ZANIM PRZECZYTACIE TĘ CZĘŚĆ TO CHCĘ PROSIĆ O WYROZUMIAŁOŚĆ, BO PRAWDOPODOBNIE KOLEJNA CZEŚĆ POJAWI SIĘ TROCHĘ PÓŹNIEJ. NIE TYLE Z POWODU ŚWIĄT, ALE MOICH ZAJĘĆ, NA KTÓRE PRAWDOPODOBNIE NIE STARCZY MI NAWET CAŁEJ DOBY.:) DLATEGO Z GÓRY PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIE, BO DO TEJ PORY STARAŁAM SIĘ WSTAWIAĆ CZĘŚCI DOŚĆ REGULARNIE CO 3-4 DNI.
- Witaj Łukasz.
- Cześć Jacek.- Przez dobrą chwilę obaj mężczyźni mierzyli
się wzrokiem. W powietrzu aż gęstniało od nagromadzonych emocji, ale gdy już
myślałam że dojdzie między nimi do poważnej sprzeczki Kowalski dodał:-
Przyszedłem obejrzeć paczkę, którą wczoraj dostała Karolina.
- Ach tak. Wejdź.- Mało co się nie roześmiałam. Jacek
zaprasza Łukasza do mojego mieszkania? Kto niby dał mu takie prawo? I kto w
ogóle pozwolił mu sugerować i stwarzać pozory, że coś nas łączy?
- Łukasz, Jacek po prostu…-Otworzyłam usta, by wyjaśnić
pomyłkę, ale zaraz tego zaniechałam. Właściwie czemu miałam cokolwiek prostować
i tłumaczyć byłemu mężowi? Jego z pewnością od dawna to już nie obchodziło.
Zakończyłam więc inaczej:-…Jacek twierdzi, że być może za bardzo spanikowałam z
wczorajszą paczką.- Mój były mąż nic na to nie odpowiedział. Przeniósł tylko
wzrok ze mnie na niego.
- Tak.- Potwierdził Bończak.-Karolina na widok rzeczy
synka zareagowała zbyt gwałtownie.
- Doprawdy?- Mrugnął tylko Łukasz. Nawet nie starał się
ukryć niechęci. A więc nadal nie pozbył się wobec Bończaka swej wrogości pomimo
upływu dwóch lat od ich ostatniego spotkania. Kowalski ponownie spojrzał na mnie
pytając już normalnym tonem:- Pokarzesz mi tę przesyłkę?
- A…tak, jasne. Chodź za mną.
- W takim razie ja pójdę do kuchni. –Powiedział
Jacek.-Nie chciałbym by śniadanie które przygotowałaś wystygło.- Jego ton był
nie mniej wyzywający niż Łukasza. Ponownie stłumiłam irracjonalną chęć złajania
go. Tyle, że… w sumie nie kłamał. Przecież przygotowałam dla nas śniadanie. I
spędził tę noc w moim mieszkaniu. A fakt, że wszystko wydawała mi się między
nami takie jednoznaczne nie uprawniał mnie do złości. Czemu więc ją czułam?
Przecież nic mnie już z Łukaszem nie łączyło. Nie powinno mnie obchodzić co on
sobie o mnie pomyśli. Tylko dlaczego czułam poczucie winy tak jakbym go
zdradzała?
-To ten karton?- Spytał mnie wskazując na leżącą paczkę.
- Tak. Odłożyłam ją na bok bardzo ostrożnie. W
rękawiczkach.- Dodałam wymownie patrząc mu prosto w oczy. O dziwo miał na tyle
przyzwoitości by spuścić wzrok. A więc było mu głupio, że wcześniej przemilczał
fakt, iż chodziło mu o odciski palców.
- A więc domyśliłaś się.- Przyznał w końcu.
- Tak. I nie chcę znać żadnych szczegółów, tylko chcę
wiedzieć jedno. Czy masz podejrzenia kim była osoba która mi to zostawiła?-
Spytałam wskazując ręką na leżący karton.- Nie chcę znać nazwiska, chcę
wiedzieć czy coś wiesz.- Łukasz nie wahał się ani `chwili.
- Nie.- Przyznał, a ja i tak zastanawiałam się czy mówi
mi prawdę.- I to mnie najbardziej niepokoi.
- Więc ta sprawa nie jest z tobą powiązana?
- Nie.- Nie umknęło mi, że tym razem Łukasz zwlekał z
odpowiedzią. A może po prostu tak mi się tylko wydawało? Chyba byłam stanowczo
przewrażliwiona.
- Co robisz?- Spytałam go po kilkudziesięciu sekundach
zauważając, że zakłada białe lateksowe rękawiczki.
- Chcę dokładnie przyjrzeć się tej bluzeczce.
- Ach tak.- Mrugnęłam.- Ale przecież mówiłam ci, że to
ona. To sweterek naszego…naszego zmarłego synka.- Zauważyłam jak drgnął. Szybko
się jednak opanował.
- Muszę to jeszcze sprawdzić.
- A co z rzeczami które były u ciebie? Sprawdziłeś czy
brakuje w nich tej bluzki?
- Tak, nie było jej tam. Ale mimo wszystko to nie znaczy,
że to musi być ta sama.- Zrobił krótką pauzę.- Mogę wziąć paczkę do domu? Nie
chciałbym zajmować ci więcej czasu, bo
wiem że zaraz musisz iść do pracy.
- No tak, niedługo muszę wyjść z domu.
- Więc?
- Jasne, tak. Weź ją.- Kowalski otrzymawszy pozwolenie wyjął zwykłą torebkę z zatrzaskiem. Włożył do niej karton. Dopiero potem zdjął rękawiczki.
- Jasne, tak. Weź ją.- Kowalski otrzymawszy pozwolenie wyjął zwykłą torebkę z zatrzaskiem. Włożył do niej karton. Dopiero potem zdjął rękawiczki.
- W takim razie będę już szedł.- Powiedział patrząc na
mnie przelotnie.- Jeszcze raz przepraszam za najście.- Wolno zaczęliśmy się
posuwać w kierunku wyjścia. Dopiero w korytarzu, przed wejściowymi drzwiami
odruchowo się zatrzymaliśmy. Potem spojrzeliśmy sobie w oczy dokładnie w tym
samym momencie.
- Posłuchaj ja…
- Chciałem…- Oboje wypowiedzieliśmy te słowa w tym samym
momencie i oboje przerwaliśmy. Uśmiechnęłam się do niego; po chwili choć nieco
niechętnie Łukasz uczynił to samo. Zrobił wymowny gest dłońmi.
- Ty pierwsza.
- Właściwie to…ja tylko…- Mrugnęłam zmuszając się do poniesienia wzroku, bo nie
wiadomo kiedy wlepiłam go w swoje stopy. - Przepraszam za to co zrobiłam
wczoraj. Nie chciałam oskarżać cię o nadanie tej paczki. I wchodzić do twojego
domu w ten sposób.
–Wiem.- Przerwał mi twardo.- Miałaś prawo mnie
podejrzewać.
–Być może, ale to jak na to zareagowałam...- Pokręciłam
głową czując nagłe zażenowanie. Przypomniałam sobie co powiedziałam Łukaszowi w
chwili złości, jak bardzo się przed nim obnażyłam. A sądziłam, że nic nie jest
w stanie znów wbić mnie w ten sam
koszmar jaki przeżywałam jeszcze do niedawna. Wystarczyła jednak niewinna z
pozoru przesyłka by mój świat zachwiał się w posadach. - Nie chciałam tak
zareagować, przepraszam. Powinnam też przeprosić twoją matkę, ale chyba nie
byłabym w stanie spojrzeć jej w oczy. Naprawdę bardzo mi głupio.
– W porządku. Rozumiem cię. Naprawdę.- Gdy tak na mnie
spojrzał poczułam się jeszcze gorzej. Przypomniałam sobie jak patrzył tak na
mnie w przeszłości. Zawsze z tą samą dobroduszną pobłażliwością jakby nic co
zrobię nie było w stanie w żaden sposób go do mnie zniechęcić. Poczułam jak
moje serce zaczyna bić szybciej.
- A ty? Co chciałeś powiedzieć?- Łukasz wyglądał tak
jakby na moment stracił poczucie rzeczywistości. Lekko potrząsnął głową.
- Tylko tyle, że jeśli coś by się działo to możesz na
mnie liczyć. Mimo…mimo tego co między nami zaszło zawsze pozostanę twoim
przyjacielem.
„Dlaczego? Bo jestem twoim
przyjacielem, tak? Więc teraz możesz przestać mnie za takiego uważać, bo już
mam dość bycia na każde twoje skinienie, obawiania się każdego najmniejszego
gestu który mogłabyś źle zrozumieć, bycia tym drugim.”
- Tak. Jasne.- Odpowiedziałam cicho nie wiedząc co
jeszcze dodać. Nie rozumiałam dlaczego w towarzystwie Łukasza czuję tę dziwną
niezręczność, dlaczego jest mi tak głupio zupełnie tak jakby to uczucie
wzbierające mi w piersi było…poczuciem winy. Ale przecież wcale tak nie było.
Bo nie miałam powodu by je czuć. Nie z powodu Łukasza. Miał rację. Rozstaliśmy
się w miarę w przyjaznej atmosferze- oczywiście po pół roku oczekiwania gdy moje
gwałtowne emocje i żal skierowany do całego świata trochę osłabł. Więc może to
właśnie dlatego? Może wciąż wyrzucam sobie iż byłam wobec niego
niesprawiedliwa, że nie powinnam obwiniać go o śmierć Kuby? Tak, to pewnie
dlatego, uspokoiłam się. Tylko dlatego.
- W takim razie, wszystkiego dobrego. Do widzenia.-
Kowalski otworzył drzwi i już przekraczał próg mojego mieszkania, gdy zawołałam
za nim:
- Łukasz!- Sama nie wiem po co to zrobiłam. Poczułam
tylko irracjonalną chęć zatrzymania go, wyjaśnienia, wytłumaczenia się że nigdy
nie chciałam go zranić żadnym słowem. Teraz jednak było na to za późno, co
uświadomiłam sobie już w chwili wypowiadania jego imienia.
- Tak?- Odwrócił się w moją stronę i znowu zauważyłam coś
w jego wzroku. Coś czego dawniej w nim nie było, ale teraz nigdy nie znikało z
jego oblicza. Było to oczywiście absurdalne, ale nie mogłam pozbyć się
przeczucia że coś jest z nim nie tak. Co jednak nie tłumaczyło poczucia, że
chciałam mu pomóc. Już nic nas przecież nie łączyło. – Karolina?- Pospieszał
mnie delikatnie.- Coś się stało?
- Chcę tylko wiedzieć jeśli coś odkryjesz. Jeśli uda ci
się złapać tego kogoś kto mi to wysłał. Nie chcę byś znowu coś przede mną taił
nawet dla mojego dobra. Chcę wiedzieć.
- Nie martw się. Już nigdy nie popełnię tego błędu.- Powiedział
i po prostu odszedł. A ja byłam tak odrętwiała, że zamknęłam drzwi dopiero po
dobrych kilku sekundach.
Już nigdy nie popełnię tego
błędu.
Już nigdy nie popełnię tego
błędu.
- Wszystko w porządku?- Niemal podskoczyłam słysząc głos Jacka
obok siebie. Dotknęłam dłonią okolicy serca.
- Ale mnie wystraszyłeś. Myślałam, że jesteś w kuchni.
- Byłem. Ale długo nie wracałaś, więc chciałem dowiedzieć
się o czym aż tyle rozmawiacie.
- Słyszałeś całą naszą rozmowę z Łukaszem?
- Tak.- Skinął głową, a ja mocno zacisnęłam usta by nie
wydobyło się z nich żadne słowo. Bo nie chciałam go oskarżać o to małe
szpiegostwo. Z pewnością wyciągnąłby niewłaściwe wnioski sugerując, że mnie i
Kowalskiego łączy coś więcej niż fakt, że kiedyś byliśmy małżeństwem.- Sądzę,
że on nie powinien się w to mieszać.
- W co mieszać?
- W sprawę tej paczki. On przecież nie ma z tym nic
wspólnego.
- Ale tylko on może mi pomóc. Przecież nie zgłoszę się na
policję, bo uznają mnie tylko za przewrażliwioną zbolałą po śmierci syna matkę.
- Nie mówiłaś o tym, że tu przyjdzie.
- Najwyraźniej mi to umknęło.- Weszłam do kuchni i
usiadłam na krzesełku przed stołem. Szybko spojrzałam na wiszący zegar. Miałam
jeszcze jakieś dwanaście minut do autobusu, więc z pewnością zdążę zjeść choć plasterek
bekonu. Położyłam go na przekrojonej połówce bułki. – Albo ty o tym
zapomniałeś.- Ugryzłam kęs, choć bekon był już odrobinę za chłodny.
- Nie, pamiętałbym o tym.- Spojrzał na mnie dziwnym
wzrokiem.- Po co Łukasz wziął tę paczkę?
- Bo chce sprawdzić odciski palców.- Odpowiedziałam mu po
dłuższej chwili podczas której przeżuwałam jedzenie.
- Co? Po co chce to robić?
- Jak to po co? By zbadać do kogo mogą należeć.
- A jak niby zamierza to zrobić? Nie sądzę by ich
właściciel był w bazie CBŚ. A może Łukasza podejrzewa kogoś konkretnego? Mówił
ci coś?
- Jacek, co znaczą te pytania? O co ci chodzi?
- Mi? O nic. Po prostu nie rozumiem czemu on tak to
analizuje. Robi z igły widły.
- Ty za to wszystko marginalizujesz. Ktoś wysłał mi tę
paczkę. Ktoś kto wiedział jak bardzo może wyprowadzić mnie z równowagi.
- A może nie? Może wcale nie to było jego zamiarem?
- Co masz na myśli?
- To, że może zamiarem sprawcy wcale nie była chęć
wystraszenia cię, ale wręcz przeciwnie: może bluzeczka miała stanowić dla
ciebie pamiątkę po zmarłym synku.
- Ty coś wiesz, prawda?- Wstałam z krzesełka- Wiesz kto
wysłał mi tę paczkę?
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?- Powiedział takim
tonem jakbym właśnie oskarżyła go o to, że jest kosmitą.
- Więc dlaczego nie pozwalasz Łukaszowi działać? Dlaczego
tak bardzo denerwuje cię to, że próbuje mi pomóc?- Z chwilą gdy wypowiedziałam
to ostatnie pytanie znałam już na nie odpowiedź. Była tak oczywista, że
zaskoczyło mnie to iż wcześniej na to nie wpadłam.- Jasne. Chodzi ci właśnie o
to, prawda? Bo pomaga mi były mąż. Gdyby to był ktoś inny nie stanowiłoby to
dla ciebie problemu.
- Nie o to mi chodzi. Po prostu nadal sądzę, że ta
przesyłka nie dotyczy przeszłości ani Kubusia.
- A więc sądzisz, że mam paranoję?
- Nie, oczywiście że nie. Chcę tylko byś podeszła do tego
z dystansem. Wiem, że przez to przez co przeszłaś możesz czuć pewną obawę, ale
nie możesz drzeć za każdym razem gdy zdarzy się taka niewinna rzecz.
- Na Boga Jacek. Prawdopodobnie jakiś przestępca wysyła
mi rzeczy zmarłego syna a ty sugerujesz, że to ja jestem chora?- Nie mogłam w
to wszystko uwierzyć. Dlaczego on się tak zachowywał? Czemu nagle oskarżał mnie
w ten sposób? Nigdy nie traktował mnie zbyt pobłażliwie tak jak to robiła moja
rodzina, ale nigdy też tak brutalnie nie wytykał mi moich błędów. Inna sprawa,
że ja teraz wcale nie uważałam swojego zachowania za błąd. Zaczęłam wychodzić z
kuchni. Jacek poszedł za mną.
- Karolina, przepraszam. Wcale nie chodziło mi o to, że
zbytnio dramatyzujesz. Po prostu martwię się o ciebie.
- Więc może od razu zadzwoń po psychiatrę? Niech zakują
mnie w kaftan bezpieczeństwa. Niezrównoważoną, chorą na psychozę wariatkę.- Ironizowałam.
Przedtem jednak odwróciłam się w jego stronę dźgając go wskazującym palcem w
pierś.
- Nigdy tego nie powiedziałem.- Oznajmił stanowczo.
- Ale pomyślałeś, prawda?
- Nie.
- A ja myślę, że tak.- Westchnęłam głośno.- Przepraszam
cię, ale lepiej będzie jeśli teraz pójdziesz.
- Karolina ja naprawdę nie chciałem. Nie bądź na mnie
zła.
- Nie jestem. Po prostu za pięć minut muszę wyjść do
pracy, a jeszcze nie umyłam zębów.- Nie wspominając o tym, że praktycznie nie
zjadłam śniadania, ale to był mniejszy problem. Najwyżej kupię sobie coś w
pobliskim markecie i zjem już na miejscu w kwiaciarni.
- Wybacz mi. Nie chciałem wyprowadzić cię z równowagi.
- Jacek, jest w porządku. Muszę iść do pracy. W innym
wypadku nie kazałabym ci wychodzić.
- Na pewno?
- Tak na pewno.
- Więc spotkamy się wieczorem?
- Chyba nie. Dzisiaj ma odwiedzić mnie moja siostra
Marlena. Ale jeśli chcesz możesz przyjść.
- Nie, skoro tak to nie będę ci przeszkadzał. Jeszcze raz
przepraszam.- Gdy wyszedł poczułam ulgę, ale i wyrzuty sumienia. Chyba ostatnio
czułam je coraz częściej. Najpierw Łukasz, teraz Jacek… A przecież wcale nie byłam
taka znowu okropna, prawda? Z jękiem weszłam do łazienki pospiesznie sięgając
po szczoteczkę do zębów i wyciskając z tubki pastę. Miałam zamiar zostawić za
sobą wszystkie złe emocje.
Przebywając w kwiaciarni miałam szansę zdystansować się
do wszystkiego. Starałam się odstawić na bok swoje problemy, bo inaczej chyba
rozbolałaby mnie głowa. Na szczęście odwiedziny Marleny mi pomogły. A tym
bardziej gaworzenie małej Kasi, która przybyła razem z nią. Nie powiedziałam
jej o paczce, a ona chyba nie zauważyła niczego podejrzanego w mojej postawie;
wręcz przeciwnie. Tak jak na przyjęciu zaręczynowym Wojtka chwaliła moje
zachowanie i przemianę; pytała również o Jacka. A ja nie wiedziałam co mam jej
odpowiedzieć. Że dziś dowiedziałam się iż uważa mnie za histeryczkę i wariatkę?
Ale to z kolei spowodowałoby, że musiałabym jednak wyjaśnić jej dlaczego: a
więc wspomnieć o paczce. I tak błędne koło się zamykało.
Tuż przed dwudziestą pierwszą zadzwonił do mnie Jacek. Na
początku spytał czy mi nie przeszkadza, ale gdy oznajmiłam że Marlena z Kasią
już wyszły ponownie przeprosił za swoje zachowanie. Naturalnie zapewniłam go,
że wcale się na niego nie gniewam co z resztą było prawdę, bo złość przeszła mi
już wcześniej. Zdziwił mnie jednak na końcu rozmowy gdy zaoferował swoją pomoc
w poszukiwaniach. Być może więc wcale nie uważał mnie za przewrażliwioną tak
jak sądziłam? Znacznie poprawiło mi to humor i zdecydowanie uspokoiło.
Przez kilka następnych dni nic się nie zmieniło: nadal
nie wiedziałam kto był autorem paczki bo Łukasz się nie odzywał, ale z drugiej
strony kolejna przesyłka nie nadchodziła, więc być może teoria Jacka była
słuszna i nadawca wcale nie chciał mnie wystraszyć. A przynajmniej tak starałam
samą siebie pocieszać. Zaczęłam nawet podejrzewać, że naprawdę za bardzo
wszystko rozdmuchałam. Przesyłka zdawała się okazywać tylko jednorazowym
incydentem, o którym z każdym dniem powoli zapominałam. Wpadłam nawet na pomysł
logicznego wyjaśnienia wszystkiego: być może przez przypadek wysłał mi ją
Łukasz. Naturalnie nie sądziłam, że chciał mnie tym przestraszyć lub chociaż zirytować.
Ale może po prostu pomylił adres? Albo tak jak mówił Jacek wiedział, że nie mam
po zmarłym synku żadnych pamiątek, bo wcześniej tego nie chciałam, a teraz
chciałabym je mieć? Jednak po mojej reakcji zorientował się, iż popełnił gafę i
głupio było mu się do tego przyznać. Tak, właśnie tak musiało być. A ja
powinnam raczej przestać sądzić, że jestem aktorką grającą w filmie
gangsterskim .
Ale pewno wydarzenia uświadomiło mi, że może wcale się
nie myliłam. I znów zaczęłam mieć wątpliwości.
Mijał właśnie równo tydzień od chwili gdy dostałam przesyłkę.
Wracając z pracy zauważyłam Jacka. W pierwszej chwili sądziłam, że idzie mnie
odwiedzić, bo znajdował się na skrzyżowaniu ulicy na którą powinien skręcić by
dostać się do mojego bloku. Ale okazało się, że ktoś tam na niego czeka. Nie
widziałam kto, ale widok mężczyzny ubranego w czarną skórę wzbudził we mnie
niepokój. Typ z którym spotykał się Bończak wcale nie wyglądał „normalnie”.
Emanował jakąś dzikością, agresją a nawet wrogością. Dość emocjonalnie
tłumaczył coś Jackowi, ale nie byłam w stanie usłyszeć poszczególnych słów, bo
znajdowałam się za daleko. Ale bardzo zaniepokoiła mnie ta scena. Miałam zamiar
nawet spytać go o tego mężczyznę, ale potem uznałam że znów wszystko
rozdmuchuję. Okej, facet ubrał się na czarno i co z tego? Niby ma to świadczyć
o tym, że jest przestępcą? Przecież Jacek nigdy nie wróciłby do dawnego życia,
wielokrotnie to potwierdził. Ale wielokrotnie też mówił, że życie świadka
koronnego nie jest łatwe. Że przez jeden błąd w przeszłości musi pokutować całe
swoje życie. Czy istniało prawdopodobieństwo, że mógł znów zboczyć z właściwej
ścieżki?
Nie, odpowiedziałam sobie w duchu. Jacek by tego nie
zrobił. Nie on. Nie po tym ile stracił.
Po jakimś czasie ten epizod zniknął z mojej pamięci aż do
następnego. Tradycyjnie już raz w tygodniu przygotowywałam większą kolację do
której Jacek kupował produkty i zjadaliśmy ją razem. Wszystko przebiegało tak
jak dawniej: śmialiśmy się i przekomarzaliśmy, a potem zamierzaliśmy obejrzeć
film. Zanim jednak to nastąpiło pilna potrzeba skierowała mnie do łazienki. Gdy
z niej wróciłam zamierzałam radośnie spytać Jacka co też wybrał jednak słysząc jego głos, przystanęłam.
Zauważyłam, że rozmawia przez telefon więc postanowiłam się wycofać i nie
podsłuchiwać. I byłabym tak zrobiła, gdybym nie usłyszała swojego imienia.
- Dlaczego się nie odzywałeś? Zostawiłem ci masę
wiadomości. Tak, na poczcie głosowej…co nie odczytałeś ich? Widziałem go,
rozumiesz? I jestem pewny, że to był właśnie on. Karolina… tak, to jest…ale ona
nie ma już z nim niczego wspólnego. Mówiłeś, że nic jej się…do diabła mówię coś
do ciebie, ogłuchłeś? Musimy się spotkać, ale ona nie może o niczym wiedzieć, kapujesz?
Masz się z nią nie kontaktować, bo inaczej…jaka paczka? Skąd o niej wiesz? To
nie ma z tą sprawą nic wspólnego i… nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię
później. Ale pamiętaj co ci mówiłem: o niczym jej nie mów.- Domyślając się, że
rozmowa dobiega końca ostrożnie wycofałam się na korytarz. Wiedziałam, że mam
tylko chwilę na to by doprowadzić się do porządku, co w tej chwili wydawało mi
się być niewykonalne.
Ona nie ma z tym nic wspólnego…
nie może o niczym wiedzieć…
paczka…
A więc jednak Jacek mnie okłamał i miał coś wspólnego z
paczką którą ktoś mi wysłał. To pewnie dlatego nie chciał angażować się w
śledztwo Łukasza czy nawet mnie do niego zniechęcał. Nie chciał bym cokolwiek o
tym wiedziała. Tylko dlaczego? Czyżby dlatego, że przesyłkę wysłał mi jeden z
jego kumpli? Może nawet ten sam którego widziałam z nim kilka dni temu? Czy to
dlatego się kłócili?
- Hej, co ty robisz w tym korytarzu?- Jacek najwyraźniej
skończył swoją pasjonującą rozmowę, bo wstał z kanapy i zaczął podchodzić w
moją stronę. Zmusiłam się by zachowywać się normalnie. W myślach powtarzałam
sobie, że znowu wszystko rozdmuchuję, bo prawdopodobnie ta rozmowa wcale mnie
nie dotyczyła. Tylko, że…taa, jasne. Przecież Bończak wyraźnie mówił o mnie!
- Nic. Po prostu coś wpadło mi do oka.- Skłamałam na
poczekaniu wykorzystując fakt, że przede mną znajdowało się duże lustro.
Kilkakrotnie zamrugałam patrząc w nie by wypaść wiarygodniej.
- Może z zapalonym światłem będzie łatwiej.- Nacisnął
przycisk zapalający żarówki.
- Nie, już chyba sobie poradziłam. Widocznie jakiś
paproch wpadł mi do oka i nic z tym nie zrobię.
- Pokarz.- Powiedział Jacek kierując się do mnie.
- Nie, naprawdę wszystko w porządku.- Bończak jednak nie
rezygnował. Chwycił moją twarz w swoje dłonie i nachylił w stronę światła.
- Które to oko?
- Prawe.- Zdecydowałam patrząc w inną stronę byleby nie
na niego. Postanowiłam cierpliwie zaczekać aż skończy.
- Rzeczywiście nic nie widać. –Zawyrokował co było dość
oczywiste, bo żadnego pyłku nie było.
- Widzisz?- Delikatnie oswobodziłam swoją głowę.- Mówiłam
ci. Chodźmy lepiej oglądać ten film. Jaki wybrałeś?
- Jakiś film akcji. Tegoroczny, z wypożyczalni. Nie czytałem
fabuły, ale zebrał pochlebne recenzje…- Słuchałam go jednym uchem zastanawiając
się nad prowadzoną przez niego rozmową. Starałam się zdecydować co z tym fantem
zrobić: udać że o niczym nie wiem? To było najprostsze wyjście. Otwarta
konfrontacja byłaby najodpowiedniejsza, ale z kolei wywoływała następny
problem: czy naprawdę jestem gotowa by usłyszeć to co miał mi do powiedzenia
Jacek? I czy on w ogóle powiedziałby prawdę?
Mimo wszystko byłam gotowa zdecydować się na drugie
wyjście. Tyle, że w ostatniej chwili przyszła mi do głowy trzecia droga.
Przecież Bończak dopiero co skończył rozmawiać przez telefon. Nic jeszcze
przede mną nie zataił. A co jeśli zamierza poinformować mnie o czymś czego się
niedawno dowiedział? Dlatego starając się by mój głos zabrzmiał normalnie
spytałam:
- Rozmawiałeś z kimś przez telefon?
- Aaa…tak.
- Z kim?- Zadałam sobie wiele trudu by moje pytanie
zadane było jak gdyby od niechcenia; jakbym gdzieś miała odpowiedź na nie, ale
zadawała je tylko i wyłącznie po to by podtrzymać rozmowę. Chyba mi się to
udało, bo Jacek niczego nie zauważył.
- To był kolega z pracy. Chce żebym wziął za niego kurs
na weekend, a przecież wyraźnie zaznaczyłem ze mam zamiar trochę odpocząć. Poza
tym to jego kolej. Czasami jest
strasznie irytujący.
- Domyślam się.- Odpowiedziałam cicho biorąc do ust łyk
wody mineralnej która stała przed sofą na małej ławie. Bo już wiedziałam. Nie
mogę ufać Jackowi. Dałam mu szansę, a on z niej nie skorzystał. Bo wcale nie
rozmawiał ze swoim kolegą. Rozmowa wyraźnie dotyczyła mnie. I pewnie to był
jego kolega, ale na pewno nie z pracy. Przypomniałam sobie jak dawniej
oszukiwał mnie w ten sam sposób. Czyżby odnowił stare kontakty? A może to jego
kumple przestępcy chcą go szantażować i to oni wysłali mi paczkę? Ta myśl spowodowała
przypływ paniki, ale szybko ją pokonałam. Nie mogę liczyć na Jacka, więc od
teraz będę liczyła tylko na siebie. Bo nie jestem tak naiwna i głupia jak mu
się wydaje. Nie pozwolę się znowu oszukać.
Gdy film dobiegł końca, udałam ziewnięcie. Jacek widząc
to połknął haczyk i pożegnał się ze mną życząc dobrej nocy. Naturalnie wcale
nie byłam śpiąca, ale nie chciałam przebywać z nim w tej chwili. Nie ze
strachu, bo wcale go nie czułam. Raczej złość i zawód, że zawiódł moje zaufanie
i mnie okłamuje podczas gdy wyraźnie coś wie. A gdyby został u mnie choćby
minutę dłużej niechybnie bym się na niego rzuciła. Dlaczego znowu mi to robi?
Teraz, gdy potrzebuję wsparcia bardziej niż kiedykolwiek? Gdy w końcu
zdecydowałam, że między nami może istnieje jakaś wspólna przyszłość?
Znowu rozczarowanie. Byłam tym tak bardzo zmęczona i co
zauważyłam z niejakim bólem: raczej nie zaskoczona. Czułam się raczej tak jakby
matka mająca wiecznie rozrabiające dziecko wcale nie zdziwiła się, że po raz
kolejny coś spsocił. Po prostu smutna akceptacja.
Biorąc prysznic zastanawiałam się co powinnam teraz
zrobić. Powiadomić agentów CBŚ? A może ostrzec Jacka, że o wszystkim wiem i dać
mu szansę? Albo w ogóle nic nie robić…nie, nie mogłam tak postąpić.
Chociaż…tak, mogłam najpierw skorzystać z tej sytuacji. Mogłam dowiedzieć się o
co w tym wszystkim chodzi zanim Bończak czegokolwiek się domyśli. Na tę myśl
uśmiechnęłam się do siebie. A więc Jacek uważa mnie za głupią bezwolną
laleczkę? Przekona się więc, że wcale nie jestem taka bezbronna jak sądzi.
- Już nigdy nie pozwolę na to by czuć się, a tym bardziej
stać się ofiarą.- Powiedziałam do siebie czując jak gorące strużki wody
spływają po moim ciele wraz z nękającym mnie od kilku godzin napięciem.- Nigdy.
I nie pozwolę tak się traktować.
Zgodnie ze swoim postanowieniem, zaraz po przebudzeniu, ciesząc
się że dziś jest sobotą i nie muszę iść do pracy, zabrałam się za rozpoczęcie
swojego prywatnego śledztwa i zabawę w detektywa. Na początku wyjęłam z
notatnika dużą kartę i zielonym flamastrem- innego nie miałam- drukowanymi
literami napisałam na środku słowo: paczka. Bo tak naprawdę wszystko zaczęło
się od niej: od przesyłki którą wysłał mi nieznajomy sprawca. Dorysowałam do
niej strzałkę z dopiskiem „rozmowa i tajemnica Jacka”. Byłam pewna, że obie te
sprawy są powiązane. „Mężczyzna w kurtce ze skóry”, dorysowałam kolejną
strzałkę. Być może powinnam dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, ale szukając
w pamięci nie kojarzyłam jej w żaden sposób, więc i tak by to nic nie dało.
Przyjrzałam się swojemu dziełu. Co jeszcze wiedziałam? Chyba
nic. Uświadomiłam sobie, że było to żałośnie mało. Tylko hipotezy i
podejrzenia. Powinnam raczej wiedzieć więcej.
Wstałam z fotela otwierając laptopa. Chciałam poszperać
trochę w sieci i uzyskać trochę informacji na temat siatki Bajkowskiego, po
której skazano Pajęczaka i Górskiego za porwanie mojego syna oraz nieumyślne
spowodowanie jego śmierci. Zastanawiałam się przy tym dlaczego robię to dopiero
teraz.
Mimo, iż od tamtej pory minęły już prawie dwa lata, pełno
było artykułów na temat wielkiego bosa przestępczości. Na jednym z nich
zauważyłam nawet Łukasza: zatrzymałam się nad nim dłużej wpatrując się w jego
zdjęcie. Był w nim ubrany w strój służbowy i miał dość zaciętą minę. Znałam tę
fotografię, bo zrobiono ją zaraz po zakończeniu sprawy Mochowskiego, czyli
dobre trzy lata wcześniej niż data nadania artykułu. Ale mimo to użyto jej by
pokazać jaka tragedia spotkała dzielnego funkcjonariusza, jak głosił tytuł.
FUNKCJONARIUSZ CBŚ, WŁODZIMIERZ KOWALSKI WRAZ Z CAŁYM BIUREM PRACOWALI NAD
SPRAWĄ MOCHOWSKIEGO JUŻ OD KILKU LAT, ALE DOPIERO DZIĘKI JEGO SYNOWI ŁUKASZOWI
KOWALSKIEGO UDAŁO SIĘ WNIKNĄĆ DO SIATKI PRZESTĘPCÓW. MŁODY FUNKCJONARIUSZ,
UŻYWAJĄC FAŁSZYWEJ TOŻSAMOŚCI ZMARŁEGO PRZESTĘPCY ZDOŁAŁ WKUPIĆ SIĘ W ICH
ŁASKI. UDAJĄC IRENEUSZA…
Przerwałam czytanie doskonale wiedząc co w nim znajdę:
przecież znałam tę sprawę z najmniejszymi detalami: Łukasz udający chłopaka
Kariny, ktoś dowiaduje się o tym że jest wtyką i mści się na moim byłym mężu
porywając mu syna. Pobieżnie przemknęłam wzrokiem przez cały tekst, ale nie
znalazłam w nim niczego istotnego. Jednak gdy już miałam ochotę zamknąć stronkę
mój wzrok przykuła ostatnia linijka.
POGRĄŻONEMU W ŻAŁOBIE AGENTOWI WSPÓŁCZUJEMY I SKŁADAMY
NAJSZCZERSZE KONDOLENCJE W IMIENIU WSZYSTKICH OFIAR MOCHOWSKIEGO. MAMY
NADZIEJĘ, ŻE DECYZJA O ODEJŚCIU Z CBŚ JEST TYLKO TYMCZASOWA I PO JAKIMŚ CZASIE
NIEZASTĄPIONY FUNKCJONARIUSZ WRÓCI DO PRACY.
Zamrugałam gwałtownie oczami nie mogąc uwierzyć w to co
widzę. Łukasz odszedł z CBŚ? I to kiedy? Jeszcze w lipcu, zaraz po pogrzebie
Kubusia? Czemu mi o tym nie powiedział? I czemu do tej pory mnie to nie
zainteresowało?
Po raz kolejny przeczytałam ostatni akapit i się
uspokoiłam. Nie, on wcale nie znaczył że Łukasz skończył z CBŚ definitywnie.
Przecież nawet w Lublinie prowadził jakąś sprawę, więc musiało być tak jak
donosiła gazeta: jego odejście musiało być tymczasowe. Wstąpił tylko do agentów
z innego miasta, ale nie rzucił tego co kochał najbardziej na świecie. Swojej
pracy.
Przypomniałam sobie, że wciąż ma również moją paczkę z
bluzką Kubusia i pozytywką. Do tej pory
jakoś nie kwapił się by mi ją oddać choć przecież doskonale znał mój adres…
Doskonale znał mój adres.
„Mieszkam przy Traugutta 37. To
zaraz przy tej wielkiej piekarni braci Rajtaczów”.
„Wiem gdzie to jest.”
Nie, przecież to niemożliwe, mówiłam do swoich myśli. Nie
mógł wiedzieć, nie mógł znać mojego dokładnego adresu…a jednak wiedział. Doskonale
pamiętałam, że nie dodałam nic więcej: żadnego numeru klatki. Ba, nawet numeru
mieszkania! Chwyciłam więc mazak w dłoń i dorysowałam nim kolejną strzałkę i
brakujące ogniwo którego mi brakowało: Łukasz.
Szybko się ubrałam nawet nie martwiąc się swoim wyglądem.
W myślach pospieszałam jadący autobus, który z powodu dnia targowego zatrzymywał
się niemal na każdym skrzyżowaniu. W końcu jednak dotarłam tak gdzie chciałam.
Pod dom Kowalskich.
Wzięłam głęboki wdech przypominając sobie jak ostatnio
tam wparowałam: jak się potem okazało całkiem niesłusznie. Dlatego teraz
musiałam się uspokoić. Nie mogłam pozwolić sobie na błąd spowodowany nadmiernymi
emocjami. Nie teraz.
W głowie układałam sobie pospieszne przeprosiny dla pani
Marioli za to jak ją ostatnio potraktowałam, która zapewne mi otworzy. Tuż
przed skrętem we właściwą alejkę zadrżałam zastanawiając się co zrobię gdy
jednak otworzy mi pan Włodzimierz. Do dziś pamiętałam ten moment na ulicy gdy z
zaciśniętymi ustami udawał, że mnie nie widzi.
Okazało się, że jednak dopisało mi szczęście, bo Łukasz
właśnie wychodził z domu. W całkiem inną stronę z której nadchodziłam, ale
krótki bieg pozwolił mi go dogonić. Gdy jednak nie reagował krzyknęłam jego
imię. Wtedy momentalnie przystanął odwracając się w moją stronę. Był zaskoczony
moim widokiem.
- Karolina? Coś się stało? Dostałaś kolejną przesyłkę?
- Nie.- Pokręciłam głową.- Wszystko w porządku.-
Skrzywiłam się uświadamiając sobie, że jednak tak nie jest.- To znaczy nic się
nie stało: nie dostałam drugiej paczki.- To przynajmniej była prawda.
- Cieszę się.- Głęboka troska wyraźnie zniknęła mu z
oczu. Zaraz jednak zastąpiła nią konsternacja.- Więc dlaczego…?
- Dlaczego przyszłam? Bo chciałam z tobą porozmawiać. O
paczce.
- Ach tak.- Mrugnął. Czekałam na ciąg dalszy, który nie
nastąpił.
- Odkryłeś już coś?- Spytałam go nie zdradzając się ze
swoimi podejrzeniami wobec Jacka. Poza tym wcale nie byłam pewna czy wrócił do
bycia przestępcą.
- Nie. Ale zebrałam próbkę odcisków palców. Nie działam
oficjalnie, więc na wyniki trzeba poczekać trochę dłużej niż zazwyczaj.
- A więc ten kto ją wysłał nie był głupi.
- Z pewnością.- Wyczułam, że skłamał. Przez ponad tydzień
czasu od naszego ostatniego spotkania nie zebrał nawet odcisków palców?
Oficjalna czy nieoficjalna sprawa…to nie było ważne. Przecież jako kolega z
pracy innych funkcjonariuszy mógłby uzyskać te wyniki w kilka dni. Z tą myślą w
mojej piersi wezbrało dziwne uczucie. Jakby rozczarowania. Mimo to starałam się
udawać, że mu wierzę. Uśmiechnęłam się więc zadając następne pytanie:
- Mogę jednak wiedzieć kiedy mogę liczyć na oddanie
paczki?
- Nie jestem pewny. Chcę zbadać wszystko dokładnie o ile
jest to możliwe. Teraz oddałem sweter do dokładniejszej analizy i mam nadzieję
uzyskać precyzyjniejsze informacje co zajmie sporo czasu. Wszystko wykonano
dość amatorsko i nie sądzę by ten ktoś zawracał sobie głowę badaniem włókien
czy włosów znajdujących się na swet…
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- Przerwałam mu. Bardzo
zależało mi na elemencie zaskoczenia.
- Słucham?- Był wyraźnie zbity z pantałyku. Dokładnie o
to mi chodziło.
- Skąd znałeś mój adres?- Powtórzyłam cierpliwie nie
spuszczając z niego wzroku. W razie co miałam nadzieję wybadać każdą zmianę
jego wyrazu twarzy.
- Jak to skąd? Przecież mi go podałaś.- Powiedział jakby
zupełnie nie rozumiejąc o co mi chodzi. Ja jednak brnęłam dalej:
- Podałam ci tylko ulicę i blok. Nie klatkę i numer
mieszkania. A mimo to trafiłeś tam bez problemu
- Zrobiłaś to. Inaczej skąd bym wiedział?
- Nie wiem. Dlatego pytam ciebie.
- Karolina, posłuchaj…-Przerwałam mu słysząc jego
protekcjonalny ton jakby cierpliwie wyjaśniał coś nieświadomemu
niebezpieczeństwa pięciolatkowi. Taki sam jakim mamił mnie w przeszłości
zaczynając zdania dokładnie w ten sam sposób.
Karolina, posłuchaj nic się nie
dzieje.
Karolina, nie rób z igły wideł.
Przecież nic wielkiego się nie stało.
Karolina, przecież obiecałem ci
że wrócę wcześniej, więc czemu masz taką minę…
- Nie, to ty posłuchaj: mam tego dość. Dzisiaj
analizowałam całą sytuację od momentu gdy dostałam paczkę. I wiesz co się
okazało? Że to wcale nie ona była łączącym wszystkie późniejsze wydarzenia
spoiwem. Ty nim byłeś.
- Słucham?
- Odkąd przyjechałeś z Lublina to wszystko się zaczęło. Odpowiedz
wprost: po co wróciłeś do Warszawy?
powinna się zbliżyć do Łukasza..a jacek jak zwykle kłamie, mam nadzieję że nie da się omamić
OdpowiedzUsuńO ja! Uwielbiam te Twoje zakończenia!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
trzymasz w niepewności! mam nadzieję, że Jacek wysłał tą paczkę i Kara się o wszystkim dowie, a do tego zbliży się do Łukasza :) Patrycja
OdpowiedzUsuńJacek za wszystkim stoi! proszę, niech tak będzie, kocham to opowiadanie! jestyem uzależniona jak nic hah
OdpowiedzUsuńojejejku, ale się porobiło. czekam na next
OdpowiedzUsuńkochamy to opowiadanie !
OdpowiedzUsuńCzekam cierpliwie aby za niedługo nasycić się kolejną częścią. Co do opowiadania chce powiedzieć tylko tyle że moim zdaniem Karola nadal kocha Łukasza. Jeśli ktoś wmawia coś sobie to znaczy ze to co sobie wmawia nie jest wobec niego samego sobie szczere. Bo nigdy nie oszukamy siebie. Wmawiamy sobie rzeczy których tak naprawdę nie chcemy my sami ale chcą osoby w naszym otoczeniu. Karola przeciez tak sobie wmawia. Niby nic do Łukasza nie czuje a cały czas łapie się na tym ze chce prostować dwuznaczne sytuacje pomiędzy nią a Jackiem. Czy tak zachowuje się osoba która nic do drugiej osoby nie czuje? I czy tylko ja tak uwazam?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam wszystkie czytelniczki oraz Ciebie kochana Autorko! :)
Kinga.