Łączna liczba wyświetleń

sobota, 5 września 2015

Ktoś całkiem inny: Rozdział VII



WITAM WSZYSTKICH :) NA POCZĄTEK CHCĘ POWIEDZIEĆ, ŻE PRZEPRASZAM ZA CZĘSTOTLIWOŚĆ WSTAWIANIA, BO CHOĆ OBIECAŁAM ŻE POSTARAM SIĘ TO ROBIĆ JAK NAJSZYBCIEJ TO JEDNAK TERAZ NIE UDAJE MI SIĘ DOTRZYMAĆ SŁOWA. LICZĘ JEDNAK NA WASZĄ WYROZUMIAŁOŚĆ, BO NIE CHCĘ PISAĆ TEGO OPOWIADANIA NA ŁAPU-CAPU. WŁAŚCIWIE TĄ CZĘŚĆ DOKOŃCZYŁAM WCZORAJSZEGO WIECZORU, ALE ZAUWAŻYŁAM ŻE CZYTAJĄC JĄ POTEM JESZCZE RAZ UDAJE MI SIĘ WYCHWYCIĆ WIĘCEJ BŁĘDÓW STYLISTYCZNYCH I MERYTORYCZNYCH, CO PODNOSI JAKOŚĆ CZYTANIA.  DLATEGO WOLĘ TAK ROBIĆ, NAWET JEŚLI WYDŁUŻA TO CZĘSTOTLIWOŚĆ WSTAWIANIA KOLEJNYCH CZĘŚCI.

Ostatni dzień lipca był dniem, w którym odkryłam, że świat nie jest taki zły. A to wszystko za sprawą księgi rachunkowej, w której po raz pierwszy od kilku miesięcy zanotowałam czysty zysk brutto sięgający całe dwa złote i siedemdziesiąt sześć groszy. Co prawda musiałam jeszcze z tego zapłacić prawie dwudziestoprocentowy podatek, ale mimo wszystko osiągnęłam sukces. Z wrażenia pobiegłam pochwalić się Paulinie, a potem mocno ją objęłam. Obie cieszyłyśmy się z tego jak dzieci.
Teraz zaczynałam wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Ból spowodowany rozstaniem z Tomkiem powoli stawał się coraz bardziej tępy. W chwilach gdy skupiłam się na czymś wyjątkowo mocno (a bezsprzecznie ciągła praca od rana do wieczora w „Słodkim świecie” mi to zapewniała) mogłam zapomnieć o cierpieniu jakiego doświadczyłam przez jego ignorancję, słowa czy po prostu wyraz twarzy. Zaczynałam wierzyć, że z czasem całkowicie wymiotę ze swojej pamięci ten epizod jaki stanowił nasz związek.
Od czasu naszej ostatniej rozmowy nie pojawił się w mojej cukierni ani nie zadzwonił. Skłamałabym mówiąc, że się z tego nie cieszyłam jednak jakaś cząstka mojej duszy żyła jeszcze beznadziejną nadzieją. Ale czy prawdziwa nadzieja jest inna? Chyba właśnie sens tego uczucia już w samej definicji zakłada beznadziejność. Inaczej słowo to nie miałoby sensu.
– Super, Anka.- Powiedziała z entuzjazmem Paula.- Wreszcie nie będziesz musiała aż tak harować. A wieczorem zamiast piec do północy ciasta, pójdziemy obie do baru to uczcić. I nawet nie próbuj protestować. Jeden wieczór leserowania dobrze ci zrobi. Może poznamy jakichś fajnych facetów na pocieszenie?- Uśmiechnęłam się do niej starając udawać entuzjazm. Nie miałam na to najmniejszej ochoty, ale Paulina miała rację. Trzeba coś robić jeśli chce się zapomnieć o mężczyźnie, w którym się było zakochanym.
– Okej.- Zgodziłam się.- Dość gadania o Tomku. A ty? Nie tęsknisz za Michałem?- Jakiś czas wcześniej podjęłam z nią ten temat. Po rozmowie z Agnieszką bardzo ciekawiło mnie czemu Paula postąpiła tak jak to zrobiła, ale ona wyraźnie dała mi do zrozumienia, że nie chce na ten temat rozmawiać bagatelizując całą sprawę. Teraz też to zrobiła.
– Masz na myśli mojego narzeczonego?- Prychnęła.- Niech mój tatuś sam się z nim żeni skoro tak bardzo tego chce. Ja nie żyje w średniowieczu by wybierał mi męża.
– Naprawdę nic do niego nie czułaś?
- Tak.- odparła, ale nie patrzyła mi przy tym w oczy. A może tylko mi się tak wydawało?
– Więc czemu zwlekałaś aż do dnia ślubu by ucieczką rozwiązać wszystkie problemy?
– Bo wcześniej łudziłam się, że jest dla nas jakaś nadzieja. Wtedy...gdy ubierałam białą suknię zdałam sobie sprawę, że... jej nie ma.- Powiedziała jakoś tak cicho, zupełnie innym tonem niż poprzednio. Zrozumiałam, że za tym jej nieudanym małżeństwie kryje się więcej niż chciała przyznać.- A poza tym to Agnieszka nie powinna z tobą o tym rozmawiać.- Dodała trochę wojowniczo.
– Przepraszam, tak jakoś wyszło gdy cię tutaj zobaczyła. Ale jeśli nie chcesz to nie będziemy rozmawiać już na ten temat.
– Nie chcę. To dla mnie taki sam temat jak dla ciebie Tomka.
– Okej, już rozumiem. A więc w takim razie już nigdy więcej o tym nie wspomnę.
– Super.- Uśmiechnęła się.- Czy fakt dodatniego salda bilansu twojej cukierni oznacza, że wreszcie dostanę podwyżkę?
– O, co to to na to bym nie liczyła moja panno. Przypominam ci, że zysk nie wyniósł nawet trzech złotych. A wiesz, że ostatnio musiałam złożyć podanie o pożyczkę co w połączeniu z wcześniejszym kredytem nieźle mnie zadłuży.
– Nie martw się. Na zajęciach z rachunkowości powiedzieli nam, że przedsiębiorstwo finansujące się kapitałem obcym rozwija się kilka razy szybciej niż w odwrotnym przypadku.- Roześmiałam się.
– Czy to oznacza, że mam wpędzić się w długi?
– O nie. Ten wskaźnik nie może przekroczyć 2/3 całego kapitału.
- Tak, tylko przy tak dużym zadłużeniu zamiast efektu dźwigni może zrobić się maczuga.
- Wow, skąd to wiesz?
- Też umiem czytać fachową literaturę wyobraź sobie. Zwłaszcza gdy stałam się wielkim przedsiębiorcą.- Obie wybuchłyśmy zgodnym śmiechem jakim nie śmiałam się już od tak dawna, bo powiedziałam to bardzo wymownym i egzaltowanym tonem. Dlatego straciłam humor gdy chwilę tę zakłóciło mi wspomnienie beztroski, która ostatnim razem spowodowała u mnie przypływ wesołości.
„ - Tomek?
   Aha?
   I co teraz będzie?
   Koniec świata?
   Pytałam poważnie.
   Wszystko co sobie zamarzymy. „
Dialog, jaki rozegrał się pomiędzy mną a Kamińskim w dniu jego wypadku i cała scenka w samochodzie wyraźnie stanęła mi w pamięci. Dźwięk jego śmiechu, iskierki w oczach, czułość głosu... Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było przypomnienie tego co wydarzyło się w tamtym dniu. Tego, jak i konsekwencji jakie to za sobą niosło. I tego czego jeszcze nie zrobiłam choć powinnam.
Wielokrotnie powtarzałam sobie, że muszę to zrobić, ale wciąż zwlekałam odkładając to na później. Teraz zadałam sobie pytanie czy nie szukam tylko zwykłej wymówki. Zwłaszcza po ostatniej wizycie Agnieszki, która powiedziała, że Tomek po naszym
zerwaniu jest bardziej nerwowy i niespokojny.
„ On nie jest sobą, Aniu. Już przedtem był zagubiony, ale myślę że nawet jeśli jego umysł cię nie pamiętał to ciało i odczucia tak. Gdy go odwiedzałaś czuł się spokojniejszy, twoje wizyty go odprężały nawet jeśli nieustannie się kłóciliście. Teraz chodzi przez cały czas wściekły wyżywając się na Bogu ducha winnych ludziach. Ostatnio zwymyślał nawet pośrednika od nieruchomości, który zasugerował mu, że teraz nie jest najlepsza pora na sprzedać jego mieszkania, bo nie uzyska za niego dobrej ceny, wyobrażasz sobie? Ale on tylko się uparł...” Nagle poczułam jak całe moje ciało się spina.
– Aniu, coś się stało?- Zmiana mojego nastroju trwała zaledwie ułamek sekundy, ale Paulina to wychwyciła. Szybko potrząsnęłam głową. Nie, ale przecież Tomek mówił, że tylko wynajmował tamto mieszkanie. Nie mógł być jego właścicielem. A może jednak...?
– W porządku tylko zdałam sobie sprawę, że o czymś zapomniałam.
– O czymś ważnym?
– Chyba tak. Będę musiała teraz wyjść. Poradzisz sobie sama?
– Jasne, że tak.
– Dzięki.
– Kiedy wrócisz?
– Myślę, że za jakieś 3 godziny.
– Więc wieczór aktualny?
– Tak. Gdybym nie wróciła do osiemnastej to zaczekaj na mnie w środku i zamknij cukiernię.- W ostatnim miesiącu zdecydowałam się przedłużyć godziny zamknięcia, bo latem było ciepło i dość jasno wieczorami, więc nawet tuż przed zamknięciem odwiedzała nas masa klientów. Zwłaszcza nastolatków.
– Jasne.
Wróciłam szybko na górę biorąc jakiś sweter i portfel. Miałam nadzieję, że jakiś autobus niedługo będzie podjeżdżał z przystanku na który zmierzałam w niedługim czasie.
Miałam szczęście. Na miejsce dotarłam kilka minut przed drugą, a pojazd miał przyjechać za dziesięć minut. Na przystanku biłam się z myślami. A jeśli to wszystko niepotrzebne, myślałam. Jeśli Tomek jednak nabrał mnie z tym obrazem i wcale mnie nie namalował? A jeśli nawet to nie nago jak się odgrażał, ale w ubraniu? Nie chciałabym aby jakaś obca osoba posiadała płótno z moją postacią, ale było to lepsze niż gdybym była na nim zupełnie goła. Wzdrygnęłam się odruchowo przypominając sobie swoją rozmowę z Tomkiem, która wydarzyła się kilkanaście tygodni temu jeszcze zanim stracił pamięć.
„ - W takim razie porozmawiajmy o portrecie. Miałaś mi przynieść swoje zdjęcie, pamiętasz?
– Pamiętam. A ja ci mówiłam, że nie godzę się abyś mnie malował. Tym bardziej, że nie pozwalasz mi już pozować. Chcę widzieć co tam nabazgroliłeś.
– Powiedziałem ci, że pokażę ci obraz dopiero jak go skończę
– Mam nadzieję, że nie jest taki jak groziłeś.
– Masz na myśli ubranie? Hm, coś tam będziesz miała na sobie. Niestety nie wiem jak wyglądasz na żywo, więc będzie musiała zadziałać moja wyobraźnia.
– Ten temat też nie jest dobry.
– Przecież tylko sobie  z ciebie żartuję.”
Och, wtedy nasze przekomarzanie się ze sobą wydawało się takie cudowne, ale nie z perspektywy ostatnich zdarzeń. Tomasz nie może znaleźć tego obrazu. A tym bardziej sprzedać mieszkania gdy on jeszcze tam gdzieś jest.
Myślałam o tym przez całą drogę do jego domu. Im bliżej byłam tym moje nerwy były napięte coraz mocniej. A co jeśli Tomek pozbył się wszystkich mebli i rzeczy? Co jeśli jednak znalazł obraz i jest taki jaki mi mówił? Chyba spaliłabym się ze wstydu wiedząc, że ma jakby moją nagą fotografię. Nie wątpiłam, że pomimo faktu iż nigdy nawet nie widział mnie całkowicie bez ubrania to ze swoim zmysłem artystycznym potrafił doskonale zachować proporcję bazując tylko na swojej wyobraźni.
Znalazłszy się w końcu u celu, dyskretnie pokonałam dzielący mnie kilometr od przystanku. W drodze oglądałam się za siebie bojąc się spotkania z Tomkiem, a jeszcze bardziej wkładając kluczyk do zamka. Zastanawiałam się czemu nie żądał ode mnie jego zwrotu. Nie łudziłam się, że zapomniał choć to było możliwe. Bo oprócz kluczyka powinien jeszcze chcieć pierścionek, który jak mówiła Agnieszka był w rodzinie Tomka od trzech pokoleń. O tym nie zapomniałby z pewnością. A więc robił to wszystko dlatego, że po prostu nie chciał się ze mną spotkać. Odruchowo dotknęłam miejsca gdzie jeszcze kilka tygodni temu się znajdował. Teraz go nie nosiłam nie tylko z powodu zakończenia związku z jego pierwotnym właścicielem, ale również faktu, że już nie miał dla mnie takiej wartości sentymentalnej jak poprzednio. Bo miał być wyrazem miłości między nami, której teraz nie było. Miałam zamiar zwrócić go Tomaszowi przy najbliższej okazji.
Kluczyk pasował. Ostrożnie otworzyłam drzwi, które wydały przeciągłe skrzypienie. Szybko weszłam do środka i zablokowałam z powrotem zamek. Głęboko odetchnęłam czując się jak złodziej. Ale w końcu nie planowałam niczego ukraść poza swoim obrazem na którym byłam, a to przecież nie jest kradzież prawda? No dobra, może jest ale usprawiedliwiona. Przecież nie mogłam poprosić Tomka o swój portret gdy nawet nie pamiętał o tym, że go namalował ani gdzie jest. Tym bardziej, jeśli byłam na nim nago.
Ucieszyłam się gdy okazało się, że mieszkanie nie jest jeszcze całkowicie ogołocone, a prawdę mówiąc to wcale nie ogołocone. Najwyraźniej sprzedaż nie przebiegała tak szybko jak sądziła Agnieszka. Mimo wszystko szybko zaczęłam swoje poszukiwania.
Już po kilku minutach szybko odrzuciłam możliwość, że obraz był schowany w którymś z pomieszczeń dziennych. Najpewniej musiał być na strychu, gdzie mieściła się pracownia Tomka.
Ostrożnie weszłam po starych schodach. Znów nie mogłam powstrzymać fali wspomnień które napłynęły do mojego mózgu falą obrazów: ja i Tomek ze śmiechem wbiegający na górę po tym jak zmoczył nas deszcz, pierwszy moment gdy w ogóle pokazał mi swoją samotnię... Starałam się nie myśleć o tym choć przychodziło mi to
z trudem. Na miejscu rozejrzałam się szukając odpowiedniej kryjówki dla płótna. Pomieszczenie było niewielkie i dość szybko przeszukałam najbardziej odpowiednie miejsca. Nic oczywiście nie znalazłam. A więc obraz, jeśli w ogóle istniał musiał być schowany gdzieś w środku. Jedynymi miejscami możliwymi do tego celu była masywna szafa w rogu, komoda i stara biblioteczka. Pierwszą pozycję zostawiłam na koniec jako że była zamknięta. Jak się spodziewałam w pozostałych nie było śladu po żadnym płótnie. Właśnie zabierałam się do próby otwarcie szafy gdy usłyszałam za
sobą głos:
– Ania? Co ty tu robisz?- Zdębiałam wytrzeszczając szeroko oczy. Byłam tyłem zwrócona do drzwi, ale postać mnie rozpoznała. Nie był to jednak Tomek, bo jego głos był zupełnie inny. Mimo wszystko to pytanie zadał mężczyzna. A skoro mnie znał to ja jego zapewne też.- Ania?- Zawołał mnie znowu. W końcu się odwróciłam z miną dziecka przyłapanego na kradzieży, a przynajmniej tak właśnie się czułam.- Dlaczego tu przyszłaś?- Mężczyzna ponowił pytanie. Uśmiechnęłam się z trudem.
– O Krzysiek.- Grałam na zwłokę.- Nie spodziewałam się ciebie tutaj.
– Ja ciebie też nie.- Odparł z przekąsem.- Jak się tu dostałaś?
– Kluczami, a jakżeby inaczej? Sądzisz, że się włamałam?- Usiłowałam zażartować, ale wypadło to nieprzekonująco. W myślach szukałam odpowiedniej wymówki, ale niczego nie znalazłam. I jak wytłumaczę tutaj swoja obecność?
– To Jacek Morawiński, pośrednik w sprzedaży nieruchomości.- Przedstawił mi stojącego obok niego niskiego mężczyznę, którego prawdę mówiąc dopiero teraz spostrzegłam.
– Miło mi.- Wyciągnęłam dłoń starając się nie wyglądać na zażenowaną. Brawura była tu najlepszą drogą.
– Mój brat nie wspominał, że tu będziesz.- Krzysztof najwyraźniej nie rezygnował z poznania odpowiedzi na swoje pytanie.
– Bo o tym nie wie.- Wyznałam po dłuższej przerwie.- Możemy porozmawiać na chwilę sami?- Morawiński bez jakiejkolwiek prośby czy groźby wycofał się z pomieszczenia. Już po chwili zdało się słyszeć jego ciężkie kroki gdy schodził po schodach.
– A więc? Jak to się stało, że tutaj przyszłaś?
– Wiem co sobie myślisz- Zaczęłam, choć on wcale mnie nie oskarżał. Starał się być taktownym, ale ja wiedziałam co musi o mnie sądzić.- Ale ja naprawdę nie zamierzałam zrobić niczego złego. Nie chciałam okraść Tomka ani...
– Ależ ja wcale cię o to nie oskarżam.- Przerwał mi z udawaną zgrozą po czym się uśmiechnął- Swoją drogą chyba nie ma tu nic na tyle cennego by mogło cię skusić.- Rozluźniłam się. Skoro żartował, więc widocznie nie był na mnie zły.
– Dziękuję. Naprawdę bałam się, że będziesz uważać mnie za włamywaczkę.
– Nie przeczę, że jestem zaskoczony.- Odparł patrząc na mnie wyczekująco. A jednak żądał jakiegoś wyjaśnienia. A ja byłam zmuszona skłamać.
– Chodzi o moje ubrania.
– Ubrania?
– Tak. Wiesz, miałam tu wcześniej trochę rzeczy i...- Czułam, że się rumienię, ale z trudem brnęłam dalej:-...niedużo, ale gdy twoja żona powiedziała mi o tym, że Tomek sprzedaje to mieszkanie postanowiłam je zabrać. Nie chciałam go kłopotać i narażać na nasze spotkanie, więc pomyślałam, że sama tu przyjadę i ostrożnie wezmę swoje rzeczy dzięki czemu nikt nawet nie będzie wiedział o mojej obecności. Tyle, że teraz zrozumiałam, że nie najlepiej to wygląda. Przepraszam.
– Nie ma za co. Trzeba było powiedzieć o tym wcześniej.- Kamiński uśmiechnął się do mnie, a potem trochę dziwnym tonem spytał:- Ubrania były tutaj?
– Och...- Zdałam sobie sprawę dopiero teraz, że przecież jesteśmy na strychu w pracowni malarskiej gdzie raczej nie powinny się znajdować. A jeśli już to to co sugerowały było co najmniej zawstydzające.- No nie, ale zostawiłam również kilka innych drobiazgów w różnych częściach domu. Chciałam się upewnić czy czegoś nie zostawiłam również tutaj.- Matko, czemu on tak bacznie mi się przypatruje? Jeśli zaraz nazwie mnie kłamczuchą to chyba zemdleje, pomyślałam chcąc jak najszybciej znaleźć się gdzie indziej.
– A więc nie przeszkadzaj sobie. Mogę przyjechać z Morawskim później.
– Ależ nie, już wszystko gotowe. To znaczy nic nie znalazłam. Nie chcę wam przeszkadzać. Przepraszam za wszystko.
– Nic się nie stało. -Zapewnił znowu.- Na pewno nie potrzeba ci więcej czasu?
– Nie, chyba zabrałam wszystko.- Skłamałam czując się jak idiotka. Wiedziałam, że on wie iż to zrobiłam. W końcu dlaczego niby miałabym robić to dopiero po ponad trzech miesiącach? Ale nie pozostało mi nic innego jak dalej ciągnąć tę głupią maskaradę.
– Jeśli znajdę jakąś damską cześć garderoby lub jakiegokolwiek innego przedmiotu dam ci znać. Agnieszka ma twój numer telefonu, prawda?- Skinęłam głową. Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę po czym z ulgą się oddaliłam. Na koniec oddałam Krzysztofowi klucze od mieszkania z prośba by nie mówił o tym spotkaniu Tomaszowi. Wiedziałam, że wzbudzam tym jeszcze większe podejrzenia, ale nie miałam wyboru. On nie mógł się o tym dowiedzieć. Tym bardziej gdy zorientowałam się, że najwyraźniej żadnego obrazu nie było.
I tak, właściwie niczego nie uzyskawszy jakieś dwie godziny później byłam już w drodze powrotnej. Do „Słodkiego świata” dotarłam tuż po zamknięciu z czego Paula się śmiała chwaląc mnie za wyczucie czasu. Kilka minut później obie siedziałyśmy już w metrze. Początkowo Paulina wybrała klub, ale ja nie chciałam do niego iść. Było to te samo miejsce gdzie poznałam Kamińskiego i z pewnością by mi o nim przypomniało. Zwłaszcza znajoma ławeczka w parku obok budynku. Dlatego zaproponowałam zwykłą knajpę. Jako że była środa, a więc środek tygodnia nie było tam dużo osób. Spokojnie więc piłyśmy piwo nie narażając się na zaczepki innych mężczyzn. Paulina szybko się odprężyła idąc na parkiet. Ja zrezygnowałam wymigując się bólem głowy. Jakoś nie miałam ochoty na taniec. Przypomniałam sobie przysięgę jaką złożyłam sobie po śmierci mojej siostry Anity. Nigdy więcej nie bawić się w takich miejscach. A jednak to zrobiłam. Znów dałam się porwać swojej szalonej naturze tamtej nocy gdy poznałam Tomasza jak nazywała to dawniej moja matka. I znów cierpiałam z tego powodu. Przecież gdyby nie impulsywność nie uciekłabym do miasta prosto w ramiona obcego faceta którym był dla mnie wtedy Tomek. I nie naraziłabym się na ból.
Ponownie usłyszałam w swojej głowie słowa Władysława Kamińskiego. „Wiesz, że możesz liczyć na moją pomoc, prawda? Będziesz mogła uwolnić się od niego bez żadnych problemów.”
Tak, nie mogłam tego już dłużej odkładać. Zdecydowałam, że czas w końcu definitywnie wszystko skończyć. Zwlekając tylko siebie oszukiwałam. To był koniec między mną a Tomaszem. Nie było sensu uważać inaczej. Jeszcze raz spojrzałam na tańczącą Paulę po czym wyszłam z budynku. Wyciągnęłam komórkę, a z torebki
wyszukałam pewną zgniecioną już karteczkę. Sądziłam, że ją zgubiłam, ale ona tak tkwiła. Ostrożnie ją rozwinęłam i wykręciłam numer. Choć dochodziła już ósma po drugiej stronie już po trzech sygnałach usłyszałam czyjś głos. Nie należał jednak do Władysława Kamińskiego. Uprzejmie spytałam kobietę czy mogę z nim rozmawiać, a ta kazała mi chwileczkę zaczekać. Ta chwileczka w rzeczywistości trwała ze dwie minuty, ale jakoś głupio było mi się rozłączyć.
– Halo?- Usłyszałam w końcu nieco zirytowany głos.
– Dzień dobry.- Zaczęłam.- To ja, Anna Parulska.
– Och, Ania.- Głos pana Władysława stracił swoją stanowczość i twardość.- Wybacz mi nieprzyjemny ton, ale sądziłem iż znów mój prywatny numer komórki dostał się do wiadomości publicznej. Nawet nie wiesz jak często z tego powodu muszę go zmieniać.
– Nic się nie stało.- Zapewniłam udobruchana jego miłymi słowami.- Dzwonię w sprawie naszej ostatniej rozmowy.
– Chcesz abym ci pomógł?
– Tak.
– Potrzebne mi będą wszystkie dokumenty...- Zaczął wyjaśniać, a ja tylko co i raz przytakiwałam i odpowiadałam na jego pytania czując się bardzo źle. Wiedziałam, że to co robię nie jest dobre, ale jednocześnie nie widziałam innej opcji by zakończyć wszystko zupełnie bezboleśnie. A może nawet sam pan Kamiński wyzna synowi prawdę i on dojdzie do takiego samego wniosku jak ja?- A więc wszystko ustalone. W sobotę po południu, około szesnastej, tak? W moim domu.
– Dobrze.- Potwierdziłam ostatecznie.
– Świetnie. Gdyby coś się zmieniło daj znać. Spróbuję się dostosować, choć ten termin najbardziej mi odpowiada. Tomek ma spędzić go poza domem, co jest dla nas korzystne.
– No tak, oczywiście. I dziękuję panu bardzo.
– Nie ma za co. Już mówiłem, że mam do ciebie dużo sympatii.- Rozłączyłam się czując jakby z piersi zdjęto mi duży ciężar, który teraz z pewnością wylądował na klatce piersiowej Władysława Kamińskiego. Znów poczułam ukucie sumienia, które podpowiadało mi, że to co zamierzam zrobić jest nie w porządku wobec Tomka, ale uciszyłam je. Potem z powrotem wróciłam do budynku. Paula nawet nie zauważyła mojej chwilowej nieobecności.
Aż do soboty trzymałam się całkiem dobrze, ale w dniu spotkania byłam bardzo zdenerwowana. Chyba nikt na moim miejscu nie czułby się inaczej. Aż do końca wahałam się czy postępuję dobrze czy też nie. Co jeśli dowie się o tym Tomek, a co jeśli nie. Wszystkie te dylematy spowodowały u mnie ból brzucha.
Naciskając dzwonek czułam, że nie było już odwrotu,  a wchodząc do przestronnego holu w pamięci stanęły mi moje ostatnie wizyty u Tomasza. Czułam się tak, jakby to wszystko należało zupełnie do innego życia i wydarzyło się nie kilka tygodni, ale kilkadziesiąt lat temu. Starałam się o tym nie myśleć idąc za jakąś pokojówką do gabinetu Władysława Kamińskiego. Dotarłszy wreszcie na miejsce odczekałam chwilę mobilizując się do wejścia. Teraz nie czas na ucieczkę, szepnęłam do siebie i zapukałam do środka. Słysząc słowo „proszę” uchyliłam je.
Starszy mężczyzna siedział przy masywnym, drewnianym (chyba dębowym) biurku
wpatrzony w jakieś dokumenty. W ręku trzymał wieczne pióro, pochylając delikatnie głowę i marszcząc brwi. W końcu podniósł na mnie wzrok po czym ściągnął okulary. Wstał z miejsca.
– Witaj Anno. Jak się masz?
– W porządku.- Odparłam zwyczajowo, choć nie była to prawda. Bo czułam się tak źle, okropnie, fatalnie i niedobrze jak nigdy dotąd.
– Nie wyglądasz najlepiej. Na pewno wszystko dobrze?- Zmusiłam się do wygięcia kącików ust w imitacji uśmiechu.
– Tak, choć bardzo się denerwuję.
– Nie masz powodu.- Zmarszczyłam z zaskoczenia brwi.
– Nie powiedziałabym. To co zamierzam zrobić jest nieetyczne i niemoralne. Nie wiem czy powinnam...
– Anna- Po raz drugi w swoim życiu poczułam dotyk jego chłodnej pomarszczonej dłoni na swojej ręce zmuszając się do nie wyrwania jej. Może zamierzam dodać mi tym otuchy, ale osiągnął przeciwny efekt.- To naturalne, że męczy cię sumienie. Ale pomyśl, że robisz to wszystko dla Tomka. Wiesz jak by się poczuł wiedząc to co my? To byłby dla niego duży szok co nie jest wskazane w jego stanie. A poza tym i tak nie jesteście już razem.
– Tak, ale w końcu to było coś ważnego. Może i zdecydowaliśmy się rozstać z pańskim synem, ale możliwe, że gdy Tomek pozna prawdę to zmieni zdanie.
– Tego właśnie byś chciała prawda?
– Ja...- Zabrakło mi słów. Sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
– Bądź ze mną szczera. Nie krępuj się. Wiem, że kochałaś Tomka. Pytanie brzmi tylko czy nadal go kochasz.
– Nie wiem.- Wyznałam z trudem.- Czasami wydaje mi się, że tak. W innych chwilach, że nie. Coraz częściej jednak przeważa ta druga opcja.
– Sądzisz, że znając prawdę Tomasz zostałby z tobą?
– Nie wiem. Może...
– Jesteś bardzo naiwna.- Nie spodobały mi się jego słowa. Nie ich treść, ale ton jakim go wypowiedział. Biła z niego jakaś pogarda, a zanim zdążył odwrócić głowę ujrzałam ją jeszcze w jego oczach. Gdy jednak znów na mnie spojrzał widniała tam jedynie troska i współczucie. Poprzednio musiała być to wina gry światła, pomyślałam.- Wybacz, jeśli cię uraziłem. Sądzisz, że mój syn cię kochał. Ale to nieprawda.
– Tego nie może pan wiedzieć.- Zaprotestowałam.- Zanim stracił pamięć kochaliśmy się. Może i znaliśmy się krótko, ale...- Przypomniałam sobie słowa pana Władysława o tym, jak Tomek poinformował go o moim istnieniu.
„ Chwalił się znajomością dziewczyną znikąd”, powiedział cytując Tomka. A
ja teraz starałam się zapewnić go, że znaczyłam dla Tomasza więcej. Poczułam się głupio.- Przepraszam, sama nie wiem czemu drążę ten temat.
– Rozumiem co czujesz i wcale nie musisz mnie przepraszać Anno.- Odezwał się po czym zapadła między nami cisza. Kamiński zaczął przechadzać się po gabinecie jakby nie było w tym nic dziwnego.- Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę?- Skinęłam głową. Domyślałam się do czego zmierza.- Powiedziałem ci wtedy, że Tomasz spotykał się z tobą aby zrobić mi na złość, jak sam wyznał. I cóż, tak było ale to nie było bezpośredni powód tego co zrobił w dniu wypadku.
– Nie?- Zdziwiłam się.
– Nie.- Pan Władysław zdecydowanie potrząsnął głową.- Nie chciałem ci o tym mówić, Anno nie chcąc przysparzać ci dodatkowego bólu, ale musisz zrozumieć jakim człowiekiem Tomasz jest naprawdę.- Ton i treść zawarta w jego wypowiedzi wywołały we mnie dreszcz.
– Co to znaczy?- Spytałam niepewnie.
– Już tłumaczę. Otóż jak wiesz, to  jest moim pierworodnym synem i to on miał w przyszłości zająć moje miejsce jako prezes Build& Project.
– Tak mówił mi o tym.- Wtrąciłam.
– I zapewne powiedział ci, że wcale nie miał na to ochoty.- Tym razem skinęłam głową.- Tak więc ja to zaakceptowałem. Oczywiście niechętnie, rzecz jasna,
ale to zrobiłem. Jednak kazałem mu przedtem wyjechać na staż do Niemiec by ostatecznie upewnił się w swojej decyzji. To był mój jedyny warunek na który przystał. Było to nieco ponad pięć i pół roku temu, a więc biorąc pod uwagę utratę pamięci mojego starszego syna właśnie w tym momencie, w którym sięga jego pamięć. Był również zaręczony z Iloną. Nieoficjalnie jednak, więc łatwo się z tego wyplątał. Dla mnie, niestety takie łatwe to nie było. Rodzice Ilony, bo o niej mowa, to moi partnerzy w interesach. Musiałem się zdobyć na spore ustępstwo aby kontynuować naszą współpracę.
– Rozumiem, ale naprawdę nie widzę sensu bym poznawała te wszystkie szczegóły.- Bolesnych szczegółów, poprawiłam się w myślach.
– Już zaraz dojdę do sedna sprawy. Otóż po powrocie z Niemczech Tomek nie zmienił zdania co do swojej przyszłości w kontynuowaniu rodzinnej firmy, a ja zgodnie z umową nie naciskałem. Zacząłem szkolić młodszego syna, który od samego początku miał niezaprzeczalną intuicję i manierę prawdziwego przedsiębiorcy. Dosłownie prosto po skończeniu uniwersytetu zaczął zarządzać Build& Project jakby znał ją jak własną kieszeń. W niedługim czasie usunąłem się w cień ustępując mu fotel prezesa. Teraz zasiadam tylko w zarządzie.- Kamiński wziął głęboki wdech przerywając na chwile jakby w poszukiwaniu następnych słów- Tomek natomiast przez kilka następnych lat nie zajmował się niczym. Mieszkał w domu rodzinnym, korzystał z moich pieniędzy bez żadnych skrupułów oraz zysku z akcji firmy trwoniąc powoli swój majątek. Kilkakrotnie starałem się mu zasugerować jakieś zajęcie, ale bezskutecznie. Nawet odwołanie się do jego poczucia obowiązku i honoru nic nie dało: gdy uświadomiłem mu, że zbliża się do trzydziestki i zapewne mieszkanie oraz życie na koszt rodziców musi być dla niego uwłaczające tylko się roześmiał kpiąc z mojej troskliwości. W końcu, dla jego dobra zdecydowałem się to wszystko skończyć. Ta sytuacja, moje pobłażanie trwało za długo. Nie chciałem by Tomek do końca życia żył w ten sposób.- Przerwał znowu. A ja nie mogąc się doczekać dalszego ciągu spytałam lekko zniecierpliwiona.
– I jak to się skończyło?- Władysław Kamiński uśmiechnął się do mnie delikatnym, smutnym uśmiechem.
– Powiedziałem mu, że dłużej nie będę go utrzymywał i jeśli chce dalej żyć na takiej stopie jak dotychczas musi znaleźć pracę albo pomóc w Build&Project; w końcu jest tam masa stanowisk. Jak możesz się domyślać, nie była to dla niego komfortowa sytuacja.
– A więc to dlatego zatrudnił się jako robotnik pracujący przy przeprowadzkach.- Stwierdziłam, ale ku mojemu zdumieniu pokręcił głową.
– Nie, to było trochę później. Wtedy gdy postawiłem mu ultimatów wściekł się.
Jeszcze nigdy nie widziałem go tak rozgniewanego. Wybuchła między nami porządna awantura. Nie będę zanudzał cię szczegółami; dość powiedzieć, że w jej wyniku Tomek zabrał swoje rzeczy z domu i wyprowadził się do hotelu. Oczywiście nadal żyjąc za pieniądze pobrane z jednej ze złotych kart wydanych mu na moje specjalne polecenie kilka lat wcześniej. Ja jednak mu je zablokowałem. Odciąłem dostęp wszelkiej gotówki przedtem jeszcze raz podejmując próbę rozmowy z nim i ostrzeżenia go. Nie chodziło mi przecież o to by się wyprowadził, ale o to by zrobił coś ze swoim życiem.
– A więc zostawił go pan samemu sobie.
– Tak, ale musisz pamiętać, że nie był osiemnastoletnim chłopcem, tylko ponad trzydziestoletnim mężczyzną. Nie zrobiłem nic złego i wielu rodziców w mojej sytuacji postąpiłoby tak samo.
– Nie miałam zamiaru pana oskarżać.- Zaznaczyłam.
– Wiem.- Spojrzał na mnie łagodniej i jakby przepraszająco- Tylko, że ja nie czuję się  z tym nie najlepiej. Pomimo wszystko to mój syn. Chcę dla niego jak najlepiej.
– To zrozumiałe.
– Tak, ale to co zrobił potem... i jakie to miało konsekwencje dla ciebie było wynikiem mego uporu. Mogłem przewidzieć, że on nie ustąpi choćby tylko z racji swojej przekory. I tak zrobił. Bo bez pieniędzy Tomasz najwyraźniej postanowił szybko je zdobyć. Tyle, że nie za pomocą pracy.- Przełknęłam gwałtownie ślinę. A więc w końcu dochodziliśmy do sedna.- Matka Tomasza, a mojej świętej pamięci żona założyła dla niego fundusz powierniczy. Zastrzegła jednak, że będzie mógł z niego korzystać tylko wówczas, gdy się ożeni. To miał być jej prezent  ślubny na start dla ukochanego jedynaka gdy doskonale zdawała sobie sprawę ze stanu swojego zdrowia. Było to ponad dwadzieścia lat temu, a pieniądze przez cały ten czas pozostawały zamrożone, więc razem z odsetkami uzbierała się niemała suma.- O Boże, pomyślałam. A więc on zrobił to tylko dlatego? Jakby słysząc moje myśli pan Władysław dodał- Tak, bardzo mi przykro Anno, ale taka jest prawda. Nie mogłem pozwolić byś łudziła się co do natury mojego syna. Tomasz może nie miał złych zamiarów, ale koniec końców postąpił haniebnie wciągając cię w to wszystko.
– A zatem...zatem ożenił się ze mną by dostać pieniądze z funduszu?- Mój głos nie był głośniejszy od szeptu.
– Niestety tak. Gdy przemyślisz to na spokojnie, zauważysz że to prawda. Wszystkie fakty pasują: znaliście się krótko, nic ci o sobie nie powiedział no i z pewnością to on nalegał na tak pospieszny cywilny ślub, prawda?
– Tak, ale mówił gdy tylko ustali się wolny termin weźmiemy ślub kościelny.- Widząc współczucie malujące się na twarzy staruszka dodałam pytająco.- Ale on w ogóle nie miał zamiaru tego robić, prawda?- Kamiński nie odpowiedział na moje pytanie. Poprosił mnie tylko o dokumenty, które miałam przynieść a potem zagłębił się w ich lekturę. A ja siedziałam na krześle niemal bezruchu nie mogąc uwierzyć w to co słyszałam.
– No, nie wygląda to najgorzej.- Usłyszałam po kilku minutach jego słowa.- Nie zgłosiłaś do urzędu zmiany nazwiska, prawda?- Pokręciłam tylko głową niezdolna do wypowiedzenia chociaż słowa. Przypomniałam sobie jak nalegałam na to by zostać przy własnym aż do ślubu kościelnego. Jak Tomek musiał się w duchu ze mnie śmiać pragnąc tego samego, ale dla pozorów udając niezgodę.- Tak więc jak sądziłem wszystko przebiegnie bez przeszkód. Potrzebny mi będzie jeszcze twój podpis w paru miejscach.- Podpisałam się zamaszyście tak gdzie mi kazał nawet nie czytając. I tak litery niemal zamazywały mi się przed oczami. Po wszystkim już miałam zapytać czy mogę już iść gdy drzwi gabinetu otworzyły się znienacka. I stanął w nich ktoś kogo miałam nadzieję nigdy już nie widzieć. Tak, był to nie kto inny jak Tomek Kamiński. Mój mąż.
– Co ma znaczyć twoja obecność tutaj?- Zwrócił się do mnie Tomek. Z wrażenia aż przełknęłam ślinę. Władysław Kamiński okazał się być znacznie bystrzejszy i niewzruszony na niespodziewaną wizytę. Niemal niedostrzegalnym ruchem próbował przysunąć dokumenty z moich dłoni na biurko a potem w swoją stronę.- Spytałem o coś.
– Zaprosiłem Anię na rozmowę.- Odparł za mnie ojciec pytającego. Albo właściwie mogłabym rzec mój teść.
– Po co?- Drążył Tomasz.- I co to za dokumenty?
– Te? Nic ważnego.
– Więc czemu ona je trzymała i podpisywała?
– Anna niczego nie podpisywała.
– Przecież trzyma w ręku twoje pióro. Pytam jeszcze raz co to ma znaczyć?
– Ubzdurałeś coś sobie.
– Czyżby?- Zupełnie nieprzygotowana dałam się zaskoczyć gdy jednym ruchem Tomek zbliżył się do mnie wyrywając teczkę z rąk.
– Nie!- Krzyknęłam gdy chciał ją otworzyć, ale choć zbliżyłam się do niego nie zdołałam go powstrzymać. Mimo wszystko nawet gdy trzymał w rękach akt rozwodowy próbowałam mu go odebrać.
– Co jakiś żart?- Powiedział w końcu z totalnym niedowierzaniem patrząc na swojego ojca. Potem przeniósł go na mnie. Malował się w nich ogromny szok i niedowierzanie połączone z czymś jeszcze. Czy było to uczucie zdrady? A może tłumiona furia i złość? Nie wytrzymałam jego spojrzenia na tyle by to rozpoznać.- Odpowiedzcie: to żart? Naprawdę jestem żonaty?
– Masz dokument przed swoimi oczami więc doskonale wiesz, że tak.- Sucho odezwał się Kamiński jakby fakt, iż Tomek poznał prawdę był tylko drobną niedogodnością.- Dlatego wraz z Anną chcieliśmy to rozwiązać polubownie. Teraz jednak chyba będzie lepiej jak sobie pójdziesz, Anno.- Posłuchałabym go z ulgą gdyby nie następne słowa Tomka.
– Ona nigdzie nie pójdzie.
– Tomasz, uspokój się. Dziewczyna i tak jest wystraszona. Powinieneś się najpierw uspokoić.
– Uspokoić?- Tomek roześmiał się jakimś diabolicznym śmiechem.- Uspokoić?
Właśnie dowiedziałem się, że jestem żonaty a ty każesz mi się uspokoić?
– Zaraz wszystko ci wytłumaczę. Przepuść Annę. Nic tu po niej.- Modliłam się by Tomasz posłuchał ojca, bo pogarda malująca się w jego oczach i wyrazie twarzy była nie do zniesienia. Jednocześni wiedziałam, że nie powinnam uciekać, ale w tej chwili marzyłam tylko o tym.
– Powinna zostać.
– Ja wiem wszystko to co powinieneś. Potem spytasz ją o resztę.- Tomek niechętnie skinął głową, a ja z ulgą uciekłam bojąc się że zmieni zdanie jak zwykły tchórz.
Od tego czasu minęło kilka dni w czasie których powoli wracałam do normalności. Początkowo, mając w pamięci pełne niedowierzania i wyrzutu spojrzenie Tomka z chwilą gdy dowiadywał się prawdy obawiałam się, że będzie chciał chociaż ze mną porozmawiać. (bałam się nawet, że będzie na mnie bardzo zły i potraktuje mnie okropnie). Jednak każdą mijającą godziną, a potem dniem uzmysławiałam sobie, że on nie ma takiego zamiaru. Widocznie tak jak ja uznał, że to małżeństwo nie miało sensu od samego początku. W końcu chodziło mu tylko o pieniądze jego zmarłej matki. Może nawet podpisał mój pozew? Zdusiłam chwilowy ból w piersi jaki spowodowała ta konkluzja. 
Czy wciąż go kochałam? Odpowiedź na to pytanie brzmiała: nie. Bo zakochałam się w kimś, kto w ogóle nie istniał. W mężczyźnie, który grał przede mną takiego, jakiego według siebie uważał za atrakcyjnego. W kimś, kto poślubił mnie po to by zdobyć swoje pieniądze kpiąc z całej instytucji małżeństwa i jej wymowy. To było niezmiernie żałosne. A przede wszystkim smutne. Może to właśnie dlatego byłam totalnie zaskoczona gdy ubijając pianę z białek do przygotowania kolejnego deseru usłyszałam przed sobą głos:
– Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?- Zaprzestałam używania trzepaczki zastanawiając się jak dostał się tutaj, na zaplecze i kuchnię. Czyżby Paula mu na to pozwoliła? A może wykorzystał jej nieuwagę?
– Jak tu wszedłeś?- Odparłam pytaniem. Tomek posłał mi lekko ironiczny uśmieszek.
– Normanie.- Odparł niczego właściwie nie wyjaśniając jak zwykle w swoim stylu kpiarsko wzruszając ramionami. Zrobił kilka kroków w moją stronę oddalając się od drzwi.- Więc? Jak zamierzasz wytłumaczyć mi pewien drobny fakt, który przede mną zataiłaś?- Celowo przedłużył i zaakcentował słowo „drobny”. Zmusiłam się aby spojrzeć mu jeśli nie w oczy, to chociaż w twarz. Nie było to łatwe, bo tym razem maska którą przywdział wydawała mi się być zupełnie nieprzenikniona. Na jego twarzy nie można było dostrzec jakiejkolwiek emocji. Czy był na mnie zły? Wściekły? Rozżalony? A może zamierzał mi powiedzieć, że dopełnił już wszystkich formalności i jednak już nic nas nie łączy?
– Przepraszam. Po prostu tak wyszło.- Jego śmiech był tak niespodziewany i dziwny, że aż mnie przeraził.
– Tak wyszło? To, że wyszłaś za mnie było dla ciebie aż tak nieznaczącym faktem, że aż nie wartym tego bym to wiedział? Skoro małżeństwo nie jest dla ciebie ważne to chciałbym wiedzieć co jest.- Dodał z sarkazmem. Zacisnęłam gniewnie usta. Wiedziałam, że miał prawo by wiedzieć; naprawdę o tym wiedziałam, ale czułam wewnątrz siebie zbyt wielki ból by myśleć rozsądnie. Nie chciałam by tu był. Nie chciałam więcej z nim rozmawiać, wyjaśniać czegokolwiek choć wiedziałam, że muszę zrobić to po raz ostatni. Tyle, że w tej chwili naprawdę nie miałam na to najmniejszej ochoty. Po tym co powiedział mi jego ojciec podczas naszej ostatniej rozmowy byłam sto razy bardziej wściekła i jednocześnie zraniona przez Tomka. Jeśli już dopuszczałabym możliwość takiej rozmowy to przede wszystkim przygotowałabym się do tego psychicznie znajdując skuteczną obronę przed jego gniewem. Przedstawiłabym mu całą sytuację ze swojej perspektywy przytaczając argumenty w sposób rzeczowy i logiczny tak, że jeśli by nie zaakceptował mojego punktu widzenia, to chociaż go zrozumiał. Teraz w mojej głowie była kompletna pusta. Wiedziałam co powinnam mu powiedzieć, ale z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Aby jakoś zamaskować swoją reakcję wolno powróciłam do swojego zajęcia. Dźwięk trzepaczki trochę mnie uspokoił.- No, słucham.- Pospieszał mnie.- Zamierzałaś mi o tym kiedykolwiek powiedzieć?
– Nie.- Odparłam tylko zgodnie w swoim sumieniu. Wiedziałam, że to było nieetyczne, niemoralne i po prostu złe, ale nie potrafiłam w tamtej chwili myśleć inaczej.
– Nie?- Moja odpowiedź szczerze go zdziwiła.- To znaczy, że naprawdę chciałaś załatwić wszystko z moim kochanym tatusiem tak abym nigdy nie dowiedział się o tym, że byłem kiedykolwiek żonaty i się rozwiodłem?- Przełknęłam głośno ślinę gdy przedstawił wszystko tak rzeczowo. Brzmiało to strasznie.
– Tak.- Znów odpowiedziałam monosylabą. Bo i co miałam powiedzieć więcej?
Wszystko inne wydawało mi się zwykłym usprawiedliwieniem. A tego jednego nie chciałam robić. Postąpiłam źle, to prawda, ale miałam swoje powody.
– Wiesz, że to było nielegalne? Że mógłbym oskarżyć ciebie i ojca za oszustwo?
A zwłaszcza ciebie?
– Liczę się z tym.- Zdziwiło mnie, że mówiąc to mój głos brzmiał spokojnie i rzeczowo. Chyba to jednak tylko zirytowało Tomka, bo ciężko opierając dłonie o blat za którym stałam odparł nachylając się nade mną:
– Pewnie myślisz, że tego nie zrobię co? A więc zdziwisz się, bo bardzo chętnie bym tak postąpił. Mam gdzieś skandal.- Urwał na chwilę próbując przyszpilić mnie spojrzeniem. Ja jednak udawałam całkowicie zajętą mieszaniem. Gdy mu się to nie udało odezwał się znowu:- Naprawdę nic cię to nie obchodzi?
– Jak według ciebie mam reagować? Wiem, że przeprosiny nic nie znaczą, ale zrobiłam to. Przeprosiłam cię. I tak, przyznaję nie powinnam tego robić tak jakby to nie dotyczyło ciebie w żaden sposób i po fakcie też; zdaję sobie z tego sprawę, ale czasu nie cofnę. A poza tym...- Umilkłam z trudem hamując się przed powiedzeniem czegoś co mogłoby rozzłościć go jeszcze bardziej.
– A poza tym?- Drążył bardziej się nade mną nachylając. Patrząc mu w oczy zdecydowałam się na prawdę. Bo to właśnie kłamstwa i niedomówienia doprowadziły mnie tutaj.
– Poza tym to nie wiem czy gdybym mogła cofnąć czas to postąpiłabym inaczej.- Odsunął się ode mnie i blatu tak szybko, że odrywając od niego swoje dłonie rozległ się głuchy dźwięk. Patrząc mu w twarz ujrzałam na niego tłumioną furię.
– Jesteś tak bezczelna, że brak mi słów. Nie masz nawet na tyle przyzwoitości by choć trochę czuć się winną.
– Ja nie mam przyzwoitości?- Zaśmiałabym się w głos gdyby nie fakt, że wcale nie było mi do śmiechu.- To nie ja spotykałam się z Iloną flirtując pod twoim nosem!
– Nie wiedziałem, że jestem żonaty!
– A gdybyś wiedział to co?- W miarę czasu moja złość narastała. Trzepaczka w dłoni poruszała się coraz szybciej.
– Tu cię boli, co? Że jednak nie zakochałem się w tobie ponownie, co? A może raczej powinienem powiedzieć: że zakochałem się w tobie po raz pierwszy?- Chwilę zajęło mi zrozumienie tego co sugerował- Udawałaś taką zasmuconą i zdruzgotaną, a tak naprawdę chodziło ci tylko o kasę. Upewniłaś się, że ciągu tych dwóch ostatnich miesięcy prawdopodobnie nie odzyskam pamięci, więc bez przeszkód możesz realizować swój plan.
– Co ty sugerujesz? Że ja wyszłam za ciebie za mąż dla pieniędzy kiedy ty sam...
– Nie przerywaj mi.- Rozkazał władczym tonem.- Doskonale wiesz czym się kierowałaś i nie ma potrzeby udawać zdziwienia. A raczej złości.- Dodał z tryumfalnym uśmiechem patrząc w moją twarz.- Zaskoczona moją przenikliwością?
– Raczej urojeniami.- Zignorował moją docinkę.
– Przykro mi jednak będzie cię rozczarować, bo w razie rozwodu nic byś nie dostała.
– Mam gdzieś twoje pieniądze.- Prychnęłam.
– Czyżby?- Zaśmiał się zadowolony z mojej gwałtownej reakcji. Bo pod wpływem jego niedorzecznych wywodów mój spokój gdzieś wyparował zamieniając się w pełen gniew.- Możesz skończyć wreszcie z tą maską niewinności. Powiedz mi tylko co miałaś zamiar zrobić gdybym odzyskał pamięć? Liczyłaś na to, że zdołałaś mnie jednak w przeszłości aż tak omamić, bym uwierzył w twoje kłamstwa?
– Przed chwilą twierdziłeś, że wcale nie byłeś we mnie zakochany. Zdecyduj się wreszcie.
– Powiedziałem: omamiony, a nie zakochany. Nie przeczę, że tą swoją słodką buźką zdołałaś mnie prawie przekonać. Jednak za bardzo udawałaś niedostępną. Poradzę ci coś kochana: następnym razem gdy będziesz szukała kolejnego durnia bądź trochę bardziej przyjazna. A, no i przede wszystkim znajdź durnia, a nie inteligentnego faceta, który przejrzy twoje gierki.
– Czego chcesz?- Spytałam po chwili milczenia rozumiejąc, że w tej chwili jakakolwiek rozmowa z nim nie ma najmniejszego sensu. On już obsadził mnie w roli złej królowej i na nic zdadzą się moje wyjaśnienia. Poza tym nie zależało mi na jego opinii o mnie. Już nie. Liczyły się tylko fakty, których nadal nie znałam.
   Dlaczego sądzisz, że mogę chcieć od ciebie czegokolwiek? Zaspokój tylko moją ciekawość w jednym względzie. Jak mnie do tego zmusiłaś tak naprawdę?
- Do czego?
- Małżeństwa. Tuż po wypadku gdy powiedziałaś że się zaręczyliśmy sądziłem, że możesz być w ciąży, ale ostatnie tygodnie tego nie potwierdziły.- Wymownym gestem omiótł moją sylwetkę a w szczególności brzuch.- Oszukałaś mnie więc? A może poroniłaś?
- Sądzisz, że złapałam cię na dziecko?- Z niedowierzania aż mnie zatkało.
- Więc jak to zrobiłaś? Zmusiłaś do tego po pijaku?
- Małżeństwa nie zawiera się pod wpływem alkoholu.
- Ani znając osobę tylko przez trzy miesiące.- Odparował.
–Po co tu przyszedłeś?- Powtórzyłam nie chcąc wdawać się w zbędne dyskusje.- Skoro masz zamiar obrzucać mnie błotem śmiało, nie krępuj się. Ale zamiast tego możemy od razu przejść do rzeczy niż karać się swoim towarzystwem.
- To znaczy?
- Rozwodem. Bo po to tutaj przyszedłeś, prawda?- Spytałam retorycznie.
– No cóż, przyszedłem tu po ty by z tobą porozmawiać. A co zaś się tyczy naszego rozwodu... nie przypominam sobie naszego ślubu a co dopiero rozwodu.
– Cieszę się, że dopisuje ci poczucie humoru, ale ośmielam się przypomnieć że podpisane przez nas dokumenty leżały w gabinecie twojego ojca.
– Masz chyba na myśli twój podpis, bo ja z pewnością się pod niczym nie podpisywałem.
– Przestań w końcu traktować wszystko dosłownie. Doskonale wiesz o co mi chodzi.- Wzięłam głęboki oddech by się uspokoić i chwilę pomyśleć.- Dobrze, zgadzam się z tym, że tamten dokument był nieważny- Przyznałam.- W takim razie jak masz zamiar to wszystko rozwiązać?
 Co rozumiesz przez słowo wszystko?
– Och, skończ już to wreszcie!- Wybuchłam.- Postąpiłam źle, przyznaję, ale możesz przestać zachowywać się dziecinnie i docinać mi z tego powodu. Obydwoje chcemy jak najszybciej uwolnić się z tej głupiej sytuacji, więc przedłużanie jej infantylnymi zagraniami szkodzi nie tylko mi, ale i tobie. Będzie lepiej gdy postaramy się oddzielić emocje od faktów. Zgadzasz się?- Gdy przytaknął kontynuowałam.- Z twoich wcześniejszych słów rozumiem, że tamten dokument orzekający nasz rozwód jest nieważny.
– Trafna konkluzja.- Skomentował to. Rzuciłam mu nieprzyjemne spojrzenie, jednak na jego twarzy nie dostrzegłam śladu przekory.
– A więc powinniśmy to załatwić jak najszybciej. Mogę cię prosić abyś się tym zajął?
– Czym?- Ślubem Madonny z Clooneyem, miałam ochotę odpowiedzieć. Zmusiłam się jednak do powstrzymania złości.
– Naszym rozwodem, bo o tym przecież rozmawiamy. Załatwisz wszystkie niezbędne formalności?- Tomek patrzył na mnie w milczeniu przez kilka sekund, które mnie osobiście wydały się kilkoma minutami. Próbowałam wyczytać coś z jego spojrzenia, ale jedyne co mi to przyniosło to uczucie niepokoju. Dlaczego nie odpowiadał? Już miałam go o to spytać gdy w końcu  zabrał głos:
– Dlaczego według ciebie miałbym to robić?
– Bo ja nie mam czasu. Muszę prowadzić restaurację, piec ciasta, prowadzić księgowość i dopilnowywać dostaw. Nie mogę sobie pozwolić na...- Urwałam zaskoczona jego rozbawieniem. Co mogło go aż tak śmieszyć? Przeanalizowałam swoją odpowiedź i nic w niej nie znalazłam. Bawiło go to, że musiałam ciężko pracować podczas gdy on tylko trwonił fortunę ojca?
– Nie zrozumiałaś mnie.- Wyjaśnił w końcu- Nie mam zamiaru tego robić. W ogóle nie zamierzam zajmować się naszym rozwodem.
– Dobrze cię zrozumiałam. Nawet to próbujesz mi utrudnić. Rozumiem, że masz prawo być na mnie zły, ale naprawdę nie mam teraz czasu. Zgadzam się wziąć część kosztów na siebie, ale to wszystko co mogę...Nie, to nie możliwe.- Dokończyłam w końcu kręcąc głową.- Chyba zwariowałam zadając ci to pytanie, ale muszę się upewnić: Co miało znaczyć to, że nie zamierzasz zajmować się naszym rozwodem?
– Dokładnie to co zrozumiałaś. Zdałem sobie sprawę, że skoro mam już żonę to nie powinienem się tak pochopnie rozwodzić.
– Żartujesz sobie ze mnie? Chcesz się odkuć za to co ci zrobiłam, tak?
– Nie, Aniu. Mówię poważnie. Nie będzie żadnego rozwodu.
– Ty draniu.- Syknęłam.- A więc tak zamierzasz to załatwić. Ukarzesz mnie za to, że ci o niczym nie powiedziałam tak? Zamierzasz w ten sposób wziąć na mnie odwet? Nie uda ci się to. Bo to ja wystąpię z wnioskiem o rozwód, rozumiesz? Nawet jeśli będę musiała sfinansować go w całości to zrobię to. Nie mam zamiaru pozostawać twoją żoną ani chwili dłużej. I tak już łudziłam się wystarczająco, że...- Przerwałam uświadomiwszy sobie, że jeszcze chwila a wyznałabym mu, że liczyłam na to że nawet jeśli nie odzyska pamięci to zdoła mnie pokochać na nowo. Ale nawet dzisiaj powiedział, że nigdy mnie nie kochał. Może i stracił pamięć, ale znał siebie na tyle by to wiedzieć. A ja sądziłam, że w ledwo pięć miesięcy bardzo dobrze go znam choć nie znałam go nawet w jednym procencie. Ba, w jednej setnej procenta. Nie potrafiłam przewidzieć żadnej z jego reakcji czy przesunięć. Wiedziałam o nim tylko to, że był kompletnie nieprzewidywalny.
– Nie zamierzam cię karać. Chcę tylko dochodzić swoich praw jako męża. Po to tu przyszedłem.
– Jesteś podstępnym i bezwzględnym...- Uniósł przed siebie dłoń dając mi tym do zrozumienia żebym przerwała. Zdenerwował mnie tym jeszcze bardziej, bo odruchowo spełniłam jego polecenie.
– Zanim zaczniesz mnie obrzucać tymi kwiecistymi epitetami- Zaczął- Chciałbym wiedzieć jak naprawdę chciałaś to wszystko rozegrać. Nie znam przeszłości i łączących nas relacji. Mogę je tylko podejrzewać, ale co wtedy gdybym naprawdę odzyskał pamięć? Dowiedział się o naszym rozwodzie?
– Doskonale wiesz, że to niemożliwie, bo nigdy nie odzyskasz pamięci. Gdyby to miało się stać to stałoby się już dawno temu: w pierwszym tygodniu po wypadku, co najwyżej miesiącu. Teraz praktycznie nie ma na to szans.
– Cieszę się, że z taką radością mi to oznajmiasz.- Odparł mi dziwnym tonem.
Dopiero po chwili zrozumiałam jak beznamiętnie wszystko przedstawiłam. Zrobiło mi się przykro, że nieświadomie sprawiłam mu ból choć wcale tego nie chciałam. Ja grałam fair. Nie korzystałam z ciosów poniżej pasa, choć właśnie nieświadomie to zrobiłam.
–Tomek, ja nie chciałam...
– Darujmy to sobie. Przynajmniej zdjęłaś tę aureolkę z głowy i przestałaś udawać aniołka. A więc, wracając do tematu liczyłaś na to, że się nie dowiem. I że zrealizujesz swój plan do końca.
– Nie.- Odparłam zgnębionym tonem- Myślałam, że tak będzie lepiej. Sądziłam, że nie ma już dla nas przyszłości. Ty ledwie mnie znosiłeś: ja zaczęłam odkrywać, że wcale cię nie znam. No i rozstaliśmy się. Poza tym twój ojciec uświadomił mi to samo.
– Mój ojciec?- zdziwił się.
– Tak. Wiedział o naszym związku. Ty mu o tym powiedziałeś.
– A więc kłamał.- Stwierdził stanowczo. Uśmiechnęłam się lekko.
– Tego nie możesz wiedzieć.
– A jednak wiem.- Upierał się.
– Więc skąd o tym wiedział? - Bo ty z pewnością nie możesz o tym wiedzieć, dodałam w myślach.
– Co jeszcze mówił?- Zmienił temat.
– Że ożeniłeś się ze mną tylko po to by zrobić mu na złość. A właściwie to po to by dostać pieniądze z funduszu powierniczego.- Gdy zapadła cisza wbrew sobie dodałam z dobrze skrywaną nadzieją:- Temu nie zaprzeczysz?
– Widzę, że nieźle dogadujesz się z moim tatusiem. Kiedy zdążyłaś aż tak dobrze go poznać i się z nim zaprzyjaźnić? A wszyscy tak go nie lubią. Jesteś chyba jedyną osobą, która go broni. A może się w nim zakochałaś? W końcu to też Kamiński. A macocha ostatnio podupada na zdrowiu. Może więc mogłaś zaczekać i ożenić się z samym prezesem Build& Project. W końcu długo by nie pożył, więc nie musiałabyś się z nim męczyć.
– Jesteś obrzydliwy.- Żachnęłam się zdezorientowana jego nagłym atakiem.
– Przyzwyczajaj się. Jutro masz spakować swoje rzeczy i być gotowa na przeprowadzkę. Przyjadę do ciebie po południu.
– Nigdzie nie...
– No tak, pracujesz. W takim razie wieczorem.
– Nigdzie z tobą nie pojadę, dotarło?!- Krzyknęłam znowu.
– Pojedziesz.- Odparł spokojnie.- Inaczej źle się to dla ciebie skończy.
–Grozisz mi?- Syknęłam czując jak gotuje się we mnie złość.
–Tylko ostrzegam. I przestań wreszcie ucierać tą głupią masę.
–To białko z cukrem na bezy.- Wyjaśniłam cedząc słowa. On skwitował to tylko ruchem ramion.
– Mam gdzieś czy jest to trucizna czy wymiociny. Odłóż to jeśli zamierzasz jeszcze o czymś ze mną dyskutować.
– Powiedziałam, że nie będę z tobą dyskutować. I jesteś śmieszny jeśli sądzisz, że znów pozwolę sobą manipulować. Jeszcze dziś skontaktuję się z jakimś prawnikiem i załatwię wszystko sama. A nawet jeśli będziesz chciał mi  wszystko utrudniać to uzyskasz tylko tyle, że sprawa będzie się ciągnęła tylko trochę dłużej.
– Wykazujesz dużą wiarę w nasz system sądownictwa.- Uśmiechnął się.- Szkoda tylko, że się rozczarujesz. Bo ja mówiłem poważnie. I nie zmienię zdania. A ty dostosujesz się do moich reguł gry.- Życie to nie jest żadna gra, miałam ochotę odpowiedzieć. Zamiast tego spytałam tylko:
– A jeśli nie to co?- Podchodził do mnie coraz bliżej aż w końcu zdecydowanym ruchem wyrwał mi miskę z ręki. Zrobił to tak nieoczekiwanie, że zupełnie nie protestowałam. Potem schylił się lekko by nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie.
– Mam ci powiedzieć co grozi za manipulację dokumentem, który miałby niby być naszym rozwodem? Pomijając fakt, że byłby nieważny i po każdym z naszych następnych ślubów popełnilibyśmy bigamię?- Odruchowo poczułam strach, a moje serce zaczęło bić szybciej.
– Nie masz żadnym dowodów.- Odparłam odzyskując bystrość umysłu. Byłam pewna, że Władysław Kamiński nie dopuściłby do tego by Tomek odebrał mu dokument.
– Czyżby? Może o tym nie wiesz, ale w gabinecie mojego tatusia jest kamera która doskonale rejestruje każdy dźwięk. Nie muszę też dodawać, że obraz jest nawet lepszy niż w czterdziestokilkucalowym telewizorze. Tak się przypadkiem stało, że teraz jest ona w moim posiadaniu.- Przełknęłam głośno ślinę, a on się zaśmiał- I co na to powiesz?- Milczałam niezdolna do wymyślenia jakiegokolwiek wyjścia z sytuacji.
– A więc mam do wyboru proces z tobą albo zaniechanie rozwodu?- Mimo przegranej pozycji postanowiłam postawić sprawę jasno.
– Tak to mniej więcej wygląda. Aha, i poza tym pozostaje jeszcze jeden fakt. Bo wiesz, w ciągu ostatnich kilku dni, gdy dowiedziałem się, że nie jestem wolnym facetem spędziłem na intensywnych rozmyślaniach dużo czasu. I ja też dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy o mojej drogiej małżonce. Na przykład tego na co poszła część moich pieniędzy a dokładnie połowa, 15 000 zł. Pamiętam, że pytałem cię czy wiesz co mogło stać się z całą kwotą, a ty odparłaś ze nie wiesz. Ale z pewnością zapomniałaś mi o tym wspomnieć zupełnie przypadkiem. Tak jak o naszym małżeństwie.
– Nie zataiłam tego.
–Tak, tylko nie powiedziałaś mi o tym przypadkiem. Chyba to już ustaliliśmy.- zakpił.- No i chciałbym jeszcze wiedzieć co robiłaś w środę w moim dawnym mieszkaniu. Czego szukałaś?- Przez chwilę zaskoczona, że o tym wiem wytrzeszczyłam na niego oczy.
– Twój brat ci powiedział?
– Właściwie to nie, wygadał się przypadkiem Agnieszce, a ona na twoje nieszczęście nie wiedziała, że ma mi o niczym nie mówić. No więc?- Popędził mnie, ale ja nadal nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Bo na pewno nie prawdę.- Słucham.
–Zostawiłam tam kilka swoich drobiazgów.- Uśmiechnął się, a potem głęboko roześmiał.
– Co w tym śmiesznego?
– Ty. Po takiej wytrawnej oszustce spodziewałbym się bardziej wiarygodnej wymówki i kłamstwa. Powiedz, twoja wyobraźnia cię już zawodzi? A może twój plan nie zakładał możliwości takiej sytuacji?
– Bawi cię to?- Spytałam zimno. Jego śmiech wolno przygasał by w końcu zaniknąć. Ze wzrokiem utkwionym w mojej twarzy powiedział poważnym, złowróżebnym tonem:
– Kochanie, to nie jest żadna gra. Jesteśmy połączeni węzłem małżeńskim czy tego chcemy czy nie. To, że pojawiły się drobne niedogodności nie mają tu znaczenia.
– Po pierwsze to nie są drobne niedogodności, a po drugie to nie waż się tak do mnie mówić.
– Jak: kochanie? Uznałem, że ten epitet jest uroczy, choć masz rację: nie bardzo do ciebie pasuję. Lepiej byłoby użyć słów: sprytna lodowata oszustka czy przebiegła manipulatorka?- Odsunęłam się od niego, bo dłużej nie potrafiłam znieść. W końcu coś do mnie dotarło. On mnie nienawidził. Pogardzał i motywował fałszywymi przesłankami ani trochę nie dbając o to, że to nieprawda. I był gotów ukarać mnie za to wszystko zgodnie ze swoim własnym planem, który z pewnością już wymyślił. Na tę myśl zadrżałam ze strachu przed czekającym mnie losem.
– Tak zamierzasz mnie poniżyć.- Odezwałam się cicho nie odwracając się do niego.- Co dokładnie dla mnie szykujesz? Zanim ugnę się na twój szantaż chcę wiedzieć jakie masz w stosunku do mnie plany.
– Aniu, ja nie jestem swoim ojcem. Nie kierują mną żadne ukryte motywy. Po prostu chcę odzyskać swoją żonę.
– Kpisz sobie?- Odwróciłam się z furią.- Przecież wiem, że mnie nienawidzisz. Nigdy nie byliśmy prawdziwym małżeństwem i doskonale o tym wiesz!- Wykrzyknęłam zanim uświadomiłam sobie jak to zabrzmiało. I z czym dokładnie wiąże się małżeństwo. Musiałabym z nim spać. Zadrżałam. Kiedyś jego pocałunki sprawiały mi przyjemność, ale teraz choćby na myśl o tym, że ktoś taki jak Tomek miałby mnie dotknąć cała wewnętrznie się jeżyłam. Dotarło do mnie jego ostatnie stwierdzenie. A jeśli naprawdę chodziło mu tylko o to? Jeśli postanowił wykorzystywać mnie kiedy tylko będzie miał ochotę nie zmieniając swoich dawnych nawyków pewny, że nie będę protestować bo będzie miał mnie w szachu. Moje myśli musiały chyba odbić się na mojej twarzy, bo powiedział już spokojniejszym tonem:
– Nigdy nie twierdziłem, że cię nienawidzę. Owszem, byłem wściekły, ale nie czuję do ciebie nienawiści. Raczej żal za to, że nie wyznałaś mi prawdy i postanowiłaś w komitywie z moim ojcem załatwić to po swojemu, ale jak już to zrozumiałem, w pewien sposób zaakceptowałem.
– Więc zgódź się na rozwód. Proszę.- nie mogłam się powstrzymać. W tej chwili byłam gotowa go błagać.- Obiecuję, że spłacę twoją pożyczkę.
  Masz piętnaście tysięcy gotówką?
– Nie, ale spłacę ci to w ratach.- W myślach wiedziałam jednak, że to niemożliwe. To, że wyszłam w tym miesiącu na plus było tylko małą kroplą w  morzu, a czekała mnie jeszcze masa innych opłat.
– Przykro mi, chcę całą gotówkę.
– Wiesz, że jej nie mam.
– A ty wiesz, że ja o tym wiem.- Przewrócił oczami jakby nie do końca rozumiał swoją wypowiedź.- Czekaj, a więc co z tego wynika? Zawsze nie najlepiej radziłem sobie z logiką.
– Och.- Tylko tyle byłam w stanie wyrzucić z siebie w bezsilnej złości, bo gdy ja liczyłam na jego współczucie poniżając się prośbą on dalej kpił.- Bądźmy szczerzy: przecież tak naprawdę tego nie chcesz. Nie kochasz mnie ani nawet nie lubisz. Niemal wychodzisz z siebie, bo tak działam ci na nerwy. Dlaczego więc chcesz abym pozostała twoją żoną? Aby przekonać się jak wiele czasu minie zanim obydwoje się zatłuczemy?- Roześmiał się.
– Nie musisz obawiać się o swoje życie. A co do tego pierwszego to skoro już chcesz być szczera to powiedz mi dlaczego ty się ze mną związałaś.
– Przecież i tak wierzysz w to co chcesz i nie dasz wiary mojej wersji.
– Spróbuj. Kto wie?- Wzruszył ramionami.- No bo chyba nie zamierzasz zapewniać mnie o dozgonnej miłości? W takim razie zupełnie nie rozumiem czemu przeszkadza ci fakt, że nadal pozostaniemy małżeństwem.- Tak bolesne wykpienie całej sprawy odrobinkę mnie zakłopotało choć jednocześnie uspokoiło. Choć nawet po wypadku powiedziałam mu kiedyś, że go kocham najwyraźniej nie uznał tej możliwości za prawdziwą, bo inaczej jego ton nie byłby aż tak pełen niedowierzania i żartu. Ten fakt mnie ucieszył, bo gdyby znał prawdę niechybnie byłby gotów wykorzystać to przeciwko mnie. Przez chwilę zastanawiałam się jednak co by zrobił gdybym jednak wyznała, że kiedyś wydawało mi się, że go kocham. Że wychodziłam za niego ze świadomością, iż jest to uczucie prawdziwe i szczerze odwzajemnione, a nie tylko wykalkulowane.
– Sama nie wiem.- Odparłam w końcu widząc, że liczy na jakąś odpowiedź. Nie miałam zamiaru powiedzieć mu prawdy.
– Nie wiesz.- Powtórzył wyraźnie zaskoczony. Dla odmiany tym razem to ja wzruszyłam ramionami.
– To było czyste szaleństwo. Znaliśmy się trzy miesiące i po prostu...- Urwałam machając desperacko rękoma w poszukiwaniu weny. Jednak nie przyszła.
– … po prostu postanowiłam zamienić jednego narzeczonego na innego, tak?
– Co masz na myśli?
– Wiem, że byłaś już kiedyś o krok od ślubu. Widać zmienianie partnerów nie nastręcza ci wiele trudności. Bogatych trzeba dodać, ale najwyraźniej masz szczęście zakochiwać się w dzianych facetach- Zakpił, a ja poczułam się tak jakby mnie uderzył. Historia z Dawidem wróciła do mnie jak bumerang. Jak śmiał rzucić mi w twarz tak jawną obelgę? Nie miał pojęcia jak bardzo zraniła mnie zdradza Raczkowskiego. Że uciekłam ze swojego rodzinnego domu właśnie dlatego bez żadnych pieniędzy, perspektyw i koligacji. I że całkowicie załamana nieco ponad miesiąc później spotkałam i poznałam w dyskotece jego? Po raz pierwszy od początku całej naszej rozmowy miałam ochotę głośno się roześmiać. Bo wpadłam z deszczu pod rynnę, co uświadomiłam sobie w przypływie wisielczego humoru. Z przyszłego męża, który nie szanował mnie zdradzając z przyjaciółką miałam teraz kompletnie nieprzewidywalnego, który  nie tylko mnie nie szanował, ale również pogardzał i groził. Na dodatek zupełnie nie umiałam go rozgryźć, bo poprzedni Tomek, ten sprzed wypadku był zupełnie inny i nigdy nie potraktowałby mnie w ten sposób. Ten obecny raz na mnie krzyczał, raz się śmiał, kpił, przerażał, ośmieszał... a przez chwilę nawet wydawało mi się nawet, że współczuł. Ale to nie zmieniało faktu, że ten kalejdoskop nastrojów wytrącał mnie z równowagi bardziej niż otwarta miarodajna złość.- Widzę, że jesteś zdziwiona. Przecież powiedziałem ci, że ja też zaczerpnąłem kilku informacji. Ale nie martw się. Nie obwiniam cię. W końcu nie ma co udawać: kasa jest ważna.
– Wyjdź stąd.
– No, nie ma co udawać urażonej.- Odparł z lekkim rozbawieniem.
– Powiedziałam żebyś się wynosił.- Powtórzyłam twardo. Tym razem jego rozbawienie minęło.
– Radziłbym ci uważać, bo mogę się zezłościć naprawdę i być bardzo nieprzyjemny.- Ironicznie uniosłam brwi do góry. Zauważył ten gest.- Tak, może teraz wydaje ci się, że doświadczyłaś mojego gniewu, to jednak muszę cię rozczarować. Nie chciałabyś widzieć mnie w pełnej krasie.- Starałam się nie dać po sobie poznać, że czuję strach i dzielnie wytrzymałam jego spojrzenie. Przypomniałam sobie tamtą sytuację gdy ciągnął mnie po schodach niemal siłą gotów wydusić prawdę z Klaudii. Czy byłby w stanie posunąć się dalej? - Mówiłem poważnie: zamierzam dowiedzieć się po co się z tobą ożeniłem i dopiero wtedy rozwieść poznając wszystkie fakty. Ale zanim tego nie zrobię masz być posłuszną żoną, jasne? Na razie daję ci spokój, ale nie myśl że postawiłaś na swoim. Jutro wieczorem cię odwiedzę. Mam nadzieję, że będziesz milsza gdy wszystko sobie dokładnie przemyślisz.- Nie czekał na odpowiedź, więc ja też mu jej nie dałam. Gdy wyszedł z ulgą oparłam się o blat szybko chwytając powietrze. W głowie miałam kompletną pustkę. I co teraz?

11 komentarzy:

  1. Kochana od ciebie zalezy kiedy dodasz czesc i jakiej jest dlugosci. Nie masz za co nas przepraszac , to ze chcemy abys dodawala czesci nawet co dzien ;) jest nie istotne.
    A co do opowiadania jest naprawde cudowne. Nie moge sie doczekac kolejnej czesci :*
    Pozdr Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech tomek jest okropny.....ale Ania źle zrobiła że pozwoliła się tak obrażać...nie powinna go utwierdzac w jego chorych przekonaniach że jest oszustka.. Skoro prawda się wydała to powinna mu wszystko powiedzieć i zwyzywać za te obelgi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, cześć super!!!, szkoda mi Ani, bardzo!
    Mam wrażenie, że stary Kowalski manipuluję Anią, bo wie, że jest bardzo wrażliwa i ufna.
    Pozdrawiam
    Ania
    ps. rozdziały dodawaj, wtedy, gdy bedziesz mogła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie rozdział rewelacyjny oczywiście że lepiej dodać dopracowaną część. A troszkę dłuższe czekanie tylko przedłuża przyjemność czytania :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że tym razem kompletnie mnie zaskoczyłaś. :-o Oczywiście pozytywnie ;-D Nie spodziewałam się takiej reakcji Krzysztofa, jego zachowanie wobec Ani jest niesprawiedliwe a wybuch złości był kompletnie niepotrzebny jednak ja wierzę, że to początek ponownego zauroczenia Krzyśka Anią. W końcu gdyby tak naprawdę jej nienawidził i nie mógł znieść jej towarzystwa nie wpadłby na pomysł ciągnięcia tego małżeństwa i tym samym spędzania z nią większej ilości czasu. Chłopak wpadł jak śliwka w kompot tylko nie chce się to tego przyznać :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba raczej Tomka Anią :P

      Usuń
    2. Tak, dzięki za poprawienie mojego karygodnego błędu :-D

      Usuń
    3. To chyba przez to, że zaczęłam czytać pierwszą część Twojego opowiadania o Agnieszce i Krzyśku więc teraz to imię utkwiło mi w pamięci :-D

      Usuń
  6. nie wierzę, że Tomek jest taki, że potrafi być aż tak bezwzględny dla Ani. Tak bardzo ją to boli. Smutna część, nawet smutniejsza niż ostatnio. Mam nadzieję, że kolejna będzie bardziej pozytywna i wyprowadzisz ich jakoś na "prostą". Życzę dużo weny, Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm ciekawy rozdział, daje wiele do myślenia a Przede wszystkim pokazuje że nie warto kłamać osobie która się kocha.
    A co do tej przeprowadzki mam swoją teorie i wydaje mi się ze wyjdzie Ani to na plus :) czekam z niecierpliwością na kolejny Rozdział ;) pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dodasz coś? Wiem że chcesz "dopiescic" rozdział :) ale może dasz nadzieję na jakiś rozdział dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń