Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 lipca 2015

Roxil: Część trzecia: Zaufać wrogowi



We wtorkowy poranek w biurze Justyny panował prawdziwy chaos. Słowa Grzegorza, choć mało konkretne dały jej do myślenia: zaleciła spotkanie z dyrektorem finansowym, do praw jakości oraz marketingowcem do spraw reklamy. Chciała się dowiedzieć gdzie jej ojciec mógł podłożyć jej bubel. I przede wszystkim dlaczego. Miał nadzieję, że gdy okaże się iż jest niewystarczająco kompetentna sama zrezygnuje a on przejmie fotel prezesa z powrotem?
To dlatego już po koło szesnastej była wykończona, a miała jeszcze zaplanowane jedno spotkanie. Z informatorem. Pijąc kolejną kawę usiłowała przejrzeć kolejne sterty raportów. Co prawda Małgorzata obiecała, że zrobi to jutro z rana, ale Justyna nie mogła czekać. Przecież ojciec nie powie jej co planuje. A jeśli ona nie odkryje tego na czas naprawdę poniesie porażkę.
Za dziesięć piąta przerwała pracę czując burczenie w brzuchu. Była bardzo głodna. Zeszła więc do bufetu: tam spotkała małą Lilkę z mamą. Wiedziała już, że nie zdąży na nic porządnego, więc porozmawiała chwilę w drodze zajadając się pączkiem. Nie narzekała jednak, bo dzięki uśmiechu małej od razu poprawił jej się humor i zapomniała o zmęczeniu.
Już w korytarzu do swojego biura natknęła się na Grześka. Uśmiechnęła się do niego.
- Przepraszam cię za spóźnienie, ale to wina twojej małej psotnicy. Zatrzymała mnie na dole.
- Nie szkodzi. Proszę, to dokumenty o które mnie prosiłaś.
- Dzięki.- Wzięła je do ręki stosik kartek. Dopiero potem przypomniała sobie o właśnie zjedzonym pączku.- Kurczę, wszystko uświniłam lukrem. Trzeba było nie jeść tego pączka. Ale w każdym bądź razie dziękuję ci za tą listę. Nazwiska zaufanym i mniej zaufanych osób mi się przydadzą.
- Posłuchaj, on już tu jest.
- Kto?
- Mężczyzna z którym chciałaś się spotkać. W sprawie informacji.
- Super. Dasz mi jeszcze chwilkę? Wstąpię tylko do łazienki umyć ręce.
- Ale on czeka.
- Więc przeproś go ode mnie.  Powiedz, że nie chciałam się z nim witać lepkimi rękoma.- Roześmiała się.
- Ale on czeka…tutaj.
- Tutaj?- Powtórzyła zdezorientowana dziwnym zachowaniem przyjaciela.
- W twoim biurze.- Justyna przestała się uśmiechać. Dlaczego Grzesiek bez pozwolenia zdobył się na samowolne przyjęcie gościa? Naturalnie pozwoliłaby mu to zrobić, ale…Właśnie, coś było nie tak, czuła to. Pełna złych przeczuć zrobiła jeszcze kilka kroków w stronę otwartego biura. I zobaczyła tam kogoś kogo nigdy nie miała zamiaru spotkać.
- Witaj Justyno. Kopę lat, co?

***
Daniel sam nie wiedział dlaczego na sam jej widok poczuł suchość w gardle. Boże, to była ona: ta sama naiwna Justyna. Ta niewinna dziewczyna która stale paplała za dużo i wciąż się uśmiechała. Na jego twarz sam wypłynął uśmiech gdy słyszał jej rozmowę z przyjacielem.
Kurczę, uświniłam wszystko lukrem.
Przepraszam za spóźnienie, ale to wina twojej małej psotnicy.
Nie rozumiał tego uczucia ulgi gdy zorientował się, że znów jest szczęśliwa a w jej głosie brzmi radość. Może jakaś jego egoistyczna część była z tego powodu delikatnie rozczarowana: w końcu dawniej obiecywała mu miłość do końca świata; ale ta druga, bardziej racjonalna mówiła że przecież minęły już prawie 3 lata od ich rozstania. Więc to logiczne że nie zalewa się łzami. No i powiedział, że dla niego zawsze była nikim. To może zabić nawet największą miłość. I jeszcze to co powiedziała o pączku…przecież ona nigdy nie jadła nawet czegoś smażonego, a co dopiero zatopionego w pełnym tłuszczu. Ale z drugiej strony to by wyjaśniało jej pełną sylwetkę. Bo już nie była tak anorektycznie chuda jak dawniej. O dziwo jednak z dodatkowymi kilogramami wyglądała znacznie lepiej i zdrowiej. No i seksowniej..
- Co ty tu robisz?!- Spytała tak oschłym tonem jakiego nigdy u niej nie słyszał. Zmrużyła przy tym oczy a z twarzy znikł wszelki uśmiech. Wydawała się być całkiem bez wyrazu. I wtedy Daniel zrozumiał, że Grzesiek najwyraźniej go oszukał: ona nie miała pojęcia że to właśnie z nim miała się spotkać.
- Chyba zaszło drobne nieporozumienie.- Odezwał się więc.
- Z pewnością.- Prychnęła.- Jak tu wszedłeś? Ochrona od dawna ma zakaz wpuszczania ciebie i twojego wuja na teren Roxila.
- Ja go wpuściłem.- Odpowiedział jej Grzegorz.
- Ty?- Jej twarz nie straciła nic ze swojej zaciętości gdy patrzyła na Malinowskiego. Wyrzykowski nie mógł się napatrzeć na tę zmianę. Zupełnie jakby miała dwie twarze: jeszcze przed przekroczeniem progu gabinetu jej głos był wdzięczny, pełen śmiechu i rozbawienia; tutaj na jego widok stał się chłodny i oschły. A więc jednak ich rozstanie odcisnęło na niej piętno: a może zachowywała się tak tylko w jego obecności? Przestał się nad tym zastanawiać gdy Justyna podeszła do biurka i wzięła do ręki słuchawkę. Domyślał się, że chce wezwać ochronę i rzeczywiście zaraz zaczęła to robić. Nie mogłaby przecież sobie odmówić tej drobnej zemsty.
- To nie będzie konieczne.- Powiedział szybko podchodząc w jej stronę i odkładając jej słuchawkę z ręki. Była tym tak zszokowana, że przez moment wpatrywała się w niego bez słowa.
- Jak…jak śmiałeś?- Zaperzyła się. Z trudem powstrzymał się przed wybuchem śmiechu. Nigdy by nie pomyślał, że pełna złości może wyglądać jednocześnie tak zabawnie i ładnie.
- Spokojnie, usiądźmy wszyscy.- Starał się załagodzić sytuację Malinowski. Porozmawiamy i wyjaśnimy sobie wszy…
- …o nie, dziękuję bardzo. Już zrozumiałam. To on był twoim informatorem tak? I to dlatego nie chciałeś mi podać jego nazwiska? No cóż, teraz to niepotrzebne. Nie mam zamiaru go słuchać.
- Justyna, uspokój się. Ja też nie pałam do niego miłością, ale przynajmniej powinniśmy go wysłuchać.
- Ja nie mam zamiaru. Wynoś się.- To ostatnie dodała do Wyrzykowskiego.
- Ok. Chcę tylko żebyś wiedziała, że chciałem tylko pomóc a nie cię zdenerwować. To dlatego spotkałem się najpierw z Grześkiem.
- To ci się nie udało. Do widzenia.
- Justyna, bądź że rozsądna. – Znów wtrącił się Grzesiek.
- Jestem, bo nie zamierzam wierzyć w żadne słowo tego człowieka. Już raz uwierzyłam i jak na tym wyszłam? Jak Zabłocki na mydle.
- Więc tylko to sprawdź. Zbadaj czy mój wuj układał się z twoim ojcem.- Nie odpowiedziała na jego słowa, więc Danielowi nie pozostało nic innego jak wyjść. Chciał jeszcze coś dodać: że przeprasza ją za wszystko, że żałuje iż ją skrzywdził. Tyle, że jakie to miało znaczenie po tak długim czasie? Jedno małe słówko nie załatwi całej sprawy.
- A więc do widzenia.
- Żegnaj.- Odpowiedziała lodowato. Roześmiał się w duchu. A więc i tu musiała mieć ostatnie słowo.
Gdy Justyna została sama z Grześkiem przez kilka dobrych minut nie odzywali się do siebie. Potem Malinowski zaczął ją przepraszać. Karczewska nie chciała słuchać jego wyjaśnień: poczuła się zdradzona i oszukana choć nie dawała tego po sobie poznać. Ufała Grzegorzowi jak nikomu innemu i znów okazało się, że nie miała racji.
Nie umie odróżnić przyjaciół od wrogów…
Dość, nakazała sobie. Daniel wcale nie miał racji. Już się tego nauczyła. A Grzesiek mimo wszystko chciał dobrze. Tylko nie rozumiała, że mógł uwierzyć w słowa Daniela wykazując się taką samą naiwnością jak ona kiedyś. I nie omieszkała mu tego przypomnieć.
- Justyna nie rozumiesz, że on nie miał żadnych ukrytych motywów? Kiedyś był gnidą: owszem. Nie pomyślałaś więc że tym gestem chciał się zrehabilitować?
- Nie. Najwyraźniej znów ma swój ukryty plan. Tacy jak on nie postępują bezinteresownie.
- Może. Ale nie zaszkodzi nam to sprawdzić, prawda?- Zawahała się. Na samą myśl o tym, że Daniel Wyrzykowski może osiągnąć swój cel coś ścisnęło ją w środku. Przypomniała sobie nagranie jego rozmowy z ojcem które dała jej Małgorzata. Już wcześniej się z nim układał, więc może robi to i teraz?- Justyna?
- Dobrze, sprawdzę to. Ale jeśli okaże się to być stratą czasu będziesz miał ze mną do czynienia.
- Super.- Widać było, że Grzesiek się uspokoił.- Choć dla ciebie wolałbym by tak się stało.- Uśmiechnęła się do niego łapiąc jego dłoń i zamykając w swojej. Tak, Grzesiek był jej przyjacielem i chciał jej dobra. Nawet jeśli padł ofiarą Wyrzykowskiego. Dlatego gdy została sama wykonała kilka niezbędnych dyspozycji i kroków w celu zbadania sprawy.

***
- Tak jak sądziłaś: nic. Żadnych śladów na to że twój ojciec kontaktował się z Jarosławem Wyrzykowskim.- Powiedziała Małgorzata Jastrzębska wchodząc do gabinetu Justyny dwa dni po feralnym spotkaniu z Danielem.
- A więc mój ukochany były narzeczony…- Zaczęła ironicznie-…znów mnie podszedł. A ja złapałam się na jego haczyk.
- Może rzeczywiście jego intencje nie były złe. Może wuj odwiedził go w pracy i zasugerował coś takiego po to by go zmylić.
- Niby czemu miałby to robić? Przecież grają w jednej drużynie.
- Otóż nie.- Zaprzeczyła Jastrzębska.- Zgodnie z twoim poleceniem wynajęłam detektywa by zorientował się co Daniel robił przez ostatnie trzy lata.- Justyna pochyliła głowę nad papierami usiłując sprawiać wrażenie, że to jej nic nie obchodzi.
- I? Co ciekawego odkrył? Kogo przez ostatnie lata udało mu się oszukać?
- Nikogo. Wygląda na to, że nasz Danielek skończył z uwodzeniem.
- Bzdura. Najwyraźniej dobrze się z tym kryje.
- Nie sądzę. Po tym jak prawie 3 lata temu dowiedziałaś się prawdy spłacił swoje wszystkie długi i sprzedał mieszkanie. Wyprowadził się też od wuja i z tego co udało się ustalić detektywowi usamodzielnił się. Znalazł nową pracę.
- Ciekawe gdzie? W domu publicznym?
- Nie, w sklepie z elektroniką: choć głównie z komputerami i akcesoriami komputerowymi. Justyna, czy ty nadal coś do niego czujesz?
- Słucham? Jak mogłaś zadać w ogóle takie pytanie?
- Też wydaje mi się to niemożliwe, ale twoja złość…ona jest trochę za duża nie sądzisz? Może gdzieś tam jeszcze w swojej podświadomości nadal masz do niego żal.
- Wydaje ci się, że powinnam więc się z nim zaprzyjaźnić? Z człowiekiem który kpił z moich uczuć, który próbował ograbić mnie z majątku? Według ciebie unoszę się niepotrzebnie?
- Oczywiście, że nie. Po prostu minęły już 3 lata.
- i co z tego? Nawet po 30 na samą myśl o nim będę reagować tak samo. Poza tym kocham już Piotrka. A jego…Daniela tak naprawdę nigdy nie znałam, więc nigdy też nie kochałam. To wszystko.
- Przepraszam, nie chciałam cię zdenerwować.
- Nie zdenerwowałaś, po prostu…- Justyna westchnęła głęboko.- Po prostu boję się, że on znowu coś knuje.
- Ale ty przecież nie dasz się już na to nabrać, prawda?
- Jasne, że nie. Ale ta firma…czasami paraliżuje mnie tak wielki strach że z trudem przychodzę tutaj następnego dnia. Co się stanie jeśli się pomylę? Jeśli popełnię poważny błąd i firma zbankrutuje? Co powiem tym ponad 1400 ludziom pracującym w siedzibie Roxila i jego fabrykach komputerowych?
- Przecież do tego nie dojdzie, pomagam ci ja; nowemu dyrektorowi finansowemu też możesz ufać, pozostali pracownicy na wyższych szczeblach również są pewni a jeśli nie byli i to ich zwolniliśmy. Nie masz podstaw do obaw: ja nie pozwolę ci niczego zepsuć.
- Mam nadzieję.- Justyna uśmiechnęła się.- A teraz wracajmy już do interesów. Udało ci się skompletować od działu sprzedaży wszystkie reklamacje?
- Tak, tutaj mam listę sklepów. Uporządkowałam je nawet w kolejności od najmniejszej do największej.
- Super.- Ucieszyła się Karczewska przeglądając wszystkie strony po kolei. Już miała odłożyć raport, gdy na ostatniej stronie zauważyła jedną firmę podkreśloną żółtym zakreślaczem.
- A czemu ta jest podkreślona? Ma prawie najmniejszy odsetek zwrotów. Zaraz, przecież to w ogóle jakaś mało znacząca miniaturka. W zeszłym roku wysłaliśmy tam zaledwie dwieście sztuk komputerów.
- Tak, ją się nie przejmuj.- Małgorzata machnęła ręką w geście beztroski. Jednak pozornej jak zdążyła zauważyć Karczewska.
- Więc czemu jest podkreślona?- Dziewczyna nie miała zamiaru tego dociekać, ale w zachowaniu Małgosi dostrzegła lekkie zakłopotanie.
- Bo…właśnie tutaj pracuje Daniel Wyrzykowski.

***
Dagmara wraz z małą Lilianką znów odwiedziły galerię handlową i znów wstąpiły do sklepu z komputerami. Dziewczynka jak zwykle buszowała po sklepie, a jej opiekunka ustała przy ladzie podejmując różne mniej lub bardziej błahe tematy. Nie miał o tej porze ruchu, więc powinien się raczej ucieszyć że nie grozi mu nuda, ale teraz nie był w nastroju do wysłuchiwania nikogo. Dlatego kulturalnie, acz stanowczo wyjaśnił dziewczynie, że za chwilę będzie musiał iść do magazynu i przyjąć wysyłkę. Wierutne kłamstwo, ale na nic innego nie wpadł. Poza tym nie było tak głupie jak to którego użył gdy spytała go czy ma może ochotę wybrać się w weekend do kina. Odparł, że nie znosi kina. Jakby nie wiedział, że kino miało być pretekstem do randki.
Zrozumiała aluzję. Wyglądała na trochę zakłopotaną, ale dzielnie pożegnała się z nim w ten sam sposób biorąc małą Różdżkę czy tam Lilianę za rękę. A on mógł wreszcie odpocząć.
W głowie wciąż przetrawiał swoje spotkanie z Justyną Karczewską. Musiał przyznać, że rozumiał jej gniew: on sam byłby tak samo nieufny w stosunku do osoby która dawniej żerowała na nim, ale na Boga przecież chciał ją tylko ostrzec. A ona jako prezes Roxila powinna to sprawdzić. Teraz żałował że w ogóle zrobił cokolwiek. Przekonał się, że Justyna bardzo go nienawidzi i patrzy jak na zdechłego robaka. Dlatego dokładnie w tym momencie zdziwił go widok młodej, zadbanej i szykownie wyglądającej młodej kobiety.
To była ona: Justyna. Szła po parkiecie sklepu a jej obcasy stukały przy każdym kroku. Daniel nie mógł się powstrzymać by na nią nie patrzeć. Kojarzyła mu się z królową śniegu: piękna, nieprzystępna i groźna. Teraz nie potrafił zrozumieć jak kiedyś mogła mu się wydawać przeciętna.
- Witaj. Więc jednak zmieniłaś zdanie?- Spytał ją gdy tylko podeszła do lady. A że najpierw rozglądała się po sklepie minęło trochę czasu.
- Nie.- Uśmiechnęła się.- Chciałam jednak z tobą porozmawiać. Z tego co widzę masz chyba taką możliwość?
- W zasadzie to nie. Ale na razie nie ma ruchu, więc możemy pogadać.
- Oskarżyłeś swojego wuja o spiskowanie z moim ojcem.- Przeszła od razu do rzeczy.- Masz na to jakiś dowód?
- Tylko moje słowo. Przysięgam, że mi to wyznał.
- Nie wątpię.- Odpowiedziała.- Wyznał ci, że wraz z moim ojcem chce mnie pogrążyć.
- Tak, to właśnie zasugerował.- Przyznał Daniel nie rozumiejąc o co chodzi Justynie.
- A ty? Jaka miała być w tym twoja rola?
- Do czego zmierzasz?- Spytał ją wprost.
- Miałeś mnie ostrzec, prawda? Zmylić trop bym szukała tam gdzie nie potrzeba.
-Słucham?!- Był aż tak zszokowany rozumiejąc w końcu to, że go oskarża że nie mógł się powstrzymać.- Nie wiem kto podsunął ci tę bzdurę, ale…
- Bzdurę mówisz…czyżby?- Przerwała mu bezceremonialnie patrząc prosto w oczy- Zastanówmy się: ponad dwa lata temu gdy nie udało ci się ze mną twój wuj wpadł w złość: nie mógł darować ci spartaczonego zadania zwłaszcza że cel był prawie na wyciągnięcie ręki. Wtedy szłam do ciebie by wręczyć ci pełnomocnictwo. Wiedziałeś?
- Tak, ale…
-…No więc spartaczyłeś pracę a on nie mógł ci tego darować: kazał ci się wynosić i radzić sobie samemu. Zostałeś więc zmuszony spłacić swoje wszystkie długi poprzez sprzedaż mieszkania i znaleźć pracę jako podrzędny sprzedawczyk.
- Skąd o tym wszystkim wiesz?- Uśmiechnęła się słysząc to naiwne pytanie.
- Ja też potrafię zasięgnąć informacji.- Odpowiedziała. Potem jednak wróciła do przerwanego wątku.- Tak więc wiedziesz dość nędzny żywot gdy nagle, do twojego miejsca pracy przychodzi wuj. Mówi ci o swoim planie i chce dać szansę byś się zrehabilitował. A ty korzystając z okazji, znudzony biedą i nudą godzisz się.
- Słuchałem tych wszystkich bredni ze stoickim spokojem. A jeśli chcesz już wiedzieć to tylko fakt odwiedzin mojego wuja był w twojej opowieści prawdziwy. A gdy dowiedziałem się, że coś knuje chciałem cię ostrzec.
- Ostrzec? Naprawdę sądzisz, że uwierzę w twoje dobre serce?
- Prawdę mówiąc to nie, ale to już twoja strata.
- Powiedz mi w takim razie jeszcze jedno. Skoro tak obstajesz przy swojej wersji, że choć wuj wie iż miał w tobie wroga wtajemniczył cię w swój plan…
-…powiedział to przypadkiem. Pewnie nie zwrócił nawet na to uwagi.- Wyjaśnił nie wiadomo po co, bo ona i tak wiedziała swoje. 
- Nieważne. Chcę więc wiedzieć co masz tym nadzieję uzyskać?
- Hm?
- Nie udawaj Greka: liczysz na pieniądze? A może masz nadzieję powtórnie zrobić ze mnie idiotkę grając zakochanego?
- Jak mówiłem zrobiłem to bezinteresownie.
- Ty i bezinteresowność: dobre sobie.
- Wiesz, co? Guzik mnie to wszystko już obchodzi.- Zły przysunął do jej twarzy swoją obrzucając wściekłym spojrzeniem.- Trzy lata temu zachowałem się wobec ciebie jak najgorszy oszust, przyznaję ale nie pozwolę tak siebie obrażać. Skończyłem już z dawnym życiem.
- Cudownie. Mam bić brawo?- Zacisnął dłonie w pięść w próbie stłumienia złości. Nienawidziła go i nie potrafiła mu wybaczyć. Czy mógł się więc dziwić, że teraz mu nie wierzy? Ale ukazywać go w takim świetle? Jako zdeprawowanego Don Juana?
- Masz prawo mi nie wierzyć i podejrzewać o wszelkiego rodzaju bezeceństwa; ale nie obrażać. Chciałbym byś stąd wyszła jeśli nie jesteś klientką.
- Co z twoimi gładkimi manierami i czułymi słówkami? Straciłeś zdolność która przynosiła ci tyle dochodu?
- Po prostu nie zamierzam marnować jej na ciebie. Już dość się z tym wygłupiałem w przeszłości.- Odpowiedział jej takim samym ironicznym tonem. Przez chwilę z jej oczu zniknęła złość: pojawił się  w niej ból. Trwało to ułamek sekundy, ale sprawiło że gniew na nią mu minął. Co z tego, że go obrażała? On ją zranił. Manipulował jej uczuciami choć wiedział że dla niego jest gotowa zrobić wszystko.- Justyna, posłuchaj nie chciałem tego powiedzieć. Nie chodziło mi o to, że…
-…daruj już sobie.- Prychnęła znów przyoblekając na twarz maskę.- Żegnaj. Tym razem na pewno.
- Ale ja…- Urwał nagle wpatrując się w coś za jej plecami. Odwróciła się odruchowo zastanawiając się co to jest.
- Wyrzykowski, a ty znów migasz się od obowiązków flirtując? – Zapytał go retorycznie. Potem spojrzał na Justynę- Paniusiu, proszę dać odpocząć naszemu Casanovie chociaż w pracy. Jestem pewny, że poza nią z pewnością wystarczająco panią zadowoli. A ty, bierz się do roboty.- Zwrócił się znów do Daniela.
- Sugeruję by traktował pan swoich potencjalnych klientów grzeczniej. Poza tym łajanie pracownika w sklepie wśród ludzi zamiast na osobności jest przejawem wielkiej niekompetencji z pańskiej strony.
- Ty śmiesz mnie pouczać, dziewczynko?
- Dziewczynką już od dawna nie jestem proszę pana. Nazywam się Justyna Karczewska z Roxila. Mówi to coś panu?
- E…tak. Z tej firmy zamawiamy komputery.- Justyna uśmiechnęła się słodko.
- Doskonale o tym wiem. Dowiedziałam się również o reklamacjach spowodowanych wadliwością towaru i postanowiłam to sprawdzić. To dlatego rozmawiałam z tym…sprzedawcą.- Dokończyła zerkając na Daniela.- Chciałam zbadać sytuację.
- Więc trzeba było rozmawiać ze mną. Ja jestem tu szefem. Radosław Lublański.
- Bardzo mi miło. Choć jako prezes Roxila doskonale to wiem.
- Słucham?- Karczewska z trudem powstrzymała uśmiech. Cała ta sprawa przyszła jej do głowy przed chwilą, bo przecież przyszła tutaj by rozmówić się z Wyrzykowskim. Nigdy nie wykorzystywała swojego pochodzenia, ale ten spocony facet ją wkurzył więc bez problemu zrobiła dla niego wyjątek. I harda mina cwaniaczka zniknęła. - Pani jest prezesem Roxila?
- Tak, choć od niedawna. Przejęłam kontrolę 2,5 miesiąca temu. Ale nie o tym chciałam rozmawiać.
- No tak…reklamacje. Ale tak właściwie to chyba wszystko było w porządku. Ten tutaj przyjmował laptopy bo mnie akurat wypadł pilny wyjazd.
- A więc…- Z trudem zmusiła się by zwrócić się do Daniela:- …co było z nimi nie tak?
- Laptopy były wadliwe.- Bez cienie zawahania odparł jej były narzeczony.- Miały niewłaściwe oprogramowanie, bodź też niewłaściwie wgrane: nie jestem w stanie tego stwierdzić bo tak pobieżnym zerknięciu. Na pewno jednak zawierało liczne błędy.
- W takim razie w najbliższym tygodniu chciałabym przysłać tu swojego programistę. Wówczas z panem na ten temat porozmawia. Ja, niestety jak już panu wiadomo kiepsko znam się  na komputerach. Do widzenia panom.- Mając ostatnie słowo wyszła.

***
Grzesiek wiedział, że Justyna nie przejęła się słowami Daniela, ale on postanowił to jeszcze sprawdzić. Spotkał się więc z Wyrzykowskim choć temu było to wyraźnie nie w smak. Wyjaśnił, że odwiedziła go Karczewska oskarżając o niewłaściwe pobudki. On nie chciał mieć z nią nic więcej do czynienia. Między wierszami Malinowski wyczytał, że przyjaciółka musiała czymś go urazić: ale nie współczuł mu. Wręcz przeciwnie uważał, że zasłużył na najgorsze obelgi.
By definitywnie wyjaśnić sprawę współpracy ojca Justyny z wujem Daniela postanowił poprosić go o rozmowę z Jarkiem. Chciał by chłopak podszedł wuja by ten zdradził jakiś szczegół. Ten niechętnie się na to zgodził, ale już po kilku dniach odparł że nie udało mu się nic wskórać. I Grzegorz w końcu postanowił się poddać: był gotów uznać że popełnił błąd wierząc byłemu narzeczonemu Karczewskiej wiedząc jakim był skurczybykiem. Ale wtedy pojawiło się coś co zaskoczyło wszystkich: w losowo wybranym komputerze który wyprodukowano znaleziono wirusa.
Początkowo nikt nie chciał w to uwierzyć: nowy model pomyślnie przeszedł wszystkie poprzednie testy, cały cykl produkcyjny i nikt nie wykryłby wady? Postanowiono więc sprawdzić kilkadziesiąt innych. Pięć z nich również posiadało wirusa.
Justyna dowiadując się o tym była w głębokim szoku. Już za trzy tygodnie miała wysłać gotowe i spakowane partie do odbiorców jakimi głównie były największe i najbardziej popularne sklepy. Wysyłając im buble była pewna, że nigdy więcej by z nią nie współpracowali. Na dodatek niektórzy odbiorcy wprowadzili przecież kary za niewywiązanie się z umowy.
Cała reklama i proces promocyjny także był już gotowy. Karczewska nie miała pojęcia gdzie pojawił się błąd: z tłumionej złości trzęsła się cała. Na dodatek nie pomagał jej Malinowski.
- Więc Wyrzykowski miał rację.
- Nie, nie miał. Rzucił coś co wiedzieliśmy już wszyscy. Wcale nas nie ostrzegł.
- Zrobił to czy tego chcesz czy nie chcesz. A ty to olałaś tylko z powodu uprzedzenia.
- Jak śmiesz oskarżać mnie o coś takiego? Zrobiłam wszystko to co mogłam: zleciłam ochroniarzom obejrzenie wszystkich nagrań z ostatnich 2,5 lat sprawdzając czy spotkał się z Jarkiem Wyrzykowskim w firmie; sprawdziłam całą księgowość z tamtego okresu oraz bilans zysków i strat. I owszem, znalazłam tam kilka niezgodności, ale nie związanych z wujem Daniela!
- Nie o to mi chodziło.
- Nie? A ja myślę, że tak.
- Dość, lepiej zastanówmy się co z tym zrobić.- Załagodziła konflikt Małgorzata Jastrzębska.
- Nie musimy: ja doskonale o tym wiem.- Odpowiedziała jej zdecydowanie Justyna.- Zatrudnię najlepszego dostępnego programistę i zwolnię obecnego a jeśli okaże się że zrobił to celowo na zlecenie mojego ojca wniosę sprawę do sądu. Dość pobłażania. Ojciec chce grać ostro, to ja zrobię to tak samo.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.- Zawyrokowała sekretarka.- Sądzisz, że ktoś taki zachowa tak smakowitą plotkę tylko dla siebie? Poza tym konkurencja się tym zainteresuje.
- No to każę mu podpisać klauzurę tajności.
- Tak, coś takiego na pewno przekona wszystkich że nie mamy niczego do ukrycia.
- Więc co mam według was robić mądrale?!- Wybuchła w końcu.- Miałam już wszystko ustalone, skontraktowane a teraz co? Mam płacić wielomilionowe kary za niedotrzymanie umowy? A może powysyłać im buble? Hm…chociaż wiecie co? Wyjdzie na to samo. I tak skończy się to upadkiem Roxila.
- Justyna, nie neguję że potrzeba nam profesjonalisty: bo potrzeba. Ale to musi być ktoś zaufany.
- Nie znam nikogo takiego. A wy? Macie kogoś na myśli? Znacie kogoś takiego?- Spytała z nadzieją w oczach pomieszaną z rozpaczą. W końcu, gdy Małgorzata spojrzała na Grześka dziwnym wzrokiem zaczęła rozumieć.- Nie, powiedzcie mi że to nie to o kim myślę.
- Justyna, skoro już raz nam pomógł to…
- Zwariowaliście już oboje? Gosia, to że Grzesiek dał się omotać to już wiedziałam ale ty? Daniel Wyrzykowski jest ostatnią osobą której bym zaufała.
- Więc będziesz musiała, kochana. A Daniel będzie miał okazję się zrehabilitować.

***
Justyna była wściekła, że uległa namowom sekretarki i Grześka. W końcu to ona była prezesem, mogła zrobić przecież to co chciała a nie słuchać kogoś kto kazał jej przyjaźnić się z mężczyzną który ją oszukiwał.
A jednak to zrobiła. I poczuła panikę na samą myśl o tym, że Daniel znów wkroczy w jej życie.
Trudno było jej o nim zapomnieć. Jeszcze trudniej się odkochać i odzyskać poczucie własnej wartości. Nigdy nie zapomniała kim dla niego była.
Głupią naiwną dziewczyną którą łatwo manipulować.
Bogatą rozpieszczoną panienką zawdzięczającą wszystko swojemu tatusiowi.
Idiotkę chichoczącą co pięć minut z wiecznym uśmiechem na twarzy.
Kogoś w kim wspaniały i przystojny Daniel Wyrzykowski nie mógłby się zakochać.
Dość, nakazała sobie. Trudno, będzie musiała dopuścić go do całej tej brudnej sprawy ale nic ponadto więc jeśli miał nadzieję ponownie ją w sobie rozkochać to mu się to nie uda. Nie omieszkała mu tego powiedzieć gdy tylko Grzesiek wyjaśnił mu całą sytuację a on się zgodził. Naturalnie za pieniądze, rzecz jasna. Była pewna że bez tej zachęty nie kiwnął by nawet palcem. I że wpuściła do firmy kolejną żmiję.
Podjęła jednak wszelkie progi ostrożności: kazała Wyrzykowskiemu podpisać specjalne oświadczenie o tajności jego działań; dała mu dawno nie używane już biuro znajdujące się w odległej części Roxila i zamontowała w nim kamerę. Reszcie pracowników powiedziała, że jest zwykłym monterem. Takim jak Grzesiek, który miał koordynować jego działania. Sama nie chciała tego robić.
- To twoje biuro.- Oznajmiła mu pierwszego dnia wprowadzając go do pomieszczenia. Ucieszyła się przy tym, że to koniec jej obowiązków wobec niego. I przez najbliższe trzy tygodnie nie będzie musiała się z nim widywać.
- Wow, trochę tu gorąco.- Odezwał się gdy ona zamierzała już odejść. Karczewska wzruszyła ramionami.
- Więc nie zmarzniesz.
- Możesz mi chociaż załatwić wiatrak?
- Jeśli chcesz to sobie go kup.
- Daj spokój, tu nie będę mógł pracować.- Justyna przygryzła dolną wargę. W końcu robił to wszystko bezinteresownie. A przynajmniej tak się wydawało.
-Okej, załatwię to. Jeszcze coś?
- Tak. Będę chciał porozmawiać z poprzednim programistą. Nie znam waszych zabezpieczeń ani kodów.
- Dobrze.
- Byle szybko.- Skinęła głową czując się jak idiotka i…tak jak dawniej. Znów gotowa na każde jego skinienie, bez obaw wypełniająca jego zadania, po prostu żałosna.
- I jeszcze jedno. Justyna ja… Chciałem porozmawiać z tobą o przeszłości. Wiem, że…
-…posłuchaj wyjaśnijmy sobie coś. Jesteś tu tylko dlatego, że nie mam innego wyjścia. Natomiast ty…nie mam pojęcia o co ci chodzi ale to nie jest ważne. Teraz łączy nas tylko praca. I nie chcę rozmawiać o niczym innym jeśli w ogóle będziemy rozmawiać.
- W porządku.- Odpowiedział jej. Potem spojrzał w oczy. A ona stchórzyła: tym razem nie mając ostatniego słowa wyszła.
Wróciła do swojego gabinetu. Zaczęła pracować, choć początkowo trudno jej było się skupić ze świadomością że Daniel znajduje się w tym samym budynku co ona. Z trudem do przerwy na lunch wpatrywała się w czytane dokumenty.
Zamknęła na moment oczy czując potworne zmęczenie. Wiedziała, że siedzi na tykającej bombie i jej rządy mogą się w końcu skończyć. Nie mogła tylko zrozumieć czemu ojciec chce pogrążyć firmę .Czy jest już tak zdesperowany, że uznał iż skoro on nie będzie miał Roxila to ona też nie? I dlatego chce go zniszczyć? A Daniel? Jaką tak naprawdę pełni w tym wszystkim rolę?
Niepewnie wzięła do ręki niewielki pilot i włączyła telewizor. Potem spojrzała w monitor. Kamera w pokoju Daniela była ustawiona w rogu pomieszczenia pod odpowiednim kontem tak że doskonale widziała jego profil gdy siedział na krześle. Wcisnęła kolejny guzik by uruchomić inną. I miała cały obraz skierowany na twarz Wyrzykowskiego.
Naprawdę pracował. Przez cały czas wpatrywał się w monitor uparcie coś klikając, a w pewnym momencie na jego gładkim czole pojawiła się pionowa zmarszczka. Potem potarł czoło wierzchem dłoni.
Uśmiechnęła się. Doskonale wiedziała, że biuro które mu dała było potwornie duszne bo nie miało klimatyzacji i dawniej było…schowkiem na narzędzia. Teraz czuła się głupio z powodu swojego dziecinnego zagrania. Przecież tam musiało być ze trzydzieści pięć stopni! Ona przebywała tam tylko pięć minut a już miała dość. On…
Przerwała swoje myśli gdy zauważyła jak ze złością zdejmuje swoją koszulkę przez głowę. Teraz nie miał na sobie nic poza dolną częścią garderoby. Roześmiała się krótko. Potem wykręciła numer na wizjerze:
- Małgosia, mogłabyś skombinować jakiś wiatrak? Najlepiej żeby był duży.

***

Minął tydzień odkąd Wyrzykowski zaczął pracować nad znalezieniem autora antywirusa i rozgryzieniem jak pojawił się w komputerach a Justyna nie mogła mieć mu nic do zarzucenia. Pracował codziennie po osiem godzin czyli tyle na ile się umawiali, nie spóźniał się, nie robił sobie długich przerw. Czasami nawet nie wykorzystywał swojej w całości. Do tej pory udało mu się już ustalić jak miał działać wirus: wykasowywać pliki, które potem miały trafiać to systemu komputera głównego Roxila. Zaniepokoiło to Justynę: to nie było już niewywiązanie się do umowy gdyby doszło do wysyłki. To było już karalne.
Przez całą tę sytuację chodziła zestresowana i nerwowa: jej chłopak Piotrek to zauważył i chciał jej pomóc, ale Karczewska nie mogła na to pozwolić. Doszło nawet do tego, że jego wizyty w biurze które miały na celu wyciagnięcie jej z pracy zaczęły go irytować. Czy naprawdę uważał, że bycie prezesem to zabawa? Że może sobie tak po prostu wyjść kiedy jej się nie podoba bo jest prezesem? Czasami zastanawiała się czy w ogóle rozumiał ile Roxil dla niej znaczył.
Z ojcem właściwie nie rozmawiała: gra pozorów jaka się między nimi toczyła trwała dalej. Ona udawała głupią, naiwną Justynkę a on kochającego tatusia pytając jak jej się kieruje firmą. Problem pojawił się tylko przez Wyrzykowskiego. Nie wiedziała jak mu wyjaśnić jego obecność w biurze, więc gdy spytał czy jeszcze go kocha zaczęła się miotać tak jakby rzeczywiście tak było. Czuła się z tym źle, ale mimo wszystko wolała wyjść w jego oczach na totalną zadurzoną idiotkę niż na groźnego przeciwnika. Bo teraz już była pewna, że za to co chciał jej zrobić nie zawaha się wtrącić go do więzienia. Zrobiłaby to już teraz, gdyby miała dowody jego karczemnych uczynków, ale takowych nie posiadała. A przynajmniej na razie.
Ale Roman Karczewski nie poprzestał tylko na tym. W piątek, tuż przed końcem pracy Daniela wszedł do jego biura i zaczął coś do niego krzyczeć. Justyna, od pierwszego dnia monitorowała Wyrzykowskiego, więc zauważyła całą akcję. I niemal od razu pobiegła w tamto miejsce.
- …więc masz się stąd wynosić.- Zdążyła jeszcze usłyszeć głos ojca jak tylko otworzyła bez pukania drzwi.
- Tato, co ty tu robisz?- Spytała go.
- Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli ty nie chcesz go zwolnić to ja to zrobię. I pozbędę się tego człowieka raz na zawsze.
- Ale ja tego nie chce. Jestem już dużą dziewczynką.- Spojrzała na niego butnie biorąc ręce pod biodra tak jak dawniej. Jednocześnie czuła się dziwnie tak udając. Zwłaszcza przy Danielu. Ale nie mogła pozwolić by dowiedział się, że wie iż wirus to sprawka jej ojca, nawet jeśli miałaby przy tym wyjść na głupią.
- Myszko, przecież ten mężczyzna już dawniej cię oszukał. Chcesz mu znowu zaufać?
- To moja sprawa. Daniel mnie przeprosił. I mu wybaczyłam.
- Nie wierzę w to co słyszę.- Roman westchnął. A więc ten głuptas znów dał się zwieść Wyrzykowskiemu. Nie miałby nic przeciwko temu, gdyby nie węszył w nim podstępu. Był pewien, że Wyrzykowski nie pojawił się na scenie w tym momencie bez powodu. Zwłaszcza teraz, gdy wcielił swój plan w życie i spodziewał się rychłego upadku rządów swojej córki.- Naprawdę mu wierzysz?
- Tak.- Justyna zanim odpowiedziała ojcu spojrzała szybko na Daniela by wypaść bardziej wiarygodnie. Pożałowała tego jednak: na jego twarzy malował się szok, jakby nie mógł pojąć co się dzieje. Może uwierzył, że nadal go kocha?
 - A więc, jak chcesz kochanie. Ale jeśli on cię znów zrani nie przychodź do mnie z płaczem na ramieniu tak jak ostatnim razem.- Karczewski wyszedł trzaskając drzwiami. Justyna przez moment wpatrywała się w swoje buty. Potem wzięła głęboki wdech i odzyskała pewność siebie.
- Wie czym się zajmujesz?- Spytała Daniela.
- Co…? Nie, chyba nie.- Odparł jej zdezorientowany. W uszach wciąż pobrzmiewało mu ostatnie zadanie Karczewskiego: Ale jeśli on cię znów zrani nie przychodź do mnie z płaczem na ramieniu tak jak ostatnim razem.
Tak jak ostatnim razem…
- Na pewno?
- Tak.- Powtórzył- Możesz mi powiedzieć co tu się przed chwilą stało?
- Nic co powinno cię zainteresować.- Zamierzała już wyjść, ale poczuła jego dłoń na nadgarstku. Szybko ją strząsnęła.
- Jak śmiesz mnie dotykać?!
- Chcę wiedzieć co jest grane. A więc nadal ufasz ojcu?
- Tak.- Skłamała. Im mniej wiedział, tym lepiej. Przynajmniej znów jej nie oszuka.
- Więc czemu powiedziałaś mu, że nadal coś do mnie czujesz?
- Wcale tak nie mówiłam.
- Ale zasugerowałaś.
- A skąd wiesz, że tak nie jest? Może nadal cię kocham?- Zabrzmiało to ironicznie, czyli tak jak powinno ale z chwilą gdy Justyna wypowiedziała to pytanie poczuła się nieswojo. Daniel też spojrzał na nią inaczej. Zdała sobie sprawę, że dzieli ich najwyżej kilkadziesiąt centymetrów. Westchnęła. Jeszcze by tego brakowało by ten oszust czuł do niej litość sądząc, że po nocach nadal o nim śni.- Jak wiesz mamy w firmie poważny problem, a nie chcę by ojciec się o tym dowiedział. Nie chcę go martwić. Poza tym chcę by postrzegano mnie jako odpowiednią osobę na kandydatkę na prezesa Roxila. Nie po to przez ostanie dwa lata tak ciężko pracowałam by teraz okazało się, że nadal jestem tylko głupią naiwną Justynką, która…- Przerwała zdając sobie sprawę że za bardzo się przed nim otworzyła. Chrząknęła zamierzając powiedzieć, że musi już iść ale Daniel ją uprzedził.
- Jesteś odpowiednią kandydatką na prezesowski fotel. Może zabrzmi to nieco naciąganie, ale widziałem cię w akcji. Jesteś bardzo stanowcza i kompetentna. Pracownicy cię szanują.
- Nie tak jak dawniej co?- Nie mogła powstrzymać gorzkiego wyrzutu. A przecież nie chciała z nim rozmawiać o przeszłości. Zamierzała być twarda i chłodna. A najlepiej w ogóle traktować go jak powietrze co udowodniłoby że nic dla niej nie znaczy. Ona nie dość, że tego nie robiła to jeszcze dawała wyraz swojego cierpienia takimi ironicznymi komentarzami. Musi przestać to robić.- Dobra, możesz skończyć dziś trochę wcześniej: taka drobna rekompensata za akcję z moim ojcem. Chodź.- Gdy zamykała biuro od zewnątrz spodziewała się, że po prostu odejdzie ale nie zrobił tego. Zamiast tego odezwał się cicho:
- Justyna, nie ufaj mu.
- Komu?
- Swojemu ojcu. On…on wcale nie chce twojego dobra.- Z wrażenia aż ją zatkało. Oszust każe jej nie ufać oszustowi? Gdyby cała sprawa nie dotyczyła jej nawet by się roześmiała. Przyganiał kocił garnkowi, pomyślała ze złością.
- A ty chcesz, co? Sądzisz, że jak pozwoliłam ci tu pracować to ci zaufałam? Otóż nie: zrobiłam to bo nie miałam żadnego wyjścia. I przez cały czas bacznie cię obserwuję; wiedziałeś że są tutaj kamery? Więc nie próbuj w jakikolwiek sposób na mnie wpływać. Ostrzegłeś mnie przed swoim wujem: za to jestem ci wdzięczna. Ale na tym nasze relacje się kończą. Nie jesteśmy przyjaciółmi, okej?
- Tak.- Przyznał. Nie rozumiał tylko dlaczego słysząc tą reprymendę poczuł…no właśnie: co? Złość? Smutek? Żal? Pewnie po części każde z tych uczuć. Nie chciał by ojciec skrzywdził Justynę, bo ona nadal mu ufała i kochała. Co zrobi gdy dowie się, że to właśnie on chce jej największej zguby, że to on współpracuje z jego wujem?
Jednocześnie bardzo go to dziwiło i deprymowało. Już dawno zauważył, że się zmieniła: wciąż z poważną miną, pewna siebie, bez uśmiechu. Zmieniła nawet styl ubierania się, fryzurę…Czemu więc w tej jednej kwestii pozostała naiwna taka jak dawniej? Czemu ufała temu podłemu człowiekowi?
Jakiś podły głosik w jego głowie szepnął, że przecież dawniej był taki sam; że z taką samą bezwzględnością zamierzał ją wykorzystać. Szybko go jednak stłumił, bo z tą podłą myślą przyszła następna. Czy to jego oszustwo zmieniło tak Justynę? Czy to przez niego stała się zimna i nieprzystępna? Gdy odchodziła uważnie ją obserwował. A właściwie tył jej głowy. Bo uświadomił sobie, że nie nosi już ten srebrnej spinki która tak nieodłącznie kojarzyła mu się dawniej z jej dziecinnością. Teraz spowodowała tylko melancholię. Zrozumiał, że srebrna ważka zniknęła tak samo jak dawna Justyna.

1 komentarz:

  1. Świetne jak zawsze :) Daniel chyba coś czuje do Justyny, choć sam sobie tego nie uświadamia. Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam roksana

    OdpowiedzUsuń