Łączna liczba wyświetleń

piątek, 6 lutego 2015

Cienie przeszłości: Rozdział X: Akcja Beti



Zamieszczam kolejną część opowiadania. Musicie mi wybaczyć trochę dłuższe oczekiwanie: obiecuję, że gdy zaliczę wszystkie egzaminy to w czasie ferii będę dodawać następne częściej. (Chociaż się chyba na to nie zanosi jeśli zamiast uczyć się pilnie na jutrzejszy egzamin piszę kolejny rozdział :( ) W każdym bądź razie- miłego czytania.


Choć po jakimś czasie wybaczyłam Łukaszowi jego nieobecność na pierwszych urodzinach Kubusia z czasem nasze relacje zaczęły się ochładzać. Nie było żadnej bezpośredniej przyczyny tego stanu rzeczy poza faktem, że znów nie dotrzymał obietnicy i wracał do domu coraz później. Czasami nawet mnie o tym nie uprzedzając. Z czasem ja też przestałam się też o to awanturować. Ja miałam Kubusia, on miał pracę i tak było dobrze. Gdy jakimś cudem sobie o mnie przypomniał jadaliśmy we trójkę kolację na mieście lub spacerowaliśmy. A ja nauczyłam się udawać, że wszystko jest w porządku.
Wiele osób mi to powtarzało: że prawdziwe małżeńskie życie nie jest wiecznym miodowym miesiącem, że liczne obowiązki często są tak przytłaczające, że na robienie czegoś we dwójkę tylko dla siebie praktycznie nie ma szansy. Zwłaszcza, gdy są dzieci. I że powinnam być szczęśliwa, bo moim mężem jest mężczyzna odpowiedzialny, stojący na straży prawa i porządku. I że gdyby mógł z pewnością wolałby spędzać ten czas ze mną i Kubusiem niż w pracy. Tyle, że ja nie byłam tego taka pewna. Bo ten szczególny błysk w oczach mojego męża gdy opowiadał o pracy był wynikiem szczerej satysfakcji. On kochał to co robi. Pytanie tylko czy bardziej ode mnie i Kuby.
W święta malec miał już półtora roku, więc bez przeszkód mógł spędzić święta na wsi odwiedzając swoich dziadków (czyli moją mamę i ojczyma) a także moją siostrę (która korzystając z okazji postanowiła powiadomić całą rodzinę o swojej drugiej ciąży) i brata który zaręczył się z Marysią. Cieszyłam się, że razem z mamą na samą myśl o planowaniu wesela.
Udało nam się nawet spotkać we trójkę z Aśką i Beti, bo Krysia niestety wraz z Igorem wybrała się do swojego rodzinnego Kołobrzegu. Mimo wszystko i tak było wesoło. Pomimo, iż Nowy Rok każda z nas świętowała z kieliszkiem soku (ja zabrałam ze sobą Kubusia, Beti z powodu dziewczynek też nie piła, bo zorganizowałyśmy wszystko w jej domu, a Joasia postanowiła być z nami solidarna.) natłok różnych spraw i wydarzeń w naszym życiu sprawił, że miałyśmy o czym rozmawiać. Asia, zaczęła spotykać się z jakimś Krystianem a Beti aż promieniała opowiadając o pierwszym kroku Klaudii i Zuzi. Aha, bo zapomniałam wspomnieć, że tak nazwała swoje dwie córeczki. Choć były bliźniaczkami jednojajowymi, bardzo się od siebie różniły. Zuza, kilka minut młodsza była czarującą brunetką o uroczym uśmiechu i słodkiej twarzyczce. Stale wyciągała rączki nawet do ludzi, których widziała kilka razy w życiu. Z kolei Klaudia bardzo przypominała samą Beti. Choć miała dopiero nieco ponad roczek chodziła już prawie samodzielnie, złościła się nie dostając tego czego chce, a gdy Joasia wzięła na ręce Zuzię zaczęła przeraźliwie piszczeć domagając się tego samego rozbawiając nas swoim popisem niemal do łez. Asia nawet skwitowała to wesołym komentarzem, że zazdrości nam bycia matkami, bo nasze dzieci są takimi słodkimi aniołkami.
- Jasne. Więc może zostaniesz z nimi chociaż tydzień co? A ja z Karolą pojedziemy na wczasy.
- Tak.- Roześmiałam się czochrając Kubusiowi jasną główkę. Skrzywił się lekko i odsunął jakby chciał powiedzieć: daj mi w spokoju dojeść tego pierniczka!
- Nie ma sprawy. A tak w ogóle to po kim on ma takie kręcone loczki? Bo na pewno nie po Łukaszu. Nie miałaś jakiegoś skoku w bok?
- Hej, ja też jestem blondynką.- Oburzyłam się żartobliwie.
- Wiem, ale takie udane dziecko…Auć.- Aśka runęła z kanapy jak długa gdy ją z niej zepchnęłam.- Okej, tylko żartowałam. Ty też jesteś wspaniała. Ale Kuba naprawdę w przyszłości będzie łamał wiele damskich serc.
- Jedno już złamał.- Wtrąciła się Beata wskazując na Zuzię, która wciąż na czworakach nie odstępowała chłopca na krok. Tego to tylko irytowało, więc odsuwał się od niej sądząc najwyraźniej, że poluje na jego czekoladowego piernika.
- Może w przyszłości w końcu staniemy się prawdziwą rodziną, co Beti?- Zażartowałam.
- Ja jestem za. Przyda się parę dobrych genów kogoś inteligentnego.- Odpowiedziała mi przyjaciółka.
- No, z tego co widzę geny Krzycha nie okazały się takie złe.- Kontynuowała żarty Joasia, ale chyba nie zorientowała się, że na dźwięk imienia Krzysztofa Beata na moment cała się spięła. Potem, choć ze sztucznym uśmiechem na twarzy odparła jej:
- Tak, obie są śliczne, prawda? Ale chyba po mamusi.
Reszta wieczoru minęła nam bardzo przyjemnie. Asia, ze względu na dyżur w pracy zmyła się tuż po północy. Ja zostałam z Beti aż do rana. Gdy dzieci zmorzone zabawą w końcu zasnęły obie zaczęłyśmy zbierać zabawki i sprzątać naczynia. Przez kilka minut zbierałam się by zadać jej w końcu pytanie:
- Jak układa ci się z Krzyśkiem?
- Dobrze traktuje dziewczynki. Uwielbiają go. Ale trudno się dziwić, że tak jest. W końcu sam jest jeszcze dużym dzieckiem.
- Nie o to mi chodziło.
- O co dokładnie pytasz?- Odpowiedziała mi pytaniem udając, że jest bardzo zainteresowana wycieraniem zmytego przeze mnie właśnie talerza, który notabene już był wystarczająco suchy.
- No wiesz…- Zrobiłam nieokreślony gest dłońmi, co w połączeniu z tym że były mokre i pokryte pianą sprawiło, że małe kropelki wody rozbryzgały się po kafelkach. -…o wasze relacje. Tak…ogólnie.
- Tak ogólnie.- Odparła po chwili milczenia.- …myślę, że jest dobrze.
- Nadal ci pomaga? Nie potrzebujesz czegoś?
- Nie, jeśli o to chodzi to nie mam na co narzekać.
- Więc? W czym jest problem?
- Jaki problem?
- Beti, nie lubię gdy udajesz że nic ci nie jest gdy widzę, że coś cię gryzie. Powiesz mi o co chodzi?
- Ale naprawdę jest w porządku.
- Jeśli nie chcesz nic powiedzieć to okej, ale nie lubię gdy ktoś robi mnie w bambuko.- Powiedziałam lekko urażona. Potem umyłam jeszcze dwa ostatnie talerze i starłam do sucha zlew w całkowitej ciszy. Gdy już wychodziłam do sypialni by położyć się spać usłyszałam jej głos.
- Chce żebym go poślubiła.- Odwróciłam się do Beaty.
- Krzysiek?
- Tak. A właściwie to sądzę, że jego rodzice go naciskają.- Uśmiechnęła się blado.- No wiesz, odkąd dowiedzieli się o mnie i dziewczynkach jakoś nie potrafimy się dogadać.- Był to raczej zdecydowany eufemizm, bo gdy w końcu tuż przed porodem Krzysiek powiedział rodzicom, że zostaną dziadkami i na dodatek, że matką jego dzieci będzie starsza od niego o 4 lata kobieta nie przyjęli tego najlepiej. Uważali, że Beti należy do tego typu łatwych dziewcząt, które zadają się z wieloma facetami. A sam fakt, że zaszła w ciążę ze studentem mówi sam za siebie. Innymi słowy dla nich była nikim. Dlatego słowa mojej przyjaciółki zbiły mnie z tropu. Czemu niby państwo Dziubińscy zmienili zdanie i chcieliby takiej synowej dla ukochanego jedynaka? – Wiesz, coraz więcej ich znajomych dowiaduje się o Zuzi i Klaudii i jest im głupio z powodu nieślubnych wnuków.- Beti jakby domyślając się  torów moich myśli odpowiedziała na niewypowiedziane przeze mnie pytanie. – Chyba jeszcze zaliczają się do tego staroświeckiego typu ludzi starszej daty. Dlatego kazali Krzyśkowi za mnie wyjść.
- On ci tak powiedział?
- Nie. On twierdzi, że on sam tego chce choć propozycja nie wyszła od niego.
- Ale ty w to nie wierzysz.
- Nie. Poza tym gdybym chciała za niego wyjść już bym wyszła. Jak sama pamiętasz prosił mnie o rękę jeszcze przed narodzinami dziewczynek.
- Więc skoro tego nie chcesz wystarczy mu o tym powiedzieć.
- To nie takie łatwe.
- Dlaczego?
- Bo od ostatnich dwóch miesięcy mówi tylko o tym. A gdy odmówiłam mu tydzień temu po raz kolejny to…- Urwała na moment patrząc gdzieś w bok.-…do tej pory się nie pojawił. A na odchodnym powiedział mi, że ciekawe co powiem gdy będę musiała liczyć tylko na siebie.
- Matko, zaszantażował cię? Potrzebujesz pieniędzy na czynsz? Na jedzenie? Cholera, a my jeszcze naciągnęłyśmy cię na koszt tej imprezy.
- Tu nie chodzi o pieniądze, rozumiesz ? Ja nie traktuję Krzysztofa jak jakiegoś pieprzonego bankomatu na pieniądze. On jest ojcem moich dzieci.- Wytrzeszczyłam szerzej oczy zdziwiona jej wybuchem.
- Okej.- Powiedziałam ugodowo- Sory, nie to miałam na myśli.
- Nie, to ja przepraszam. Po prostu…- Nerwowym ruchem przeczesała włosy na głowie.- Po prostu sama nie wiem. Czasami mnie też małżeństwo wydaje się słusznym ruchem, ale innym razem…Czy to, że popełniłam jeden błąd znaczy, że muszę się dla nich poświęcać?
- Jasne, że nie. Jeśli nie kochasz Krzyśka, nie wychodź za niego. On nie ma prawa do niczego cię zmuszać.
- Ty nie rozumiesz, dla ciebie to wszystko jest takie proste.- Beata wstała z krzesełka ze zniecierpliwieniem.
- Więc mi wytłumacz.- Ja również się podniosłam bez słowa się w nią wpatrując.- Sytuacja jest prosta. Wiem, że masz wobec niego wyrzuty sumienia, ale…
-…on twierdzi, że chce to zrobić bo mnie kocha.
- Krzysiek wyznał ci miłość?- Byłam totalnie zaskoczona.
- Tak i ja…pamiętasz jak kilka lat temu po ucieczce Jacka opowiadałaś mi o tym, że Łukasz jest dla ciebie bardzo ważny ale tylko jako przyjaciel i z jednej strony nie potrafisz go kochać i powiedzieć aby się od ciebie odpieprzył a z drugiej tego nie chcesz?- Skrzywiłam się na wspomnienie tego. Beti posłała mi przepraszający uśmiech.- Sory, chodziło mi tylko o kontekst. Wiem, że teraz łączy was prawdziwe uczucie.
-  A więc chcesz mi powiedzieć, że to teraz czujesz względem Krzyśka? Że jest ci głupio, bo on cię kocha a ty jego nie?
- Nie. To znaczy tak. To znaczy…eee…to nie do końca tak. Widzisz, ja myślę że jemu się tak tylko wydaje. No wiesz, jest jeszcze taki młody, a siłą woli spędzając dużo czasu z córkami spędza go również ze mną i wydaje mu się, że to coś więcej.
- Nic już z tego nie rozumiem. Mówisz mi, że wyznał ci miłość prosząc o rękę i jest ci głupio, bo nie potrafisz odwzajemnić jego uczuć. Teraz twierdzisz, że to jednak nie jest miłość. Więc o co chodzi? Czy problem sam się nie rozwiązuje?
- Nie. Ty…ty nie rozumiesz.
- Tak, nie rozumiem. I ty chyba sama tego do końca nie rozumiesz. Skoro cała ta sytuacja jest dla ciebie niezręczna nie pozostaje ci nic innego jak ją przeczekać. Jeśli Krzysiek cię nie kocha, to zauroczenie mu przejdzie.- Beti odwróciła się do mnie mamrocząc coś pod  nosem.- Co powiedziałaś?- Spytałam ją.
- Nic. Chyba powinnyśmy kłaść się spać. Może i Kubuś się nie budzi w nocy, ale moje gwiazdki jeszcze mnie męczą. Dobrej nocy.
- Dobranoc.- Odparłam lekko skonfundowana. Bo wydawało mi się, że Beti wymruczała co innego. „Nie chcę aby mu przeszło.” O co mogło jej chodzić? Bo przecież na pewno nie o Krzyśka. Nie mogła przecież chcieć aby nadal ją kochał. Bo niby czemu skoro ona sama tego nie czuła? Czyżby syndrom psa ogrodnika? Jakoś nie pasowało mi to do mojej przyjaciółki.
Z Beti spędziłam jeszcze połowę następnego dnia, bo do domu mi się jakoś nie spieszyło. Łukasz uprzedził mnie, że prawdopodobnie wróci bardzo późno, więc nie musiałam wracać wcześniej. Dlatego w pierwszy dzień nowego roku mogłam spotkać Krzyśka, który najwyraźniej postanowił się w końcu zjawić. Jednak w dość niekonwencjonalny sposób, bo wparował do pokoju w którym spałam z Kubusiem bez jakiegokolwiek słowa. Za nim wbiegła Beata. Gwałtownie wybudzony ze snu Kubuś zaczął płakać.
- Widzisz co zrobiłeś idioto? Obudziłeś małego swoimi wrzaskami.- Napadła na niego moja przyjaciółka.
- Przepraszam. Ja nie chciałem…- Krzysztof zaczął się niezręcznie tłumaczyć patrząc na mnie. Dobrze, że wzięłam z domu przyzwoitą piżamę, a nie jak zazwyczaj zwiewną i prześwitującą koszulkę do pół ud.
-…tak wiem. Chciałeś tylko zobaczyć na własne oczy mojego kochanka. Tak więc proszę, oto i on. Ojoj, wydało się, jednak jestem lesbijką. I pedofilką w jednej osobie. I na dodatek robimy to w trójkącie, wiedziałeś?- Bez wyjaśnienia (bo ni w ząb nie rozumiałam o co tutaj chodzi, poza tym że o dziewiątej rano Krzysztof wszedł do tego pokoju nie wiadomo po co), Beti wybiegła a Krzysiek za nią. I choć zaczęłam uspokajać Kubę niedomknięte drzwi sprawiły, że i tak słyszałam strzępy rozmowy.
- Nie mam żadnego kochanka a twoje podejrzenia są po prostu absurdalne. A nawet gdyby tak było to guzik obchodziłoby mnie twoje zdanie.
- Nie pozwolę ci na to, słyszysz? Wyjdziesz za mnie czy tego chcesz czy nie.
- Doprawdy Krzysiu takie stanowcze gatki ci nie przystroją. I powtarzam ci po raz kolejny, że nigdy za ciebie nie wyjdę! I dziwi mnie to, że ty tego chcesz skoro uważasz mnie za dziwkę.
- Nie chciałem. Po prostu gdy zobaczyłem te rzeczy to…
-…to co? Od razu wysunąłeś swój wniosek. Co jest śmieszne zważywszy na fakt, że sam prowadzisz bogate życie uczuciowe, a mnie każesz żyć jak cnotce.
- Nie karzę. Po prostu chcę abym to ja był twoim życiem uczuciowym. A poza tym to co miało znaczyć to, że prowadzę bogate życie na tym polu?
- Och, to chyba nie wymaga komentarza, prawda?
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Jasne, najlepiej wciąż udawać głupka i hipokrytę.
- Przecież wiesz, że nikogo nie mam. Odkąd jestem z tobą.
- Chciałeś powiedzieć: byłeś. Już od prawie dwóch lat nic nas nie łączy poza dziećmi.
- Do diabła Beata! O co ci znowu chodzi?
- O nic. To ty przyszedłeś tutaj i się wydzierasz. Wyjdź.
- Beti, proszę. Nie rozmawiajmy w ten sposób.
- Wynoś się Krzysiek.
- Naprawdę nic do mnie nie czujesz? Kocham cię. A jeśli zachowuję się irracjonalnie to tylko dlatego. Daj mi szansę. Proszę.
- Nie Krzysiek, przykro mi: nie kocham cię. Czy teraz wreszcie wyjdziesz?- Po tych słowach zapadła cisza. Zakłóciło ja dopiero trzaśnięcie drzwiami, które obudziło którąś z dziewczynek, bo dał się słyszeć cichy płacz. Jako że jakiś czas temu udało mi się uspokoić synka dałam mu jakąś zabawkę i wyszłam z pokoju. Podeszłam do sypialni Zuzi i Klaudii zatrzymując się w drzwiach. Beata tuliła tę pierwszą, a Klaudia z oburzoną minką ze złością uderzała grzechotką o ramę łóżeczka wywołując spory łoskot. Wśród tych dźwięków dało się słyszeć tłumiony płacz mojej przyjaciółki, choć starała się tego nie robić.
- W porządku?- Spytałam cicho zbliżając się do niej i kładąc dłoń na ramieniu. Beata drgnęła, a potem niepewnie skinęła głową. Ja podeszłam i wzięłam na ręce Klaudię. Na jej twarzy od razu wykwitł uśmiech. Dopiero godzinę później, gdy nakarmiłyśmy dzieci usiadłyśmy przy stole i zaczęłyśmy rozmowę. A właściwie to ja ją zaczęłam.
- Skoro go kochasz to nie rozumiem czemu nie chcesz za niego wyjść.- Wypaliłam z grubej rury, bo po tym co widziałam teraz nareszcie zrozumiałam gdzie jest problem.
- On mnie nie kocha, rozumiesz?- Odpowiedziała mi pytaniem Beata co i tak było dla mnie dużym postępem, bo przynajmniej nie wyparła się swoich uczuć. Jeszcze wczoraj mamiła mnie, że jedyne co czuje do Krzyśka to wdzięczność. Jednak dzisiejszy pokaz wiele mi pokazał.
- Może i jestem do niego uprzedzona, ale facet który urządza taki pokaz zazdrości jaki on ci zaserwował nie wyglądał na wyreżyserowany. To muszę przyznać nawet ja.
- Jemu się tylko nie podoba sama myśl, że matka jego dzieci mogłaby mieć kochanka. Gdyby było inaczej nie zadawałby się z jedną ze studentek na roku.
- Co?
- Tak, ma kogoś. A wmawia mi, że nie.
- To pewne?
- Widziałam ich. W kawiarni. Nie wyglądali na przyjaciół.
- Przykro mi.
- W porządku.- Choć w oczach błyszczały jej łzy uśmiechnęła się do mnie.- Chyba zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że szczęście i miłość nie jest mi pisane.
- Beti, to nic…
-…nie, nic nie mów. Przejdzie mi. Pamiętasz? To coś tak beznadziejnego jak zauroczenie twoim mężem. I widzisz? Minęło jak ręką odjął. Jest przecież dużo gorszy od Łukasza, a ja też sądziłam, że to będzie coś poważniejszego. Z Krzyśkiem będzie tak samo. Trochę poboli i przestanie. Swoją drogą czy to nie śmieszne, że stało się to dopiero teraz? Bo gdyby wtedy, gdy sypialiśmy ze sobą, ale teraz? Przecież my się nawet nie pocałowaliśmy od tamtej pory a co dopiero mówić o seksie. Chociaż parę razy miałam takie myśli że…- Beata paplała trochę bez ładu i składu, a ja nie wiedziałam jak ją pocieszyć. Czemu Krzysiek był takim dupkiem? Oto mentalność faceta: on sypiając na boku z innymi nadal twierdzi, że ty jesteś dla niego tą jedyną, bo tamte to tylko przelotna miłostka. Taa, jasne.
Gdy zjawiłam się w domu Łukasz nadal spał. Na szybko przyrządziłam Kubie porcję warzywnej zupki po czym gdy zajął się jedzeniem a potem zabawą zaczęłam sprzątać. Zastanawiałam się przy tym nad sytuacją Beti. Coś mi nie pasowało w jej opowieści. I wzrok Krzyśka…on naprawdę ją kochał. (co przyznawałam niechętnie.) Czyżbym więc znowu się co do niego pomyliła? Czy Beata ma rację i Krzysztof jednak nic do niej nie czuje? A może to typ lowelasa, który nie jest w stanie dotrzymać wierności jednej lasce? Tak też przecież mogło być. W myślach nazywałam to syndromem żonatego faceta, bo tacy sypiając naokoło z sekretarkami, barmankami czy innymi dziewczynami nadal uważali że kochają swoje żony, a seks to nie zdrada. Dobrze, że przynajmniej z Łukaszem nie mam takich problemów, pomyślałam. Chyba, że za jego kochankę uznać pracę…
Przez kilka następnych dni postanowiłam zabawić się w detektywa. Po południu, czyli po zakończeniu zająć Krzyśka pojechałam za nim do restauracji, w której pracował jako kelner. Obserwowałam go chwilę, po czym czując się głupio, zwłaszcza że Kubuś był ze mną (inna sprawa, że jego moje zachowanie bawiło i sprawiało frajdę) dałam za wygraną. Usiadłam przy wolnym stoliku zamawiając kawę i ciastko. Zamówienie przyjmował inny kelner, ale  ja poprosiłam go o to, by zastąpił go jego kolega. Spojrzał na mnie znacząco, a ja tylko odwzajemniłam jego głupkowaty uśmiech. Czy ja wyglądałam na taką, która śliniłaby się do młodszego chłopaka? Nie ubliżając Beti oczywiście.
Krzysiek zbliżał się do mnie z mieszanymi uczuciami na twarzy. Od czasu porodu Beaty, widzieliśmy się kilkakrotnie (nie licząc noworocznej akcji, gdy wparował do mieszkania mojej przyjaciółki sądząc że zamiast mnie gości tam kochanka), ale tylko przelotnie.
- Cześć. Patryk mówił, że chciałaś mnie widzieć.
- Tak. Możemy chwilę pogadać?- Spytałam. Nie umknęło mojej uwagi, że puścił oko Kubusiowi, który od razu odwzajemnił mu się tym samym. A raczej próbował, co wyglądało komicznie. Od razu złagodniałam. Może i z Beti mu się nie układało, ale naprawdę miał podejście do dzieci.
- Nie bardzo, jestem teraz w pracy. Jeśli chodzi o tamten nalot tydzień temu to przepraszam. Nie wiedziałem, że to ty nocowałaś u Beti z synem.
- Wiem, Beti mi to wyjaśniła. Chodzi mi o coś innego. To dotyczy treści waszej ostatniej rozmowy.
- A więc słyszałaś.
- Tak.- Potwierdziłam.
- Jeśli przyszłaś przekonywać mnie, że i tak nie mam u niej szans to nie musisz. Sam już to wiem.
- Nie po to przyszłam. Chcę wiedzieć, czy to co mówiłeś to prawda.
- Po co?
- Bo chcę wiedzieć czy ci pomóc czy nie.
- Ty chcesz mi pomóc?
- Jeśli kochasz moją przyjaciółkę szczerze, to tak. Więc? Odpowiesz mi w końcu?- Wyraźnie się zawahał. Nie dziwiłam mu się. Począwszy od tego, że nie darzyłam go sympatią a on o tym wiedział, skończywszy na tym, że wyznawanie uczuć nigdy nie było łatwe.
- Tak, kocham ją. Ale to już pewnie wiesz.
- Więc o co chodzi z tą studentką?
- Jaką studentką?
- Beti twierdzi, że spotykasz się z jakąś dziewczyną z uczelni.
- A ty jej oczywiście wierzysz.- Nie zapytał tylko stwierdził.
- Dlatego chcę znać również twoją opinię.
- Nie, z nikim się nie spotykam. Ale Beata i tak wie swoje.
- Beti czuje się zagubiona, bo cię kocha.- Gdy się roześmiał nie wiedziałam jak to zinterpretować.- To cię bawi?
- Tak, bo najwyraźniej mało znasz swoją przyjaciółkę.
- Co masz na myśli?
- To, że ona wcale mnie nie kocha.- Teraz to mi zachciało się  śmiać, bo Beata tak samo wypowiedziała się kilka dni temu o nim.- A nawet jeśli i coś czuje to nie chce, bo boi się zaryzykować. Dla niej zawsze będę tylko młodym szczeniakiem, z którym „wpadła”. Nigdy nie będzie mnie traktować jak prawdziwego mężczyzny. I nikogo innego też nie, bo po postu w to nie wierzy. To dlatego stale jest sama, a jedyne na co ją stać to platoniczne związki. A zachowując się w ten sposób przyciąga określony typ mężczyzn, którzy się nią bawią a potem porzucają. A wówczas ona bez obaw może użalać się nad sobą mówiąc, że to wcale nie była jej wina. Ale jaki typ faceta można spotkać w nocnym klubie?- Już miałam zaprotestować, ale nagle zdałam sobie sprawę, że właściwie…to w słowach Dziubińskiego było ziarnko prawdy.- A teraz przepraszam, idę po twoje zamówienie. Muszę wracać do pracy, a mały też chyba chciałby swoje ciacho, nie?- Znów mrugnął do Kubusia na co ten zareagował śmiechem. Potem żartobliwie obrócił się wokół własnej osi i odszedł na zaplecze.
- Smieśny.- Odezwał się do mnie synek.
- Tak śmieszny.- Powiedziałam odruchowo rozważając to co mi powiedział. Czy ta psychologiczna analiza Beaty była w 100% prawdziwa? Ja zawsze sądziłam, że moja przyjaciółka po prostu ma pecha i trafia na samych popaprańców, ale czy była to prawda? W końcu jak spytał retorycznie Krzysiek jaki typ facetów można spotkać na sto zakrapianych imprezach po których często włóczy się Beti? A jak było w czasach studenckich? Twierdziła, że rówieśnicy są dla niej za nudni lub zbyt kujonkowaci, a ona na przyjęciu chce się wyluzować a nie rozmawiać o teorii Darwina. A może po prostu podświadomie wiedziała, że z odpowiedzialnym facetem mogłaby zbudować coś poważniejszego i tego nie chciała? Tylko dlaczego? Czy przyczyna tkwiła w niej samej? A może chodziło o wzorzec rodziny jaki wyniosła z młodzieńczych lat? A co jeśli to wszystko jest tylko moim głupim wymysłem? Jeśli to Krzysiek odwraca w ten sposób kota ogonem zwalając całą winę na Beatę? Chyba dam sobie spokój z tym uszczęśliwianiem ludzi na siłę. Po co w ogóle tutaj przyszłam? Jeśli już chciałabym kogoś uszczęśliwiać to powinnam zacząć od siebie. Bo z Łukaszem od dawna przestało nam się układać. Najgorsze było to, że właściwie nie miałam na co narzekać: nie miał żadnych nałogów, pracował i utrzymywał całą rodzinę, weekendy spędzał z Kubusiem… tyle, że od jakiegoś czasu żyliśmy jak lokatorzy. On po prostu wpadał do domu, jadał posiłki i spał, a ja starałam się by jego rzeczy były uprane i by miał co jeść. Od jakiegoś czasu sypialiśmy nawet oddzielnie, bo nie chciał mnie budzić późnymi powrotami z pracy. (A przynajmniej tak brzmiała jego wersja, bo dawniej jakoś mu to nie przeszkadzało), więc ja też nie protestowałam. Poza tym dzięki temu mogłam spać z Kubusiem, któremu ta sytuacja odpowiadała. Ja też lubiłam czuć obok siebie te małe wtulone we mnie ciałko. Przynajmniej mój synek bardzo mnie kochał i przede wszystkim to okazywał. Nie to co mój mąż.  Oczywiście gdy wspomniałam mu kiedyś o tym zbył mnie mówiąc, że postara się wcześniej wrócić z pracy i wtedy o tym porozmawiamy. Innym razem, że mamy dla siebie cały weekend. Przestałam więc zwracać na to uwagę. Zresztą, właściwie ta sytuacja unormowała się sama.
Mimo wszystko postanowiłam doprowadzić sprawę z Beti i Krzyśkiem do końca. Przyrzekłam sobie solennie, że po raz ostatni wtrącam się w czyjeś życie. Zaczęłam od szczerej rozmowy z Beatą. Przyjaciółka była na mnie zła za „kolaborację” z wrogiem jak to określiła i początkowo nie chciała wysłuchać. Jednak po kilku minutach namawiania w końcu dała za wygraną.
- Tak boję się, ale czy to takie dziwne? Krzysztof ma niecałe 25 lat, ja prawie 30.
- Beti, niektórzy zostają rodzicami w wieku 18 lat, nie wspominając o nastoletnich matkach. A z całym szacunkiem, ale Krzysiek raczej nie wygląda mi na dziecko. Poza tym 24 lata to dojrzały wiek. Wielu mężczyzn żeni się mając tyle lat i zakłada rodziny.
- Jak się wcześniej wyraziłaś wielu robi to z konieczności. A ja nie chcę być tylko koniecznością.
- Gdyby nie chciał, to by cię nie prosił o rękę.
- Och Karola, a skąd ja mam to wiedzieć? 
- Więc daj mu szansę. Poznajcie się bliżej i potem zdecydujecie.
- Hello, my mamy dwójkę dzieci. Nie sądzisz, że bliżej już nie możemy się poznać?
- Nie mówię o seksie. Mówię o osobowości, charakterze czy nawykach. Tylko daj mu szansę. Tylko tyle. Zaryzykuj Beti, bo tylko ryzyko zapewnia szczęście. Jego brak może spowodować, że będziesz zadowolona z życia, ale nigdy szczęśliwa.
Jakiś czas później wydawało mi się, że Beata zastosowała się do mojej rady. Gdy ją odwiedzałam zauważyłam, że cieplej mówi o Krzyśku, a gdy dzwonił nie spinała się tak jak za każdym razem. Mimo wszystko nadal się bała. Szczególnie było to widoczne gdy on wyznawał jej, że ją kocha a ona wówczas milczała lub zmieniała temat. Właściwie przyznała się do tego tylko mi, a raczej nie wyparła.
Sytuacja między Krzyśkiem i moją przyjaciółka nie zmieniała się, więc niestety musiałam przyznać, że jednak swatanie mi się nie powiodło. Nie uznałam jednak tego za stracony czas. Częściej odwiedzałam Beatę i pozwoliło mi to bliżej poznać Krzysztofa. Może się z nim nie zaprzyjaźniłam, ale zostaliśmy dobrymi znajomymi. Było mi nawet trochę szkoda, że jednak Beti skapitulowała.
Właśnie po jednym z takich spotkań, gdy wróciłam do domu  z Kubą późnym popołudniem około dziewiętnastej, okazało się że Łukasz już jest w domu. Zaskoczyło mnie to. Był środek tygodnia, a on ostatnio nie wracał przed dziesiątą.
Gdy zauważył mnie z synkiem od razu podszedł do niego i mocno uścisnął. Potem spytał czy możemy teraz porozmawiać. Naturalnie zgodziłam się nie rozumiejąc jego dość oficjalnego tonu.
- Coś się stało?- Spytałam gdy znalazłam się w kuchni a on nadal się nie odzywał. Kubuś w tym czasie bawił się swoim samochodem biegając z pokoju do pokoju.
- Nie, wszystko w porządku. To znaczy nie całkiem. Będę musiał wyjechać na trochę.
- Jak to wyjechać?
- Chodzi o nową sprawę nad którą pracuje biuro. Zbadałem raport, ale jest tam kilka niejasności. Ojciec poprosił mnie abym zajął się tym osobiście.
- Gdzie dokładnie chcesz jechać?
- Do Wrocławia.
- Na jak długo?
- Kilka dni, może tydzień. Liczyłem na to, że gdy wyjadę jutro przed południem uda mi się wrócić wcześniej.
- Widzę, że już sobie wszystko zaplanowałeś.
- Nie chcesz abym jechał? Coś się stało?
- Nie, nie.- Zaprzeczyłam szybko zastanawiając się czemu czuję tak dominujący smutek. Czy dlatego, że przechodząc do kuchni zauważyłam otwarty pokój Łukasza z wypełnioną już w części walizką co oznaczało, że nawet gdybym miała coś przeciw on i tak nie zmieniłby zdania? A może po prostu było to rozczarowanie, że jego wcześniejszy powrót do domu wiązał się tylko z pracą?- Jeśli musisz to jedź.
- Nie martw się. Wrócę wcześniej.- Odparł mi całując w policzek. Potem się uśmiechnął.- A przynajmniej będę się starał.
- Ten wyjazd dotyczy tej nowej sprawy o której mi wspominałeś?
- Tak, tej przestępczej szajki. Na początku sądziliśmy, że współpracują z jakimś kręgiem podziemnym, ale teraz okazało się, że coś jest nie w porządku. Muszę to zbadać.- Próbowałam udać zainteresowanie, ale nie potrafiłam. Bo praca męża zbrzydła mi już do tego stopnia, że napady, porwania czy zabójstwa nie robiły na mnie żadnego wrażenia. To znaczy robiły, ale traktowałam je jako coś abstrakcyjnego, coś czego doświadczył ktoś inny a nie ja czy Łukasz. No i przede wszystkim każda z takich rozmów uświadamiała mi, że Łukasz coraz bardziej zagłębia się w pracę, bo po kilkunastu godzinach spędzonych w biurze potrafił godzinami mi o niej opowiadać.
Następnego dnia, tak jak mówił, wsiadł w pociąg i skierował się do Wrocławia. Ja z kolei trochę poleniuchowałam nie musząc gotować obiadu i pobawiłam się z synkiem. Jednak po południu zadzwoniła do mnie zapłakana Beti. Była w tak kiepskim stanie, że nie byłam nawet w stanie zrozumieć co chce mi przekazać. Jednak słowem klucz był tu szpital. Czy Łukaszowi coś się stało?
- Nie, to nie o to chodzi. On…to Krzysiek. Proszę cię pomóż mi, oni nic mi nie chcą powiedzieć. I nie wiem co zrobić z dziewczynkami…- Głos w mojej  komórce brzmiał bardzo piskliwie i błagalnie.
- Okej, przyjadę zaraz do ciebie tylko zostawię Kubusia u teściów. A ty w tym czasie spróbuj się uspokoić, okej?- Nieco zaciekawiona i zdenerwowana zorganizowałam wszystko tak jak wcześniej zaplanowałam i po godzinie, ze względu na korki byłam u Beaty. Gdy tylko otworzyłam drzwi niemal rzuciła się na mnie.
- Dobrze, że jesteś. Muszę jechać do szpitala, ty w tym czasie zajmij się dziewczynkami.- Beata chciała wyjść, ale ja ją zatrzymałam.
- Ale co się właściwie stało Krzyśkowi?
- Nie wiem. Dzwoniłam do jego rodziców, ale sama wiesz, że mnie nie znoszą. Powiedzieli tylko, że miał wypadek i to wszystko. A gdy spytałam o adres początkowo nie chcieli mi go dać, wyobrażasz sobie? Powiedzieli, żebym zajęła się dziećmi, bo lepiej zrobię zamiast ciągać dziewczynki po szpitalach.
- Okropne typy. A więc jedź. Ja tutaj zostanę.
- Dzięki kochana. Jesteś wielka.- Gdy w końcu zostałam sama weszłam do salonu, gdzie jak się okazało Klaudia z Zuzą zrobiły niezłe pobojowisko. Na mój widok zaczęły wesoło gaworzyć i wyciągać ręce. Trochę żałowałam, że nie zabrałam ze sobą Kuby, bo gdybym wiedziała że moja rola ma ograniczyć się tylko do opiekunki nie zostawiłabym go u teściów. Tym bardziej, że kilka godzin później Beti zadzwoniła do mnie informując że nie wróci na noc. Bardzo mnie za to przepraszała tyle, że mogła jednak pamiętać, że ja też mam dziecko.
Mimo wszystko zostałam w jej mieszkaniu cały wieczór i poranek. Jednak gdy za pomocą wiadomości wysłanej z komórką napisała, że nie wie kiedy wróci zaproponowałam, że przyjadę do szpitala z dziewczynkami, a potem niestety wracam do siebie. I tak było mi głupio, że Kubuś musiał nocować u dziadków. I to z jakiego powodu? Takiego, że ja uparłam się niańczyć dziecko przyjaciółki zamiast własnego.
Gdy znalazłam się w szpitalu z dwiema nieposłusznymi, bo rozpieszczonymi smarkulami i dowiedziałam się, że muszę jeszcze śmigać na piąte piętro miałam ochotę krzyknąć z rozpaczy. Jednak posłusznie skierowałam się w stronę windy mocno trzymając Klaudię za rękę. Zuza była jeszcze posłuszna, bo wiedziała że musi trzymać się blisko mnie, ale ta pierwsza… Była istną diablicą po mamusi. Tak więc gdy w końcu dotarłam pod wskazane drzwi byłam w siódmym niebie. Już miałam wejść do środka, ale uchylone drzwi spowodowały, że usłyszałam fragment rozmowy:
- Nie, Krzysiek. Muszę już wracać, nie zostanę dłużej. Karola nie będzie siedzieć z Klaudią i Zuzią kolejny dzień.
- A przyjedziesz potem? Z dziewczynkami?
- Przecież i tak jutro cię wypiszą, więc to bez sensu. Poza tym mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.
- Beti, jeszcze się na mnie gniewasz?
- A jak mam się nie gniewać na takiego nieodpowiedzialnego dzieciaka?
- Stanowczo zbyt często używasz tego określenia w stosunku do mnie.- Odparł jej Krzysztof wesoło, co zbiło mnie z tropu. No bo jakby nie było był to solidny przytyk. Na dodatek reakcja Beaty nie była zbyt zachęcająca, co w połączeniu z ich niedawnymi nienajlepszymi relacjami (próbowali stworzyć związek, ale im nie wyszło) było przynajmniej zastanawiające.
- Daj już spokój, puść moją rękę.
- Beti, zostań.
- Muszę wracać do naszych córek ty wielki obrońco nieostrożnych staruszków.
- Daj spokój, przecież gdybym ich nie popchnął to zginęliby na miejscu.
- A ty zamiast nich! Masz w ogóle pojęcie, że to się mogło stać? Dociera to do ciebie? I przestań się do mnie tak głupkowato uśmiechać!
- Obeszłoby cię to?
- Jasne, że nie. Jak dla mnie to mogłoby cię nie być, ale muszę pamiętać o naszych córkach skoro ty tego nie robisz.
- A ja myślę, że jednak tak. Inaczej nie byłabyś taka zła. Martwisz się o mnie.
- Ja jestem zła? Proszę cię. Jestem tylko wytrącona z równowagi. To wszystko…- W tym momencie musiałam przerwać swoje podsłuchiwanie niewątpliwie tracąc najlepszą część dialogu, bo Zuzia zaczęła marudzić. Poprosiłam ją by razem z siostrą usiadły na znajdujących się przed salą krzesełkach (A właściwie to im zademonstrowałam) po czym znów zbliżyłam się do drzwi. Wówczas Beti zapłakanym głosem mówiła:
- Okej, masz rację, zadowolony? Obeszłoby mnie to. Choć z trudem przyznaję to przed samą sobą to taka jest prawda.
- Więc przyznajesz, że mnie kochasz?
- Tak do cholery przyznaję, zadowolony? Kocham nieodpowiedzialnego szczeniaka dla którego ważniejsze jest uratowanie z przejścia dla pieszych dwójki obcych staruszków i ryzykowanie życia niż własne córeczki i ja. A niby tak mocno nas kochasz.- Prychnęła.- Puść mnie wreszcie.
- Najpierw mnie pocałuj.
- Jesteś nienormalny.
- Nie, tylko szczęśliwy, bo wreszcie wyznałaś że mnie kochasz. A teraz bądź posłuszną narzeczoną i spełnij prośbę rekonwalescenta.
- Jesteś praktycznie zdrowy, a ja wcale nie jestem twoją narzeczoną.
- Ale będziesz do diabła. Albo najlepiej od razu żoną. A teraz chodź tu wreszcie.- Może niektórzy uznają, że oglądanie namiętnego pocałunku przyjaciółki z jej dwiema córkami przy boku jest nieco perwersyjne, ja jednak widząc to czułam tylko radość. A więc nareszcie Beti znalazła swoją miłość. A raczej przyznała się do tego przed samą sobą. Miałam ochotę bić brawo. Zamiast tego pozwoliłam dwójce bardzo młodych panienek wbiec do pokoju.
- Mama, mama!- Wołały obie na widok Beaty, która od razu odsunęła się od Krzyśka.
- Mama? A żadna nie zawoła choć raz tato?- Choć obie się roześmiały patrząc na Krzyśka, to jednak tak jakby rzeczywiście rozumiały pytanie i na przekór mu zgodnym tonem zawołały chóralnie: mama! Beti roześmiała się serdecznie.
- Jasne, że wolą mnie od ciebie. Prawda, skarby?- Klaudia z Zuzią przytuliła się do mamy. Ta ostatnia jednak po chwili wyciągnęła rączki do leżącego na łóżku Krzyśka. Ten już chciał ją wziąć, ale moja przyjaciółka zaprotestowała:- O nie, dajcie tatusiowi odpocząć. Dopiero co ledwo uszedł z życiem.
- Kocham cię Beti.- Powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Potem jakby uświadomił sobie w końcu moją obecność dodał:- Hej Karola. Wiesz, że Beti w końcu zgodziła się za mnie wyjść?
- Tak słyszałam.- Odpowiedziałam mu patrząc na rozpromienioną Beatę. Potem wymruczałam do siebie.- A więc jednak mi się udało. Akcja Beti + Krzysiek zakończona pomyślnie.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Cienie przeszłości: Rozdział IX: Młoda mama



- Hej, mogę wejść?- Spytała od progu kilka dni później Beti niepewnie się do mnie uśmiechając gdy ja, totalnie zaskoczona jej widokiem potrafiłam tylko gapić się na nią zamiast wpuścić do środka.
- Jasne, wchodź.- Powiedziałam prędko gdy tylko otrząsnęłam się z szoku. Próbowałam przy tym nie wpatrywać się w jej duży brzuch.- Przepraszam, po prostu się ciebie nie spodziewałam. Krysia mówiła, że teraz rzadko wychodzisz z domu.- Beata spojrzała na mnie poważnym wzrokiem zupełnie różnym od jej zwykle roziskrzonych rozbawieniem oczyma.
- Tak.- Przyznała.- Ale uznałam, że po ponad trzech tygodniach wypada mi poznać nowego członka twojej rodziny. Postanowiłaś być konsekwentna w wyborze imienia jak słyszałam.
- Tak. Zostaliśmy z Łukaszem przy Kubusiu.- Potwierdziłam nie wiedząc co powiedzieć więcej. Po raz pierwszy od kilku lat mojej znajomości z Beti nie miałam pojęcia co powiedzieć! Gdyby to był ktoś inny z miejsca chwyciłabym ją za dłoń i zaprowadziła do śpiącego akurat w swoim pokoiku synka nawet nie zważając na protesty. Ale to była Beata. Moja ciężarna przyjaciółka, która wcale nie miała ochoty na to by być matką. Czy jednak nie chciałaby również widzieć Kuby?
- Łukasz jest z małym?- Spytała mnie nadal tym samym obco brzmiącym dla mnie tonem.
- Nie, od poniedziałku to znaczy od wczoraj wrócił do pracy. Jestem teraz sama.To znaczy z Kubusiem.- Jedynym sygnałem, że to usłyszała było delikatne skinienie jej głowy. Ona patrzyła się w bok, ja z kolei w swoje dłonie rozpaczliwie zastanawiając się o co mogę ją zapytać tak by nie denerwować jej zbytnio tematem Kubusia. A więc jej stan i samopoczucie też odpada.
- Proszę, to dla niego.- Nawet na mnie nie patrząc przysunęła w moją stronę niewielką paczkę. Niepewnie wzięłam ją do rąk. Potem usłyszałam jej śmiech.- Bez obaw, to tylko pajączki i jakieś body. Nie ma tam bomby.
- Wiem.- Ja również roześmiałam się lekko zakłopotana czując jak się czerwienię.
- Nie wiem czy ten rozmiar będzie dobry, choć od Joasi słyszałam że z Kuby prawdziwy facet. Podobno miał prawie 58 cm?
- Tak. Był duży, choć to nie rekordzista.
- Mogę…mogę go zobaczyć?- Spytała z wahaniem, a ja zaczęłam pluć sobie w brodę. Ale była ze mnie kretynka! Przecież chcąc uchronić przyjaciółkę przed wymyślonym przeze mnie cierpieniem to ja sprawiłam, że cała ta sytuacja między nami stała się niezręczna.
- Jasne, chodź.- Widząc ulgę w oczach Beaty poczułam się jeszcze gorzej. Bo ona naprawdę bała się, że jej odmówię. Dlatego w drodze do pokoju postanowiłam wyznać jej prawdę.- Wybacz, że nie zaproponowałam ci tego od początku, ale bałam się że możesz nie mieć na to ochoty i odmowa wprawi cię w zakłopotanie a tymczasem sama wszystko sprowokowałam. Jeszcze raz przepraszam.
- Nie szkodzi.- Zapewniła, a ja poczułam jak atmosfera między nami wraca do normalności.- Śpi teraz?
- Tak.- Odpowiedziałam szeptem, bo właśnie otwierałam drzwi do pokoju w którym był. Beti wolno, jakby niepewnie zbliżyła się do łóżeczka patrząc na nie.
- Jej, jaki maleńki.- Szepnęła uśmiechając się szeroko.- Boże, nie wiedziałam że jest taki ciupeńki.
- Hej, a niedawno uważałaś go za dużego mężczyznę.- Zażartowałam ściszając głos do szeptu. Potem dodałam już poważniej.- Ma dopiero 21 dni.
- Jest piękny. Ojej, i te małe rączki…zupełnie jak u lalki.- Zachwycała się tak, że ja obserwując ją zaczęłam się zastanawiać jak w ogóle Beata mogła przypuszczać, że nie ma instynktu macierzyńskiego. Przecież zachwyt w jej oczach na widok Kubusia był po prostu ogromny. A jaką radość czułaby gdyby zamiast niego w kołysce leżał jej własny synek lub córeczka? Ta myśl coś mi uświadomiła.
- Jak ostatnie USG? Znasz już płeć?- Uśmiech Beti zgasł. Spojrzała na mnie niechętnie.
- Tak. To dziewczynki.- Chwilę zajęło mi by przetrawić tę myśl. Mimo wszystko spytałam jak głupia:
- Dziewczynki?
- Tak.
- A więc to…
- …tak, bliźniaki.- Dokończyła domyślnie.
- Boże, Beti nie wiem co powiedzieć.- Z wrażenia aż mnie zatkało. Ale to by w sumie wyjaśniało dość sporej wielkości brzuszek Beaty, który jak na końcówkę dwudziestego pierwszego tygodnia był za duży.- Lekarz powiedział ci o tym dopiero teraz? Przecież o tym wiadomo już pod koniec pierwszego trymestru ciąży, ty jesteś już w połowie szóstego.
- Tak, ale wówczas nie wiedział o tym dokładnie. To znaczy wiedział, ale mówił, że to nic pewnego bo dość często zdarza się, że jeden z płodów obumiera  i w konsekwencji rodzi się tylko jedno dziecko. Podobno jeden pochłania drugi, czy coś takiego.- Skrzywiła się.- Prawdę mówiąc miałam taką nadzieję, bo jeden potworek to już problem, ale dwoje? Chyba jeszcze to do mnie nie dociera.- Ostrożnie wyszłyśmy z pokoju, by móc spokojnie porozmawiać.
- A więc to będą dziewczynki, tak?- Skinęła głową idąc za mną do kuchni.
- Tak. To jest akurat pewne. Niezły kwas, co?
- Dlaczego? To może być fajne. Dwoje za jednym zamachem.- Próbowałam ją pocieszyć choć tak jak i Beata zdawałam sobie sprawę, że wcale nie jest to tak różowe jak chcę to przedstawić.
- Tak.- Mrugnęła tylko.- Przynajmniej jeden ból, nie?- Skrzywiła się.- Przepraszam, mogę skorzystać z toalety? Ostatnio z wiadomych powodów chodzę do kibla co kilka minut.
- Jasne.- Odparłam. Gdy patrzyłam jak się oddala czułam dla niej wielkie współczucie.
Kilka minut później zaczęłyśmy szczerą rozmowę przerwaną karmieniem i przewijaniem Kubusia, który się obudził. I tak dowiedziałam się, że Beata od tygodnia nie pracuje, bo z powodu ciąży nie była w stanie tego robić, a jej matka całkowicie się na nią wypięła. „Wystarczy, że finansowałam cię podczas okresu trwania studiów, bo twój szanowny tatuś chyba sądził, że z chwilą uzyskania przez ciebie pełnoletności nie ma wobec ciebie żadnych obowiązków skoro nie musi płacić alimentów. Nie będę utrzymywać cię teraz. Chciałaś dziecka, to się teraz nim zajmij”, Beti zacytowała mi ostatnie słowa jakie skierowała do niej pani Czajkowska. Próbowałam ją pocieszyć mówiąc, że choć nam z Łukaszem się nie przelewa, to jednak w tej kwestii może na mnie liczyć. Uśmiechnęła się wtedy patrząc na mnie smutno kiwając poważnie głową mówiąc, że ma jeszcze trochę swoich oszczędności które powinny starczyć aż do porodu. Nie wiedziałam czy była szczera, bo znając jej dumę mogła powiedzieć to tylko po to by mnie uspokoić. Wiedziałam, że prędzej poszłaby na żebry niż przyjęła ode mnie jakiekolwiek pieniądze, choć byłyśmy dla siebie jak siostry. Ta zaciętość we wzroku i głosie z jaką wygłosiła to zdanie nie była do niej podobna. W ogóle czasami Beti nie przypominała mi dawnej siebie. Nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć czy nie.
Nie chcąc jej denerwować nie spytałam o Krzyśka, a ona też nie podjęła tego tematu, więc domyśliłam się, że jednak nic z tego nie wyszło. Było mi z tego powodu przykro, ale potem kilka godzin później gdy Łukasz wrócił już z pracy zdałam sobie sprawę, że być może tak będzie dla niej lepiej. Mówiąc szczerze jakoś nie widziałam z nią Dziubińskiego.
Jakież było moje zdziwienie, gdy niespełna miesiąc później wpadła do mnie Krysia. Świeżo upieczona mężatka podzieliła się ze mną wrażeniami z podróży poślubnej i codziennego życia z Igorem jako mężem. Gdy wspomniałam mimochodem, że Beata jakoś rzadko się do mnie odzywa i boję się czy jej czegoś nie potrzeba, ta poinformowała mnie, że chyba Krzysiek dba o nią wystarczająco. W odpowiedzi na moje nieme pytanie zawarte w spojrzeniu wyjaśniła, że Beti z Krzyśkiem zamieszkali razem. Zdziwiła się, że o tym nie wiem a ja zdziwiłam się, że Beata to przede mną zataiła. W końcu byłyśmy przyjaciółkami i nawet nie zająknęła się na ten temat podczas ostatnich odwiedzin. Na dodatek byłam pewna, że popełniła błąd. Przecież sama jeszcze niedawno mówiła mi, że Krzysiek może sobie spadać na szczaw. A teraz co? Mieszka z nim? A może planują ślub? Najgorsze było to, że nawet nie odbierała ode mnie telefonów. Napisała mi tylko wiadomość, że wszystko u niej w porządku i abym się o nią nie martwiła, bo po potrzebuje teraz czasu by wszystko sobie poukładać. Czyżby to był dyskretny przytyk do tego, że swoimi ciągłymi telefonami jej to uniemożliwiam? Chyba tak. Dlatego nie czułam się z tym najlepiej, ale mimo wszystko wciąż próbowałam. Gdyby nie Kubuś z chęcią odwiedziłabym ją (bo Krysia podała mi jej nowy adres), ale przecież nie mogłam. No i, jak twierdził Łukasz nie powinnam się wtrącać do jej życia.
- Beti jest dorosła i wie co robi. Nie możesz jej wciąż kontrolować.- Argumentował którejś czerwcowej niedzieli w dniu wolnym od pracy.
- Przecież jej nie kontroluję. Martwię się tylko o niej, bo to moja przyjaciółka.- Odparłam mu zła, że mnie nie rozumie.
- Ale robisz to kochanie.- Ofuknął mnie łagodnie podnosząc wzrok znad kołyski, w której bawił się z Kubusiem. Po chwili wziął go na ręce.- Może uważasz to za zamartwianie się, ale tak naprawdę to nie podoba ci się to, że zamieszkała z Krzyśkiem wbrew  tobie. A przecież o ile pamiętam to sama chciałaś mu pomóc pogodzić się z Beatą gdy cię o to poprosił.- Przypomniał.
- Tak, ale nie po tym gdy dowiedziałam się, że chciał dać jej kasę na skrobankę.
- Ale w końcu zrozumiał swój błąd i wszystko naprawił, prawda?
- Naprawdę tak uważasz?- Spytałam męża z niedowierzaniem. Wzruszył lekko ramionami.
- No tak. Z tego co mówiłaś, to chciał się nawet z nią ożenić, ale odmówiła. A dopiero co obronił pracę licencjacką.
- No nie wierzę. Więc uważasz, że to jest w porządku? Że wtedy gdy najbardziej go potrzebowała umył ręce w tak brutalny sposób, a potem po jakimś czasie pełen skruchy przeprosił?  Co to, męska solidarność?- Zakpiłam zastanawiając się nad tym co by się stało gdyby Beti załamała się i posłuchała Krzysztofa. Kiedyś oglądałam pełen emocji wywiad z kobietą, która w młodości usunęła dziecko. I do tej pory nie mogła zapomnieć o tym, że zabiła nowe życie.
- Nie. Ale ja rozumiem chłopaka: ma dwadzieścia dwa lata i został ojcem nie z własnego wyboru a konieczności. Każdego mogłoby to trochę przerazić. A on…
- Czekaj, czekaj.- Przerwałam mu.- Co to znaczy, że go rozumiesz?
- To co słyszałaś. Ja jestem o ponad 10 lat starszy, a gdy dowiedziałem się, że zostanę ojcem w pierwszej chwili też byłem całkowicie sparaliżowany.
- Ty?- Jeszcze raz myślami wróciłam do tamtej sytuacji gdy zamknęłam się przed nim w naszej własnej łazience. - Przecież to ja panikowałam, ty od razu się ucieszyłeś…- Nagle uderzyła mnie pewna myśl- udawałeś?
- Ależ skąd. Kocham Kubusia i nie żałuję, że się urodził jednak musiałbym być idiotą by nie odczuwać strachu przed jego porodem. Przecież dziecko jest dużą odpowiedzialnością. Owszem, cieszyłem się, ale obawiałem się czy sobie ze wszystkim poradzimy. Nie chodzi mi o to, że go nie chciałem.- Dodał prędko.- Ale jako człowiek zdaje sobie sprawę z wielu swoich ułomności. I dlatego jestem w stanie zrozumieć Krzyśka.
- Nawet go nie znasz. On był w innej sytuacji.
- Być może. Ale i tak mam dla niego duży szacunek. Wielu skorzystałoby z okazji i uciekło od odpowiedzialności zwłaszcza po takim potraktowaniu ich przez Beti, a on jednak został. Nie sądzisz, że to jednak o nim świadczy?
- Nie. Bo ja nigdy nie wybaczyłabym ci gdybyś prawie 11 miesięcy temu nawet zasugerował mi usunięcie ciąży. Nawet jeśli ja sama czułam się wtedy całkowicie nieprzygotowana,  przerażona i nieszczęśliwa to nawet przez myśli mi nie przeszło aby usunąć ciążę. Ale gdybyś ty… –  Urwałam czując, że głos odmawia mi posłuszeństwa. Potem odetchnęłam głęboko by się uspokoić.Zawsze gdy się do czegoś zapalałam z emocji niemal łzy stawały mi w oczach.
- A więc Krzysiek miał szczęście, że nie trafił na ciebie tylko na Beatę.- Najwyraźniej mój mąż próbował rozładować sytuację tym drobnym żartem.
- Być może.- Zgodziłam się niechętnie ukradkiem mrugając oczami by pozbyć się z nich wilgoci.
Przez kilka następnych tygodni starałam się zaakceptować decyzję Beaty. Zwłaszcza, gdy w końcu udało mi się z nią spotkać i dowiedziałam się, że tak naprawdę sprawa wyglądała trochę inaczej niż prezentowała mi to Krysia.
- Zostałam bez pracy, czy wsparcia matki i bez pieniędzy. Dlatego zwróciłam się do Krzyśka o pomoc skoro ją oferował- wyjaśniła mi.
- Przecież wiesz, że mogłabym ci pomóc. Mówiłam ci tyle razy, że…
- Tak wiem- Przerwała mi niecierpliwym machnięciem dłoni.- Ale ty też masz teraz swoje dodatkowe wydatki w związku z narodzinami Kubusia. A poza tym to nie wiem ile może potrwać moja niedyspozycja  a nie chcę siedzieć ci na głowie. No i skoro Krzysiek  jest mi to winny, prawda?
- No tak, ale żeby od razu razem mieszkać?
- A kto powiedział, że z nim mieszkam? Sądziłaś, że…- Po raz pierwszy od kilku tygodni Beti zdawała mi się być szczerze rozbawiona. – No nie, nie wiesz że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, Karola? Nie mam zamiaru zaczynać z nim jeszcze raz. Po prostu wynajął mi te mieszkanie i udziela wsparcia finansowego. Raz w tygodniu robi duże zakupy i czasami wpada zapytać o samopoczucie. Tylko tyle.
- Och.- Nie wiedziałam co mam powiedzieć, tak wielka była moja ulga.- Cieszę się. To znaczy nie chodziło mi o to, że nie chciałabym aby wam się udało, ale nie sądzę że on nadawałby się dla ciebie i…- Miotałam się.
- Wiem.- Beata westchnęła ciężko patrząc na mnie jakimś innym od czasu ciąży charakterystycznym dla siebie wzrokiem tchnącym jakąś wewnętrzną siłą i spokojem.- Wiesz mi, ja też chciałabym happy endu, ale takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. No i nie dziewczynom takim jak ja.
- Gadasz głupoty. Zobaczysz, jeszcze znajdziesz swojego księcia z bajki.
- Jasne. Zwłaszcza z dwójką małych dzieci.. Bezrobotna, samotna matka. Rzeczywiście idealna kandydatka na żonę.
- Beti, nie możesz patrzeć na to w ten sposób. Teraz mamy XXI wiek i wszystko może się zdarzyć.
- Wiesz, ja chyba jestem za tym, że nadzieja matką głupich. A teraz lepiej idź już do domu, bo niedługo ma wpaść Krzysiek. Nie chcę by cię tu zastał, bo będziecie się kłócić. Zmykaj już.
- Okej.- Powiedziałam niechętnie.- Tylko dbaj o siebie i gdyby coś się działo to dzwoń.
- Tak wiem. Dzięki za wizytę Karola.
Od tej rozmowy minął jednak kolejny miesiąc zwiastujący, że poród Beaty odbędzie się niebawem. Przypominając sobie swoje perypetia codziennie dzwoniłam do przyjaciółki z pytaniem o samopoczucie  starając się umilić jej nieco ten stresujący czas pamiętając jak wielkim przeżyciem były narodziny Kubusia dla mnie. Teraz patrząc na popiskującego malca którego trzymałam na rękach tamten ból odpłynął w niepamięć, ale mimo wszystko nadal tliły się we mnie niewyraźnie wspomnienia. A jak zniesie to Beti?
Gdy nadszedł planowany przez lekarza dzień rozwiązania , postanowiłam „podrzucić” synka teściowej. Czułam z tego powodu wyrzuty sumienia, bo przecież Kubuś był jeszcze taki malutki i nadal karmiłam go w części swoim własnym pokarmem  to jednak świadomość, że Beata może być w tak ważnym dla niej dniu sama sprawiła, że bez względu na wszystko postanowiłam jechać do szpitala. Spędziłam tam cały dzień zanim okazało się, że poród naturalny  będzie niemożliwy dlatego Beata będzie miała cesarskie cięcie. Trochę mnie to wystraszyło, ale prawdziwym zaskoczeniem była reakcja Krzysztofa. Ten wyglądał na naprawdę przerażonego. Czerpałam z tego jakąś pierwotną satysfakcję, bo do tej pory nie mogłam sobie darować faktu, że był na tyle bezczelny by prosić mnie o pomoc w naprawieniu relacji z Beti i swoimi przyszłymi córkami gdy zaledwie kilka tygodni wcześniej chciał zaoferować mojej przyjaciółce pieniądze na ich usunięcie. Powinien trochę pocierpieć. Asi, która była ze mną zrobiło się go trochę szkoda, ale ja nie zamierzałam go uspokajać czy w ogóle z nim rozmawiać. Dla mnie nie był prawdziwym ojcem dla dzieci Beaty, a to że przez ostatnie dwa i pół miesiąca jej pomagał mu się chwaliło, ale nie mogło równoważyć wszystkich krzywd, które przez niego przeszła. I nadal przechodzi na sali operacyjnej.
Następnego dnia, gdy po powrocie do domu pojechałam do szpitala okazało się, że Beti stała się mamą dwóch małych istotek płci żeńskiej tak jak to było w planie. Choć była bardzo zmęczona odwiedziłam ją wraz z Krysią  (która przyjechała tam w tym samym czasie co ja) no i Krzysztofem, który niemal tego zażądał. Zgodziłam się na to tylko dlatego, że jego pierwsze pytanie po wyjściu doktora z sali dotyczyło stanu zdrowia Beti. Dopiero potem zapytał o dzieci jakby to Beata była dla niego najważniejsza. A przecież tak wcale nie było, bo żadne z nich nie darzyło się zbytnim uczuciem.
Po krótkich odwiedzinach (moja przyjaciółka nadal była bardzo słaba po porodzie) szczęśliwa wróciłam do domu. Odebrałam Kubusia od teściowej  przy okazji opowiadając dalszy ciąg perypetii Beaty, które bardzo ją interesowały. Poprosiła nawet abym przy następnej wizycie pozdrowiła Beti od niej, bo ona chętnie by ją odwiedziła, choć praktycznie zna ją tylko z moich opowieści. Zapewniłam ją, że tak zrobię i już z Kubusiem w ramionach pojechałam taksówką do domu. Gdy go uśpiłam szybko przygotowałam obiad. Wieczorem wykąpałam jeszcze synka, a potem uśpiłam i sama weszłam pod prysznic. Ledwie zdążyłam wysuszyć włosy, a w kilka minut później zjawił się Łukasz. Od razu podzieliłam się z nim swoją radością.
- Super. Beata z Krzyśkiem już wiedzą jak nazwą dziewczynki?
- Beti jeszcze o tym nie myślała, ale Krzysztof nie ma nic do tego.- Mój mąż parsknął śmiechem cmokając mnie na przywitanie w policzek.
- A ty nadal uważasz go za intruza?
- Tak. Po prostu dla mnie nie jest prawdziwym facetem.
- Tak czy inaczej jest ojcem.
- Może. Ale tylko z nazwy. Beti nie chce z nim być tak naprawdę. Powiedziała, że gdy tylko stanie na nogi pójdzie do pracy i uniezależni się od Krzyśka. A właściwie jego rodziców, bo to oni go utrzymują.
- A właśnie. Oni wiedzą, że ich jedynak sprawił, że zostali dziadkami?
- Właściwie to…nie wiem. Nie pytałam o to Beaty.- Przyznałam. Łukasz w tym czasie zdjął w przedpokoju buty, a potem kurtkę.
- Hm, no bo to trochę dziwne nie sądzisz? Skoro Krzysiek daje Beti pieniądze na wynajęcie mieszkania i utrzymanie się to musi je mieć od rodziców, bo przecież on sam jeszcze studiuje.
- Co w tym dziwnego?- Spytałam, po czy oboje skierowaliśmy się do kuchni. Tam odgrzewając mężowi obiad kontynuowaliśmy wywód.
- Jak to co?- Spytał mój mąż- Skoro dają pieniądze na swoje wnuczki to znaczy, że je akceptują. Nie dziwi cię dlaczego nawet nie odwiedzili Beaty?
- Pewnie ich nie obchodzi, ale zwykła przyzwoitość każe im wspomóc swoje wnuki. Albo dają ukochanemu jedynakowi tak duże kieszonkowe, że kasy starcza mu na wszystko.
- Albo Krzysiek im o tym nie powiedział i sam utrzymuje Beti.
- Niby jak? Przecież studiuje.
- Ale wspominałaś, że dorabia w jakiejś pizzerii. No i teraz chyba ma już wakacje.
- Nie sądzę, żeby ktoś taki jak on pracował. To rozpieszczony chłoptaś.
- Naprawdę szkoda mi go. Mając w tobie wroga…- Urwał znacząco, a ja nie będąc pewna czy ze mnie kpi czy nie pozostawiłam to stwierdzenie bez komentarza.
Gdy Łukasz jadł posiłek ja dalej opowiadałam mu o wszystkich detalach dotyczących dzisiejszego dnia w szpitalu. Gdy poszliśmy do swojego pokoju ze śmiechem wyznałam mu jak bardzo był Krzysiek był przerażony nie mając pojęcia co to jest cesarskie cięcie. Zwłaszcza gdy lekarz opisywał tę czynność jako rozcięcie tkanek na brzuchu Beaty. Jego to jednak nie bawiło. W udawanym przerażeniu pokręcił głową i cmoknął z dezaprobatą.
- Jesteś okropna. Powinnaś oświecić chłopaka. Jeszcze nabawi się wrzodów przed trzydziestką.
- I bardzo dobrze. Niech cierpi.
- Jej, naprawdę go nie cierpisz?
- A żebyś wiedział. Nie znoszę go.- Każde słowo niemal wycedziłam znów przypominając sobie jak prosił mnie o pomoc nie mówiąc o tym, że proponował Beti skrobankę. A potem jeszcze chciał bym przekonała Beti by mu to wybaczyła nie mówiąc mi o tym. To właśnie denerwowało mnie najbardziej: że mu pomogłam.
- Muszę pamiętać, aby nie zostawić broni w domu. Jeszcze go zastrzelisz.
- Ale zabawne.- Rzuciłam wywracając oczami, gdy się roześmiał.
- Dobra, zmieńmy temat. Już niemal od godziny wciąż rozmawiasz o Krzysztofie.
- Nie z sympatii, zapewniam cię.
- Kto wie? Między miłością a nienawiścią jest cienka granica.
- Ale teraz wymyśliłeś.- Prychnęłam. Łukasz nic sobie z tego nie zrobił. Cmoknął mnie tylko delikatnie w policzek po czym zdjął bluzkę i spodnie i skierował w stronę łazienki by wziąć prysznic. Ja w tym czasie weszłam do łóżka i zaczęłam czytać książkę.
Gdy wrócił zostawił tylko swoje ubrania i poszedł do pokoju Kubusia. Po kilku minutach gdy nie wrócić ja zrobiłam to samo zastanawiając się czy Kuba się przypadkiem nie obudził. Tak się jednak nie stało. Bo mój mały synek spał, a Łukasz stojąc nad kołyską wpatrywał się w niego z uśmiechem. Ten widok krzepił mi serce. Łukasz mógł mnie czasami denerwować, złościć, zaniedbywać, ale dla takich chwil warto było żyć. A właściwie dla takiego mężczyzny i syna. Lepszych nie mogłabym sobie wymarzyć.
Spostrzegłszy mnie w końcu,  posłał szeroki uśmiech gestem zachęcając mnie abym do niego podeszła. Gdy to zrobiłam objął mnie swoim silnym ramieniem, a ja z ufnością się w niego wtuliłam. Jeszcze przez jakiś czas staliśmy tak bez słowa, napawając się własną bliskością i wpatrując się w Kubusia aż w końcu wróciliśmy do własnej sypialni.
Zdziwiłam się gdy Łukasz wyjął wówczas z szafy niewielką paczuszkę.
- Co to jest?- spytałam gdy mi ją wręczył.
- Prezent.
- Dla mnie?
- Nie, dla mojej kochanki, dlatego najpierw chcę poprosić cię o opinię.
- Hej.- Dość mocno uderzyłam go w ramię, ale w odpowiedniej chwili się uchylił, więc i tak nie odczuł pełnej siły ciosu. Przytrzymał tylko moje dłonie w swoich.
- Jasne, że to dla ciebie. Dziś mamy przecież ważny dzień, prawda?- W tej chwili w myślach zaczęłam zastanawiać się nad wszystkimi znanymi mi ważnymi datami. Z pewnością nie chodziło o moje imieniny czy urodziny a tym bardziej jakieś walentynki czy dzień kobiet. Więc o jakim niby ważnym dniu wspominał Łukasz? Ta konsternacja musiała się chyba odbić na mojej twarzy bo mój mąż w udawanym przerażeniu otworzył szerzej oczy.- No nie, naprawdę nie wiesz? A podobno to faceci zapominają o rocznicach.- Dopiero teraz mnie olśniło. No tak, przecież dokładnie dziś przypadała pierwsza rocznica naszego ślubu! Jak mogłam o tym zapomnieć?
- O Boże, przepraszam. Naprawdę na śmierć o tym zapomniałam. To wszystko przez poród Beti i w ogóle.- Zaczęłam się tłumaczyć mocno przytulając się do Łukasza.
- Nie szkodzi.- Odparł mi ze śmiechem gładząc po włosach.- Ważne, że ja pamiętałem.
- Szkodzi, bo ja nawet nie pomyślałam o żadnym prezencie dla ciebie.
- Namiętny całus wystarczy.- Gdy już stawałam na palcach by go pocałować odsunął się delikatnie.- Najpierw otwórz. Nie jestem pewien czy będzie ci się podobać.- Zaciekawiona wyjęłam z torebki zawiniątko i je rozwinęłam. Po chwili moim oczom ukazał się prosty w kroju srebrny wisiorek z nieregularnie wyglądającą zawieszką. Dopiero gdy się jej przyjrzałam zorientowałam się, że jest to niepełne serce. Choć właściwie…nie. Bo było to całe serduszko, ale w lewej części zamiast zaokrąglenia było widoczne lekkie wgłębienie tak jakby było niedokończone. Jeszcze zanim Łukasz wyjął spod koszulki swój wisiorek domyśliłam się, że to druga część zawieszki.
- Wiem, że to trochę sentymentalne i banalne, ale nie miałem innego pomysłu. Poza tym mnie się to bardzo podoba. Zwłaszcza gdy oboje będziemy go nosić. W ten sposób będziemy tworzyć jedną całość.–Mnie się to też podobało, ale nie byłam w stanie powiedzieć tego słowami. Łukasz miał rację: może i pomysł był lekko oklepany, jednak mnie nikt nigdy nie podarował czegoś takiego. I o takiej wymowie.- Mam nadzieję, że ci się podoba?
- Oczywiście, że tak.- Powiedziałam oburzona jego niepewnym pytaniem. – A nawet gdyby mi się nie podobało to i tak bym ci tego nie powiedziała- Zażartowałam. Potem pogłaskałam go po policzku.- Ale na szczęście mi się podoba. Dziękuję ci.
- Cieszę się.- Powiedział po czym w końcu nachylił się w moją stronę by odebrać obiecany pocałunek…i dokładnie w tym samym momencie usłyszeliśmy dochodzące z pokoju synka kwilenie. Szybko oderwaliśmy się od siebie. Żwawym krokiem wyszłam z sypialni kierując się ponownie w stronę pokoiku Kuby. Potem wzięłam go na ręce i zaczęłam uspokajać. Zwykle o tej godzinie była pora karmienia.
Niecałe pół godziny później byłam z powrotem w sypialni. Wślizgując się do łóżka zdziwiłam się, gdy objęło mnie silne ramię Łukasza.
- Jeszcze nie śpisz?- Spytałam go.- Dochodzi już północ, a ty idziesz wcześniej do pracy.- Raczej wyczułam niż zauważyłam jego uśmiech.
- Czekałem na swój obiecany prezent.
- Ach tak.- Wymruczałam mu prosto do ucha. Potem lekko ugryzłam jego koniuszek.- Całus.
- Namiętny całus.- Sprostował kierując swoje dłonie z moich ramion na twarz. Zdecydowanie przyciągnął mnie do swoich ust.
- Wszystkiego dobrego z okazji naszej pierwszej rocznicy.- Powiedziałam zaraz potem.
- Tak. To był cudowny rok, prawda?
- Znośny.- Zażartowałam, ale on o dziwo odebrał to poważnie.
- Nie jesteś szczęśliwa?
- Jasne, że jestem. Kocham cię, a Kuba choć nieplanowany zajmuje w moim sercu pierwsze miejsce…- Zaczęłam.
- Ale?
- Co: ale?
- Zabrzmiało to tak jak wstęp do dłuższego wywodu. Zwykle tak właśnie kobiety  zaczynają kłótnie z facetami.
- Nie, to nie miał być żaden wstęp do dłuższego wywodu.- Odparłam lekko urażonym tonem. Bo niby co miało znaczyć: zwykle tak kobiety zaczynają kłótnie z facetami?- Może po za tym, że powinieneś mniej pracować. Wtedy byłabym zupełnie szczęśliwa.
- Wiedziałem, że jednak będzie jakieś ale.- Mrugnął pod nosem.
- Hej, to nie znaczy, że możesz traktować mnie protekcjonalnie porównując niby do statystycznej kobiety, której statystyki najpewniej tworzył jakiś mężczyzna.
- Nie złość się. Po prostu tak mi się powiedziało.- Już chciałam coś mu odpowiedzieć, ale przerwał mi kolejnym pocałunkiem. Całe oburzenie zaczęło mi mijać gdy poczułam jak moje ciało się rozluźnia. Zawsze działo się tak gdy byłam z Łukaszem. Gdy mnie obejmował, pokrywał pocałunkami usta czy ramiona. Gdy dłońmi gładził moje biodra podwijając moją koszulkę. I gdy czułam jak bardzo mnie pragnie… O cholera.
- Nie.- Z trudem wyrwałam się z jego objęć gwałtownie siadając na łóżku. Wśród mroku i ciszy słyszałam tylko swój własny przyspieszony oddech i bicie serca.- Nie możemy tego zrobić.
- Dlaczego? Sądziłem, że minęło już dość czasu. Nie jesteś jeszcze na to gotowa? Jeśli tak to przepraszam. Nie chciałem…
- …nie o to chodzi.- Przerwałam mu zapalając lampkę, bo w tej całej ciemności czułam się głupio rozmawiając na takie tematy. Zaraz jednak pożałowałam tego, bo widok gołej klatki piersiowej Łukasza bardzo mnie rozpraszał. Zawsze tak na mnie działał, że miałam ochotę przejechać po tych twardych jak stal mięśniach czy gładzić prężące się muskuły których nie powstydziłby się model z reklamy.
- Boisz się, że Kuba nam przerwie?
- Nie. To znaczy trochę tak, ale…nie mamy żadnego zabezpieczenia.
- Tylko o to chodzi?
- Tylko o to? Mam ci przypomnieć jako doszło do poczęcia Kuby?
- Tylko zademonstrować.- Odparł ze śmiechem znowu nachylając się w moim kierunku. A ja znowu uchyliłam się od jego pocałunku.
- Zwariowałeś? Wiesz, że prawdopodobieństwo zajścia w ciąże po porodzie jest prawie o połowę większe? Kuba jak na razie w zupełności mi wystarcza.
- Mnie też. Ale o to nie musimy się martwić.
- Tak?
- Tak. Byłem na małych zakupach.
- Nic mi nie mówiłeś. Kiedy?- Spytałam zastanawiając się kiedy dokładnie uznał, że znów możemy wrócić do uprawiania seksu.
- Jakiś czas temu. Czy teraz możemy już bez przeszkód przystąpić do zaniechania naszego okresu abstynencji?- Spojrzałam na męża i bez słowa zgasiłam światło. Potem zdecydowanym ruchem ze śmichem powaliłam go na łóżko.
Nazajutrz  obudziłam się dopiero po dziewiątej. Zaczęłam się błogo przeciągać zanim zobaczyłam która godzina. Moje rozespanie od razu minęło mi jak ręką odjął. Biegiem wgramoliłam się w szlafrok i pognałam do pokoju Kubusia. Na szczęście, synek smacznie sobie spał. Trochę mnie to zdziwiło, ale gdy znalazłam na łóżku kartkę zrozumiałam wszystko. Łukasz pisał w niej, że nie chciał mnie budzić więc sam przed wyjściem do pracy nakarmił Kubę mlekiem w proszku. Na koniec dużymi drukowanymi literami napisał, że mnie kocha. Czytając to uśmiechałam się do siebie jak głupia.
Znów czułam się lekka, beztroska i kochana jak kiedyś, to znaczy tuż po ślubie czy w okresie narzeczeństwa z Łukaszem. Gdy na świecie pojawił się Kubuś trochę obawiałam się jak to będzie. No bo przecież gdy na świecie zjawiają się dzieci znika gdzieś cały romantyzm i czas tylko dla siebie. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy łóżkowe. No a Łukasz…Ostatniej nocy dobitnie pokazał mi jak bardzo mnie kocha i że nadal nic się między nami nie zmieniło. Zaczęłam się zastanawiać czy dzisiejszej nocy również to zrobi. Miałam nadzieję, że tak.
I rzeczywiście: ta, następna i kilka kolejnych nocy czy dni było dla mnie istną sielanką. Kubuś rósł z dnia na dzień ucząc się nowych rzeczy stając się coraz bardziej samodzielny, a Łukasz był wzorowym mężem jakiego mogłaby sobie życzyć niejedna kobieta. Tyle, że gdy dni zaczęły zmieniać się w tygodnie a te w miesiące jego powroty z pracy znowu zaczęły się wydłużać. Gdy urodził się Kuba potrafił zjawić się już po szesnastej, czasami nawet przed. Potem wracał o piątej czasami w pół do szóstej lub kwadrans po. Teraz, robił to najczęściej po dziewiętnastej. Gdy starałam się delikatnie mu o tym wspomnieć, poinformował mnie że teraz pracują z chłopakami nad całkiem nową sprawą, która może pochłonąć mu znacznie więcej czasu. Zaznaczył jednak, że dla naszego synka i dla mnie postara się wszystko zorganizować tak by tego uniknąć.
I rzeczywiście: jeśli chodzi o tę kwestię jakiś czas później wszystko wydawało się być w porządku. Łukasz znów wracał do domu o rozsądnym czasie, spędzał mnóstwo czasu z Kubą, weekendy wynagradzając mu z nawiązką. Nie było tak jak się tego dawniej obawiałam, to znaczy że Kubuś będzie się bał własnego ojca widzianego tylko późnymi wieczorami.
- Teraz jestem tylko pomocnikiem.- Wyjaśnił mi mąż któregoś dnia, choć i tak nie wiedziałam na czym ma niby polegać ta jego nowa funkcja. Ważny był tylko fakt, że mniej pracował.
Praktycznie stałam się domatorką: odkąd każda z naszej muszkieterskiej czwórki przyjaciółek  ułożyła sobie z kimś życie lub miała dzieci (jak Beti czy ja) nasze kontakty trochę się rozpłynęły. Nie znaczy to, że nasza przyjaźń się skończyła, skądże. Tyle, że po prostu już tak często się nie spotykałyśmy.
Tak więc czas leciał, a Kuba rósł wraz z nim. Najpierw zaczął sam siadać, potem popiskiwać, a w buzi pojawił mu się pierwszy ząbek. Wszystkie te chwile uwieczniałam na licznych fotografiach tak by potem móc co wspominać.
Gdy nadeszła pierwsza rocznica jego narodzin postanowiłam urządzić małe przyjęcie na które zaprosiłam najbliższych. Wszystko udało się znakomicie: upiekłam smaczny tort, kupiłam masę kolorowych baloników które sprawiły synkowi masę śmiechu, zjawili się goście. Tyle, że oprócz jednego.
Łukasza.
Napisał mi tylko krótką wiadomość, że coś mu wypadło i zjawi się później. I rzeczywiście, zjawił się. Następnego dnia. O trzeciej w nocy. Tłumaczył mi, że była jakaś nagonka na więźnia koronnego który ma zeznawać na dzisiejszej rozprawie i wszyscy agenci musieli wzmocnić czujność i bezpieczeństwo faceta. I ja to rozumiałam. Naprawdę. Tyle, że nie mogłam powstrzymać uczucia gorzkiego zawodu i rozczarowania. Nie tak to sobie wszystko wyobrażałam. Nie chciałam by Kubuś doznawał tego typu rozczarowań z powodu pracoholizmu ojca. Teraz był malutkim ale co będzie za parę lat? Owszem, Łukasz pełnił ważną funkcję, ale inni ludzie potrafili pogodzić pracę z życiem prywatnym z powodzeniem. Inna sprawa, że jemu najwyraźniej to odpowiadało. Dlatego delikatnie usiłowałam dać mu to do zrozumienia, ale on jak zwykle wszystko zbagatelizował. Twierdził, że Kuba jest za mały by pierwsze urodziny coś dla niego znaczyły i by rejestrując jego nieobecność miał doznać nieodwracalnego psychicznego defektu. Cały Łukasz:  jak zwykle zbył poważny problem żartem.