Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Cienie przeszłości: Rozdział XLI: Zniknięcie



TERAZ MAM DOŚĆ CIĘŻKI OKRES- JAK TO W SESJI DUŻO NAUKI, WIĘC OBAWIAM SIĘ ŻE NA KOLEJNĄ CZĘŚĆ BĘDZIECIE MUSIELI CZEKAĆ DŁUŻEJ NIŻ ZWYKLE. ALE OBIECUJĘ, ŻE JAK TYLKO UDA MI SIĘ SZCZĘŚLIWIE WSZYSTKO ZALICZYĆ TO POTEM KOŃCÓWKA OPOWIADANIA ZAJMIE MI ZNACZNIE MNIEJ CZASU I NASTĘPNE CZĘŚCI BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ CZĘŚCIEJ.
NA RAZIE JEDNAK ŻYCZĘ WAM MIŁEGO CZYTANIA TEJ CZĘŚCI :)

Dłuższą chwilę stałam tak tylko wpatrując się w panią Mariolę bez słowa. Irracjonalnie przyszła mi do głowy myśl, że od jakiegoś czasu wszystko szło mi nie tak jak to zaplanowałam. A przecież chciałam tylko na jakiś czas wstrzymać się z informowaniem Łukasza o jego ojcostwie. Tylko tyle. A począwszy od moich przyjaciółek a skończywszy na Jacku wszyscy, wśród których chciałabym zachować ten sekret już wiedzieli. Wystarczył mi tylko jeden szybki rzut oka na swoją  byłą teściową by stwierdzić, że ona też, bo dokładnie słyszała ostatnią wypowiedź mojej mamy.
- Dzień dobry. Przepraszam, że weszłam w ten sposób, ale furtka była otwarta.- Odezwała się cicho pani Kowalska próbując pozbyć się skrępowania. Nie udało jej się to. Jej wzrok wciąż kierował się na mój płaski jeszcze brzuch bym zrozumiała dlaczego wydawała się być lekko wyprowadzona z równowagi.
- Nie ma za co, Mariolu. Proszę wejdź. Karolina właśnie wychodziła, a ja z powodu nadmiaru wrażeń zapomniałam o naszym spotkaniu. Zapraszam.- Odezwała się moja mama.
- Dziękuję.- Odparła jej moja była teściowa. Gdy się zbliżyła jeszcze raz obrzuciła mnie taksującym spojrzeniem. Czy wyciągnęła błędny wniosek, że to moja ciąża była powodem dla którego uniknęłam z nią ostatnich dwóch spotkań? Prawdopodobnie tak.- Słyszałam ostatnią część waszej rozmowy. Chyba powinnam ci pogratulować. Tobie i Jackowi.- Dodała cicho. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Najlepsza byłaby prawda, ale…w takiej chwili? Gdy własnej matce wyznałam (a przynajmniej nie zaprzeczyłam), że ojcem mojego dziecka jest Bończak? Miałabym teraz wyznać: nie, to pani syn jest ojcem mojego nienarodzonego dziecka. Zostanie pani niedługo babcią? Śmiechy warte. Bolał mnie jednak łagodny wyrzut w oczach pani Marioli. Wiedziałam, że to irracjonalne bo niby czemu miałaby się tak czuć? Od rozwodu między mną a Łukaszem mijały właśnie 3 lata. Nie byłoby nic niewłaściwego w tym, że ułożyłam sobie życie ponownie.
- Tak. Dziękuję.- Odpowiedziałam. Potem zapadła między nami cisza.- W takim razie nie będę wam przeszkadzać. Do widzenia mamo.
- Do zobaczenia. Odwiedź nas niebawem. Zadzwonię wieczorem, córeczko. – W odpowiedzi tylko skinęłam jej głową. W tamtej chwili z powodu nagromadzonej frustracji w ogóle nie zastanawiałam się nad powodem odwiedzin mojej byłej teściowej u mamy. Dopiero gdy wracałam do stolicy to pytanie pojawiło się w mojej głowie. Przypomniałam sobie również o tym, że Łukasz kontaktował się z moją matką o co miałam ją zapytać, ale ten szczegół mi umknął. Teraz pojawił się następny. I jeszcze słowa pani Marioli mówiące o tym, że się umówiły. Czy znaczyło to, że nie był to jednorazowy incydent? Nie wierzyłam naturalnie, że mama spiskuje za moimi plecami, ale z drugiej strony możliwość przyjaźni obu pań wydawała mi się być dość wątpliwa. Czyżby więc sprawa  dotyczyła Łukasza? Czy to on wciąż był łączącym nas wszystkich ogniwem? Nie omieszkałam się podzielić tym z Jackiem. Zdziwiła mnie jego odpowiedź, bo radził jak najszybszy kontakt z Łukaszem.
- Wiesz, zasięgnąłem trochę języka wśród policjantów z CBŚ.- Zaczął kilka dni od pamiętnego spotkania w ogrodzie mojej mamy.- Nie chcieli mi zbyt wiele powiedzieć, ale okazuje się, że Gardo nie był taki święty na jakiego wygląda.
- Co masz na myśli?- Spytałam z konsternacją.
- Właściwie to niewiele wiem, ale podobno zatuszował pewną sprawę, która zakończyła się totalną klapą. Oczywiście nikt świadomie go nie oskarża, w końcu cieszy się dużym poważaniem wśród podwładnych, ale mimo wszystko i tak wszyscy domyślają się prawdy.
- Wiesz czego dotyczy ta sprawa?
- Niestety nie. Tylko niejasne podejrzenia, że Włodzimierz Kowalski mógł kryć przestępcę.
- Co?
- Mówią, że to dlatego Łukasz się od niego odwrócił.
- Czekaj, czekaj bo nie nadążam. Jak to: odwrócił?
- Po waszym rozwodzie nie utrzymują kontaktu; do tego często się kłócą, a raczej unikają. No i Łukasz wielokrotnie podkreślał, że nie wróci już do pracy w CBŚ w stolicy choć ojciec kilkakrotnie go o to prosił.
- Sądzisz, że to może być prawda? Że Gardo zrobił coś a Łukasz go kryje? I to dlatego wyjeżdża?- Dodałam z nadzieją przypominając sobie jego ostatnie słowa skierowane do mnie tego pamiętnego wieczoru po przyjęciu urodzinowym Madzi na autobusowym przystanku:
„Czekaj. Jeśli tak stawiasz sprawę to muszę ci powiedzieć o moim ojcu. Potem zdecydujesz czy…”
Tak, to właśnie był szczegół, który jakiś czas temu mi umknął! Wyjazd Łukasza ewidentnie miał coś wspólnego z jego ojcem, który na dodatek przynajmniej trzy razy otwarcie wyraził wobec nie swoją wrogość starając się zmusić mnie bym trzymała się od byłego męża z daleka.
„Nie wiem jaki masz w tym cel: może chcesz go dręczyć i wciąż obwiniać o śmierć Kubusia, ale ja na to nie pozwolę.
Potrafię ochronić całą swoją rodzinę”
Tylko czy rzeczywiście o to chodziło? O ochronę pani Marii i Łukasza? I to niby przede mną? Jaki miał powód by tak diametralnie zmienić o mnie swoją opinię?
- Karolina, słuchasz mnie?
- Tak. Przepraszam.- Potrząsnęłam głową by zmusić się do powrotu do rzeczywistości.- Po prostu rozmyślałam nad tym co powiedziałeś. I sądzę, że to może mieć sens. Chociaż z drugiej strony…sama nie wiem.
- Teraz chcesz się wycofać? Mam już o nic nie pytać?
- Naprawdę nie wiem, Jacek. Sama już gubię się w tym wszystkim. No bo przecież wyjazd Łukasza nie musi być spowodowany żadnym innym czynnikiem ale mną. Dobrze wiesz co między nami zaszło i jak Łukasz się z tym czuł. Być może więc daremnie się łudzę? Być może w tym wszystkim nie ma drugiego dna? Owszem, pan Włodzimierz nie chce by cokolwiek jeszcze łączyło mnie z jego synem ale czy mogę się mu dziwić? W końcu chce dla swojego młodszego syna jak najlepiej. Poza tym w jaki niby sposób miałby wpływ na Łukasza zmuszając go do wyjazdu?
- Nawet jeśli to prawda Karola, to i tak dobrze byłoby odkryć przyczynę tego wszystkiego. Bo jeśli jest szansa na to, że jeszcze możesz być szczęśliwa z nim to…
-…dość. Już mówiłam, że nie powinniśmy o tym rozmawiać. Znowu zacznę sobie za dużo wyobrażać. Po prostu zadzwonię do Łukasza i skończę te melodramatyczne gesty niczym z nudnej telenoweli. Dość widzenia tego co nie ma i życia nadzieją. Radziłam sobie bez niego przez ostatnie dwa lata więc poradzę i teraz.- Jacek nic mi na to nie odpowiedział. Pokręcił tylko głową niewerbalnie dając mi znak, co on o tym sądzi. A raczej, że sądzi coś zupełnie przeciwnego niż ja.
Odczekałam jeszcze kilka dni, ale tylko dlatego by w razie potrzeby móc spotkać się z Kowalskim osobiście w weekend. Jeśli oczywiście będzie tego chciał.
Trudno było mi zwrócić się o jego numer do kogokolwiek, ale zdecydowałam się na Patrycję. Na poczekaniu zmyśliłam coś o sprawie z wysłaną mi paczką którą pomagał mi rozwiązać, ale czułam że Pati i tak wszystkiego się domyśla.
I tak, późnym wieczorem wzięłam do ręki komórkę i wykręciłam podany mi numer. Kilkakrotnie kasowałam go by nacisnąć go jeszcze raz tak, że już po chwili znałam go na pamięć. W końcu, po jakichś dziesięciu minutach, wyzywając się od kretynek nacisnęłam przycisk zielonego telefonu. Słysząc pierwszy impuls szybko przełknęłam ślinę czując, że gardło mam wyschnięte na wiór. Potem kilkakrotnie odetchnęłam. Uspokoiłam się dopiero po szóstym z kolei sygnale, po którym połączenie zostało przyjęte. Nie rozległ się z niego żaden głos, ale niewyraźny głos. Damski? Tak mi się wydawało. Chrząknęłam.
- Łukasz?- Odezwałam się lekko pytającym głosem. Zaczęłam się zastanawiać czy Pati podała mi prawidłowy numer czy to może ja ze zdenerwowania pomyliłam cyfry. Po kilku sekundach powtórnie powtórzyłam jego imię. Zaraz później zrozumiałam, że połączenie zostało przerwane.
Albo po prostu się rozłączył. 
Idąc za ciosem i ignorując drugą możliwość powtórzyłam czynność. Tym razem jednak sprawdziłam numer dwukrotnie: był poprawny i taki sam jak poprzednio. Ale za drugim razem sygnał zamienił się w informację, że podany abonent jest poza zasięgiem. Nie dzwoniłam trzeci raz, nie nagrałam się na żadną pocztę. Po prostu poczułam przypływ zimna uświadamiając sobie, że być może wcale nie chce ze mną rozmawiać.
- Pieprzyć to.- Mrugnęłam ze złością odkładając swoją komórkę na nocną szafkę. Nie chce mieć ze mną nic wspólnego to trudno. Tylko niech potem nie narzeka, że nie poinformowałam go o dziecku.
Choć starałam się szybko zasnąć, to jednak nie potrafiłam. Byłam wściekła na Łukasza i siebie za to jak wielki ma na mnie wpływ, jak wiele jeszcze do niego czuję choć staram się o nim zapomnieć. I że mimo wszystko liczę na swój happy end usprawiedliwiając go późną porą mojego telefonu lub pomyleniem numeru. A przecież wcale tak nie było. Kowalski musiał rozpoznać w słuchawce mój głos i po prostu się rozłączył. Może był z tą dziewczyną której głos słyszałam? Co znaczyłoby, że skoro o dziesiątej wieczorem są razem to…
Nie, z tego wszystkiego znów zaczynałam wariować. Dość domniemywań czy domyślania się prawdy, nakazałam sobie w myślach. Po prostu muszę poinformować go o ciąży. I kropka. To jak to przyjmie nie powinno mnie obchodzić. Liczył się tylko mój moralny obowiązek wobec niego jako ojca. Nic więcej.
Nazajutrz po raz pierwszy od czasu ciąży przeglądając się sobie w lustrze zauważyłam lekką wypukłość w okolicach talii. Zatrzymałam się bliżej wzrokiem na tym miejscu czując jak na usta wykwita mi uśmiech. Delikatnie pogładziłam ją dłońmi zastanawiając się czy rośnie we mnie chłopczyk czy dziewczynka. Szybko jednak przestałam. Bałam się, że po stracie Kubusia chęć posiadania chłopca będzie we mnie tak wielka, że będę traktowała swoje dziecko jako substytut tego zmarłego. Z kolei w dziewczynce mogłabym widzieć przeszkodę w pojawieniu się chłopca. Bałam się tego, a nie ufałam sobie na tyle by mieć stuprocentową pewność że tak nie będzie. I tak wciąż dziwiłam się swojej radości. Przecież powinnam być przerażona, czuć strach taki jaki czułam będąc w ciąży z Kubusiem. Ale paradoksalnie im więcej na ten temat myślałam tym  bardziej strach odpływał w nicość.
W ciągu kilku następnych dni odbierałam masę telefonów od rodzeństwa i przyjaciółek gratulujących ciąży mi i (niestety) Jackowi. Starałam się jak mogłam unikać zaprzeczania, bo nie czułam się z tym najlepiej. Zwłaszcza gdy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli: mama podczas rozmowy telefonicznej poruszyła temat mojej i jego przyszłości. Spytała gdzie zamierzamy mieszkać, a przede wszystkim czy zamierzamy jakoś sformalizować nasz związek. Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć. Zmieniłam więc temat pytając ją o znajomość z panią Mariolą. Wyjaśniła mi trochę speszona, że tak jak się domyślałam utrzymywały razem kontakt, bo obie były zainteresowane poczynaniami Łukasza. Bo od pewnego czasu (czyli naszego rozwodu) Łukasz się zmienił. Mama wyznała, że wyjazd do Lublina był jego ucieczką przed rodziną. A przynajmniej tak utrzymywała pani Mariola. I choć spytałam mamę o to głównie dla odwrócenia jej uwagi od tematu mnie i Jacka to jednak jej słowa wywołały u mnie niepokój. Wiedziałam, że nie powiedziała tego od tak. Że musiała istnieć jakaś większa przyczyna.
- Mariola bardzo przeżyła jego wyjazd do Lublina, wiesz? Sądziła, że to ma coś wspólnego z nią.- Usłyszałam jej prychnięcie nawet pomimo tego, że rozmawiałyśmy przez komórki.- Zupełnie niesłusznie przecież, bo Łukasz po prostu chciał poradzić sobie z tym wszystkim na swój sposób. Być może oddalił się trochę od rodziców przez to wszystko, ale na pewno nie oskarżał ich o nic.
- Pani Mariola naprawdę sądzi, że to mogło mieć związek z nią?
- Tak. Tłumaczyłam jej, że to nieprawda. I głównie na tym opierała się nasza znajomość. Dla mnie też Łukasz był ważną osobą. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie o to zła? Przepraszam, że trzymałam to przed tobą w tajemnicy, ale obawiałam się że możesz to nieopacznie zrozumieć.
- Nie mamo, naprawdę rozumiem. Po prostu byłam tym zaskoczona. To wszystko.- Zastanawiałam się czy jeśli ponownie poruszę zakończony już temat to czy wzbudzę tym ciekawość mamy. Postanowiłam jednak o tym nie myśleć.- Co miałaś na myśli mówiąc że pani Mariola obwinia się o wyjazd Łukasza?
- Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale zdaje mi się że o coś się pokłócili bezpośrednio przed jego wyjazdem. Mariola mówiła, że czuła się tak jakby ją o coś obwiniał… interesujesz się tym tylko z ciekawości?- A jednak niedomyślność mamy miała swoje granice.
- Właściwie to tak. – Odparłam stając się by zabrzmiało to jak najbardziej nonszalancko.- Bo wiesz, spotkałam go na przyjęciu urodzinowych Madzi, córeczki jego brata i wcale nie wyglądał jakby miał konflikt z matką.
- Doprawdy? Byliście na przyjęciu? Nie wspominałaś mi o tym.- Przygryzam wargę czując, że znów się wygadałam.
- Tak wyszło. Ale jak już powiedziałam traktował panią Mariolę normalnie. A nawet bardziej niż normalnie.
- Być może. Mówiłam ci, że z powodu ówczesnych wydarzeń wydawało jej się, że cało to napięcie Łukasza skupiła się właśnie jej. To była główna przyczyna początków naszej znajomości.
- A…Łukasz? Mówił mi, że odwiedził cię bezpośrednio po przyjeździe do stolicy z Lublina.
- Tak, to prawda.- Potwierdziła nie dodając nic więcej. Dlatego to ja drążyłam:
- A więc z nim także utrzymywałaś kontakt przez ten cały czas, prawda?
- Tak. Przepraszam, córciu.
- Nie, nie o to chodzi. Nie mam do ciebie pretensji.- Odetchnęłam głęboko.- Masz z nim kontakt teraz?
- Co masz na myśli?
- Jego numer telefonu na przykład.
- Chcesz do niego zadzwonić?
- Mamo, inaczej chyba bym cię o to nie prosiła, prawda?- W mój głos wplotła się tylko lekka irytacja.
- Tak, rozumiem. Mam jego numer. Jeśli chwilkę poczekasz zaraz ci podyktuję…-Cierpliwie czekałam aż mama wydobędzie go ze swojego starego notesu w którym zazwyczaj wszystko notowała. – Już jestem. Masz coś do pisania?
- Tak.
- No więc dyktuję: 792…- Zaczęła, a ja już wiedziałam że podaje mi ten sam numer co Patrycja. A więc nie było mowy o pomyłce. Łukasz po prostu nie odebrał ode mnie telefonu. Mimo wszystko po skończonej rozmowie z mamą wykręciłam numer Kowalskiego jeszcze raz. Nie łudziłam się, że odbierze tym razem (a może jednak…?) ale zamierzałam nagrać mu się chociaż na pocztę. Dopiero wówczas będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć że zrobiłam wszystko co do mnie należało by poinformować go o tym, że za 7,5 miesiąca zostanie ojcem.
„Łukasz, to ja Karolina Makuszewska. Wiem, że miałam się z tobą nie kontaktować, ale musimy pilnie o czymś porozmawiać. Najlepiej byłoby osobiście, ale z racji twojego wyjazdu do Lublina będzie musiała wystarczyć telefoniczna rozmowa. Jeśli nie chcesz, zrozumiem, ale sądzę że sprawa jest na tyle ważna że chciałbyś o niej wiedzieć. To…to chyba wszystko. Cześć.”
Z ulgą się rozłączyłam. Teraz wszystko należało do niego. Ja nie mam innej możliwości kontaktu  z nim. Jeśli będzie chciał, wróci do Warszawy choćby na weekend by ze mną porozmawiać. Jeśli nie…no cóż, będzie to znaczyło że nigdy tak naprawdę go nie obchodziłam a wspólnie spędzona noc była tylko pomyłką.

- Hej, no przecież musimy iść na te zakupy. Umawiałyśmy się w tamtym tygodniu.- Jęczała mi w słuchawce Beata kilka dni później. Miałam ochotę zrobić to samo.
- Beti, daj spokój. Jest przynajmniej trzydzieści stopni ciepła. Nie mam ochoty gotować się w tym skwerze.
- Daj spokój leniuchu. Miałyśmy kupić jakieś fajne ciążowe wdzianka dla ciebie, pamiętasz?
- Wiem. Ale naprawdę nie dam rady. Przez ciążę szybko się męczę.
- Mnie nie musisz tego mówić. Ja nosiłam pod sercem dwa małe ludziki, zapomniałaś?
- Nie, nie zapomniałam. Jak mogłabym skoro wczoraj mnie niemal zamęczyły?
- Nie moja wina. Jesteś wobec nich za mało asertywna. A wracając do tematu zwijaj się. Wpadnę do ciebie za pół godziny razem z Krychą.
- A Asia?
- Asia jest już tak gruba, że będzie nam tylko przeszkadzać.
- No właśnie.- Podchwyciłam.- Skoro Joaśka nie może to ja tym bardziej. Obie jesteśmy ciężarne.
- Ale ty nawet nie skończyłaś pierwszego trymestru. Karola, nie bądź taka. Rozerwiesz się trochę zamiast czekać na powrót Jacka z trasy.- Bończak od poprzedniego tygodnia wrócił do pracy, ale jego szef nie był zadowolony z powodu jego wcześniejszej rezygnacji, więc w „nagrodę” zlecił mu trasę aż pod samo Zakopane. Dlatego Jacek nie miał nic do gadania: musiał się zgodzić.
- Okeeej.- Powiedziałam w końcu przyznając jej rację. Powinnam więcej się ruszać by nie stracić swojej dawnej lekkości i za bardzo nie przytyć. Chociaż na razie lekka wypukłość mojego brzucha która wciąż się powiększała wprawiała mnie tylko w zachwyt.
Początkowo, gdy tylko wyszłam na dwór miałam ochotę wrócić. Plusem był fakt, że Beti wzięła swój samochód i nie musiałyśmy tłuc się komunikacją miejską tak jak zazwyczaj podczas naszych wypadów. No i klimatyzacja. Obiecałam sobie, że jakimś cudem będę musiała zaoszczędzić trochę pieniędzy i sprezentować sobie jakieś autko w najbliższej przyszłości. Albo raczej biorąc pod uwagę moje finanse- dalszej.
Wybrałyśmy się do naszego ulubionego centrum handlowego (tego samego gdzie spotkałam kiedyś klowna) i od razu skierowałyśmy się do sklepów przeznaczonych dla kobiet w ciąży. Tam odzyskałam dobry humor. Bawiłam się świetnie przymierzając liczne ubrania które w fajny sposób podkreślały mój stan. Dodatkowo pomagały mi żarty i dowcipne docinki dziewczyn komentując wiele z nich. Skończyłyśmy dopiero po trzech godzinach po których nogi niemal mi odpadały. Byłam objuczona kilkoma torbami, więc Krysia z Beatą pomagały mi w ich noszeniu. Potem wybrałyśmy się do Mc Donalda. Tam jednak żarty się skończyły.
- No dobra, koleżanko. Teraz pora na spowiedź.- Zaczęła Beti. Przewróciłam oczami niewerbalnie szukając wzrokiem Krysi by mi pomogła. W odpowiedzi puściła do mnie oko wracając do swojego hamburgera.
- Beti, proszę.- Jęknęłam zajadając się swoimi lodami. No bo jak one mogły jeść frytki w trzydziestostopniowy upał?
- Żartowałam. Chciałam się tylko zapytać co na ten temat sądzi Jacek. Jak przyjął tą wiadomość, no wiesz o ciąży.
- Chyba dobrze.- Zaczęłam ostrożnie.
- To znaczy, że się nie cieszył co?
- No, nie planowałam tego więc tak. Był zaskoczony.- Beti chyba nie zwróciła dokładnej uwagi na moje słowa. Bo nie powiedziałam, że my tego nie planowaliśmy, ale że ja tego nie planowałam. A to była ogromna różnica pozwalająca mi uniknąć oskarżeń o kłamstwo gdy w końcu wyda się kto jest rzeczywistym ojcem mojego dziecka.
- Dlatego nie powiedziałaś mu tego od razu?
- Chyba tak.
- Ale nadal nie rozumem co chciałaś osiągnąć godząc się na jego powrót do Gdańska. Naprawdę chciałaś zostać z tym wszystkim sama?
- Teraz już nie wiem. Może to hormony? Poza tym byłam na niego zła o tę paczkę. A ty Krysia? Kiedy wreszcie dołączysz do naszego klubu szczęśliwych mam?- Spytałam głównie po to by zmienić temat.
 - W zasadzie to na razie chyba się jeszcze wstrzymam. Chciałam trochę popracować a potem…- Starałam się słuchać udając zainteresowanie, ale nie byłam w stanie bawić się tak jak przed tą rozmową. Znów zaczęłam myśleć o Łukaszu. Co teraz robił? Dlaczego nie odbierał moich telefonów? (po nagraniu mu się na pocztę próbowałam jeszcze raz się z nim skontaktować w myśl zasady że do trzech razy sztuka) Nie odczytał wiadomości? Czemu w ogóle wyjechał z Warszawy? Czy to miało coś wspólnego z jego ojcem? A może naprawdę nie chciał mieć ze mną nic wspólnego i odczytując pozostawioną na poczcie głosowej wiadomość poczuł do mnie jeszcze większy niesmak? Taki sam jaki ja zaczynałam odczuwać wobec niego.
Obiecałam sobie przestać zadręczać się w ten sposób. Zrobiłam już wszystko co mogłam. Teraz wszystko zależało od niego.
- Wiecie co? Ja też muszę wam coś wyznać.- Poważny głos Beaty zwrócił moją uwagę.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że ty też…?
- Co: ja?
- No że jesteś w ciąży?
- A to? Nie.- Roześmiała się.- Po prostu ostatnio zaczęliśmy rozważać to z Krzyśkiem. No bo dziewczynki są już duże, niedługo pójdą do przedszkola, a Krzysiek niedawno dostał awans więc pod względem materialnym świetnie nam się wiedzie. No a zegar biologiczny nie będzie bił wiecznie. A ja chciałabym mieć synka. Kocham dziewczynki, ale chyba niespełnione marzenia o niegrzecznym chłopcu wróciły. No i jeszcze ty Karola z Asią…nieustannie przypominacie mi uroki macierzyństwa.
- Jej, Beti.- Krysia była zaskoczona nie mniej niż ja.- Nie wiem co powiedzieć.
- Aż tak was zszokowałam?- Roześmiała się ponownie.
- W zasadzie to nawet bardziej niż gdybyś postawiła nas przed faktem dokonanym.- Zaczęłam.- No bo planowanie mi raczej do ciebie nie pasuje.
- Wiesz, Karolciu trochę wydoroślałam od czasów studenckich. I nie zamierzam zaliczyć kolejnej wpadki z ciążą chociaż kocham dziewczynki całym sercem.
- Ja do tej pory tylko takie zaliczam i jakoś kiepsko na tym wychodzę.- Odparłam jej zanim ugryzłam się w język.
- Boisz się, że tym razem coś pójdzie nie tak?- Spytała niepewnie Krysia.
- O dziwo nie.- Powiedziałam szczerze.- Ale trochę martwi mnie moja przyszłość. Będę bez pracy, a własne mieszkanie jakoś trzeba będzie utrzymać. No i dziecko to duży wydatek, a nie chcę zwalać się na głowę mamie.
- Mówisz tak jakbyś nie miała Jacka.- Zauważyła Beti, a ja zadałam sobie sprawę że chyba za mocno się zapędziłam i prawie wygadałam. Zmusiłam się do uśmiechu.
- Jasne, że tak. Ale lubię być samodzielna. Nie chcę zrzucać całej odpowiedzialności za mnie i za dziecko na niego, bo jestem w tej chwili w rozsypce finansowej.
- Ważne, że będziecie razem: ty, ojciec dziecka i dzidziuś. Tylko to się liczy.
- Tak.- Potwierdziłam powtarzając w myślach to co powiedziała moja przyjaciółka. Ty, ojciec dziecka i dzidziuś.
W zasadzie to nie wracałyśmy już do tematu przez resztę popołudnia. Może poza pytaniem Beti zadanym raczej dla śmiechu niż z prawdziwej ciekawości dotyczącym charakteru naszej wspólnej przyszłości z Jackiem. Ale o to ostatnio pytało mnie wiele osób, więc już przestałam się tym przejmować.
Z Jackiem spotkałam się dopiero w następny weekend choć wrócił już w czwartek. Wiedziałam jednak, że nastąpiło to niewiele przed północą więc darowałam sobie telefon. Poza tym po głębszym zastanowieniu zdałam sobie sprawę, że w zasadzie to nie mam powodu by do niego dzwonić. Owszem, byłam trochę zirytowana rozmową z przyjaciółkami i czułam potrzebę zwierzenia się komuś z moich rozterek (w końcu do tej pory mówiłam im wszystko a teraz zataiłam fakt wysłania mi paczki przez Jacka, odnowienia romansu z Łukaszem czy w końcu informacji że ojcem dziecka które nosze jest Kowalski.) , ale nie powinno to powodować u mnie uczucia niepokoju i radosnego oczekiwania, że wszystko to minie gdy tylko wróci Bończak. Ale ja po prostu miałam na to ochotę: chciałam usłyszeć jego głos, zapewnienie że wszystko będzie w porządku, że jestem silna i Łukasz na mnie nie zasługuje. Poopowiadać trochę śmiesznych anegdotek Beti, jej pomysłu  kolejnej ciąży… Te myśli mnie przestraszyły. Nie chciałam znów uzależniać się emocjonalnie po raz kolejny od żadnego mężczyzny. Tym bardziej od takiego któremu przecież nie mogłam zaufać po tym co między nami zaszło i po tej całej aferze paczką. A ja jak zwykle wybaczyłam zbyt łatwo. No i pozostawała jeszcze kwestia jego fatalnego zauroczenia mną. Czy wobec tego mnie z Jackiem mogłaby wciąż łączyć przyjaźń? Nie miałam pojęcia. Czasami wydawało mi się, że tak; innym razem że nie powinnam zatrzymywać Bończaka po tym jak Beti sprowadziła go siłą pod moje drzwi sądząc, że spodziewam się jego dziecka i od razu następnego poranka wyprosić z mieszkania. Ale kto by mi teraz pomógł? Kto prócz niego zrozumiałby jak bardzo zraniło mnie zachowanie Łukasza, jak wielki niesmak mam sama do siebie za to że sprowokowałam nasze fizyczne zbliżenie i jeszcze większe bo wcale nie czułam  z tego powodu wyrzutów sumienia. Gdyby Jacka nie było teraz przy mnie najprawdopodobniej gryzłabym się sama ze sobą nie mając pojęcia co zrobić. Teraz też czułam się zagubiona, ale mogłam liczyć na czyjeś wsparcie.
Nazajutrz, tuż po skończonej pracy w biurze rachunkowym udałam się na cmentarz. Miałam nadzieję, że opowiadając o ostatnich wydarzeniach Kubusiowi moja potrzeba zwierzenia się Jackowi minie. A przynajmniej się zmniejszy.
Na miejscu walczyłam z wyrzutami sumienia. Mój mały synek nie żył już od ponad 2 lat, a ja czułam że powoli zaczynam o nim zapominać. Powoli w mojej głowie zacierały się wspomnienia, obraz jego twarzy stawał się niewyraźny, a pewne sytuacje zmienione przez moją pamięć. Na dodatek w ostatnim czasie myślałam o nim zdecydowanie mniej niż zazwyczaj. No i była jeszcze moja ciąża.
Świadomość tego wszystkiego sprawiła mi ból, ale próbowałam się mu nie poddawać. Umarli są umarłymi, a żywi powinni zajmować się żywymi jak głosiło znane porzekadło. Fakt, że żyję teraźniejszością a nie przeszłością nie powinien wzbudzać we mnie poczucia smutku. Kuba zawsze będzie tkwił we mnie gdzieś głęboko, ale moje życie płynie i będzie płynąć dalej. A jeśli chciałam je przeżyć w miarę świadomie bez udręki powinnam myśleć o tym właśnie w ten sposób. Inaczej depresja może znowu mnie dopaść.
Pocieszając się w ten sposób wróciłam do własnego mieszkania i przygotowałam pospieszne musli ze świeżymi owocami, choć z powodu temperatury wcale nie miałam ochoty na żaden posiłek. Biorąc do ust pierwszy kęs, razem ze swoją ulubioną zieloną miseczką poszłam do pokoju by włączony telewizor pozwolił mi na chwilę zapomnieć o własnych problemach. Ledwie jednak zaczęłam skakać po kanałach, w kuchni rozległ się dźwięk mojej komórki. Nie wiadomo dlaczego, ale pomyślałam o Łukaszu. Czyżby wreszcie oddzwonił?
Moje nadzieje okazały się być płonne: na wyświetlaczu pojawiło się imię: Jacek. Starając się ukryć rozczarowanie odebrałam.
- Halo?
- Witaj Karola. Jesteś już w domu?
- Tak, niedawno wróciłam. Coś się stało że pytasz?
- Chciałbym się z tobą spotkać. To pilne. Mogę teraz do ciebie wpaść?
- Jasne, że tak. Coś się stało?- Zaniepokoiłam się, bo w jego głosie usłyszałam coś co wzbudziło we mnie lęk. Zaczęłam z powrotem kierować się do niewielkiego salonu by wygodnie rozsiąść się na kanapie- Jacek?
- Lepiej będzie jeśli przekażę ci to osobiście.
- Powiedz przynajmniej o co chodzi.
- To dotyczy Łukasza.- Odparł po chwili wahania. W mojej głowie pojawiła się od razu masa pytań.
- Jak to Łukasza? Rozmawiałeś z nim? Spotkałeś go podczas swojej podróży?
- Nie, nic z tych rzeczy. Opowiem ci wszystko na miejscu. Najpóźniej będę za 30 minut.- Dodał niczego nie wyjaśniając. Zaintrygowana chciałam już ponownie spytać o co chodzi (znałam Bończaka na tyle, by wiedzieć że nawet lekka perswazja spowoduje u niego wyznanie), ale w telewizji usłyszałam coś co zbiło mnie z tropu.
A mianowicie nazwisko Kowalskiego.
Zignorowałam je, ale jego fotografii zamieszczonej w lewym górnym rogu ekranu nie mogłam. To był Łukasz. A młoda prezenterka mówiła coś o nim. I o jego porwaniu.
- O Boże.- Szepnęłam zapominając o tym, że nadal trzymam w dłoni komórkę. Jacek usłyszał moje westchnienie.
- Co się dzieje?
- Nic, oddzwonię później. W telewizji mówią o Łukaszu.
- A więc już wiedzą.
- Co wiedzą?
- Nieważne. Zaraz u ciebie będę. Najlepiej wyłącz ten telewizor, słyszysz? Karo…- Nie słuchając go dalej rozłączyłam się. A właściwie telefon wypadł mi z ręki. Jakby w transie pod głosiłam program, który okazał się być wiadomościami. Zaczęłam wsłuchać rozpoczętego już reportażu:

„Wczoraj, tuż po południu zamknięto Pawła M. pseudonim Mrówka i Jakuba J pseudonim Jasiek, którzy prawdopodobnie jako ostatni widzieli zaginionego Łukasza Kowalskiego. Obaj podejrzani handlowali lekkimi narkotykami w różnych dzielnicach Warszawy. Nie udało się na razie ustalić przyczyn spotkania byłego agenta CBŚ z przestępcami, a policja wciąż milczy. Sami podejrzani zdecydowanie zaprzeczają jakoby mieliby związek z tą sprawą jednak policjanci nie wykluczają, że to może być porwanie powiązane z gangiem narkotykowym działającym na warszawskiej Pradze. Czyżby więc niczego nie świadomy agent odkrył coś co nie spodobało się handlarzom? Spod Komendy Głównej w Warszawie, dla TVP relacjonowała z Warszawy Grażyna Kołodziejska”

Nie usłyszałam nic więcej, bo reporterka przeszła do następnego niusa, którym okazała się być parada na rzecz równości. Co mnie jednak ona obchodziła? I jak mogła się równać z porwaniem człowieka?
Mój umysł, choć przytępiony szokiem pracował na najwyższych obrotach: wiedziałam więc że skoro sprawę porwania nagłośniono przez media, to musiała mieć ona głębsze dno. Być może nawet zamieszana była w to wszystko na nowo aktywowana siatka Bajkowskiego. Plułam sobie przy tym w brodę, że zignorowałam swoje wcześniejsze przeczucia i poszlaki. Łukasz znowu musiał się w coś wplątać, więc jego wyjazd nie był przypadkowy. Zaczęłam się zastanawiać jak dawno zaginął skoro już mówią o tym w wiadomościach. Kilka dni temu? Tygodni? A może kilkanaście godzin? Czy to była przyczyna nieodebrania przez niego telefonów ode mnie? Zganiłam się za te myśli. To nie był czas by pytać się o to: ważne było to że Łukaszowi mogło grozić niebezpieczeństwo. Reporterka właściwie nie wyjaśniła żadnych szczegółów, ale zarysowała tylko ogólną sytuację. Nie pozostawało mi więc nic innego jak czekać na Jacka i usłyszeć co on ma mi do powiedzenia.

środa, 3 czerwca 2015

Cienie przeszłości: Rozdział XL: Zgoda.


Gdy tylko dobiegłam do kibla zwymiotowałam całą treść swojego żołądka. Podnosząc głowę zauważyłam, że w otwartych drzwiach łazienki stoją dziewczyny gapiąc się na mnie to z niepokojem, to z niepewnością.
- Wszystko w porządku Karola?- Pierwsza z szoku otrząsnęła się Beti podchodząc do mnie i odgarniając mi włosy z twarzy. Jeden kosmyk był lekko wilgotny i znów zrobiło mi się niedobrze. Ponownie pochyliłam się nad sedesem. Tym razem jednak przyjaciółka podtrzymała mi włosy. Chociaż był to syzyfowy trud. Przecież i tak były upaćkane.
- Co się stało? Co miałam zamiar powiedzieć zanim…zanim dotarłaś tutaj? Co cię tak zdenerwowało?
- Nic.- Wyszeptałam z trudem Beacie. Czułam się jak kupa nieszczęścia.
- Jejku, dajcie jej ręcznik.- Krysia jako jedyna zachowała w tej sytuacji zdrowy rozsądek.- A ty Asia nie stój jak kołek. Idź do kuchni i zrób jej miętowej herbaty. To powinno uspokoić jej żołądek.
- Jasne.
Zanim doprowadziłam się do porządku, spędziłam w łazience jeszcze kilka minut. W tym czasie przepłukałam końcówki swoich włosów i umyłam włosy pastą do zębów. Na nieszczęście Krystyna nie miała w domu zapasowej szczoteczki musiałam posłużyć się własnym palcem, ale zawsze lepsze to niż smród wymiocin. Gdy weszłam do kuchni zastałam moje przyjaciółki szepczące coś do siebie cicho. Widząc mnie przerwały swoją konwersację.
- Przepraszam was.
- Nie masz za co. Lepiej usiądź.
- Nie, naprawdę nic mi nie jest. Poza tym, że jestem zażenowana.
- Zatrucie pokarmowe nie jest powodem do zażenowania.- Spuściłam wzrok by Beata nie mogła nic wyczytać z moich oczu. Ale być może ten gest powiedział jej więcej niż mi się wydawało.- Bo to jest zatrucie, prawda Karola?
- Pewnie tak.
- Karolina… Chyba nie chcesz powiedzieć, że są jakieś inne przyczyny?- Przymknęłam na moment oczy. Czyżby nadeszła chwila prawdy? Wzięłam głęboki wdech. Trochę wcześniej niż się spodziewałam, ale co tam? Przynajmniej będę miała to już za sobą.
- Tak, jest inna przyczyna.
- Jesteś chora?- Zasugerowała nieśmiało Krysia. Dobrze wiedziała, że to nie jest przyczyna, ale widocznie przez wzgląd na nasze pozostałe przyjaciółki chciała dać mi szansę na wycofanie się. Tylko jaki to miało sens.
- O cholera.- Mrugnęła Asia zaraz zakrywając sobie usta, bo zazwyczaj nie przeklinała.
- I to jaka.- Beti spojrzała prosto na mnie.- Siadaj.
- Beata ja…
- Siadaj. Skoro się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B. Jak on zareagował?
- Kto?- Dopytywała się Krysia, bo przecież zgodnie z obietnicą Beti nie wyznała jej i Joasi o tym, że jakiś czas temu spędziłam noc z Jackiem, który był tak naprawdę Łukaszem. Ona jednak zignorowała pytanie.
- Bo powiedziałaś mu o tym, prawda?- Milczałam, więc ponowiła pytanie.- Karolina?
- Proszę, Beti. Nie mieszaj się.
- Jak mam się nie mieszać?!- Rozemocjonowana wstała z krzesła nerwowo krążąc po pokoju.- I na dodatek kazałaś mu spadać.
- Mówimy o Jacku?- Domyślały się dziewczyny.
- To moje sprawy i załatwię je sama.
- Nie, nie mogę w to uwierzyć. I do tego jesteś urażona.
- Więc nie naskakuj na mnie. Wiem co robię.
- Doprawdy? Zachodzenie w ciążę z facetem a potem pozbywanie się go mieści się w tej kategorii?- Spytała ironicznie.
- Nie będę z tobą o tym rozmawiać. Dziękuję Krysiu za ten wieczór i jeszcze raz przepraszam za jego koniec. Będę się zbieraj.
- Przecież ja chcę ci tylko pomóc. Nie uciekaj.- Głos znów zabrała Beti. Tym razem wydawał się być mniej wściekły.
- Rozumiem, ale nie mam pięciu lat by tak mnie traktować. I dla twojej wiadomości: wcale nie uciekam.
- Karolina, zostań. Proszę.- Słowa Asi sprawiły, że się zatrzymałam.- Nie musisz o tym rozmawiać jeśli nie chcesz. Po prostu Beata jest z pewnością zaskoczona. Tak jak my wszystkie, choć i tak zdaje się że wie najwięcej.- Dodała wzbudzając we mnie wyrzuty sumienia, że o niczym jej nie powiedziałam.
- Przepraszam. Po prostu chciałam sama przejąć kontrolę nad swoim życiem.
- Nie jesteśmy na ciebie złe. Prawda, Beti?- Spytała ją groźnie.
- Jasne.- Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie.- Trochę mnie poniosło. - Jak się czujesz?- Nim odpowiedziałam przez moment mierzyłyśmy się wzrokiem. Jeszcze byłam na nią trochę zła za jej reakcję.
- Dobrze. To dopiero początek.
- Szósty tydzień o ile się nie mylę.- Widocznie doskonale pamiętałam tamtą rozmowę gdy po nocy spędzonej z Łukaszem pełna wyrzutów sumienia nie sprostowałam jej pomyłki, że przespałam się z Jackiem.
- Tak. Ale nie pytajcie mnie na razie o żadne szczegóły. Wiem, że możecie czuć się urażone, ale sama zdałam sobie z tego sprawę od niedawna. Jeszcze wszystkiego nie przetrawiłam.
- Naturalnie. Tak jak mówiłam nie musisz nam niczego wyjaśniać.
- Dzięki.- Odpowiedziałam ignorując szept Beti:
- Mów za siebie.
- W końcu od tego są przyjaciele, prawda?
Po powrocie do domu czułam się koszmarnie. Dlaczego wszystko musiało się wydać? Niektórzy ludzie potrafią ukrywać takie rzeczy miesiącami, a ja nie wytrzymałam nawet jednego spotkania. Na dodatek wiedziałam, że dziewczyny oczekują moich wyjaśnień. Ba, cała moja rodzina niedługo będzie ich oczekiwać. I co wtedy? Wciąż nie miałam pojęcia.
To, że moje przyjaciółki dowiedziały się prawdy miało również inną wadę. Bo zapomniałam o swoich spostrzeżeniach podczas tego wieczoru, które miały mieć dla mnie w przyszłości fundamentalne znaczenia. Ale teraz o tym nie myślałam. Moje myśli zaprzątała tylko ciąża.
Choć spodziewałam się, że gdy tylko gadatliwa Beti dowie się prawdy zaraz o wszystkim dowie się moja mama i rodzeństwo, to jednak to wcale nie nastąpiło. A przynajmniej tak myślałam . Bo w niedzielny wieczór odwiedził mnie ktoś kogo się nie spodziewałam.
Jacek.
Naturalnie nie był sam. Za jego plecami znajdowała się moja przyjaciółka. Gdy spojrzałam na nią z konsternacją nie wydawała się nawet zakłopotana.
- Co ty tu robisz?- Zwróciłam się z tym pytaniem do Bończaka.
- Właściwie to nie wiem. Beata kazała mi…
-…to ja go tu sprowadziłam, tak. Akurat musiałam zamówić bilet na wyjazd dla Krzyśka i spotkałam tam naszego drogiego przyjaciela. Miał zamiar wyjechać do Gdańska.
- Nie wiem po co to zrobiłaś. Przepraszam Jacek.- Powiedziałam.
- Wiedziałem, że Beti coś odbiło. Przez ciebie uciekł mi jedyny dzisiejszy pociąg.- Zwrócił się do niej.
- A ja myślę, że nie. Bo jest potrzeba byś tu był.- Poczułam złość. Czemu ona musiała się we wszystko wpieprzać? Jej życie było nudne czy co? Przecież nie miała tak naprawdę o niczym pojęcia.
- Ty mu to wyznasz czy ja mam to zrobić?- Spytała mnie retorycznie. Mimo to odparłam:
- To ciebie nie dotyczy. Jacka też nie.
- Co mnie nie dotyczy?- Wtrącił się.
- Skoro tak to powiedz mu prawdę.
- Hej, mogę w końcu dowiedzieć się po co tu sterczę?
- No właśnie, Karolina? Skoro tak to przecież możesz mu to wyznać.- W duchu obiecywałam sobie, że ją rozszarpię. Gdy tylko zostanę z nią sama.
- O niczym, Jacek. Jeszcze raz przepraszam że przeszkodziła ci w wyjeździe. Coś sobie uroiła jak zawsze.
- To, że to on wysłał ci tę paczkę z rzeczami Kubusia nie znaczy, że nie ma prawa wiedzieć.
- Już mówiłam, że to go nie dotyczy.
- A ja mówiłam, że skoro tak  to mu po….
-…okej!- Krzyknęłam napięta do granic możliwości.- Jestem w ciąży, zadowolona? A teraz wyjdź. – Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie z tłumioną złością. Potem Beti spojrzała na Jacka by zobaczyć jakie to wywarło na nim wrażenie. Wyglądał jak rażony piorunem. Cholera.
- Myślę, że teraz mogę zostawić was samych.- Beata postanowiła zrobić jedyną sensowną rzecz pośród całego bezsensu jakim było sprowadzenia tu Jacka.
- Skoro już tu przyszedłeś może wejdziesz do środka?- Zaproponowałam nie patrząc mu w oczy.- Bez słowa wszedł do środka. Zastanawiałam się co też może sobie teraz o mnie myśleć.
- Rozumiem, że Łukasz nie ma o tym pojęcia?- Spytał.
- Tak.
- Masz zamiar mu powiedzieć?
- Tak. Ale chcę poczekać aż ciąża będzie pewna.
- A teraz nie jest?- Nie odpowiedziałam.
- Domyślam się, że Beata to mnie uznała za ojca.- Oznajmił.- Mogę wiedzieć dlaczego?- Miałam nadzieję, że o to nie zapyta. Ale musiałam mu to wyznać.
- Beti niesłusznie wyciągnęła taki wniosek gdy odwiedziła mnie po…po spotkaniu z Łukaszem.
- A ty tego nie sprostowałaś.- Starałam się dociec czy w tym stwierdzeniu był wyrzut. Jeśli tak to starannie zamaskowany.
- Tak. Przepraszam.
- Dlaczego to zrobiłaś?- Bo jestem tchórzem, pomyślałam ale na głos odparłam:
- Sama nie wiem. Czułam się głupio na samą myśl o tym.
- Więc wolałaś oczerniać mnie pozwalając wierzyć twojej przyjaciółce, że nosisz  pod sercem moje dziecko?- A więc jednak był na mnie zły.
- O ile sobie przypominasz to Beata miała żal raczej do mnie niż do ciebie. Sądziła, że po tym jak dowiedziałam się prawdy o nadawcy paczki w złości nie chciałam cię znać nieopatrznie zrywając znajomość.
- Więc czemu tego nie sprostowałaś później?
- Już mówiłam, że stchórzyłam. Ale zrobię to. Więc nie masz powodów do złości.
- Myślisz, że to złość? Nie. Wiesz co czuję? Wściekłość. Bo nie chcę by ktokolwiek postrzegał mnie jako mężczyznę uciekającego przed obowiązkiem. I to niesłusznie.
- Wkrótce powiem jej prawdę. Obiecuję.
- Ale najpierw oczernisz mnie przed resztą znajomych i rodziną co? By Łukasz mógł pozostać kryształowy.
- Wcale nie. I doskonale wiesz, że Łukasz wcale mnie nie zostawił.- Odpowiedziałam mu, bo zrozumiałam że właśnie do tego pił.
- Ośmielam się twierdzić inaczej. Ale ja nie zostawiłbym cię na pastwę losu w takiej sytuacji.
- O ile pamiętam już kiedyś to zrobiłeś.
- O ile pamiętam nie miałem pojęcia o twojej ciąży.
- Łukasz też teraz nie ma.- Odbiłam pałeczkę. Przez jakiś czas mierzyliśmy się wściekłym wzrokiem. Po pełnej wrogiego napięcia chwili Jacek pierwszy odzyskał nad sobą kontrolę.
- Wybacz. Nie chciałem przywoływać złych wspomnień.
- Wiem. Ale nie chcę byś oczerniał Łukasza. Mogę mu zarzucić wiele, ale jestem pewna że gdyby wiedział o moim stanie wróciłby do Warszawy w kilka godzin.
- Więc czemu tego nie robisz? Nie chcesz z nim być?
- Nie o to chodzi.- Westchnęłam.- Po prostu nie chcę by jedynym co nas łączy było dziecko. Chcę czegoś więcej, dlatego boję się że jestem gotowa się przed nim poniżyć przyjmując wszystko to co zechce mi dać. Czyli bardzo mało. Dlatego muszę zdobyć siłę, pomysł na siebie by potem nie czuć się od nikogo zależna. Rozumiesz mnie?- Sama nie rozumiałam jak znowu mogę z nim normalnie rozmawiać po naszym bezpardonowym rozstaniu przed telefon. Po tym jak bardzo czułam się skrzywdzona.  I wyznawać rzeczy do których z trudem przyznawałam się przed samą sobą.
- Więc, reasumując, chcesz by dziecko było jedynym co was łączy.
- Nie, ale to on nie chce ze mną być, nie ja.- Westchnęłam ciężko.- Do tego się wszystko sprowadza.
- Wiesz, że on musi wiedzieć prawda?
- Tak, mówiłam przecież że potrzebuję tylko czasu.
- Byleby nie za dużo.
- A od kiedy to jesteś jego obrońcą?
- Nie ma potrzeby byś mnie atakowała.
- Nie atakuję cię. Po prostu mam dość wtrącania się w moje życie. Najpierw Beti, teraz ty. A to przecież ja mam prawo do podjęcia decyzji. I powiem mu kiedy będę na to gotowa. W końcu jego to w ogóle nie zainteresowało: po wspólnie spędzonej nocy nawet nie poruszył przy mnie tego tematu. – Spuściłam wzrok walcząc z nagłym bólem.- Na razie nie jestem gotowa na to spotkanie. Jeszcze nie.- Gdy do mnie podszedł pozwoliłam mu się objąć choć przez moment walczyłam. Dlaczego to wszystko musi być tak pokręcone? Dlaczego nie mógł być po prostu moim przyjacielem bez całej tej niezdrowej obsesji i akcji z paczką?
A ty nie mogłabyś tak po prostu zapomnieć o Łukaszu?, jak zwykle ostatnio w takich chwilach naszedł irytujący głosik w mojej głowie. Basia powiedziała, że staram się układać swoje życie według scenariusza a gdy coś idzie niezgodnie z moimi planami nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Czy tak naprawdę było? Jeszcze kilka tygodni temu powiedziałabym, że nie. Owszem byłam uporządkowana, lubiłam mieć wszystko poukładane i mieć kontrolę nad tym co robię, ale nie byłam pedantką. Jasne, że chciałam by coś przebiegło tak jak sobie tego zażyczyłam, ale umiałam pogodzić się z faktem gdy tak się nie stało.
Czy jednak rzeczywiście?
Wróciłam myślami do wieczorku zaręczynowego Asi w mieszkaniu Beti. Zamierzałam pokazać przyjaciółkom że jestem już zupełnie „normalna” ale gdy tylko wspomniały o dzieciach nie potrafiłam tego zrobić. Wściekałam się na siebie i Beti za scenę jaką mi zrobiła, za to jak trafnym psychologiem się okazała i że świadkiem mojego poniżenia byli inni.
Inny przykład: gdy dowiedziałam się o śmierci Pajęczaka. Z perspektywy czasu zdałam sobie sprawę, że zareagowałam niezwykle głupio napadając na Bogu ducha winnego Jacka zmuszając go do wyjaśnień i tworząc sobie w głowie nieprawdopodobną historię kryminalną. Poza tym uderzyło mnie coś jeszcze: z powodu rozpaczy po śmierci syna zaraz po jego pogrzebie i nawet teraz po ponad dwóch latach nie interesowałam się sprawą jego oprawców tak jak powinnam. A przecież istniało jeszcze tyle zagadek. Obaj z kumplem utrzymywali, że porwanie zostało przeprowadzone dla okupu mimo, że prokurator przeprowadził prowokację. Mimo to nie sypnęli pary z ust. Zastanawiałam się kogo się tak bali, że woleli iść do więzienia odbywając o wiele dłuższy wyrok. I na dodatek pamiętając jak skończyli, więc ochrona szefa na nic się zdała. Kim więc był ten szef? Czyżby teoria Jacka miała jakiś sens i ten sam facet nadal przebywa na wolności mogąc zrobić Łukaszowi krzywdę? To były tylko hipotezy, ale nie dawały mi spokoju. Na razie nie chciałam o tym myśleć.
- Chyba powinniśmy zapomnieć na moment o dawnych urazach.- Odezwałam się.- Naprawdę uciekł ci pociąg czy Beti odwiedziła cię w twoim mieszkaniu bo nie wyjechałeś?
- Nie, mówiła prawdę. Trochę z tym zwlekałem ,bo musiałem załatwić wszystkie sprawy chcąc spalić za sobą mosty. Najdłużej zeszło się ze sprzedażą mieszkania.
- A więc nie jest już twoje? W takim razie gdzie będziesz nocować?
- Wynajmę coś w hotelu. Jutro zamówię kolejny bilet. Po południu chyba jest jakiś pociąg.
- A co jeśli wszystkie będą zajęte?
- Nie wiem.- Wzruszył ramionami. Potem uśmiechnął się z lekką ironią.- Może zanocuję u ciebie?- Przewróciłam oczami, ale po chwili namysłu uznałam to za nienajgorszy pomysł.
- Skoro to ja jestem winna całej tej sytuacji to chyba tak byłoby najlepiej.
- Karolina, to był żart. Poradzę sobie.
- Nie.- Odetchnęłam głęboko zanim na niego spojrzałam.- Wiesz, że dla mnie zawsze będziesz przyjacielem. Chcę tylko byś mi obiecał, że nie wywiniesz mi już nigdy takich akcji jak ta paczka, okej?
- Czy to znaczy, że mi wybaczyłaś?- Spytał ostrożnie.
- Zrobiłam to już jakiś czas temu. Po prostu od tamtej pory nie umiem ci zaufać, ale w tej sytuacji powinnam. W końcu jesteś jedyną osobą która zna prawdę. Ale…- Wskazałam na niego oskarżycielko palcem- …śpisz na kanapie. A rano po śniadaniu idziesz szukać nowego lokum. Umowa stoi?
- Stoi.
Przez kilka następnych dni nadal chodziłam do pracy jak gdyby nigdy nic, choć już uprzedziłam nową szefową o swojej sytuacji. A mianowicie ciąży. O dziwo nie była na mnie tak bardzo zła: żałowała tylko że już za jakiś czas będzie zmuszona poszukać innej pracownicy.
Jeśli chodzi o Bończaka to dałam się na spokój z roztrząsaniem przeszłości. Okej, wysłał mi paczkę. Ale przecież nie mógłby zrobić nic co mogłoby to wymazać. A pomógł mi wiele razy. I jak się okazywało będzie mi musiał pomóc po raz kolejny.
W sobotę spotkaliśmy się na mieście. Miałam zamiar wyznać mu to co ostatnio mnie gnębiło. Po krótce opowiedziałam mu więc o swoich wątpliwościach dotyczących sprawy porwania Kubusia pytając o wszystko co wie. Wiedziałam, że interesował się tym bardziej ode mnie. W końcu wiedział nawet o śmierci Pająka. Inna kwestia że to przede mną przemilczał.
Tym razem tak nie było. Całkowicie się przede mną otworzył opowiadając i odpowiadając na moje pytania bez żadnych niedomówień. Chyba wciąż chciał odpokutować to jak bardzo skrzywdził mnie wysyłając paczkę z bluzeczką i pozytywką Kubusia.
Z grubsza zrozumiałam jego teorię: Jacek uważał, że Bajkowski nie był szefem gangu, ale tylko jego zastępcą i prawdziwy zbir nadal pozostaje na wolności.Tłumaczył to faktem dalszego rozwoju narkotykowej szajki, która tracąc głównego dowodzącego powinna systematycznie się rozpaść co nie nastąpiło. W końcu płotki nie były tak inteligentne i miały na celu tylko rozprowadzać towar. Nie znały się na niczym innym: strategii, haraczach, układach z policją. Najczęściej byli to zwykli znudzeni licealiści lub bezrobotne małolaty uważające się za wyjątkowych i prawdziwych gangsterów. Nie wiedzieli, że tak naprawdę zarabiają ułamek kwoty którą otrzymują za swoją pracę.
Zgodnie z tą teorią ów szef niezadowolony ze spartaczonej roboty przy porwaniu Kubusia ukarał swoich współpracowników śmiercią. Poza tym być może bał się, że choć nie ugięli się do tej pory to jednak perspektywa długiej odsiadki może rozplątać ich języki. Dlatego skończyli tak jak skończyli.
Tak przedstawiała się przeszłość: teraźniejszość nadal była niepewną. Bo to, czy nieznany przestępca nadal zagraża Łukaszowi było niewiadomą. Byłoby to możliwe, ale równie dobrze mogły to być tylko wymysły. Poczułam wyrzuty sumienia z powodu faktu, iż mu o tym nie powiedziałam. Nie usprawiedliwiał mnie przecież bałagan w naszych prywatnych relacjach i to, że nie chciał ze mną być. Jednak Bończak skutecznie mnie pocieszył, że jeśli nawet ja na to wpadłam (zastanawiałam się czy się za to nie obrazić, ale w sumie stwierdziłam że ma rację), to Łukasz tym bardziej zdaje sobie z tego sprawę.
- Być może taj jest.- Podsumowałam.- Wiesz coś na temat sprawy w Lublinie którą prowadził?
- Nie. Nie mam o tym pojęcia odkąd Gardo zrzekł się pełnienia funkcji opiekuna świadka koronnego którym jestem. Praktycznie podlegam pod zupełnie inny wydział i ludzi.
- Gdy wysłałeś mi tę paczkę z rzeczami Kuby, naturalnie wówczas nie wiedziałam że to byłeś ty…- Jacek wyglądał na zakłopotanego i pełnego poczucia winy gdy o tym wspomniałam, ale zignorowałam to.- … to Łukasz wspomniał potem, że początkowo też podejrzewał że to mogło mieć związek z prowadzonym przez niego śledztwem. Ale to przecież zupełnie bez sensu. Pomijając oczywisty fakt, że cała ta sprawa rozgrywa się w Lublinie to  przecież jesteśmy z Kowalskim dawno po rozwodzie i nikt przy zdrowych zmysłach nie wykorzystywałby mnie by się na nim zemścić.
- Myślę, że się nie doceniasz. Łukasz…
-… a ja myślę, że ty znów sugerujesz coś czego nie ma. On nie chciał ze mną być, Jacek. Powiedziałam mu, że go kocham a on po prostu się zakłopotał i zmienił temat. Poza tym możemy już do tego nie wracać?
- Jak chcesz. Mówiłaś już o tym mamie?
- Nie. Zamierzam jechać do niej jutro. Jakoś głupio było mi robić to telefonicznie.
- I co jej powiesz?
- Masz na myśli czy wyznam, że Łukasz jest ojcem? Nie.
- Więc tę rolę i tak przypiszą mnie.
- Nie. Powiem, że przeżyłam chwilę zapomnienia z kimś innym. Zaszalałam w klubie , za dużo wypiłam i się stało. Teraz nawet nie pamiętam kto to jest.
- To chyba nie w twoim stylu.
- Moim czy nie moim… stanowczo zaprzeczę, że ma to jakikolwiek związek z tobą, okej? W zasadzie to będzie brzmiało dość sensownie. Dowiadując się o mojej zdradzie porzuciłeś mnie. Tylko moje przyjaciółki wiedzą o paczce.- Dodałam gwoli wyjaśnienia.-  Rodzina nie.
- Nie musisz tego zatajać i mnie chronić. Nie zasłużyłem sobie.
- Daj już spokój. Nie gadamy o przeszłości tak? Taka była umowa. Inaczej znów będziemy się kłócić.
- Zgoda. Ale wiesz…jeśli chcesz to możesz powiedzieć to że to ja jestem ojcem.
- Co?
- Tak będzie bezpieczniej. Skoro nikt nie wie o tym co się między wami wydarzyło to może być spory szok.
- No nie wiem. Wolałabym już nie kłamać, choć do tej pory świetnie mi to wychodzi. Poza tym wcześniej na samą myśl o tym, że ktokolwiek mógłby podejrzewać cię o ojcostwo zrobiłeś się cały siny ze złości.
- Bo dowiedziałem się o tym w tak głupi sposób. Dodatkowo mam wobec ciebie dług moralny za to że wysłałem ci paczkę z rzeczami zmarłego syna. Tak będzie sprawiedliwie. Poza tym jeśli miałbym być szczery, gdybyś naprawdę wmówiła to Beacie a nie ona sobie to tylko uroiła to byłbym zły. Ale teraz gdy inicjatywna należy do mnie postrzegam to inaczej
- Ale ja nie. Choć może masz rację i nikt nie powinien na razie wiedzieć o tym, że to Łukasz jest ojcem. Jestem pewna, że zaraz dowiedzieliby się o tym jego rodzice i o wszystkim mu powiedzieli.
- A ile właściwie zamierzasz jeszcze czekać? To w końcu koniec drugiego miesiąca. Jeszcze trochę i wszystko będzie świetnie widać.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Najpierw jednak muszę pojechać do domu i porozmawiać z mamą. Dopiero wtedy zdecyduję co dalej.
Tak jak obiecałam, w niedzielny poranek wsiadłam do autobusu szykując się na powrót na rodzinną wieś. Po drodze byłam cała w nerwach. Czułam się jak marnotrawna córka wracająca na łono rodziny. Ale w sumie niewiele mi do tego brakowało. Zdawałam sobie sprawę, że sama nie dam sobie rady i prawdopodobnie będę musiała poprosić mamę i ojczyma o pomoc. Nie pozwolę by pomagał mi Łukasz: nie, w sytuacji gdy kierowałby nim tylko obowiązek. Na razie byłam jeszcze zbyt słaba na spotkanie z nim. Na dodatek serce szeptało mi, że nie mam prawa być na niego zła, bo to przecież ja pierwsza zniszczyłam nasze małżeństwo. Ja pierwsza go skrzywdziłam w brutalny sposób obarczając śmiercią naszego dwuletniego synka i żądając rozwodu. Jakie prawo miałam więc dziwić się, że jego miłość wygasła?
W pewnej chwili zawibrowała moja komórka, ale ja odrzuciłam połączenie. Po pierwsze dojeżdżałam już na miejsce, a po drugie to nie miałam ochoty rozmawiać z osobą która do mnie dzwoniła. To była Beata, która wciąż nie rozumiała że od dawna jestem pełnoletnia a ona nie jest moim rodzicem. Od czasu gdy przyprowadziła Jacka pod drzwi mojego mieszkania  chciała wiedzieć jak rozwinęła się sytuacja. Ja jednak wciąż na nią zła, nic jej nie powiedziałam. Wiedziałam, że z pewnością mam masę domysłów (zwłaszcza, że znów zaczęłam przyjaźnić się z Bończakiem), ale nie obchodziło mnie to. Niech myśli sobie co chce: ja nie pozwolę wtrącać się w swoje życie. Nawet jeśli jej intencje były dobre.
Gdy w końcu przekroczyłam prób rodzinnego domu, szeroki uśmiech który rozjaśnił twarz mamy sprawił, że poczułam się bezpiecznie i kochana. Gdy zamknęła mnie w swoich ramionach, a potem zaprosiła na dobrze mi znaną herbatkę owocową wróciłam wspomnienia do chwili gdy byłam małą dziewczynką. Obserwowałam jak krząta się po ogrodzie (dziś była ładna pogoda, więc postanowiłyśmy porozmawiać i posiedzieć na zewnątrz) wynosząc z wnętrza kuchni jedzenie, bo mimo moich protestów przygotowywała szybkie przekąski. Ale dotarło do mnie też coś innego. Mama wyglądała teraz krucho: w kącikach jej oczu widniały siateczki zmarszczek, a skóra nie była tak napięta jak dawniej. Nie była tą pełną energii kobietą, która zawsze służyła mi pomocą bez względu na wszystko. Jej ruchy były wolniejsze, mniej zgrabne. Gdy się schylała robiła to z trudem. W końcu zdałam sobie sprawę, że w dalszej lub bliższej przyszłości w moim życiu zabraknie i jej. Ta myśl na chwilę mnie zmroziła: najpierw Kuba, potem Łukasz a teraz mama? Miałam ochotę poprosić ją, by poszła do lekarza; chciałam by zapewniła mnie że wszystko jest z nią w porządku. Tylko co jeśli tak nie było? Ale gdyby tak było z pewnością by mnie o tym poinformowała: a nawet jeśli nie ona to moje rodzeństwo. Ta myśl mnie uspokoiła: Marlena nigdy nie zachowywałaby się tak beztrosko podczas naszego weekendowego wypadu gdyby naszej mamie coś groziło. Po prostu czas, wszystkie zmartwienia i  wiek zrobiły swoje: odbiły piętno na jej twarzy.
- Kochanie, jesteś jakaś milcząca. Coś się stało?
- Właściwie to tak.- Odparłam z wahaniem. Zauważyłam na jej twarzy zatroskanie.
- Tak myślałam, że nie przyjechałaś tu bez przyczyny. Coś nie tak z nową pracą?
- Nie, w porządku. Choć pewnie niedługo tam jeszcze popracuję.
- Jest dla ciebie za ciężka?
- Nie, zupełnie nie o to chodzi. Zaraz ci wszystko wyjaśnię, ale najpierw chciałam zapytać o to jak się czujesz.
- Ja? Jak widzisz. Bartosz pojechał z Wojtkiem na zakupy, więc chwilowo zostawili mnie samą. Ale gdybym wiedziała, że wpadniesz kazałabym im zostać. Poza tym upiekłabym ciasto, przygotowała ci jakieś smaczne dania na wynos. Wiem, że w Warszawie w ogóle o siebie nie dbasz i jesz byle co. Wydaję mi się, że znowu schudłaś parę kilo…
-…mamo, naprawdę nie trzeba.- Przerwałam jej monolog, bo nie było opcji bym mogła wysłuchać go do końca. No chyba, że poświęciłabym na to resztę dzisiejszego dnia. – A co się zaś tyczy mojego wyglądu to może i wyglądam trochę gorzej niż zazwyczaj, ale ma to swoją przyczynę.- Wzięłam głęboki wdech.- Mamo, jestem w ciąży.- Wydawało mi się, że tego nie usłyszała. Nie przestawała mieszać swojej herbaty zapatrzona w szklankę. Miała przy tym spuszczony wzrok. Dopiero gdy go podniosła zorientowałam się, że w jej oczach lśnią łzy.- Mamo, co się dzieje?
- Nic.- Pokręciła z uśmiechem głową.- A więc mówisz, że spodziewasz się dziecka?
- Tak. Chyba cię zaskoczyłam.- Dodałam nie wiedząc właściwie jak się zachować. Była zmartwiona czy zadowolona? Tak jak inni przypuszczała, że ojcem mojego dziecka jest Jacek Bończak? A może jakimś cudem zna prawdę?
- Ale to dobre zaskoczenie. Nawet nie wiesz jak się cieszę.- Uspokoiły mnie te słowa.
- Ja mimo wszystko też.
- Jak długo jesteś już w ciąży?
- Dokładnie dziś jest środek siódmego tygodnia.
- Ale jeszcze nic nie widać.
- Chyba na to jeszcze trochę za wcześniej.
- No tak. Ale ze mnie gapa. Choć tu córeczko. Niech cię uściskam.- Cmoknęła mnie w policzek zamykając w niedźwiedzim uścisku.- Cieszę się, że znów widząc cię szczęśliwą.
- Ja też się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Jak zareagował Jacek? Czy on…?- Uśmiech, który do tej pory gościł na mojej twarzy znikł. Tak jak przewidywał Bończak, wszyscy sądzili że to on jest ojcem mojego dziecka.
- Chyba dobrze.- Wstyd było mi przed nią kłamać, ale nie miałam wyjścia. Potem wszystko sprostuje albo i nie. Bo przyszło mi do głowy, że Łukasz wcale nie musi chcieć tego dziecka. Może w ogóle nie uwierzy w swoje ojcostwo? Albo poprosi by nikt się o tym nie dowiedział i aby dla reszty świata to właśnie Bończak był ojcem?
Nie, byłam głupia sądząc, że Kowalski odwróciłby się od własnego syna. Przecież kochał Kubusia i tak samo będzie kochał nasze nienarodzone jeszcze dziecko. Najwyraźniej moje znacznie obniżone poczucie własnej wartości znów dało o sobie znać.
- A jak samopoczucie? Wymiotujesz? Pamiętam, że gdy byłaś w ciąży z Kubusiem to…- Urwała jakby powiedziała coś nieodpowiedniego. Potem dokończyła nieco mniej zręcznie.- …to nie miałaś takich problemów. Tylko było ci niedobrze i…i byłaś nadmiernie rozdrażniona.
- Nie, teraz mam raczej problem z nadmierną opuchlizną stóp. I czasami z rana ledwo zdążam do łazienki. To dlatego jestem taka blada. Ale Jacek podsunął mi patent z miską koło łóżka. Od teraz czuję się z tym bezpieczniej.
- Cieszę się.- Rozmawiałyśmy przez jakiś czas. Obie byłyśmy ożywione: początkowo tematem rozmowy była moja ciąża, potem mama zaczęła mi opowiadać o planowaniu wesela przez Marysię i mojego brata. Jej rodzice mieli pewne zastrzeżenia do terminu: uważali że ich jedyna córka jest zbyt młoda na tak poważny krok jak małżeństwo. Ale Maria bardzo chciała założyć już rodzinę a i Wojtek wydawał się być w odpowiednim wieku do tej roli. I tak rozmowa znów zeszła na macierzyństwo. Po jakichś dwóch godzinach nie doczekałyśmy się z mamą powrotu ojczyma i brata, więc z racji ostatniego powrotnego dziś pociągu musiałam zbierać się do wyjścia. Pożegnanie z mamą było  jednak długie i pełne czułości. Na koniec mocno mnie przytuliła i ze łzami w oczach powiedziała wtulona w moje ramię:
- Boże, wciąż nie mogę uwierzyć w to co powiedziałaś. Znów zostanę babcią. Szkoda, że Bartosz nie mógł tego usłyszeć osobiście. Wiesz, że traktuje waszą trójkę jako swoje własne dzieci i dlatego  twoje dziecko będzie traktował jako wnuka albo wnuczkę. Ale się wszyscy ucieszą. Bo nie mówiłaś jeszcze nikomu, że jesteś  w ciąży co? Marlena po waszej podróży wspominała o tym, że pod koniec wyjazdu chorowałaś, ale nie podejrzewaliśmy że to dziecko jest jego przyczy…- Znów urwała. Sądziłam, że być może znów chciała wspomnieć o Kubusiu i w ostatniej chwili ugryzła się w język, ale tak się nie stało. Bo wpatrywała się w coś za moimi plecami. Skonsternowana spojrzałam w tamtą stronę. I totalnie mnie zamurowało. Bo stał tam nie kto inny jak pani Mariola. Matka Łukasza.