Łączna liczba wyświetleń

sobota, 18 lipca 2015

Seans: Rozdział X

W pierwszej chwili mnie zamurowało. Choć prawdę mówiąc było to szalenie naiwne z
mojej strony sądzić, że mnie tu nie znajdzie.
– Musimy porozmawiać- odezwał się znów co trochę wyrwało mnie z letargu. Szybko się
odwróciłam i przekręciłam zamek w drzwiach, który jak zwykle w takiej sytuacji się
zaciął. Usłyszałam za sobą kroki. Dokładnie w tej samej chwili klucz się przekręcił i
weszłam do środka. Nie zdążyłam jednak przekręcić zamka od wewnątrz, bo drzwi z drugiej
strony popychał Damian próbując dostać się do środka.- Sara, wpuść mnie.- Wpuścić go?!
Chyba postradał zmysły.
– Odejdź!- wrzasnęłam- Wy...noś...się!- wrzeszczałam sylabami zgodnie z siłą moich
nacisków na drzwi. Jednak wiedziałam, że na długo nie starczy mi sił. W dodatku był dużo
silniejszy. Postanowiłam więc zmienić taktykę: znienacka puściłam drzwi przez co poleciał
jak długi do środka. Ja w tym czasie pobiegłam na górę. On szybko się pozbierał i pognał za
mną. Zbliżyłam się do pietra zastanawiając się który wybrać pokój. Mój się nie zamykał od
środka, bo mama wiecznie mi zarzucała, że robię to bez potrzeby. Ciekawe co
powiedziałaby teraz.
– Daj już spokój, skończmy tę zabawę.- znów się odezwał. Zdębiałam. Co miało znaczyć
skończmy tę zabawę?
– Nie mam zamiaru się poddać!- wydarłam się nawet się nie oglądając- I tak wszyscy się
dowiedzą o tym co zrobiliście z Kubą! Karina już o tym wie!- skłamałam. Doszłam do
końca korytarza. Boże, i co teraz? Odwróciłam się. Właśnie dobiegł na piętro. Lekko dyszał.
Gdy dostrzegł, że nie mam gdzie uciec zaczął zbliżać się do mnie bardziej leniwym
krokiem.- Nie zbliżaj się, bo coś ci zrobię- zagroziłam. Nic sobie z tego nie zrobił.
– Sara, uspokój się nic ci nie zrobię.
– Tak? Więc czemu się tutaj włamałeś? Wyjdź z mojego domu!- wykrzyczałam ostatnie
zdanie tak lawirując w pobliżu półki z książkami, że jakimś cudem udało mi się go
wyminąć. I obrać kierunek na pokój gościnny. Tak, tamten miał zamek od środka. Gdy się
tam dostanę będę miała chwilę żeby napisać wiadomość do rodziców albo Kariny i ją
ostrzec. A potem wyskoczę przez okno. W najgorszym przypadku zyskam jakieś dwie
minu...- przerwałam swoje myśli gdy okazało się, że znów mój plan nie wypalił. Bo Damian
również dotarł do mojego salonu.
– Wiem, że jesteś nieobliczalna, ale jeżeli lubisz bawić się w berka to z chęcią zrobię to
potem. Teraz mnie wysłuchaj.- zamknął drzwi od środka. Przełknęłam głośno ślinę gdy
włożył rękę do kieszeni. Co tam miał nóż? A może pistolet?- Sara...- zaczął zbliżając się do
mnie. Ja nie miałam zbyt wielkiego pola manewru, więc aby go wyminąć musiałam wejść
na duże łoże z baldachimem znajdujące się na środku pokoju. Ale nie zdążyłam.
– Puszczaj mnie- szarpnęłam się przez co jak długa runęłam na łóżko. Potem zaczęłam się
czołgać w kierunku drzwi, ale on pochwycił moją nogę i zablokował mnie własnym ciałem.
Zaczęłam się wyrywać, ale uzyskałam tylko tyle, że jeszcze mocniej przygwoździł dłońmi
moje nadgarstki, a swoimi nogami moje. Spojrzałam mu prosto w oczy nie chcąc okazać
strachu.- Jeśli tylko zrobisz mi coś złego to pożałujesz.- uśmiechnął się lekko drwiąco.
– Nie sądzę. Jakby nie było teraz to ty jesteś w pozycji przegranej- poczułam przypływ paniki.
A właściwie złości co w tej chwili było lekko irracjonalne. Dlaczego to właśnie on musiał
okazać się mordercą? Dlaczego?
– Co zamierzasz ze mną zrobić?
– W tej chwili? Hm- udał że się zastanawia.- Mam ochotę na jedną rzecz.- bezczelnie spojrzał
na moje usta. Czyżby on chciał...?
– Heeeej...- zaczęłam gdy nagle podniósł mnie do pozycji siedzącej chwytając od tyłu za ręce.
W ten sposób kolejny raz mnie unieruchomił. Ale jednocześnie siebie. Jeśli tylko jego prawa
noga lekko przesunie się w prawo uda mi się uwolnić swoją i sprzedać mu takiego
kopniaka...
– Jeśli nie zaczniesz przestać się szamotać to zaraz przełożę cię przez kolano- odrzekł
poirytowany- Coś ty sobie znowu ubzdurała? Teraz to ja jestem mordercą?
– Nie udawaj. Słyszałam twoją rozmowę z Kubą.
– Tak?- puścił mnie co wyraźnie zbiło mnie z tropu. Choć nadal był blisko drzwi mogłabym
spróbować go odepchnąć i uciec. Jednak w tamtej chwili taka myśl nie przyszła mi do
głowy. Tak byłam skonfundowana.- I co słyszałaś?
– Jesteś jego bratem- zaczęłam ostrożnie. Potwierdził skinięciem głowy- I nie chciałeś żebym
się dowiedziała o tym, że zabiłeś Mariolę.
– Jeśli jeszcze raz to powiesz to...- chyba zauważył, że się wzdrygnęłam bo wyciągnął przed
siebie ręce w geście bezbronności- Nie o to mi chodzi. Rzeczywiście nie chciałem ci czegoś
powiedzieć, ale na pewno nie o morderstwie Marioli. Naprawdę myślisz, że mógłbym coś
jej zrobić?
– No ja...- zawahałam się. Spojrzałam na niego. Poczułam się głupio- ...nie- dokończyłam
cicho. Uśmiechnął się do mnie.
– Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
– A jak mogło nie przyjść kiedy zaczęliście mnie gonić i mówić o jakiejś tajemnicy?
– Właśnie dlatego, że twoja wyobraźnia już wielokrotnie postawiła nas w nieciekawej
sytuacji. Tak jak teraz. Ale chyba czas żebyś się o wszystkim dowiedziała, bo jutro gotowa
jesteś uznać za winnego Janusza, Karola a nawet tego boi-dudka Karinę.
– Nie mam żadnej wybujałej wyobraźni- odparłam urażona.- Owszem może trochę mnie
poniosło, ale...
– Trochę? Żeby uznać Kubę a potem mnie za mordercę? No chyba raczej więcej niż trochę po
tonie głosu poznałam, że czuje się urażony. I w sumie mu się nie dziwiłam.
– Przepraszam- odrzekłam, choć nadal nic mi nie wyjaśnił- Ja po prostu spanikowałam. I
zareagowałam tak a nie inaczej, bo to byłeś właśnie ty.
– Co to znaczy?
– To znaczy, że...bardzo mnie to rozczarowało.
– Sara...- wyciągnął dłoń jakby chciał pogładzić mnie po policzku, ale w pół drogi ją wycofał.
Potem odsunął się jeszcze dalej. Zraniłam go swoimi podejrzeniami. Zwłaszcza po tym co
wydarzyło się pomiędzy nami ostatnio.
– Wiem, że zachowałam się głupio. Bardzo głupio i impulsywnie. Ale to dlatego, że bardzo
cię lubię.- podeszłam do niego i delikatnie dotknęłam dłonią ramienia- I nie zniosłabym
gdybyś...
– Gdybym co? Był winny śmierci Marioli? A skąd wiesz, że nie jestem? Teraz nagle jesteś
tego taka pewna?- usiłował mnie nastraszyć. Speszyłam się, ale tylko dlatego, że
wiedziałam iż on ma rację. Zawsze najpierw robiłam czy mówiłam, a potem myślałam.
– Wiem, że nie jesteś. Wybacz mi.
– Boże, Sara. Co ja mam z tobą zrobić?- uśmiechnęłam się pod nosem. Wyraźnie go
udobruchałam.
– Na początek powiedz mi o wszystkim co wiesz. I jakim cudem Jakub to twój brat?
– Jesteśmy rodzeństwem przyrodnim: mamy tego samego ojca.- wyraźnie nie chciał
kontynuować tego tematu. W końcu to by znaczyło, że ojciec Kuby i Damiana z panią
Wranicką miał przelotny romans tuż po ślubie z mamą Jakuba (bo Kuba był rok starszy od niego, ale powtarzał tę samą klasę). No i nikt o tym nie wiedział.
Nawet moi rodzice
– Rozumiem, że to tajemnica?
– Tak, choć teraz pewnie i tak nią nie pozostanie- przypomniałam sobie jak wcześniej określili
mnie w swojej rozmowie: gaduła.
– Hej, ja nikomu nie powiem- obruszyłam się. Uśmiechnął się do mnie co trochę mnie
udobruchało.
– To dobrze.
– Więc powiesz mi?- zachęciłam go cicho gdy znów milczał- No co wiesz o Marioli?
– Poczekamy na Kubę. Chyba razem powinniśmy ci wszystko wyjaśnić żeby nie było
żadnych nieporozumień. Nie chciałem żebyś była w to wplątana, ale skoro sama chcesz....
Na Graja czekaliśmy jakieś dziesięć minut. Potem cała nasza trójka poszła do kuchni. Usiedliśmy
przy stole, a Damian zaczął o wszystkim opowiadać: o tym, że od początku podejrzewali że coś jest
nie tak, o SMS-ie, którego niby wysłała do Kuby, o jej wypadku nigdy na skałkach ale który tak
naprawdę wydarzył się w starej cygańskiej krypcie. No i wreszcie o swoim podejrzeniu, że to nie
był wcale wypadek.
– Więc...kiedy nie było cię w szkole- zwróciłam się do Jakuba- ty szukałeś Marioli?
– Tak. Chodziłem i wielokrotnie przeczesywałem cmentarz w nadziei, że znajdę jakiś skrawek
jej ubrania czy rzeczy...cokolwiek.
– No ale skąd wiedziałeś o tej inscenizacji z Halloween? Dlaczego nic nie powiedziałeś o tym,
że to wiedziałeś?
– W sumie to wiedziałem tylko, że Janusz z Karolem coś szykują. Ale nie wiedziałem
konkretnie co to takiego. Dopiero gdy znaleźliśmy się na cmentarzu spodziewałem się
czegoś takiego. Tylko nie z takim skutkiem.
– A ty Damian? Skąd masz breloczek Marioli?
– Ach, to dlatego...- chyba właśnie uświadomił sobie, dlaczego ostatnio traktowałam go tak
dziwnie.- Tego małego smerfa znalazłem niedawno na jakiejś drodze. Dopiero wczoraj
Kuba uświadomił mi, że pochodził z torebki jego dziewczyny.
– A karteczka z wróżbą? Dlaczego ty ją miałeś?
– Bo Mariola wcześniej, gdy wręczał nam ją ten zakapturzony student, odbierała telefon.
Potem najwyraźniej zapomniała jej ode mnie wziąć. A ja jej ją oddać.
– Wiecie co w niej było?- skinęli głową.
– Tak, czytaliśmy ją.
– Czy sądzicie, że te wróżby...że to ma coś wspólnego?- teraz nie wstydziłam się o to zapytać.
Bo dzisiaj nie traktowali mnie już tak sceptycznie jak kiedyś.
– Prawdę mówiąc to wcześniej sądziłem, że tak- odezwał się Kuba. Spojrzałam na niego
zaskoczona.- To znaczy myślałem, że może to Karol coś wymyślił: w końcu to on był
autorem tych liścików i mógł specjalnie wymyślić tendencyjną treść, a potem po kolei ją
spełniając nas straszyć. Tak czy inaczej to na pewno nie jest przypadek.
– Damian mówił ci o naszej wizycie u wróżki?
– Tak, ale nie sądzę, żeby był w to zamieszany jakiś zły duch. Chyba, że z krwi i kości.
– A więc...kogo podejrzewacie teraz skoro nie Karola?- spojrzeli na siebie.
– O nie- westchnęłam łapiąc się za głowę- Sądziliście, że to ja? Przecież zawsze twierdziłam,
że to było morderstwo. Nie sądzicie, że gdyby tak istotnie było to nie szafowałabym tak tym
na prawo i lewo?
– Teraz to wiemy. Ale na początku sądziliśmy, że to byłby świetny kamuflaż.- zezłościłam się
Damian to zauważył.
– Hej, nie powinnaś być zła zważywszy na to, że niespełna pół godziny temu ty sądziłaś o
mnie to samo.
– Wiem- przyznałam w końcu nie do końca udobruchana.- Więc kto? Sądzicie, że to ktoś z
naszej siódemki?
– Niekoniecznie aczkolwiek to jest bardzo prawdopodobne. Tyle, że o inscenizacji Janusza
mógł dowiedzieć się ktoś inny.
– No tak. Bo to by znaczyło, że winnym musi być Cebula.
– Właśnie. A przecież on też niemal stracił życie w tej jego całej „zabawie”
– No tę kuternogę też wykluczam- kontynuował nie zważając na moje wymowne spojrzenie-
Ona boi się własnego cienia a co dopiero zrobić coś takiego.
– Okej, okej. Wystarczyłoby bez tej zjadliwości. Jaki będzie nasz następny ruch?
– Zakładam, że słowo nasz obejmuje również ciebie?- spojrzałam na niego.
– Oczywiście. Chyba już przekonałeś się, że za moimi plecami nic się nie uchowa. I to dzięki
mnie wiecie o tym gdzie zginęła Mariola...- nagle urwałam przestając przekomarzać się z
Damianem spojrzawszy na twarz Kuby. Dopiero teraz zauważyłam, że na dźwięk imienia
zmarłej dziewczyny niemal się wzdraga. Musiał ją bardzo kochać. Żałowałam, że nie mogę
go jakoś pocieszyć.
– Naszym następnym ruchem będzie dalsza obserwacja. A potem powiemy o naszych
podejrzeniach policji. I pamiętaj aby nikomu nie mówić o tym czego się tutaj dowiedziałaś.
Nawet Karinie: przez przypadek może wygadać to któremuś z chłopaków.
– Dobrze, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Po pierwsze byłam dziś na komisariacie i
potraktowali mnie jak potłuczoną. Po drugie to możemy tak czekać w nieskończoność.
– Ależ nie. Teraz morderca powinien zrobić jakiś ruch. Już wie, że prawdopodobnie może
odetchnąć z ulgą, bo zabójstwo Marioli się udało. Dlatego teraz zacznie być nieostrożny.
– A na czym będzie polegała ta nieostrożność? Sądzicie, że popełni jakiś błąd?
– Już popełnił. Demaskując się atakiem na Damiana. Myśli, że on coś wie.
– I mówisz o tym tak spokojnie?- ofuknęłam Kubę. Prychnął.
– To nie ja zdaje się ganiałem się z nim po mieszkaniu nazywając mordercą.- zaczerwieniłam
się na to wspomnienie.
– Dajmy już z tym spokój- wtrącił się Damian. Zaczęliśmy dyskutować dalej, ale ja
zauważyłam, że w stosunku do mnie Wiernicki nadal zachowuje stosowną powściągliwość
jak dawniej. Jakby pocałunek między nami kilka dni temu się w ogóle nie wydarzył. I sama
byłam temu winna.
Karinę odwiedziłam dopiero następnego dnia. Z trudem udało mi się nie poinformować jej o swojej
wiedzy zwłaszcza po naszym śledztwie ostatnio. Ale chyba mi się udało i niczego się nie
domyśliła. W sumie chłopaki mieli rację: nie trzeba jej w to wciągać. Poza tym musimy mieć oko
na Janusza o Karola.
Spotkałam się z nimi drugiego dnia po szkole. W sumie nic nowego się nie wydarzyło, oprócz tego
że Kuba sądził, że ktoś znów próbował zaatakować Damiana gdy wracali wieczorem z treningu.
Ten tylko próbował go zbyć.
– Daj już spokój. Przecież nic nam nie zrobili.
– Nie zrobili, bo zobaczyli, że nie jesteś sam. Gdybym ja się nie pojawił...
– Kuba, proszę.
– A jeśli on ma rację? Pamiętasz jak brzmiała twoja wróżba?- przypomniałam mu. Skinął
głową. Wtedy przypomniało mi się coś jeszcze.- A co z twoją karteczką Kuba? Czytałeś ją?
– Tak. Zaraz ci dokładnie zacytuję- zrobił krótką pauzę usiłując sobie ją przypomnieć-
„Zaślepiony jak idiota
latasz za nią jak wierny pies,
wkrótce na oczy przejrzysz
co tak naprawdę o niej wiesz”
I co o niej sądzisz?
– Hm prawdę mówiąc to nie wiem. Podejrzewacie, że tyczy się Marioli?
– Tak sądzę. Ale z drugiej strony...
– To wygląda jak zarzut zazdrosnej zadurzonej w nim dziewczyny.
– Przestań gadać głupoty.- ofuknął go przyrodni brat.
– Nie, poczekaj. On ma rację.- obydwaj spojrzeli na mnie zaskoczeni- Nie zastanowiło cię to?
Tylko twoja wróżba różni się od pozostałych: wszystkim nam grożono, a tobie nie. To
przypomina tylko ostrzeżenie.- zastanawiał się chwilę nad moimi słowami.
– Więc sądzisz, że morderca się we mnie zakochał? I motywem była zazdrość?
– Niewykluczone. Chociaż z drugiej strony nie sądzę, żeby dziewczyna była do tego zdolna.
Bo zostawałaby tylko Karina, a ona raczej ze złamaną nogą nie mogłaby dalej prowadzić
swojej działalności i ataków na Damiana. Poza tym to w ogóle śmiesznie brzmi.
Wyobrażacie sobie, ona?
– W sumie wszystkiego można się spodziewać- odparł Kuba, ale jakoś tak bez przekonania.
Bo sam w to nie wierzył.
– A co było w twojej wróżbie?- zainteresował się Wranicki.
– Nie mówiłam wam? No tak.- usiłowałam ją sobie przypomnieć, ale zapomniałam- Nie
pamiętam dokładnie, ale moja mówiła o zdradzie przyjaciela który zmieni me życie w
koszmar.
– Hm, ciekawe. Więc to ktoś z naszej siódemki?
– Niekoniecznie- odpowiedział Damianowi Kuba- Sara ma chyba trochę więcej przyjaciół.
– To dlatego pomyślałaś, że to ja miałem coś wspólnego ze śmiercią...?- nie dokończył.
– Och, dajcie już tym spokój. Od dwóch dni boczycie się na siebie jak para durniów
wzajemnie się gniewając za oskarżenia. A tak naprawdę to nie ma o co. Przecież lubicie się
tak? Nawet wróżka wam to wywróżyła.- próbował zażartować, ale słabo mu to wyszło.-
Przynajmniej możecie być ze sobą. Ja z Mariolą już nie- odparł cicho. Spojrzałam na niego
ze współczuciem, jednocześnie wiedziałam że gdy tylko się z nim zdradzę odbierze to jako
swoją słabość. Dlatego nie zrobiłam nic. Przeniosłam wzrok na Damiana. On również mi się
przypatrywał. Uśmiechnęłam się do niego.- No, idźcie gdzieś razem. Do kina czy coś. Ja
zajmę się dokładnym analizowaniem i usystematyzowaniem wszystkich wiadomości.
– Dzięki- odparłam i zaczęłam powoli się wycofywać. Miałam nadzieję, że Damian pójdzie za
mną. Odetchnęłam z ulgą gdy tak się rzeczywiście stało. Bo choć nadal był na mnie zły i
trochę sztywny to dzisiaj zamierzałam to zmienić.- To co kino czy kręgle?
– Chyba to pierwsze. W kręglach odniosłabyś sromotną porażkę.- puścił do mnie oko, a ja
chwyciłam go za dłoń. Zapowiadało się przyjemnie popołudnie mimo zimnego, śnieżnego
dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz