Całą podróż
w nieznane miejsce pamiętam jak przez mgłę: odgłosy kłótni Jacka z ubranymi na
czarno mężczyznami, wrzaski Kariny a także faceta który próbował ją uciszyć i
wyzierający spod nich odgłos jakiejś starej piosenki w stylu retro która miała
to zagłuszać. Nie dawała jednak rady. Z opaską przysłaniającą mi oczy i skrępowanymi
sznurem nadgarstkami wykręconymi do tyłu oraz związanymi nogami wiedziałam
tylko, że obok mnie siedzi przestępca. Nadal niczego nie rozumiałam, ale ten
fakt wyraźnie utkwił mi w pamięci gdy krzycząca Karina tłumaczyła kim jestem. I
głos najgrubszego mężczyzny z całej piątki mówiący, że to nie może być ona bo
wygląda zupełnie inaczej niż trzy miesiące temu. A więc oznaczało to, że mnie
śledził.
Nie wiem jak długo jechaliśmy, ale nogi zdrętwiały mi już
dość szybko. Nie zamierzałam się jednak odzywać prosząc o choć trochę
poluzowanie sznurka. I tak nic by to nie dało.
Dlaczego to zrobiłeś Jacek? Czemu wplątałeś się w jakąś
umowę z Kariną choć wiedziałeś że to ona porwała Łukasza zatajając to przede
mną? I kim byli ci gangsterzy wożący nas
jak worek z kartoflami? Czy naprawdę sprzymierzyłeś się również z nimi? Jesteś
zdrajcą? A może tylko udajesz? Może chodzi tylko o uwolnienie Łukasza? Albo nie
trzymasz z nikim i grasz na swoim własnym froncie. I masz w tym tylko tobie
znany cel.
Boże, jak bardzo miałam ochotę zadać mu to pytania. Jak
bardzo żałowałam przyjazdu tutaj. Powinnam zignorować SMS-a, zrozumieć że Jacek
nie wysyłałby mi wiadomości o tak niejednoznacznej treści. Ta, łatwo było tak
jednak mówić po fakcie. Gdyby z jakichś powodów miało to związek z porwaniem
mojego byłego męża nigdy nie wybaczyłabym sobie własnej ignorancji.
- Nie jedźcie tam, błagam!- Znów usłyszałam głos Kariny.
Brzmiał w nim autentyczny strach.- Proszę nie róbcie tego. Zapłacę ile będzie
trzeba.
- Przykro mi, ale oferty naszego szefa nie przebijesz. On
zapłaci nam ołowianą kulką prosto w łeb.- Usłyszałam czyjś rechot; najpewniej
autora nieudolnego żartu.
- Kwiatek jest już nikim. Gdy mój ojciec wyjdzie z
więzienia wszystko wróci do normy i odzyska dawne wpływy.
- Bajka nigdy nie wyjdzie z pierdla, cukiereczku.
- Nie nazywaj mnie cukiereczkiem ty podły wieprzu! I
skończ z tym obleśnym wzrokiem. Tknij mnie palcem a pożałujesz.
- No, no. Takie ostre to lubię najbardziej…- Zmusiłam się
by nie słuchać ich rozmowy, bo czułam jak żołądek zaczyna podchodzić mi do
gardła. Rano zjadłam tylko jabłko i połowę bułki więc najpewniej to strachu lub
obrzydzenie a nie głód wywracał mi wnętrzności do góry nogami.
- Dobrze się czujesz?- Usłyszałam koło siebie cichy, męski
głos. A więc był tutaj. Siedział po drugiej stronie i najpewniej nie miał na
oczach opaski, bo doskonale wymacał supeł na moim nadgarstku i go trochę
poluźnił. Nie na tyle bym mogła pozbyć się sznurka, ale na tyle by ból wrzynanego w ciało materiału się zmniejszył.- Przepraszam za wszystko. Postaram
się nas stąd wyciągnąć.
- Co tam mamroczesz pod nosem Jacek?
- Nic takiego. Karolina jest trochę zmartwiona tym, że
musi jechać w takich warunkach.
- Oj, to tylko kawałek. Musimy spytać szefa co mamy robić
dalej.
- Daj spokój, Mango. Przecież to moja dziewczyna wiesz o
tym. Co niby ma mieć wspólnego z Łukaszem? Owszem kiedyś była jego żoną, ale…
-…nie słuchajcie go! On okłamie was tak jak mnie. I
wyroluje. A potem…
-…zamknij się już Karina albo cię strzelę w tą twoją
piękną buźkę.
- Tylko się waż a mój ojciec…
-…dość już straszenia mnie tatusiem. Jeszcze do ciebie
nie dotarło, że nie ty tu rozkazujesz?- Szorstki głos zamilkł, a po nim zapadła
cisza.- No, i właśnie o to chodzi. Milczenie nie jest takie trudne, co?- Tym
razem usłyszałam ciche parsknięcie.- Właśnie. A, i jeśli można poprosiłbym o
twoją komórkę Jacek.
- Co? Nie ufasz mi?
- Hm, sam wiesz że w naszym zawodzie zaufanie nie jest
warte funta kłaków. Zresztą, tu nie chodzi o jego posiadanie lub też jego brak.
Ale o zasady.
- Widzę, że Karinka zrobiła wam pranie z mózgu. Ale jeśli
chcesz to proszę bardzo.
- I widzisz? Teraz lepiej.
- Przez niego zabiją Łukasza słyszysz kretynko? Ciebie
też wyrolował.- Usłyszałam głos Kariny a po nim przykry dźwięk otwartej dłoni
zetkniętej z twarzą.
- Zapłacisz mi za to.- Warknęła.
- Najlepiej w naturze. A teraz stul dziób. Następnym
razem zapomnę, że jesteś kobietą.
- Goń się.
- No wiesz, tak przy ludziach? Ale jeśli chcesz…- Znów
ten obrzydliwy rechot. Miałam ochotę wrzeszczeć ile sił w płucach. Tyle, że to
nic by nie dało. Czy Bajkowska miała rację? Czy przeze mnie zabiją Łukasza? A
właściwie przez Jacka bo mu zaufałam? Skąd miał kontakt z tymi przestępcami? I
jak nawiązał umowę z Kariną którą zerwał?
- No panowie, już dojeżdżamy. Olek, zatrzymaj się.
Zadzwonię do szefa.
- Już to zrobiłem. Mamy na niego czekać.
- A tamci? Odnaleźli już gliniarza?
- Mieli zadzwonić jak to zrobią.
- Świetnie. Ale jeśli ta suka nas oszukała…- Wzdrygnęłam
się nie mogąc się powstrzymać zastanawiając się czy mówią o mnie-…to nawet
tatuś zza krat więzienia jej nie pomoże.- A więc mieli na myśli Karolinę. A tym
policjantem był zapewne Łukasz.
- Nie oszukałam. Nie jestem głupia. – Warknęła.- Ale na
razie nie róbcie mu krzywdy. I chcę porozmawiać z waszym szefem zanim cokolwiek
mu zrobicie jasne?
- Jezu, zabierzcie ją ode mnie bo już nie wytrzymam. Nie
potrafisz zamilknąć? Weź przykład z Karoliny.
To były ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim wysiadłam z
samochodu. Ledwie unikając upadku pozwoliłam się prowadzić Jackowi choć nie
miałam pojęcia czy mogę mu ufać. W głębi serce wiedziałam że tak jest; ale
słowa Kariny Bajkowskiej wypełniły mnie niepewnością. Co jeśli realizował swój
własny plan? Irytowało mnie to, że nie mogłam go otwarcie o nic zapytać nie
wiedząc przy tym czy właśnie go nie zdradziłam. Nie znałam obowiązujących w tej
grze reguł a ryzykując mogłam łatwiej wszystko stracić niż zyskać. Uparcie więc
milczałam.
Zaprowadzono mnie do jakiegoś pomieszczenia: potem
usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Nasłuchując zastanawiałam się
czy zostawiono mnie tu samą: zaraz jednak poczułam na twarzy czyjś dotyk.
Odsunęłam się mimowolnie.
- Spokojnie, to tylko ja.- Szepnął do mnie Jacek próbując
rozplątać mi sznurek na dłoniach. Potem je pocałował.- Nic ci nie jest?
- Nie.- Odparłam odruchowo prostując zbolałe ramiona.- Co
tu się dzieje kim są ci ludzie?
- To…to są bandyci, Karolina. Dlatego nie rób nic co
mogłoby ich zdenerwować.
- Czemu w się z nimi układałeś? I z tą całą Karinką?
Powiedz mi o co to tym wszystkim chodzi?
- Nie mogę, mam tylko chwilę. Pamiętaj tylko żeby mówić
jak najmniej. Mów jak najwięcej kłamstw. Nie zdradzaj swojego strachu. I mi
zaufaj.- Ku mojej ogromnej konsternacji Jacek cmoknął mnie prosto w usta.-
Zrobię wszystko co w mojej mocy by cię uratować.
- Zaczekaj!- Krzyknęłam gdy już odwracał się by odejść.-
Co to znaczy? Co mam mówić? Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
- Właśnie o to: skonfunduj ich; nie wyjawiaj prawdziwych
emocji i uczuć. I przede wszystkim wmawiaj im, że Łukasz nic cię nie obchodzi.
Muszę już iść bo się czegoś domyślą.- Jacek trzymanym w dłoni kluczem otworzył
drzwi. Gdy wychodził chciałam wybiec razem z nim, ale zrozumiałam że to
bezsensowne. Najwyraźniej teraz nie mogłam tego zrobić bo i tak by mnie nie
wypuszczono. Pozostawało mi tylko czekać na ruch Bończaka.
Zaufaj mi, poprosił.
Zaufaj mi.
Tyle, że z każdą upływającą sekundą było mi coraz ciężej
to robić. Ale nie mogłam przecież wierzyć Karinie: córce przestępcy której nic
nie obchodziłam. To jasne, że starała się nas skłócić. Jacek nie pozwoliłby
Łukaszowi na śmierć.
Zaufaj mi.
Tak, dość zwątpienia. Nawet jeśli Jacek zastosował nieco
nieetyczne metody to jednak był jedyną osobą, która była w stanie mi pomóc.
By choć trochę się uspokoić zaczęłam rozglądać się po
pokoju starając się myśleć pragmatycznie. Co może posłużyć mi do obrony? I
gdzie właściwie jesteśmy? Żałowałam, że skupiona na własnych myślach nie
zwróciłam baczniejszej uwagi na teren znajdujący się na zewnątrz: nawet jeśli
miałam zasłonięte oczy to dźwięk żwiru pod stopami lub odgłos trawy powinnam
kojarzyć. A ja nawet o tym nie pomyślałam.
Karina miała rację: byłam kretynką. Już drugi raz mnie
porywano, a ja nadal niczego się nie nauczyłam. Nawet nie nosiłam przy sobie
cholernego gazu pieprzowego. Chociaż teraz brodacz wyrwał mi torebkę i komórkę
niszcząc ją tuż przed wejściem do samochodu to jednak fakt, że nawet gdybym
miała ją przy sobie nic by mi nie dał był dość przygnębiający. Jak zwykle
musiałam być żałosną ofiarą czekającą na swoje wybawienie.
Nie wiem jak długo czasu spędziłam w samotności i
zamknięciu: w końcu zniechęcona nędznymi poszukiwaniami (pokój był zupełnie
pusty poza zielonym dywanem na podłodze
i wielkim obrazem którego nie dałabym rady udźwignąć na ścianie
przedstawiającego lwa), usiadłam na podłodze w rogu pomieszczenia. Po jakimś
czasie usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza.
- Wstawaj. Szef przyjechał. Chcę z tobą porozmawiać.-
Usłyszałam od razu odzyskując przytomność umysłu. Powściągając chęć odpowiedzi,
że ja nie mam ochoty na rozmowę z jakimś-tam jego szefem wolno podniosłam się z
podłogi. Starałam się nie złapać przy tym za brzuch. Jacek kazał mi kłamać we
wszystkich sprawach, ale czy ciąży też? Byłam już w końcówce czwartego
miesiąca, ale w luźnej sportowej bluzie którą miałam dziś na sobie na dobrą
sprawę nic jeszcze nie było widać. Czy ci przestępcy wiedzieli więc o ciąży
tylko o niej nie wspominali? A może moje starania są niepotrzebne?- No, ruchy
dziewczyno. A teraz dawaj ręce.
- Po co?
- Tylko ja mogę tu zadawać pytania. Do tyłu, bez żadnych
sztuczek. Nie chcę być odwaliła coś jak Karinka, która teraz nie wygląda tak
pięknie jak przed przyjazdem tutaj. Rozumiemy się?- Zagryzając wargi niemal do
krwi, skinęłam głową. Brzydziłam się nimi, tym miejscem, ich profesją. Chciałam
znaleźć się w swoim domu z Łukaszem i Jackiem bezpiecznymi u mego boku. Chciałam
zapomnieć o obrzydliwym śmiechu, wulgarnych odzywkach, poczuciu beznadziejności i słabości gdy traktowana jak marionetka wykonywałam ich
polecenia. Znów wstąpił we mnie duch walki. Nie mogę się poddawać biernie temu
co chcą mi zrobić. Muszę chociaż udawać twardą by wiedzieli, że nie jestem
słabeuszem. Może kobietą, ale nie nieporadną. – No, tak lepiej. Idealna z
ciebie zakładniczka. A teraz chodźmy. Ty, nie przyglądaj się tylko mi pomóż.
Trzymaj ją za rękę.- Zwrócił się do kolegi który znajdował się za drzwiami. A
więc nici z ucieczki czy nawet myśli o niej. Znów pomyślałam o Jacku. Gdzie
teraz był? Czy coś mu grozi?
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wejściu do pokoju do
którego zawlekło mnie dwóch facetów w czarni (teraz jeden z nich miał na sobie
dżinsową marynarkę) to duży obraz umieszczony nad oknem. Wpatrywałam się w
niego dobre kilka sekund zauważając w pejzażu liczne szczegóły: dom nad molo,
biegnącą postać kobiecą i wiatr rozwiewający jej kapelusz. Właściwie sama nie wiem czy bardziej absurdalne wydawało mi się to, że w takim momencie zwracam uwagę na nic nie znaczące obrazy na ścianie czy fakt, że one tu wiszą.
Dopiero później
przeniosłam wzrok na stojącego przy wysokim masywnym biurku mężczyznę. Był
wysoki, lekko zaokrąglony i miał nie więcej niż pięćdziesiąt, może pięćdziesiąt
dwa lata. W zasadzie nie wyglądał jakoś charakterystycznie: lekko orli nos,
wąsy nad pełną górną wargą i ciemne oczy. Poza blizną nad lewym okiem, bo ta
była już charakterystyczna. Dość długa na jakieś pięć centymetrów rozciągała
się od łuku brwiowego aż do połowy zewnętrznego kącika oka co wyglądało dość
groteskowo, bo trochę ściągnęło mu tę część twarzy. To był ten cały „szef”?
Nieco starszy niż się spodziewałam.
– No, a więc to jest ta laleczka, tak?- Spytał
retorycznie i teraz z kolei to on zaczął się we mnie wpatrywać. A ja stałam z
rękoma wykręconymi do tyłu przez jakiegoś zbira dzielnie odwzajemniając jego
wzrok. Nie obchodziło mnie czy wydam mu się żałosna czy głupia; miałam nadzieję, że oprócz
tego zauważy również moją determinację. Bo ja byłam gotowa na wszystko byleby
tylko odzyskać Łukasza.- Ładna. Chyba nie jest fotogeniczna, bo na zdjęciach
wyglądała gorzej.- Nie zdziwiło mnie to stwierdzenie. Już wcześniej jeden ze
zbirów wydał się, że mnie śledził. Z kolei Karina ostrzegała przed wściubianiem
nosa w nieswoje sprawy, gdy zarzuciłam jej że to ona porwała Łukasza.- Jak się
nazywasz?- Spytał.
– Karolina Makuszyńska. Po rozwodzie z tym policjantem
wróciła do swojego nazwiska.- Pospieszył mu z pomocą jeden z dwóch
towarzyszących mi opryszków. Nie ten który mnie trzymał, ale facet stojący po
mojej prawej stronie.
– Klusek, pani chyba sama umie mówić, prawda?- Uśmiechnął
się do mnie, ale był to groźny uśmiech. Kąciki oczy mu się nie śmiały, a
stalowy wzrok ani na trochę nie złagodniał. Z trudem zdołałam się powstrzymać
przed gwałtownym przełknięciem śliny. „Nie
zdradzaj im własnego strachu”, pomyślałam przypominając sobie wskazówkę
udzieloną mi przez Jacka.- Przyszła na spotkanie z Jackiem, tak?
– Tak.- Odparł ten sam facet, ale po ostatnim komentarzu
tego z blizną zrobił to dopiero po skinięciu głową.- Sprawdziliśmy teren dwa
razy. Żadnych psów. Wygląda na to, że Jacek nie kłamał.
–Więc po co Robot trzyma ją związaną jakby była jakimś
superbohaterem i potrafiła się uwolnić? Rozwiążcie panią. Gdzie wasze maniery,
panowie?- „Panowi” byli stanowczo skonfundowani i ja prawdę mówiąc
też. Nie miałam pojęcia dlaczego ten cały szef zachowuje się tak jakbym była
jego gościem. Gdy usiadłam przed biurkiem, a on chciał poczęstować mnie jakimś
cukierkiem nie wytrzymałam. Nigdy nie cierpiałam groteski.
- Czemu pan mnie tu przetrzymuje?
- Ktoś nie traktował cię odpowiednio? Chłopcy, co się
stało z waszymi manierami?
- Doskonale pan wie, że nie o to mi chodziło. Czemu tutaj
jestem?- Powtórzyłam.
- A czemu zjawiłaś się z Jackiem w tamtych ruinach?-
Opowiedział pytaniem.
- Przez prowokację Kariny.- Odparłam szczerze zapominając
o instrukcji Jacka by kłamać. Teraz było za późno na zmianę zdania.- Mówiła o
czyimś porwaniu.
- Istotnie.- Potwierdził. Potem po krótkiej pauzie dodał:
-Twojego byłego męża.- Zauważyłam, że uważnie obserwuje moją reakcję.- Nie
wyglądasz na specjalnie zmartwioną.
- Bo nie jestem.- Skłamałam zgodnie z poleceniem Jacka.-
Chcę tylko stąd wyjść. Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. I jestem
głodna.- Postanowiłam udawać głupią blondynkę bo w tym wypadku ta strategia
mogła się udać. Lekceważąc mnie dawali mnie większe szanse na ucieczkę.
- A więc nie ciekawi cię gdzie jest?
- A więc gdzie jest?-Spytałam wplatając w to irytację.
Zauważyłam, że facet sprawiał wrażenie zdezorientowanego. A więc moja taktyka
działała. Nie wiedział ile znaczy dla mnie Łukasz.
I przede wszystkim
wmawiaj im, że Łukasz nic cię nie obchodzi.
Zaraz jednak poczułam iskierkę zaniepokojenia: a co jeśli
moją decyzją skażę go niechcący na śmierć? Nie dlatego, żeby moje zdanie czy
opinia miały dla tego całego szefa jakieś znaczenie, ale dlatego by sprawdzić
czy mówię prawdę. Może Jacek się mylił? Dlatego dodałam:- Ale jeśli gdzieś tu
jest, to chciałabym się z nim zobaczyć.
- A jednak cię interesuje, co?
- Był moim mężem.- Odparłam wymijająco.
- Ale mimo to po rozwodzie nadal się z nim spotykałaś.
- I co z tego?
- Nic.- „Szef” zaśmiał się jakbym powiedziała
niesłychanie śmieszny żart.- Kochasz go?
- A pan go kocha?- Wypaliłam. Nie wytrzymałam. To nic, że
nie powinnam go rozdrażniać; nienawidziłam hipokryzji a tym bardziej nie
zamierzałam udawać, że przyszłam tu na popołudniową herbatkę. Facet siedząc
naprzeciwko mnie powtórnie się roześmiał.
– Zadziorna i konkretna, to lubię. Nie dziwię się, że
wzbudziłaś sobą zainteresowanie policjanta i handlarza narkotykami. No nic, wygląda
na to że nie dowiem się od ciebie niczego ciekawego. Łukasz też nie jest zbyt
rozmowny.
- Jest tutaj? Mogę go zobaczyć?- Nie mogłam się
powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Nie umknęło mi jednak porozumiewawcze
spojrzenie jakie wymieniła ze sobą trójka mężczyzn.
– Jak myślicie, chłopcy? Może?
- Wszystko jest już gotowe.- Odparł mu brodacz.
- W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak poprosić
cię droga Kamilo…to znaczy Karolino do wyjścia. Tam spotkasz się z Łukaszem i rozpoczniemy przedstawienie.- Nie spodobały mi się te słowa, bo kompletnie nic
nie zrozumiałam. W dodatku spojrzenie „szefa” nie nastrajało mnie zbyt optymistycznie.
Mimo to posłusznie szłam za jednym z mężczyzn: drugi szedł za mną, bo szef po
drodze gdzieś odszedł. Nie wiedziałam czy ten fakt powinien mnie martwić czy
cieszyć.
Korytarz był ciemny, więc nie mogłam dostrzec zbyt wielu
szczegółów, ale budowla wydawała mi się być dworkiem. Szkoda, że nigdy nie
lubiłam sztuki i architektury. Nawet niewielkie zdolności pomogły by mi ustalić
lokalizację.
- To tutaj.- Brodacz kazał mi stanąć przed jakimiś
drzwiami.
- Więc czemu nie wchodzimy?- Spytał go drugi.
- Czekamy na Jacka. Zaraz się zjawi. Razem z tą siksą
Karinką.
- Okej. Ale chyba ona może tam już wejść? Na korytarzu
może wywinąć nam jakiś numer.
- Masz rację.-
Mężczyzna otworzył drzwi zdecydowanym ruchem po tym jak wyciągnął z
kieszeni klucz i przekręcił go w zamku. – A oto i Łukasz.
Sądziłam, że to znowu jakaś podpucha bo obydwaj moi
„ochroniarze” rechotali jak najęci, ale okazało się to nieprawdą. Bo na samym
środku stało trzech mężczyzn. Dwóch z nich podtrzymywało trzeciego, którym był…
Na widok byłego męża wciągnęłam głośno powietrze a moje
serce zaczęło bić szybciej. Nie widziałam go już tak dawno. Prawie cztery
przeklęte miesiące w których nie miałam pojęcia czy jeszcze żyje czy jest
bezpieczny i jak go traktują. Ale teraz patrząc na niego nie mogłam powstrzymać
napływających mi do oczu łez. Wyglądał okropnie: całą twarz miał pokrytą
zakrzepłą już krwią, a brodę która wyglądała na dawno nie regulowaną znaczył mu
potężny siniec. Jego ubranie było niechlujne i lekko naderwane: w miejscu gdzie
szew rękawa koszuli powinien łączyć się zresztą widać było jego gołe ramię. Był
też znacznie szczuplejszy. Ale dla mnie najważniejszym był fakt, że żył. I tylko
to się liczyło. - No co Iros? Nie przywitasz się z byłą żoną?- Dopiero teraz
Kowalski podniósł wzrok odrobinkę się zataczając gdy dwoje trzymających go
drabów gwałtownie go puściło. Gdy nasze oczy się spotkały z wrażenia nie mogłam
złapać tchu. Boże, co oni ci zrobili, krzyczałam w myślach zauważając jego udręczony
wzrok. Potem dostrzegłam nienaturalnie powiększoną dolną wargę. Nie mogąc się
powstrzymać podeszłam bliżej, choć i tak nic nie mogłam zdziałać ze związanymi
dłońmi. Przypatrywałam mu się w całkowitym milczeniu z trudem hamując łzy. On
przez chwilę patrzył na mnie, ale za moment spuścił wzrok. Zrozumiałam dlaczego
słysząc za sobą głos:
- Mówiłem wam, że ma być przytomny. Kto go tak pobił?-
Zapytał „szef”
– Stawiał się to co mieliśmy zrobić?- Wzruszył ramionami
jeden z tych, który chwilę temu puścił Łukasza.- Poza tym to nie moja wina, że
jest takim mięczakiem. Walnąłem go tylko raz.
– Jesteście debilami.- Mrugnął „szef”. Potem uśmiechnął
się patrząc na Jacka. Zauważyłam, że wcale nie był skrępowany ani też w żaden
sposób mu nie grożono: wydawało mi się nawet że pod spodem nad ma swój
pistolet. Dlaczego więc nic nie robisz, pytałam go w myślach. Czemu nie
pomożesz Łukaszowi?- Może to i racja, że od nas uciekłeś, bo czasem ja sam mam
na to ochotę. Pracować z takimi miernotami...ach, gdzie te czasy gdy ważna była
inteligencja a nie siła pięści.- Wymamrotał do niego.- Ale do rzeczy. Skoro wszyscy już
tu jesteśmy to chyba możemy zaczynać, co?
– Co ona tu robi?-
Usłyszałam zachrypły głos mojego byłego męża.
– Tak się jakoś złożyło.- Facet z blizną wzruszył
ramionami.- Zwykły przypadek, zapewniam
cię, ale całkiem fajny. Pomyśleliśmy, że tak będzie ciekawiej, nie sądzisz
Iros?
– Wypuść ją.
– Nie mogę, nie jest tu na moje polecenie. Sprowadziłem
ją tutaj specjalnie dla ciebie abyś po raz ostatni miał okazję zobaczyć dla
kogo tak bardzo się poświęciłeś.
– Pieprz się.- Odparł my tylko Łukasz. Facet z blizną z
szerokim uśmiechem podszedł do niego. W tym samym czasie dwoje drabów jakby na
niesłyszalną komendę ponownie uwięziło Kowalskiego między sobą. Gdy szef stał
już obok niego, a ja już spodziewałam się, że przynajmniej go uderzy, on tylko
przykucnął.
– Wiesz, co? Chyba będziesz miał okazję powiedzieć mu to
osobiście, bo zjawi się tu za kilka minut. Zaskoczony? Tak, wreszcie będziesz
mógł się spotkać z Astrem.
Możesz czuć się zaszczycony.
- On przecież nie żyje.- Odparł mu Łukasz. Wyglądał na
zdezorientowanego. A może tak mi się tylko wydawało?
- Ha, wszyscy tak sądziliście. Psy też. A jednak nie. On
żyje i ma się całkiem nieźle.
- Aster nie żyje.- Tym razem słowa te wypowiedziała
Karina. Odruchowo na nią spojrzałam: brodacz miał rację jej twarz nie była już
tak piękna jak kilka godzin temu. Prawą część szpeciła siniejąca już
opuchlizna. Jeden ze zbirów musiał jej nieźle przyłożyć. Tak jak ja z przerażeniem
wpatrywałam się w Łukasza. Czułam, że bardzo chciałaby do niego podejść, ale
tym razem wolała nie ryzykować kolejnym pobiciem.
- A jednak żyję. Zdziwiona?- Słysząc nowy głos odwróciłam
się w kierunku drzwi z których dochodził. Pozostali zrobili to samo na widok na
oko sześćdziesięcio kilkuletniego mężczyzny. Musząc być szczera musiałam
przyznać, że nie wyglądał groźne: ubrany był w zwyczajny szary sweter i dżinsy.
Poza tym nie miał jakiejś imponującej postury tak jak pozostali znajdujący się
tutaj mężczyźni. Nie nazwałabym go cherlawym, ale umięśniony też nie był.
Właściwie znajdując się obok niego na ulicy pewnie nie zwróciłby mojej uwagi.
Ale na broń którą trzymał w dłoni już tak.- Witaj Karino. Słyszałem, że sprawiłaś
trochę kłopotów.
- Chyba pańscy ludzie. Tamten mnie uderzył.- Wskazała na
jednego z otaczających nas facetów. W myślach ich przeliczyłam: dwóch
przytrzymywało Łukasza, dwóch przyprowadziło mnie, facet z blizną który kazał
się tytułować „szefem”, Karina z Jackiem
oraz stojący obok nich drab i ten cały Aster. Razem siedmiu przeciwników nie
licząc Karinki. Każdy z pistoletem w dłoni. Teraz już rozumiałam czemu Jacek
nic nie może na razie zdziałać.
- No cóż chyba na to zasłużyłaś.
- Niech mnie pan puści .Gdy mój ojciec się dowie co mi
zrobili pańscy ludzie to…
-…Karina, twój ojciec już tu nie rządzi i nigdy nie
rządził. Ja jestem szefem.
- Myli się pan. On wyjdzie z więzienia i zemści się na
panu za to że mnie przetrzymujecie.
- Naprawdę jesteś taka głupia by w to wierzyć? Twój tatuś
od zawsze był tylko nędznym pomagierem. To ja zlecałem mu całą robotę by móc
pozostać czysty.
- Zapłacisz za to co mówisz! To ty jesteś nikim!- Jeszcze
zanim usłyszałam odgłos uderzenia pomyślałam, że Karinie nie brak odwagi.
Musiała być nieźle przerażona albo głupia by tak się zachowywać. Chyba, że
naprawdę liczyła na to że świadomość kim jest jej ojciec zrobi na Astrze
jakiekolwiek wrażenie.- Uderz mnie jeszcze raz Kwiatek, a…- Tym razem Aster
chwycił ją brutalnie za podbródek.
- Słuchaj suko, stul dziób zanim przestanę być miły.
Ciesz się, że od razu nie wpakowałem ci kulki w łeb za to że porwałaś Łukasza.
Zrobiłem to tylko ze względu na dawną znajomość z Bajką. Ale wkurz mnie jeszcze
raz, a zapomnę o wszystkim.- Zauważyłam przerażenie w oczach Bajkowskiej. A
więc w końcu zrozumiała, że nie jest w lepszej sytuacji jak ja i nie może
liczyć na żadne względy.
- O co to chodzi? Dlaczego chcesz go zabić? Przecież to
twój syn!- Wykrzyknęła. Zauważyłam, że na nikim oprócz mnie nie zrobiło to
żadnego wrażenia. Zwłaszcza na Łukaszu który nadal stał ze spuszczoną głową.
Choć właściwie należałoby by rzecz utrzymywał się ostatkiem woli. Miałam ochotę
podbiec do niego i go przytulić, ale nie
mogłam tego zrobić. Zdusiłam w sobie ból.
- Taak, mój syn.- Starszy człowiek uśmiechnął się patrząc
na Kowalskiego.- Mój syn.- Powtórzył.- Potem odwrócił się w stronę korytarza.-
Wchodź tutaj Pawełku. Niech wszyscy zobaczą mojego syna.- Do pomieszczenia
wszedł Paweł Aster, którego jeszcze niedawno spotkałam w Gdańsku. Nie wyglądał
by czuł się pewnie.- Dalej będziesz się gramolił jak ciota?- Warknął na
niego Aster. Kilku z mężczyzn zaczęło się śmiać.- Tak, zobaczcie mojego
młodszego synka. Zwykłego kretyna jakieś pieprzonej dziwki. Miał wyrosnąć na
mojego następcę a na kogo wyrósł? Na zwykłą ciotę.- Aster zbliżył się do syna
uderzając go pięścią w brzuch. Tamten aż zgiął się w pół.- Tak, oto mój syn
którego pokona byle cios. A teraz spójrzcie na niego, Łukasza. Przeklętego
policjancika któremu zachciało się bawić w recydywistę. Mojego drugiego syna.-
Zauważyłam jak mój były mąż spiął się słysząc to z wyraźnego obrzydzenia lub
też odrazy.- Podnieś mu głowę!- Warknął na stojącego obok Łukasza mężczyznę.
Tamten spełnił polecenie, ale już po chwili Łukasz odepchnął jego dłoń.- Tak,
widzicie? Ledwo żywy, wie że zaraz umrze ale i tak ma w sobie dość godności i
siły walki. To on powinien być moim następcą. Słyszysz? Gdybyś tylko chciał to
wszystko byłoby twoje: odnowiony gang Bajkowskiego, reaktywujący się Mochowskiego.
Setki zleceń na kokainę i amfetaminę. Ale
nie, przeszkolony przez tego Kowalskiego stałeś się pieprzonym obrońcą świata.
Sądziłem, że gdy dowiesz się kim jest twój prawdziwy ojciec dostrzeżesz swoją
życiową rolę. Ale nie: nie udało mi się w żaden sposób cię złamać. Naprawdę
wcale cię to nie kusi? Wszyscy sądzą że nie żyjesz; jeszcze parę upozorowanych
dowodów i zyskaliby pewność. Miałbyś wolną drogę. Mógłbyś być taki jak ja! Nie
chciałbyś? Pytam po raz ostatni: nie chciałbyś być mną?
- Gwałcicielem i mordercą?- Spytał Łukasz z tak wielką
drwiną, że z bólem serca czekałam aż Aster go uderzy. Jego tylko to rozbawiło.
- Twoja matka potrzebowała prawdziwego mężczyzny. Jasne,
że twierdzi że to był gwałt: co miała może powiedzieć że tego chciała?- Z
obrzydzenia wykrzywiłam twarz w niesmaku. Do dziś pamiętam jak trudno było
wyznać pani Marioli to co ją spotkało a on usiłował sugerować, że tego
pragnęła?
- Jesteś parszywym śmieciem.
- A ty kompletnym idiotą z jedną nogą w trumnie. Sądzisz, że cię nie zabije, co? Ale już dość tego dobrego.- Tym
razem Aster uderzył Łukasza w twarz. Nowa krew pociekła z jego nosa. Chciałam
już się odezwać, ale poczułam dłoń Jacka na swoim nadgarstku. Ostrzegawczym
ruchem kręcił głową.- Co za cholerna niesprawiedliwość! I co mam teraz zrobić?
Ta ciota ma przejąć po mnie interes który budowałem przez tyle lat?- Wskazał
dłonią na wciąż leżącego na ziemi Pawełka. Gdy tak mu się przyglądałam
zauważyłam niewielkie podobieństwo do Łukasza. Raczej nieuchwytne: może coś w
jego spojrzeniu lub w sposobie bycia; mimo to teraz nie rozumiałam jak mogłam nie dostrzec go za pierwszym razem. – Nie jest tego wart. Ale ja nie mogę już
dłużej czekać. Nie mogę. Przez ponad 4 lata próbowałem cię przekonać.
- Zabijając mi dziecko?- Odwarknął mu Łukasz.
- To był wypadek.
- A wysyłanie tych pieprzonych astrów na jego grób miało
być ironicznym przypomnieniem kto go tak naprawdę zabił?
- Nie, wysyłałem tylko kwiaty na grób wnuczka.
- On nie był twoim wnukiem.
- Daj już spokój. Dobrze wiesz, że tak. Poza tym ci
którzy do tego dopuścili już za to zapłacili.
- Poza tobą.
- To był wypadek, ile razy mam ci tłumaczyć? Czasem
ofiary są niezbędne.
- Dla wszystkich byłoby najlepiej gdybyś to ty ją
poniósł, nie sądzisz?
- Radzę ci nie przeciągać struny. Bo korzystając z
obecności Karoliny postanowiłem dać ci ostatnią szansę. Choć szantaż i układanie się nie są dobrym powodem do zwerbowania cię na swoją stronę, ale na początek wystarczą.- Zauważyłam spojrzenie
jakim Łukasz obrzucił Bończaka. Czy sądził, że nas zdradził? Chciałam go
zapewnić, że nie ale nie mogłam jeśli miałam pozwolić Jackowi na realizację
jego planu, którym jak wierzyłam miało być ocalenie całej naszej trójki. Na
razie nie chciałam się zastanawiać jak niby miałby to zrobić w pojedynkę.
- Aster, daj już spokój. Miałem go tylko wam dostarczyć.
Karolina nie ma z tym nic wspólnego. W co ty się chcesz znowu bawić?- Odezwał się Jacek. Czyżby coś układało
się nie tak jak chciał?
- Nie? A ja myślę, że tak. Zobaczymy ile Łukasz jest w
stanie dla niej zrobić.- Czując jakieś dłonie na ramionach zaczęłam się
wyrywać, ale nic to nie dało. Ci bandyci trzymali mnie w stalowym uścisku.
- I wierzysz, że będzie ci służył z przymusu byś nic
złego nie zrobił dziewczynie?
- Ty postępujesz tak samo, prawda? Gdyby nie ona nic byś
nie zrobił.
- Ja jestem kim jestem. Łukasz to policjant i nigdy nie
zmieni strony. Znam go od wielu lat i wiem co mówię. Nawet ty nie jesteś taki
naiwny by uważać inaczej.
- I ty to mówisz? Ty, który zdradziłeś dla nędznego
statusu świadka koronnego?
- Chroniłem tylko swojej skóry. Ty też byś tak zrobił na
moim miejscu.
- Jasne, ale ja nie byłbym taki naiwny jak ty przychodząc
tutaj.- Słysząc to zaczęłam się niepokoić.- To był już szczyt głupoty. Nadal
przecież nie zapłaciłeś za to, że zdradziłeś Mochowskiego. Mnie nic do tego,
ale jego wciąż to boli.- Jacek milczał dłuższą chwilę. Potem ciężko westchnął.
- Znalazłem go, okej?- Spytał retorycznie wskazując na
Łukasza. Grał czy mówił prawdę, pytałam samą siebie.- Czego jeszcze chcecie?
- A ona?- Aster wskazał na mnie.- Czemu ją tu
przyprowadziłeś? Wiesz czym to się może skończyć?
- Ona nie ma z tym nic wspólnego. O niczym nie ma
pojęcia.
- Doprawdy? Więc teraz już ma. Wie chociażby że nadal żyję!
- To wina Kariny, nie moja.
- Gówno mnie to obchodzi!- Krzyknął Aster.- Mam już dość
partaczenia roboty, przechodzenia z jednej strony na drugą, kłamania.
Potrzebuję lojalnych ludzi. To podstawa w tym biznesie a nie gagatów którzy na
widok pięknej buzi zapominają kim są. A nawet nie pięknej czy ładnej, ale przeciętnej. Co w niej takiego
jest, co? No co?- Policzek, który mi wymierzył nie był mocny więc krzyknęłam
raczej z zaskoczenia niż bólu. Jacek widząc to warknął coś groźnie do
Bajkowskiego, a Łukasz chciał się na niego rzucić. Obydwoje jednak zostali
powstrzymaniu przez pomocników Astra. Ten śmiejąc się powiedział:- No cóż, jak
widzę wcale się nie pomyliłem. Czas więc zacząć przedstawienie.
Z każdą kolejną częścią coraz bardziej Ciebie podziwiam, masz potencjał, wyobraźnie i umiesz to przelać na papier; te emocje, jak czytam to mam wrażenie, że jestem tam, że biorę udział w tym wszystkim.
OdpowiedzUsuńWidzę, że powoli wszystko sie wyjaśnia i klaruję, szkoda mi bardzo Łukasza, tak wiele przeżył a jednak pozostaję sobą, natomiast co do Jacka, hmm kiedys mu kibicowałam, ale teraz przekonuję się, że niestety nie jest on dobrym człowiekiem.
Pozdrawiam
Ania
To co piszesz jest po prostu cudowne :) Już nie mogę doczekać się kolejnej części, mam nadzieję, że wszystko zakończy się szczęśliwie. pozdrawiam roksana
OdpowiedzUsuńZaskocz nas oczywiście, ale nich to zaskoczenie będzie pozytywne!! Wiem, że niektóre twoje opowiadania kończą się bez happy endu ale myślę, że to jednak będzie z szczęśliwym końcem :) A o jaki szczęśliwy koniec mi chodzi to chyba każdy wie i Ty autorko tez ;)
OdpowiedzUsuńA co do tej części to przeczytałam ją późno w nocy, zaraz przed snem, tak oczarował mnie koniec że później spać nie mogłam! :)
Pozdrawiam, Kinga :)
namieszałaś..obawiam się zakończenia :( tak bardzo chciałabym aby udało im się uciec i aby Karolina mogła być z Łukaszem,..............
OdpowiedzUsuńWow, masz pomysły, bosko! Tylko tak dalej :D
OdpowiedzUsuńKochana kiedy kolejna czesc ?
OdpowiedzUsuńAnia
kocham cie za te opowiadania k.
OdpowiedzUsuń