Łączna liczba wyświetleń

środa, 8 kwietnia 2015

Cienie przeszłości: Rozdział XXX: Cienie przeszłości wracają



- Po co wróciłeś do stolicy, Łukasz?- Powtórzyłam swoje pytanie z żelazną konsekwencją patrząc mu prosto w oczy choć było to trudne z powodu wiatru przy moich niezwiązanych włosach. Dawno nie regulowana grzywka nieustannie wpadała mi w oczy, więc musiałam ją odgarniać.- Jaka była prawdziwa przyczyna?
- Nie rozumiem twojego pytania.- Odparł mi po chwili z wyraźną konsternacją. Mojej uwagi nie umknął fakt, że nie patrzył mi przy tym w oczy.
- Jest proste. Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego rzuciłeś pracę w Lublinie skoro przebywałeś już tam przez dwa lata i wydawać by się mogło, że zakorzeniłeś się tam na dobre? A teraz nagle wracasz i okazuje się że ktoś przysyła mi przesyłkę z bluzką Kuby która ma na celu najprawdopodobniej mnie przestraszyć.
- Sądzisz, że to ja ją wysłałem?
- Sądzę, że coś wiesz, ale nie chcesz mi powiedzieć. I chcę byś zrobił to teraz.- Zamilkłam czekając na jego reakcję.- No?- Pospieszałam go jednocześnie łagodnie zachęcając. Nadal jednak odpowiadało mi tylko milczenie. Mimo wszystko wciąż jeszcze miałam nadzieję… Gdy upłynęło kilkadziesiąt sekund w końcu dotarło do mnie, że żadnej odpowiedzi nie będzie. Prychnęłam cicho, ale nie ze złością ale raczej dominującym uczuciem rozczarowania sama nie wiedząc dlaczego. Na co liczyłam? Że po raz pierwszy mój były mąż powie mi prawdę? Że w końcu przestanie mamić nic nie znaczącymi frazesami? Że przez ten czas od naszego rozwodu się zmienił? Nawet jeśli to na pewno nie w tej kwestii.- Nigdy więcej nie popełnię tego błędu.- Szepnęłam do siebie jednak na tyle głośno by mnie usłyszał.
- Słucham?- Spytał najwyraźniej nie rozumiejąc o co chodzi.
- Tak mi powiedziałeś podczas naszego ostatniego spotkania gdy poprosiłam cię byś na bieżąco informował mnie o całej akcji. Powiedziałeś, że to zrobisz bo nie chcesz popełnić tego samego błędu jak w przeszłości. A jednak znowu to robisz. Znowu kłamiesz i zatajasz przede mną prawdę.- Zaśmiałam się krótko jednak bez cienia wesołości.- Naprawdę uważasz mnie za taką idiotkę? Najwyraźniej tak.-  Odpowiedziałam sama sobie nie dając mu na to szansy. Potem odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Zrobiłam zaledwie kilka kroków gdy poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. Zatrzymałam się.
- Naprawdę nic nie wiem o nadawcy tej paczki. A tym bardziej nie mam z nią nic wspólnego.- Wolno się odwróciłam w jego stronę. Spojrzałam w twarz zatrzymując się w końcu na oczach. Chciałam zrozumieć jak mogą wyglądać tak szczerze gdy ich właściciel tak kłamie. Na moment zacisnęłam usta przypominając sobie naszą wspólną przeszłość z Łukaszem: długie rozmowy w okresie narzeczeństwa do samego rana, marzenia które chowaliśmy gdzieś głęboko w sercu, gdybania o starości którą spędzimy razem, miłosne wyznania i pełne żaru noce. Świadomość tego wszystkiego co utraciłam przez kłamstwa Kowalskiego spowodowała, że poczułam pod powiekami łzy. Poczułam się zmęczona tym wszystkim: przeszłością i teraźniejszością.
- Wiesz dlaczego rozpadło się nasze małżeństwo?- Zaczęłam mówić łagodnym acz stanowczym tonem. Pytanie było czysto retoryczne, więc już po chwili kontynuowałam sama sobie odpowiadając:- Nie przez śmierć Kubusia choć pewnie tak myślałeś. I nie przez twoją pracę choć ona miała duży wpływ na moją decyzję. Stało się tak właśnie dlatego. Bo ukrywałeś przede mną prawdę tłumacząc się moim dobrem.
- Karolina to nie było…- Powstrzymałam go kładąc mu dłoń na piersi.
-…pozwól mi skończyć.- Wzięłam głęboki wdech.- Bo ukrywałeś przede mną prawdę tłumacząc się moim dobrem. – Powtórzyłam.-  A ja przestałam ci ufać, bo nigdy nie potrafiłam do ciebie dotrzeć, zawsze była we mnie obawa że być może dzieje się coś złego a ja o tym nie wiem. Przez ostatnie kilka miesięcy żyłam w permanentnym strachu bojąc się, że może za chwilę dostanę wiadomość o twojej śmierci, a gdy prosiłam byś mniej ryzykował śmiałeś się ze mnie z męską pobłażliwością. To co czułam gdy zdejmowałeś obrączkę z tylko wiadomych sobie przyczyn, wracałeś późno w nocy czy udzielałeś wymijających odpowiedzi. To…to strasznie bolało.- Zrobiłam krótką pauzę, bo samo wspomnienie o tamtym okresie wywoływało we mnie potężną falę cierpienia.- Tak jak w przypadku śmierci Kubusia. To była miara która przelała czarę goryczy- Mój głos tylko lekko się załamał.- Gdy go znaleziono to…to gdybym wiedziała w jakim jest stanie być może nie żywiłabym daremnych nadziei. Gdybyś tylko powiedział: „Karola przykro mi Kuba jest poważnie odwodniony i prawdopodobnie nie przeżyje” być może przyjęłabym to łatwiej.
- Karolina…
- Mówię tylko być może, Łukasz bo nie jestem w stanie powiedzieć czy tak stałoby się rzeczywiście. Być może. - Nie dałam mu się wtrącić. Mój głos nabrał stanowczości.- A już na pewno nie czułabym się tak jakby zadrwił ze mnie zły los. Ale nie, ty wciąż zapewniałeś mnie, że z naszym synem wszystko jest w porządku pozwalając łudzić mi się cały tydzień że jednak będzie żył. I to samo robisz teraz. Unikasz prawdy. Nie godziłam się na to wtedy i nie zrobię tego teraz. Boli mnie tylko to, że uważasz iż można mnie mamić i manipulować mną w ten sam sposób. Ja też wyciągnęłam wnioski z tamtej sytuacji.- Odsunęłam się od niego wycierając dłonią łzę, która zaczęła toczyć się nie wiadomo kiedy po moim policzku. Spojrzałam na Kowalskiego, ale on spuścił wzrok, więc nie miałam pojęcia o czym myśli. Odetchnęłam głęboko po raz ostatni próbując się opanować. Wiedziałam, że mi nie odpowie, więc nawet na to nie liczyłam. Bez słowa odwróciłam się od Łukasza. Dlatego zdziwiłam się słysząc za sobą jego głos:
- Nigdy nie chciałem byś cierpiała. Od czasu naszego rozwodu robiłem wszystko byś mogła tego uniknąć.- Zatrzymałam się, choć nie odwróciłam. Delikatnie wykręciłam tylko głowę do tyłu.
- Co to znaczy?-  Spytałam czując, że za jego słowami kryje się coś bardzo dziwnego, że zawierają coś kryjącego w sobie większą głębię niż mogę podejrzewać. Dlatego gdy mi nie odpowiedział powtórzyłam:- Łukasz, co miałeś na myśli?- Pokręcił głową sygnalizując że to nie jest ważne, więc zrozumiałam że i tym razem nie udzieli mi żadnej odpowiedzi. Dlatego po prostu zaczęłam iść dalej. I choć nie spodziewałam się, że mnie zatrzyma to jakaś cząstka mnie  pragnęła czegoś wręcz przeciwnego. Chciałam zrozumieć dlaczego Łukasz znów otaczał się nieznanymi mi tajemnicami, czemu wrócił do stolicy, dlaczego dostałam paczkę z ubraniem zmarłego synka. Tyle, że na pewno nie osiągnę tego z jego pomocą.
Z tą myślą zamiast chwilowej niemocy w mojej głowie odezwał się bunt. Jak  on śmiał mnie tak potraktować?! Najpierw Jacek, a teraz Łukasz? Czy dla nich naprawdę byłam tak słabą i niewiedzącą o niczym osobą? Czy dlatego nie stać ich było nawet na zachowywanie jako takich środków ostrożności w mojej obecności by się z czymś nie zdradzić? A więc jeszcze popamiętacie, groziłam im w myślach. Jeszcze popamiętacie.
Pełna gotowości, w bojowym nastroju zaczęłam kierować się w stronę swojego mieszkania. W pewnym momencie, o mały włos unikając upadku zorientowałam się że ubierając się w pośpiechu z wnętrza moich butów wystaje sznurówka która prawie pozbawiła mnie utraty przedniej jedynki. Bo niechybnie tak by się stało gdybym runęła jak długa. Mamrocząc pod nosem przekleństwa zawiązałam ją, a potem ruszyłam dalej w stronę autobusowego przystanku.
Jednak zamiast do własnego mieszkania, postanowiłam udać się na grób mojego synka. Zrobiłam to całkiem spontanicznie i niemal bezwolnie; po prostu czując się jak dziecko błądzące we mgle chciałam porozmawiać z Kubusiem, wyżalić się mu, opowiedzieć jak potraktował mnie jego ojciec czy Jacek. W chwilach zwątpienia czy melancholii takie wizyty dobrze mi robiły. Było to paradoksalne, bo przecież był to właściwie mój monolog, ale jednak wypowiedzenie słów których nikomu nie mogłabym powiedzieć przynosiły mi ukojenie. Były jak wielki ciężar, który uwalniał się dopiero wówczas gdy je wypowiadałam. Miałam nadzieję, że stanie się tak i tym razem; że obecność synka (choćby tylko wyimaginowana i duchowna) pomoże mi odzyskać wewnętrzną równowagę a nawet być może uchylić rąbka tajemnicy i spojrzeć na wszystko bystrym okiem. Że sama, bez kłamliwych mężczyzn w moim życiu odkryję nadawcę paczki.
Zatopiona we własnych myślach, szłam dobrze znanymi mi wewnętrznymi uliczkami cmentarza lawirując pomiędzy nagrobkami. I tylko dlatego nie zareagowałam na postać stojącą przy grobie mojego synka.
Znajdowałam się może w odległości dwudziestu metrów od niego: młodego chłopaka, który jakiś czas temu wydawał mi się być starszy. Bo to był on. Dzieciak, którego widziałam przy grobie Kuby jakiś czas temu myśląc, że to złodziej bo gdy go zawołałam zaczął uciekać. To właśnie te wspomnienie przypomniało mi, że nie powinnam tego robić teraz, bo znowu go wypłoszę. W napięciu oczekiwałam więc na to co zrobi nastolatek.
Przez kilkanaście sekund, które mnie z kolei dłużyły się niemiłosiernie stał tylko przy nagrobku wpatrując się w niego. Musiałam przygryzać wargi niemal do krwi, bo ze zdenerwowania nie mogłam się powstrzymać. Poza tym gdybym tego nie robiła niechybnie odezwałabym się płosząc go. A tak wpatrywałam się tylko w niego wciąż powtarzając w myślach: no dalej, czego chcesz chłopaku? Po co stoisz przed nagrobkiem dwuletniego dziecka? Wtedy, jakby w odpowiedzi na moje pytanie nastolatek rzucił coś na płytę nagrobną. Potem szybko się przeżegnał. Początkowo sądziłam, że to jakiś śmieć, ale nawet z daleka zdołałam je rozpoznać po kolorze.
Astry. Kwiaty, które jakaś osoba przynosiła tu regularnie od dobrych kilku miesięcy a może nawet wcześniej bo nie byłam nawet pewna kiedy dokładnie to zauważyłam. Czy więc był nią ten tutaj chłopak? Ale dlaczego niby miałby to robić?
Wolno, starając się nie zdradzić zaczęłam kierować się ku niemu. Wpatrywałam się nawet w inny nagrobek, ale to i tak zwróciło uwagę młodego chłopaka. Spojrzał na mnie szybko spłoszonym wzrokiem, a potem naciągnął mocniej kaptur i ze spuszczoną głową zaczął się oddalać. Zrozumiałam, że zależało mu na zachowaniu anonimowości nawet przede mną- osobą którą musiał uważać za przypadkowego przechodnia. Postanowiłam więc grać w otwarte karty.
- Stój, chłopcze.- Tak jak się spodziewałam nastolatek nie spełnił mojego polecenia. Wręcz przeciwnie: jego chód przeszedł w szybki krok.- Zatrzymaj się powiedziałam! Dlaczego położyłeś kwiaty na grobie mojego zmarłego syna?- Szybki krok przeszedł w trucht, ale ja się nie poddawałam. Szłam za nim.- Hej, po co to robiłeś? Znałeś Kubę? Odpowiedz!- Krzyknęłam. Tym razem szybki krok zamienił się w trucht- Hej, stój!- On pierwszy puścił się biegiem mając nade mną lekką przewagę. Biegał zdecydowanie szybciej niż ja, ale otoczenie nagrobków mu nie sprzyjało. Starał się to wykorzystać co chwila zmieniając kierunek, ale ja odnajdowałam go z łatwością. Cierpliwie czekałam aż dobiegnie do końca uliczki, gdzie znajduje się zamknięta wjazdowa brama. I nie będzie miał wyjścia jak zatrzymać się przed nią.
- I…co…teraz?- Zgodnie z moimi przewidywaniami niecałe pięć minut później dotarliśmy do bramy. Byłam dość mocno zasapana, ale zadowolona z siebie. Dzieciak nie miał gdzie uciec. Bezradnym i nieco zadziornym spojrzeniem obracał głową w prawo i w lewo daremnie szukając ucieczki. Zaczęłam podchodzić do niego coraz bliżej. W jego oczach dostrzegłam początki paniki.- Spokojnie, chcę tylko porozmawiać.
- Niech się pani do mnie nie zbliża!- Syknął, próbując mnie odepchnąć, ale ja na to nie pozwoliłam. Złapałam go za nadgarstki. Z tak bliskiej odległości wydawał mi się być znacznie młodszy. Mógł mieć co najwyżej czternaście- piętnaście lat.
- Uspokój się. Chcę tylko wiedzieć czemu zostawiasz te kwiaty na tamtym grobie, to wszystko. Nie mam zamiaru cię…
-…pomocy! Jakaś wariatka chce mnie zabić! Pedofilka! Pedofil…- Doprowadzona do ostateczności zamknęłam dzieciakowi usta swoją dłonią. Z zaskoczenia przestał się wyrywać, więc korzystając z okazji mocniej zacisnęłam dłonie na jego rękach.
- Posłuchaj, jeśli nie chcesz bym wezwała policji to lepiej radzę ci nie strugać idioty i odpowiedzieć na moje pytanie.- Zablefowałam.- Zrozumiałeś?- Szczyl skinął głową, a ja wolno zdjęłam dłoń z jego ust. Na szczęście przestał krzyczeć.
- Dobra. I tak już praktycznie koniec.- Mrugnął.
- Co masz na myśli?- Spytałam.
- No kwiaty. Zostały jeszcze tylko dwa zamówienia.
- Jakie zamówienia?
- Jezu, upośledzona pani jakaś czy co? No chyba na kwiaty, no nie? Nie o nie pani chodzi?
- Tak, ale…- Potrząsnęłam głową daremnie próbując zrozumieć o co chodzi temu chłopcu. O jakie zamówienia chodziło? Na kwiaty?- …a więc składałeś zamówienia na kwiaty?- Dokończyłam inaczej.
- Nie ja. Tamten facet.
- Jaki facet?
- No ten co kazał mi je dostarczać na grób tamtego chłopca.
- Ktoś kazał ci dostarczać kwiaty na grób Kuby?
- No jak Boga kocham, jakaś upośledzona…
- Posłuchaj…- Miałam dość protekcjonalnego tonu gówniarza. Przez niego czułam się tak jakbym to ja a nie on miała piętnaście lat.- …Mów jaśniej, a potem czepiaj się że czegoś nie zrozumiałam.- Zrobiłam krótką pauzę.- A więc ktoś kazał ci dostarczać astry na grób Kuby- Podsumowałam.- Kto to był?
- A bo ja wiem? Zapłacił to się zgodziłem.
- Kiedy to było?
- O, przeszło już rok temu.
- Już od roku dostarczasz te kwiaty?
- No tak. Raz w tygodniu. Tak jak było w umowie.
- Z kim?
- Jej, no już mówiłem że z tamtym facetem.
- Co ma znaczyć ten zaimek osobowy?
- Zaimek…?
- Nieważne.- Mrugnęłam.- Chodzi mi o to kim jest facet o którym mówisz. Ten który zlecił ci zostawianie kwiatów na grobie mojego syna.
- No nie wiem. Widziałem go tylko raz. I to dawno temu, bo na samym początku.
- Ale przecież powiedziałeś mi, że ci płaci.- Przypomniałam.
- No tak, ale zrobił to tylko raz  z góry. Wartość kwiatów plus pięć patyków dla mnie. Razem ponad dziesięć. To kupa kasy, poza tym mieszkam blisko cmentarza, więc się zgodziłem no nie? Miałem nawet nie dostarczać potem tych kwiatów i mieć więcej, ale trochę się bałem że ten facet mnie obserwuje. Nie wyglądał na łagodnego. A poza tym to lepiej nie bogacić się na zmarłych, bo potem mogą straszyć .- Powstrzymałam się od uwagi, że mój Kubuś raczej by nikogo nie przestraszył. Starałam się skupić tylko na tym co było najważniejsze.
- Wyglądał jak…- Zaczęłam swoje pytanie szybko je urywając. W głowie szukałam odpowiedniego słowa by nie przestraszyć chłopca, ale że nic mi nie przychodziło na myśl postanowiłam tego zaniechać. W końcu nastolatek nie wyglądał na boidudka.- …wyglądał jak przestępca?- Zapytałam. Tak jak się spodziewałam doręczyciel astrów nie wyglądał na zszokowanego.
- No raczej nie. Ale miał coś takiego w oczach…może i był. Ja tam nie wnikałem.
- Ale powiedziałeś, że się go bałeś.
- Wcale się nie bałem. – Zaprotestował. Wydawał mi się być nawet odrobinkę urażony. No tak, już tak dawno temu sama byłam nastolatką że teraz zapomniałam o ich humorach i psychice. Nie powinnam sugerować, że może czegoś się obawiać o co dopiero bać. Nastolatki nie boją się przecież niczego. Rozłożyłam dłonie w geście bezradności.
- Okej, nie bałeś się. A więc powiedz mi co było w tym mężczyźnie charakterystycznego. Jak wyglądał, jego wzrost, sylwetka. Wyróżniał się czymś? A może powiedział jak się nazywa?
- Nie, nic nie mówił. Był wysoki i taki na oko koło czterdziestki albo i czterdziestu pięciu lat. Brunet. Chyba szczupły. No i nieźle napakowany. Tyle pamiętam. Jak mówiłem to było dawno temu. Mogę już iść?
- Chwileczkę. – Zastanawiałam się nad następnym pytaniem, ale nic błyskotliwego nie przychodziło mi do głowy. I tak rewelacja na temat astrów była dla mnie sporym szokiem. Kto zapłaciłby kilkunastoletniemu chłopcu dziesięć tysięcy złotych by przez pięćdziesiąt dwa tygodnie kupować po wiązance i zanosić ją na jeden z nagrobków? Jaki miał w tym cel? Od razu zrozumiałam, że sprawa kwiatów ma związek z otrzymaną przeze mnie paczką i tajemnicą Łukasza. A może nawet Jacka? Westchnęłam. Właśnie. Jeden z nich z pewnością był niewinny, bo wiedząc o ich wzajemnej niechęci nawet nie było żadnej możliwości by połączyli siły i działali wspólnie. A więc tylko jeden był w tę sprawę wplątany…- Hej, gdzie znowu uciekasz?!- Krzyknęłam, ale korzystając z okazji mojego zamyślenia chłopak wyrwał swoją dłoń i szybko czmychnął. Zaniechałam kolejnej rundy gonitwy. I tak z pewnością nie dowiedziałabym się od niego niczego nowego.
Wróciłam na grób Kuby i wpatrując się w jego nagrobek jeszcze raz przetwarzałam w myślach rozmowę z nastolatkiem. O co mogło chodzić? Dlaczego ktoś go wynajął by co tydzień zostawiał na nagrobku wiązankę astrów? Kim był ten zleceniodawca? Kolejna tajemnica pozostawiona mi do rozwikłania. O dziwo ten fakt wcale mnie nie przeraził. Po raz pierwszy od dawna czułam się silna, zwarta i gotowa do działania.
Jeszcze tego samego wieczora wybrałam się do Beaty. Musiałam porozmawiać z kimś o tym co mnie gnębi. Powiedzieć o paczce, tajemniczej rozmowie Jacka, powrocie Łukasza, chłopaku na grobie Kuby…Nawet teraz nie mogłam uwierzyć, że tyle wydarzyło się w moim życiu w ciągu zaledwie ostatnich trzech tygodni. Przecież od czasu rozwodu z mężem czułam się tak jakbym była w letargu. I dopiero teraz się z niego budziłam.
Dotarłszy do Beti miałam nadzieję, że przyjaciółka być może spostrzeże coś czego ja nie zauważyłam i podrzuci mi parę tropów do badania. Jednak o dziwo głodna przygód Beata nie zachowała się tak jak sądziłam.
- Karolcia, to nie są żarty. Nie powinnaś mieszać się w to na własną rękę. To mi się nie podoba. Na początku gdy wrócił Łukasz sądziłam, że to nie ma z tobą nic wspólnego, ale teraz…
- Czekaj.- Przerwałam jej.- Co ma znaczyć to ostatnie zdanie? Wiedziałaś o powrocie Łukasza wcześniej niż ja?- Nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak.- Powiedziała zupełnie niespeszona.- Któregoś razu spotkałam go spacerując z dziewczynami w parku. Chyba odwiedzał kogoś w okolicy.- Dopiero teraz zorientowała się, że moja mina nie wróży nic dobrego.- Jesteś zła, że ci o tym nie wspomniałam?- Spytała z niedowierzaniem.
- No nie.- Skłamałam, bo zdałam sobie sprawę, że Jacek miał rację. Nie powinnam skrytykować go za to iż mi tego nie powiedział. Tak samo jak Beaty. A jednak czułam się zdradzona.
- No bo wiesz, w sumie to nic was już chyba nie łączy więc uznałam że ta wiadomość tylko cię zirytuje. Poza tym w tamtym okresie nie byłyśmy w najlepszej komitywie, pamiętasz? Spotkałam Łukasza zaraz po przyjęciu zaręczynowym Asi. Potem, gdy już się pogodziłyśmy ta nowinka całkiem wyleciała mi z głowy.
- Ach tak.- Mrugnęłam nie wiedząc co dodać więcej. Czułam się głupio.
- Prawdę mówiąc bardzo zaskoczył mnie jego widok.- Kontynuowała moja przyjaciółka.-  Sądziłam że nadal pracuje w Lublinie. No i wyglądał tak jakoś inaczej: niby tak samo, ale jednak…chociaż mogło mi się tak wydawać, bo w końcu nie widziałam go szmat czasu.- Uśmiechnęła się z konsternacją.- Wiesz, że gdy potem zaprosiłam go do domu na herbatę Krzysiek się zdenerwował? Kiedyś powiedziałam mu, że podkochiwałam się w Łukaszu i chyba był zazdrosny.
- Zaprosiłaś go do swojego domu?
- Tak. W końcu jakby nie było jej ojcem chrzestnym mojej małej Klaudii, a chyba trochę o niej zapomniał. Wiesz, że go poznała?- Paplała dalej zupełnie przeze mnie nie zachęcana. A ja w tym czasie starałam się zrozumieć chaos jaki zapanował w moim sercu.
Jacek wiedział.
Beti też wiedziała.
A ja nie, bo Łukasz nie powiedział mi o swoim powrocie. Czy oznaczało to, że tego nie chciał? Że jego powrót nie miał nic wspólnego ze mną? Że naprawdę był niewinny? Tylko czemu w takim razie podczas dzisiejszej rozmowy wydawał się być pełen poczucia winy i nawet nie próbował się bronić? Ale z drugiej strony: czy on kiedykolwiek się bronił? Przecież nawet gdy nazywałam go mordercą naszego syna on przyjmował to ze stoickim spokojem, a gdy zażądałam rozwodu po prostu się na niego zgodził. Bez żadnych żalów czy pretensji. Nigdy nie obwiniał mnie o cokolwiek. W przeciwieństwie do mnie.
To oznaczałoby, że przyszedł do kwiaciarni w której pracowałam zupełnie przypadkiem. Po prostu była blisko cmentarza i nie spodziewał się że w niej pracuję. Dowodziło tego nawet jego zdziwienie, które nie mogło być udawane…ale czy na pewno? Ostatnio jakoś nie potrafiłam go rozgryźć. Właściwie działo się tak już od momentu naszego rozwodu. A jeśli naprawdę udawał?
-…no i pytał o ciebie.- Słysząc te słowa wybiłam się z toku własnych myśli. Spojrzałam Beacie w twarz.- No tak.- Potwierdziła.- Jak ci się wiedzie, i w ogóle. Powiedziałam mu nawet, że przeprowadziłaś się tutaj i pracujesz w kwiaciarni niedaleko Mozarowej.
- Naprawdę mu to powiedziałaś?
- Co? Hej, no chyba nie jesteś zła co?
- Nie, chodzi mi o to gdzie pracuję. Powiedziałaś mu tak? Dokładnie to? Że pracuję w kwiaciarni? Na ulicy przy której mieści się cmentarz?
- Karola o co chodzi?
- O nic.- Potrząsnęłam głową i roześmiałam się udając, że zupełnie nie zależy mi na odpowiedzi. Bo w sumie i tak już ją znałam. A więc kłamał. Kłamał, że nie wie gdzie pracuję, a jego zdziwienie moim widokiem było udawane. Próbowałam powstrzymać napływający do serca smutek. Dlaczego znów mi to robił? I dlaczego znów mnie to bolało?- Po prostu zaskoczyło mnie to.
- Wiesz, jego pytanie raczej było tylko grzecznościowe. Nie wyglądało no to, że no wiesz…
- Nie rozumiem.- Wzruszyłam ramionami gdy ona sugestywnie spojrzała mi w oczy. Zmarszczyłam z konsternacją brwi…aż zrozumiałam.- Boże, Beti chyba nie myślisz, że ja i on…? No nie mogę. Przecież ja nic do niego nie czuję.- Gdy spojrzała na mnie badawczo dodałam:- Naprawdę.
- To dobrze, bo ty i Jacek…sądzę że coś może z tego być. A wracając do tematu to nie pakuj się w to. Nie próbuj prowadzić śledztwa. Nie chcę by znowu stało ci się coś złego.
- Nic mi się przecież nie stanie. Nie mam nic do stracenia.
- Przerażasz mnie gdy tak mówisz.
- Wiesz, że to nie znaczy że nie cenię swojego życia. Po prostu ci przestępcy nie rozumieją, że już nie mają żadnej karty przetargowej. I cokolwiek mi zrobią nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. Chcą wysyłać mi rzeczy zmarłego syna? Proszę bardzo: może za pierwszym razem nie to ruszyło, ale teraz mam to gdzieś. Bałam się już wystarczająco długo.- Mówiłam to trochę na wyrost, bo wcale nie miałam tej pewności. Mój strach był zakorzeniony tak głęboko w mojej duszy, że nie byłam w stanie tak po prostu się go pozbyć. Narastał już od chwili gdy poznałam Jacka poprzez kolejne niezwykłe wydarzenia w które obfitowało moje życie. Jednak zgodnie ze starym porzekadłem, że kłamstwo wymówione wielokrotnie stanie się prawdą postanowiłam tak robić. Mówić sobie, że jestem silna a nie słaba i w konsekwencji taka się stać. Zwłaszcza teraz. Gdy Jacek i Łukasz coś przede mną ukrywali.
- Idź na policję.- Zaproponowała moja przyjaciółka.- Powiedz im o paczce, o tym chłopaku na cmentarzu.
- I co, myślisz że mi pomogą? Spójrz na to racjonalnie i obiektywnie: ktoś zostawił na mojej wycieraczce karton z bluzką Kubusia, która przecież wcale nie musiała nią być. No i ten chłopak na cmentarzu: zostawiał kwiaty na grobie Kubusia: co w tym złego? W końcu to nie przestępstwo.
- Przecież muszą coś zrobić. W końcu biorąc pod uwagę to co spotkało cię w przeszłości. No i fakt, że Łukasz był twoim mężem…
- Nie.- Ucięłam zdecydowanie.- Nie mam zamiaru wykorzystywać tego faktu. Poza tym nie mam już z nim niczego wspólnego.
- Wow, skąd ta zaciętość w twoim głosie? Nadal jesteś na niego zła?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Karola…
- Nic się nie stało Beti. Po prostu początkowo myślałam tak jak ty: że Łukasz pomoże mi rozwikłać tajemnicę tej paczki: w końcu to on był w posiadaniu bluzki którą mi wysłano. Ale on niczego nie chce mi powiedzieć. Dzisiaj poważnie się z nim o to pokłóciłam.
- Przykro mi.
- Niepotrzebnie. W sumie nie powinnam być tym wcale zdziwiona: przecież zawsze traktował mnie w ten sposób: biedna, głupiutka Karolinka po co zaprzątać jej główkę zawiłymi i niemiłymi dla niej sprawami. Przecież to, że udaję wielkiego przestępcę i przystaję z nimi to nic wielkiego. Co może się stać? Porwą naszego syna? Wielkie mi halo. Przecież najważniejszy jest cel, a nie środki do niego użyte. Trzeba schwytać przestępców. Jedna ofiara w zamian za tysiące.- Sama wyczuwałam w swoim głosie rozgoryczenie, ale nie mogłam się przed nim powstrzymać. Wciąż przed oczami miałam pełen winy wzrok Łukasza podczas naszej dzisiejszej rozmowy. Tak jakby miał do tego prawo, pomyślałam. Dlaczego tak mnie okłamywał? Dlaczego gdy twierdził że mnie kochał i obiecywał złote góry? Gdy mieliśmy być razem tak szczęśliwi?
- Jego powrót wyprowadził cię z równowagi, prawda?- Spytała mnie Beata z wahaniem.
- Tak. Sama tego do końca nie rozumiem, ale gdy znów się pojawił w moim życiu to już wywrócił je do góry nogami.
- Jesteś pewna, że to on jest temu winny?
- Sama już nie wiem. Czasami myślę, że tak; innym wręcz przeciwnie. Gubię się w tym wszystkim.
- Chcesz abym z nim porozmawiała?
- Nie sądzę, że coś ci powie.
- A Jacek?
- Jacek to inna historia.- Nie powiedziałam Beti o swoich podejrzeniach wobec Bończaka i jego powrotu do świata przestępczego. Na razie wspomniałam tylko iż również najprawdopodobniej wie coś o paczce którą dostałam. Mimo wszystko nie chciałam go zdradzić. Sama jeszcze nie postanowiłam jak to rozegram- nie mogłam zapomnieć o tym iż dawniej dwukrotnie uratował mi życie. Ale kryć przestępcę? Ja taka nie byłam. Dowiodłam tego już w przeszłości gdy- choć byłam z nim w ciąży- odmówiłam gdy chciał abyśmy razem uciekli. Choć to głupie w XXI to miałam swoje zasady i nie potrafiłabym  tak po prostu rzucić wszystkiego na jedną kartę. Tak więc niedługo musiałam podjąć jakiś wybór: wkopać Bończaka czy nadal udawać że niczego nie wiem?
- Inna historia?- Powtórzyła zdezorientowana Beata.
- Tak. On z kolei uważa, że paczka którą dostałam nie mam nic wspólnego z bandytami którzy napadli Kubusia. Z nim też się pokłóciłam.. Powiedział, że jestem przewrażliwiona a przecież to nie jest prawda. Wiem, że dzieje się coś złego.
- Więc co zamierzasz?
- Nie wiem. Na pewno tak tego nie zostawię.
- Okej. Ale pamiętaj, że masz mnie o wszystkim informować. I jeśli zamierzasz zrobić coś niebezpiecznego to tylko ze mną. Nie pozwolę ci robić tego samemu.- Uśmiechnęłyśmy się do siebie w geście porozumienia. Potem uścisnęłyśmy nawzajem swoje dłonie.
- Jasne, że tak. W końcu nie zamierzam robić wszystkiego sama.
Po powrocie do domu czułam się mniej zdezorientowana niż byłam i bardzo zmęczona po obfitującym w wydarzenia dniu. Na dodatek czekała na mnie ładująca się komórka z nieodebranym połączeniem o Jacka i wiadomością, że chciałby się ze mną spotkać. Chciałam mu odpisać, że niestety w najbliższym czasie nie będzie to możliwe, ale zrezygnowałam. Musiałam w końcu go wybadać. Jeśli będę go unikać niczego nie osiągnę ani się nie dowiem. Z tym postanowieniem odpisałam mu, żeby wpadł do mnie jutro po pracy na naszą zwyczajową kolacje. Potem wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
W nocy znowu śniłam o przeszłości. Tym razem jednak sen był inny. Zazwyczaj moje senne rojenia dotyczyły mojego życia z czasów, gdy Kubuś jeszcze żył; po ponad dwóch latach w myślach określałam ten okres momentem przełomowym. Życie przed porwaniem syna i życie po nim łącznie z momentem samego porwania. Tak więc zgodnie z tym uporządkowaniem mój dzisiejszy sen dotyczył tej drugiej kategorii.
Cierpienie gdy dzwonili porywacze, bolesna pustka po wejściu do jego pustego pokoju, w końcu moje odwiedziny u Kariny Bajkowskiej. A potem kłótnia Łukasza z Jackiem.
Obudziłam się dokładnie w chwili gdy Jacek go uderzył. Usiadłam na łóżku i odetchnęłam kilkakrotnie nakazując sobie spokój i miarowe oddychanie. Dzięki tej technice wielokrotnie udawało mi się pokonywać nawroty paniki.
Stało się tak i tym razem. Czułam, że po moich skroniach spływa pot, więc nie zawracając sobie głowy zapalaniem światła czy szukaniem kapci boso udałam się do łazienki. Opłukałam twarz tępo przyglądając się swojej bladej twarzy w lustrze. I sama nie wiem skąd przyszła mi do głowy pewna myśl. I już wiedziałam co mam robić.
Resztę nocy przespałam jako tako dzięki ziołowej herbatce, więc w pracy byłam w miarę przytomna. Co chwila zerkałam przy tym na wiszący tam zegar wyczekując szesnastej. Czyli końca mojej zmiany.
Zaraz  potem wsiadłam w autobus by dojechać do znanego mi gmachu budynku. Zdenerwowana choć i podekscytowana weszłam do środka. Czułam, że ta wizyta będzie dla mnie ważna bo choć trochę rozproszy mgłę w której się poruszam. I pozwoli mi odkryć choć kilka nieznanych kart, a przede wszystkim odpowiedzi na pytanie czy przestępcy zaangażowani dwa lata temu w porwanie Kubusia mają coś wspólnego z wysłaną mi paczką.
- Dzień dobry. Ja chciałam umówić się na widzenie.- Powiadomiłam dość poważnie wyglądającą kobietę koło czterdziestki siedzącą za biurkiem recepcji. Spojrzała na mnie spod oka.
- Dokumenty i nazwisko.- Zażądała nie odpowiadając na moje pozdrowienie. Przeczuwałam, że będzie ciężko ale nie że aż tak. W końcu przecież fakt iż byłam żoną Kowalskiego nie mógł przecież dawać mi aż takich forów.- Oto formularz. Musi pani go wypełnić a potem odnieść do tamtego okienka. -A może jednak dawał?
- Przepraszam, ale zależy mi na czasie.
- Kochanieńka, nic pani nie poradzę. Takie procedury.- Odeszłam jak niepyszna przygryzając wargę. I co teraz? Mam czekać ponad tydzień czasu? Ale chyba nie pozostawało mi nic innego. Wolnym krokiem podeszłam do stolika biorąc z niego długopis.
Po wypełnieniu formularza udałam się do kolejnego okienka. Tym razem pani mnie obsługująca była milsza. Z tym, że to co od niej usłyszałam niekoniecznie było tym co chciałam usłyszeć.
- Jak długo mam czekać na przyjęcie?- Spytałam ją.
- Co najmniej trzy tygodnie, ale w praktyce pewnie za miesiąc.
- Miesiąc? Nie da rady szybciej?
- Przykro mi, ale skoro nie jest pani nikim z rodziny nie możemy tego przyspieszyć. Takie procedury.
- Ale ja nie mogę czekać miesiąca. Chcę tylko zadać im jedno pytanie. To ważne.
- Naprawdę mi przykro, ale zgadzając się na wizytę wcześniej straciłabym pracę.- Swoją odmowę okrasiła uśmiechem. Potem zrobiła wymowny ruch dłonią chcąc bym odeszła. Ale ja tego nie zrobiłam. Wbiłam w nią stanowcze spojrzenie.
- Proszę pani, ja muszę się z nimi zobaczyć.
- Powtarzam, że nic nie mogę zrobić. A teraz przepraszam, idę na przerwę.- Zła, nie rezygnowałam i poszłam za nią.
- Proszę panią. To sprawa życia i śmierci.- Nie ustawałam idąc za nią.
- W takim razie proszę iść do kierownika. – Odparła nawet się nie zatrzymując.
- Pani nie rozumie. Ja…
- Renata, gdzie ty się podziewasz?- Z końca korytarza zbliżał się ku nam policjant.
- Już idę. Ta…- Tu wskazała na mnie głową- …mnie zatrzymała.
- Proszę panią ja muszę się z nim zobaczyć.- Odezwałam się raz jeszcze.
- O co chodzi?- Zwrócił się do policjantki praktycznie już odwracając się do mnie tyłem. Kobieta zaczęła robić to samo.
- Chce widzenia z Pajęczakiem i jakimś tam innym gościem.
- Z Radkiem Pajęczakiem? „Pająkiem”?
- A bo ja wiem? Nie znam wszystkich.- Odpowiedziała mu policjantka. Wtedy facet spojrzał na mnie z uśmiechem.
- No, to problem się rozwiązał.
- Jak to?- Spytałam głupio.
- Pajęczak nie żyje. Zmarł dwa miesiące temu.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Cienie przeszłości: Rozdział XXIX: Podejrzenia



ZANIM PRZECZYTACIE TĘ CZĘŚĆ TO CHCĘ PROSIĆ O WYROZUMIAŁOŚĆ, BO PRAWDOPODOBNIE KOLEJNA CZEŚĆ POJAWI SIĘ TROCHĘ PÓŹNIEJ. NIE TYLE Z POWODU ŚWIĄT, ALE MOICH ZAJĘĆ, NA KTÓRE PRAWDOPODOBNIE NIE STARCZY MI NAWET CAŁEJ DOBY.:) DLATEGO Z GÓRY PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE, BO DO TEJ PORY STARAŁAM SIĘ WSTAWIAĆ CZĘŚCI DOŚĆ REGULARNIE CO 3-4 DNI. 

- Witaj Łukasz.
- Cześć Jacek.- Przez dobrą chwilę obaj mężczyźni mierzyli się wzrokiem. W powietrzu aż gęstniało od nagromadzonych emocji, ale gdy już myślałam że dojdzie między nimi do poważnej sprzeczki Kowalski dodał:- Przyszedłem obejrzeć paczkę, którą wczoraj dostała Karolina.
- Ach tak. Wejdź.- Mało co się nie roześmiałam. Jacek zaprasza Łukasza do mojego mieszkania? Kto niby dał mu takie prawo? I kto w ogóle pozwolił mu sugerować i stwarzać pozory, że coś nas łączy?
- Łukasz, Jacek po prostu…-Otworzyłam usta, by wyjaśnić pomyłkę, ale zaraz tego zaniechałam. Właściwie czemu miałam cokolwiek prostować i tłumaczyć byłemu mężowi? Jego z pewnością od dawna to już nie obchodziło. Zakończyłam więc inaczej:-…Jacek twierdzi, że być może za bardzo spanikowałam z wczorajszą paczką.- Mój były mąż nic na to nie odpowiedział. Przeniósł tylko wzrok ze mnie na niego.
- Tak.- Potwierdził Bończak.-Karolina na widok rzeczy synka zareagowała zbyt gwałtownie.
- Doprawdy?- Mrugnął tylko Łukasz. Nawet nie starał się ukryć niechęci. A więc nadal nie pozbył się wobec Bończaka swej wrogości pomimo upływu dwóch lat od ich ostatniego spotkania. Kowalski ponownie spojrzał na mnie pytając już normalnym tonem:- Pokarzesz mi tę przesyłkę?
- A…tak, jasne. Chodź za mną.
- W takim razie ja pójdę do kuchni. –Powiedział Jacek.-Nie chciałbym by śniadanie które przygotowałaś wystygło.- Jego ton był nie mniej wyzywający niż Łukasza. Ponownie stłumiłam irracjonalną chęć złajania go. Tyle, że… w sumie nie kłamał. Przecież przygotowałam dla nas śniadanie. I spędził tę noc w moim mieszkaniu. A fakt, że wszystko wydawała mi się między nami takie jednoznaczne nie uprawniał mnie do złości. Czemu więc ją czułam? Przecież nic mnie już z Łukaszem nie łączyło. Nie powinno mnie obchodzić co on sobie o mnie pomyśli. Tylko dlaczego czułam poczucie winy tak jakbym go zdradzała?
-To ten karton?- Spytał mnie wskazując na leżącą paczkę.
- Tak. Odłożyłam ją na bok bardzo ostrożnie. W rękawiczkach.- Dodałam wymownie patrząc mu prosto w oczy. O dziwo miał na tyle przyzwoitości by spuścić wzrok. A więc było mu głupio, że wcześniej przemilczał fakt, iż chodziło mu o odciski palców.
- A więc domyśliłaś się.- Przyznał w końcu.
- Tak. I nie chcę znać żadnych szczegółów, tylko chcę wiedzieć jedno. Czy masz podejrzenia kim była osoba która mi to zostawiła?- Spytałam wskazując ręką na leżący karton.- Nie chcę znać nazwiska, chcę wiedzieć czy coś wiesz.- Łukasz nie wahał się ani `chwili.
- Nie.- Przyznał, a ja i tak zastanawiałam się czy mówi mi prawdę.- I to mnie najbardziej niepokoi.
- Więc ta sprawa nie jest z tobą powiązana?
- Nie.- Nie umknęło mi, że tym razem Łukasz zwlekał z odpowiedzią. A może po prostu tak mi się tylko wydawało? Chyba byłam stanowczo przewrażliwiona.
- Co robisz?- Spytałam go po kilkudziesięciu sekundach zauważając, że zakłada białe lateksowe rękawiczki.
- Chcę dokładnie przyjrzeć się tej bluzeczce.
- Ach tak.- Mrugnęłam.- Ale przecież mówiłam ci, że to ona. To sweterek naszego…naszego zmarłego synka.- Zauważyłam jak drgnął. Szybko się jednak opanował.
- Muszę to jeszcze sprawdzić.
- A co z rzeczami które były u ciebie? Sprawdziłeś czy brakuje w nich tej bluzki?
- Tak, nie było jej tam. Ale mimo wszystko to nie znaczy, że to musi być ta sama.- Zrobił krótką pauzę.- Mogę wziąć paczkę do domu? Nie chciałbym zajmować ci więcej czasu,  bo wiem że zaraz musisz iść do pracy.
- No tak, niedługo muszę wyjść z domu.
- Więc?
- Jasne, tak. Weź ją.- Kowalski otrzymawszy pozwolenie wyjął zwykłą torebkę z zatrzaskiem. Włożył do niej karton. Dopiero potem zdjął rękawiczki.
- W takim razie będę już szedł.- Powiedział patrząc na mnie przelotnie.- Jeszcze raz przepraszam za najście.- Wolno zaczęliśmy się posuwać w kierunku wyjścia. Dopiero w korytarzu, przed wejściowymi drzwiami odruchowo się zatrzymaliśmy. Potem spojrzeliśmy sobie w oczy dokładnie w tym samym momencie.
- Posłuchaj ja…
- Chciałem…- Oboje wypowiedzieliśmy te słowa w tym samym momencie i oboje przerwaliśmy. Uśmiechnęłam się do niego; po chwili choć nieco niechętnie Łukasz uczynił to samo. Zrobił wymowny gest dłońmi.
- Ty pierwsza.
- Właściwie to…ja tylko…-  Mrugnęłam zmuszając się do poniesienia wzroku, bo nie wiadomo kiedy wlepiłam go w swoje stopy. - Przepraszam za to co zrobiłam wczoraj. Nie chciałam oskarżać cię o nadanie tej paczki. I wchodzić do twojego domu w ten sposób.
–Wiem.- Przerwał mi twardo.- Miałaś prawo mnie podejrzewać.
–Być może, ale to jak na to zareagowałam...- Pokręciłam głową czując nagłe zażenowanie. Przypomniałam sobie co powiedziałam Łukaszowi w chwili złości, jak bardzo się przed nim obnażyłam. A sądziłam, że nic nie jest w stanie  znów wbić mnie w ten sam koszmar jaki przeżywałam jeszcze do niedawna. Wystarczyła jednak niewinna z pozoru przesyłka by mój świat zachwiał się w posadach. - Nie chciałam tak zareagować, przepraszam. Powinnam też przeprosić twoją matkę, ale chyba nie byłabym w stanie spojrzeć jej w oczy. Naprawdę bardzo mi głupio.
– W porządku. Rozumiem cię. Naprawdę.- Gdy tak na mnie spojrzał poczułam się jeszcze gorzej. Przypomniałam sobie jak patrzył tak na mnie w przeszłości. Zawsze z tą samą dobroduszną pobłażliwością jakby nic co zrobię nie było w stanie w żaden sposób go do mnie zniechęcić. Poczułam jak moje serce zaczyna bić szybciej.
- A ty? Co chciałeś powiedzieć?- Łukasz wyglądał tak jakby na moment stracił poczucie rzeczywistości. Lekko potrząsnął głową.
- Tylko tyle, że jeśli coś by się działo to możesz na mnie liczyć. Mimo…mimo tego co między nami zaszło zawsze pozostanę twoim przyjacielem.
„Dlaczego? Bo jestem twoim przyjacielem, tak? Więc teraz możesz przestać mnie za takiego uważać, bo już mam dość bycia na każde twoje skinienie, obawiania się każdego najmniejszego gestu który mogłabyś źle zrozumieć, bycia tym drugim.”
- Tak. Jasne.- Odpowiedziałam cicho nie wiedząc co jeszcze dodać. Nie rozumiałam dlaczego w towarzystwie Łukasza czuję tę dziwną niezręczność, dlaczego jest mi tak głupio zupełnie tak jakby to uczucie wzbierające mi w piersi było…poczuciem winy. Ale przecież wcale tak nie było. Bo nie miałam powodu by je czuć. Nie z powodu Łukasza. Miał rację. Rozstaliśmy się w miarę w przyjaznej atmosferze- oczywiście po pół roku oczekiwania gdy moje gwałtowne emocje i żal skierowany do całego świata trochę osłabł. Więc może to właśnie dlatego? Może wciąż wyrzucam sobie iż byłam wobec niego niesprawiedliwa, że nie powinnam obwiniać go o śmierć Kuby? Tak, to pewnie dlatego, uspokoiłam się. Tylko dlatego.
- W takim razie, wszystkiego dobrego. Do widzenia.- Kowalski otworzył drzwi i już przekraczał próg mojego mieszkania, gdy zawołałam za nim:
- Łukasz!- Sama nie wiem po co to zrobiłam. Poczułam tylko irracjonalną chęć zatrzymania go, wyjaśnienia, wytłumaczenia się że nigdy nie chciałam go zranić żadnym słowem. Teraz jednak było na to za późno, co uświadomiłam sobie już w chwili wypowiadania jego imienia.
- Tak?- Odwrócił się w moją stronę i znowu zauważyłam coś w jego wzroku. Coś czego dawniej w nim nie było, ale teraz nigdy nie znikało z jego oblicza. Było to oczywiście absurdalne, ale nie mogłam pozbyć się przeczucia że coś jest z nim nie tak. Co jednak nie tłumaczyło poczucia, że chciałam mu pomóc. Już nic nas przecież nie łączyło. – Karolina?- Pospieszał mnie delikatnie.- Coś się stało?
- Chcę tylko wiedzieć jeśli coś odkryjesz. Jeśli uda ci się złapać tego kogoś kto mi to wysłał. Nie chcę byś znowu coś przede mną taił nawet dla mojego dobra. Chcę wiedzieć.
- Nie martw się. Już nigdy nie popełnię tego błędu.- Powiedział i po prostu odszedł. A ja byłam tak odrętwiała, że zamknęłam drzwi dopiero po dobrych kilku sekundach.
Już nigdy nie popełnię tego błędu.
Już nigdy nie popełnię tego błędu.
- Wszystko w porządku?- Niemal podskoczyłam słysząc głos Jacka obok siebie. Dotknęłam dłonią okolicy serca.
- Ale mnie wystraszyłeś. Myślałam, że jesteś w kuchni.
- Byłem. Ale długo nie wracałaś, więc chciałem dowiedzieć się o czym aż tyle rozmawiacie.
- Słyszałeś całą naszą rozmowę z Łukaszem?
- Tak.- Skinął głową, a ja mocno zacisnęłam usta by nie wydobyło się z nich żadne słowo. Bo nie chciałam go oskarżać o to małe szpiegostwo. Z pewnością wyciągnąłby niewłaściwe wnioski sugerując, że mnie i Kowalskiego łączy coś więcej niż fakt, że kiedyś byliśmy małżeństwem.- Sądzę, że on nie powinien się w to mieszać.
- W co mieszać?
- W sprawę tej paczki. On przecież nie ma z tym nic wspólnego.
- Ale tylko on może mi pomóc. Przecież nie zgłoszę się na policję, bo uznają mnie tylko za przewrażliwioną zbolałą po śmierci syna matkę.
- Nie mówiłaś o tym, że tu przyjdzie.
- Najwyraźniej mi to umknęło.- Weszłam do kuchni i usiadłam na krzesełku przed stołem. Szybko spojrzałam na wiszący zegar. Miałam jeszcze jakieś dwanaście minut do autobusu, więc z pewnością zdążę zjeść choć plasterek bekonu. Położyłam go na przekrojonej połówce bułki. – Albo ty o tym zapomniałeś.- Ugryzłam kęs, choć bekon był już odrobinę za chłodny.
- Nie, pamiętałbym o tym.- Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.- Po co Łukasz wziął tę paczkę?
- Bo chce sprawdzić odciski palców.- Odpowiedziałam mu po dłuższej chwili podczas której przeżuwałam jedzenie.
- Co? Po co chce to robić?
- Jak to po co? By zbadać do kogo mogą należeć.
- A jak niby zamierza to zrobić? Nie sądzę by ich właściciel był w bazie CBŚ. A może Łukasza podejrzewa kogoś konkretnego? Mówił ci coś?
- Jacek, co znaczą te pytania? O co ci chodzi?
- Mi? O nic. Po prostu nie rozumiem czemu on tak to analizuje. Robi z igły widły.
- Ty za to wszystko marginalizujesz. Ktoś wysłał mi tę paczkę. Ktoś kto wiedział jak bardzo może wyprowadzić mnie z równowagi.
- A może nie? Może wcale nie to było jego zamiarem?
- Co masz na myśli?
- To, że może zamiarem sprawcy wcale nie była chęć wystraszenia cię, ale wręcz przeciwnie: może bluzeczka miała stanowić dla ciebie pamiątkę po zmarłym synku.
- Ty coś wiesz, prawda?- Wstałam z krzesełka- Wiesz kto wysłał mi tę paczkę?
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?- Powiedział takim tonem jakbym właśnie oskarżyła go o to, że jest kosmitą.
- Więc dlaczego nie pozwalasz Łukaszowi działać? Dlaczego tak bardzo denerwuje cię to, że próbuje mi pomóc?- Z chwilą gdy wypowiedziałam to ostatnie pytanie znałam już na nie odpowiedź. Była tak oczywista, że zaskoczyło mnie to iż wcześniej na to nie wpadłam.- Jasne. Chodzi ci właśnie o to, prawda? Bo pomaga mi były mąż. Gdyby to był ktoś inny nie stanowiłoby to dla ciebie problemu.
- Nie o to mi chodzi. Po prostu nadal sądzę, że ta przesyłka nie dotyczy przeszłości ani Kubusia.
- A więc sądzisz, że mam paranoję?
- Nie, oczywiście że nie. Chcę tylko byś podeszła do tego z dystansem. Wiem, że przez to przez co przeszłaś możesz czuć pewną obawę, ale nie możesz drzeć za każdym razem gdy zdarzy się taka niewinna rzecz.
- Na Boga Jacek. Prawdopodobnie jakiś przestępca wysyła mi rzeczy zmarłego syna a ty sugerujesz, że to ja jestem chora?- Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Dlaczego on się tak zachowywał? Czemu nagle oskarżał mnie w ten sposób? Nigdy nie traktował mnie zbyt pobłażliwie tak jak to robiła moja rodzina, ale nigdy też tak brutalnie nie wytykał mi moich błędów. Inna sprawa, że ja teraz wcale nie uważałam swojego zachowania za błąd. Zaczęłam wychodzić z kuchni. Jacek poszedł za mną.
- Karolina, przepraszam. Wcale nie chodziło mi o to, że zbytnio dramatyzujesz. Po prostu martwię się o ciebie.
- Więc może od razu zadzwoń po psychiatrę? Niech zakują mnie w kaftan bezpieczeństwa. Niezrównoważoną, chorą na psychozę wariatkę.- Ironizowałam. Przedtem jednak odwróciłam się w jego stronę dźgając go wskazującym palcem w pierś.
- Nigdy tego nie powiedziałem.- Oznajmił stanowczo.
- Ale pomyślałeś, prawda?
- Nie.
- A ja myślę, że tak.- Westchnęłam głośno.- Przepraszam cię, ale lepiej będzie jeśli teraz pójdziesz.
- Karolina ja naprawdę nie chciałem. Nie bądź na mnie zła.
- Nie jestem. Po prostu za pięć minut muszę wyjść do pracy, a jeszcze nie umyłam zębów.- Nie wspominając o tym, że praktycznie nie zjadłam śniadania, ale to był mniejszy problem. Najwyżej kupię sobie coś w pobliskim markecie i zjem już na miejscu w kwiaciarni.
- Wybacz mi. Nie chciałem wyprowadzić cię z równowagi.
- Jacek, jest w porządku. Muszę iść do pracy. W innym wypadku nie kazałabym ci wychodzić.
- Na pewno?
- Tak na pewno.
- Więc spotkamy się wieczorem?
- Chyba nie. Dzisiaj ma odwiedzić mnie moja siostra Marlena. Ale jeśli chcesz możesz przyjść.
- Nie, skoro tak to nie będę ci przeszkadzał. Jeszcze raz przepraszam.- Gdy wyszedł poczułam ulgę, ale i wyrzuty sumienia. Chyba ostatnio czułam je coraz częściej. Najpierw Łukasz, teraz Jacek… A przecież wcale nie byłam taka znowu okropna, prawda? Z jękiem weszłam do łazienki pospiesznie sięgając po szczoteczkę do zębów i wyciskając z tubki pastę. Miałam zamiar zostawić za sobą wszystkie złe emocje.
Przebywając w kwiaciarni miałam szansę zdystansować się do wszystkiego. Starałam się odstawić na bok swoje problemy, bo inaczej chyba rozbolałaby mnie głowa. Na szczęście odwiedziny Marleny mi pomogły. A tym bardziej gaworzenie małej Kasi, która przybyła razem z nią. Nie powiedziałam jej o paczce, a ona chyba nie zauważyła niczego podejrzanego w mojej postawie; wręcz przeciwnie. Tak jak na przyjęciu zaręczynowym Wojtka chwaliła moje zachowanie i przemianę; pytała również o Jacka. A ja nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Że dziś dowiedziałam się iż uważa mnie za histeryczkę i wariatkę? Ale to z kolei spowodowałoby, że musiałabym jednak wyjaśnić jej dlaczego: a więc wspomnieć o paczce. I tak błędne koło się zamykało.
Tuż przed dwudziestą pierwszą zadzwonił do mnie Jacek. Na początku spytał czy mi nie przeszkadza, ale gdy oznajmiłam że Marlena z Kasią już wyszły ponownie przeprosił za swoje zachowanie. Naturalnie zapewniłam go, że wcale się na niego nie gniewam co z resztą było prawdę, bo złość przeszła mi już wcześniej. Zdziwił mnie jednak na końcu rozmowy gdy zaoferował swoją pomoc w poszukiwaniach. Być może więc wcale nie uważał mnie za przewrażliwioną tak jak sądziłam? Znacznie poprawiło mi to humor i zdecydowanie uspokoiło.
Przez kilka następnych dni nic się nie zmieniło: nadal nie wiedziałam kto był autorem paczki bo Łukasz się nie odzywał, ale z drugiej strony kolejna przesyłka nie nadchodziła, więc być może teoria Jacka była słuszna i nadawca wcale nie chciał mnie wystraszyć. A przynajmniej tak starałam samą siebie pocieszać. Zaczęłam nawet podejrzewać, że naprawdę za bardzo wszystko rozdmuchałam. Przesyłka zdawała się okazywać tylko jednorazowym incydentem, o którym z każdym dniem powoli zapominałam. Wpadłam nawet na pomysł logicznego wyjaśnienia wszystkiego: być może przez przypadek wysłał mi ją Łukasz. Naturalnie nie sądziłam, że chciał mnie tym przestraszyć lub chociaż zirytować. Ale może po prostu pomylił adres? Albo tak jak mówił Jacek wiedział, że nie mam po zmarłym synku żadnych pamiątek, bo wcześniej tego nie chciałam, a teraz chciałabym je mieć? Jednak po mojej reakcji zorientował się, iż popełnił gafę i głupio było mu się do tego przyznać. Tak, właśnie tak musiało być. A ja powinnam raczej przestać sądzić, że jestem aktorką grającą w filmie gangsterskim .
Ale pewno wydarzenia uświadomiło mi, że może wcale się nie myliłam. I znów zaczęłam mieć wątpliwości.
Mijał właśnie równo tydzień od chwili gdy dostałam przesyłkę. Wracając z pracy zauważyłam Jacka. W pierwszej chwili sądziłam, że idzie mnie odwiedzić, bo znajdował się na skrzyżowaniu ulicy na którą powinien skręcić by dostać się do mojego bloku. Ale okazało się, że ktoś tam na niego czeka. Nie widziałam kto, ale widok mężczyzny ubranego w czarną skórę wzbudził we mnie niepokój. Typ z którym spotykał się Bończak wcale nie wyglądał „normalnie”. Emanował jakąś dzikością, agresją a nawet wrogością. Dość emocjonalnie tłumaczył coś Jackowi, ale nie byłam w stanie usłyszeć poszczególnych słów, bo znajdowałam się za daleko. Ale bardzo zaniepokoiła mnie ta scena. Miałam zamiar nawet spytać go o tego mężczyznę, ale potem uznałam że znów wszystko rozdmuchuję. Okej, facet ubrał się na czarno i co z tego? Niby ma to świadczyć o tym, że jest przestępcą? Przecież Jacek nigdy nie wróciłby do dawnego życia, wielokrotnie to potwierdził. Ale wielokrotnie też mówił, że życie świadka koronnego nie jest łatwe. Że przez jeden błąd w przeszłości musi pokutować całe swoje życie. Czy istniało prawdopodobieństwo, że mógł znów zboczyć z właściwej ścieżki?
Nie, odpowiedziałam sobie w duchu. Jacek by tego nie zrobił. Nie on. Nie po tym ile stracił.
Po jakimś czasie ten epizod zniknął z mojej pamięci aż do następnego. Tradycyjnie już raz w tygodniu przygotowywałam większą kolację do której Jacek kupował produkty i zjadaliśmy ją razem. Wszystko przebiegało tak jak dawniej: śmialiśmy się i przekomarzaliśmy, a potem zamierzaliśmy obejrzeć film. Zanim jednak to nastąpiło pilna potrzeba skierowała mnie do łazienki. Gdy z niej wróciłam zamierzałam radośnie spytać Jacka co też wybrał  jednak słysząc jego głos, przystanęłam. Zauważyłam, że rozmawia przez telefon więc postanowiłam się wycofać i nie podsłuchiwać. I byłabym tak zrobiła, gdybym nie usłyszała swojego imienia.
- Dlaczego się nie odzywałeś? Zostawiłem ci masę wiadomości. Tak, na poczcie głosowej…co nie odczytałeś ich? Widziałem go, rozumiesz? I jestem pewny, że to był właśnie on. Karolina… tak, to jest…ale ona nie ma już z nim niczego wspólnego. Mówiłeś, że nic jej się…do diabła mówię coś do ciebie, ogłuchłeś? Musimy się spotkać, ale ona nie może o niczym wiedzieć, kapujesz? Masz się z nią nie kontaktować, bo inaczej…jaka paczka? Skąd o niej wiesz? To nie ma z tą sprawą nic wspólnego i… nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię później. Ale pamiętaj co ci mówiłem: o niczym jej nie mów.- Domyślając się, że rozmowa dobiega końca ostrożnie wycofałam się na korytarz. Wiedziałam, że mam tylko chwilę na to by doprowadzić się do porządku, co w tej chwili wydawało mi się być niewykonalne.
Ona nie ma z tym nic wspólnego…
nie może o niczym wiedzieć…
paczka…
A więc jednak Jacek mnie okłamał i miał coś wspólnego z paczką którą ktoś mi wysłał. To pewnie dlatego nie chciał angażować się w śledztwo Łukasza czy nawet mnie do niego zniechęcał. Nie chciał bym cokolwiek o tym wiedziała. Tylko dlaczego? Czyżby dlatego, że przesyłkę wysłał mi jeden z jego kumpli? Może nawet ten sam którego widziałam z nim kilka dni temu? Czy to dlatego się kłócili?
- Hej, co ty robisz w tym korytarzu?- Jacek najwyraźniej skończył swoją pasjonującą rozmowę, bo wstał z kanapy i zaczął podchodzić w moją stronę. Zmusiłam się by zachowywać się normalnie. W myślach powtarzałam sobie, że znowu wszystko rozdmuchuję, bo prawdopodobnie ta rozmowa wcale mnie nie dotyczyła. Tylko, że…taa, jasne. Przecież Bończak wyraźnie mówił o mnie!
- Nic. Po prostu coś wpadło mi do oka.- Skłamałam na poczekaniu wykorzystując fakt, że przede mną znajdowało się duże lustro. Kilkakrotnie zamrugałam patrząc w nie by wypaść wiarygodniej.
- Może z zapalonym światłem będzie łatwiej.- Nacisnął przycisk zapalający żarówki.
- Nie, już chyba sobie poradziłam. Widocznie jakiś paproch wpadł mi do oka i nic z tym nie zrobię.
- Pokarz.- Powiedział Jacek kierując się do mnie.
- Nie, naprawdę wszystko w porządku.- Bończak jednak nie rezygnował. Chwycił moją twarz w swoje dłonie i nachylił w stronę światła.
- Które to oko?
- Prawe.- Zdecydowałam patrząc w inną stronę byleby nie na niego. Postanowiłam cierpliwie zaczekać aż skończy.
- Rzeczywiście nic nie widać. –Zawyrokował co było dość oczywiste, bo żadnego pyłku nie było.
- Widzisz?- Delikatnie oswobodziłam swoją głowę.- Mówiłam ci. Chodźmy lepiej oglądać ten film. Jaki wybrałeś?
- Jakiś film akcji. Tegoroczny, z wypożyczalni. Nie czytałem fabuły, ale zebrał pochlebne recenzje…- Słuchałam go jednym uchem zastanawiając się nad prowadzoną przez niego rozmową. Starałam się zdecydować co z tym fantem zrobić: udać że o niczym nie wiem? To było najprostsze wyjście. Otwarta konfrontacja byłaby najodpowiedniejsza, ale z kolei wywoływała następny problem: czy naprawdę jestem gotowa by usłyszeć to co miał mi do powiedzenia Jacek? I czy on w ogóle powiedziałby prawdę?
Mimo wszystko byłam gotowa zdecydować się na drugie wyjście. Tyle, że w ostatniej chwili przyszła mi do głowy trzecia droga. Przecież Bończak dopiero co skończył rozmawiać przez telefon. Nic jeszcze przede mną nie zataił. A co jeśli zamierza poinformować mnie o czymś czego się niedawno dowiedział? Dlatego starając się by mój głos zabrzmiał normalnie spytałam:
- Rozmawiałeś z kimś przez telefon?
- Aaa…tak.
- Z kim?- Zadałam sobie wiele trudu by moje pytanie zadane było jak gdyby od niechcenia; jakbym gdzieś miała odpowiedź na nie, ale zadawała je tylko i wyłącznie po to by podtrzymać rozmowę. Chyba mi się to udało, bo Jacek niczego nie zauważył.
- To był kolega z pracy. Chce żebym wziął za niego kurs na weekend, a przecież wyraźnie zaznaczyłem ze mam zamiar trochę odpocząć. Poza tym to jego kolej.  Czasami jest strasznie irytujący.  
- Domyślam się.- Odpowiedziałam cicho biorąc do ust łyk wody mineralnej która stała przed sofą na małej ławie. Bo już wiedziałam. Nie mogę ufać Jackowi. Dałam mu szansę, a on z niej nie skorzystał. Bo wcale nie rozmawiał ze swoim kolegą. Rozmowa wyraźnie dotyczyła mnie. I pewnie to był jego kolega, ale na pewno nie z pracy. Przypomniałam sobie jak dawniej oszukiwał mnie w ten sam sposób. Czyżby odnowił stare kontakty? A może to jego kumple przestępcy chcą go szantażować i to oni wysłali mi paczkę? Ta myśl spowodowała przypływ paniki, ale szybko ją pokonałam. Nie mogę liczyć na Jacka, więc od teraz będę liczyła tylko na siebie. Bo nie jestem tak naiwna i głupia jak mu się wydaje. Nie pozwolę się znowu oszukać.
Gdy film dobiegł końca, udałam ziewnięcie. Jacek widząc to połknął haczyk i pożegnał się ze mną życząc dobrej nocy. Naturalnie wcale nie byłam śpiąca, ale nie chciałam przebywać z nim w tej chwili. Nie ze strachu, bo wcale go nie czułam. Raczej złość i zawód, że zawiódł moje zaufanie i mnie okłamuje podczas gdy wyraźnie coś wie. A gdyby został u mnie choćby minutę dłużej niechybnie bym się na niego rzuciła. Dlaczego znowu mi to robi? Teraz, gdy potrzebuję wsparcia bardziej niż kiedykolwiek? Gdy w końcu zdecydowałam, że między nami może istnieje jakaś wspólna przyszłość?
Znowu rozczarowanie. Byłam tym tak bardzo zmęczona i co zauważyłam z niejakim bólem: raczej nie zaskoczona. Czułam się raczej tak jakby matka mająca wiecznie rozrabiające dziecko wcale nie zdziwiła się, że po raz kolejny coś spsocił. Po prostu smutna akceptacja.
Biorąc prysznic zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić. Powiadomić agentów CBŚ? A może ostrzec Jacka, że o wszystkim wiem i dać mu szansę? Albo w ogóle nic nie robić…nie, nie mogłam tak postąpić. Chociaż…tak, mogłam najpierw skorzystać z tej sytuacji. Mogłam dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi zanim Bończak czegokolwiek się domyśli. Na tę myśl uśmiechnęłam się do siebie. A więc Jacek uważa mnie za głupią bezwolną laleczkę? Przekona się więc, że wcale nie jestem taka bezbronna jak sądzi.
- Już nigdy nie pozwolę na to by czuć się, a tym bardziej stać się ofiarą.- Powiedziałam do siebie czując jak gorące strużki wody spływają po moim ciele wraz z nękającym mnie od kilku godzin napięciem.- Nigdy. I nie pozwolę tak się traktować.
Zgodnie ze swoim postanowieniem, zaraz po przebudzeniu, ciesząc się że dziś jest sobotą i nie muszę iść do pracy, zabrałam się za rozpoczęcie swojego prywatnego śledztwa i zabawę w detektywa. Na początku wyjęłam z notatnika dużą kartę i zielonym flamastrem- innego nie miałam- drukowanymi literami napisałam na środku słowo: paczka. Bo tak naprawdę wszystko zaczęło się od niej: od przesyłki którą wysłał mi nieznajomy sprawca. Dorysowałam do niej strzałkę z dopiskiem „rozmowa i tajemnica Jacka”. Byłam pewna, że obie te sprawy są powiązane. „Mężczyzna w kurtce ze skóry”, dorysowałam kolejną strzałkę. Być może powinnam dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, ale szukając w pamięci nie kojarzyłam jej w żaden sposób, więc i tak by to nic nie dało.
Przyjrzałam się swojemu dziełu. Co jeszcze wiedziałam? Chyba nic. Uświadomiłam sobie, że było to żałośnie mało. Tylko hipotezy i podejrzenia. Powinnam raczej wiedzieć więcej.
Wstałam z fotela otwierając laptopa. Chciałam poszperać trochę w sieci i uzyskać trochę informacji na temat siatki Bajkowskiego, po której skazano Pajęczaka i Górskiego za porwanie mojego syna oraz nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Zastanawiałam się przy tym dlaczego robię to dopiero teraz.
Mimo, iż od tamtej pory minęły już prawie dwa lata, pełno było artykułów na temat wielkiego bosa przestępczości. Na jednym z nich zauważyłam nawet Łukasza: zatrzymałam się nad nim dłużej wpatrując się w jego zdjęcie. Był w nim ubrany w strój służbowy i miał dość zaciętą minę. Znałam tę fotografię, bo zrobiono ją zaraz po zakończeniu sprawy Mochowskiego, czyli dobre trzy lata wcześniej niż data nadania artykułu. Ale mimo to użyto jej by pokazać jaka tragedia spotkała dzielnego funkcjonariusza, jak głosił tytuł.

FUNKCJONARIUSZ CBŚ, WŁODZIMIERZ  KOWALSKI WRAZ Z CAŁYM BIUREM PRACOWALI NAD SPRAWĄ MOCHOWSKIEGO JUŻ OD KILKU LAT, ALE DOPIERO DZIĘKI JEGO SYNOWI ŁUKASZOWI KOWALSKIEGO UDAŁO SIĘ WNIKNĄĆ DO SIATKI PRZESTĘPCÓW. MŁODY FUNKCJONARIUSZ, UŻYWAJĄC FAŁSZYWEJ TOŻSAMOŚCI ZMARŁEGO PRZESTĘPCY ZDOŁAŁ WKUPIĆ SIĘ W ICH ŁASKI. UDAJĄC IRENEUSZA…

Przerwałam czytanie doskonale wiedząc co w nim znajdę: przecież znałam tę sprawę z najmniejszymi detalami: Łukasz udający chłopaka Kariny, ktoś dowiaduje się o tym że jest wtyką i mści się na moim byłym mężu porywając mu syna. Pobieżnie przemknęłam wzrokiem przez cały tekst, ale nie znalazłam w nim niczego istotnego. Jednak gdy już miałam ochotę zamknąć stronkę mój wzrok przykuła ostatnia linijka.

POGRĄŻONEMU W ŻAŁOBIE AGENTOWI WSPÓŁCZUJEMY I SKŁADAMY NAJSZCZERSZE KONDOLENCJE W IMIENIU WSZYSTKICH OFIAR MOCHOWSKIEGO. MAMY NADZIEJĘ, ŻE DECYZJA O ODEJŚCIU Z CBŚ JEST TYLKO TYMCZASOWA I PO JAKIMŚ CZASIE NIEZASTĄPIONY FUNKCJONARIUSZ WRÓCI DO PRACY.

Zamrugałam gwałtownie oczami nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Łukasz odszedł z CBŚ? I to kiedy? Jeszcze w lipcu, zaraz po pogrzebie Kubusia? Czemu mi o tym nie powiedział? I czemu do tej pory mnie to nie zainteresowało?
Po raz kolejny przeczytałam ostatni akapit i się uspokoiłam. Nie, on wcale nie znaczył że Łukasz skończył z CBŚ definitywnie. Przecież nawet w Lublinie prowadził jakąś sprawę, więc musiało być tak jak donosiła gazeta: jego odejście musiało być tymczasowe. Wstąpił tylko do agentów z innego miasta, ale nie rzucił tego co kochał najbardziej na świecie. Swojej pracy.
Przypomniałam sobie, że wciąż ma również moją paczkę z bluzką Kubusia  i pozytywką. Do tej pory jakoś nie kwapił się by mi ją oddać choć przecież doskonale znał mój adres…
Doskonale znał mój adres.
„Mieszkam przy Traugutta 37. To zaraz przy tej wielkiej piekarni braci Rajtaczów”.
„Wiem gdzie to jest.”
Nie, przecież to niemożliwe, mówiłam do swoich myśli. Nie mógł wiedzieć, nie mógł znać mojego dokładnego adresu…a jednak wiedział. Doskonale pamiętałam, że nie dodałam nic więcej: żadnego numeru klatki. Ba, nawet numeru mieszkania! Chwyciłam więc mazak w dłoń i dorysowałam nim kolejną strzałkę i brakujące ogniwo którego mi brakowało: Łukasz.
Szybko się ubrałam nawet nie martwiąc się swoim wyglądem. W myślach pospieszałam jadący autobus, który z powodu dnia targowego zatrzymywał się niemal na każdym skrzyżowaniu. W końcu jednak dotarłam tak gdzie chciałam.
Pod dom Kowalskich.
Wzięłam głęboki wdech przypominając sobie jak ostatnio tam wparowałam: jak się potem okazało całkiem niesłusznie. Dlatego teraz musiałam się uspokoić. Nie mogłam pozwolić sobie na błąd spowodowany nadmiernymi emocjami. Nie teraz.
W głowie układałam sobie pospieszne przeprosiny dla pani Marioli za to jak ją ostatnio potraktowałam, która zapewne mi otworzy. Tuż przed skrętem we właściwą alejkę zadrżałam zastanawiając się co zrobię gdy jednak otworzy mi pan Włodzimierz. Do dziś pamiętałam ten moment na ulicy gdy z zaciśniętymi ustami udawał, że mnie nie widzi.
Okazało się, że jednak dopisało mi szczęście, bo Łukasz właśnie wychodził z domu. W całkiem inną stronę z której nadchodziłam, ale krótki bieg pozwolił mi go dogonić. Gdy jednak nie reagował krzyknęłam jego imię. Wtedy momentalnie przystanął odwracając się w moją stronę. Był zaskoczony moim widokiem.
- Karolina? Coś się stało? Dostałaś kolejną przesyłkę?
- Nie.- Pokręciłam głową.- Wszystko w porządku.- Skrzywiłam się uświadamiając sobie, że jednak tak nie jest.- To znaczy nic się nie stało: nie dostałam drugiej paczki.- To przynajmniej była prawda.
- Cieszę się.- Głęboka troska wyraźnie zniknęła mu z oczu. Zaraz jednak zastąpiła nią konsternacja.- Więc dlaczego…?
- Dlaczego przyszłam? Bo chciałam z tobą porozmawiać. O paczce.
- Ach tak.- Mrugnął. Czekałam na ciąg dalszy, który nie nastąpił.
- Odkryłeś już coś?- Spytałam go nie zdradzając się ze swoimi podejrzeniami wobec Jacka. Poza tym wcale nie byłam pewna czy wrócił do bycia przestępcą.
- Nie. Ale zebrałam próbkę odcisków palców. Nie działam oficjalnie, więc na wyniki trzeba poczekać trochę dłużej niż zazwyczaj.
- A więc ten kto ją wysłał nie był głupi.
- Z pewnością.- Wyczułam, że skłamał. Przez ponad tydzień czasu od naszego ostatniego spotkania nie zebrał nawet odcisków palców? Oficjalna czy nieoficjalna sprawa…to nie było ważne. Przecież jako kolega z pracy innych funkcjonariuszy mógłby uzyskać te wyniki w kilka dni. Z tą myślą w mojej piersi wezbrało dziwne uczucie. Jakby rozczarowania. Mimo to starałam się udawać, że mu wierzę. Uśmiechnęłam się więc zadając następne pytanie:
- Mogę jednak wiedzieć kiedy mogę liczyć na oddanie paczki?
- Nie jestem pewny. Chcę zbadać wszystko dokładnie o ile jest to możliwe. Teraz oddałem sweter do dokładniejszej analizy i mam nadzieję uzyskać precyzyjniejsze informacje co zajmie sporo czasu. Wszystko wykonano dość amatorsko i nie sądzę by ten ktoś zawracał sobie głowę badaniem włókien czy włosów znajdujących się na swet…
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- Przerwałam mu. Bardzo zależało mi na elemencie zaskoczenia.
- Słucham?- Był wyraźnie zbity z pantałyku. Dokładnie o to mi chodziło.
- Skąd znałeś mój adres?- Powtórzyłam cierpliwie nie spuszczając z niego wzroku. W razie co miałam nadzieję wybadać każdą zmianę jego wyrazu twarzy.
- Jak to skąd? Przecież mi go podałaś.- Powiedział jakby zupełnie nie rozumiejąc o co mi chodzi. Ja jednak brnęłam dalej:
- Podałam ci tylko ulicę i blok. Nie klatkę i numer mieszkania. A mimo to trafiłeś tam bez problemu
- Zrobiłaś to. Inaczej skąd bym wiedział?
- Nie wiem. Dlatego pytam ciebie.
- Karolina, posłuchaj…-Przerwałam mu słysząc jego protekcjonalny ton jakby cierpliwie wyjaśniał coś nieświadomemu niebezpieczeństwa pięciolatkowi. Taki sam jakim mamił mnie w przeszłości zaczynając zdania dokładnie w ten sam sposób.
Karolina, posłuchaj nic się nie dzieje.
Karolina, nie rób z igły wideł. Przecież nic wielkiego się nie stało.
Karolina, przecież obiecałem ci że wrócę wcześniej, więc czemu masz taką minę…
- Nie, to ty posłuchaj: mam tego dość. Dzisiaj analizowałam całą sytuację od momentu gdy dostałam paczkę. I wiesz co się okazało? Że to wcale nie ona była łączącym wszystkie późniejsze wydarzenia spoiwem. Ty nim byłeś.
- Słucham?
- Odkąd przyjechałeś z Lublina to wszystko się zaczęło. Odpowiedz wprost: po co wróciłeś do Warszawy?