużyć opowiadanie, ale spokojnie, tylko nieznacznie :) Swoją drogą to zakończenie zawsze wzbudza we mnie lekką zadumę. No bo właściwie gdzie powinno się ono kończyć? Kiedy bohaterzy zrozumieją że się kochają? Albo- to chyba najbardziej sztampowe- kiedy biorą ślub? Lub po prostu kiedy zaczyna brakować pomysłu pisarzowi? Przecież w związku (po ślubie czy nie) zawsze są problemy mniejsze lub większe, tak więc daną historię można by pisać w nieskończoność aż do śmierci bohaterów :) Ale lepiej niech pozostają młodzi i piękni, pewnie dlatego zwykle kończy się na ślubie.
Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz wszystkiego dobrego!

sobota, 3 grudnia 2016

Miłość jest bliżej niż myślisz, Część XVI: Koniec złudzeń

W wolny weekend Oskar w końcu zdecydował się na wizytę w rodzinnym domu. Sylwii powiedział, że przez ten czas rozmawiał ze swoim ojcem i macochą próbując przeprosić, ale prawda była taka że ojciec nawet nie odebrał jego telefonu. Dlatego Oskar uznał, że lepiej będzie zjawić się pod bramą. Przecież nawet z grzeczności ich nie wyrzucą…a przynajmniej taką miał nadzieję.
Sylwia jadąc z Lenarczykiem prawie na koniec miasta, u kresu podroży ujrzała duży ładnie przystrojony budynek z wbudowanym garażem i werandą.  Naprzeciw niego stał dom o podobnej okazałości; jak już wiedziała Drwęckich. Zauważając spięcie Oskara delikatnie chwyciła go za rękę. Odwzajemnił się jej delikatnym uśmiechem a potem otworzył drzwi auta. Chwilę później razem stanęli pod bramą w oczekiwaniu czekając po tym jak Oskar nacisnął przycisk elektrycznego domofonu.
- Kto tam?- Rozległ się z niego głos pana Lenarczyka.
- To ja, Oskar.- Nie powiedział nic więcej w duchu przeżywając najgorsze dwie sekundy swojego życia. Czy ojciec zgodnie z zapowiedzią go znienawidził i teraz wyrzuci? Gdy usłyszał jak furtka dzięki elektrycznemu mechanizmowi się otwiera odetchnął z ulgą. A więc mimo wszystko dawał mu szansę.
Wszedłszy do środka okazałego korytarza nawiedziły go wspomnienia. Nie był w tym domu od wielu lat, a mimo to niewiele się tu zmieniło. Poza tym, że obecnie było to widać ślady kobiecej ręki takich jak ozdoby, stojące figurki i kolorowe zasłonki. Dawniej były po prostu szare.
A potem zobaczył Zuzannę. Leżała na kolorowym dywanie przed kominkiem i śmiała się do leżącego na kocyku niemowlaka który machał rączkami i nóżkami. Poczuł coś dziwnego w sercu. Jeszcze siedem lat temu dałby wszystko za taki obrazek i za to by to on okazał się ojcem berbecia a nie jego własny ojciec.
Gdy go zobaczyła, śmiech zamarł jej na ustach; dopiero po chwili gdy z korytarza za nim wynurzył się Grzegorz z Sylwią uspokoiła się. Oskar poczuł wyrzuty sumienia: wyglądała tak jakby się go bała porywając malca w ramiona. Pewnie obawiała się, że zamierza zrobić mu krzywdę. Najgorsze było to, że nie mógł się temu dziwić skoro ostatnio życzył mu śmierci.
Pogodzenie się nie było łatwe dla żadnego z nich. Tym bardziej po tamtych niewybaczalnych jak sądził sam Oskar słowach jakimi uraczył rodziców. Dlatego upłynęło sporo czasu by ojciec z synem się uściskali. Potem to samo zrobił z Zuzanną- choć nigdy tak do końca nie będzie potrafił wyzbyć się do niej żalu to jednak musiał przyznać że uczyniła jego ojca szczęśliwym. Może nawet Sylwia miała rację i ona naprawdę go kochała?
Spędzili razem cały dzień pozwalając by Oskar wziąć na ręce małego Adrianka, który jednak zaraz się rozpłakał. Mimo to Oskar nie mógł powstrzymać wzruszenia. Spojrzał odruchowo na stojącą obok niego Sylwię, która uśmiechała się do niego łagodnie.
- A więc wam też powinnam pogratulować, prawda? Kiedy rozwiązanie?- Spytała Zuzanna.
- Za około sześć miesięcy.- Odparł jej Oskar.
- Pewnie jesteście przerażeni, co Sylwia?
- Właściwie to wciąż do mnie nie dociera.- Powiedziała Kukulska.
- Nie dziwię się. Wcale nie masz brzuszka. Gdyby Oskar tego nie powiedział w życiu nie zgadłabym że też zostaniesz matką. - Pani Lenarczyk jeszcze pytała ją o szczegóły i jej objawy: na przykład czy miała jakieś zachcianki a gdy sama oznajmiła że będąc w ciąży mogłaby jeść banany kilogramami wszelkie lody zostały przełamane. A przynajmniej do czasu gdy pan Grzegorz nie zaczął pytać o ich plany na życie pytając czy Oskar rozważa sprzedaż starego mieszkania i kupno nowego zupełnie tak jakby miał zamieszkać z Sylwią. Dopiero po jakimś czasie zorientowali się z żoną, że między młodymi nie wszystko jest w porządku. Zwłaszcza Zuzanna gdy przypomniała sobie rozmowę z Kukulską:
By się nie spotykamy. To znaczy…spotykaliśmy się jakiś czas temu, ale teraz…
Nie brzmiało to jak słowa w którym potem pojawia się szczęśliwe zakończenie; tym bardziej gdy zauważyła jak Oskar patrzy na dziewczynę. Wyraźnie był w niej zakochany. Ona natomiast wyglądała na słodką i szczerą, choć nie pałającą uczuciem do Lenarczyka. Ale nie, to też złe słowo. Ona była jakaś taka…niepewna? Zuza zaczęła się zastanawiać jak w ogóle doszło do ich romansu. Bo ta cała Sylwia nie wyglądała na kobietę, która sypiając z kim popadnie zaliczyła wpadkę. Tak więc zgodnie z tym tokiem rozumowania musiała coś do niego czuć. Decydując się kuć żelazo póki gorące spontanicznie zaproponowała gościom nocleg. Tak ja się spodziewała, Kukulska od razu zaprotestowała:
- O nie, nie możemy z tego skorzystać; tym bardziej ja. Znają mnie państwo tak krótko…
- Nie państwo tylko Zuzanna i Grzegorz. Możesz mówić do nas po imieniu. W końcu niedługo będziemy rodziną.
- Ale nie mamy tu rzeczy.
- To żaden problem. Poza tym jak mówiłaś wcześniej nie masz żadnych zobowiązań, bo nie pracujesz prawda? A ty Oskar pewnie po dzisiejszym dyżurze jutro z samego rana będziesz miał wolne, co?
- Tak.- Potwierdził.
- Świetnie, w takim razie nie ma żadnych przeszkód. Właściwie to pokój Oskara wciąż stoi w takim stanie w jakim go zostawił, możecie tam przenocować. A rzeczy na zmianę się dla was znajdą: Oskar ma prawie taką samą sylwetkę jak ojciec a ty Sylwia pożyczysz czegoś ode mnie.- Widząc popłoch na twarzy Kukulskiej, Oskar zdecydował się interweniować. Podszedł blisko swojej macochy i cichym tonem oznajmił:
- Zuzia, obawiam się że Sylwia wolałaby spędzić tę noc sama, jeśli rozumiesz o czym mówię.
- Tak też myślałam.- Powiedziała zadziwiając go swoją przenikliwością. Zaraz potem zrobiła to po raz kolejny.- Pytanie tylko czy ty tego chcesz?- Oskar nie miał pojęcia jakim cudem go przejrzała; w końcu widzieli się po raz pierwszy od kilku dobrych lat zaledwie dwukrotnie. I na dodatek podczas ostatniej wizyty powiedział jej takie okropne rzeczy…Dokładnie w tej chwili uświadomił sobie, że wszystko jej wybaczył. I zdumiał się, że było to takie proste; przez tyle lat nosił w sobie gniew, nienawiść i żal właściwie zupełnie niepotrzebnie. – Więc? Chcesz tu zanocować?- Oskar zdecydował się nie wnikać w jej motywy. Delikatnie się uśmiechnął.
- W takim razie dziękuję ci.
- Drobiazg.- Szepnęła. –Mam nadzieję, że ci się ułoży. Zasługujesz na szczęście i wierzę, że jest ono wam pisane razem.- Dodała jeszcze cicho delikatnie dotykając jego ramienia.
Za to Sylwia była mocno zdenerwowana. Prawdę mówiąc czuła się jak uzurpatorka i oszustka; w końcu nie zaprzeczyła gdy Zuzanna oznajmiła że i tak niedługo będzie należała do rodziny ani właściwie nie powiedziała, że wcale nie jest z jej pasierbem w związku, choć zarówno ona jak i jej mąż tak właśnie myśleli. Czuła się z tego powodu winna; trochę pocieszał ją fakt że w końcu Oskar też niczego nie sprostował. Może więc wstydził się swojej wpadki? Ta myśl jeszcze bardziej podsyciła jej wyrzuty sumienia. Przecież to ona wplątała go w tę kabałę w swoją ignorancją.
Z powodu tych myśli właściwie nie martwiła się koniecznością nocowania z Oskarem w jednym pokoju; dopiero gdy po kolacji wreszcie tam trafili zrozumiała co znaczy jedno łóżku. Raz po raz szybko przełykała ślinę nie mając pojęcia jak rozwiązać tę sytuację. W końcu, gdy on najwyraźniej nic sobie z tego nie robiąc poszedł wziąć prysznic zaczęła oglądać zawartość regału. Właściwie nie było w nim dużo osobistych rzeczy. Sporo książek, jakichś planszowych gier, trochę zdjęć. Mimo to w każde wpatrywała się z dużą intensywnością.
- To z obozu narciarskiego.- Usłyszała za sobą w pewnej chwili głos Lenarczyka niemal podskakując ze strachu.  Gdy się odwróciła okazało się, że skończył już kąpiel i odziany w gruby szlafrok ręcznikiem wycierał sobie głowę.- A te obok z kolonii.
- Ten mniejszy chłopiec…to twój brat?
- Tak, to Adrian.
- Był do ciebie bardzo podobny.
- Istotnie.- Wiedziała, że nie powinna poruszać tego tematu, ale Oskar nie wydawał się być zły. Właściwie to był dość spokojny, choć patrzył na fotografię z dużą dozą melancholii. To dlatego odważyła się powiedzieć:
- Jaki był gdy jeszcze żył? Oprócz tego, że żądny przygód i szalony tak jak ty?
- Był empatyczny, taktowny, współczujący. W tym był zupełnie inny niż ja. Ja czasami lubiłem wdać się w burę nawet z młodszym chłopakiem gdy mnie obraził; Adrian nigdy tego nie robił a jeśli już to pozwalał się uderzyć. Był bardzo młody ale już we wczesnym dzieciństwie wiedziałem, że wyrośnie na dobrego człowieka…- Sylwia pozwoliła mu mówić jak się domyślała po raz pierwszy od wielu lat dając upust tłumionemu żalowi i smutkowi. Słuchała tego wszystkiego z mieszanymi uczuciami; z jednej strony cieszyła się, że Oskar zdradza jej to wszystko, ale z drugiej boleśnie było słuchać tak pochlebne opinie o kimś kogo już nie było. Potem gdy nawiązał do tematu zmarłej matki postanowiła poruszyć i ten; niestety gdy tylko wypłynęła sprawa Zuzy oprócz wyznanych wcześniej ogólników nie chciał jej niczego powiedzieć. To ją trochę niepokoiło: nie miała pojęcia na ile jego uczucie wciąż jeszcze nie wygasło a nie chciała by okazało się, że nadal kocha macochę. Ale nawet tuż przed przyjściem do tego pokoju wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia a ona położyła mu dłoń na ramieniu. Co to mogło znaczyć?
W pewnym momencie musiała zasnąć; obudziła się dopiero rano wtulona w męskie ciało na łóżku. W pierwszej chwili z lekkim przerażeniem gdy spod kołdry wystawała naga pierś Oskara; potem trochę się uspokoiła gdy zauważyła że sama miała na sobie swoją bluzkę i spodnie choć była bez butów. Ale za zdjęcie tej części swojej garderoby nie była na niego zła.
Jakiś czas po prostu na niego patrzyła: zupełnie tak jak dawniej. Na miarowy oddech klatki piersiowej, spokojną twarz, przydługie kosmyki włosów które po śnie wydawały się rozpierzchiwać w każdą możliwą stronę. Odruchowo pogładziła go po włosach natychmiast żałując tego gdy dwie albo trzy sekundy później otworzył oczy. Z ręką tuż przy jego skroni zamarła.
- Już wstałaś?- Uśmiechnął się sennie.- Zapomniałem już jakim potrafisz być rannym ptaszkiem.
- Tak.- Odpowiedziała odsuwając swoją dłoń. Z jednej strony cieszyła się, że udało jej się zasnąć podczas wieczornej rozmowy bo uniknęła konieczności próbowania tego razem z nim na łóżku, z drugiej taka pobudka wytrąciła ją z równowagi. Zamierzała wstać, ale mimo zamkniętych oczu Lenarczyk doskonale zlokalizował jej nadgarstek.
- Zostań jeszcze. Z pewnością nie ma ósmej.
- Nie, powinnam wracać do domu. Ale ty możesz leżeć.- Otworzył oczy, jak się okazało teraz już całkiem przytomne. Próbowała delikatnie oswobodzić rękę czując jak jego palce dotykają jej nadgarstka poruszając się po całej jego szerokości niemal pieszczotliwie. A gdy potem znienacka przyciągnął ją do siebie nie miała nawet szansy zaprotestować i o dziwo to wcale nie było jej zamiarem. Właściwie oczekiwała na pocałunek z przyjemnością, tyle że ten nie nastąpił. Gdy spojrzała na Oskara zauważyła, że on wcale nie patrzy na nią czy jej usta, ale na bransoletkę którą założyła na swój nadgarstek i to ona przykuła jego uwagę.
- Zdejmij ją.
- Słucham?
- Kazałem ci ją zdjąć. Potem masz ją wyrzucić.
- Mówisz o bransoletce?- Spytała z niedowierzaniem podnosząc się na łóżku z powrotem do pozycji siedzącej. Nie rozumiała błysku gniewu w jego oczach.
- Tak. Pozbądź się jej.
- Dlaczego? Mnie się podoba.
- Nie wątpię.- Odparł z sarkazmem jednym ruchem wyplątując się z pościeli a potem wstał w pełnej krasie ubrany tylko w spodnie od piżamy. Sylwia cieszyła się, że jednak nie spał nago.
- O co ci chodzi?
- O nic. Kupię ci inną. Kupię ci pięć…nie, pięćset innych.
- Nie potrzebuję od ciebie niczego. Wystarczy mi tylko ta.- Niemal słyszała, że nadymają mu się wargi nie mając pojęcia dlaczego napadł go tak potężny atak gniewu. Tym bardziej po wczorajszej rozmowie do bardzo późna. Czyżby chodziło właśnie o to? Szukał pretekstu byleby tylko odkuć się na niej za to, że tak się uzewnętrznił? Żałował tego aż tak bardzo?
Czuła się zraniona. Nie chciała przyznać się przed samą sobą, że Oskar okazywał się być całkiem nieprzewidywalny. Jakie życie mogło ją czekać z kimś takim? I czemu zawsze gdy już mu ufała on znów ją rozczarowywał?
Na śniadaniu obydwoje zdawali się ignorować wzajemną obecność skupiając się na wszystkim innym tylko nie na sobie nawzajem. Państwo Lenarczykowie naturalnie to zauważyli: szczególnie zmartwiło to Zuzannę, która niejako czuła się z tego powodu winna: w końcu to ona zaaranżowała ich wspólną noc która zdawała się być powodem ich sporu. Ale gdy tylko miała możliwość zamienienie z pasierbem kilku słów na osobności okazało się, że problem leży gdzie indziej:
- Nic z tego.- Wyznał jej Oskar.- Ona mnie nie kocha. Kocha kogoś innego.-Wciąż dręczył go piekący żal gdy tylko wyczuł jej bransoletkę, a potem ją zobaczył. Zanim to zrobił zamierzał łagodnie przyciągnąć ją do siebie i pocałować, ale nie zdołał pohamować złości widząc pamiątkę po ukochanym.
A więc nadal nosiła bransoletkę podarowaną mu jej przez Maćka.
Doskonale pamiętał jaka wściekła była gdy kiedyś wpadła do zlewu w mieszkaniu Sebastiana; jak natychmiast kazała mu ją wyciągnąć nie mogąc rozstać się z nią ani chwili dłużej. Próbował przypomnieć sobie czy nosiła ją gdy ze sobą sypiali, ale prawdę mówiąc nie miał zielonego pojęcia. Gdy się z nią kochał nie zajmowało go nic innego niż jej ciało; mogła być ubrana w worek pokutny a on i tak nie zwróciłby na niego uwagi tylko jak najszybciej próbowałby się go pozbyć.
- Jesteś tego pewny?- Spytała go Zuzanna, a on potwierdził skinieniem głowy.- Więc czemu z nim nie jest?
- Bo jej na to nie pozwalam, pozbawiam ją szczęścia żerując na jej poczuciu obowiązku. Ale nie powinienem dłużej tego robić i sam się łudzić.
Zuzanna słysząc jakąś dziwną nutkę w głosie Oskara po raz ostatni próbowała mu pomóc. Zamierzała wypytać Sylwię  tak dyskretnie jak tylko się da, ale zauważyła że dziewczyna nie jest do niej usposobiona tak jak wczoraj. Z wyraźną rezerwą zerkała na nią i na Oskara gdy tylko zamienili jakieś słowa. A gdy roześmieli się razem z tego jak mały Adrian próbował złapać kosmyk włosów Lenarczyka zacisnęła usta w wąską kreskę. I wtedy Zuzanna zrozumiała. Dlatego próbując ukryć uśmiech, gdy Kukulska wraz z Oskarem zamierzali wracać wzięła ją na stronę pod pretekstem rozmowy. Zaczęła ją słowami, że zauważyła iż między nią a Oskarem nic nie ma; że on jest jej całkiem obojętny. Potem spytała czy wie o ich dawnym związku. Gdy tamta przytaknęła powiedziała, że wciąż coś do niego czuje i że chciałaby nawiązać z nim romans o ile ona nie będzie miała nic przeciwko temu.
- Słucham?!- Krzyknęła Sylwia. Pani Lenarczyk próbowała ją uciszyć.
- Ci, jeszcze cię usłyszą.
- I dobrze, niech pani mąż dowie się jaką jest pani kobietą. Bezdusznie porzuciła go pani dla jego ojca tylko dla pieniędzy a teraz na nowo chce usidlić i wrzucić do bagna? Nie uda się to pani.
- Ale przecież powiedziałaś, że jest ci obojętny.
- Jest moim przyjacielem!
- I? Aż tak bardzo razi cię że twoi przyjaciele z kimś sypiają bądź się spotykają?
- Odwraca pani kota ogonem. Jak w ogóle może być pani matką dziecka?- Zakończyła Sylwia z wyraźnym oburzeniem odchodząc od Zuzanny. A potem bez słowa wyjaśnienia wsiadła do samochodu Oskara. W drodze nie powiedziała mu co tak bardzo ją zezłościło. Miała ochotę go udusić: a więc po to te ukradkowe uśmieszki, porozumiewawcze spojrzenia. Chcieli odnowić swój romans. Nie, to raczej ona chciała. Była pewna, że mimo to Oskar by tego nie zrobił. I pomyśleć, że tak polubiła Zuzannę z przymrużeniem oka traktując słowa Oskara o tym jaka jest interesowna. A to wszystko była szczera prawda! Ta kobieta nie tylko była wyrachowana, ale i bez krzty moralności i jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zrobiło jej się szkoda pana Lenarczyka który wydawał się ją szczerze kochać. A ona pytała ją o zgodę na romans z jej Oskarem!
Wracając do domu postanowiła jak najszybciej spakować wszystkie swoje rzeczy; nie chciała dłużej wynajmować mieszkania od Lenarczyka, nie chciała być zależna od niego i jego humorów. Nawet kilka godzin później pamiętała doskonale incydent z bransoletką. Darii radziła to samo: w końcu miała możliwość przeniesienia się do mieszkania brata. Kukulska planowała od razu wrócić do mamy, ale przyjaciółka przekonała ją, żeby spędziła w stolicy jeszcze kilka dni. Wtedy z pomocą Sebastiana i jej brata uda im się przewieść jej wszystkie rzeczy, których przez lata nazbierało się niemało. Gdy spytała wtedy Drwęcką gdzie niby ma mieszkać Maciek zaofiarował jej swój dom.
- Mam wolny pokój, możecie przecież na te kilka dni dzielić go z Darią razem.
Sylwia, trochę niechętnie na to przystała. Nie chciała kłopotać Drwęckiego własnymi problemami. Na dodatek wciąż pytał ją o przyczynę tak pospiesznej wyprowadzi z mieszkania Oskara; pytał czy w żaden sposób jej nie skrzywdził. Wiedziała, że robi t z troski, ale tego typu pytania ją irytowały. Sama nie raz narzekała na Oskara, ale gdy robili to inni od razu miała ochotę go bronić co nie było całkiem logiczne.
Zaledwie dwa dni później, gdy robiła zakupy decydując się odwdzięczyć za lokum przyrządzając smaczny obiad ( przebywającemu akurat w mieszkaniu Maćkowi powiedziała, że wybiera się na spacer inaczej z pewnością nie puścił by jej samej argumentując, że nie może pozwolić by nosiła ciężkie siatki z zakupami), do mieszkania Macieja zapukał Oskar. Lenarczyk chciał definitywnie wyjaśnić stanowisko byłego kolegi wobec Sylwii informując go, że zamierza zbudować z nią związek skoro mają stworzyć rodzinę. Był gotów nawet poprosić go o to by wycofał się z jej życia jeśli zaszłaby taka potrzeba albo- jeśli okazałoby się ono nie po jego myśli- zamierzał mu to wyperswadować. Tak czy inaczej nie mógł pozwolić na to by Kukulska zaczęła spotykać się z Maćkiem. Po prostu nie mógł. Gdy tylko Drwęcki odtworzył mu drzwi był wyraźnie zaskoczony jego widokiem.
- Przyszedłeś do Sylwii?- Spytał go.
- Nie, do ciebie. – Odparł mu Oskar. Zaraz jednak spojrzał na niego z konsternacją.- Czemu niby miałbym przychodzić tu do niej?
- Nie powiedziała ci? Mieszka u mnie.
- Co?
- Wyprowadziły się z Darią z twojego mieszkania dwa dni temu. Kukułka nalegała.- Oskar długo przetrawiał tę wiadomość. Nie wiedział czy bardziej czuje złość czy żal choć oba te uczucia splatały się w jego sercu w jedność. Miał ochotę uderzyć Maćka a zaraz potem błagać go by zrezygnował z Sylwii. Ale zamiast tego zareagował wściekłością. Bo go oszukała. Zmyliła go faktem, że w ciągu ostatnich trzech tygodni w ogóle nie wspominała o Maćku, w rzeczywistości planując uwicie z nim wspólnego gniazdka. I jeszcze kłamała w żywe oczy mówiąc o zamiarze przeprowadzce do matki! Boże, ależ okazał się być głupcem.
- Jakim prawem?
- A skąd mam wiedzieć czemu to zrobiła? Po prostu chciała i już.
- Miałem na myśli jakim prawem to ty zaoferowałeś jej pomoc.
- Bo tego chciała.
- Gdzie ona teraz jest?- Jednym ruchem wdarł się do środka. Maciej próbował go powstrzymać.
- Nie ma jej teraz.
- Sylwia! Sylwia!- Krzyczał rozzłoszczony nie mogąc uwierzyć w to co powiedział mu były przyjaciel. Przecież ona nie mogła mu tego zrobić. Nie mogła wprowadzić się do Maćka. Nie, nosząc pod sercem jego dziecko. I nie, gdy on ją wciąż kochał. Ostatnio dogadywali się całkiem nieźle: pomogła mu nawet pogodzić się z ojcem. I okej, potem wkurzył się na nią żegnając w złości, ale to nie znaczyło, że pozwoli jej na związanie się  z innym mężczyzną. A raczej należałoby rzec Maćkiem. Bez względu co kiedyś sobie mówił i co jej obiecywał nie mógł tego zrobić.
- Przestań się wydzierać! Ślepy jesteś czy co? Nie ma jej. A teraz z łaski swojej wynocha z tego pokoju. A może chcesz zajrzeć jeszcze do szafy?
- Nie pozwolę ci jej zabrać, rozumiesz? Nigdy nie będzie twoja.
- Czy tego chcesz czy nie, ona już jest moja. Kocha mnie a ja ją. I gdybyś nie wpieprzył się w jej życie wykorzystując w momencie gdy była najbardziej podatna na zranienie moglibyśmy już dawno być razem.- Oskar nie wytrzymał; wiedział że właściwie nie ma żadnego powodu bo najpewniej to co mówił Drwęcki było samą prawdą, ale i tak go uderzył. Tamten mu oddał; w ten sposób zawiązała się między nimi walka. Razem przepychali się po pokoju a potem korytarzu robiąc potworny łoskot. W pewnej chwili usłyszeli damski krzyk. Oskar uniósł głowę do góry napotykając wzrok Sylwii. Zamierzał do niej podejść, ale Drwęcki był szybszy: podciął go tak, że wylądował z łoskotem na podłodze. A potem sam zbliżył się do Kukulskiej.
- Co to wszystko ma znaczyć? Dlaczego się bijecie?
- Jego spytaj.- Prychnął Maciej wskazując na wciąż leżącego na ziemi Oskara.- Jest niebezpiecznym wariatem napadającym na ludzi.
- Nie jestem niebezpieczny.- Z podejrzanie spokojnym tonem Lenarczyk podniósł się z podłogi. Potem spojrzał na Sylwię:- Dlaczego się do niego przeprowadziłaś? Jesteście razem?
- Nie, mieszkam u niego tylko przez kilka dni, do czasu następnego badania i weekendu. Dopiero wtedy Maciek może mnie odwieść razem ze wszystkimi rzeczami, bo w ciągu dnia ma kursy wieczorowe.
- Czemu więc mi o tym nie powiedziałaś? – Spytał sceptycznie nie wiedząc czy powinien jej wierzyć.- Ja mógłbym cię zawieść do domu.
- Zważywszy na naszą ostatnią rozmowę wolałam tego nie robić.- Odparła sztywno stawiając na podłogę siatki z produktami. Potem zaczęła zdejmować swoją kurtkę.
- Nie rozbieraj się, zaraz stąd wychodzimy.
- Słucham? Niby dlaczego?
- Dlatego, że tak chcę. Równie dobrze możesz pomieszkać u mnie.
- Ale Sylwia mieszka już tutaj.
- Nie wtrącaj się Maciej, to sprawa między mną  a nią.
- Maciek ma rację; nie będziesz mi rozkazywał.
- Będę jeśli tylko najdzie mnie ochota.
- Więc spróbuj mnie zmusić.- Syknęła.
- Myślisz, że tego nie zrobię?- Zbliżył się do niej z niebezpiecznym błyskiem w oku, który ją tylko rozwścieczył.
- Nie będę dla ciebie zabawką którą możesz odrzucić w kąt gdy ci się znudzi raz się wściekając a kiedy indziej udając milusińskiego!
- A ja nie będę tolerował sypiania z Drwęckim.
- Wcale z nim nie sypiam. A ty sądzisz ludzi własną miarą.
- Ale miałabyś na to ochotę prawda? Tylko wiesz co, potem nie licz że Maciek się z tobą ożeni i zbuduje jako taki związek. Zwłaszcza, że jesteś w ciąży z innym. Dziecko zniszczyło twoje plany, co?
- Moje? Moje plany?! To nie ja stale cię nachodzę wypominając ile przez ciebie straciłam. To nie ja przy każdej kłótni wyrzucam na światło dzienne to, że ta wpadka w dużej mierze była spowodowana moją winą. I to nie ja do cholery wrzeszczę na ciebie by dać upust swojej pieprzonej frustracji!
- Teraz nie chodzi o dziecko a o ciebie!
- Zawsze chodzi ci o to dziecko!- Odwarknęła dłonią wskazując swój brzuch. Potem postąpiła o krok w jego stronę.- To paradne, że wyrzucasz mi coś co sam czujesz. Bo jedyną osobą która chciałaby by tego dziecka nie było jesteś ty sam!
- Nie waż się tak mówić.- Syknął nachylając się w jej stronę.
- A ty nie waż się traktować mnie jak jakąś pierwszą lepszą panienkę albo lalkę którą można sterować mówiąc jej co i jak ma robić. Bo wyrzucę cię ze swojego życia prędzej niż myślisz.
- Grozisz mi?!- Wrzasnął ściskając jej ramię. Wściekła nawet tego nie zauważyła. Maciek za to tak.
- Hej, puść ją.- Zignorowali go oboje.
- Grożę, obiecuję: traktuj to jak chcesz. Bo nie pozwolę ci się więcej tak traktować, rozumiesz? Nie pozwolę. A potem maksymalnie mogę ci utrudnić kontakt z dzieckiem, więc radzę ci mnie nie prowokować.
- Ty…
-…no, dokończ: proszę, nie krępuj się. Powiedz za kogo mnie masz! Bo ty dla mnie jesteś niedorosłym chłopczykiem zwalającym odpowiedzialność za swoje problemy na wszystkich i wszystko! Najpierw była Zuzanna, potem Adrian, a teraz to dziecko. Wszyscy są winni, ale nie…- Urwała gdy gwałtownie ją puścił. Chyba w fetorze emocji nie zdawała sobie sprawy jak mocno ją trzymał, bo teraz zachwiała się na nogach. Zaraz potem poczuła tak potworny skurcz brzucha, że upadła.
- Sylwia? O Boże Sylwia, nic ci nie jest?!- Maciek niemal w tej samej chwili dopadł do niej klęcząc na podłodze. To spowodowało, że Oskar się odwrócił. Jezu, przecież on jej nie popchnął. Dlaczego więc udaje, że tak było? Zaraz jednak patrząc na jej ściągniętą w bólu twarz zrozumiał, że wcale niczego nie udaje. Czując szybsze bicie serca postąpił krok w jej stronę.
- Co się dzieje, Sylwia?
- Nic, wynoś się stąd.- Prychnął Drwęcki.- Przez ciebie tylko się zdenerwowała!- Gdy z gardła Kukulskiej dobiegł jęk Maciej zwrócił się do niej:- Już w porządku, kochanie. Co cię boli?
- Sylwia, spójrz na mnie. Powiedz co się dzieje. Czujesz skurcze?- Oskar pochylił się nad dziewczyną całkowicie ignorując słowa Maćka. Bo teraz nie była matką jego dziecka, ale pacjentką. I musiał zachować zimną krew.
- Nnie wiem. Booooli.- Wyjąkała nie będąc w stanie się podjeść. To przeważyło szalę. Oskar gwałtownie wstał, a potem wyjął z kieszeni telefon. Zaraz potem zadzwonił na pogotowie.
To było najdłuższe piętnaście minut jego życia choć pewnie w innej sytuacji musiałby przyznać, że służba zdrowia się pospieszyła. Tyle, że tu chodziło o zdrowie i życie jego dziecka. I jego Sylwii. Każdy jej jęk czy szloch rozrywał mu wnętrzności. Paradoksalnie najgorsze jednak było to, że to nie on niósł jej ukojenie a Maciek który nie odstępował jej na krok szepcząc słowa pocieszenia. Nawet wtedy gdy spanikowana uważała że poroniła. On się nie odzywał. Nawet wtedy gdy ja jej jasnych spodniach zobaczył małe czerwone plamki. I wiedział, że Maciek który wówczas spojrzał na niego z przerażeniem też musiał je dostrzec.
Gdy zjawili się ratownicy pospiesznie zbadali pacjentkę potem pakując ją na nosze. Wciąż zwijała się z bólu. I wciąż płakała.
On sam stał jak skamieniały przyglądając się temu wszystkiemu jakby z daleka. Otępiały, zupełnie jakby nie był lekarzem i nie raz czy dwa działał szybko i chłodno, teraz z trudem zareagował na pytania ratownika medycznego. Potem zgodnie z poleceniem podał wszelkie niezbędne szczegóły dotyczące danych personalnych pacjentki.
Pół godziny później Kukulska jechała do szpitala w karetce na sygnale a obok niej dwóch lekarzy wraz z Oskarem i Maćkiem.
Obydwaj, gdy dziewczyna została pospiesznie wwieziona na salę, czekali pod drzwiami na korytarzu. Obydwaj czuli się winni tego co się stało. I obydwaj mieli nadzieję, że dziecku nic się nie stało. Na dodatek Oskarowi wciąż pobrzmiewał w głowie krzyk Sylwii, jedyne słowa które wypowiedziała podczas tego apogeum bólu: „ratujcie moje dziecko”. A potem jej pełen cierpienia  wzrok gdy niemal boleśnie ściskała go za rękę w karetce pewnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Przed oczyma wciąż miał ślady krwi na jej garderobie,  słyszał głośny krzyk i płacz, który nie ustawał nawet gdy zatykał sobie uszy Nie miał pojęcia dlaczego, ale był pewien że jednak jej prośba nie zostanie spełniona. Że stracili swoje dziecko.
Przez niego.
- Który z panów był ojcem dziecka?- Jakąś godzinę później spytał wyłaniający się z sali lekarz. Oskar z trudem wstał. Nie przeoczył czasu przeszłego jakiego użył doktor w swoim pytaniu. Mimo to jeszcze miał nadzieję gdy pytał:
- Co z dzieckiem i Sylwią?
- Przykro mi. Dziecko nie żyje. Ale pani Kukulska czuje się bardzo dobrze, choć teraz podaliśmy jej leki uspokajające. Proszę za mną, wyjaśnię wszystko w swoim gabinecie; powinniśmy też dopełnić formalności…
Oskar nie słuchał swój lekarza dalej, mimo że ten mówił coś o powikłaniach o wadliwej budowie płodu. Nie wytrzymał gdy widząc jego przygnębienie staruszek skwitował to uwagą, że może dobrze się stało. Dziecko miało poważnie uszkodzoną strukturę. I tak nie wiadomo ile by jeszcze pożyło. Ten upadek nie był bezpośrednią przyczyną śmierci płodu. Po prostu tak czasami bywa: był słaby i rozwijał się nieprawidłowo. Poronienie mogłoby nastąpić nawet w momencie spaceru lub snu. Jeśli już to upadek tylko przyspieszył to co było nieuniknione, bo w takich warunkach łożysko nie mogłoby rozwinąć się prawidłowo. Krytykował lekarza prowadzącego ciążę Kukulskiej gdy Oskar powtórzył mu jego słowa zarzucając zbyt optymistyczne podejście do sprawy. „Płód nie rozwijał się dobrze i to z pewnością dało się już zauważyć na USG. Nie wiem po co poprzedni ginekolog wzbudzał u państwa bezpodstawne nadzieje. Po usunięciu płodu gołym okiem było widać pierwsze symptomy które z czasem tylko by się pogłębiały. To było nie do opanowania czy wyleczenia.” Na koniec dodał jeszcze, że jego partnerka z pewnością będzie mogła mieć jeszcze z nim wiele dzieci, że wada wcale nie była wrodzona ani sprowokowana czynnikami genetycznymi. Wtedy Oskar bez słowa wyszedł z lekarskiego gabinetu a potem szpitala. Szedł właściwie bez celu czując się tak przygnębiony jak nigdy dotąd. W swoich myślach wciąż słyszał krzyk Sylwii o tym by uratował jej dziecko. Odruchowo wrócił też do momentu gdy powiedziała mu o ciąży a on sądził, że chce się jej pozbyć:

(…) nigdy nawet w myślach nie dopuściłabym do usunięcia ciąży. Uważasz mnie za dzieciobójczynię bez serca? Powinieneś znać mnie już na tyle by to wiedzieć. Poza tym nie mam żadnej alternatywy, bo aborcja jest w Polsce zabroniona, a nawet gdyby nie była to nie pozbawiłabym życia niewinnej istoty tylko z powodu swojego błędu. Nigdy nie usunęłaby swojego dziecka nawet gdyby pochodziło z gwałtu lub groziła mi śmierć. Wolałabym już sama umrzeć gdybym miała dokonać wyboru ja czy ono.

Wolałabym sama umrzeć gdybym miała dokonać wyboru ja czy ono.
Z chwilą gdy uświadomił sobie co te słowa znaczą wiedział, że to już koniec. Ona nigdy już mu nie wybaczy.
Nigdy nie daruje mu, że to z jego winy zginęło ich dziecko. Miał gdzieś co mówił lekarz: płód nie mógł być uszkodzony na tyle by dało się przewidzieć czy rzeczywiście w przyszłości możliwa jest u dziecka wada serca. To były tylko przypuszczenia i nic nie znaczące spekulacje. A nawet jeśli to sto razy bardziej wolałby chore dziecko niż żadne dziecko bez Sylwii.
Nie mając pojęcia co ze sobą zrobić gdy dotarł do parku, usiadł na jednej z wolnych ławek. I choć na zewnątrz słońce prażyło niemiłosiernie, on nie czuł gorąca. Po jego ciele wciąż pełzały zimne dreszcze wywołując gęsią skórkę. Wiedział, że powinien teraz być tam z nią; wiedział że powinien ją teraz wspierać, ale nie był w stanie. Z jękiem ukrył twarz w dłoniach czując pod powiekami łzy.
Zdawał sobie sprawę, że początkowo jego pobudki z chęci posiadania niemowlaka nie wynikały z rozbudzonego instynktu ojcowskiego jeśli w ogóle coś takiego istniało. Już raczej z faktu, że matką tego dziecka miała być Sylwia. A on tak bardzo chciał by coś ich łączyło nawet jeśli jeszcze nie dorósł do roli taty.
Z czasem jednak, z każdym upływającym tygodniem abstrakcja wydawała mu się nabierać realnych kształtów. Zaczął się cieszyć, planować w wyobraźni wygląd przyszłego berbecia, zastanawiać się nad jego płcią. A gdy jeszcze kilka dni temu odwiedził macochę i bawił się z małym Adrianem to czuł przy tym niesamowite szczęście. I zdał sobie sprawę, że pragnie dziecka nie tylko z powodów czysto egoistycznych jakimi była chęć zdobycia w ten sposób Sylwii; po prostu chciał tego dziecka dla samego siebie.
A teraz, o ironio, nie miał już nic.
Pomyślał, że powinien się do tego przyzwyczajać: przecież już dwa razy wcześniej doświadczył tego uczucia: po raz pierwszy gdy umarł Adrian a po raz drugi gdy opuściła go Zuzanna. Ale nie przypominał sobie by to aż tak bardzo bolało w obu tych przypadkach. Teraz po prostu stracił nadzieję na to, że kiedykolwiek po czymś takim uda mu się pozbierać. Na dodatek wciąż nękały go wyrzuty sumienia które pomimo upływu kolejnych dni wcale nie malały.
Wierzył jednak, że Sylwia jakoś poradzi sobie z tą sytuacją.

A już na pewno bez niego.

***

Sylwia z wolna budziła się gdy działania leków uspokajających już dawno minęły. Nie chciała jednak tego robić. Cichutko westchnęła gdy pomyślała o tym co spotkało jej dziecko. Nie chciała otwierać oczu, ale kojący dotyk dużej męskiej dłoni przynosił jej sporą ulgę.
- Oskar?- Szepnęła doskonale pamiętając go z karetki.
- Nie, to ja Maciej. Jak się czujesz?- A więc jednak się pomyliła.
- Fizycznie całkiem nieźle.- Powiedziała  z trudem.- Gdzie Oskar?
- Nie wiem. Gdy lekarz powiadomił go o utracie dziecka, przez kilka minut rozmawiał z nim w gabinecie, a potem wybiegł ze szpitala bez słowa.- Kukulska powtórnie przymknęła oczy. Boże, myślała. A więc to prawda. Na pewno je straciłam. Jak przez mgłę przypomniała sobie nieprzyjemne badanie, a potem cały zabieg usunięcia resztek płodu. Zorientowała się, że płacze gdy poczuła dotyk chłodnych palców na swojej twarzy ścierających jej łzy. Odepchnęła je.
- Ja…ja chciałabym zostać teraz sama. Możesz wyjść?
- Sylwia wiem, że jest ci ciężko, ale…
- Błagam. Chcę być teraz sama.- Poprosiła płaczliwym głosem. Drwęcki niepewnie skinął głową.
- Powiadomiłem twoją mamę i brata.- Powiedział jeszcze na odchodnym.- Powinni zjawić się w szpitalu jeszcze dzisiaj. Daria jest jeszcze w pracy i nie odbiera telefonu, ale gdy tylko to zrobi spróbuję się z nią skontaktować. Mam zadzwonić do kogoś jeszcze?
- Nie.- Odpowiedziała lakonicznie.
Gdy wyszedł Sylwia mocno zacisnęła swoje usta z trudem tłumiąc krzyk na który miała wielką ochotę. Łzy wciąż ciurkiem spływały jej z twarzy a ona nie mogła ich powstrzymać. I właściwie dlaczego, pytała samą siebie. Przecież nie chciała tego dziecka. Gdy dowiedziała się o ciąży miała szczerą ochotę rzucić się pod  pociąg- a przynajmniej przez pierwsze dziesięć sekund. Poza tym czy to w ogóle była ciąża? Przecież to co zagnieździło się w jej brzuchu to nawet nie było dziecko. Zaledwie dwunasty tydzień.
Mały, co najwyżej kilku centymetrowy płód.
Niecałe trzy miesiące…
Ta myśl wywołała nową falę bólu więc oddaliła ją od siebie. Uspokojenia samej siebie nic jej nie dały, własny rozsądek i racjonalne podejście ją zawiodły.
Bo to wcale nie był żaden embrion czy płód. To było jej małe niechciane dziecko, którego teraz nie ma. A za którego życie oddałaby nawet swoje.
Parsknęła przez łzy. Ot, spóźniony instynkt macierzyński, pomyślała z przekąsem. Szkoda tylko że nie uruchomił jej się gdy kłóciła się z Lenarczykiem a potem upadła. Gdyby nie to, może nadal byłaby w ciąży.
Nie, to było nie do zniesienia, każda myśl błądząca jej w głowie, każde wspomnienie i każde drobiazgowe odtwarzanie w umyśle tamtej sytuacji nie miało żadnego sensu. Przeszłości i tak nie mogła zmienić, a gdybanie co mogła zrobić by zapobiec upadkowi zdawały się na nic. Ulgę przyniósł jej tylko sen: zmęczone łkaniem ciało zapadło w drzemkę ponad godzinę później.
Gdy znów się obudziła siedział obok niej Sebastian; potem w rogu ujrzała Maćka. Brat uścisnął jej dłonie a potem ostrożnie przytulił nie zważając na to, że swoimi łzami moczy mu koszulkę. Trzymał ją tak w swoich objęciach bez żadnego słowa ponad pół godziny choć pielęgniarka, która przyszła zmienić pacjentce kroplówkę sugerowała by chora po zabiegu leżała w łóżku. W końcu, gdy Kukulski wciąż nalegał zgodziła się. Widząc stan Sylwii uznała najwyraźniej, że taka drobna forma pocieszenia jej się przyda.
Wieczorem zjawiła się Daria, a wczesnym rankiem z domu przyjechała mama i bliźniaki. Zjawił się również ponownie Maciej przynosząc jej ubrania i bieliznę na zmianę; jego siostra przyszła po pracy.
Oskar jej nie odwiedził.
Na początku to wkurzało: pamiętała ich ostatnią kłótnię i nie mogła mu wybaczyć tej chęci dominacji nad nią, która wcale nie wynikała z troski o nią, ale z jakiejś źle pojętej chęci rywalizacji z Maćkiem.
Potem irytowało: w końcu przecież wypadało by to zrobił, nawet jeśli ani on ani ona nie mieli na to najmniejszej ochoty.
Po pierwszej dobie spędzonej w szpitalu zaczęło smucić. No bo co jeśli on jednak obwinia ją o śmierć tego dziecka? Jeśli wypowiadane przez niego podczas ich ostatniego spotkania słowa były prawdziwe? Jeśli serio sądził, że byłaby zadowolona gdyby poroniła?
A teraz…teraz zwyczajnie bolało. Nawet nie tylko dlatego, że potrzebowała jego wsparcia jako ojca dziecka, nie dlatego że swoim humorem czasami potrafił całkowicie ją rozbroić, i nie z powodu faktu że za nim tęskniła (choć sama przed sobą przyznawała się do tego niechętnie). Po prostu jego nieobecność jasno pokazywała, że nie chce mieć już z nią niczego wspólnego. I że naprawdę uważał, że łączyło ich tylko dziecko.
Tylko raz odważyła się spytać o to Darię; poprosiła ją nawet by odwiedziła Oskara i zobaczyła jak się czuje. Zapomniała już jak potraktował ją w swoich ostatnich słowach, w końcu na swój sposób starał się okazać jej troskę. Uważał, że Maciek zrobi jej krzywdę, że będzie ją zwodził. Tyle, że tak naprawdę do jego zachowanie doprowadzało ją do bólu.
Drwęcka po wyjściu od przyjaciółki była na nią trochę zła. Nie rozumiała jak Sylwia mogła jeszcze czegokolwiek chcieć od Oskara skoro teraz dobitnie pokazał jaki z niego drań. Trzeba być bez serca żeby zostawić matkę swojego dziecka w takiej chwili. Nawet jeśliby jej nienawidził nie powinien aż tak ranić jej swoją nieobecnością. Nie omieszkała podzielić się tym wszystkim z Sebastianem:
- I wiesz co mi powiedziała na koniec? Żebym z nim porozmawiała. –opowiadała potem swojemu chłopakowi.
- Daria, to był w końcu ojciec jej dziecka.
- I co z tego? Przecież nic dla niej nie znaczył.- Sebastian powstrzymał się od komentarza, że on wcale nie jest tego taki pewny. Już na samym początku ich znajomości czasami wydawało mu się, że między nimi trochę iskrzy; owszem kłócili się przy każdej okazji a Oskar był wobec niej ironiczny ale miało to na celu raczej doprowadzenie jej do złości a nie zranienie. Tyle, że z biegiem lat okazało się to nie być prawdą; nic nie zapowiadało że cokolwiek się między nimi wydarzy, potem Lenarczyk spotkał Olgę i Kukulski porzucił tę myśl. Ale kilkanaście tygodni temu coś jednak między nimi zaszło. Sebek wiedział, że jego przyjaciel nie był draniem i podrywaczem, nie wykorzystałby jego siostry tylko po to by udowodnić sobie jaki jest męski. To Sylwia musiała wyjść z inicjatywą, co zresztą sam przyznał Oskar. Daria wspominała, że w tamtym czasie Sylwia zerwała kontakt z Maćkiem. Może to dlatego rzuciła się w ramiona Lenarczyka? By zapomnieć o tamtym?
- Zostaw to już.
- Jak mogę to zostawić? Przecież obiecałam to twojej siostrze, więc nie mogę…
- Ja z nim porozmawiam. Postaram się zrobić to spokojnie.
Następnego dnia Sylwia czuła się już trochę lepiej. To była już jej trzecia doba w szpitalu i właściwie mogłaby zostać wypisana gdyby nie- jak się domyślała- wpływy Drwęckich. Już od samego początku Maciek przekonywał by przenieść ją do prywatnej kliniki, ale ona nie chciała się na to zgodzić. W końcu nic jej nie dolegało: ciąża była w pierwszym trymestrze, więc właściwie zabieg jej usunięcia nie był niebezpieczny. Może raczej nieprzyjemny, ale na pewno nic jej nie groziło. Nie było więc potrzeby by załatwiać jej najlepszą specjalistyczną opiekę. Ale Maciej po zobaczeniu wyników jej badań zawyrokował, że powinna zostać w szpitalu jeszcze do końca tygodnia. I dziwnym trafem gdy zjawił się lekarz powiedział to samo.
Sylwia nie chciała właściwie protestować, choć dawniej by to zrobiła. Ale po co? Przynajmniej siedząc tu mogła poddawać się rozmyślaniom i samotnie spędzać noce płacząc. ( tu wietrzyła kolejne udogodnienie załatwione jej przez Drwęckich: bo w pokoju nie było innych pacjentek, chociaż dwa łóżka obok niej pozostały wolne) Wciąż nie mogła się do końca pozbierać, a sam fakt że musi to zrobić napawał ją przerażeniem.
Bo nic na nią już nie czekało.
Bo nie miała pracy, nie miała dziecka, nie miała nadziei.
Bo już nie czuła się szczęśliwa.
Przepełniała ją pusta, nie miała celu w życiu. I chyba to chyba było przerażające dla osoby, która skrupulatnie zawsze wszystko planowała.
Wciąż ją ktoś odwiedzał (nawet bliźniacy specjalnie tłukli się pociągiem z rodzinnego domu łącznie z mamą), wciąż ktoś mówił że to nie koniec świata, zapewniał że wszystko będzie dobrze. Tyle że nie było.
- Sylwia, jak się masz?- Po krótkim pukaniu tym razem do pokoju wszedł Maciek. Widząc go Kukulska zmusiła się do uśmiechu.
- W porządku.- Odpowiedziała. Zresztą tak odpowiadała codziennie niezmiennie od tych kilku dni spędzonych na sali. Co z tego, że nie była to prawda? Gdyby powiedziała, że jest inaczej wiązałoby się to z kolejną kaskadą pytań i bezskutecznymi próbami jej pocieszenia. To z kolei i tak musiałoby się zakończyć kłamstwem, bo w  jej stanie ducha nic by jej nie pocieszyło. Dlatego, w rekonesansie, uważała że oszczędza sobie i gościom energii na bezsensowną paplaninę. Odruchowo przypomniała sobie, że dawniej była gadułą. Oskar nawet nazywał ją paplą.

- A ty znów paplesz.
- Ja? Ja paplam? Wcale nie paplam;  nawet nie jestem gadatliwa! I przestań się ze mnie śmiać! Jesteś niewychowanym prostakiem!
- A ciebie chyba trzeba uciszyć, bo przeczuwam że zaraz nadciągnie prawdziwa furia.
- Słucham?
- No, wiedziałem, że to świetny pomysł byś przestała gadać.

Wspomnienie pocałunku z Lenarczykiem szybko zostało stłumione w jej głowie gdy przed jej oczami pojawiły się kolorowe kwiaty. Po raz drugi zmusiła się do uśmiechu.
- Dziękuję. Mam dziś urodziny o których nie wiem?
- Raczej nie. Po prostu chciałem sprawić ci przyjemność.
- Są śliczne. Tylko nie mam tutaj wazonu.
- Postaram się skombinować jakiś słoik.- Tym razem jej uśmiech był szczery. Zaczęli rozmawiać na dość neutralne tematy, Maciek opowiadał jej o swoim kursie i przyszłych planach, ona starała się słuchać tego z entuzjazmem. W końcu temat zszedł na Oskara, a raczej ich ostatniej rozmowy i kłótni w której doszło do poronienia. – Bo to nieprawda.- Powiedział na koniec Drwęcki.- Wcale nie jestem chłopcem który nie potrafi się ustatkować.- Sylwia wyczuła, że Maciek może powiedzieć coś co jej się nie spodoba, że może nie być na to jeszcze gotowa, ale nie miała pojęcia jak go zatrzymać. – Wiesz, że moje uczucia do ciebie się nie zmieniły odkąd ci je wyznałem po powrocie z sanatorium, prawda?
- Maciek, nie mam siły teraz o tym rozmawiać.
- Wiem, że to nie najlepsza pora.- Przyznał.- Ale jednocześnie jest ci to potrzebne by pomóc podnieść się z tego co cię spotkało. Chcę byś wiedziała, że jest coś do czego możesz dążyć, że utrata dziecka nie była końcem.- Słysząc to Sylwię przepełniły dwa sprzeczne uczucia: chęć zatkania sobie uszu i jednocześnie wdzięczność do Drwęckiego za to, że rozumiał iż teraz potrzeba jej w życiu celu. Ale nie miał pojęcia, że teraz on nie mógł nim być. Już nie.
- Maciek, ale moja odpowiedź mimo upływu czasu też się nie zmieniła. Wciąż nie możemy być razem.
- Możemy. Uważasz, że po tym wszystkim to byłaby zdradza wobec dziecka, ale to nieprawda. Ty też masz prawo do szczęścia. Gdy zacząłem to wszystko analizować zrozumiałem, że tak naprawdę to zawiniłem tylko ja. I cierpisz też przeze mnie.
- Co? Przecież nie miałeś nic wspólnego z poronieniem. Sama upadłam i…
- Ale to przeze mnie związałaś się z Lenarczykiem. Zrozumiałem to dopiero po fakcie: bo zrobiłaś to właśnie dlatego, prawda? By o mnie zapomnieć, by ukoić swoje złamane serce gdy ja tak brutalnie zostawiłem cię z tym wszystkim samą. Pamiętam jak wyznałaś mi swoje uczucia a ja stchórzyłem. I teraz bardzo tego żałuję. A Oskar to wykorzystał; wiedział o twojej słabości i uczuciach, a mimo to w twoim stanie ducha nawiązał z tobą romans.- Sylwia milczała spuszczając głowę. Miał przecież rację: fakty prezentowały się dokładnie właśnie w ten sposób. Tyle, że…no właśnie w grę wchodziło coś jeszcze: okoliczności, wspólne spędzanie czasu, może nawet uczucia. Bo rzeczywiście zdecydowała się na romans z Oskarem targana rozpaczą i poczuciem beznadziei; miała już prawie trzydzieści lat a Maciek był jedynym facetem który kiedykolwiek ją zainteresował. Dlatego uważała, że klin wybije sobie innym klinem. Ale z czasem, z czasem coś się zmieniło. To przestał być tylko seks, to była zabawa, przyjemność, szczerość i chęć spędzania z Oskarem czasu. To nie był tylko romans. I to nie było tylko pożądanie. Z chwilą gdy to sobie uświadomiła jej cały tok dotychczasowego myślenia uległ zmianie. A stało się tak za sprawą poznania własnych uczuć.
Kochała go.
Kochała Oskara Lenarczyka pomimo tego, że w ostatnich tygodniach nie traktował jej najlepiej, pomimo faktu że szydził z jej miłości do Maćka (choć notabene miał rację) czy ciągłych kłótni i wzajemnych oskarżeń, których nie szczędzili sobie w ostatnim okresie.
Bo oprócz tego był zabawny, czuły, ciepły i błyskotliwy; pełen pasji do medycyny i wrażliwy co okazało się gdy odwiedzili razem jego ojca czy gdy opowiadał jej o zmarłym bracie i matce.
Dzięki tej świadomości zaczęła już wszystko rozumieć; poznała przyczynę z powodu której w jego (Oskara)  towarzystwie czuła się nerwowo, uwielbiała jego pocałunki czy oddawała się z rozkoszą i nieskrępowaniem choć na samo wspomnienie o parkingu pod kinem dostawała wypieków na twarzy. Dlaczego była zazdrosna o Olgę czy jego dawne uczucie do Zuzanny; dlatego nie chciała zgodzić się na małżeństwo, bo wiedziała że jej nieodwzajemniona miłość spotęguje jeszcze tylko cierpienie. I to dlatego teraz wciąż płacząc w głębi duszy liczyła na to, że jednak ją odwiedzi.
Na dodatek okazywało się, że znał ją lepiej niż ona sama: wiedział, że Maciek był tylko jej nawykiem. Wiedział, że jest namiętna choć sama uważała, że gdyby miała kochać się z innym mężczyzną okazałaby się być zimną rybą. Wiedział też, że czasami ma ochotę uciec od tego swojego uporządkowania i planowania choć bardzo je kocha by zrobić coś szalonego. Tak jak zgodzić się na ten wypad nad paralotnię. Ale jak mogła o tym wszystkim powiedzieć teraz Drwęckiemu?
- Maciek, masz rację.- Zaczęła.- Tak było. Bo kochałam cię od lat, wiesz? Zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia.
- Boże, Sylwia…
- Nic nie mów, pozwól mi dokończyć. Bo nie sądzę bym powiedziała to czego pragniesz. Ja…ja nie chcę z tobą być, Maciek. Nie tylko nie mogę, ale i nie chcę. To już się skończyło, wypaliło i teraz wiem że się nie uda. Może nawet podświadomie wiedziałam to te cztery miesiące temu gdy wyznawałam ci miłość przed sklepem jubilera? Nie wiem. A może kochałam swoje wyobrażenie o tobie? Tego też nie wiem.
- Kukułka, nie staraj się przekonać mnie że jest inaczej tylko dlatego, że boisz się szczęścia i mi zaufać.
- Ale tak wcale nie jest.
- Jest. Kochasz mnie i gdy byłaś w ciąży rozumiałem twoją lojalność wobec Oskara i nienarodzonego dziecka; prawdę mówiąc zdecydowałem się odsunąć na dalszy plan i z czasem zapomnieć by móc być twoim przyjacielem dopóki nie zaczął zachowywać się jak dupek. Ale teraz…teraz gdy zniknęła ostatnia przeszkoda to…
- Co masz na myśli mówiąc o tej przeszkodzie?- Spytała zimno. –Moje dziecko?
- Nie, to wcale nie tak. Nie chciałem się tak wyrazić; chodziło mi o coś zupełnie innego.
- Zapamiętaj sobie, że moje dziecko nie było mi zawadą. Może i nie było planowane, owszem; może i bałam się odpowiedzialności i panikowałam. Ale nigdy, powtarzam nigdy nie chciałabym go stracić. Oddałabym swoje życie gdyby istniała możliwość bym uniknęła poronienia. Zgodziłabym się na to bez zmrużenia powiek i jakiegokolwiek wahania.
- Wiem Sylwia. Naprawdę to wiem.
 -Więc nie mów mi do cholery...- Z trudem powstrzymywała się od szlochu.-…że dziecko było przeszkodą. Bo oddałabym wszystko by przywrócić je do życia. I wcale nie dlatego nie chcę być z tobą. Nawet nie dlatego, że gdybyś naprawdę mnie kochał to nie przeszkadzałaby ci moja ciąża skoro nie zamierzałam związać się z ojcem dziecka i chciałbyś być ze mną już wcześniej. Ale po prostu dlatego, że byłam głupia i ślepa nie potrafiąc dostrzec tego czego naprawdę pragnę.
- Co?
- Nie kocham cię Maciek. Chyba…chyba nigdy cię tak naprawdę nie kochałam. A nawet jeśli to stopniowo zaczęłam się w tobie odkochiwać tak, że w końcu został we mnie tylko sam nawyk kochania cię nie poparty żadnym głębszym uczuciem.
- Nie rozumiem. Przecież wtedy na tamtej ulicy wyznałaś mi miłość. Co się zmieniło poza tym że wdałaś się w romans z facetem którego nie kochałaś i zaszłaś z nim w ciążę?- Gdy nie odpowiedziała jakaś niedorzeczna myśl wylęgła się w mózgu Drwęckiego; tak niedorzeczna że może nawet prawdziwa. Dlatego spytał:- Zakochałaś się w nim, prawda?- Teraz też odpowiedziała mu tylko cisza. Zaklął cicho podnosząc się z krzesełka nie mając pojęcia co zrobić ze swoimi uczuciami. Kochał ją. Tak bardzo, że nie wyobrażał sobie by mogła należeć do innego mężczyzny a już na pewno nie do Lenarczyka. I tak mocno, że pomimo iż sądziła inaczej związałby się z nią nawet gdyby urodziła dziecko Oskara. Ale po prostu jej tego nie proponował znając obowiązkową naturę. Bo nigdy nie zgodziłaby się na związek z nim skoro miałaby wychowywać obce dla niego dziecko. Dlatego gdy go nie było…gdy go nie było wpadł w euforię. Nie dlatego, że po jej związku z Lenarczykiem nie było już śladu; prawdę mówiąc to sam cierpiał widząc jak Sylwia robi to z powodu jego utraty, ale brak moralnych zobowiązać oraz czegoś co łączyłoby ją z Oskarem mogła uwolnić ją od poczucia winy. Teraz okazało się, że się mylił.
Powiedziała, że go nie kocha.
Powiedziała, że być może jej uczucie zawsze było tylko ułudną.
Powiedziała (a właściwie nie powiedziała, ale to było więcej niż oczywiste) że kocha Oskara.
Oskara, który wciąż na nią krzyczał, wściekał się i rozkazywał. Faceta, który odciął się od rodziny i przyjaciół tylko dlatego że laska rzuciła go dla jego ojca. I czasami potrafił tak dopiec, że najbardziej elokwentni odpadali nie mogąc wymyśleć ciętej riposty. A przede wszystkim człowieka, który być może przyczynił się do utraty przez nią dziecka notorycznie dostarczające jej duże dawki stresu.
- Wiesz, że on nie czuje tego samego, prawda?
- Ale mu na mnie zależy.- Odpowiedziała mu Kukulska dając stuprocentowe poparcie dla tezy, że zakochała się z Lenarczyku.
- Zależało gdy nosiłaś pod sercem jego dziecko. Teraz już go nie obchodzisz.- Wiedział, że jest brutalny, ale uważał że większą podłością byłoby dawanie jej złudnych nadziei. A on znał Oskara nie od dziś: on po tym jak potraktowała go Zuzanna już nie umiał kochać. Stał się zimny i cyniczny.
- Wcale nie.- Zaprotestowała.
- Więc czemu go tu nie ma?
- Bo cierpi tak samo jak ja. Gdy wyjdę ze szpitala to…
- To co?- Przerwał jej.- Poniżysz się błagając go o skrawek uczucia? Wyznasz miłość licząc na happy end? To tak nie działa.
- Po prostu z nim porozmawiam.- Wyjaśniła.
- O ile będziesz miała szansę.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że Oskar miał zamiar złożyć wypowiedzenie ze szpitala w którym pracuje, ale ordynator go od tego powstrzymał. Mimo to i tak wiem, że nie będzie tam pracować. Ma zamiar jechać do Niemiec.
- Nie.
- Tak, Sylwia. Chciał zrobić to już wcześniej, ale opóźnił go wasz romans. A potem prawdopodobnie nie chciał zostawić swojego dziecka i ciebie zdanych tylko na siebie samych.
- Ale jak…kiedy? Skąd o tym wiesz?
- Od swojego ojca, jako lekarze tej samej profesji przyjaźnią się ze sobą z Kacperskim, to znaczy tym ordynatorem. I od zdradził mu plany Oskara.- Sylwia mimo woli rozpłakała się. Nie mogła już dłużej powstrzymać szlochu. Znów zakochała się w nieodpowiednim facecie gdy ten pierwszy z kolei odwzajemnił jej miłość, którą go aktualnie nie darzyła. O większy galimatias trudno.