Łączna liczba wyświetleń

piątek, 18 listopada 2016

Miłość jest bliżej niż myślisz, Część XII: Zaskoczenie

Po wyjściu z mieszkania Oskara, Sylwia spędziła na przystanku kilkanaście minut czekając na przyjazd autobusu. Miała więc mnóstwo czasu na to by zastanowić się nad swoją sytuacją, ale z premedytacją nie chciała tego robić. Wciąż nie mogła uwierzyć, że ten sam mężczyzna który kochał się z nią z takim zapamiętaniem jeszcze wczorajszego wieczoru, dziś rano może powiedzieć jej tak bolesne i okrutne słowa zupełnie tak jakby jej…nienawidził? Odruchowo się wzdrygnęła. Tak, pewnie i tak było. Był zazdrosny o jej uczucie do Drwęckiego choć sam jej nie kochał. Na dodatek na samo wspomnienie ich ostatniego pocałunku poczuła jak mrowią jej usta. Choć czy to w ogóle był pocałunek? To był tylko pokaz samczej siły i dominacji, pokaz pogardy i wściekłości niewiele mający wspólnego choćby ze zwykłym uczuciem sympatii. Potraktował ją instrumentalnie, jak jakąś rzecz. Poczuła skurcz obrzydzenia w żołądku. A ona wiele razy kochała się z kimś takim wcześniej.
I to z tak wielką przyjemnością.
Dlatego zamiast to myślała o Maćku. O tym, że leży w szpitalu i być może jest ciężko chory. O tym, że to właśnie jej teraz potrzebował, bo to jej imię wypowiadał. Wbrew opinii Oskara doskonale zdawała sobie sprawę z poczucia beznadziei własnych uczuć. I wcale nie łudziła się, że Drwęcki ją pokocha; w końcu robiła już to przez prawie pięć wcześniejszych lat. W ciągu ostatnich kilku tygodni chyba udało jej się nawet z tym pogodzić. Ale Maciek oprócz tego był przede wszystkim jej przyjacielem. Kimś kto powinien być z nim w tak trudnym momencie. I może dobrze się stało, że odebrała ten telefon przy Lenarczyku. Przynajmniej dzięki temu poznała jego prawdziwe oblicze  i charakter. I z tego powodu nie chciała mieć z nim niczego wspólnego.
Dotarłszy do szpitala, pod wskazany adres Sylwia poprosiła Darię telefonicznie o to by wyszła po nią na recepcję. Ona sama nie miała pojęcia gdzie się udać. Poza tym recepcjonista patrzyła na nią dość sceptycznie. Dobrze wiedziała jak musi wyglądać: w pomiętej bluzce, bez śladu makijażu na bladej skórze, niedopiętej klamerce od pantofla. Na dodatek nie zdążyła związać swoich długich włosów, które teraz przeszkadzały jej wchodząc w oczy przy najmniejszym ruchu.
- Kukułka, jak dobrze że jesteś.- Na jej widok Drwęcka mocno ją objęła. Potem się odsunęła patrząc na młodą recepcjonistkę.- Ewelina, to jest moja przyjaciółka, Sylwia. Na przyszłość wpuszczaj ją tutaj bez zastanowienia i niezbędnych procedur, zrozumiałaś?
- Oczywiście, pani Drwęcka. Przepraszam.- Na taki pokaz oddania, Sylwia trochę się zdziwiła, ale zaraz potem została niemal zaciągnięta do windy. Poza tym już kilka minut później zorientowała się czemu dziewczyna z holu tak miło potraktowała Darię. Bo cała placówka należała do Drwęckich co nawet wcześniej powiedział jej Oskar, choć ona roztrzęsiona jego zachowaniem zupełnie zapomniała o tym fakcie.
A więc to była ta prywatna klinika, której właścicielem był ojciec Macieja, a w której on nie chciał pracować z godną podziwu konsekwencją. Kukulska z podziwem przypatrywała się nieskazitelnie czystym przestrzeniom, ciszy, dużym oknom zza których było widać ogromny park a w nim spacerujących ludzi na wózkach z pielęgniarkami.
- Powiedz mi w końcu co się stało twojemu bratu.- Spytała przyjaciółkę mając ku temu okazję.
- Rozbił się samochodem, mówiłam ci przez telefon. W zasadzie to wszystko jest już dobrze, ale godzinę temu nieźle się wystraszyłam. Tym bardziej że się nie obudził. Dopiero tata powiedział mi, że to normalne i muszę mu dać czas. Ale nie mogłam inaczej. Tak bardzo go kocham. Gdyby coś mu się stało to…
- Cii, już dobrze. Nie myśl już o tym. Najważniejsze, że najgorsze za nami.
- Tak. Dzięki, że tu jesteś.
- Przecież Maciek jest moim przyjacielem.
- Wiem, ale…A co z pracą? Przecież jest już prawie dziewiąta. Zaraz zaczynasz.
- Tak, ale w drodze tutaj już wszystko załatwiłam. Nawet udało mi się to zrobić zupełnie nieinwazyjnie, bo tylko zamieniłam się z koleżanką która miała zacząć urlop od jutra.
- To dobrze.
Kilka minut później, obie kobiety znalazły się pod salą Drwęckiego. Jak zauważyła Sylwia była to sala vipów.
Choć Daria chwilę wcześniej wyjaśniła Kukulskiej, że Maćkowi nic już nie grozi, to jednak na widok jego posiniaczonej twarzy z trudem powstrzymała się od okrzyku przerażenia. Boże, jego twarz wyglądała jak jedna duża fioletowo czerwona plama. Siniaki znajdowały się pod prawym okiem i prawie całej brodzie, na nosie widniała sporej szerokości szrama. Do tego na łuku brwiowym miał przynajmniej trzy a może i nawet cztery szwy; nie mogła tego od razu sprawdzić bo tego nie wytrzymała. Poczuła jak pieką ją oczy. Usiadła na krzesełku obok biorąc do ręki bardzo ostrożnie jego dłoń. Chciało jej się płakać, ale wiedziała że powinna być silna.
Została z nim aż do pierwszej po południu przerywając czuwanie tylko przez kilka minut gdy Daria kazała jej zjeść zakupioną przez nią jagodziankę. Ale Sylwia prawdę mówiąc nie miała na nią ochoty. W ogóle nie chciała czegokolwiek jeść choć tego dnia od rana nie miała niczego w ustach. Ale jak mogła to robić gdy Maciek był w takim stanie? Z trudem wmusiła siebie pół kubka kawy.
Drwęcki odzyskał przytomność nieco po piętnastej, choć było to spowodowane bólem nogi i skończeniem się kroplówki w której rozpuszczony był przeciwbólowy lek. Gdy zobaczył przy sobie niewyraźną postać stłumił chęć do wydania jęku spowodowanego ponowną falą bólu.
- Sylwia?- Wyszeptał cicho rozpoznając długie czarne włosy swojej przyjaciółki.
- Obudziłeś się? Tak się cieszę.- Uśmiechnął się, choć nawet ten gest spowodował kolejny napływ bólu, gdy spierzchnięte i suche wargi pękły w przynajmniej kilku miejscach. Starał się jednak nie zwracać na to uwagi.
- Przyszłaś.
- Oczywiście, że tak. Nie mogłabym zostawić cię w tej chwili.- Słysząc to przymknął na moment oczy czując jak spływa na niego spokój i ulga.
- Tęskniłem za tobą.
- Ja za tobą też.- Odpowiedziała mu czując pod powiekami łzy. Tym razem jednak pozwoliła im spłynąć.
- Hej, nie płacz. Zawsze szczyciłem się tym, że nigdy nie doprowadziłem żadnej kobiety do płaczu.- Roześmiała się przez łzy mocniej ściskając jego dłoń. Dopiero wtedy otrzeźwiała.
- Jej, powinnam zawołać twoją rodzinę. Daria niemal wydreptała tu dziurę, a twój tata mimo dzisiejszego dyżuru wciąż tu zagląda. I była tu też twoja mama z Mateuszem. I przynajmniej dwie pielęgniarki…
- Zostań, nie chcę teraz tłumu ludzi.- To wyznanie ucieszyło Sylwię, ale nie mogła przestać myśleć o tym, że wśród tych wymienionych osób nie było Ingi. A przecież była narzeczoną Maćka. 
- W takim razie dobrze, zostanę. Choć jestem na ciebie bardzo zła.
- Na mnie?
- Tak. Jak mogłeś prowadzić tak nieostrożnie? Już wiele razy w przeszłości upominałam cię za twoją brawurę.
- Nawet nie wiesz jak dobrze jest znów słyszeć twoje wyrzuty. Nigdy bym nie pomyślał, że będę za tym tęsknił.
- Próbujesz udobruchać mnie komplementem, odwracając kota ogonem. Ale gdy tylko wyzdrowiejesz mój panie, to porozmawiamy sobie inaczej.
- O matko, już się boję.- Zażartował czując się nagle bardzo szczęśliwy. Tak bardzo jej potrzebował, aż do tej chwili sam dziwiąc się jak bardzo. Ich przedostatnia i ostatnia rozmowa odeszła w zapomnienie; albo też celowo oboje udawali, że jej nie było. Miło było przekomarzać się tak jak dawniej, poddawać troskliwej opiece komuś komu na tobie zależy zupełnie bezinteresownie. I Drwęcki w pełni to doceniał. Zwłaszcza gdy poświęciła mu prawie cały następny dzień. Właściwie to po operacji mógł wrócić do domu, ale z powodu zerwanego wiązadła i naprawienia go operacyjnie musiał przez kilka dni leżeć nieruchomo. A jego ojciec wiedział, że nie wymusi tego na nim w inny sposób jak tylko gdy będzie leżał w szpitalu. I choć się skarżył, właściwie nie miał na co narzekać. Jako syn właściciela mógł liczyć na specjalne traktowanie. Poza tym klinika ojca była dumą tego typu placówek w Polsce. Nawet szpitalne jedzenie było bardzo smaczne, a pielęgniarki miłe. Ale mimo to…
Mimo to to miejsce przypominało mu przed czym uciekał.
Obowiązek. 
Tradycja. 
Rodzina.
A on tego wcale nie chciał. Na samą myśl o przejęciu pozycji ojca w takiej placówce czuł lodowaty dreszcz przebiegający mu po całym ciele. Nie chciał być lekarzem. Nigdy tego nie chciał choć od najmłodszych lat zamiast zdalnie sterowanych samochodzików lub helikopterów jemu kupowano medyczne akcesoria i interaktywne gry do zabawny w lekarza. Rodzina podczas świąt śmiała się gdy zakładał miniaturowy fartuch lekarki i plastikowy stetoskop a ojciec z dumą go wówczas przytulał mówiąc, że rośnie w nim kolejne pokolenie znakomitych lekarzy. A jemu chodziło przecież tylko o miłość i zrozumienie.
To nie znaczy jednak, że ojciec mu tego odmawiał, skądże. Poświęcał mu i siostrze tak wiele czasu jak tylko mógł. Tyle, że miał go bardzo niewiele. Nic tak go nie pochłaniało jak jego praca. Jako nieliczni pracujący w medycznej branży jego zajęcie wynikało z autentycznej pasji i zamiłowania do chirurgii. Może to dlatego czynił to z taki powodzeniem, który wpływał na jego prestiż i sławę ciągnąca się na całe Mazowsze a nawet i kraj. Ale Maciek był ulepiony całkiem z innej gliny: lubił przygodę i wrażenia, lubił zgłębiać tajniki wiedzy o człowieku ale nie w taki sposób jak ojciec. Jego interesowała psychika ludzi, czynniki jakie ją kształtują, wybory. To pewnie dlatego nie mając innego wyjścia, zmuszony presją zadowolenia własnego ojca wybrał dziedzinę medycyny która najbardziej temu odpowiadała. Neurochirurgię. Tyle, że to tak jakby mężczyzna marzący o karierze wojskowego miał zostać policjantem. Albo kaskader strażakiem, a facet który świetnie programował naprawiał komputery. Wiedza teoretyczna o mózgu i jego chorobach go nie interesowała; jego pasją była psychologia, podłoża pewnych zachowań czy dewiacji oraz praktyczne sposoby ich leczenia. Ale mimo to ciągnął studia dalej. Nawet wtedy gdy odwiedzał go od tego Oskar.
Znali się już od liceum, ich ojcowie byli nawet najlepszymi przyjaciółmi, więc często też gościli w swoich domach. Z tego też powodu Lenarczyk doskonale zdawał sobie sprawy z presji jaka ciąży na Maćku. Drwęcki zawsze uważał, że jak na swój młody wówczas wiek Oskar widzi bardzo dużo. Może to z powodu tego co stało się z jego bratem? Nie miał pojęcia, ale to nie było ważne. Ważne było to, że dostrzegał więcej niż inni. A więc to, że jego eskapady które w najbardziej łagodnym eufemizmie można było traktować jako ryzykowne, są niczym innym jak próbą ucieczki i wołaniem o pomoc. Starał się więc uświadomić przyjacielowi, że ma prawo pokierować swoim życiem jak chce a jego ojcu nic do tego. Że za kilka lat będzie potwornie niezadowolony z drogi którą obrał i nawet jeśli zostanie lekarzem i być może znajdzie w tym nawet jako takie spełnienie to nigdy nie będzie szczęśliwy. Ale był jeden problem: on nie był tak silny jak Oskar.
On nie potrafiłby odciąć się całkowicie od rodziców, którzy opłacali mu studia i badania; którzy kupili mieszkanie w stolicy i łożyli na utrzymanie na więcej niż dobrej stopie. On nie kazałby własnemu ojcu wypieprzać z jego życia nawet we własnych myślach. I tego mu (Oskarowi) zazdrościł.
A potem była ta historia z Zuzanną; Maciek sądził że teraz ich role się odwrócą, że będzie miał szansę na pocieszenie Oskara pokazanie mu, że wszystko nie jest takie proste jak jemu się wydaje. Prowokując, przypomniał mu nawet jego własne słowa: „No, to teraz zobaczymy jaki jesteś odważny. Idź i powiedz swojemu ojcu żeby spadał na szczaw po tym jak odebrał ci dziewczynę, a potem ja zrobię to samo. I dopiero wtedy ośmielaj się dawać mi rady.” Ale i wtedy kumpel go zaskoczył. Już następnego dnia wyprowadził się z domu, pakując swoje rzeczy i samochód i przeprowadzając się do stolicy. Zerwał jakiekolwiek kontakty ze swoim rodzicem; nawet nie zjawił się na jego ślubie z Zuzanną (czego akurat Maciek nie miał mu za złe; pewnie byłoby dla ich całej trójki nieco niezręczne). Sam ciężko pracował i studiował neurochirurgię dalej, a gdy Drwęcki na prośbę pana Lenarczyka, ojca Oskara próbował na niego wpłynąć kazał mu się nie wpieprzać.
W ten sposób ich drogi powoli się rozchodziły, Oskar stał się dla niego obcy i zupełnie niezrozumiały; na dodatek miał wiele cech których tamten mu zazdrościł: konsekwencję, żelazny upór, wytrwałość. I miał coś jeszcze. Coś czego on nigdy nie będzie miał.
Mianowicie: pasję.
On nie został lekarzem bo chcieli tak jego rodzice, bo był zły na ojca, bądź też chciał go zadowolić. On skończył studia medyczne, bo mógł godzinami czytać o rdzeniu kręgowym i jego chorobach, interesował się nowinkami ze świata neurochirurgicznego czasami wręcz go tym zanudzając. I celująco wypadał na stażu podczas gdy on z Mateuszem i innymi stażystami tylko dobrze. Jako jedyny został dopuszczony do operacji na otwartym mózgu, choć nigdy dotąd tego nie robiono z udziałem zwykłych stażystów. A choć na egzaminie lekarskim uzyskał mniej punktów od niego, to miał znacznie bogatszą wiedzę praktyczną. Maciek mu tego zazdrościł, bo on wiele by dał za to by pokochać neurochirurgię, by zadowolić ojca. Z czasem jego zazdrość przerodziła się w rozżalenie, aż do tamtej pamiętnej rozmowy a raczej kłótni podczas których ich drogi rozeszły się definitywnie. A kilka tygodni później Oskar wyjechał dokształcać się za granicą.
I w zasadzie nie utrzymywali już kontaktów.
Maciek dopiero teraz doszedł do wniosku, że po wielu latach czas wreszcie skorzystać z rady byłego przyjaciela. Zresztą, powinno być już łatwiej, zwłaszcza jak powiedział o tym Indze. Po drugiej i zażartej kłótni zwróciła mu pierścionek nazywając niedojrzałym emocjonalnie dupkiem z którym straciła najlepsze lata swojego życia. No cóż, właściwie to miała rację. Był dupkiem. Słabym, mało asertywnym facetem który przez całe życie próbował zadowolić swojego ojca a nie siebie. Ale koniec z tym. Gdy tylko wróci do domu powie mu prawdę. I przestanie być tchórzem.
- Sylwia, powinna już iść do domu.- Z rozmyślań wyrwała go Daria.- Jak wróci z łazienki powiedz jej to.
- Niby jak? Już próbowałem, ale ona nie chce.
- Więc powiedz jej, że masz jej dość czy jak. Siedzi tu od samego rana a jest przecież niedziela.
- I co z tego? Mnie się to podoba.
- Ale mnie nie. Wczoraj zjadła zaledwie jakieś jabłko i mało co mi nie zemdlała w drodze do domu. Dziś też wygląda trochę blado.
- Tak myślisz?
- A ty, co ślepy jesteś?
- Szybko straciłaś do mnie współczucie.
- Skoro sam jesteś sobie winien w tym wypadku to się nie dziw.- Przerwali rozmowę gdy nadeszła Kukulska. W ręku trzymała owocowy sok.
- Schodząc na dół do łazienki przy okazji wstąpiłam obok. Kupiłam dla ciebie sok w bufecie.- Odezwała się do Maćka odkręcając butelkę.- Może i szpital jest świetnie zorganizowany, ale za to piekielnie w nim drogo. Wiecie, że za tę buteleczkę zapłaciłam prawie siedem złotych? Musicie zasugerować swojemu ojcu zmiany: inaczej bufet po prostu splajtuje- Roześmiała się.
- No cóż, to prywatna placówka w której leżą same snoby; poza tym Drwęccy lubią zdzierać nosa.- Oparł jej żartobliwie pacjent. A potem widząc wymowne spojrzenie Darii zwrócił się do swojej przyjaciółki:- Posłuchaj, może wrócisz już do domu? Dochodzi szósta, a przecież jutro pracujesz.
- Przecież jest jeszcze wcześniej.
- Ale Daria chce już wracać do domu. Będziesz mogła wrócić taksówką razem z nią, a nie włócząc się autobusami.
- W komunikacji miejskiej nie ma nic złego.
- Ale ja liczyłam, że ugotujesz mi coś dobrego na kolację.- Wtrąciła się Daria.
- I tak zazwyczaj jesz jakiś jogurt.
- Ale…
- Siostra, zostawisz nas samych ?
- Ale ja…
- Daria, proszę.- Drwęcka westchnęła.
- Dobra.- A potem posłała mu spojrzenie mówiące: tylko jej nie przekonasz do wyjścia a złamię ci drugą nogę.
- Sylwia, jesteś zmęczona. Nie sądzisz że powinnaś już wrócić do domu?
- Ale przecież zostaniesz tu sam.
- Pielęgniarki często do mnie zaglądają. W końcu jestem vipem.
- Tak, ale to nie to samo.
- Mi wystarczy. Masz cienie pod powiekami, a ja nie jestem aż tak obłożnie chory być musiała tak przy mnie czuwać.
- Trzeba było powiedzieć, że masz mnie dość a nie bawisz się w jakieś gładkie słówka.- Ofuknęła go żartobliwie.
- No trudno, skoro już wiesz to przynajmniej nie muszę się kryć.- Roześmiał się, a potem ona do niego dołączyła. Potem spojrzał na nią bacznie widząc w jej oczach coś dziwnego. Jakby…smutek? Zmartwienie?- Wszystko u ciebie w porządku?
- Tak, dlaczego pytasz?
- Bo masz smutne oczy.
- Oczy nie mogą być smutne, głuptasie.
- Twoje są. – Spoważniała.
- Jeśli już to z twojego powodu. Napędziłeś mi wielkiego stracha.
- Tylko dlatego?- Spytał a ona z trudem zmusiła się do uśmiechu. Pomyślała o Oskarze i ich przedwczorajszej kłótni. Od tamtej pory w ogóle się do niej nie odzywał ani w żaden sposób nie kontaktował. Nie znaczyło to, że tego chciała; ale chodziło przecież o zwykłą przyzwoitość. Mógł nawet wysłać komórką wiadomość, że chociaż przeprasza. A tak pożegnali się jak najwięksi  wrogowie.- Sylwia?
- Tak, dlatego. Może jeszcze z powodu pracy: teraz mamy dość gorący okres, bo firma zdobyła kilku paru klientów, a więc więcej firm do sprawdzenia i zbadania. Dla mnie oznacza to pracę w terenie i użeranie się z jakimiś wszechwiedzącymi dyrektorami finansowymi, nadętymi prezesikami, czy zatajającymi fakty księgowymi chcące chronić interes i wizerunek przedsiębiorstwa. I na dodatek potem muszę to wszystko szczegółowo opisać.
- Na pewno?
- Tak.- Zapewniła go trochę naginając prawdę. Miała nadzieję, że jego pytania nie wynikają z faktu iż wie od siostry o niej i Oskarze. Ale przecież nawet jeśli tak było to nie miał szansy wiedzieć, że definitywnie zakończyli przed dwoma dniami romans.- A co z tobą?
- To znaczy?
- To znaczy, że zauważyłam że odwiedzili cię nawet kuzyni drugiego stopnia, ale nie…ona.-  Oboje doskonale wiedzieli kim była owa ona.
- Rozstaliśmy się. Tamtej nocy przed wypadkiem zerwała zaręczyny.
- Och, przykro mi.- O dziwo naprawdę tak było. Nie czuła ekscytacji pomieszanej z wyrzutami sumienia kiedy on i Inga rozstali się na poważnie po raz pierwszy. Zaraz potem uderzyło ją jednak coś innego.- Czy to dlatego prowadziłeś potem jak wariat?
- Nie, może trochę. Chodziło o coś zupełnie innego. O to jak wielkim jestem tchórzem.
- Co?- Odruchowo przypomniała sobie słowa Lenarczyka który opisał Maćka w taki sam sposób nawet kilkakrotnie używając tego określenia. Nawet podczas ich ostatniej rozmowy.
Zakochałaś się w ładnej buzi słabego i tchórzliwego człowieka, który frustrację ze swojego życia zwalcza popełniając ryzykowne eskapady.
- Sylwia, ja…ja popełniłem w życiu wiele błędów. Ale głównym był fakt, że nie potrafiłem sprzeciwić się swojemu ojcu.- Drwęcki westchnął ciężko.- To on chciał bym został lekarzem, choć ja nigdy nawet tego nie rozważałem. A potem ugiąłem się i poszedłem na studia medyczne.
- Więc nie kochasz neurochirurgii?
- Tak, a nawet więcej: nie cierpię jej. W dniu wypadku powiedziałem o tym Indze. Wyznałem, że chcę rzucić pracę w szpitalu. Początkowo się ucieszyła sądząc, że w końcu zajmę miejsce w tej klinice która należy do mojego ojca, ale gdy wyjaśniłem jej, że chcę zacząć budować się od nowa nie była zadowolona. Wściekła się nazywając mnie emocjonalnym chłopcem niszczącym swoje życie w imię niezrozumiałego impulsu. Do dziś zastanawiam się co to niby miało znaczyć.- Silił się na żart.
- Jesteś absolutnie pewny swojej decyzji?
- Tak, choć jeszcze nikomu oprócz ciebie i Ingi tego nie mówiłem. Nawet Darii.- Gdy nic nie powiedziała spytał:- I co o tym myślisz?
- Prawdę mówiąc to nie mam pojęcia. Znamy się już tyle lat, sądziłam że jesteśmy przyjaciółmi a nawet nie wiedziałam o tak ważnej rzeczy.
- Nikomu o niej nie mówiłeś.
- Poza Oskarem.- Wymsknęło jej się.
- Tak, poza nim. – Przyznał.- Skąd o tym wiesz?
- Powiedział mi kiedyś coś czego wówczas nie rozumiałam, ale teraz już tak.- Wyjaśniła enigmatycznie teraz zdając sobie już sprawę co Lenarczyk miał na myśli prowokując ją swoimi uwagami.

(…) zapamiętaj sobie, że Maciuś jest bezwolnie posłuszny swojemu tatusiowi, który kazał mu poślubić Ingę i zostać lekarzem, więc nawet gdyby chciał zrobić coś innego jest tak zaślepiony, że nie potrafi się przestawić na coś innego. (…) Poza tym nie rozumiem co ty w nim widzisz: jest totalnie nieuporządkowany i boi się wyzwań. Do szpiku kości poprawny i nigdy nie postąpiłby wbrew woli rodziców bodaj ich nie rozczarować mimo, że w ten sposób niszczy swoje życie.

- No cóż skoro nie cierpisz medycyny to powinieneś zrobić tak jak podpowiada ci serce.- Odpowiedziała nie chcąc przywoływać z pamięci innych wspomnień tego co mówił jej Oskar. Bo to ostatnie wciąż sprawiało jej ból.
- Też doszedłem do tego samego wniosku. Uważam, że siedziałem w tym bagnie już przez wiele lat.- Zrobił krótką pauzę.- Wiedziałem, że zrozumiesz.
- Hej, już udało ci się przekonać Sylwię do wyjścia?- Rozmowę Drwęckiego i Kukulskiej przerwało ponowne nadejście Darii. Oboje spojrzeli na siebie z lekkim rozbawieniem.
- Tak, Maciek mnie przekonał. Powiedział, że ma mnie dosyć.- Puściła mu oko tak, żeby Daria tego nie spostrzegła.
- Właśnie. Teraz w samotności się wyśpię. Dziękuję ci Sylwia.- Dodał ciepłym tonem. Wiedziała, że nie miał na myśli tego iż zostawia go samego, ale to co powiedziała podczas ich wcześniejszej rozmowy. Za akceptację.
- Nie ma za co. Przyjdę jutro po pracy i dokończymy naszą rozmowę.
Przez kilka następnych dni Sylwia po pracy odwiedzała Maćka aż do czasu opuszczenia przez niego szpitala, czyli następnego piątku. Dla Kukulskiej te wizyty były męczące, ale mimo to sprawiały dużo radości. Zdawała sobie sprawę jak Drwęckiemu musi być teraz ciężko, choć  gdy zdecydował się rzucić pracę lekarza, wydawał się być spokojniejszy. Nadal jednak zwlekał z powiedzeniem o wszystkim ojcu. Ten, na razie był wobec niego opiekuńczy. Wyrozumiale podchodził do ekscesu syna sądząc, że jego wypadek samochodowy był spowodowany zerwanymi zaręczynami z Ingą. Nie martwił się jednak: byli razem od wielu lat i zdarzały im się mniejsze czy większe kłótnie. Nawet wówczas gdy Maciej nie chciał się  z nią zaręczyć. I proszę: trochę perswazji i już kilka tygodni później pojawił się u niej z pierścionkiem w dłoni. Teraz też się pogodzą. Niepokoiła go tylko rosnąca zażyłość tej całej Sylwii z jego synem. Znał ją ze słyszenia; jej imię wielokrotnie przewijało się podczas jego rozmów z córką Darią. Wiedział też, że była odpowiedzialną i skromną dziewczyną która podczas studiów bardzo wspierała Darię. Ale jej przyjaźń z Maćkiem? O tym nie miał pojęcia. Na dodatek jego syn wyraźnie dobrze czuł się w jej obecności, a gdy przychodziła z wizytą na jego twarzy od razu wypływał uśmiech. A może tak mu się tylko wydawało. W końcu znali się od wielu lat i jeśli coś mogłoby między nimi się wydarzyć to już by się wydarzyło, zdecydował całkowicie się uspokajając.
W sobotę, Sylwia zdecydowała się w końcu odwiedzić mamę i młodszych braci. Czuła wyrzuty sumienia, bo nie robiła tego od prawie trzech miesięcy. Nie chciała zwalać wszystkiego na romans z Oskarem, choć tak było najłatwiej. Dopiero teraz przypomniała sobie ich wycieczce która miała odbyć się dokładnie tydzień temu. I o tym jak cieszyła się jak dziecko na samą myśl o wycieczce rowerowej. Odgoniła od siebie te wspomnienia, bo to co wiązało się z Lenarczykiem nie było zbyt przyjemne. Na dodatek wczoraj minął termin spłaty kolejnej raty za czynsz, którą powinna mu zapłacić. To dawało jej wymówkę by go odwiedzić, ale ona tego nie chciała. Gdyby chociaż ją przeprosił, dumała w myślach. Gdyby wyraził skruchę; nawet nie za to jak postrzega jej uczucie do Maćka, ale za to jak okrutne były jego słowa, za to jak wymusił na niej tamtej brutalny pocałunek chociaż wcale tego nie chciała. Za to, że okazał się być draniem tak jak mówił. I ona miałaby teraz iść do jego mieszkania wręczając mu pieniądze? Nie mogła tego zrobić, dlatego korzystając z wymówki wyjazdu do rodzinnego domu tym razem kazała załatwić sprawę Darii. Ta jednak była tym wyraźnie zaskoczona.
- Ja mam do niego iść? Przecież to ty miałaś zajmować się płatnościami.
- Wiem, ale teraz nie mogę. Za godzinę mam pociąg. Nie zdążę, a nawet jeśli to z tą torbą podróżną będzie mi niewygodnie. Swoją część zostawiam na stoliku w moim pokoju.
- Jej, najwyżej zrobisz to w poniedziałek.
- I tak spóźniłyśmy się z płatnością. Nie chcę żeby miał do nas pretensje.
- Nie będzie miał. Zadzwoń do niego. Poza tym przecież się przyjaźnicie.
- Już nie.
- Co?
- To co słyszałaś. Miałaś rację: to był głupi pomysł żeby cokolwiek z nim zaczynać.
- Czekaj, czekaj. To znaczy, że już nie jesteście razem?
- Tak, choć właściwie nigdy nie byliśmy. Dobra, muszę już lecieć.
- Czekaj, musisz mi wszystko opowiedzieć. Kiedy to się stało?
- Daria, nie mam czasu. Porozmawiamy po moim powrocie.- Kukulska jeszcze przez jakiś czas musiała odpierać pytania swojej ciekawskiej przyjaciółki, ale zrobiła to z trudem, byleby tylko uzyskać od tamtej obietnicę spłaty kolejnej raty czynszu.
Wchodząc do domu była zaskoczona  zmianami jakie w nim zaszły: mama podczas telefonicznej rozmowy wspomniała co prawda o sprzedaży części gruntów, które należały się w spadku jej i jej dzieciom, ale mimo to nowe regały i meble w kuchni oraz wielka szafa w przedpokoju zbiła ją z tropu. A jeszcze bardziej tort i jej dwóch braci trzymających w dłoniach małe prezenty. Roześmiany Darek (choć w dzieciństwie bracia byli identyczni i nadal tacy byli, to jednak dorastając zaczęli inaczej się ubierać i nosić inne fryzury, dzięki czemu z łatwością mogła ich teraz odróżnić) odezwał się do niej pierwszy.
- To dla ciebie siostrzyczko. Za to ciągłe suszenie głowy i dbanie o nas.- Poczuła łzy w gardle widząc to wszystko. Uśmiechnięta mama, Jarek który studiował informatykę i odniósł nawet znaczący sukces w ogólnopolskim konkursie programistów choć kończył dopiero pierwszy rok, pracujący Darek chwalący się zdjęciem swojej dziewczyny Zosi. A w stolicy Sebastian, szczęśliwie studiujący i pracujący, mający Darię…choć nie wiadomo co z tego wyjdzie. I ona, biegły rewident wielkiej firmy audytorskiej. Jeszcze kilka lat temu to wszystko wydawało jej się być szczytem marzeń.
- Hej, Jaro Sylka chyba po raz pierwszy zaniemówiła, co?
- Chyba tak. Muszę to sobie zapisać. Chociaż to jakaś anomalia. Coś jakby śnieg na pustyni.
- Och wy. Nic się nie zmieniliście.- W końcu udało jej się wykrztusić po kolei ściskając każdego z bliźniaków. Potem podeszła do matki mocno ją przytulając.- Dziękuję za to miłe przywitanie, choć moje urodziny były już jakiś czas temu.
- Tort upiekła mama z nagrodę za twój awans w pracy. – Odpowiedział jej Darek.
- Ale przecież to było już kilka ładnych tygodni temu.- Zauważyła.
- Tak, ale od tamtej pory nas nie odwiedziłaś.- Choć w głosie jej brata, tym razem Jarka, nie słychać było żadnego wyrzutu, to jednak Kukulska poczuła go w swoim sercu.
- Jarek, bez takich. Doskonale wiesz, że Sylwia musiała pracować dużo ciężej, bo i w terenie. I miała z pewnością wiele pracy i nauki nowych obowiązków, prawda córeczko?- Nie była w stanie skłamać matce, więc tylko się uśmiechnęła.
Jakiś czas później śmiali się i gawędzili jak za dawnych czasów zajadając się smacznym ciastem i popijając sok. Sylwia z radością słuchała opowieści mamy o jej planach zrobienia rabatki warzywno- owocowej w ogródku, bo od czasu gdy zaczęła pracować na pół etatu miała masę wolnego czasu. Jarek z kolei dumą mówił o swoich planach stażu w znanej firmie informatycznej, a Darek chwalił się dobrze wykonanym remontem.
- Sam odnowiłem kuchnię.- Mówił z dumą.
- Naprawdę?- Spytała sceptycznie Sylwia.- Nie powiedziałabym, że jesteś taki dokładny. Pewnie kogoś wynająłeś i podczas nieobecności mamy i brata wykonał za ciebie pracę, co?
- No wiesz, co? Świetnie znam się na budowlance.
- Tak właściwie to możesz mieć rację, Syla.- Głos zabrała mama.- Gdy zajmował się obróbką ścian ja byłam w pracy a Jarek na uczelni.
- No wiecie co?- Powtórnie zaczęli się śmiać oprócz lekko urażonego Darka. – Zamiast się ze mnie wyśmiewać lepiej powiedz coś o sobie i swoim życiu prywatnym może ja się z ciebie pośmieję. Spotkałaś w końcu tego swojego księcia z bajki?- Nic nie powiedziała nagle spuszczając wzrok i czując się bardzo dziwnie. Poczuła jak pieką ją policzki; żołądek zacisnął się w taki supeł że prawie zebrało jej się na wymioty a całe ciało zrobiło się zimne. Musiała na chwilę wyjść na zewnątrz.
- Przepraszam was na chwilę. Muszę zadzwonić. Na śmierć zapomniałam o…o czymś niezmiernie ważnym. – Bez dalszych wyjaśnień wstała od stołu i wyszła na schody. Zdążyła jeszcze usłyszeć jak Jarek beszta Darka za jego głupią uwagę. A ona sama nie bardzo mogła zrozumieć co tak bardzo ją zdenerwowało. I dlaczego wciąż pamiętała tamte gniewne słowa Oskara choć przecież nie powinna. Przez to tylko z powrotem zaczęły ją dręczyć dawne kompleksy. Czuła się mała i nic nie znacząca, czuła jakby dała się mu wykorzystać choć wcale przecież tak nie było bo to ona wyszła z inicjatywą nawiązania romansu. Ale tamte słowa sugerowały coś innego. Na samo wspomnienie krew napływała jej do policzków.
- W porządku córeczko?- Uśmiechnęła się słysząc po kilku minutach samotności to pytanie. Tutaj nikt nie zostawiłby jej samej sobie.
- Tak mamo.- Odpowiedziała jej z uśmiechem patrząc prosto w oczy. Nadal jednak nie do końca doszła do siebie.
- Wciąż go kochasz, prawda?
- Hm?
- Tego chłopaka, który przyjechał z twoją przyjaciółką w dniu pogrzebu ojca. Jej starszego brata.
- Och, masz na myśli Maćka? Tak, kocham go.- Nie dodała, że akurat teraz myślała o Lenarczyku. Dopiero wypowiadając te słowa na głos zrozumiała, że się zdradziła.- Ale skąd ty…?
- Skąd wiem?- Pani Kukulska posłała córce trochę melancholijny uśmiech.- Bo mam oczy i bardzo sprawnie się nimi posługuję. Bo znam swoją ukochaną córeczkę i umiem rozpoznać każdą jej emocję. Skrzywdził cię?
- Nie, oczywiście że nie. Miał wypadek.
- Coś mu się stało? Dlatego się smucisz?
- Nie, to nie tak.
- Więc? Ustalił datę ślubu z narzeczoną?
- Skąd o tym wszystkim wiesz?- Spytała zaskoczona. Szybko jednak zrozumiała.- No tak, Sebastian.
- Tak, on też wie. Choć mówił mi, że spotykałaś się z jakimś chłopcem.
- Właściwie to nie, Piotrek był tylko kolegą z pracy. Ale Os…- Urwała w połowie wypowiadania imienia Lenarczyka. Co innego rozmawiać z własną matką o uczuciach, a co innego mówić jej że nawiązała krótki romans z mężczyzną którego aktualnie nawet nie lubiła. Tego z pewnością by nie zrozumiała. Była staroświecką kobietą, bardzo poważnie podchodzącą do spraw damsko-męskich i zawsze to wpajała swoim dzieciom. Gdyby wyznała jej, że zachowała się sprzecznie z uczonymi regułami bardzo by ją rozczarowała. Inna sprawa, że nie miała ochoty mówić o Oskarze. Trudno było jej o nim myśleć, a co dopiero rozmawiać.
- Ale?
- Nic ważnego, mamo.
- Na pewno? Wiesz, że jeśli potrzebujesz wsparcia i chęci wygadania się to jestem do twojej dyspozycji. Nikt tak cię nie zrozumie jak własna matka.
- Wiem, mamo. I bardzo cię kocham.- Ponownie przytuliła rodzicielkę ku własnemu zaskoczeniu czując pod powiekami łzy.
- Ja też cię kocham Sylwio. I bardzo jestem z ciebie dumna. Bardzo. Ze wszystkich moich dzieci. To jedyne czego nie żałuję w życiu.
- Sądzisz, że tata gdzieś tam na górze też tak myśli?
- Oczywiście, też bardzo was kochał. Tyle, że okazał słabość załamany chorobą. Niektórzy mówią, że prawdziwego człowieka poznajemy po tym, jak znosi cierpienie. Ja nie do końca się z tym zgadzam, bo znaczyłoby to że Sławek był nieodpowiedzialnym, beztroskim facetem, dla którego bardziej liczył się kieliszek niż rodzina i praca. Ja wolę myśleć, że był po prostu słaby. Za słaby psychicznie żeby przez to przejść. Żałuję, że nie pozwolił sobie pomóc…że ja nie byłam na tyle silna by pomóc tylko po prostu czekałam aż…A przecież on to wiedział, musiał wiedzieć. To jeszcze bardziej go załamało. - Głos pani Kukulskiej zabrzmiał bardzo słabo, a oczy podejrzanie się zaszkliły. Sylwia na ten widok ciężko przełknęła ślinę również czując, że zbiera jej się na płacz. Ostatnio zrobiła się bardzo emocjonalna.
- Mamo…- Zaczęła dotykając swoją dłonią jej ramienia, ale starsza z pań pokręciła głową.
- Nic nie mów, nie chciałam się rozkleić. Chciałam tylko dodać, że teraz z pewnością gdzieś tam na górze Sławomir jest szczęśliwy ze szczęścia wszystkich swoich dzieci.- Jeszcze przez jakiś czas siedziały tak razem objęte delikatnie się kołysząc.
Kukulska spędziła w domu resztę weekendu decydując się na powrót do stolicy w niedzielny wieczór. Daria zaprosiła akurat Sebastiana, co tylko trochę zaskoczyło Sylwię. Nadal ciężko było jej zaakceptować przyjaciółkę i brata jako parę. Zwłaszcza gdy Drwęcka zerwała z Igorem.
Początkowo trochę posiedzieli razem na sofie; jej brat wypytywał ją o to co słychać w rodzinnym domu, jak radzą sobie bracia i mama. Bardzo się ucieszył, gdy przywiozła spory kawałek tortu który mama upiekła specjalnie dla niej. Od razu kazał jej nawet ukroić sobie porcję. A gdy oznajmiła, że rodzina upiekła go specjalnie dla niej i nie musi tego robić udał że się na nią obraził. Potem zaczęli oglądać telewizję.
Tuż przed dziesiątą postanowiła się wykąpać i uszykować ubrania na jutrzejszy dzień w pracy. Ale zanim wyszła Daria powiedziała jej, że załatwiła sprawę czynszu. Sylwia miała ochotę zapytać ją czy Oskar pytał o nią, ale zaniechała tego. Nawet nie z powodu obecności Sebka; po prostu nie powinno jej to obchodzić. Tyle, że obchodziło. I nie miała pojęcia dlaczego.
Następne dni znów spędzała na odwiedzinach Maćka, który wciąż trenował w domu chorą nogę i potwornie, jak sam to określał, się nudził.
- Tylko twoje wizyty sprawiają mi jako taką radość.- Skomentował to nawet w czwartkowe popołudnie.
- Co oznacza ten epitet „jako taką”?
- Już zapomniałem jaka potrafisz być drobiazgowa.- Roześmiał się.
- No cóż, jedna z moich wielu wad.- Wzruszyła ramionami. Maciek przypatrywał się jej przez chwilę jej twarzy: wyglądała na bardzo zmęczoną, cienie pod powiekami sięgały prawie kości policzkowych przez co oczy zdawały się być bardzo małe. Wydawała mu się nawet wymizerniona, ale to mogła być wina czarnych ubrań które dziś miała na sobie. A może to właśnie dlatego tak mu się wydawało? Nie, z pewnością coś musi być z nią nie tak. Zdecydował się pogadać o tym przy najbliższej okazji z Darią. Sama Kukulska gdy to zrobił tylko go zbyła mówiąc, że wyolbrzymia jej stan.- Nie zrobiłam makijażu, to pewnie dlatego.- Potem dodała z pozornie groźną miną;- I jesteś bardzo nietaktowny mówiąc mi to. Wiem, że traktujesz mnie jak kumpla, ale mówiąc coś takiego innej kobiecie dostałbyś po pysku.
- Czy słowo przepraszam i trochę czekolady leżącej na stoliku wystarczy aby cię udobruchać?
- Nie, dziękuję za czekoladę.- Odpowiedziała mu szybko. Już od jakiegoś czasu jakiekolwiek słodkości wywoływały u niej rewolucje żołądkowe i mdłości.
- To dobrze, będzie więcej dla mnie.
- Świnia.
- Ale przynajmniej szczera. Możesz mi podać?
- Ha, i teraz prosisz mnie o przysługę? Typowy facet.- Nie po raz pierwszy tego popołudnia się roześmiał; i nie po raz pierwszy zrobił to za sprawą Sylwii. Odkąd we wtorek wyznał jej, że powiedział prawdę swojemu ojcu o jego prawdziwych odczuciach co do swojej przyszłości w medycynie, starała się jak mogła podnosić go na duchu i próbując rozbawić. Co prawda rozmowa z ojcem nie przebiegła tak źle jak mógłby się tego spodziewać Maciej. Ale nie łudził się, że stało się tak dlatego że ojciec zrozumiał. Bo było wręcz przeciwnie: najwyraźniej sądził, że jego decyzja jest chwilową fanaberią. W końcu neurochirurgia była dziedziną której poświęcił prawie jedną trzecią część życia. Miałby to teraz zaprzepaścić zaczynając od nowa i to z jakąś psychologią? Śmiechu warte. Ale Maćka od jakiegoś czasu nurtowało coś jeszcze.
Zastanawiał się co Kukulska do niego czuje.
Teraz wydawało mu się, że tamtej rozmowie przed jubilerem gdy wyznawała mu miłość nigdy nie było; że ta śmiejąca się i pewna siebie dziewczyna kpiąca sobie z niego i drażniąca się z nim nie mogła go kochać. Bo i niby jak skoro zachowywała się zupełnie naturalnie? Nawet nie próbowała flirtować a przecież wiedziała że rozstał się z Ingą (za którą swoją drogą niespecjalnie tęsknił) i mogła sobie na to pozwolić. A przede wszystkim nie nawiązywała do tamtego epizodu.
Tyle, że...no właśnie: wcześniej też wydawało mu się że łączy ich przyjaźń, a potem ona ni z gruchy ni z pietruchy mówi mu, że go kocha.
Nie kocham cię tak jak przyjaciółka, ale tak jak kobieta kocha mężczyznę.
Czasami czuł przemożną pokusę nawiązania do tego wyznania, za każdym razem ją zwalczając. Bał się. Nie wiedział jednak czy tego, że powie iż już go nie kocha czy wręcz przeciwnie. Czyżby był więc psem ogrodnika jak większość mężczyzn? Prawdopodobnie, choć nigdy nie nazwałby siebie próżnym.
- Trzymaj te swoje czekoladki.- Powiedziała Kukulska stawiając talerzyk ze słodkościami na krzesełku niedaleko niego.
- Dziękuję.- Odparł biorąc do ust pierwszy kęs. Od dziecka był łasuchem i uwielbiał słodkości.- Prawdziwe pyszności choć nie umywają się do twoich ciast.
- No ja myślę.- Przez dłuższą chwilę milczeli w czasie gdy on gryzł czekoladkę.
- W poniedziałek wyjeżdżam.
- To znaczy?
- Na rehabilitację. Do Krakowa, ponoć jakiś specjalista w przywracaniu zdolności nogom w takim przypadku jak mój.
- Nie obraź się, ale czy to nie lekka przesada? Przecież właściwie ścięgno zostało tylko naderwane, nie było nawet konieczności usunięcia rzepki czy powtórnej operacji wiązań krzyżowo-żebrowych.
- Powiedz to mojemu ojcu. Ja też jestem bardzo zadowolony z obecnej rehabilitantki.
- Więc czemu się zgodziłeś? Znów uległeś jego presji?
- Ależ skąd. Po prostu sam uznałem, że taki wyjazd mi się przyda. Muszę pomyśleć, Sylwia. Przemyśleć parę spraw, zrozumieć gdzie jestem i dokąd chcę zmierzać. Trochę się już w tym wszystkim pogubiłem. Niespełniona praca, zerwane zaręczyny, ten wypadek…to trochę mnie przytłoczyło. Muszę znów spojrzeć na swoje życie z dystansu. Może to mi pomoże zrozumieć czego tak naprawdę pragnę.
- Na jak długo wyjeżdżasz?
- Krótko. Dwa trzy tygodnie; góra miesiąc w zależności jak będzie prezentować się moja noga. Prawdę mówiąc mam już dość kuśtykania.
- Daj spokój, przynajmniej urosły ci muskuły.- Zażartowała.
- A poprzednio było z nimi coś nie tak?
- Właściwie to nie. Są nawet większe od…
- Od?
- Od większości mężczyzn.- Dokończyła, bo prawie wyznała mu, że ma większe bicepsy niż Oskar. A przecież tą uwagą zrozumiałby, że coś musiało między nimi zajść a tego nie chciała. Ostatnio odważyła się porozmawiać o tym z Darią, która wyznała jej, że zgodnie z jej wcześniejszą prośbą nie mówiła o niczym ani swojemu, ani jej bratu.
- Podobają ci się?- Na chwilę zbił ją z tropu tym pytaniem. To był wyraźny flirt. Spojrzała Drwęckiemu w oczy chcąc coś z nich wyczytać, ale to co zobaczyła…nie spodobało się jej. Czym prędzej odwróciła wzrok.
- Muszę skoczyć do łazienki.- Skłamała.- Zaraz wracam.
Wiedziała, że zachowuje się jak tchórz. Na dodatek bardzo tchórzliwy tchórz, ale nic nie mogła na to poradzić. Po prostu ona sama gubiła się już we własnych odczuciach. Kochała Maćka, wciąż go kochała, ale związek z Oskarem wszystko zniszczył. Teraz jej uczucie wydawało jej się być głupie i bezsensowne za co była wściekła na Lenarczyka. W końcu to co mówił o jej uczuciu udzieliło się i jej. Zwłaszcza po romansie. Skłamałaby gdyby wyznała, że za nim nie tęskniła…a może jednak nie? Może tęskniła tylko za namiętnością i pożądaniem; za uczuciem jakie czuła gdy ją wypełniał, obejmował czy całował? Jej ciało, poznając smak fizycznej miłości, szybko się od niej uzależniło. Tyle, że nie mogła zapomnieć tamtych gorzkich słów; kontynuowanie ich romansu w takich warunkach byłoby niemożliwe. Poza tym nie mogła dać rządzić sobą swoim pragnieniom i niskim pobudkom. Za jakiś czas ta pustka gdy budziła się rano minie i zapomni o Lenarczyku całkowicie. A raczej o jego ciele…
Nie, znów myślała tylko o seksie. Teraz miała ochotę się roześmiać na samo wspomnienie swojego pierwszego razu i myśli jakie ją potem ogarnęły: jak sądziła, że jest zimna, że to jest przereklamowane. A w tej chwili jedyne czego pragnęła to poczuć gorące palce na swojej skórze, usta na obojczyku, dotyk szorstkiego zarostu na szyi i policzkach…tyle czy na pewno Oskara? Może po prostu tak łatwiej jej było o tym myśleć. Może wolała się przyznać do tego iż tęskni za facetem który nią pogardza niż faktu, że stała się niewolnicą własnych pragnień i brakuje jej miłości fizycznej w ogóle?
Dlatego, z powodu natłoku myśli które sprawiały jej duży problem oddawała się pracy z powodzeniem biorąc się za rozpracowanie jednej dużej korporacji, która była prawdziwym wyzwaniem z powodu biurokracji, licznych niekontrolowanych zmian i nieuporządkowanych papierach księgowych. Na dodatek jej dyrektor co się okazało był młodym mężczyzną zaledwie po dyplomie licencjackim, który przejął wielką firmę po niespodziewanej śmierci rodziców. Sylwia nie omieszkała mu delikatnie zasugerować, że jeśli nie zamierza wpędzić ja w ruinę to powinien zatrudnić kogoś do pomocy. A ten młokos ośmielił się z nią flirtować pytając czy ona jest wolna. Pytanie miało oczywiście dwuznaczny podtekst który ją zirytował. Chłopak był co najwyżej w jej wieku, tępy jak prawy but (albo i lewy; właściwie nigdy nie widziała w tym różnicy) i bez zażenowania gapił się w okolice jej klatki piersiowej jakby po raz pierwszy widział człowieka płci żeńskiej chyba naiwnie myśląc, że w ten sposób wygląda prowokującą i męsko. Co za idiota. W połączeniu tych obu czynników potraktowała go wręcz z lodowatym profesjonalizmem uprzejmie informując, że radziłaby mu jak najszybciej znaleźć kogoś kto potrafiłby doprowadzić firmę do ładu aż nastąpi czas do wydawania opinii. Bo wówczas nie będzie taka przyjemna.
- Daj spokój, Sylwia. Przecież wszystko można załatwić ugodowo.
- Czyżby panie Michulski?- Posłała mu chłodne spojrzenie podkreślając słowo „pan”. Bo jakim prawem zwracał się do niej po imieniu jakby byli kolegami?- Obawiam się, że to tak nie działa. PWG wystawia profesjonalne opinie, które oddają stan rzeczywisty danej firmy. Marka była budowana przez wiele lat i zapewniam, że nie z powodu krętactw czy oszust. Dlatego udam, że nigdy nie usłyszałam tej ostatniej uwagi. A teraz żegnam.
- Do widzenia. I dziękuję za radę. Na pewno skorzystam.
Po tym ostatnim spotkaniu była wyczerpana. Wiedziała, że nie powinna brać nadgodzin, ale nie mogła inaczej. W mieszkaniu krzątała się tylko praktycznie codziennie coś odkurzając albo latając ze ścierką tak, że Daria zaczęła już z niej pokpiwać. Poza tym co za różnica czy pracowała osiem czy dziesięć godzin dziennie? Dodatkowe pieniądze jej się przydadzą. A głowa zajęta myślami nie będzie przypominała o tym o czym chciała zapomnieć. No i Maciek miał w poniedziałek wyjechać do Krakowa…albo już w niedzielę by znaleźć się w Krakowie następnego dnia? Zdaje się, że trochę niedokładnie go słuchała.
Po dotarciu do mieszkania prawie padała z nóg. Stopy bolały ją od wysokich szpilek (teraz zastanawiała się po jaką cholerę tak długo uczyła się w nich chodzić skoro są piekielnie niewygodne), w głowie czuła tępe pulsowanie, a w gardle miała nieprzyjemny posmak. Kiedy ona w ogóle ostatnio coś jadła? Chyba jogurt na śniadanie, bo w przerwie na lunch nie mogła niczego przełknąć; było jej potwornie niedobrze. Przez moment poczuła zaniepokojenie; może się zatruła albo jest na coś chora? Odepchnęła jednak te nieprzyjemne myśli od siebie. Nie, wszystko jest z nią w porządku.
Tyle, że w ciągu następnych dni zaczęła coraz bardziej przekonywać się, że wcale nie miała racji. Prawie każdego ranka walczyła z nudnościami; przed głową w kiblu ratował ją łyk gorącej zielonej herbaty na czczo. Tyle tylko, że dwa razy nie zdążyła tego zrobić i wymiotowała. A choć jadła bardzo mało jej żołądek wykazywał zdumiewającą zdolność w pozbywaniu się nawet wszelkiego rodzaju płynów. No i jej piersi, które zwykle ładnie kryły się w staniku o rozmiarze C, teraz z ledwością z niego nie wyskoczyły. Poczuła przerażenie widząc się podczas ubierania w lustrze. Ale to przecież było niemożliwe, powtórzyła sobie w myślach po raz kolejny. Przecież brała tabletki. Nie mogła być…
Mdłości zaskoczyły ją w najmniej odpowiednim momencie. Biegiem rzuciła się do łazienki nie zważając na to, że była tam Daria biorąca poranny prysznic. W końcu przez kabinę była niewidoczna. A potem prowizorycznie ścisnęła jedną dłonią swoje długie włosy by uchronić je od możliwości ubrudzenia. Będzie musiała ściąć tę wieczną zawadę, pomyślała gdy ostatnia torsja minęła. Mimo to dla pewności odczekała jeszcze chwilkę.
- Sylwia, co się z tobą dzieje?- Nawet nie zauważyła kiedy przestała słyszeć szum dochodzący spod prysznica, a tym bardziej Darii, która tylko owinięta w ręcznik leciutko dotykała dłonią jej ramienia. – Kochana, proszę powiedz mi że to nie to o czym myślę.
- To nie to o czym myślisz.- Powiedziała Kukulska.
- Serio?
- Nie mam pojęcia.
- Więc po co to powiedziałaś?
- Przecież sama o to prosiłaś.- Sylwia podniosła się z klęczek sięgając do szafki po pastę. Musiała jak najszybciej umyć zęby.
- Kukułka, nie błaznuj. Sypiałaś z nim?
- Z kim?
- Z Oskarem a z kim?
- Naprawdę jesteś taka naiwna czy to pytanie retoryczne?
- Nie jestem naiwna. Po prostu nie sądziłam, że wy…Boże, jak mogłaś z nim…
- Normalnie, mam ci opisać ze szczegółami ile razy i w jakiej pozycji? Sądziłaś, że nocując u niego trzymaliśmy się za rączki?
- Nie, jasne że nie po prostu chyba wolałam się nad tym nie zastanawiać i nie myśleć, ale…Jesteś w ciąży?- Spytała wprost Drwęcka. Słysząc to, Sylwia czuła jak spina jej się całe ciało. Do tej pory unikała tej myśli, tego słowa nawet we własnych myślach, ale teraz dłużej nie mogła.- O Boże, jesteś. I to dlatego Oskar cię zostawił: dowiedział  się o dziecku prawda?
- Przecież już ci mówiłam, że nie ma żadnego dziecka, to znaczy nie wiem czy nie ma. Tak więc jeśli nawet tak jest to Oskar nie ma o niczym pojęcia. Poza tym zabezpieczyłam się, brałam tabletki. Nie sądzę by to była wina ciąży. Może to zatrucie. To znaczy na pewno.- Z uporem wyciskała pastę do zębów na szczoteczkę, a jej głos drżał jak liść. Sama nie wierzyła w to co mówi. Do tej pory śmieszyły ją twierdzenia, że kobieta wie kiedy jest brzemienna, bo mówi jej o tym jej ciało. No cóż, Sylwia nie słyszała żadnych podszeptów od swojej łydki czy brzucha, ale po prostu miała tą pewność. Czuła, że nosi dziecko. Nawet jeśli pozornie wydawało jej się to być niemożliwe.
- Miałaś okres?- Dopytywała znów Daria, a gdy Kukulska milczała powtórzyła- Pytam czy krwawiłaś?
- Tak…to znaczy nie, nie wiem.- Dała sobie spokój z tą przeklętą szczoteczką. Jaki sens było martwić się teraz nieświeżym oddechem gdy jej całe życie ulegało zmianom?-  Miałam lekkie plamienie i w ogóle zaburzony cały cykl, ale to się podobno zdarza na początku terapii antykoncepcyjnej jaką stosowałam.
- Co brałaś?- Sylwia wymieniła nazwę leku.- To dobre tabletki, ale wymagają rygorystycznego zażywania. Nawet pół godziny robi różnicę.
- Ale ja brałam je regularnie, każdego wieczoru o osiemnastej. Miałam nawet ustawiony specjalny budzić.
- Nawet gdy nocowałaś u Oskara?
- Jasne, że tak. Przecież mnie znasz, nie jestem jakąś piętnastolatką która sypia z facetem bez zabezpieczenia naiwnie licząc na to, że nie zajdzie w ciąże. Brałam je codziennie.
- Dobra, nie ma co gdybać i zwlekać; ogarnij się trochę a ja pójdę po test ciążowy.
- Nie!- Odruchowo zaprotestowała Sylwia czując jak robi jej się niedobrze. I to wcale nie z powodu zbliżających się wymiotów.
- Tylko tak rozwiejesz swoje wątpliwości. Musisz wiedzieć na czym stoisz, Sylwia.
Kwadrans, przez który nie było Darii był jednym z najgorszych piętnastu minut w życiu Sylwii. A jeszcze gorszy był następny gdy postępując zgodnie ze wskazówkami na badaniu czekała pojawienia się upragnionej jednej kreski. Ale niestety pojawiły się dwie.
Była w ciąży.
A raczej w czarnej dupie.
Z wrażenia straciła władzę w nogach ześlizgując się plecami na podłogę dzięki oparciu o łazienkowe drzwi. Schowała twarz w dłoniach. Nie płakała. Po prostu chciała się schować i zniknąć.
Drwęcka pocieszała ją tak jak tylko mogła wciąż paplając o tym, że wszystko się jakoś ułoży, że to nie koniec świata, że jako jej przyjaciółka będzie zawsze mogła na nią liczyć. Że za dziewięć miesięcy a raczej jeszcze wcześniej będą spacerować wózkiem z małym berbeciem a ona zostanie jego matką chrzestną; że Oskar na pewno jej pomoże i wiele innych głupot.
A Sylwia milczała.
Milczała zastanawiając się jak pieprzone dwie kreski mogą tak bardzo zmienić człowiekowi życie. Bo Daria nic nie rozumiała.
Nie rozumiała tego, że nic się nie ułoży bo ona będzie musiała zmienić mieszkanie. Nie zrobi tego jednak z powodu braku pieniędzy co szybko nastąpi uwzględniając konieczność zwolnienia się z pracy, więc na ten wózek spacerowy nie będzie jej nawet stać. A przede wszystkim, że Oskar  może nie być tak skory do pomocy jak sądziła Drwęcka. W końcu Kukulska twierdziła, że się zabezpieczyła. Doskonale pamiętała jak podczas ich pierwszego stosunku zamierzał użyć prezerwatywy a ona go powstrzymała mówiąc, że nie musi tego robić. A teraz miała swoje „nie musi”. „Nie musi” które nazywa się dziecko.
Przez cały następny tydzień biła się z myślami zastanawiając się co powinna zrobić. Wiedziała, że musi powiadomić Lenarczyka, ale nie miała pojęcia jak to zrobić.
Bała się.
Bała się, że się na nią wścieknie, że powie coś co ją zrani, że każe jej się wynosić zwalając winę na tę całą sytuację tylko na nią. A najgorsze będzie to, że  będzie miał rację. Daria tłumaczyła jej, że tak czy inaczej musi to zrobić, bo przynajmniej nie będzie dręczyła jej niepewność. Poza tym twierdziła, że znając obowiązkowość Oskara to na pewno nie zostawi jej na lodzie. Ale ona nie znała całej prawdy; nie wiedziała że Sylwia zapewniła go iż to ona stosuje antykoncepcję więc on nie musi. Ale co jej wtedy strzeliło do głowy by go powstrzymywać? Przecież, jak mawiają, przezorny zawsze ubezpieczony. Wtedy dziecka na pewno by nie było.
Dlatego wciąż zwlekała ignorując swój problem i każąc też milczeć Darii. Nie chciała by wygadała o jej ciąży nawet Sebastianowi.
Dopiero w następnym tygodniu, gdy minęły prawie dwa tygodnie od zrobionego przez nią testu ciążowego zebrała się na odwagę.
Podczas drogi do mieszkania Oskara nie potrafiła powstrzymać drżenia rąk ani guli w gardle; w środku coś skręcało jej wnętrzności a gardło miała wyschnięte na wiór. Co chwila popijała w autobusie mineralną wodę, której z powodu ściśniętego gardła ledwie nie wypluwała. Ale i tak potem powtarzała wszystko od początku.
Znajdując się nad klatką schodową Lenarczyka miała ochotę jeszcze stchórzyć. Może nie ma go w domu, może powinna  najpierw zadzwonić i uprzedzić o swojej wizycie a nie wpadać bez zapowiedzi, może…Boże, od kiedy stała się takim tchórzem? Drżącymi palcami nacisnęła dzwonek domofonu, a słysząc lekko zniekształcony głos Oskara pytający: kto tam, przymknęła na moment oczy.
- To ja, Sylwia. Mogę wejść? Sądzę, że powinniśmy porozmawiać.- Nic nie odpowiedział. Przez moment bała się, że jej nie wpuści, ale zaraz usłyszała charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi. Znalazła się w środku budynku. A potem mieszkaniu Oskara.
- Co się stało, że tu przyszłaś?- Spytał ją na wstępie gdy tylko przekroczyła próg korytarza. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo pragnął by tu przyszła. Choćby nawet tylko po to by go zwymyślać czy zabrać resztę swoich drobiazgów. Tak cholernie za nią tęsknił, choć wiedział że nie ma do tego żadnego prawa. A tym bardziej by ją odwiedzić. Gdy to Daria zjawiła się u niego oddając pieniądze za czynsz z olbrzymim trudem nie zapytał jej o Kukulską. Miał szczęście, że przez ostatni miesiąc obrona pracy dyplomowej zajęła mu większość czasu. Inaczej pewnie już dawno przyszedłby pod drzwi jej mieszkania. By nie katować swojej głowy natłokiem myśli wrócił do rzeczywistości. –Sylwia?- Powtórzył jej imię. I choć patrzył na nią bardzo krótko zdołał wyłapać kilka zmian. Przede wszystkim była blada i zmizerniała. Musiała stracić z jakieś cztery albo i nawet pięć kilo, bo sweterek który dawniej układał się na jej ciele niczym druga skóra teraz spływał luźno po żebrach i biodrach. Włosy związała w byle jaki kok na czubku głowy z którym o dziwo wyglądała bardzo twarzowo. A jej oczy pozbawione były swojego zwyczajnego blasku. Czemu tak wyglądała? Co było tego przyczyną? I najważniejsze, dlaczego mimo to wydawała mu się tak bardzo piękna?
- Jak mówiłam wcześniej, musimy porozmawiać. Choć muszę cię ostrzec: to nie będzie przyjemny temat.- Ledwie powstrzymał się przed ironicznym pytaniem czy bierze może ślub z Maćkiem; od ich wspólnego znajomego Mateusza którego spotkał przypadkowo na ulicy dowiedział się, że Drwęcki zerwał zaręczyny z Ingą. Tak więc Sylwia miała wolne pole do popisu. Kto wie, może Drwęcki w końcu użył swojego rozumu i zrozumiał jakim skarbem jest dla niego Kukulska?
- W takim razie poczekaj; chodźmy do kuchni. To doskonałe miejsce na to by ogłosić smutną nowinę.
- Ja mówię poważnie. Nie czas na żarty.- Praktycznie miała łzy w oczach i z emocji drżał jej głos gdy niepewnie siadała na krześle. Zmarszczył brwi. Żeby wyprowadzić ją z równowagi trzeba było czegoś naprawdę mocnego.
- Co się więc stało?- Spytał bez cienia kpiny patrząc jej prosto w oczy.
- Bo ja…ja jestem w ciąży, Oskar.- O cię w życie, to z pewnością było mocne. Tak, że zastanawiał się czy się nie przesłyszał.
- Słucham?
- Będziemy mieli dziecko.
- Ale jak…?- Spytał po dłuższej chwili nie potrafiąc wyjść z osłupienia i przez to wyartykułować jakiegoś pytania.- To znaczy, przecież się zabezpieczałaś.
- Nie mam pojęcia. Naprawdę to nie moja wina, choć pewnie moja ale nie zrobiłam tego celowo. I to nie była kwestia zaniedbania, bo ja codziennie brałam tę tabletkę o tej samej godzinie już z miesiąc przed tym jak my…to znaczy jak zaczęliśmy ze sobą sypiać. I przepisał mi je ginekolog, mówił że są prawie stuprocentowo skuteczne i…
- Robiłaś już test?- Przerwał jej bezsensowną paplaninę czując jak zimny dreszcz przebiega mu po plecach. Bo przypomniał sobie jak po ich pierwszej nocy odwiedził Kukulską a Daria była wówczas w swoim pokoju. A potem Drwęcka usłyszała końcówkę ich rozmowy o pieczeniu, a Sylwia skłamała że chodziło o gardło. Co odpowiedziała jej wtedy przyjaciółka?
Hm, widocznie jeszcze się nie wykurowałaś. W końcu dwa tygodnie temu nieźle się przeziębiłaś.
Dwa tygodnie temu. A ona brała środki antykoncepcyjne od miesiąca jak powiedziała co miało zapobiec ciąży. Ale choroba a raczej towarzyszące jej objawy takie jak wymioty czy biegunka mogły spowodować niewchłonięcie się części dawki, co skutkowało nieskutecznością tabletek. Ale pewnie o tym ta niedoświadczona dziewica którą wówczas była, nie wiedziała. Poczuł palącą złość na samą myśl o jej ignoranci i o jego głupocie. Jak mógł zaufać w kwestii zabezpieczenia kobiecie która właściwie jeszcze nią wtedy nie była? Przecież takiej wiedzy nie wypijało się z mlekiem matki, trzeba było doświadczenia. A Sylwia może i miała dwadzieścia siedem lat, ale ze sprawami seksu była zaznajomiona nie lepiej niż obecnie przeciętna nastolatka. Zaklął pod nosem doskonale zdając sobie sprawę, że płacz nad rozlanym mlekiem nic tu nie da. Starał się więc myśleć racjonalnie.- Byłaś u lekarza?-  Zadał kolejne pytanie zaledwie sekundę po poprzednim, bo cała kaskada myśli, która wówczas przyszła mu do głowy przelatywała po zwojach mózgowych z szybkością błyskawicy.
- Tak robiłam test i nie, nie byłam jeszcze u lekarza.
- Boże…- Z wrażenia Oskar usiadł na krzesełku. Prawda dopiero teraz zaczęła do niego docierać. Dziecko? Jego dziecko? Serio? Milczał nie mając pojęcia co powinien teraz powiedzieć ani co czuje. Jedyne co był w stanie teraz odczuwać to rozchodzącą się po całym ciele gęsią skórkę. I złość. Ale nie na nią: nie na Jaskółkę. Raczej na całą tę sytuację która wydawała mu się być patowa. Przecież on nie chciał być ojcem. Owszem, kiedyś tam w bliżej nie określonej przyszłości tak, ale nie za dziewięć miesięcy!
- Powiedz coś.- Usłyszał w końcu jej głos i zrozumiał, że tępo wpatrywał się w blat stołu.
- Nie mam pojęcia co.- Odpowiedział szczerze. Potem przeniósł na nią wzrok.- Jesteś pewna?- Widząc jej grymas zrozumiał jak głupie pytanie zadał.- Tak, jasne że jesteś co ja plotę.
- Tak, choć od niedawna. Nawet mając nudności nie chciałam przyjąć do wiadomości oczywistą prawdę.
- Kiedy zyskałaś pewność?
- Dwa tygodnie temu zrobiłam test.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?- Był lekko zirytowany.
- Nie wiedziałam jak to zrobić.
- Teraz jakoś sobie poradziłaś.- Warknął, nie mogąc się powstrzymać. Sam już nie wiedział na kogo był zły, na siebie czy na nią. A może na kaprys losu który nagle postanowił, że mają zostać rodzicami?
- Oskar, ja naprawdę tego nie chciałam. Nie planowałam tego jeśli tak myślisz. Mnie też zawalił się cały świat.- Tym razem na pewno widział w jej oczach łzy. Głos stał się zupełnie płaczliwy. Zrozumiał, że niechcący swoim zachowaniem i tonem tylko ją przestraszył. I nawet ten fakt zezłościł go jeszcze bardziej. Dlaczego nie mógł po prostu się zamknąć i powiedzieć jej, że wszystko się jakoś ułoży? Zwłaszcza, że była coraz bardziej zdenerwowana o czym świadczyło jej gadulstwo gdy kontynuowała:- Jeszcze niecałe cztery miesiące temu miałaś świetną pracę w której mnie awansowali i wręczyli umowę na czas nieokreślony a teraz z pewnością będę musiała z niej zrezygnować. Nie mam własnego mieszkania, bo wynajmuję je od ciebie więc będę musiała wrócić do rodziny. No i nici z moich planów rozwijania kariery. Na dodatek my nawet nie jesteśmy razem. I myślałam o kupnie własnego mieszkania wyrabiając nadgodziny. Nawet byłam w banku pytając o szczegóły, a oni oznajmili mi że jak tylko zastawię hipotekę to to będzie możliwe. Ale teraz? Teraz już z pewnością nie. Poza tym chciałam nacieszyć się trochę życiem, zwiedzić polskie góry, jechać nad morze. W końcu niczym się nie martwić, bo moi trzej bracia są już dorośli i praktycznie samodzielni a mama szczęśliwa. Chciałam zrobić coś dla siebie. A wiesz jak się czuję?- Mówiła z szybkością karabinu maszynowego tak, że z trudem rozróżniał gdzie skończyło się ostatnie słowo a zaczęło następnie. Mimo to, choć z opóźnieniem, doskonale rozumiał jej słowa a raczej ich wyraz. Nie chciała tego dziecka tak samo jak on, ale to było coś więcej. Mówiła o nim jak o jakiejś niedogodności , o zniszczonym życiu. Z każdym kolejnym zdaniem serce biło mu coraz szybciej. Nie to niemożliwe. Sylwia zawsze była praktyczna i wszystko doskonale planowała bezwzględnie usuwając ze swojej drogi przeszkodę. Ale tej nie dało się tak po prostu usunąć. A może ona uważała, że…? Poczuł pulsowanie w skroni słysząc jak bierze głęboki wtedy i mówi:- Dlatego uważam, że powinniśmy…
- Nie!- Niemal krzyknął przerywając jej nie chcąc by wypowiedziała na głos to  co właśnie chciała, bo chyba by ją za to znienawidził.- Nie usuniesz tego dziecka jeśli to właśnie zamierzałaś mi powiedzieć.- Powiedział stanowczo z groźbą w oczach. Przez chwilę patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Oczywiście, że go nie usunę.- Odpowiedziała bez wahania za to z wielkim oburzeniem co sprawiło mu niewypowiedzianą ulgę.-Za kogo ty mnie masz?!
- Przed chwilą mówiłaś o ciąży tak jak o jakimś paskudztwie które zniszczyło ci życie i widoki na świetlaną karierę.
- Nie, próbowałam pokazać ci, że dla mnie też ciąża nie jest w tej chwili spełnieniem marzeń. Ale nigdy nawet w myślach nie dopuściłabym do usunięcia ciąży? Uważasz mnie za dzieciobójczynię? Powinieneś znać mnie już na tyle by to wiedzieć. Poza tym nie mam żadnej alternatywy, bo aborcja jest w Polsce zabroniona, a nawet gdyby nie była to nie pozbawiłabym życia niewinnej istoty tylko z powodu swojego błędu. Nigdy nie usunęłaby swojego dziecka nawet gdyby groziła mi śmierć. Wolałabym już sama umrzeć gdybym miała dokonać wyboru ja czy ono.
- Przepraszam.- Przyznał czując się bardzo głupio. Miała rację: jak mógł w ogóle coś takiego podejrzewać?- To z nerwów. Wiem, że taka nie jesteś. Po prostu…nie mogę w to wszystko uwierzyć.- Oskar milczał dłuższą chwilę, ona też się nie odzywała. Dopiero po jakichś dwóch minutach spytał cicho:- Co zamierzasz teraz zrobić?
- Nie wiem.- Odpowiedziała załamana.- Nie mam pojęcia co mam teraz zrobić. Jak mam ułożyć sobie życie. Gdy myślę o przyszłości czuję tylko totalna pustkę i potworny strach.- Dodała nie mówiąc, iż sądziła że gdy przyjdzie tutaj do niego to choć trochę rozjaśni się jej w głowie, że mimo wszystko on ją pocieszyć tak jak pomógł jej już wiele razy w przeszłości. Ale spotkało ją wierutne rozczarowanie. Bo Oskar wcale nie mówił, że będzie dobrze choć byłoby to kłamstwo i  czcze zapewnienie. Nie zaofiarował jej swojego wsparcia, nie przytulił ani nie stać go było na żaden inny czuły gest chociażby kojące dotkniecie dłonią jej dłoni. Patrzył tylko posępnie, a jego twarz była zupełnie poważna. Był tak samo przerażony jak ona. Na dodatek oskarżał ją o chęć pozbycia się dziecka co było dla niej zawoalowaną obelgą. Chociaż, nie: tak naprawdę pewnie było tak jak powiedział: po prostu nerwy sprawiły, że nie myślał trzeźwo. Ale jego ton głosu wyraźnie mówił, że ma do niej żal i czuje niepohamowaną wściekłość o to, że wpakowała go w tę całą kabałę, a nawet więcej.
Nie chciał tego dziecka.
Wiedziała, że tak było. Może nawet uważał, że zniszczyła mu życie? Że oczekuje od niego materialnego wsparcia, obecności w swoim życiu albo małżeństwa? I czy teraz zastanawia się jak ją dyskretnie spławić? Ale przecież gdy uważał że chce usunąć dziecko ostro zaprotestował. No, ale w końcu był lekarzem, ratowanie życia było jego naczelną zasadą. Ta myśl spowodowała że znienacka wstała z krzesła. Nie chciała by sądził, że chce od niego czegokolwiek. Zwłaszcza nie po tym co między nimi zaszło i jak skończyła się ich znajomość.
- Ja…ja przyszłam tutaj do ciebie, bo uważałam że powinieneś wiedzieć o dziecku; nie dlatego że czegoś od ciebie oczekuję. Poradzę sobie sama nawet jeśli nie będziesz chciał dać mu swojego nazwiska albo utrzymywać kontaktu. Wiem, że to wszystko wynikło z mojej winy i mojego zaniedbania dlatego nawet nie będę miała o to do ciebie żadnych pretensji. Po prostu chciałam byś miał świadomość, że…
- Co ty za głupoty wygadujesz? Oczywiście, że będę chciał utrzymywać kontakt ze swoim dzieckiem i dać mu swoje nazwisko. Nie zamierzam zostawić cię samej tylko dlatego, że dziecko nie było uwzględnione w naszych planach nawet jeśli też nie jestem tym faktem zachwycony. A teraz usiądź. Powinniśmy się spokojnie nad wszystkim zastanowić. I nie płacz już.- Rozkazał nieco niezdarnie a już na pewno szorstko, choć bardzo starał się by jego głos zabrzmiał łagodnie. 
Ale Sylwii nie tak łatwo przyszło się uspokoić. Zdecydował więc, że w tych warunkach rozmowa jest bezsensowna. Mimo to czekał w ciszy i bez jakiegokolwiek słowa przyniósł jej chusteczki. Przyjęła je z bladym uśmiechem. Potem zdecydował, że powinni jechać do lekarza.
Na miejscu okazało się, że muszę trochę poczekać albo umówić się na wizytę dopiero jutro; Lenarczyk jednak wolał mieć to wszystko już za sobą. Gdy nadeszła w końcu kolej Kukulskiej chciał nawet wejść do gabinetu razem z nią, ale ta go od tego powstrzymała. Miał więc mnóstwo czasu na rozmyślanie i zastanowienie się nad sytuacją.
Fakty były takie, że oboje nie chcieli tego dziecka. Mieli własne plany zawodowe, oddzielne życia, nie byli nawet parą. Poza tym Sylwia niczego od niego nie oczekiwała, więc spokojnie mógłby pozbyć się odpowiedzialności. Ale poza faktami były jeszcze emocje, a przede wszystkim jedna.
Kochał Sylwię.
Kochał ją i w ciągu czterech ostatnich tygodni pogodził się z myślą, że to już definitywny koniec ich romansu a także i przyjaźni; zwłaszcza gdy zamiast Kukulskiej czynsz za mieszkanie wręczyła mu Daria. Poza tym wyraźnie nie miała ochoty na dalszą znajomość z nim. Właściwie to doskonale ją rozumiał; po tym jak potraktował ją podczas ich ostatniego spotkania, po tym jak chciał zmusić do tego by się z nim kochała musiała uważać go za niebezpiecznego i niezrównoważonego wariata. Kiedyś to nawet powiedziała: że nigdy nie wie czego może się po nim spodziewać i nigdy też nie uda jej się go zrozumieć. Nawet nie brała pod uwagę możliwości, że może nim kierować coś więcej niż zaborczość. Choć może tak było i lepiej? Przecież kochała tego swojego Maćka. Na razie nie wspomniała, że coś ich ze sobą łączy, ale po tym jak Drwęcki zerwał z Ingą wszystko się mogło zdarzyć. Chociaż nie, skoro była w ciąży amory raczej nie były jej w głowie. Czy jednak to wystarczyło by mieć pewność?
Dziecko.
Nigdy nie myślał o dziecku: a konkretniej swoim dziecku. Jeszcze gdy był studentem czasami zastanawiał się nad małymi berbeciami jego i Zuzanny; jednak po tamtym czasie i końcu ich związku traktował je tylko i wyłącznie w kategoriach abstrakcji. A teraz był zmuszony to zrobić.
Skłamałby mówiąc, że skacze z radości z chęci bycia ojcem. Ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej dostrzegał coś czego nie widział do tej pory.
Dziecko było pomostem. Pomostem, który nierozerwalnie splótł losy jego i Sylwii. Był dla niego tym, czego przecież chciał: nadzieją. Bo jego i Kukulską coś łączyło. Nawet jeśli bobas nie do końca był sposobem jakiego by użył mając wybór, to jednak stało się. I mimo wszystko to z tego powinien się cieszyć.
Po raz pierwszy od początku tego dnia i wyznania Sylwii poczuł uczucie zbliżone do ulgi. Tak, to była jego szansa na to by pokazał Kukulskiej, że w przyszłości może go pokochać tak jak on kocha ją. I przede wszystkim by zapomniała o Macieju Drwęckim.
Bo on nigdy nie pozwoli na to by związał się z  Sylwią. 
Nigdy.

11 komentarzy:

  1. Jesteś genialna

    OdpowiedzUsuń
  2. Siedzę i płaczę. Nie wiem jak wytrzymam tydzień czekając na kolejną część. Tak czułam, że Sylwia będzie w ciąży, nawet dużo wcześniej myślałam, że pewnie tak to rozegrasz. I jeszcze jedno, bardzo podobał mi się pomysł na to, żeby szczegółowo przedstawić co działo się z bohaterami, dlaczego postapili tak, a nie inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O PANIE! Nwm czy cie kochac czy nie bo jesteś naj le psza ale przecież właśnie zrobiłaś mi z tygodnia rok :,(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojne, może tak jak ostatnio uda się wstawić coś wcześniej :-)

      Usuń
  4. I jak tu wytrzymać kolejny tydzień. Jesteś genialna. Już nie moge doczekać się jak rozwiniesz dalej całą akcję. pozdrawiam roksana

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak to zrobisz, ale błagam Ciebie dodaj, proszę coś szybciej, prosze!!!!!, proszę!!!!!!, proszę!!!!!!!, nie wytrzymam tak długo.....
    Pozdrawiam
    Ania
    ps. a co do rozdziału, dawno nie czytałam tak dobrego rozdziału, pięknie pokazałaś mysli bohaterów, ich emocje, portret psychologiczny napisany jak przez zawodowego pisarza.
    Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś mistrzynią budowania napięcia! P.S. To takie słodkie, że będą mieli dziecko <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi też zrobiłaś z tygodnia rok :< akcja pełna napięcia. Nie mogę się doczekać następnej części. Świetnie to rozegralas ;), megi

    OdpowiedzUsuń
  8. Ile planujesz części ? Nie kończ za szybko to genialne opowiadanie :-) tylko teraz jak wytrzymać cały tydzień to jest wyzwanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ciężkie pytanie. Bo w zeszłym tygodniu miałam taką spinę ze wszystkim (m.in. przez przeziębienie), że chciałam jak najszybciej dokończyć to opowiadanie i odpocząć na trochę od bloga. Ale tak naprawdę to wolałabym trochę jeszcze "pociągnąć" to opowiadanie. Także naprawdę ciężko jest mi powiedzieć, bo jeszcze nie postanowiłam czy wchodzić w szczegóły czy nie.
      PS: I jak pisałam wyżej, postaram się wstawić coś wcześniej.

      Usuń
  9. Właściwie to za tak ciężką pracę którą wkładasz w pisanie tego bloga należałby się odpoczynek :-) przecież Twoi czytelnicy zrozumieją. Chociaż tak naprawdę ciężko wyobrazić sobie jest tydzień bez czytania Twoich opowiadań to byłoby jak ciężki odwyk ;-)

    OdpowiedzUsuń