Po wyjściu z mieszkania Oskara, Sylwia
spędziła na przystanku kilkanaście minut czekając na przyjazd autobusu. Miała
więc mnóstwo czasu na to by zastanowić się nad swoją sytuacją, ale z
premedytacją nie chciała tego robić. Wciąż nie mogła uwierzyć, że ten sam
mężczyzna który kochał się z nią z takim zapamiętaniem jeszcze wczorajszego
wieczoru, dziś rano może powiedzieć jej tak bolesne i okrutne słowa zupełnie
tak jakby jej…nienawidził? Odruchowo się wzdrygnęła. Tak, pewnie i tak było.
Był zazdrosny o jej uczucie do Drwęckiego choć sam jej nie kochał. Na dodatek
na samo wspomnienie ich ostatniego pocałunku poczuła jak mrowią jej usta. Choć
czy to w ogóle był pocałunek? To był tylko pokaz samczej siły i dominacji,
pokaz pogardy i wściekłości niewiele mający wspólnego choćby ze zwykłym
uczuciem sympatii. Potraktował ją instrumentalnie, jak jakąś rzecz. Poczuła
skurcz obrzydzenia w żołądku. A ona wiele razy kochała się z kimś takim
wcześniej.
I to z tak wielką przyjemnością.
I to z tak wielką przyjemnością.
Dlatego zamiast to myślała o Maćku. O
tym, że leży w szpitalu i być może jest ciężko chory. O tym, że to właśnie jej teraz potrzebował, bo to jej imię wypowiadał. Wbrew opinii Oskara
doskonale zdawała sobie sprawę z poczucia beznadziei własnych uczuć. I wcale
nie łudziła się, że Drwęcki ją pokocha; w końcu robiła już to przez prawie pięć
wcześniejszych lat. W ciągu ostatnich kilku tygodni chyba udało jej się nawet z tym pogodzić. Ale Maciek oprócz tego był przede wszystkim jej
przyjacielem. Kimś kto powinien być z nim w tak trudnym momencie. I może dobrze
się stało, że odebrała ten telefon przy Lenarczyku. Przynajmniej dzięki temu
poznała jego prawdziwe oblicze i
charakter. I z tego powodu nie chciała mieć z nim niczego wspólnego.
Dotarłszy do szpitala, pod wskazany
adres Sylwia poprosiła Darię telefonicznie o to by wyszła po nią na recepcję.
Ona sama nie miała pojęcia gdzie się udać. Poza tym recepcjonista patrzyła na
nią dość sceptycznie. Dobrze wiedziała jak musi wyglądać: w pomiętej bluzce,
bez śladu makijażu na bladej skórze, niedopiętej klamerce od pantofla. Na
dodatek nie zdążyła związać swoich długich włosów, które teraz przeszkadzały
jej wchodząc w oczy przy najmniejszym ruchu.
- Kukułka, jak dobrze że jesteś.- Na jej
widok Drwęcka mocno ją objęła. Potem się odsunęła patrząc na młodą
recepcjonistkę.- Ewelina, to jest moja przyjaciółka, Sylwia. Na przyszłość
wpuszczaj ją tutaj bez zastanowienia i niezbędnych procedur, zrozumiałaś?
- Oczywiście, pani Drwęcka.
Przepraszam.- Na taki pokaz oddania, Sylwia trochę się zdziwiła, ale zaraz
potem została niemal zaciągnięta do windy. Poza tym już kilka minut później
zorientowała się czemu dziewczyna z holu tak miło potraktowała Darię. Bo cała
placówka należała do Drwęckich co nawet wcześniej powiedział jej Oskar, choć
ona roztrzęsiona jego zachowaniem zupełnie zapomniała o tym fakcie.
A więc to była ta prywatna klinika,
której właścicielem był ojciec Macieja, a w której on nie chciał pracować z
godną podziwu konsekwencją. Kukulska z podziwem przypatrywała się
nieskazitelnie czystym przestrzeniom, ciszy, dużym oknom zza których było widać
ogromny park a w nim spacerujących ludzi na wózkach z pielęgniarkami.
- Powiedz mi w końcu co się stało
twojemu bratu.- Spytała przyjaciółkę mając ku temu okazję.
- Rozbił się samochodem, mówiłam ci
przez telefon. W zasadzie to wszystko jest już dobrze, ale godzinę temu nieźle
się wystraszyłam. Tym bardziej że się nie obudził. Dopiero tata powiedział mi,
że to normalne i muszę mu dać czas. Ale nie mogłam inaczej. Tak bardzo go
kocham. Gdyby coś mu się stało to…
- Cii, już dobrze. Nie myśl już o tym.
Najważniejsze, że najgorsze za nami.
- Tak. Dzięki, że tu jesteś.
- Przecież Maciek jest moim
przyjacielem.
- Wiem, ale…A co z pracą? Przecież jest
już prawie dziewiąta. Zaraz zaczynasz.
- Tak, ale w drodze tutaj już wszystko
załatwiłam. Nawet udało mi się to zrobić zupełnie nieinwazyjnie, bo tylko
zamieniłam się z koleżanką która miała zacząć urlop od jutra.
- To dobrze.
Kilka minut później, obie kobiety
znalazły się pod salą Drwęckiego. Jak zauważyła Sylwia była to sala vipów.
Choć Daria chwilę wcześniej wyjaśniła
Kukulskiej, że Maćkowi nic już nie grozi, to jednak na widok jego posiniaczonej
twarzy z trudem powstrzymała się od okrzyku przerażenia. Boże, jego twarz
wyglądała jak jedna duża fioletowo czerwona plama. Siniaki znajdowały się pod
prawym okiem i prawie całej brodzie, na nosie widniała sporej szerokości
szrama. Do tego na łuku brwiowym miał przynajmniej trzy a może i nawet cztery
szwy; nie mogła tego od razu sprawdzić bo tego nie wytrzymała. Poczuła jak
pieką ją oczy. Usiadła na krzesełku obok biorąc do ręki bardzo ostrożnie jego
dłoń. Chciało jej się płakać, ale wiedziała że powinna być silna.
Została z nim aż do pierwszej po
południu przerywając czuwanie tylko przez kilka minut gdy Daria kazała jej
zjeść zakupioną przez nią jagodziankę. Ale Sylwia prawdę mówiąc nie miała na
nią ochoty. W ogóle nie chciała czegokolwiek jeść choć tego dnia od rana nie
miała niczego w ustach. Ale jak mogła to robić gdy Maciek był w takim stanie? Z
trudem wmusiła siebie pół kubka kawy.
Drwęcki odzyskał przytomność nieco po
piętnastej, choć było to spowodowane bólem nogi i skończeniem się kroplówki w
której rozpuszczony był przeciwbólowy lek. Gdy zobaczył przy sobie niewyraźną
postać stłumił chęć do wydania jęku spowodowanego ponowną falą bólu.
- Sylwia?- Wyszeptał cicho rozpoznając
długie czarne włosy swojej przyjaciółki.
- Obudziłeś się? Tak się cieszę.-
Uśmiechnął się, choć nawet ten gest spowodował kolejny napływ bólu, gdy
spierzchnięte i suche wargi pękły w przynajmniej kilku miejscach. Starał się
jednak nie zwracać na to uwagi.
- Przyszłaś.
- Oczywiście, że tak. Nie mogłabym
zostawić cię w tej chwili.- Słysząc to przymknął na moment oczy czując jak
spływa na niego spokój i ulga.
- Tęskniłem za tobą.
- Ja za tobą też.- Odpowiedziała mu
czując pod powiekami łzy. Tym razem jednak pozwoliła im spłynąć.
- Hej, nie płacz. Zawsze szczyciłem się
tym, że nigdy nie doprowadziłem żadnej kobiety do płaczu.- Roześmiała się przez
łzy mocniej ściskając jego dłoń. Dopiero wtedy otrzeźwiała.
- Jej, powinnam zawołać twoją rodzinę.
Daria niemal wydreptała tu dziurę, a twój tata mimo dzisiejszego dyżuru wciąż
tu zagląda. I była tu też twoja mama z Mateuszem. I przynajmniej dwie
pielęgniarki…
- Zostań, nie chcę teraz tłumu ludzi.-
To wyznanie ucieszyło Sylwię, ale nie mogła przestać myśleć o tym, że wśród
tych wymienionych osób nie było Ingi. A przecież była narzeczoną Maćka.
- W takim razie dobrze, zostanę. Choć
jestem na ciebie bardzo zła.
- Na mnie?
- Tak. Jak mogłeś prowadzić tak
nieostrożnie? Już wiele razy w przeszłości upominałam cię za twoją brawurę.
- Nawet nie wiesz jak dobrze jest znów
słyszeć twoje wyrzuty. Nigdy bym nie pomyślał, że będę za tym tęsknił.
- Próbujesz udobruchać mnie
komplementem, odwracając kota ogonem. Ale gdy tylko wyzdrowiejesz mój panie, to
porozmawiamy sobie inaczej.
- O matko, już się boję.- Zażartował
czując się nagle bardzo szczęśliwy. Tak bardzo jej potrzebował, aż do tej
chwili sam dziwiąc się jak bardzo. Ich przedostatnia i ostatnia rozmowa odeszła
w zapomnienie; albo też celowo oboje udawali, że jej nie było. Miło było
przekomarzać się tak jak dawniej, poddawać troskliwej opiece komuś komu na
tobie zależy zupełnie bezinteresownie. I Drwęcki w pełni to doceniał. Zwłaszcza gdy poświęciła mu prawie cały
następny dzień. Właściwie to po operacji mógł wrócić do domu, ale z powodu
zerwanego wiązadła i naprawienia go operacyjnie musiał przez kilka dni leżeć
nieruchomo. A jego ojciec wiedział, że nie wymusi tego na nim w inny sposób jak
tylko gdy będzie leżał w szpitalu. I choć się skarżył, właściwie nie miał na co
narzekać. Jako syn właściciela mógł liczyć na specjalne traktowanie. Poza tym
klinika ojca była dumą tego typu placówek w Polsce. Nawet szpitalne jedzenie
było bardzo smaczne, a pielęgniarki miłe. Ale mimo to…
Mimo to to miejsce przypominało mu przed
czym uciekał.
Obowiązek.
Tradycja.
Rodzina.
Tradycja.
Rodzina.
A on tego wcale nie chciał. Na samą myśl
o przejęciu pozycji ojca w takiej placówce czuł lodowaty dreszcz przebiegający
mu po całym ciele. Nie chciał być lekarzem. Nigdy tego nie chciał choć od
najmłodszych lat zamiast zdalnie sterowanych samochodzików lub helikopterów
jemu kupowano medyczne akcesoria i interaktywne gry do zabawny w lekarza.
Rodzina podczas świąt śmiała się gdy zakładał miniaturowy fartuch lekarki i
plastikowy stetoskop a ojciec z dumą go wówczas przytulał mówiąc, że rośnie w
nim kolejne pokolenie znakomitych lekarzy. A jemu chodziło przecież tylko o
miłość i zrozumienie.
To nie znaczy jednak, że ojciec mu tego
odmawiał, skądże. Poświęcał mu i siostrze tak wiele czasu jak tylko mógł. Tyle,
że miał go bardzo niewiele. Nic tak go nie pochłaniało jak jego praca. Jako
nieliczni pracujący w medycznej branży jego zajęcie wynikało z autentycznej
pasji i zamiłowania do chirurgii. Może to dlatego czynił to z taki powodzeniem,
który wpływał na jego prestiż i sławę ciągnąca się na całe Mazowsze a nawet i
kraj. Ale Maciek był ulepiony całkiem z innej gliny: lubił przygodę i wrażenia,
lubił zgłębiać tajniki wiedzy o człowieku ale nie w taki sposób jak ojciec.
Jego interesowała psychika ludzi, czynniki jakie ją kształtują, wybory. To
pewnie dlatego nie mając innego wyjścia, zmuszony presją zadowolenia własnego
ojca wybrał dziedzinę medycyny która najbardziej temu odpowiadała.
Neurochirurgię. Tyle, że to tak jakby mężczyzna marzący o karierze wojskowego
miał zostać policjantem. Albo kaskader strażakiem, a facet który świetnie
programował naprawiał komputery. Wiedza teoretyczna o mózgu i jego chorobach go
nie interesowała; jego pasją była psychologia, podłoża pewnych zachowań czy
dewiacji oraz praktyczne sposoby ich leczenia. Ale mimo to ciągnął studia
dalej. Nawet wtedy gdy odwiedzał go od tego Oskar.
Znali się już od liceum, ich ojcowie
byli nawet najlepszymi przyjaciółmi, więc często też gościli w swoich domach. Z
tego też powodu Lenarczyk doskonale zdawał sobie sprawy z presji jaka ciąży na
Maćku. Drwęcki zawsze uważał, że jak na swój młody wówczas wiek Oskar widzi
bardzo dużo. Może to z powodu tego co stało się z jego bratem? Nie miał
pojęcia, ale to nie było ważne. Ważne było to, że dostrzegał więcej niż inni. A
więc to, że jego eskapady które w najbardziej łagodnym eufemizmie można było
traktować jako ryzykowne, są niczym innym jak próbą ucieczki i wołaniem o
pomoc. Starał się więc uświadomić przyjacielowi, że ma prawo pokierować swoim
życiem jak chce a jego ojcu nic do tego. Że za kilka lat będzie potwornie
niezadowolony z drogi którą obrał i nawet jeśli zostanie lekarzem i być może
znajdzie w tym nawet jako takie spełnienie to nigdy nie będzie szczęśliwy. Ale
był jeden problem: on nie był tak silny jak Oskar.
On nie potrafiłby odciąć się całkowicie
od rodziców, którzy opłacali mu studia i badania; którzy kupili mieszkanie w
stolicy i łożyli na utrzymanie na więcej niż dobrej stopie. On nie kazałby własnemu
ojcu wypieprzać z jego życia nawet we własnych myślach. I tego mu (Oskarowi) zazdrościł.
A potem była ta historia z Zuzanną;
Maciek sądził że teraz ich role się odwrócą, że będzie miał szansę na
pocieszenie Oskara pokazanie mu, że wszystko nie jest takie proste jak jemu się
wydaje. Prowokując, przypomniał mu nawet jego własne słowa: „No, to teraz zobaczymy jaki jesteś odważny.
Idź i powiedz swojemu ojcu żeby spadał na szczaw po tym jak odebrał ci
dziewczynę, a potem ja zrobię to samo. I dopiero wtedy ośmielaj się dawać mi
rady.” Ale i wtedy kumpel go zaskoczył. Już następnego dnia wyprowadził się
z domu, pakując swoje rzeczy i samochód i przeprowadzając się do stolicy.
Zerwał jakiekolwiek kontakty ze swoim rodzicem; nawet nie zjawił się na jego
ślubie z Zuzanną (czego akurat Maciek nie miał mu za złe; pewnie byłoby dla ich
całej trójki nieco niezręczne). Sam ciężko pracował i studiował neurochirurgię
dalej, a gdy Drwęcki na prośbę pana Lenarczyka, ojca Oskara próbował na niego
wpłynąć kazał mu się nie wpieprzać.
W ten sposób ich drogi powoli się
rozchodziły, Oskar stał się dla niego obcy i zupełnie niezrozumiały; na dodatek
miał wiele cech których tamten mu zazdrościł: konsekwencję, żelazny upór, wytrwałość.
I miał coś jeszcze. Coś czego on nigdy nie będzie miał.
Mianowicie: pasję.
On nie został lekarzem bo chcieli tak
jego rodzice, bo był zły na ojca, bądź też chciał go zadowolić. On skończył
studia medyczne, bo mógł godzinami czytać o rdzeniu kręgowym i jego chorobach,
interesował się nowinkami ze świata neurochirurgicznego czasami wręcz go tym
zanudzając. I celująco wypadał na stażu podczas gdy on z Mateuszem i innymi
stażystami tylko dobrze. Jako jedyny został dopuszczony do operacji na otwartym
mózgu, choć nigdy dotąd tego nie robiono z udziałem zwykłych stażystów. A choć
na egzaminie lekarskim uzyskał mniej punktów od niego, to miał znacznie
bogatszą wiedzę praktyczną. Maciek mu tego zazdrościł, bo on wiele by dał za to
by pokochać neurochirurgię, by zadowolić ojca. Z czasem jego zazdrość przerodziła
się w rozżalenie, aż do tamtej pamiętnej rozmowy a raczej kłótni podczas
których ich drogi rozeszły się definitywnie. A kilka tygodni później Oskar
wyjechał dokształcać się za granicą.
I w zasadzie nie utrzymywali już
kontaktów.
Maciek dopiero teraz doszedł do wniosku,
że po wielu latach czas wreszcie skorzystać z rady byłego przyjaciela. Zresztą,
powinno być już łatwiej, zwłaszcza jak powiedział o tym Indze. Po drugiej i
zażartej kłótni zwróciła mu pierścionek nazywając niedojrzałym emocjonalnie
dupkiem z którym straciła najlepsze lata swojego życia. No cóż, właściwie to
miała rację. Był dupkiem. Słabym, mało asertywnym facetem który przez całe
życie próbował zadowolić swojego ojca a nie siebie. Ale koniec z tym. Gdy tylko
wróci do domu powie mu prawdę. I przestanie być tchórzem.
- Sylwia, powinna już iść do domu.- Z
rozmyślań wyrwała go Daria.- Jak wróci z łazienki powiedz jej to.
- Niby jak? Już próbowałem, ale ona nie
chce.
- Więc powiedz jej, że masz jej dość czy
jak. Siedzi tu od samego rana a jest przecież niedziela.
- I co z tego? Mnie się to podoba.
- Ale mnie nie. Wczoraj zjadła zaledwie
jakieś jabłko i mało co mi nie zemdlała w drodze do domu. Dziś też wygląda
trochę blado.
- Tak myślisz?
- A ty,
co ślepy jesteś?
- Szybko straciłaś do mnie współczucie.
- Szybko straciłaś do mnie współczucie.
- Skoro sam jesteś sobie winien w tym
wypadku to się nie dziw.- Przerwali rozmowę gdy nadeszła Kukulska. W ręku
trzymała owocowy sok.
- Schodząc na dół do łazienki przy
okazji wstąpiłam obok. Kupiłam dla ciebie sok w bufecie.- Odezwała się do Maćka
odkręcając butelkę.- Może i szpital jest świetnie zorganizowany, ale za to
piekielnie w nim drogo. Wiecie, że za tę buteleczkę zapłaciłam prawie siedem
złotych? Musicie zasugerować swojemu ojcu zmiany: inaczej bufet po prostu
splajtuje- Roześmiała się.
- No cóż, to prywatna placówka w której leżą
same snoby; poza tym Drwęccy lubią zdzierać nosa.- Oparł jej żartobliwie
pacjent. A potem widząc wymowne spojrzenie Darii zwrócił się do swojej
przyjaciółki:- Posłuchaj, może wrócisz już do domu? Dochodzi szósta, a przecież
jutro pracujesz.
- Przecież jest jeszcze wcześniej.
- Ale Daria chce już wracać do domu.
Będziesz mogła wrócić taksówką razem z nią, a nie włócząc się autobusami.
- W komunikacji miejskiej nie ma nic
złego.
- Ale ja liczyłam, że ugotujesz mi coś
dobrego na kolację.- Wtrąciła się Daria.
- I tak zazwyczaj jesz jakiś jogurt.
- Ale…
- Siostra, zostawisz nas samych ?
- Ale ja…
- Daria, proszę.- Drwęcka westchnęła.
- Dobra.- A potem posłała mu spojrzenie
mówiące: tylko jej nie przekonasz do wyjścia a złamię ci drugą nogę.
- Sylwia, jesteś zmęczona. Nie sądzisz
że powinnaś już wrócić do domu?
- Ale przecież zostaniesz tu sam.
- Ale przecież zostaniesz tu sam.
- Pielęgniarki często do mnie zaglądają.
W końcu jestem vipem.
- Tak, ale to nie to samo.
- Mi wystarczy. Masz cienie pod
powiekami, a ja nie jestem aż tak obłożnie chory być musiała tak przy mnie
czuwać.
- Trzeba było powiedzieć, że masz mnie
dość a nie bawisz się w jakieś gładkie słówka.- Ofuknęła go żartobliwie.
- No trudno, skoro już wiesz to
przynajmniej nie muszę się kryć.- Roześmiał się, a potem ona do niego
dołączyła. Potem spojrzał na nią bacznie widząc w jej oczach coś dziwnego.
Jakby…smutek? Zmartwienie?- Wszystko u ciebie w porządku?
- Tak, dlaczego pytasz?
- Tak, dlaczego pytasz?
- Bo masz smutne oczy.
- Oczy nie mogą być smutne, głuptasie.
- Twoje są. – Spoważniała.
- Jeśli już to z twojego powodu.
Napędziłeś mi wielkiego stracha.
- Tylko dlatego?- Spytał a ona z trudem
zmusiła się do uśmiechu. Pomyślała o Oskarze i ich przedwczorajszej kłótni. Od
tamtej pory w ogóle się do niej nie odzywał ani w żaden sposób nie kontaktował.
Nie znaczyło to, że tego chciała; ale chodziło przecież o zwykłą przyzwoitość.
Mógł nawet wysłać komórką wiadomość, że chociaż przeprasza. A tak pożegnali się
jak najwięksi wrogowie.- Sylwia?
- Tak, dlatego. Może jeszcze z powodu
pracy: teraz mamy dość gorący okres, bo firma zdobyła kilku paru klientów, a
więc więcej firm do sprawdzenia i zbadania. Dla mnie oznacza to pracę w terenie
i użeranie się z jakimiś wszechwiedzącymi dyrektorami finansowymi, nadętymi prezesikami,
czy zatajającymi fakty księgowymi chcące chronić interes i wizerunek
przedsiębiorstwa. I na dodatek potem muszę to wszystko szczegółowo opisać.
- Na pewno?
- Tak.- Zapewniła go trochę naginając
prawdę. Miała nadzieję, że jego pytania nie wynikają z faktu iż wie od siostry
o niej i Oskarze. Ale przecież nawet jeśli tak było to nie miał szansy
wiedzieć, że definitywnie zakończyli przed dwoma dniami romans.- A co z tobą?
- To znaczy?
- To znaczy, że zauważyłam że odwiedzili
cię nawet kuzyni drugiego stopnia, ale nie…ona.- Oboje doskonale wiedzieli kim była owa ona.
- Rozstaliśmy się. Tamtej nocy przed
wypadkiem zerwała zaręczyny.
- Och, przykro mi.- O dziwo naprawdę tak
było. Nie czuła ekscytacji pomieszanej z wyrzutami sumienia kiedy on i Inga rozstali się na
poważnie po raz pierwszy. Zaraz potem uderzyło ją jednak coś innego.- Czy to
dlatego prowadziłeś potem jak wariat?
- Nie, może trochę. Chodziło o coś
zupełnie innego. O to jak wielkim jestem tchórzem.
- Co?- Odruchowo przypomniała sobie
słowa Lenarczyka który opisał Maćka w taki sam sposób nawet kilkakrotnie
używając tego określenia. Nawet podczas ich ostatniej rozmowy.
Zakochałaś
się w ładnej buzi słabego i tchórzliwego człowieka, który frustrację ze swojego
życia zwalcza popełniając ryzykowne eskapady.
- Sylwia, ja…ja popełniłem w życiu wiele
błędów. Ale głównym był fakt, że nie potrafiłem sprzeciwić się swojemu ojcu.-
Drwęcki westchnął ciężko.- To on chciał bym został lekarzem, choć ja nigdy
nawet tego nie rozważałem. A potem ugiąłem się i poszedłem na studia medyczne.
- Więc nie kochasz neurochirurgii?
- Tak, a nawet więcej: nie cierpię jej.
W dniu wypadku powiedziałem o tym Indze. Wyznałem, że chcę rzucić pracę w
szpitalu. Początkowo się ucieszyła sądząc, że w końcu zajmę miejsce w tej
klinice która należy do mojego ojca, ale gdy wyjaśniłem jej, że chcę zacząć
budować się od nowa nie była zadowolona. Wściekła się nazywając mnie
emocjonalnym chłopcem niszczącym swoje życie w imię niezrozumiałego impulsu. Do
dziś zastanawiam się co to niby miało znaczyć.- Silił się na żart.
- Jesteś absolutnie pewny swojej
decyzji?
- Tak, choć jeszcze nikomu oprócz ciebie
i Ingi tego nie mówiłem. Nawet Darii.- Gdy nic nie powiedziała spytał:- I co o
tym myślisz?
- Prawdę mówiąc to nie mam pojęcia.
Znamy się już tyle lat, sądziłam że jesteśmy przyjaciółmi a nawet nie
wiedziałam o tak ważnej rzeczy.
- Nikomu o niej nie mówiłeś.
- Poza Oskarem.- Wymsknęło jej się.
- Tak, poza nim. – Przyznał.- Skąd o tym
wiesz?
- Powiedział mi kiedyś coś czego wówczas
nie rozumiałam, ale teraz już tak.- Wyjaśniła enigmatycznie teraz zdając sobie
już sprawę co Lenarczyk miał na myśli prowokując ją swoimi uwagami.
(…)
zapamiętaj sobie, że Maciuś jest bezwolnie posłuszny swojemu tatusiowi, który
kazał mu poślubić Ingę i zostać lekarzem, więc nawet gdyby chciał zrobić coś
innego jest tak zaślepiony, że nie potrafi się przestawić na coś innego. (…) Poza
tym nie rozumiem co ty w nim widzisz: jest totalnie nieuporządkowany i boi się
wyzwań. Do szpiku kości poprawny i nigdy nie postąpiłby wbrew woli rodziców
bodaj ich nie rozczarować mimo, że w ten sposób niszczy swoje życie.
- No cóż skoro nie cierpisz medycyny to
powinieneś zrobić tak jak podpowiada ci serce.- Odpowiedziała nie chcąc
przywoływać z pamięci innych wspomnień tego co mówił jej Oskar. Bo to ostatnie
wciąż sprawiało jej ból.
- Też doszedłem do tego samego wniosku.
Uważam, że siedziałem w tym bagnie już przez wiele lat.- Zrobił krótką pauzę.-
Wiedziałem, że zrozumiesz.
- Hej, już udało ci się przekonać Sylwię
do wyjścia?- Rozmowę Drwęckiego i Kukulskiej przerwało ponowne nadejście Darii.
Oboje spojrzeli na siebie z lekkim rozbawieniem.
- Tak, Maciek mnie przekonał.
Powiedział, że ma mnie dosyć.- Puściła mu oko tak, żeby Daria tego nie
spostrzegła.
- Właśnie. Teraz w samotności się
wyśpię. Dziękuję ci Sylwia.- Dodał ciepłym tonem. Wiedziała, że nie miał na
myśli tego iż zostawia go samego, ale to co powiedziała podczas ich
wcześniejszej rozmowy. Za akceptację.
- Nie ma za co. Przyjdę jutro po pracy i
dokończymy naszą rozmowę.
Przez kilka następnych dni Sylwia po
pracy odwiedzała Maćka aż do czasu opuszczenia przez niego szpitala, czyli
następnego piątku. Dla Kukulskiej te wizyty były męczące, ale mimo to sprawiały
dużo radości. Zdawała sobie sprawę jak Drwęckiemu musi być teraz ciężko,
choć gdy zdecydował się rzucić pracę
lekarza, wydawał się być spokojniejszy. Nadal jednak zwlekał z powiedzeniem o
wszystkim ojcu. Ten, na razie był wobec niego opiekuńczy. Wyrozumiale
podchodził do ekscesu syna sądząc, że jego wypadek samochodowy był spowodowany
zerwanymi zaręczynami z Ingą. Nie martwił się jednak: byli razem od wielu lat i
zdarzały im się mniejsze czy większe kłótnie. Nawet wówczas gdy Maciej nie
chciał się z nią zaręczyć. I proszę:
trochę perswazji i już kilka tygodni później pojawił się u niej z pierścionkiem
w dłoni. Teraz też się pogodzą. Niepokoiła go tylko rosnąca zażyłość tej całej
Sylwii z jego synem. Znał ją ze słyszenia; jej imię wielokrotnie przewijało się
podczas jego rozmów z córką Darią. Wiedział też, że była odpowiedzialną i
skromną dziewczyną która podczas studiów bardzo wspierała Darię. Ale jej
przyjaźń z Maćkiem? O tym nie miał pojęcia. Na dodatek jego syn wyraźnie dobrze
czuł się w jej obecności, a gdy przychodziła z wizytą na jego twarzy od razu
wypływał uśmiech. A może tak mu się tylko wydawało. W końcu znali się od wielu
lat i jeśli coś mogłoby między nimi się wydarzyć to już by się wydarzyło,
zdecydował całkowicie się uspokajając.
W sobotę, Sylwia zdecydowała się w końcu
odwiedzić mamę i młodszych braci. Czuła wyrzuty sumienia, bo nie robiła tego od
prawie trzech miesięcy. Nie chciała zwalać wszystkiego na romans z Oskarem,
choć tak było najłatwiej. Dopiero teraz przypomniała sobie ich wycieczce która
miała odbyć się dokładnie tydzień temu. I o tym jak cieszyła się jak dziecko na
samą myśl o wycieczce rowerowej. Odgoniła od siebie te wspomnienia, bo to co
wiązało się z Lenarczykiem nie było zbyt przyjemne. Na dodatek wczoraj minął
termin spłaty kolejnej raty za czynsz, którą powinna mu zapłacić. To dawało jej
wymówkę by go odwiedzić, ale ona tego nie chciała. Gdyby chociaż ją przeprosił,
dumała w myślach. Gdyby wyraził skruchę; nawet nie za to jak postrzega jej
uczucie do Maćka, ale za to jak okrutne były jego słowa, za to jak wymusił na
niej tamtej brutalny pocałunek chociaż wcale tego nie chciała. Za to, że okazał
się być draniem tak jak mówił. I ona miałaby teraz iść do jego mieszkania wręczając
mu pieniądze? Nie mogła tego zrobić, dlatego korzystając z wymówki wyjazdu do
rodzinnego domu tym razem kazała załatwić sprawę Darii. Ta jednak była tym
wyraźnie zaskoczona.
- Ja mam do niego iść? Przecież to ty
miałaś zajmować się płatnościami.
- Wiem, ale teraz nie mogę. Za godzinę
mam pociąg. Nie zdążę, a nawet jeśli to z tą torbą podróżną będzie mi
niewygodnie. Swoją część zostawiam na stoliku w moim pokoju.
- Jej, najwyżej zrobisz to w
poniedziałek.
- I tak spóźniłyśmy się z płatnością.
Nie chcę żeby miał do nas pretensje.
- Nie będzie miał. Zadzwoń do niego.
Poza tym przecież się przyjaźnicie.
- Już nie.
- Co?
- To co słyszałaś. Miałaś rację: to był
głupi pomysł żeby cokolwiek z nim zaczynać.
- Czekaj, czekaj. To znaczy, że już nie
jesteście razem?
- Tak, choć właściwie nigdy nie byliśmy.
Dobra, muszę już lecieć.
- Czekaj, musisz mi wszystko
opowiedzieć. Kiedy to się stało?
- Daria, nie mam czasu. Porozmawiamy po
moim powrocie.- Kukulska jeszcze przez jakiś czas musiała odpierać pytania
swojej ciekawskiej przyjaciółki, ale zrobiła to z trudem, byleby tylko uzyskać
od tamtej obietnicę spłaty kolejnej raty czynszu.
Wchodząc do domu była zaskoczona zmianami jakie w nim zaszły: mama podczas
telefonicznej rozmowy wspomniała co prawda o sprzedaży części gruntów, które
należały się w spadku jej i jej dzieciom, ale mimo to nowe regały i meble w
kuchni oraz wielka szafa w przedpokoju zbiła ją z tropu. A jeszcze bardziej
tort i jej dwóch braci trzymających w dłoniach małe prezenty. Roześmiany Darek
(choć w dzieciństwie bracia byli identyczni i nadal tacy byli, to jednak
dorastając zaczęli inaczej się ubierać i nosić inne fryzury, dzięki czemu z
łatwością mogła ich teraz odróżnić) odezwał się do niej pierwszy.
- To dla ciebie siostrzyczko. Za to
ciągłe suszenie głowy i dbanie o nas.- Poczuła łzy w gardle widząc to wszystko.
Uśmiechnięta mama, Jarek który studiował informatykę i odniósł nawet znaczący
sukces w ogólnopolskim konkursie programistów choć kończył dopiero pierwszy rok,
pracujący Darek chwalący się zdjęciem swojej dziewczyny Zosi. A w stolicy
Sebastian, szczęśliwie studiujący i pracujący, mający Darię…choć nie wiadomo co
z tego wyjdzie. I ona, biegły rewident wielkiej firmy audytorskiej. Jeszcze
kilka lat temu to wszystko wydawało jej się być szczytem marzeń.
- Hej, Jaro Sylka chyba po raz pierwszy
zaniemówiła, co?
- Chyba tak. Muszę to sobie zapisać.
Chociaż to jakaś anomalia. Coś jakby śnieg na pustyni.
- Och wy. Nic się nie zmieniliście.- W
końcu udało jej się wykrztusić po kolei ściskając każdego z bliźniaków. Potem
podeszła do matki mocno ją przytulając.- Dziękuję za to miłe przywitanie, choć
moje urodziny były już jakiś czas temu.
- Tort upiekła mama z nagrodę za twój
awans w pracy. – Odpowiedział jej Darek.
- Ale przecież to było już kilka ładnych
tygodni temu.- Zauważyła.
- Tak, ale od tamtej pory nas nie
odwiedziłaś.- Choć w głosie jej brata, tym razem Jarka, nie słychać było
żadnego wyrzutu, to jednak Kukulska poczuła go w swoim sercu.
- Jarek, bez takich. Doskonale wiesz, że
Sylwia musiała pracować dużo ciężej, bo i w terenie. I miała z pewnością wiele
pracy i nauki nowych obowiązków, prawda córeczko?- Nie była w stanie skłamać
matce, więc tylko się uśmiechnęła.
Jakiś czas później śmiali się i
gawędzili jak za dawnych czasów zajadając się smacznym ciastem i popijając sok.
Sylwia z radością słuchała opowieści mamy o jej planach zrobienia rabatki
warzywno- owocowej w ogródku, bo od czasu gdy zaczęła pracować na pół etatu
miała masę wolnego czasu. Jarek z kolei dumą mówił o swoich planach stażu w znanej
firmie informatycznej, a Darek chwalił się dobrze wykonanym remontem.
- Sam odnowiłem kuchnię.- Mówił z dumą.
-
Naprawdę?- Spytała sceptycznie Sylwia.- Nie powiedziałabym, że jesteś taki
dokładny. Pewnie kogoś wynająłeś i podczas nieobecności mamy i brata wykonał za
ciebie pracę, co?
- No wiesz, co? Świetnie znam się na budowlance.
- No wiesz, co? Świetnie znam się na budowlance.
- Tak właściwie to możesz mieć rację,
Syla.- Głos zabrała mama.- Gdy zajmował się obróbką ścian ja byłam w pracy a Jarek
na uczelni.
- No wiecie co?- Powtórnie zaczęli się śmiać
oprócz lekko urażonego Darka. – Zamiast się ze mnie wyśmiewać lepiej powiedz
coś o sobie i swoim życiu prywatnym może ja się z ciebie pośmieję. Spotkałaś w
końcu tego swojego księcia z bajki?- Nic nie powiedziała nagle spuszczając
wzrok i czując się bardzo dziwnie. Poczuła jak pieką ją policzki; żołądek
zacisnął się w taki supeł że prawie zebrało jej się na wymioty a całe ciało
zrobiło się zimne. Musiała na chwilę wyjść na zewnątrz.
- Przepraszam was na chwilę. Muszę
zadzwonić. Na śmierć zapomniałam o…o czymś niezmiernie ważnym. – Bez dalszych
wyjaśnień wstała od stołu i wyszła na schody. Zdążyła jeszcze usłyszeć jak
Jarek beszta Darka za jego głupią uwagę. A ona sama nie bardzo mogła zrozumieć
co tak bardzo ją zdenerwowało. I dlaczego wciąż pamiętała tamte gniewne słowa
Oskara choć przecież nie powinna. Przez to tylko z powrotem zaczęły ją dręczyć
dawne kompleksy. Czuła się mała i nic nie znacząca, czuła jakby dała się mu
wykorzystać choć wcale przecież tak nie było bo to ona wyszła z inicjatywą nawiązania
romansu. Ale tamte słowa sugerowały coś innego. Na samo wspomnienie krew
napływała jej do policzków.
- W porządku córeczko?- Uśmiechnęła się
słysząc po kilku minutach samotności to pytanie. Tutaj nikt nie zostawiłby jej
samej sobie.
- Tak mamo.- Odpowiedziała jej z
uśmiechem patrząc prosto w oczy. Nadal jednak nie do końca doszła do siebie.
- Wciąż go kochasz, prawda?
- Hm?
- Tego chłopaka, który przyjechał z
twoją przyjaciółką w dniu pogrzebu ojca. Jej starszego brata.
- Och, masz na myśli Maćka? Tak, kocham
go.- Nie dodała, że akurat teraz myślała o Lenarczyku. Dopiero wypowiadając te
słowa na głos zrozumiała, że się zdradziła.- Ale skąd ty…?
- Skąd wiem?- Pani Kukulska posłała
córce trochę melancholijny uśmiech.- Bo mam oczy i bardzo sprawnie się nimi
posługuję. Bo znam swoją ukochaną córeczkę i umiem rozpoznać każdą jej emocję.
Skrzywdził cię?
- Nie, oczywiście że nie. Miał wypadek.
- Coś mu się stało? Dlatego się smucisz?
- Nie, to nie tak.
- Więc?
Ustalił datę ślubu z narzeczoną?
- Skąd o tym wszystkim wiesz?- Spytała zaskoczona. Szybko jednak zrozumiała.- No tak, Sebastian.
- Skąd o tym wszystkim wiesz?- Spytała zaskoczona. Szybko jednak zrozumiała.- No tak, Sebastian.
- Tak, on też wie. Choć mówił mi, że
spotykałaś się z jakimś chłopcem.
- Właściwie to nie, Piotrek był tylko
kolegą z pracy. Ale Os…- Urwała w połowie wypowiadania imienia Lenarczyka. Co
innego rozmawiać z własną matką o uczuciach, a co innego mówić jej że nawiązała
krótki romans z mężczyzną którego aktualnie nawet nie lubiła. Tego z pewnością
by nie zrozumiała. Była staroświecką kobietą, bardzo poważnie podchodzącą do
spraw damsko-męskich i zawsze to wpajała swoim dzieciom. Gdyby wyznała jej, że
zachowała się sprzecznie z uczonymi regułami bardzo by ją rozczarowała. Inna
sprawa, że nie miała ochoty mówić o Oskarze. Trudno było jej o nim myśleć, a co
dopiero rozmawiać.
- Ale?
- Nic ważnego, mamo.
- Na pewno? Wiesz, że jeśli potrzebujesz
wsparcia i chęci wygadania się to jestem do twojej dyspozycji. Nikt tak cię nie
zrozumie jak własna matka.
- Wiem, mamo. I bardzo cię kocham.-
Ponownie przytuliła rodzicielkę ku własnemu zaskoczeniu czując pod powiekami
łzy.
- Ja też cię kocham Sylwio. I bardzo
jestem z ciebie dumna. Bardzo. Ze wszystkich moich dzieci. To jedyne czego nie
żałuję w życiu.
-
Sądzisz, że tata gdzieś tam na górze też tak myśli?
- Oczywiście, też bardzo was kochał. Tyle, że okazał słabość załamany chorobą. Niektórzy mówią, że prawdziwego człowieka poznajemy po tym, jak znosi cierpienie. Ja nie do końca się z tym zgadzam, bo znaczyłoby to że Sławek był nieodpowiedzialnym, beztroskim facetem, dla którego bardziej liczył się kieliszek niż rodzina i praca. Ja wolę myśleć, że był po prostu słaby. Za słaby psychicznie żeby przez to przejść. Żałuję, że nie pozwolił sobie pomóc…że ja nie byłam na tyle silna by pomóc tylko po prostu czekałam aż…A przecież on to wiedział, musiał wiedzieć. To jeszcze bardziej go załamało. - Głos pani Kukulskiej zabrzmiał bardzo słabo, a oczy podejrzanie się zaszkliły. Sylwia na ten widok ciężko przełknęła ślinę również czując, że zbiera jej się na płacz. Ostatnio zrobiła się bardzo emocjonalna.
- Oczywiście, też bardzo was kochał. Tyle, że okazał słabość załamany chorobą. Niektórzy mówią, że prawdziwego człowieka poznajemy po tym, jak znosi cierpienie. Ja nie do końca się z tym zgadzam, bo znaczyłoby to że Sławek był nieodpowiedzialnym, beztroskim facetem, dla którego bardziej liczył się kieliszek niż rodzina i praca. Ja wolę myśleć, że był po prostu słaby. Za słaby psychicznie żeby przez to przejść. Żałuję, że nie pozwolił sobie pomóc…że ja nie byłam na tyle silna by pomóc tylko po prostu czekałam aż…A przecież on to wiedział, musiał wiedzieć. To jeszcze bardziej go załamało. - Głos pani Kukulskiej zabrzmiał bardzo słabo, a oczy podejrzanie się zaszkliły. Sylwia na ten widok ciężko przełknęła ślinę również czując, że zbiera jej się na płacz. Ostatnio zrobiła się bardzo emocjonalna.
- Mamo…-
Zaczęła dotykając swoją dłonią jej ramienia, ale starsza z pań pokręciła głową.
- Nic
nie mów, nie chciałam się rozkleić. Chciałam tylko dodać, że teraz z pewnością
gdzieś tam na górze Sławomir jest szczęśliwy ze szczęścia wszystkich swoich dzieci.- Jeszcze przez jakiś czas
siedziały tak razem objęte delikatnie się kołysząc.
Kukulska spędziła w domu resztę weekendu
decydując się na powrót do stolicy w niedzielny wieczór. Daria zaprosiła akurat
Sebastiana, co tylko trochę zaskoczyło Sylwię. Nadal ciężko było jej
zaakceptować przyjaciółkę i brata jako parę. Zwłaszcza gdy Drwęcka zerwała z
Igorem.
Początkowo trochę posiedzieli razem na
sofie; jej brat wypytywał ją o to co słychać w rodzinnym domu, jak radzą sobie
bracia i mama. Bardzo się ucieszył, gdy przywiozła spory kawałek tortu który
mama upiekła specjalnie dla niej. Od razu kazał jej nawet ukroić sobie porcję.
A gdy oznajmiła, że rodzina upiekła go specjalnie dla niej i nie musi tego
robić udał że się na nią obraził. Potem zaczęli oglądać telewizję.
Tuż przed dziesiątą postanowiła się
wykąpać i uszykować ubrania na jutrzejszy dzień w pracy. Ale zanim wyszła Daria
powiedziała jej, że załatwiła sprawę czynszu. Sylwia miała ochotę zapytać ją
czy Oskar pytał o nią, ale zaniechała tego. Nawet nie z powodu obecności Sebka;
po prostu nie powinno jej to obchodzić. Tyle, że obchodziło. I nie miała
pojęcia dlaczego.
Następne dni znów spędzała na
odwiedzinach Maćka, który wciąż trenował w domu chorą nogę i potwornie, jak sam
to określał, się nudził.
- Tylko twoje wizyty sprawiają mi jako
taką radość.- Skomentował to nawet w czwartkowe popołudnie.
- Co oznacza ten epitet „jako taką”?
- Już zapomniałem jaka potrafisz być drobiazgowa.-
Roześmiał się.
- No cóż, jedna z moich wielu wad.-
Wzruszyła ramionami. Maciek przypatrywał się jej przez chwilę jej twarzy:
wyglądała na bardzo zmęczoną, cienie pod powiekami sięgały prawie kości
policzkowych przez co oczy zdawały się być bardzo małe. Wydawała mu się nawet
wymizerniona, ale to mogła być wina czarnych ubrań które dziś miała na sobie. A
może to właśnie dlatego tak mu się wydawało? Nie, z pewnością coś musi być z
nią nie tak. Zdecydował się pogadać o tym przy najbliższej okazji z Darią. Sama
Kukulska gdy to zrobił tylko go zbyła mówiąc, że wyolbrzymia jej stan.- Nie
zrobiłam makijażu, to pewnie dlatego.- Potem dodała z pozornie groźną miną;- I
jesteś bardzo nietaktowny mówiąc mi to. Wiem, że traktujesz mnie jak kumpla,
ale mówiąc coś takiego innej kobiecie dostałbyś po pysku.
- Czy słowo przepraszam i trochę
czekolady leżącej na stoliku wystarczy aby cię udobruchać?
- Nie, dziękuję za czekoladę.-
Odpowiedziała mu szybko. Już od jakiegoś czasu jakiekolwiek słodkości
wywoływały u niej rewolucje żołądkowe i mdłości.
- To dobrze, będzie więcej dla mnie.
- Świnia.
- Ale przynajmniej szczera. Możesz mi
podać?
- Ha, i teraz prosisz mnie o przysługę?
Typowy facet.- Nie po raz pierwszy tego popołudnia się roześmiał; i nie po raz
pierwszy zrobił to za sprawą Sylwii. Odkąd we wtorek wyznał jej, że powiedział
prawdę swojemu ojcu o jego prawdziwych odczuciach co do swojej przyszłości w
medycynie, starała się jak mogła podnosić go na duchu i próbując rozbawić. Co
prawda rozmowa z ojcem nie przebiegła tak źle jak mógłby się tego spodziewać
Maciej. Ale nie łudził się, że stało się tak dlatego że ojciec zrozumiał. Bo
było wręcz przeciwnie: najwyraźniej sądził, że jego decyzja jest chwilową
fanaberią. W końcu neurochirurgia była dziedziną której poświęcił prawie jedną
trzecią część życia. Miałby to teraz zaprzepaścić zaczynając od nowa i to z
jakąś psychologią? Śmiechu warte. Ale Maćka od jakiegoś czasu nurtowało coś
jeszcze.
Zastanawiał się co Kukulska do niego
czuje.
Teraz wydawało mu się, że tamtej rozmowie
przed jubilerem gdy wyznawała mu miłość nigdy nie było; że ta śmiejąca się i
pewna siebie dziewczyna kpiąca sobie z niego i drażniąca się z nim nie mogła go
kochać. Bo i niby jak skoro zachowywała się zupełnie naturalnie? Nawet nie
próbowała flirtować a przecież wiedziała że rozstał się z Ingą (za którą swoją
drogą niespecjalnie tęsknił) i mogła sobie na to pozwolić. A przede wszystkim
nie nawiązywała do tamtego epizodu.
Tyle, że...no właśnie: wcześniej też
wydawało mu się że łączy ich przyjaźń, a potem ona ni z gruchy ni z pietruchy
mówi mu, że go kocha.
Nie
kocham cię tak jak przyjaciółka, ale tak jak kobieta kocha mężczyznę.
Czasami czuł przemożną pokusę nawiązania
do tego wyznania, za każdym razem ją zwalczając. Bał się. Nie wiedział jednak
czy tego, że powie iż już go nie kocha czy wręcz przeciwnie. Czyżby był więc
psem ogrodnika jak większość mężczyzn? Prawdopodobnie, choć nigdy nie nazwałby
siebie próżnym.
- Trzymaj te swoje czekoladki.-
Powiedziała Kukulska stawiając talerzyk ze słodkościami na krzesełku niedaleko
niego.
- Dziękuję.- Odparł biorąc do ust
pierwszy kęs. Od dziecka był łasuchem i uwielbiał słodkości.- Prawdziwe
pyszności choć nie umywają się do twoich ciast.
- No ja myślę.- Przez dłuższą chwilę
milczeli w czasie gdy on gryzł czekoladkę.
- W poniedziałek wyjeżdżam.
- To znaczy?
- Na rehabilitację. Do Krakowa, ponoć
jakiś specjalista w przywracaniu zdolności nogom w takim przypadku jak mój.
- Nie obraź się, ale czy to nie lekka
przesada? Przecież właściwie ścięgno zostało tylko naderwane, nie było nawet
konieczności usunięcia rzepki czy powtórnej operacji wiązań krzyżowo-żebrowych.
- Powiedz to mojemu ojcu. Ja też jestem
bardzo zadowolony z obecnej rehabilitantki.
- Więc czemu się zgodziłeś? Znów uległeś
jego presji?
- Ależ skąd. Po prostu sam uznałem, że
taki wyjazd mi się przyda. Muszę pomyśleć, Sylwia. Przemyśleć parę spraw,
zrozumieć gdzie jestem i dokąd chcę zmierzać. Trochę się już w tym wszystkim
pogubiłem. Niespełniona praca, zerwane zaręczyny, ten wypadek…to trochę mnie przytłoczyło.
Muszę znów spojrzeć na swoje życie z dystansu. Może to mi pomoże zrozumieć
czego tak naprawdę pragnę.
- Na jak długo wyjeżdżasz?
- Krótko. Dwa trzy tygodnie; góra
miesiąc w zależności jak będzie prezentować się moja noga. Prawdę mówiąc mam
już dość kuśtykania.
- Daj spokój, przynajmniej urosły ci
muskuły.- Zażartowała.
- A poprzednio było z nimi coś nie tak?
- Właściwie to nie. Są nawet większe od…
- Od?
- Od większości mężczyzn.- Dokończyła,
bo prawie wyznała mu, że ma większe bicepsy niż Oskar. A przecież tą uwagą
zrozumiałby, że coś musiało między nimi zajść a tego nie chciała. Ostatnio
odważyła się porozmawiać o tym z Darią, która wyznała jej, że zgodnie z jej
wcześniejszą prośbą nie mówiła o niczym ani swojemu, ani jej bratu.
- Podobają ci się?- Na chwilę zbił ją z
tropu tym pytaniem. To był wyraźny flirt. Spojrzała Drwęckiemu w oczy chcąc coś
z nich wyczytać, ale to co zobaczyła…nie spodobało się jej. Czym prędzej
odwróciła wzrok.
- Muszę skoczyć do łazienki.- Skłamała.-
Zaraz wracam.
Wiedziała, że zachowuje się jak tchórz.
Na dodatek bardzo tchórzliwy tchórz, ale nic nie mogła na to poradzić. Po
prostu ona sama gubiła się już we własnych odczuciach. Kochała Maćka, wciąż go
kochała, ale związek z Oskarem wszystko zniszczył. Teraz jej uczucie wydawało
jej się być głupie i bezsensowne za co była wściekła na Lenarczyka. W końcu to
co mówił o jej uczuciu udzieliło się i jej. Zwłaszcza po romansie. Skłamałaby
gdyby wyznała, że za nim nie tęskniła…a może jednak nie? Może tęskniła tylko za
namiętnością i pożądaniem; za uczuciem jakie czuła gdy ją wypełniał, obejmował
czy całował? Jej ciało, poznając smak fizycznej miłości, szybko się od niej
uzależniło. Tyle, że nie mogła zapomnieć tamtych gorzkich słów; kontynuowanie
ich romansu w takich warunkach byłoby niemożliwe. Poza tym nie mogła dać
rządzić sobą swoim pragnieniom i niskim pobudkom. Za jakiś czas ta pustka gdy
budziła się rano minie i zapomni o Lenarczyku całkowicie. A raczej o jego
ciele…
Nie, znów myślała tylko o seksie. Teraz
miała ochotę się roześmiać na samo wspomnienie swojego pierwszego razu i myśli
jakie ją potem ogarnęły: jak sądziła, że jest zimna, że to jest
przereklamowane. A w tej chwili jedyne czego pragnęła to poczuć gorące palce na
swojej skórze, usta na obojczyku, dotyk szorstkiego zarostu na szyi i
policzkach…tyle czy na pewno Oskara? Może po prostu tak łatwiej jej było o tym
myśleć. Może wolała się przyznać do tego iż tęskni za facetem który nią
pogardza niż faktu, że stała się niewolnicą własnych pragnień i brakuje jej
miłości fizycznej w ogóle?
Dlatego, z powodu natłoku myśli które
sprawiały jej duży problem oddawała się pracy z powodzeniem biorąc się za
rozpracowanie jednej dużej korporacji, która była prawdziwym wyzwaniem z powodu
biurokracji, licznych niekontrolowanych zmian i nieuporządkowanych papierach
księgowych. Na dodatek jej dyrektor co się okazało był młodym mężczyzną
zaledwie po dyplomie licencjackim, który przejął wielką firmę po
niespodziewanej śmierci rodziców. Sylwia nie omieszkała mu delikatnie
zasugerować, że jeśli nie zamierza wpędzić ja w ruinę to powinien zatrudnić
kogoś do pomocy. A ten młokos ośmielił się z nią flirtować pytając czy ona jest
wolna. Pytanie miało oczywiście dwuznaczny podtekst który ją zirytował. Chłopak
był co najwyżej w jej wieku, tępy jak prawy but (albo i lewy; właściwie nigdy
nie widziała w tym różnicy) i bez zażenowania gapił się w okolice jej klatki
piersiowej jakby po raz pierwszy widział człowieka płci żeńskiej chyba naiwnie
myśląc, że w ten sposób wygląda prowokującą i męsko. Co za idiota. W połączeniu
tych obu czynników potraktowała go wręcz z lodowatym profesjonalizmem uprzejmie
informując, że radziłaby mu jak najszybciej znaleźć kogoś kto potrafiłby
doprowadzić firmę do ładu aż nastąpi czas do wydawania opinii. Bo wówczas nie będzie
taka przyjemna.
- Daj spokój, Sylwia. Przecież wszystko
można załatwić ugodowo.
- Czyżby panie Michulski?- Posłała mu
chłodne spojrzenie podkreślając słowo „pan”. Bo jakim prawem zwracał się do
niej po imieniu jakby byli kolegami?- Obawiam się, że to tak nie działa. PWG
wystawia profesjonalne opinie, które oddają stan rzeczywisty danej firmy. Marka
była budowana przez wiele lat i zapewniam, że nie z powodu krętactw czy oszust.
Dlatego udam, że nigdy nie usłyszałam tej ostatniej uwagi. A teraz żegnam.
- Do widzenia. I dziękuję za radę. Na
pewno skorzystam.
Po tym ostatnim spotkaniu była
wyczerpana. Wiedziała, że nie powinna brać nadgodzin, ale nie mogła inaczej. W
mieszkaniu krzątała się tylko praktycznie codziennie coś odkurzając albo
latając ze ścierką tak, że Daria zaczęła już z niej pokpiwać. Poza tym co za
różnica czy pracowała osiem czy dziesięć godzin dziennie? Dodatkowe pieniądze
jej się przydadzą. A głowa zajęta myślami nie będzie przypominała o tym o czym
chciała zapomnieć. No i Maciek miał w poniedziałek wyjechać do Krakowa…albo już
w niedzielę by znaleźć się w Krakowie następnego dnia? Zdaje się, że trochę
niedokładnie go słuchała.
Po dotarciu do mieszkania prawie padała
z nóg. Stopy bolały ją od wysokich szpilek (teraz zastanawiała się po jaką
cholerę tak długo uczyła się w nich chodzić skoro są piekielnie niewygodne), w
głowie czuła tępe pulsowanie, a w gardle miała nieprzyjemny posmak. Kiedy ona w
ogóle ostatnio coś jadła? Chyba jogurt na śniadanie, bo w przerwie na lunch nie
mogła niczego przełknąć; było jej potwornie niedobrze. Przez moment poczuła
zaniepokojenie; może się zatruła albo jest na coś chora? Odepchnęła jednak te
nieprzyjemne myśli od siebie. Nie, wszystko jest z nią w porządku.
Tyle, że w ciągu następnych dni zaczęła
coraz bardziej przekonywać się, że wcale nie miała racji. Prawie każdego ranka
walczyła z nudnościami; przed głową w kiblu ratował ją łyk gorącej zielonej
herbaty na czczo. Tyle tylko, że dwa razy nie zdążyła tego zrobić i
wymiotowała. A choć jadła bardzo mało jej żołądek wykazywał zdumiewającą
zdolność w pozbywaniu się nawet wszelkiego rodzaju płynów. No i jej piersi,
które zwykle ładnie kryły się w staniku o rozmiarze C, teraz z ledwością z
niego nie wyskoczyły. Poczuła przerażenie widząc się podczas ubierania w lustrze.
Ale to przecież było niemożliwe, powtórzyła sobie w myślach po raz kolejny.
Przecież brała tabletki. Nie mogła być…
Mdłości zaskoczyły ją w najmniej
odpowiednim momencie. Biegiem rzuciła się do łazienki nie zważając na to, że
była tam Daria biorąca poranny prysznic. W końcu przez kabinę była niewidoczna.
A potem prowizorycznie ścisnęła jedną dłonią swoje długie włosy by uchronić je
od możliwości ubrudzenia. Będzie musiała ściąć tę wieczną zawadę, pomyślała gdy
ostatnia torsja minęła. Mimo to dla pewności odczekała jeszcze chwilkę.
- Sylwia, co się z tobą dzieje?- Nawet
nie zauważyła kiedy przestała słyszeć szum dochodzący spod prysznica, a tym
bardziej Darii, która tylko owinięta w ręcznik leciutko dotykała dłonią jej ramienia. – Kochana, proszę
powiedz mi że to nie to o czym myślę.
- To nie to o czym myślisz.- Powiedziała
Kukulska.
-
Serio?
- Nie mam pojęcia.
- Nie mam pojęcia.
- Więc po co to powiedziałaś?
- Przecież sama o to prosiłaś.- Sylwia
podniosła się z klęczek sięgając do szafki po pastę. Musiała jak najszybciej
umyć zęby.
- Kukułka, nie błaznuj. Sypiałaś z nim?
- Z kim?
- Z Oskarem a z kim?
- Naprawdę jesteś taka naiwna czy to
pytanie retoryczne?
- Nie jestem naiwna. Po prostu nie
sądziłam, że wy…Boże, jak mogłaś z nim…
- Normalnie, mam ci opisać ze
szczegółami ile razy i w jakiej pozycji? Sądziłaś, że nocując u niego
trzymaliśmy się za rączki?
- Nie, jasne że nie po prostu chyba
wolałam się nad tym nie zastanawiać i nie myśleć, ale…Jesteś w ciąży?- Spytała
wprost Drwęcka. Słysząc to, Sylwia czuła jak spina jej się całe ciało. Do tej
pory unikała tej myśli, tego słowa nawet we własnych myślach, ale teraz dłużej
nie mogła.- O Boże, jesteś. I to dlatego Oskar cię zostawił: dowiedział się o dziecku prawda?
- Przecież już ci mówiłam, że nie ma
żadnego dziecka, to znaczy nie wiem czy nie ma. Tak więc jeśli nawet tak jest
to Oskar nie ma o niczym pojęcia. Poza tym zabezpieczyłam się, brałam tabletki.
Nie sądzę by to była wina ciąży. Może to zatrucie. To znaczy na pewno.- Z
uporem wyciskała pastę do zębów na szczoteczkę, a jej głos drżał jak liść. Sama
nie wierzyła w to co mówi. Do tej pory śmieszyły ją twierdzenia, że kobieta wie
kiedy jest brzemienna, bo mówi jej o tym jej ciało. No cóż, Sylwia nie słyszała
żadnych podszeptów od swojej łydki czy brzucha, ale po prostu miała tą pewność.
Czuła, że nosi dziecko. Nawet jeśli pozornie wydawało jej się to być
niemożliwe.
- Miałaś okres?- Dopytywała znów Daria,
a gdy Kukulska milczała powtórzyła- Pytam czy krwawiłaś?
- Tak…to znaczy nie, nie wiem.- Dała
sobie spokój z tą przeklętą szczoteczką. Jaki sens było martwić się teraz
nieświeżym oddechem gdy jej całe życie ulegało zmianom?- Miałam lekkie plamienie i w ogóle zaburzony
cały cykl, ale to się podobno zdarza na początku terapii antykoncepcyjnej jaką
stosowałam.
- Co brałaś?- Sylwia wymieniła nazwę
leku.- To dobre tabletki, ale wymagają rygorystycznego zażywania. Nawet pół
godziny robi różnicę.
- Ale ja brałam je regularnie, każdego
wieczoru o osiemnastej. Miałam nawet ustawiony specjalny budzić.
- Nawet gdy nocowałaś u Oskara?
- Jasne, że tak. Przecież mnie znasz,
nie jestem jakąś piętnastolatką która sypia z facetem bez zabezpieczenia
naiwnie licząc na to, że nie zajdzie w ciąże. Brałam je codziennie.
- Dobra, nie ma co gdybać i zwlekać;
ogarnij się trochę a ja pójdę po test ciążowy.
- Nie!- Odruchowo zaprotestowała Sylwia
czując jak robi jej się niedobrze. I to wcale nie z powodu zbliżających się
wymiotów.
- Tylko tak rozwiejesz swoje
wątpliwości. Musisz wiedzieć na czym stoisz, Sylwia.
Kwadrans, przez który nie było Darii był
jednym z najgorszych piętnastu minut w życiu Sylwii. A jeszcze gorszy był
następny gdy postępując zgodnie ze wskazówkami na badaniu czekała pojawienia
się upragnionej jednej kreski. Ale niestety pojawiły się dwie.
Była w ciąży.
A raczej w czarnej dupie.
Z wrażenia straciła władzę w nogach
ześlizgując się plecami na podłogę dzięki oparciu o łazienkowe drzwi. Schowała
twarz w dłoniach. Nie płakała. Po prostu chciała się schować i zniknąć.
Drwęcka pocieszała ją tak jak tylko
mogła wciąż paplając o tym, że wszystko się jakoś ułoży, że to nie koniec
świata, że jako jej przyjaciółka będzie zawsze mogła na nią liczyć. Że za
dziewięć miesięcy a raczej jeszcze wcześniej będą spacerować wózkiem z małym
berbeciem a ona zostanie jego matką chrzestną; że Oskar na pewno jej pomoże i
wiele innych głupot.
A Sylwia milczała.
Milczała zastanawiając się jak pieprzone
dwie kreski mogą tak bardzo zmienić człowiekowi życie. Bo Daria nic nie
rozumiała.
Nie rozumiała tego, że nic się nie ułoży
bo ona będzie musiała zmienić mieszkanie. Nie zrobi tego jednak z powodu braku
pieniędzy co szybko nastąpi uwzględniając konieczność zwolnienia się z pracy,
więc na ten wózek spacerowy nie będzie jej nawet stać. A przede wszystkim, że
Oskar może nie być tak skory do pomocy
jak sądziła Drwęcka. W końcu Kukulska twierdziła, że się zabezpieczyła.
Doskonale pamiętała jak podczas ich pierwszego stosunku zamierzał użyć prezerwatywy
a ona go powstrzymała mówiąc, że nie musi tego robić. A teraz miała swoje „nie
musi”. „Nie musi” które nazywa się dziecko.
Przez cały następny tydzień biła się z
myślami zastanawiając się co powinna zrobić. Wiedziała, że musi powiadomić
Lenarczyka, ale nie miała pojęcia jak to zrobić.
Bała się.
Bała się, że się na nią wścieknie, że
powie coś co ją zrani, że każe jej się wynosić zwalając winę na tę całą
sytuację tylko na nią. A najgorsze będzie to, że będzie miał rację. Daria tłumaczyła jej, że
tak czy inaczej musi to zrobić, bo przynajmniej nie będzie dręczyła jej
niepewność. Poza tym twierdziła, że znając obowiązkowość Oskara to na pewno nie
zostawi jej na lodzie. Ale ona nie znała całej prawdy; nie wiedziała że Sylwia
zapewniła go iż to ona stosuje antykoncepcję więc on nie musi. Ale co jej wtedy
strzeliło do głowy by go powstrzymywać? Przecież, jak mawiają, przezorny zawsze
ubezpieczony. Wtedy dziecka na pewno by nie było.
Dlatego wciąż zwlekała ignorując swój
problem i każąc też milczeć Darii. Nie chciała by wygadała o jej ciąży nawet
Sebastianowi.
Dopiero w następnym tygodniu, gdy minęły
prawie dwa tygodnie od zrobionego przez nią testu ciążowego zebrała się na
odwagę.
Podczas drogi do mieszkania Oskara nie
potrafiła powstrzymać drżenia rąk ani guli w gardle; w środku coś skręcało jej
wnętrzności a gardło miała wyschnięte na wiór. Co chwila popijała w autobusie
mineralną wodę, której z powodu ściśniętego gardła ledwie nie wypluwała. Ale i
tak potem powtarzała wszystko od początku.
Znajdując się nad klatką schodową
Lenarczyka miała ochotę jeszcze stchórzyć. Może nie ma go w domu, może
powinna najpierw zadzwonić i uprzedzić o
swojej wizycie a nie wpadać bez zapowiedzi, może…Boże, od kiedy stała się takim
tchórzem? Drżącymi palcami nacisnęła dzwonek domofonu, a słysząc lekko
zniekształcony głos Oskara pytający: kto tam, przymknęła na moment oczy.
- To ja, Sylwia. Mogę wejść? Sądzę, że
powinniśmy porozmawiać.- Nic nie odpowiedział. Przez moment bała się, że jej
nie wpuści, ale zaraz usłyszała charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi.
Znalazła się w środku budynku. A potem mieszkaniu Oskara.
- Co się stało, że tu przyszłaś?- Spytał
ją na wstępie gdy tylko przekroczyła próg korytarza. Nawet nie zdawał sobie
sprawy jak bardzo pragnął by tu przyszła. Choćby nawet tylko po to by go
zwymyślać czy zabrać resztę swoich drobiazgów. Tak cholernie za nią tęsknił,
choć wiedział że nie ma do tego żadnego prawa. A tym bardziej by ją odwiedzić.
Gdy to Daria zjawiła się u niego oddając pieniądze za czynsz z olbrzymim trudem
nie zapytał jej o Kukulską. Miał szczęście, że przez ostatni miesiąc obrona
pracy dyplomowej zajęła mu większość czasu. Inaczej pewnie już dawno
przyszedłby pod drzwi jej mieszkania. By nie katować swojej głowy natłokiem
myśli wrócił do rzeczywistości. –Sylwia?- Powtórzył jej imię. I choć patrzył na
nią bardzo krótko zdołał wyłapać kilka zmian. Przede wszystkim była blada i
zmizerniała. Musiała stracić z jakieś cztery albo i nawet pięć kilo, bo
sweterek który dawniej układał się na jej ciele niczym druga skóra teraz
spływał luźno po żebrach i biodrach. Włosy związała w byle jaki kok na czubku
głowy z którym o dziwo wyglądała bardzo twarzowo. A jej oczy pozbawione były
swojego zwyczajnego blasku. Czemu tak wyglądała? Co było tego przyczyną? I
najważniejsze, dlaczego mimo to wydawała mu się tak bardzo piękna?
- Jak mówiłam wcześniej, musimy
porozmawiać. Choć muszę cię ostrzec: to nie będzie przyjemny temat.- Ledwie
powstrzymał się przed ironicznym pytaniem czy bierze może ślub z Maćkiem; od
ich wspólnego znajomego Mateusza którego spotkał przypadkowo na ulicy
dowiedział się, że Drwęcki zerwał zaręczyny z Ingą. Tak więc Sylwia miała wolne
pole do popisu. Kto wie, może Drwęcki w końcu użył swojego rozumu i zrozumiał
jakim skarbem jest dla niego Kukulska?
- W takim razie poczekaj; chodźmy do
kuchni. To doskonałe miejsce na to by ogłosić smutną nowinę.
- Ja mówię poważnie. Nie czas na żarty.-
Praktycznie miała łzy w oczach i z emocji drżał jej głos gdy niepewnie siadała
na krześle. Zmarszczył brwi. Żeby wyprowadzić ją z równowagi trzeba było czegoś
naprawdę mocnego.
- Co się więc stało?- Spytał bez cienia
kpiny patrząc jej prosto w oczy.
- Bo ja…ja jestem w ciąży, Oskar.- O cię
w życie, to z pewnością było mocne. Tak, że zastanawiał się czy się nie
przesłyszał.
- Słucham?
- Będziemy mieli dziecko.
- Ale jak…?- Spytał po dłuższej chwili
nie potrafiąc wyjść z osłupienia i przez to wyartykułować jakiegoś pytania.- To
znaczy, przecież się zabezpieczałaś.
- Nie mam pojęcia. Naprawdę to nie moja
wina, choć pewnie moja ale nie zrobiłam tego celowo. I to nie była kwestia
zaniedbania, bo ja codziennie brałam tę tabletkę o tej samej godzinie już z
miesiąc przed tym jak my…to znaczy jak zaczęliśmy ze sobą sypiać. I przepisał
mi je ginekolog, mówił że są prawie stuprocentowo skuteczne i…
- Robiłaś już test?- Przerwał jej
bezsensowną paplaninę czując jak zimny dreszcz przebiega mu po plecach. Bo
przypomniał sobie jak po ich pierwszej nocy odwiedził Kukulską a Daria była
wówczas w swoim pokoju. A potem Drwęcka usłyszała końcówkę ich rozmowy o
pieczeniu, a Sylwia skłamała że chodziło o gardło. Co odpowiedziała jej wtedy
przyjaciółka?
Hm,
widocznie jeszcze się nie wykurowałaś. W końcu dwa tygodnie temu nieźle się
przeziębiłaś.
Dwa tygodnie temu. A ona brała środki
antykoncepcyjne od miesiąca jak powiedziała co miało zapobiec ciąży. Ale
choroba a raczej towarzyszące jej objawy takie jak wymioty czy biegunka mogły
spowodować niewchłonięcie się części dawki, co skutkowało nieskutecznością
tabletek. Ale pewnie o tym ta niedoświadczona dziewica którą wówczas była, nie
wiedziała. Poczuł palącą złość na samą myśl o jej ignoranci i o jego głupocie.
Jak mógł zaufać w kwestii zabezpieczenia kobiecie która właściwie jeszcze nią
wtedy nie była? Przecież takiej wiedzy nie wypijało się z mlekiem matki, trzeba
było doświadczenia. A Sylwia może i miała dwadzieścia siedem lat, ale ze
sprawami seksu była zaznajomiona nie lepiej niż obecnie przeciętna nastolatka.
Zaklął pod nosem doskonale zdając sobie sprawę, że płacz nad rozlanym mlekiem
nic tu nie da. Starał się więc myśleć racjonalnie.- Byłaś u lekarza?- Zadał kolejne pytanie zaledwie sekundę po
poprzednim, bo cała kaskada myśli, która wówczas przyszła mu do głowy
przelatywała po zwojach mózgowych z szybkością błyskawicy.
- Tak robiłam test i nie, nie byłam
jeszcze u lekarza.
- Boże…- Z wrażenia Oskar usiadł na
krzesełku. Prawda dopiero teraz zaczęła do niego docierać. Dziecko? Jego
dziecko? Serio? Milczał nie mając pojęcia co powinien teraz powiedzieć ani co
czuje. Jedyne co był w stanie teraz odczuwać to rozchodzącą się po całym ciele
gęsią skórkę. I złość. Ale nie na nią: nie na Jaskółkę. Raczej na całą tę
sytuację która wydawała mu się być patowa. Przecież on nie chciał być ojcem.
Owszem, kiedyś tam w bliżej nie określonej przyszłości tak, ale nie za dziewięć
miesięcy!
- Powiedz coś.- Usłyszał w końcu jej
głos i zrozumiał, że tępo wpatrywał się w blat stołu.
- Nie mam pojęcia co.- Odpowiedział
szczerze. Potem przeniósł na nią wzrok.- Jesteś pewna?- Widząc jej grymas
zrozumiał jak głupie pytanie zadał.- Tak, jasne że jesteś co ja plotę.
- Tak, choć od niedawna. Nawet mając
nudności nie chciałam przyjąć do wiadomości oczywistą prawdę.
- Kiedy zyskałaś pewność?
- Dwa tygodnie temu zrobiłam test.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?- Był
lekko zirytowany.
- Nie wiedziałam jak to zrobić.
- Teraz jakoś sobie poradziłaś.- Warknął,
nie mogąc się powstrzymać. Sam już nie wiedział na kogo był zły, na siebie czy
na nią. A może na kaprys losu który nagle postanowił, że mają zostać rodzicami?
-
Oskar, ja naprawdę tego nie chciałam. Nie planowałam tego jeśli tak myślisz.
Mnie też zawalił się cały świat.- Tym razem na pewno widział w jej oczach łzy.
Głos stał się zupełnie płaczliwy. Zrozumiał, że niechcący swoim zachowaniem i
tonem tylko ją przestraszył. I nawet ten fakt zezłościł go jeszcze bardziej.
Dlaczego nie mógł po prostu się zamknąć i powiedzieć jej, że wszystko się jakoś
ułoży? Zwłaszcza, że była coraz bardziej zdenerwowana o czym świadczyło jej
gadulstwo gdy kontynuowała:- Jeszcze niecałe cztery miesiące temu miałaś
świetną pracę w której mnie awansowali i wręczyli umowę na czas nieokreślony a
teraz z pewnością będę musiała z niej zrezygnować. Nie mam własnego mieszkania,
bo wynajmuję je od ciebie więc będę musiała wrócić do rodziny. No i nici z
moich planów rozwijania kariery. Na dodatek my nawet nie jesteśmy razem. I
myślałam o kupnie własnego mieszkania wyrabiając nadgodziny. Nawet byłam w
banku pytając o szczegóły, a oni oznajmili mi że jak tylko zastawię hipotekę to
to będzie możliwe. Ale teraz? Teraz już z pewnością nie. Poza tym chciałam nacieszyć
się trochę życiem, zwiedzić polskie góry, jechać nad morze. W końcu niczym się
nie martwić, bo moi trzej bracia są już dorośli i praktycznie samodzielni a
mama szczęśliwa. Chciałam zrobić coś dla siebie. A wiesz jak się czuję?- Mówiła
z szybkością karabinu maszynowego tak, że z trudem rozróżniał gdzie skończyło
się ostatnie słowo a zaczęło następnie. Mimo to, choć z opóźnieniem, doskonale
rozumiał jej słowa a raczej ich wyraz. Nie chciała tego dziecka tak samo jak
on, ale to było coś więcej. Mówiła o nim jak o jakiejś niedogodności , o
zniszczonym życiu. Z każdym kolejnym zdaniem serce biło mu coraz szybciej. Nie
to niemożliwe. Sylwia zawsze była praktyczna i wszystko doskonale planowała
bezwzględnie usuwając ze swojej drogi przeszkodę. Ale tej nie dało się tak po
prostu usunąć. A może ona uważała, że…? Poczuł pulsowanie w skroni słysząc jak
bierze głęboki wtedy i mówi:- Dlatego uważam, że powinniśmy…
- Nie!- Niemal krzyknął przerywając jej nie chcąc by wypowiedziała na głos to co właśnie chciała, bo chyba by ją za to znienawidził.- Nie usuniesz tego dziecka jeśli to właśnie zamierzałaś mi powiedzieć.- Powiedział stanowczo z groźbą w oczach. Przez chwilę patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Nie!- Niemal krzyknął przerywając jej nie chcąc by wypowiedziała na głos to co właśnie chciała, bo chyba by ją za to znienawidził.- Nie usuniesz tego dziecka jeśli to właśnie zamierzałaś mi powiedzieć.- Powiedział stanowczo z groźbą w oczach. Przez chwilę patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Oczywiście, że go nie usunę.-
Odpowiedziała bez wahania za to z wielkim oburzeniem co sprawiło mu
niewypowiedzianą ulgę.-Za kogo ty mnie masz?!
- Przed chwilą mówiłaś o ciąży tak jak o
jakimś paskudztwie które zniszczyło ci życie i widoki na świetlaną karierę.
- Nie, próbowałam pokazać ci, że dla
mnie też ciąża nie jest w tej chwili spełnieniem marzeń. Ale nigdy nawet w
myślach nie dopuściłabym do usunięcia ciąży? Uważasz mnie za dzieciobójczynię?
Powinieneś znać mnie już na tyle by to wiedzieć. Poza tym nie mam żadnej
alternatywy, bo aborcja jest w Polsce zabroniona, a nawet gdyby nie była to nie
pozbawiłabym życia niewinnej istoty tylko z powodu swojego błędu. Nigdy nie
usunęłaby swojego dziecka nawet gdyby groziła mi śmierć. Wolałabym już sama
umrzeć gdybym miała dokonać wyboru ja czy ono.
- Przepraszam.- Przyznał czując się
bardzo głupio. Miała rację: jak mógł w ogóle coś takiego podejrzewać?- To z
nerwów. Wiem, że taka nie jesteś. Po prostu…nie mogę w to wszystko uwierzyć.-
Oskar milczał dłuższą chwilę, ona też się nie odzywała. Dopiero po jakichś
dwóch minutach spytał cicho:- Co zamierzasz teraz zrobić?
- Nie wiem.- Odpowiedziała załamana.-
Nie mam pojęcia co mam teraz zrobić. Jak mam ułożyć sobie życie. Gdy myślę o
przyszłości czuję tylko totalna pustkę i potworny strach.- Dodała nie mówiąc,
iż sądziła że gdy przyjdzie tutaj do niego to choć trochę rozjaśni się jej w
głowie, że mimo wszystko on ją pocieszyć tak jak pomógł jej już wiele razy w
przeszłości. Ale spotkało ją wierutne rozczarowanie. Bo Oskar wcale nie mówił,
że będzie dobrze choć byłoby to kłamstwo i
czcze zapewnienie. Nie zaofiarował jej swojego wsparcia, nie przytulił
ani nie stać go było na żaden inny czuły gest chociażby kojące dotkniecie
dłonią jej dłoni. Patrzył tylko posępnie, a jego twarz była zupełnie poważna.
Był tak samo przerażony jak ona. Na dodatek oskarżał ją o chęć pozbycia się
dziecka co było dla niej zawoalowaną obelgą. Chociaż, nie: tak naprawdę pewnie
było tak jak powiedział: po prostu nerwy sprawiły, że nie myślał trzeźwo. Ale
jego ton głosu wyraźnie mówił, że ma do niej żal i czuje niepohamowaną
wściekłość o to, że wpakowała go w tę całą kabałę, a nawet więcej.
Nie chciał tego dziecka.
Wiedziała, że tak było. Może nawet
uważał, że zniszczyła mu życie? Że oczekuje od niego materialnego wsparcia, obecności
w swoim życiu albo małżeństwa? I czy teraz zastanawia się jak ją dyskretnie
spławić? Ale przecież gdy uważał że chce usunąć dziecko ostro zaprotestował.
No, ale w końcu był lekarzem, ratowanie życia było jego naczelną zasadą. Ta
myśl spowodowała że znienacka wstała z krzesła. Nie chciała by sądził, że chce
od niego czegokolwiek. Zwłaszcza nie po tym co między nimi zaszło i jak
skończyła się ich znajomość.
- Ja…ja przyszłam tutaj do ciebie, bo
uważałam że powinieneś wiedzieć o dziecku; nie dlatego że czegoś od ciebie
oczekuję. Poradzę sobie sama nawet jeśli nie będziesz chciał dać mu swojego
nazwiska albo utrzymywać kontaktu. Wiem, że to wszystko wynikło z mojej winy i
mojego zaniedbania dlatego nawet nie będę miała o to do ciebie żadnych
pretensji. Po prostu chciałam byś miał świadomość, że…
- Co ty za głupoty wygadujesz?
Oczywiście, że będę chciał utrzymywać kontakt ze swoim dzieckiem i dać mu swoje
nazwisko. Nie zamierzam zostawić cię samej tylko dlatego, że dziecko nie było
uwzględnione w naszych planach nawet jeśli też nie jestem tym faktem
zachwycony. A teraz usiądź. Powinniśmy się spokojnie nad wszystkim zastanowić.
I nie płacz już.- Rozkazał nieco niezdarnie a już na pewno szorstko, choć bardzo starał się by jego głos zabrzmiał łagodnie.
Ale Sylwii nie tak łatwo przyszło się uspokoić. Zdecydował więc, że w tych warunkach rozmowa jest bezsensowna. Mimo to czekał w ciszy i bez jakiegokolwiek słowa przyniósł jej chusteczki. Przyjęła je z bladym uśmiechem. Potem zdecydował, że powinni jechać do lekarza.
Ale Sylwii nie tak łatwo przyszło się uspokoić. Zdecydował więc, że w tych warunkach rozmowa jest bezsensowna. Mimo to czekał w ciszy i bez jakiegokolwiek słowa przyniósł jej chusteczki. Przyjęła je z bladym uśmiechem. Potem zdecydował, że powinni jechać do lekarza.
Na miejscu okazało się, że muszę trochę
poczekać albo umówić się na wizytę dopiero jutro; Lenarczyk jednak wolał mieć
to wszystko już za sobą. Gdy nadeszła w końcu kolej Kukulskiej chciał nawet
wejść do gabinetu razem z nią, ale ta go od tego powstrzymała. Miał więc
mnóstwo czasu na rozmyślanie i zastanowienie się nad sytuacją.
Fakty były takie, że oboje nie chcieli
tego dziecka. Mieli własne plany zawodowe, oddzielne życia, nie byli nawet
parą. Poza tym Sylwia niczego od niego nie oczekiwała, więc spokojnie mógłby
pozbyć się odpowiedzialności. Ale poza faktami były jeszcze emocje, a przede
wszystkim jedna.
Kochał Sylwię.
Kochał ją i w ciągu czterech ostatnich
tygodni pogodził się z myślą, że to już definitywny koniec ich romansu a także
i przyjaźni; zwłaszcza gdy zamiast Kukulskiej czynsz za mieszkanie wręczyła mu
Daria. Poza tym wyraźnie nie miała ochoty na dalszą znajomość z nim. Właściwie
to doskonale ją rozumiał; po tym jak potraktował ją podczas ich ostatniego
spotkania, po tym jak chciał zmusić do tego by się z nim kochała musiała uważać
go za niebezpiecznego i niezrównoważonego wariata. Kiedyś to nawet powiedziała:
że nigdy nie wie czego może się po nim spodziewać i nigdy też nie uda jej się
go zrozumieć. Nawet nie brała pod uwagę możliwości, że może nim kierować coś
więcej niż zaborczość. Choć może tak było i lepiej? Przecież kochała tego swojego
Maćka. Na razie nie wspomniała, że coś ich ze sobą łączy, ale po tym jak
Drwęcki zerwał z Ingą wszystko się mogło zdarzyć. Chociaż nie, skoro była w
ciąży amory raczej nie były jej w głowie. Czy jednak to wystarczyło by mieć
pewność?
Dziecko.
Nigdy nie myślał o dziecku: a
konkretniej swoim dziecku. Jeszcze gdy był studentem czasami zastanawiał się
nad małymi berbeciami jego i Zuzanny; jednak po tamtym czasie i końcu ich
związku traktował je tylko i wyłącznie w kategoriach abstrakcji. A teraz był
zmuszony to zrobić.
Skłamałby mówiąc, że skacze z radości z
chęci bycia ojcem. Ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej dostrzegał coś
czego nie widział do tej pory.
Dziecko było pomostem. Pomostem, który
nierozerwalnie splótł losy jego i Sylwii. Był dla niego tym, czego przecież
chciał: nadzieją. Bo jego i Kukulską coś łączyło. Nawet jeśli bobas nie do
końca był sposobem jakiego by użył mając wybór, to jednak stało się. I mimo
wszystko to z tego powinien się cieszyć.
Po raz pierwszy od początku tego dnia i
wyznania Sylwii poczuł uczucie zbliżone do ulgi. Tak, to była jego szansa na to
by pokazał Kukulskiej, że w przyszłości może go pokochać tak jak on kocha ją. I
przede wszystkim by zapomniała o Macieju Drwęckim.
Bo on nigdy nie pozwoli na to by związał
się z Sylwią.
Nigdy.
Nigdy.
Jesteś genialna
OdpowiedzUsuńSiedzę i płaczę. Nie wiem jak wytrzymam tydzień czekając na kolejną część. Tak czułam, że Sylwia będzie w ciąży, nawet dużo wcześniej myślałam, że pewnie tak to rozegrasz. I jeszcze jedno, bardzo podobał mi się pomysł na to, żeby szczegółowo przedstawić co działo się z bohaterami, dlaczego postapili tak, a nie inaczej :)
OdpowiedzUsuńO PANIE! Nwm czy cie kochac czy nie bo jesteś naj le psza ale przecież właśnie zrobiłaś mi z tygodnia rok :,(
OdpowiedzUsuńSpokojne, może tak jak ostatnio uda się wstawić coś wcześniej :-)
UsuńI jak tu wytrzymać kolejny tydzień. Jesteś genialna. Już nie moge doczekać się jak rozwiniesz dalej całą akcję. pozdrawiam roksana
OdpowiedzUsuńNie wiem jak to zrobisz, ale błagam Ciebie dodaj, proszę coś szybciej, prosze!!!!!, proszę!!!!!!, proszę!!!!!!!, nie wytrzymam tak długo.....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ania
ps. a co do rozdziału, dawno nie czytałam tak dobrego rozdziału, pięknie pokazałaś mysli bohaterów, ich emocje, portret psychologiczny napisany jak przez zawodowego pisarza.
Gratuluję
Jesteś mistrzynią budowania napięcia! P.S. To takie słodkie, że będą mieli dziecko <3
OdpowiedzUsuńMi też zrobiłaś z tygodnia rok :< akcja pełna napięcia. Nie mogę się doczekać następnej części. Świetnie to rozegralas ;), megi
OdpowiedzUsuńIle planujesz części ? Nie kończ za szybko to genialne opowiadanie :-) tylko teraz jak wytrzymać cały tydzień to jest wyzwanie :-)
OdpowiedzUsuńOjej, ciężkie pytanie. Bo w zeszłym tygodniu miałam taką spinę ze wszystkim (m.in. przez przeziębienie), że chciałam jak najszybciej dokończyć to opowiadanie i odpocząć na trochę od bloga. Ale tak naprawdę to wolałabym trochę jeszcze "pociągnąć" to opowiadanie. Także naprawdę ciężko jest mi powiedzieć, bo jeszcze nie postanowiłam czy wchodzić w szczegóły czy nie.
UsuńPS: I jak pisałam wyżej, postaram się wstawić coś wcześniej.
Właściwie to za tak ciężką pracę którą wkładasz w pisanie tego bloga należałby się odpoczynek :-) przecież Twoi czytelnicy zrozumieją. Chociaż tak naprawdę ciężko wyobrazić sobie jest tydzień bez czytania Twoich opowiadań to byłoby jak ciężki odwyk ;-)
OdpowiedzUsuń