Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 7 lipca 2015

Cienie przeszłości: Rozdział XLXIX: Zaczyna się robić groźnie.

NOTKA: KOLEJNY ROZDZIAŁ MAM ZAMIAR ZAMIEŚCIĆ JESZCZE W TYM TYGODNIU. ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA WIĘC MUSZĘ JESZCZE OBMYŚLIĆ PARĘ SZCZEGÓŁÓW BY DOGRAĆ WSZYSTKIE WĄTKI I JAKOŚ ZAKOŃCZYĆ CAŁĄ AKCJĘ. MAM NADZIEJĘ, ŻE ZAKOŃCZENIE WAM SIĘ SPODOBA CHOĆ JAK ZWYKLE SZYKUJĘ ZASKOCZENIE :)


         Całą podróż w nieznane miejsce pamiętam jak przez mgłę: odgłosy kłótni Jacka z ubranymi na czarno mężczyznami, wrzaski Kariny a także faceta który próbował ją uciszyć i wyzierający spod nich odgłos jakiejś starej piosenki w stylu retro która miała to zagłuszać. Nie dawała jednak rady. Z opaską przysłaniającą mi oczy i skrępowanymi sznurem nadgarstkami wykręconymi do tyłu oraz związanymi nogami wiedziałam tylko, że obok mnie siedzi przestępca. Nadal niczego nie rozumiałam, ale ten fakt wyraźnie utkwił mi w pamięci gdy krzycząca Karina tłumaczyła kim jestem. I głos najgrubszego mężczyzny z całej piątki mówiący, że to nie może być ona bo wygląda zupełnie inaczej niż trzy miesiące temu. A więc oznaczało to, że mnie śledził.
Nie wiem jak długo jechaliśmy, ale nogi zdrętwiały mi już dość szybko. Nie zamierzałam się jednak odzywać prosząc o choć trochę poluzowanie sznurka. I tak nic by to nie dało.
Dlaczego to zrobiłeś Jacek? Czemu wplątałeś się w jakąś umowę z Kariną choć wiedziałeś że to ona porwała Łukasza zatajając to przede mną?  I kim byli ci gangsterzy wożący nas jak worek z kartoflami? Czy naprawdę sprzymierzyłeś się również z nimi? Jesteś zdrajcą? A może tylko udajesz? Może chodzi tylko o uwolnienie Łukasza? Albo nie trzymasz z nikim i grasz na swoim własnym froncie. I masz w tym tylko tobie znany cel.
Boże, jak bardzo miałam ochotę zadać mu to pytania. Jak bardzo żałowałam przyjazdu tutaj. Powinnam zignorować SMS-a, zrozumieć że Jacek nie wysyłałby mi wiadomości o tak niejednoznacznej treści. Ta, łatwo było tak jednak mówić po fakcie. Gdyby z jakichś powodów miało to związek z porwaniem mojego byłego męża nigdy nie wybaczyłabym sobie własnej ignorancji.
- Nie jedźcie tam, błagam!- Znów usłyszałam głos Kariny. Brzmiał w nim autentyczny strach.- Proszę nie róbcie tego. Zapłacę ile będzie trzeba.
- Przykro mi, ale oferty naszego szefa nie przebijesz. On zapłaci nam ołowianą kulką prosto w łeb.- Usłyszałam czyjś rechot; najpewniej autora nieudolnego żartu.
- Kwiatek jest już nikim. Gdy mój ojciec wyjdzie z więzienia wszystko wróci do normy i odzyska dawne wpływy.
- Bajka nigdy nie wyjdzie z pierdla, cukiereczku.
- Nie nazywaj mnie cukiereczkiem ty podły wieprzu! I skończ z tym obleśnym wzrokiem. Tknij mnie palcem a pożałujesz.
- No, no. Takie ostre to lubię najbardziej…- Zmusiłam się by nie słuchać ich rozmowy, bo czułam jak żołądek zaczyna podchodzić mi do gardła. Rano zjadłam tylko jabłko i połowę bułki więc najpewniej to strachu lub obrzydzenie a nie głód wywracał mi wnętrzności do góry nogami.
- Dobrze się czujesz?- Usłyszałam koło siebie cichy, męski głos. A więc był tutaj. Siedział po drugiej stronie i najpewniej nie miał na oczach opaski, bo doskonale wymacał supeł na moim nadgarstku i go trochę poluźnił. Nie na tyle bym mogła pozbyć się sznurka, ale na tyle by ból wrzynanego w ciało materiału się zmniejszył.- Przepraszam za wszystko. Postaram się nas stąd wyciągnąć.
- Co tam mamroczesz pod nosem Jacek?
- Nic takiego. Karolina jest trochę zmartwiona tym, że musi jechać w takich warunkach.
- Oj, to tylko kawałek. Musimy spytać szefa co mamy robić dalej.
- Daj spokój, Mango. Przecież to moja dziewczyna wiesz o tym. Co niby ma mieć wspólnego z Łukaszem? Owszem kiedyś była jego żoną, ale…
-…nie słuchajcie go! On okłamie was tak jak mnie. I wyroluje. A potem…
-…zamknij się już Karina albo cię strzelę w tą twoją piękną buźkę.
- Tylko się waż a mój ojciec…
-…dość już straszenia mnie tatusiem. Jeszcze do ciebie nie dotarło, że nie ty tu rozkazujesz?- Szorstki głos zamilkł, a po nim zapadła cisza.- No, i właśnie o to chodzi. Milczenie nie jest takie trudne, co?- Tym razem usłyszałam ciche parsknięcie.- Właśnie. A, i jeśli można poprosiłbym o twoją komórkę Jacek.
- Co? Nie ufasz mi?
- Hm, sam wiesz że w naszym zawodzie zaufanie nie jest warte funta kłaków. Zresztą, tu nie chodzi o jego posiadanie lub też jego brak. Ale o zasady.
- Widzę, że Karinka zrobiła wam pranie z mózgu. Ale jeśli chcesz to proszę bardzo.
- I widzisz? Teraz lepiej.
- Przez niego zabiją Łukasza słyszysz kretynko? Ciebie też wyrolował.- Usłyszałam głos Kariny a po nim przykry dźwięk otwartej dłoni zetkniętej z twarzą.
- Zapłacisz mi za to.- Warknęła.
- Najlepiej w naturze. A teraz stul dziób. Następnym razem zapomnę, że jesteś kobietą.
- Goń się.
- No wiesz, tak przy ludziach? Ale jeśli chcesz…- Znów ten obrzydliwy rechot. Miałam ochotę wrzeszczeć ile sił w płucach. Tyle, że to nic by nie dało. Czy Bajkowska miała rację? Czy przeze mnie zabiją Łukasza? A właściwie przez Jacka bo mu zaufałam? Skąd miał kontakt z tymi przestępcami? I jak nawiązał umowę z Kariną którą zerwał?
- No panowie, już dojeżdżamy. Olek, zatrzymaj się. Zadzwonię do szefa.
- Już to zrobiłem. Mamy na niego czekać.
- A tamci? Odnaleźli już gliniarza?
- Mieli zadzwonić jak to zrobią.
- Świetnie. Ale jeśli ta suka nas oszukała…- Wzdrygnęłam się nie mogąc się powstrzymać zastanawiając się czy mówią o mnie-…to nawet tatuś zza krat więzienia jej nie pomoże.- A więc mieli na myśli Karolinę. A tym policjantem był zapewne Łukasz.
- Nie oszukałam. Nie jestem głupia. – Warknęła.- Ale na razie nie róbcie mu krzywdy. I chcę porozmawiać z waszym szefem zanim cokolwiek mu zrobicie jasne?
- Jezu, zabierzcie ją ode mnie bo już nie wytrzymam. Nie potrafisz zamilknąć? Weź przykład z Karoliny.
To były ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim wysiadłam z samochodu. Ledwie unikając upadku pozwoliłam się prowadzić Jackowi choć nie miałam pojęcia czy mogę mu ufać. W głębi serce wiedziałam że tak jest; ale słowa Kariny Bajkowskiej wypełniły mnie niepewnością. Co jeśli realizował swój własny plan? Irytowało mnie to, że nie mogłam go otwarcie o nic zapytać nie wiedząc przy tym czy właśnie go nie zdradziłam. Nie znałam obowiązujących w tej grze reguł a ryzykując mogłam łatwiej wszystko stracić niż zyskać. Uparcie więc milczałam.
Zaprowadzono mnie do jakiegoś pomieszczenia: potem usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Nasłuchując zastanawiałam się czy zostawiono mnie tu samą: zaraz jednak poczułam na twarzy czyjś dotyk. Odsunęłam się mimowolnie.
- Spokojnie, to tylko ja.- Szepnął do mnie Jacek próbując rozplątać mi sznurek na dłoniach. Potem je pocałował.- Nic ci nie jest?
- Nie.- Odparłam odruchowo prostując zbolałe ramiona.- Co tu się dzieje kim są ci ludzie?
- To…to są bandyci, Karolina. Dlatego nie rób nic co mogłoby ich zdenerwować.
- Czemu w się z nimi układałeś? I z tą całą Karinką? Powiedz mi o co to  tym wszystkim chodzi?
- Nie mogę, mam tylko chwilę. Pamiętaj tylko żeby mówić jak najmniej. Mów jak najwięcej kłamstw. Nie zdradzaj swojego strachu. I mi zaufaj.- Ku mojej ogromnej konsternacji Jacek cmoknął mnie prosto w usta.- Zrobię wszystko co w mojej mocy by cię uratować.
- Zaczekaj!- Krzyknęłam gdy już odwracał się by odejść.- Co to znaczy? Co mam mówić? Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
- Właśnie o to: skonfunduj ich; nie wyjawiaj prawdziwych emocji i uczuć. I przede wszystkim wmawiaj im, że Łukasz nic cię nie obchodzi. Muszę już iść bo się czegoś domyślą.- Jacek trzymanym w dłoni kluczem otworzył drzwi. Gdy wychodził chciałam wybiec razem z nim, ale zrozumiałam że to bezsensowne. Najwyraźniej teraz nie mogłam tego zrobić bo i tak by mnie nie wypuszczono. Pozostawało mi tylko czekać na ruch Bończaka.
Zaufaj mi, poprosił.
Zaufaj mi.
Tyle, że z każdą upływającą sekundą było mi coraz ciężej to robić. Ale nie mogłam przecież wierzyć Karinie: córce przestępcy której nic nie obchodziłam. To jasne, że starała się nas skłócić. Jacek nie pozwoliłby Łukaszowi na śmierć.
Zaufaj mi.
Tak, dość zwątpienia. Nawet jeśli Jacek zastosował nieco nieetyczne metody to jednak był jedyną osobą, która była w stanie mi pomóc.
By choć trochę się uspokoić zaczęłam rozglądać się po pokoju starając się myśleć pragmatycznie. Co może posłużyć mi do obrony? I gdzie właściwie jesteśmy? Żałowałam, że skupiona na własnych myślach nie zwróciłam baczniejszej uwagi na teren znajdujący się na zewnątrz: nawet jeśli miałam zasłonięte oczy to dźwięk żwiru pod stopami lub odgłos trawy powinnam kojarzyć. A ja nawet o tym nie pomyślałam.
Karina miała rację: byłam kretynką. Już drugi raz mnie porywano, a ja nadal niczego się nie nauczyłam. Nawet nie nosiłam przy sobie cholernego gazu pieprzowego. Chociaż teraz brodacz wyrwał mi torebkę i komórkę niszcząc ją tuż przed wejściem do samochodu to jednak fakt, że nawet gdybym miała ją przy sobie nic by mi nie dał był dość przygnębiający. Jak zwykle musiałam być żałosną ofiarą czekającą na swoje wybawienie.
Nie wiem jak długo czasu spędziłam w samotności i zamknięciu: w końcu zniechęcona nędznymi poszukiwaniami (pokój był zupełnie pusty poza zielonym dywanem na podłodze  i wielkim obrazem którego nie dałabym rady udźwignąć na ścianie przedstawiającego lwa), usiadłam na podłodze w rogu pomieszczenia. Po jakimś czasie usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza.
- Wstawaj. Szef przyjechał. Chcę z tobą porozmawiać.- Usłyszałam od razu odzyskując przytomność umysłu. Powściągając chęć odpowiedzi, że ja nie mam ochoty na rozmowę z jakimś-tam jego szefem wolno podniosłam się z podłogi. Starałam się nie złapać przy tym za brzuch. Jacek kazał mi kłamać we wszystkich sprawach, ale czy ciąży też? Byłam już w końcówce czwartego miesiąca, ale w luźnej sportowej bluzie którą miałam dziś na sobie na dobrą sprawę nic jeszcze nie było widać. Czy ci przestępcy wiedzieli więc o ciąży tylko o niej nie wspominali? A może moje starania są niepotrzebne?- No, ruchy dziewczyno. A teraz dawaj ręce.
- Po co?
- Tylko ja mogę tu zadawać pytania. Do tyłu, bez żadnych sztuczek. Nie chcę być odwaliła coś jak Karinka, która teraz nie wygląda tak pięknie jak przed przyjazdem tutaj. Rozumiemy się?- Zagryzając wargi niemal do krwi, skinęłam głową. Brzydziłam się nimi, tym miejscem, ich profesją. Chciałam znaleźć się w swoim domu z Łukaszem i Jackiem bezpiecznymi u mego boku. Chciałam zapomnieć o obrzydliwym śmiechu, wulgarnych odzywkach, poczuciu beznadziejności i słabości gdy traktowana jak marionetka wykonywałam ich polecenia. Znów wstąpił we mnie duch walki. Nie mogę się poddawać biernie temu co chcą mi zrobić. Muszę chociaż udawać twardą by wiedzieli, że nie jestem słabeuszem. Może kobietą, ale nie nieporadną. – No, tak lepiej. Idealna z ciebie zakładniczka. A teraz chodźmy. Ty, nie przyglądaj się tylko mi pomóż. Trzymaj ją za rękę.- Zwrócił się do kolegi który znajdował się za drzwiami. A więc nici z ucieczki czy nawet myśli o niej. Znów pomyślałam o Jacku. Gdzie teraz był? Czy coś mu grozi?
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wejściu do pokoju do którego zawlekło mnie dwóch facetów w czarni (teraz jeden z nich miał na sobie dżinsową marynarkę) to duży obraz umieszczony nad oknem. Wpatrywałam się w niego dobre kilka sekund zauważając w pejzażu liczne szczegóły: dom nad molo, biegnącą postać kobiecą i wiatr rozwiewający jej kapelusz. Właściwie sama nie wiem czy bardziej absurdalne wydawało mi się to, że w takim momencie zwracam uwagę na nic nie znaczące obrazy na ścianie czy fakt, że one tu wiszą. 
Dopiero później przeniosłam wzrok na stojącego przy wysokim masywnym biurku mężczyznę. Był wysoki, lekko zaokrąglony i miał nie więcej niż pięćdziesiąt, może pięćdziesiąt dwa lata. W zasadzie nie wyglądał jakoś charakterystycznie: lekko orli nos, wąsy nad pełną górną wargą i ciemne oczy. Poza blizną nad lewym okiem, bo ta była już charakterystyczna. Dość długa na jakieś pięć centymetrów rozciągała się od łuku brwiowego aż do połowy zewnętrznego kącika oka co wyglądało dość groteskowo, bo trochę ściągnęło mu tę część twarzy. To był ten cały „szef”? Nieco starszy niż się spodziewałam.
– No, a więc to jest ta laleczka, tak?- Spytał retorycznie i teraz z kolei to on zaczął się we mnie wpatrywać. A ja stałam z rękoma wykręconymi do tyłu przez jakiegoś zbira dzielnie odwzajemniając jego wzrok. Nie obchodziło mnie czy wydam mu się żałosna czy głupia; miałam nadzieję, że oprócz tego zauważy również moją determinację. Bo ja byłam gotowa na wszystko byleby tylko odzyskać Łukasza.- Ładna. Chyba nie jest fotogeniczna, bo na zdjęciach wyglądała gorzej.- Nie zdziwiło mnie to stwierdzenie. Już wcześniej jeden ze zbirów wydał się, że mnie śledził. Z kolei Karina ostrzegała przed wściubianiem nosa w nieswoje sprawy, gdy zarzuciłam jej że to ona porwała Łukasza.- Jak się nazywasz?- Spytał.
– Karolina Makuszyńska. Po rozwodzie z tym policjantem wróciła do swojego nazwiska.- Pospieszył mu z pomocą jeden z dwóch towarzyszących mi opryszków. Nie ten który mnie trzymał, ale facet stojący po mojej prawej stronie.
– Klusek, pani chyba sama umie mówić, prawda?- Uśmiechnął się do mnie, ale był to groźny uśmiech. Kąciki oczy mu się nie śmiały, a stalowy wzrok ani na trochę nie złagodniał. Z trudem zdołałam się powstrzymać przed gwałtownym przełknięciem śliny. „Nie zdradzaj im własnego strachu”, pomyślałam przypominając sobie wskazówkę udzieloną mi przez Jacka.- Przyszła na spotkanie z Jackiem, tak?
– Tak.- Odparł ten sam facet, ale po ostatnim komentarzu tego z blizną zrobił to dopiero po skinięciu głową.- Sprawdziliśmy teren dwa razy. Żadnych psów. Wygląda na to, że Jacek nie kłamał.
–Więc po co Robot trzyma ją związaną jakby była jakimś superbohaterem i potrafiła się uwolnić? Rozwiążcie panią. Gdzie wasze maniery, panowie?- „Panowi” byli stanowczo skonfundowani i ja prawdę mówiąc też. Nie miałam pojęcia dlaczego ten cały szef zachowuje się tak jakbym była jego gościem. Gdy usiadłam przed biurkiem, a on chciał poczęstować mnie jakimś cukierkiem nie wytrzymałam. Nigdy nie cierpiałam groteski.
- Czemu pan mnie tu przetrzymuje?
- Ktoś nie traktował cię odpowiednio? Chłopcy, co się stało z waszymi manierami?
- Doskonale pan wie, że nie o to mi chodziło. Czemu tutaj jestem?- Powtórzyłam.
- A czemu zjawiłaś się z Jackiem w tamtych ruinach?- Opowiedział pytaniem.
- Przez prowokację Kariny.- Odparłam szczerze zapominając o instrukcji Jacka by kłamać. Teraz było za późno na zmianę zdania.- Mówiła o czyimś porwaniu.
- Istotnie.- Potwierdził. Potem po krótkiej pauzie dodał: -Twojego byłego męża.- Zauważyłam, że uważnie obserwuje moją reakcję.- Nie wyglądasz na specjalnie zmartwioną.
- Bo nie jestem.- Skłamałam zgodnie z poleceniem Jacka.- Chcę tylko stąd wyjść. Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. I jestem głodna.- Postanowiłam udawać głupią blondynkę bo w tym wypadku ta strategia mogła się udać. Lekceważąc mnie dawali mnie większe szanse na  ucieczkę.
- A więc nie ciekawi cię gdzie jest?
- A więc gdzie jest?-Spytałam wplatając w to irytację. Zauważyłam, że facet sprawiał wrażenie zdezorientowanego. A więc moja taktyka działała. Nie wiedział ile znaczy dla mnie Łukasz.
I przede wszystkim wmawiaj im, że Łukasz nic cię nie obchodzi.
Zaraz jednak poczułam iskierkę zaniepokojenia: a co jeśli moją decyzją skażę go niechcący na śmierć? Nie dlatego, żeby moje zdanie czy opinia miały dla tego całego szefa jakieś znaczenie, ale dlatego by sprawdzić czy mówię prawdę. Może Jacek się mylił? Dlatego dodałam:- Ale jeśli gdzieś tu jest, to chciałabym się z nim zobaczyć.
- A jednak cię interesuje, co?
- Był moim mężem.- Odparłam wymijająco.
- Ale mimo to po rozwodzie nadal się z nim spotykałaś.
- I co z tego?
- Nic.- „Szef” zaśmiał się jakbym powiedziała niesłychanie śmieszny żart.- Kochasz go?
- A pan go kocha?- Wypaliłam. Nie wytrzymałam. To nic, że nie powinnam go rozdrażniać; nienawidziłam hipokryzji a tym bardziej nie zamierzałam udawać, że przyszłam tu na popołudniową herbatkę. Facet siedząc naprzeciwko mnie powtórnie się roześmiał.
– Zadziorna i konkretna, to lubię. Nie dziwię się, że wzbudziłaś sobą zainteresowanie policjanta i handlarza narkotykami. No nic, wygląda na to że nie dowiem się od ciebie niczego ciekawego. Łukasz też nie jest zbyt rozmowny.
- Jest tutaj? Mogę go zobaczyć?- Nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Nie umknęło mi jednak porozumiewawcze spojrzenie jakie wymieniła ze sobą trójka mężczyzn.
– Jak myślicie, chłopcy? Może?
- Wszystko jest już gotowe.- Odparł mu brodacz.
- W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak poprosić cię droga Kamilo…to znaczy Karolino do wyjścia. Tam spotkasz się z Łukaszem i rozpoczniemy przedstawienie.- Nie spodobały mi się te słowa, bo kompletnie nic nie zrozumiałam. W dodatku spojrzenie „szefa” nie nastrajało mnie zbyt optymistycznie. Mimo to posłusznie szłam za jednym z mężczyzn: drugi szedł za mną, bo szef po drodze gdzieś odszedł. Nie wiedziałam czy ten fakt powinien mnie martwić czy cieszyć.
Korytarz był ciemny, więc nie mogłam dostrzec zbyt wielu szczegółów, ale budowla wydawała mi się być dworkiem. Szkoda, że nigdy nie lubiłam sztuki i architektury. Nawet niewielkie zdolności pomogły by mi ustalić lokalizację.
- To tutaj.- Brodacz kazał mi stanąć przed jakimiś drzwiami.
- Więc czemu nie wchodzimy?- Spytał go drugi.
- Czekamy na Jacka. Zaraz się zjawi. Razem z tą siksą Karinką.
- Okej. Ale chyba ona może tam już wejść? Na korytarzu może wywinąć nam jakiś numer.
- Masz rację.-  Mężczyzna otworzył drzwi zdecydowanym ruchem po tym jak wyciągnął z kieszeni klucz i przekręcił go w zamku. – A oto i Łukasz.
Sądziłam, że to znowu jakaś podpucha bo obydwaj moi „ochroniarze” rechotali jak najęci, ale okazało się to nieprawdą. Bo na samym środku stało trzech mężczyzn. Dwóch z nich podtrzymywało trzeciego, którym był…
Na widok byłego męża wciągnęłam głośno powietrze a moje serce zaczęło bić szybciej. Nie widziałam go już tak dawno. Prawie cztery przeklęte miesiące w których nie miałam pojęcia czy jeszcze żyje czy jest bezpieczny i jak go traktują. Ale teraz patrząc na niego nie mogłam powstrzymać napływających mi do oczu łez. Wyglądał okropnie: całą twarz miał pokrytą zakrzepłą już krwią, a brodę która wyglądała na dawno nie regulowaną znaczył mu potężny siniec. Jego ubranie było niechlujne i lekko naderwane: w miejscu gdzie szew rękawa koszuli powinien łączyć się zresztą widać było jego gołe ramię. Był też znacznie szczuplejszy. Ale dla mnie najważniejszym był fakt, że żył. I tylko to się liczyło. - No co Iros? Nie przywitasz się z byłą żoną?- Dopiero teraz Kowalski podniósł wzrok odrobinkę się zataczając gdy dwoje trzymających go drabów gwałtownie go puściło. Gdy nasze oczy się spotkały z wrażenia nie mogłam złapać tchu. Boże, co oni ci zrobili, krzyczałam w myślach zauważając jego udręczony wzrok. Potem dostrzegłam nienaturalnie powiększoną dolną wargę. Nie mogąc się powstrzymać podeszłam bliżej, choć i tak nic nie mogłam zdziałać ze związanymi dłońmi. Przypatrywałam mu się w całkowitym milczeniu z trudem hamując łzy. On przez chwilę patrzył na mnie, ale za moment spuścił wzrok. Zrozumiałam dlaczego słysząc za sobą głos:
- Mówiłem wam, że ma być przytomny. Kto go tak pobił?- Zapytał „szef”
– Stawiał się to co mieliśmy zrobić?- Wzruszył ramionami jeden z tych, który chwilę temu puścił Łukasza.- Poza tym to nie moja wina, że jest takim mięczakiem. Walnąłem go tylko raz.
– Jesteście debilami.- Mrugnął „szef”. Potem uśmiechnął się patrząc na Jacka. Zauważyłam, że wcale nie był skrępowany ani też w żaden sposób mu nie grożono: wydawało mi się nawet że pod spodem nad ma swój pistolet. Dlaczego więc nic nie robisz, pytałam go w myślach. Czemu nie pomożesz Łukaszowi?- Może to i racja, że od nas uciekłeś, bo czasem ja sam mam na to ochotę. Pracować z takimi miernotami...ach, gdzie te czasy gdy ważna była inteligencja a nie siła pięści.- Wymamrotał do niego.- Ale do rzeczy. Skoro wszyscy już tu jesteśmy to chyba możemy zaczynać, co?
 Co ona tu robi?- Usłyszałam zachrypły głos mojego byłego męża.
– Tak się jakoś złożyło.- Facet z blizną wzruszył ramionami.-  Zwykły przypadek, zapewniam cię, ale całkiem fajny. Pomyśleliśmy, że tak będzie ciekawiej, nie sądzisz Iros?
– Wypuść ją.
– Nie mogę, nie jest tu na moje polecenie. Sprowadziłem ją tutaj specjalnie dla ciebie abyś po raz ostatni miał okazję zobaczyć dla kogo tak bardzo się poświęciłeś.
– Pieprz się.- Odparł my tylko Łukasz. Facet z blizną z szerokim uśmiechem podszedł do niego. W tym samym czasie dwoje drabów jakby na niesłyszalną komendę ponownie uwięziło Kowalskiego między sobą. Gdy szef stał już obok niego, a ja już spodziewałam się, że przynajmniej go uderzy, on tylko przykucnął.
– Wiesz, co? Chyba będziesz miał okazję powiedzieć mu to osobiście, bo zjawi się tu za kilka minut. Zaskoczony? Tak, wreszcie będziesz mógł się spotkać z Astrem.
Możesz czuć się zaszczycony.
- On przecież nie żyje.- Odparł mu Łukasz. Wyglądał na zdezorientowanego. A może tak mi się tylko wydawało?
- Ha, wszyscy tak sądziliście. Psy też. A jednak nie. On żyje i ma się całkiem nieźle.
- Aster nie żyje.- Tym razem słowa te wypowiedziała Karina. Odruchowo na nią spojrzałam: brodacz miał rację jej twarz nie była już tak piękna jak kilka godzin temu. Prawą część szpeciła siniejąca już opuchlizna. Jeden ze zbirów musiał jej nieźle przyłożyć. Tak jak ja z przerażeniem wpatrywałam się w Łukasza. Czułam, że bardzo chciałaby do niego podejść, ale tym razem wolała nie ryzykować kolejnym pobiciem.
- A jednak żyję. Zdziwiona?- Słysząc nowy głos odwróciłam się w kierunku drzwi z których dochodził. Pozostali zrobili to samo na widok na oko sześćdziesięcio kilkuletniego mężczyzny. Musząc być szczera musiałam przyznać, że nie wyglądał groźne: ubrany był w zwyczajny szary sweter i dżinsy. Poza tym nie miał jakiejś imponującej postury tak jak pozostali znajdujący się tutaj mężczyźni. Nie nazwałabym go cherlawym, ale umięśniony też nie był. Właściwie znajdując się obok niego na ulicy pewnie nie zwróciłby mojej uwagi. Ale na broń którą trzymał w dłoni już tak.- Witaj Karino. Słyszałem, że sprawiłaś trochę kłopotów.
- Chyba pańscy ludzie. Tamten mnie uderzył.- Wskazała na jednego z otaczających nas facetów. W myślach ich przeliczyłam: dwóch przytrzymywało Łukasza, dwóch przyprowadziło mnie, facet z blizną który kazał się tytułować „szefem”,  Karina z Jackiem oraz stojący obok nich drab i ten cały Aster. Razem siedmiu przeciwników nie licząc Karinki. Każdy z pistoletem w dłoni. Teraz już rozumiałam czemu Jacek nic nie może na razie zdziałać.
- No cóż chyba na to zasłużyłaś.
- Niech mnie pan puści .Gdy mój ojciec się dowie co mi zrobili pańscy ludzie to…
-…Karina, twój ojciec już tu nie rządzi i nigdy nie rządził. Ja jestem szefem.
- Myli się pan. On wyjdzie z więzienia i zemści się na panu za to że mnie przetrzymujecie.
- Naprawdę jesteś taka głupia by w to wierzyć? Twój tatuś od zawsze był tylko nędznym pomagierem. To ja zlecałem mu całą robotę by móc pozostać czysty.
- Zapłacisz za to co mówisz! To ty jesteś nikim!- Jeszcze zanim usłyszałam odgłos uderzenia pomyślałam, że Karinie nie brak odwagi. Musiała być nieźle przerażona albo głupia by tak się zachowywać. Chyba, że naprawdę liczyła na to że świadomość kim jest jej ojciec zrobi na Astrze jakiekolwiek wrażenie.- Uderz mnie jeszcze raz Kwiatek, a…- Tym razem Aster chwycił ją brutalnie za podbródek.
- Słuchaj suko, stul dziób zanim przestanę być miły. Ciesz się, że od razu nie wpakowałem ci kulki w łeb za to że porwałaś Łukasza. Zrobiłem to tylko ze względu na dawną znajomość z Bajką. Ale wkurz mnie jeszcze raz, a zapomnę o wszystkim.- Zauważyłam przerażenie w oczach Bajkowskiej. A więc w końcu zrozumiała, że nie jest w lepszej sytuacji jak ja i nie może liczyć na żadne względy.
- O co to chodzi? Dlaczego chcesz go zabić? Przecież to twój syn!- Wykrzyknęła. Zauważyłam, że na nikim oprócz mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zwłaszcza na Łukaszu który nadal stał ze spuszczoną głową. Choć właściwie należałoby by rzecz utrzymywał się ostatkiem woli. Miałam ochotę podbiec do niego i go przytulić, ale nie  mogłam tego zrobić. Zdusiłam w sobie ból.
- Taak, mój syn.- Starszy człowiek uśmiechnął się patrząc na Kowalskiego.- Mój syn.- Powtórzył.- Potem odwrócił się w stronę korytarza.- Wchodź tutaj Pawełku. Niech wszyscy zobaczą mojego syna.- Do pomieszczenia wszedł Paweł Aster, którego jeszcze niedawno spotkałam w Gdańsku. Nie wyglądał by czuł się pewnie.- Dalej będziesz się gramolił jak ciota?- Warknął na niego Aster. Kilku z mężczyzn zaczęło się śmiać.- Tak, zobaczcie mojego młodszego synka. Zwykłego kretyna jakieś pieprzonej dziwki. Miał wyrosnąć na mojego następcę a na kogo wyrósł? Na zwykłą ciotę.- Aster zbliżył się do syna uderzając go pięścią w brzuch. Tamten aż zgiął się w pół.- Tak, oto mój syn którego pokona byle cios. A teraz spójrzcie na niego, Łukasza. Przeklętego policjancika któremu zachciało się bawić w recydywistę. Mojego drugiego syna.- Zauważyłam jak mój były mąż spiął się słysząc to z wyraźnego obrzydzenia lub też odrazy.- Podnieś mu głowę!- Warknął na stojącego obok Łukasza mężczyznę. Tamten spełnił polecenie, ale już po chwili Łukasz odepchnął jego dłoń.- Tak, widzicie? Ledwo żywy, wie że zaraz umrze ale i tak ma w sobie dość godności i siły walki. To on powinien być moim następcą. Słyszysz? Gdybyś tylko chciał to wszystko byłoby twoje: odnowiony gang Bajkowskiego, reaktywujący się Mochowskiego. Setki zleceń na kokainę i  amfetaminę. Ale nie, przeszkolony przez tego Kowalskiego stałeś się pieprzonym obrońcą świata. Sądziłem, że gdy dowiesz się kim jest twój prawdziwy ojciec dostrzeżesz swoją życiową rolę. Ale nie: nie udało mi się w żaden sposób cię złamać. Naprawdę wcale cię to nie kusi? Wszyscy sądzą że nie żyjesz; jeszcze parę upozorowanych dowodów i zyskaliby pewność. Miałbyś wolną drogę. Mógłbyś być taki jak ja! Nie chciałbyś? Pytam po raz ostatni: nie chciałbyś być mną?
- Gwałcicielem i mordercą?- Spytał Łukasz z tak wielką drwiną, że z bólem serca czekałam aż Aster go uderzy. Jego tylko to rozbawiło.
- Twoja matka potrzebowała prawdziwego mężczyzny. Jasne, że twierdzi że to był gwałt: co miała może powiedzieć że tego chciała?- Z obrzydzenia wykrzywiłam twarz w niesmaku. Do dziś pamiętam jak trudno było wyznać pani Marioli to co ją spotkało a on usiłował sugerować, że tego pragnęła?
- Jesteś parszywym śmieciem.
- A ty kompletnym idiotą z jedną nogą w trumnie. Sądzisz, że cię nie zabije, co? Ale już dość tego dobrego.- Tym razem Aster uderzył Łukasza w twarz. Nowa krew pociekła z jego nosa. Chciałam już się odezwać, ale poczułam dłoń Jacka na swoim nadgarstku. Ostrzegawczym ruchem kręcił głową.- Co za cholerna niesprawiedliwość! I co mam teraz zrobić? Ta ciota ma przejąć po mnie interes który budowałem przez tyle lat?- Wskazał dłonią na wciąż leżącego na ziemi Pawełka. Gdy tak mu się przyglądałam zauważyłam niewielkie podobieństwo do Łukasza. Raczej nieuchwytne: może coś w jego spojrzeniu lub w sposobie bycia; mimo to teraz nie rozumiałam jak mogłam nie dostrzec go za pierwszym razem. – Nie jest tego wart. Ale ja nie mogę już dłużej czekać. Nie mogę. Przez ponad 4 lata próbowałem cię przekonać.
- Zabijając mi dziecko?- Odwarknął mu Łukasz.
- To był wypadek.
- A wysyłanie tych pieprzonych astrów na jego grób miało być ironicznym przypomnieniem kto go tak naprawdę zabił?
- Nie, wysyłałem tylko kwiaty na grób wnuczka.
- On nie był twoim wnukiem.
- Daj już spokój. Dobrze wiesz, że tak. Poza tym ci którzy do tego dopuścili już za to zapłacili.
- Poza tobą.
- To był wypadek, ile razy mam ci tłumaczyć? Czasem ofiary są niezbędne.
- Dla wszystkich byłoby najlepiej gdybyś to ty ją poniósł, nie sądzisz?
- Radzę ci nie przeciągać struny. Bo korzystając z obecności Karoliny postanowiłem dać ci ostatnią szansę. Choć szantaż i układanie się nie są dobrym powodem do zwerbowania cię na swoją stronę, ale na początek wystarczą.- Zauważyłam spojrzenie jakim Łukasz obrzucił Bończaka. Czy sądził, że nas zdradził? Chciałam go zapewnić, że nie ale nie mogłam jeśli miałam pozwolić Jackowi na realizację jego planu, którym jak wierzyłam miało być ocalenie całej naszej trójki. Na razie nie chciałam się zastanawiać jak niby miałby to zrobić w pojedynkę.
- Aster, daj już spokój. Miałem go tylko wam dostarczyć. Karolina nie ma z tym nic wspólnego. W co ty się chcesz znowu bawić?- Odezwał się Jacek. Czyżby coś układało się nie tak jak chciał?
- Nie? A ja myślę, że tak. Zobaczymy ile Łukasz jest w stanie dla niej zrobić.- Czując jakieś dłonie na ramionach zaczęłam się wyrywać, ale nic to nie dało. Ci bandyci trzymali mnie w stalowym uścisku.
- I wierzysz, że będzie ci służył z przymusu byś nic złego nie zrobił dziewczynie?
- Ty postępujesz tak samo, prawda? Gdyby nie ona nic byś nie zrobił.
- Ja jestem kim jestem. Łukasz to policjant i nigdy nie zmieni strony. Znam go od wielu lat i wiem co mówię. Nawet ty nie jesteś taki naiwny by uważać inaczej.
- I ty to mówisz? Ty, który zdradziłeś dla nędznego statusu świadka koronnego?
- Chroniłem tylko swojej skóry. Ty też byś tak zrobił na moim miejscu.
- Jasne, ale ja nie byłbym taki naiwny jak ty przychodząc tutaj.- Słysząc to zaczęłam się niepokoić.- To był już szczyt głupoty. Nadal przecież nie zapłaciłeś za to, że zdradziłeś Mochowskiego. Mnie nic do tego, ale jego wciąż to boli.- Jacek milczał dłuższą chwilę. Potem ciężko westchnął.
- Znalazłem go, okej?- Spytał retorycznie wskazując na Łukasza. Grał czy mówił prawdę, pytałam samą siebie.- Czego jeszcze chcecie?
- A ona?- Aster wskazał na mnie.- Czemu ją tu przyprowadziłeś? Wiesz czym to się może skończyć?
- Ona nie ma z tym nic wspólnego. O niczym nie ma pojęcia.
- Doprawdy? Więc teraz już ma. Wie chociażby że nadal żyję!
- To wina Kariny, nie moja.
- Gówno mnie to obchodzi!- Krzyknął Aster.- Mam już dość partaczenia roboty, przechodzenia z jednej strony na drugą, kłamania. Potrzebuję lojalnych ludzi. To podstawa w tym biznesie a nie gagatów którzy na widok pięknej buzi zapominają kim są. A nawet nie pięknej czy ładnej, ale przeciętnej. Co w niej takiego jest, co? No co?- Policzek, który mi wymierzył nie był mocny więc krzyknęłam raczej z zaskoczenia niż bólu. Jacek widząc to warknął coś groźnie do Bajkowskiego, a Łukasz chciał się na niego rzucić. Obydwoje jednak zostali powstrzymaniu przez pomocników Astra. Ten śmiejąc się powiedział:- No cóż, jak widzę wcale się nie pomyliłem. Czas więc zacząć przedstawienie.

7 komentarzy:

  1. Z każdą kolejną częścią coraz bardziej Ciebie podziwiam, masz potencjał, wyobraźnie i umiesz to przelać na papier; te emocje, jak czytam to mam wrażenie, że jestem tam, że biorę udział w tym wszystkim.
    Widzę, że powoli wszystko sie wyjaśnia i klaruję, szkoda mi bardzo Łukasza, tak wiele przeżył a jednak pozostaję sobą, natomiast co do Jacka, hmm kiedys mu kibicowałam, ale teraz przekonuję się, że niestety nie jest on dobrym człowiekiem.
    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. To co piszesz jest po prostu cudowne :) Już nie mogę doczekać się kolejnej części, mam nadzieję, że wszystko zakończy się szczęśliwie. pozdrawiam roksana

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskocz nas oczywiście, ale nich to zaskoczenie będzie pozytywne!! Wiem, że niektóre twoje opowiadania kończą się bez happy endu ale myślę, że to jednak będzie z szczęśliwym końcem :) A o jaki szczęśliwy koniec mi chodzi to chyba każdy wie i Ty autorko tez ;)
    A co do tej części to przeczytałam ją późno w nocy, zaraz przed snem, tak oczarował mnie koniec że później spać nie mogłam! :)
    Pozdrawiam, Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. namieszałaś..obawiam się zakończenia :( tak bardzo chciałabym aby udało im się uciec i aby Karolina mogła być z Łukaszem,..............

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, masz pomysły, bosko! Tylko tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana kiedy kolejna czesc ?
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  7. kocham cie za te opowiadania k.

    OdpowiedzUsuń